Rozdział 1
Pół roku wcześniej
- Dziękuję, że nalegałaś na to wyjście. Ostatni tydzień w pracy to jakiś koszmar. Przetargi nieźle dają mi w kość. - Jednym haustem wypiłam kieliszek wódki.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Kochana, tylko zbyt szybko mi się nie upij. Zamierzam balować przez całą noc. - Uśmiechnęła się na tyle wymownie, że wiedziałam, iż czeka nas długi wieczór.
Nie śmiałam protestować. Potrzebowałam resetu. Zwłaszcza po tym tygodniu pracy. Coraz częściej miałam dość tych wszystkich obowiązków. Odnosiłam wrażenie, że z każdym dniem jest ich więcej i więcej.
Najzwyczajniej w świecie doskwierało mi zmęczenie. Mało tego, że zajmowałam odpowiedzialne stanowisko, to jeszcze pełniłam rolę sprzedawcy.
Bywały dni, że wracałam do domu i od razu padałam na łóżko. Nie ściągałam nawet ubrań.
- Postaram się trzymać fason, ale sama dobrze wiesz, że dużo mi nie trzeba, by się upić. Obiecuję, że będę się oszczędzała. Może poszukamy jakiegoś stolika? Przy barze jakoś tak dziwnie. Wszyscy się gapią.
Nie znosiłam, kiedy tak się działo. Czułam się skrępowana. Wręcz nie cierpiałam być w centrum uwagi.
- Może coś znajdziemy. Jest sobota, więc nie oczekuj cudów.
Wiedziała, co mówi, ponieważ często przychodziła do tego lokalu. Mnie także przypadł do gustu. Najbardziej spodobał mi się fakt, że można było spokojnie porozmawiać i napić się drinka. Muzyka nie dudniła nad uchem, bo parkiet mieścił się w oddzielnym pomieszczeniu. To było w sumie jedyne takie miejsce w naszym mieście, dlatego tak oblegane.
Sandra była typem imprezowiczki, ale i pracoholiczki. W sumie od zawsze. Moje zupełne przeciwieństwo, lecz ani trochę mi to nie przeszkadzało.
Lubiłam ją, a nawet kochałam jako swoją małą siostrzyczkę. Była młodsza o dwa lata. Czułam się za nią odpowiedzialna. Tym bardziej że dosyć często robiła głupstwa. Jedno musiałam przyznać. Za każdym razem dopinała swego. Nigdy nie odpuszczała. Walczyła o swoje marzenia.
Trochę jej zazdrościłam, ponieważ ja byłam osobą, która niestety trzymała się na uboczu. Nie wierzyłam w siebie, a ostatni związek pogłębił to uczucie. Marek okazał się chujem. Spotykał się z wieloma kobietami, a ja głupia nie zauważyłam, że coś się dzieje. Wierzyłam we wszystko, co mówił. Byłam zaślepiona miłością. Mało co nie straciłam Sandry, która próbowała przemówić mi do rozsądku. Po tej relacji przysięgłam sobie, że już nigdy nie będę taką idiotką.
- No widzisz, udało się. Mamy wolny stolik - ucieszyłam się jak dziecko, kiedy znalazłyśmy miejsce.
Radowałam się, że moje dupsko odpocznie na czymś miękkim.
- Mamy wyjątkowe szczęście. My to jednak debilki jesteśmy. Dlaczego nie zamówiłyśmy drinków, będąc przy barze? Teraz znowu muszę tam iść, bo inaczej będziemy siedziały o suchym pysku. Przy takim oblężeniu kelner podszedłby za godzinę. Ty lepiej tu zostań, aby nikt nas nie podsiadł. Chcesz to, co zwykle?
- Oczywiście.
Odkąd pamiętałam, piłam ten sam drink. Nie lubiłam zmian, więc ograniczałam je do niezbędnego minimum. A może nie poznałam nikogo, kto by mi pokazał, że można inaczej?
Z rozmyślań wyrwał mnie męski głos.
- Przyszłaś sama?
