Dwaj panowie z Werony - William Shakespeare

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 2

Ogród przy domu Julii. Wchodzi Julia i Lucetta.

JULIA

Lecz mów, Lucetto, gdyśmy teraz same,

Czyli mi radzisz poddać się miłości?

LUCETTA

Czemu nie, pani, byle ulec bacznie.

JULIA

Z całej nadobnej rzeszy zalotników,

Którzy codziennie słówka do mnie mierzą,

Kogoż miłości najgodniejszym sądzisz?

LUCETTA

Racz ich nazwiska wymienić, a prostym,

Płytkim mym sądem myśl ci mą otworzę.

JULIA

Cóż o nadobnym sądzisz Eglamurze?

LUCETTA

Choć mąż wymowny, postać gładka, miła,

Nie byłby dla mnie, gdybym tobą była.

JULIA

Jak ci się bogacz Merkacjo podoba?

LUCETTA

Majątek śliczny, lecz mierna osoba.

JULIA

Jakaż o tkliwym Proteju twa rada?

LUCETTA

O Boże, jakiż szał nad nami włada!

JULIA

Co? Skąd gniew taki jego imię rodzi?

LUCETTA

Przebacz mi, pani, to wstyd, czy się godzi,

Bym ja, tak nędzne, tak liche stworzenie

Śmiała przymawiać takich panów cenie?

JULIA

Sądź i Proteja, innych osądziwszy.

LUCETTA

Więc: z tylu zacnych, mniemam, najpoczciwszy.

JULIA

Racja?

LUCETTA

Nie inna jak racja kobieca:

Tak sądzę o nim, bo tak o nim sądzę.

JULIA

I chcesz, bym jemu dała miłość moją?

LUCETTA

Tak, gdy ci nie strach, że ją stracisz marnie.

JULIA

On jeden z wszystkich nie błagał mnie zgoła.

LUCETTA

Jak on cię kocha, żaden tak nie zdoła.

JULIA

Ta małomówność drobną miłość zdradza.

LUCETTA

W ogniu tłumionym najdzielniejsza władza.

JULIA

Kto nie objawia miłości, nie kocha.

LUCETTA

Głośną przed ludźmi tylko miłość płocha.

JULIA

Chciałabym jego znać myśli.

LUCETTA

Przeczytaj

To pismo, pani.

JULIA

"Do Julii". Od kogo?

LUCETTA

To list pokaże.

JULIA

Mów, kto ci go wręczył?

LUCETTA

Paź to Walencja, wysłan przez Proteja,

Szedł ci go oddać, jam się nawinęła

I przebacz, żem go w twym imieniu wzięła.

JULIA

No, na mą skromność! wybornaś stręczarka.

Tyż to śmiesz płoche przechowywać pisma,

Na moją młodość zmawiać się, knuć spiski?

Śliczny to urząd, wierz mi, wzniosła godność,

A tyś urzędnik na to miejsce właśnie.

Weź stąd to pismo, pamiętaj je zwrócić

Lub mi się więcej nie pokaż na oczy.

LUCETTA

Lepszej wart płacy ten, co miłość krzepi.

JULIA

Odejdź!

LUCETTA

Byś mogła rozmyślić się lepiej.

Wychodzi.

JULIA

Trzeba mi było list przejrzeć przynajmniej!

Teraz wstyd byłby przyzwać ją na powrót

I w błąd ją kusić, który tuż zgromiłam.

Jakaż niezdara, że wiedząc, żem dziewczę,

Gwałtem mi listu przed oczy nie wparła.

"Nie" - mówi dziewczę przez skromność, a pragnie,

Aby natrętnik w tym słówku "tak" słyszał.

Wstyd! Jakże chwiejną jest ta głupia miłość!

Zadraśnie mamkę, jak krnąbrne niemowlę,

I wnet w pokorze rózgę ucałuje.

Jakżem stąd szorstko wygnała Lucettę,

Właśnie gdym chętnie mieć ją tu pragnęła!

W jakiż gniew srogi zmarszczyłam me czoło,

Gdy wewnątrz radość wiodła serce w uśmiech!

Teraz mą karą przyzwać znów Lucettę

I za grzech przeszły błagać przebaczenia.

Oho! Lucetto!

Lucetta powracając, upuszcza list.

LUCETTA

Czego pani żąda?

JULIA

Dają już obiad?

LUCETTA

O, gdyby już dano!

Byś mogła na nim stępić ząbki, które

Na mnie tak ostrzysz.

Podnosi list.

JULIA

Cóżeś tam podjęła

Tak troskliwie?

LUCETTA

Nic.

JULIA

Więc przecz się schylałaś?

LUCETTA

By podjąć papier, co mi wypadł z ręki.

JULIA

Więc papier niczym?

LUCETTA

W niczym mię nie tyczy.

JULIA

Ten, kogo tyczy, niech go sobie szuka.

LUCETTA

Kogo on tyczy, tego nie oszuka,

Byle tłumacza fałszywego nie miał.

JULIA

Pewnie gach jakiś pisze ci wierszami.

LUCETTA

Bym je należną wyśpiewała nutą.

Daj, daj mi nutę. Wszak ton przybrać umiesz.

JULIA

Podobne bzdurstwa niezgodne z mym tonem.

Zanuć je na ton: "Rączy błysk miłości".

LUCETTA

Nader to ciężkie na tak rączą nutę.

JULIA

Ciężkie? Alboż to nie fuga na głosy?

LUCETTA

Prosta melodia, wyśpiewaj ją solo.

JULIA

A czemuż nie ty?

LUCETTA

Dla mnie za wysoko.

JULIA

No, daj twą piosenkę.

Usiłuje porwać list. Lucetta spiesznie ukrywa go za plecami i ucieka.

Nie chceszże, filutko?

Goni ją.

LUCETTA

Nie zmieniaj tonu, gniewaj się, a śpiewaj,

Julia ją chwyta.

Chociaż mi nie w smak ów twój ton poprzedni.

JULIA

Nie w smak? A czemu?

Szczypie ją.

LUCETTA

Bo major zbyt ostry.

JULIA

Sporna filutko!

LUCETTA

Zbyt w mdły minor spadasz,

Psujesz harmonię zbyt cienkim dyszkantem,

A dla niej tenor konieczny w tej piosnce.

JULIA

Tenor ty głuszysz twym niesfornym basem.

LUCETTA

Tak, bo basuję wciąż w sprawie Proteja.

JULIA

Takim paplarstwem nie chcę się już trapić.

Oto masz koniec i z tym na dobitkę.

drze list w kawałki

Precz, precz mi z oczu! Zostaw tu te świstki.

Czyż cię na złość mi palce do nich świerzbią?

LUCETTA

Niby się gniewa, a byłaby rada,

Gdyby ją taki drugi list rozzłościł.

Odchodzi.

JULIA

Czemuż i na ten złościć się nie mogę!

Przebrzydłe ręce! żeście zedrzeć śmiały

Słowa tak lube. Zjadliwe szerszenie!

Wy, które miodem karmiąc się tak słodkim,

Wbijacie żądła w pszczoły, co go dają,

Każdy papierek przeproszę całusem.

Patrz, napisane: "Dobra Julio!" Gdzie tam,

Niedobra Julio! W pomście za niewdzięczność

Ciskam twe imię na ostre kamienie,

Wzgardliwie depcząc twą przekorną dumę.

Patrz dalej: "Protej miłością zraniony".

O biedne imię! me łono jak łoże

Utuli ciebie, aż rana się zgoi.

Lecz niech ją tkliwy wprzód ten całus zbada.

Znów powtórzone: "Protej" - dwa, trzy razy.

Ucisz się, wietrze, nie porwij ni słowa,

Aż znajdę każdy listek z tego listu

Krom własnej nazwy. Tę niech wicher jaki

Na stromą, straszną, przepaścistą skałę

Niesie i stamtąd w wściekłe morze strąci.

Patrz, w jednym wierszu dwakroć jego imię:

"Nieszczęsny Protej, Protej zakochany,

Do lubej Julii". To zaraz odedrę,

A jednak szkoda, gdyż on z mym tak pięknie

Kojarzy swoje żałosne imiona.

Razem je złożę. Teraz się całujcie,

Ściskajcie, swarzcie i róbcie, co chcecie.

Wchodzi Lucetta.

LUCETTA

Już obiad gotów. Ojciec pani czeka.

JULIA

Idźmy więc, idźmy.

LUCETTA

Mająż tu te świstki

Zostać jak plotki, by co wygadały?

JULIA

Unieś je raczej, jeśli je poważasz.

LUCETTA

Gdym ci je niosła, uniosłaś się na mnie.

Jednak je zbiorę, by tu nie przeziębły.

JULIA

Widzę, masz do nich pociąg nieprzeparty.

LUCETTA

Mów, pani, co chcesz, jeżeli co widzisz.

I ja też widzę, choć sądzisz, żem ślepa.

JULIA

Idźmy już, proszę.

Wychodzą.

Scena 1

Rynek w Weronie. Wchodzi Walencjo i Protej.

WALENCJO

Przestań odradzać, miły mój Proteju.

Domowa młodzież ma rozum domowy.