- Z koleżanką. - Omiotłam go wzrokiem. - A ty zawsze zaczepiasz nieznajome w klubie? Liczysz na jakiś szybki numerek w tutejszej toalecie?
Moją uwagę przykuły jego błękitne oczy, a także wręcz idealne rysy twarzy. Facet był marzeniem niejednej kobiety. Przystojny, dobrze ubrany.
W dodatku na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że również wysportowany.
- A ty zawsze jesteś taką wredną suką? - odgryzł się. - Czy tylko dziś? Może facet cię nie bzyknął i masz zły nastrój? - Wyszczerzył zęby, jakby chciał zaprezentować, że ma idealne, białe uzębienie.
Miałam ochotę mu przywalić. Pohamowałam się, by zachować klasę. Nie chciałam zniżać się do poziomu, który reprezentował.
- Wypieprzaj... - Wstałam od stolika, aby podkreślić swoje wkurwienie.
Na moje szczęście wróciła Sandra, więc odszedł bez żadnego problemu.
- Co się stało? Zrobił ci coś? - zapytała, stawiając drinki na stole.
- Nie. W sumie tylko zagadał. Wydaje mi się, że przyszedł na podryw. Chyba myślał, że na niego polecę, bo jest taki przystojny i w ogóle.
- Dałaś mu dojść do słowa? Czy od razu pojechałaś z grubej rury?
Tymi pytaniami zmusiła mnie do myślenia.
- Mogłam być milsza. Dobra, dajmy temu spokój. Bawmy się. Dobrze? Nie mam ochoty rozpamiętywać tej sytuacji. Chcę się odstresować.
Relaks to coś, czego potrzebowałam.
- Jak sobie życzysz.
Napiłyśmy się drinka.
- Poznałam kogoś - wyznała. - Mam wrażenie, że to jest ten jedyny.
- I nic mi nie mówisz? Wredna małpa...
- Przecież mówię, a tak poza tym ty jesteś wredniejsza - nabijała się ze mnie. - Spotykamy się od niedawna, więc nic nie mówiłam. Poczułam coś, czego do tej pory nie czułam. Michał jest adwokatem. Ma własną kancelarię. No i jest przeciwieństwem wszystkich tych dupków, z którymi do tej pory się spotykałam.
Prawdą było, że nie potrafiła dobrze wybierać. Zresztą tak samo jak ja. Jakoś nie miałyśmy szczęścia, dlatego tak bardzo się ucieszyłam, że spotkała kogoś odpowiedniego.
- Cieszę się. Naprawdę się cieszę. Zasługujesz na to, co najlepsze - mówiłam zupełnie szczerze.
- Ty także. - Ujęła moją dłoń. - Skoczę po kolejny alkohol. Oki?
- Jasne. Tylko się pospiesz, bo nie chcę, aby ktoś znowu próbował swoich podbojów. Idź, bo muszę do toalety.
Czekałam, aż wróci, by nikt nie zajął miejsca. Wyrobiła się dosyć szybko, więc udałam się do łazienki. Idąc, modliłam się w duchu, by nie trafić na dużą kolejkę. Nie wiedziałam, ile mój pęcherz może wytrzymać. No i wymodliłam. Przed drzwiami stały tylko trzy osoby.
Nagle za plecami usłyszałam znajomy głos.
- Pogadamy?
Nie był już taki pewny siebie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Chciałbyś porozmawiać z taką suką?
Nie zważałam na ludzi.
- Chciałbym to wyjaśnić, lecz wolałbym porozmawiać na osobności. O ile się zgodzisz.
- Najpierw muszę skorzystać z ubikacji. Jestem w takim stanie, że z nikim bym nie porozmawiała.
- Poczekam. Nigdzie mi się nie spieszy.
- Czy aby na pewno? Nie musisz bajerować jakiejś laski?
Musiałam mu dowalić.
- Daj spokój. Zresztą poczekam tu za rogiem. Jak skończysz i będziesz chciała zamienić kilka słów, to po prostu podejdź. - Odwrócił się i odszedł.
Miałam mieszane uczucia, ale w sumie co mi szkodziło, aby z nim porozmawiać? Może chciał przeprosić za swoje zachowanie?