Gdyby nie miłość, która twe dni młode

Do lubych wejrzeń kochanki przykuła,

Ja bym cię raczej chciał mieć towarzyszem,

Byś poznał dziwy świata za granicą,

Zamiast tu w domu, tkwiąc w gnuśnym ospalstwie,

Marnować młodość próżniactwem bez celu.

Lecz ty się kochasz - kochaj! Szczęść ci Boże,

Szczęść i mnie, kiedy miłość mię przemoże.

PROTEJ

Chcesz gwałtem jechać? Bądź więc zdrów, Walencjo!

Twego Proteja pomnij, gdy w podróży

Ujrzysz rzecz jaką rzadką i ciekawą.

Chciej, bym był twego szczęścia uczestnikiem,

Gdy szczęście spotkasz - a w ciężkich trafunkach,

Jeżeli kiedy w przygodę popadniesz,

Troskę twą świętym polecaj mym modłom,

Gdyż bogomodlcą będę twym, Walencjo.

WALENCJO

Czy się w miłosnej za mnie modląc księdze?

PROTEJ

Modląc się w księdze, którąm umiłował.

WALENCJO

W płytkiej powieści o głębokim szale,

Jako Leander przepłynął Hellespont?

PROTEJ

Treść to głęboka głębszych jeszcze uczuć,

Bo mu wezbrała miłość za trzewiki.

WALENCJO

Prawda. A tyś w niej zabrnął aż za buty,

Choć Hellespontu nigdyś nie przepłynął.

PROTEJ

Co, aż za buty? Chceszże szyć mi buty?

WALENCJO

Nie chcę, bo zbyłeś buty...

PROTEJ

Co?

WALENCJO

Czci zbyłeś,

Że się tam kochasz, gdzie wzgardę za jęki -

Wstręt za dreszcz westchnień - dwadzieścia bezsennych,

Mdłych, czczych masz nocy za jeden błysk szczęścia.

Wygrasz - to może klęską twa wygrana;

Przegrasz - to straszne zdobywasz męczarnie;

Bądź co bądź, albo rozumem szał kupisz,

Albo szałowi twój rozum ulegnie.

PROTEJ

Więc z twych założeń wnosisz, żem szaleniec.

WALENCJO

Więc z położenia pono nim zostaniesz.

PROTEJ

Miłość wyśmiewasz, jam przecież nie miłość.

WALENCJO

Miłość twym władcą, bo tobą wskroś włada,

A ten, co w jarzmo tak się dał głupocie,

Mniemam, że w poczet mędrców się nie wpisze.

PROTEJ

Lecz wieszcze mówią, że jak w najkraśniejszym

Pączku tkwi żrący robak, tak i żrąca

Miłość w umysłach najwznioślejszych mieszka.

WALENCJO

I wieszcze mówią, że jak robak ścina

Co najrychlejsze pączki, nim rozkwitną,

Tak miłość młode i wątłe umysły

Zmienia w szaleństwo, kalecząc je w pączku,

W samym zawiązku niszcząc ich zieloność

I piękne przyszłych owoców nadzieje.

Lecz po cóż tracę czas, by radzić tobie,

Co jesteś tkliwej żądzy zwolennikiem.

Bądź zdrów raz jeszcze. Ojciec mię po drodze

Czeka, by ujrzeć, jak wsiądę na barkę.

PROTEJ

I ja, Walencjo, tam cię odprowadzę.

WALENCJO

Luby Proteju, nie. Tu się rozstańmy.

Do Mediolanu donoś mi przez listy

O twym w zalotach szczęściu i o wszystkim,

Co się tu zdarzy w mej nieobecności,

A ja cię również nawiedzę moimi.

PROTEJ

Wszech ci powodzeń życzę w Mediolanie.

WALENCJO

Tyleż ci w domu, za czym już cię żegnam.

Odchodzi.

PROTEJ

On sławę ściga, ja miłość. Przyjaciół

On swych opuszcza, by im chlubę przynieść,

Ja siebie, swoich, wszystko - dla miłości.

Tyś mię zmieniła, Julio, tyś przyczyną,

Że czas mój trwonię, żem ustał w naukach,

Że z rad przychylnych, ze świata szyderca,

Tracę w snach płonnych hart duszy i serca.

Wchodzi Śpiech.

ŚPIECH

Szczęść ci, Proteju. Gdzie mój pan, czy nie wiesz?

PROTEJ

Wraz szedł na barkę wsiąść do Mediolanu.

ŚPIECH

Więc wsiadł już, ręczę sto przeciw jednemu.

Jam istny baran, żem w tył podał barki.

PROTEJ

Często tak baran zabłąka się w tyle,

Skoro się pasterz oddali na chwilę.

ŚPIECH

Stąd więc wywodzisz, że mój pan pasterzem,

A ja baranem.