Po niespełna pięciu minutach mogłam wejść do łazienki. Uwinęłam się w miarę szybko i po wyjściu udałam się w wyznaczone miejsce. Nie wiedziałam nawet, jak facet miał na imię. Liczyłam, że tym razem się przedstawi, ponieważ ułatwiłoby nam to komunikację.
- O, przyszłaś. Szczerze przyznaję, że miałem wątpliwości.
- Nic nie wiesz na mój temat, więc skąd takie przypuszczenia?
- W sumie racja. Może od początku. Cześć, jestem Filip. - Wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Kasia - podałam prawdziwe imię i zaczęłam się zastanawiać, co mi strzeliło do głowy.
- Bardzo ładnie. Słuchaj, chciałbym cię przeprosić. Nie powinienem był nazywać cię suką. Wiem, że przesadziłem.
- Odrobinę. - Spożyty alkohol sprawił, że się rozluźniłam, więc puściłam do niego oczko. - Nie da się ukryć, że i ja zachowałam się niezbyt dobrze. Wybacz...
- Pomimo wszystko mogłem ugryźć się w język. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
Zaraz, jakie więcej? Do czego on zmierzał? - pomyślałam.
- Odpuśćmy. Nie ma sensu tego drążyć. Muszę się zbierać, bo przyjaciółka czeka przy stoliku.
Już odchodziłam, kiedy chwycił moją rękę, wprowadzając mnie tym w osłupienie.
- Zaczekaj. - Spojrzał na mój wyraz twarzy i dostrzegł, że się zmieszałam. Praktycznie w tym samym czasie zabrał dłoń. - Nie chciałem cię przestraszyć. Może miałabyś ochotę umówić się ze mną na kawę? Nie jestem psycholem i odkupiłbym swoje winy.
- Wiesz, że każdy psychol tak mówi?
Nie ułatwiałam mu tego, ponieważ totalnie mnie zaskoczył. Nigdy nie przypuszczałam, że taki przystojniak będzie chciał się ze mną umówić. Zresztą nadal nie znałam jego prawdziwych zamiarów. Związek z Markiem doprowadził do tego, że byłam wyczulona na pewne kwestie.
- Wiem, uwierz, że naprawdę nim nie jestem. Czy zechciałabyś wziąć mój numer telefonu? Nie ukrywam, że bardzo na to liczę. - Na twarzy Filipa pojawił się nieśmiały uśmiech.
Nie wiedziałam, co powinnam była zrobić. O wszystko obwiniałam Marka. Odcisnął piętno na mojej psychice i bałam się komukolwiek zaufać. Tym bardziej że Filip był nieznajomym, więc istniało duże ryzyko, że naprawdę chciał tylko seksu. Z drugiej jednak strony wyraził skruchę. Dobrze to o nim świadczyło. Postanowiłam, że zaryzykuję, i poprosiłam, by podał swój numer telefonu. Ostatecznie mogłam z niego nie skorzystać.
Wróciłam do stolika.
- Nie uwierzysz, co się stało. Czekałam w kolejce do kibla i ponownie zagadał ten koleś, który tutaj był. Przeprosił mnie, a także zaprosił na kawę i zapytał, czy może podać mi swój numer telefonu.
- Zgodziłaś się?
- Numer wzięłam. Nadal zastanawiam się, czy się odezwę. Nie chcę kolejny raz się rozczarować. Nie wiem, jakie ma intencje w stosunku do mnie.
- Kaśka, ale to tylko kawa, a nie ślub i dzieci. Wyluzuj i dobrze to przemyśl. Nie możesz ciągle żyć przeszłością. A teraz pij. Nadal jestem trzeźwa. Cholera, coś słabo nam to idzie.
Obie się zaśmiałyśmy. Miałam twardy orzech do zgryzienia. Musiałam porządnie pomyśleć nad nowo poznanym mężczyzną. Rozważyć wszystkie możliwości, ponieważ nie mogłam kolejny raz cierpieć. Miałam również tę świadomość, że nie każdy facet jest taki sam.