PROTEJ

Tak, tak, rzecz to znana.

ŚPIECH

Więc moje rogi są jego rogami,

Czyli śpię w nocy, czy się budzę z rana.

PROTEJ

Głupia odpowiedź i godna barana.

ŚPIECH

To jeszcze silniej dowodzi, żem baran.

PROTEJ

Prawda, jak również, że twój pan pasterzem.

ŚPIECH

O nie, zaprzeczyć temu mogę pewną okolicznością.

PROTEJ

To sęk, gdyż ja ci tego inną dowiodę.

ŚPIECH

Pasterz szuka barana, a nie baran pasterza, lecz ja mego pana szukam, a mój pan mię nie szuka, stąd widać, żem nie baran.

PROTEJ

Baran dla paszy chodzi za pasterzem, pasterz dla strawy nie chodzi za baranem. Ty gwoli twym zasługom chodzisz za twym panem, twój pan według zasług nie chodzi za tobą, stąd więc jesteś baranem.

ŚPIECH

Jeszcze jeden taki dowód, a zabeczę: bee!

PROTEJ

Lecz słuchaj, czyś mój list Julii doręczył?

ŚPIECH

A jużci, panie; ja, zgubiony baran, list twój oddałem onej, wytrefionemu barankowi, a ona, wytrefiony baranek, mnie, zgubionemu baranowi, nic za trud nie dała.

PROTEJ

Brak mi tu pastwiska dla tak licznej trzody baranków.

ŚPIECH

Jeśli brak, a grunt przeciążony, to ją lepiej wybrakuj.

PROTEJ

Znów się zgubiłeś, raczej tobie marsz do kata.

ŚPIECH

Co, masz dukata? O, mniej dukata starczy mi za to, żem list nosił.

PROTEJ

Nie rozumiesz; do kata znaczy: do oprawcy.

ŚPIECH

Ej, z dukata w oprawcę - to mała poprawa,

Nie bierz listów od gacha, co tak mało dawa.

PROTEJ

Lecz czyż po odebraniu mego pisma nie skinęła, nie rzekła nic?

ŚPIECH

potakując głową

Po nim.

PROTEJ

Nic i po nim, to razem będzie nicponiem.

ŚPIECH

Nie zrozumiałeś mię, panie, jam ci mówił, że skinęła. Ty się pytasz, czy po odebraniu tego pisma nie skinęła, nie rzekła nic. Po nim, odpowiadam, jużci nie przed nim.

PROTEJ

Co społem wzięte, staje się nicponiem.

ŚPIECH

Teraz więc, gdyś w składaniu tyle zażył trudów, weź to za twe trudy.

PROTEJ

Nie, tobie się to należy za wręczenie listu.

ŚPIECH

No, widzę, że cierpliwie muszę cię znosić.

PROTEJ

Jak to znosić mię musisz?

ŚPIECH

Nosząc twój list uczciwie, a za trud niczego nie otrzymując prócz nazwania nicponiem.

PROTEJ

Dalibóg, rączy masz dowcip.

ŚPIECH

A jednak twej opieszałej kieski dognać nie może.

PROTEJ

No, no, otwórz twą tajemnicę pokrótce. Cóż ona rzekła?

ŚPIECH

Otwórz twą kieskę, aby twój pieniądz i moja tajemnica mogły się razem objawić.

PROTEJ

Masz więc za twój trud. Cóż rzekła?

ŚPIECH

Zaprawdę mniemam, panie, że jej zdobyć nie zdołasz.

PROTEJ

Co, czyś tyle z niej wydobył?

ŚPIECH

Mnie się nic, panie, nie udało z niej wydobyć, nic, ani nawet jednego dukata za wręczenie listu. A ponieważ ona tak twardą była względem mnie, com wyznanie twego serca jej przyniósł, bodaj czy również twardą się nie okaże tobie, gdy ci wyjawi swoje. Nie dawaj jej żadnego zadatku, chyba kamienie, gdyż ona twarda jak stal.

PROTEJ

Cóż, nic więc nie rzekła?

ŚPIECH

Nic, ani nawet: "Weź to za twe trudy". Dzięki ci, że chcąc wydać się hojnym, dałeś mi dydka, więc, wet za wet, noś sam twe listy na przyszłość. Za czym idę polecić cię memu panu.

PROTEJ

Idź, by ochronić barkę od rozbicia,

Gdyż, niosąc ciebie, zatonąć nie może.

Czeka cię bowiem suchsza śmierć na lądzie.

Muszę innego wyprawić posłańca.

Może mych Julia czytać nie raczyła

Słów, otrzymanych tak niegodną pocztą.

Wychodzą w przeciwne strony.