1
DWA SKRZYDŁA - RÓŻNICA MIĘDZY WIARĄ A ROZUMEM
Kiedy myślimy o filozofie Sokratesie, to pierwszą rzeczą, która rzuca nam się w oczy, jest to, że nieustannie zadawał on pytania. Druga rzecz, na którą zwracamy uwagę, to jego częste niezadowolenie z odpowiedzi, które na te pytania otrzymywał. Zazwyczaj prowadziły one tylko do kolejnych pytań. Czasem ciąg pytań i odpowiedzi w rozmowach spisanych przez Platona prowadził wyłącznie do ośmieszenia się przez dyskutanta Sokratesa, zdemaskowanego jako osoba, która w istocie niczego nie wie. Jednak czasem, gdy dusza przepytywanej osoby była właściwie przygotowana i otwarta, Sokrates łączył z nią swe siły, aby wspólnie poprzez ciąg pytań i odpowiedzi poszukiwać prawdy. Sokrates opisywał to poszukiwanie prawdy poprzez zadawanie coraz bardziej precyzyjnych pytań oraz udzielanie coraz bardziej adekwatnych odpowiedzi jako rodzaj pożądania lub "miłości" podobnej do tej, jaką pijak darzy wino albo kochanek piękne ciało. Filozof jest analogicznie miłośnikiem prawdy, a kiedy zbliża się do prawdy lub nawet w pewnym sensie ją osiąga, staje się on "miłośnikiem mądrości".
Kiedy rozważamy postać Abrahama, nazywanego "ojcem wszystkich wierzących", zazwyczaj przychodzi nam na myśl historia o jego gotowości do poświęcenia swego ukochanego syna, Izaaka, gdy sądził, że taka ofiara jest zgodna z wolą Boga. Według opisu z Księgi Rodzaju wiara Abrahama w Boże słowo i obietnicę była tak wielka, że ufał on Panu nawet wtedy, gdy Bóg poprosił go o coś, co wydawało się stać w sprzeczności z Jego wcześniejszym słowem i obietnicą. Abraham nie zadawał wielu pytań, tak przynajmniej wynika z zapisu jego historii. Jego działanie nie polegało na braniu udziału w dyskusji składającej się z ciągu pytań i odpowiedzi. Raczej słyszał on słowo Boga i odpowiadał na nie. Jego aktywność w opowieści o ofierze z Izaaka wyjaśnia nie kategoria ludzkiej rozumności, lecz kategoria zaufania w doskonałą Bożą dobroć i moc, nawet gdy ta potężna dobroć nie jest oczywista dla ludzkiego rozumienia. Mimo że Abraham nie rozumiał Boga całkowicie, ufał Mu, ponieważ w jakiś sposób "pojmował" prawdę o Nim - na przykład prawdę, że Bóg jest doskonale dobry i wszechmocny. W odpowiedzi na Boski nakaz, chociaż był on niezwykle trudny, wręcz niemożliwy do spełnienia, ojciec wszystkich wierzących pokazał, że on także jest miłośnikiem - miłośnikiem Boga.
A. ZADAWANIE PYTAŃ A ZAUFANIE
Jak dotąd różnica między Sokratesem a Abrahamem ogniskuje się w różnicy między postawą zadawania pytań a postawą zaufania. Musimy być więc bardziej precyzyjni w opisie tych dwóch aktywności. Gdy zadajemy pytanie, to w istocie prosimy o rację czy też o powód. Najważniejszymi pytaniami wydają się być te brzmiące: "Dlaczego?". Być może ktoś wypowiedział jakiś pogląd, a my chcemy wiedzieć, dlaczego sądzi, że jego pogląd jest słuszny. Chcemy wiedzieć, czy istnieją racje wspierające taki pogląd. Wydaje się, że Sokrates często pytał się innych, aby dowiedzieć się, czy dysponowali oni racjami na rzecz swych opinii. Zazwyczaj odkrywał, że ich nie posiadali!
Jednakże czasem Sokrates pytał się ludzi, którzy odpowiadali mu w sposób całkiem wiarygodny; potrafili oni podać rację lub racje na rzecz opinii, które głosili. Jeśli mielibyśmy rozważyć te opinie i racje w sposób bardziej formalny, to powiedzielibyśmy, że opinie głoszone przez ludzi są jak wnioski z rozumowania, a racje, które mają na celu wsparcie prawdziwości wniosku, są jak przesłanki argumentu. Czasami przesłanki tak silnie wspierają wniosek, że możemy pokusić się o stwierdzenie, iż go "dowodzą". Innymi słowy, ponieważ przesłanki argumentu są bardzo silne, to stwierdzamy, że wniosek musi być prawdziwy. Zadawanie pytań jest więc niczym innym niż proszeniem o podanie przesłanek dla rozumowania, którego wniosek został już sformułowany. Jeśli poprzez tę procedurę odkryjemy, że przesłanki są mocne, to skutkiem tego odkryjemy też, że prawdziwy jest sąd, który stanowi wniosek rozumowania. Proces rozumowania czy też argumentowania to nieustanne przechodzenie od przesłanek do wniosków i na odwrót. Refleksja nad rozumowaniem polega zatem na analizie argumentów pod kątem tego, czy są one na tyle mocne, by skutkować prawdą. Jeśli osiąga się biegłość w procesie rozumowania czy też argumentowania w celu uzyskania prawdy, to można powiedzieć, że uprawia się filozofię. Z drugiej strony "filozofia" znaczy z języka greckiego "umiłowanie mądrości", zatem uprawiający filozofię nie tylko jest biegły w rozumowaniach, ale także znajduje w nich upodobanie. Jest gotowy poświęcić całe swe życie na udoskonalanie procesu zadawania pytań i odpowiadania na nie.
Kiedy ktoś ufa bądź wierzy drugiej osobie, akceptuje jej opinię bez poznania lub nawet bez zapytania o powody, dla których ją przyjęła. Przykładowo, być może twoja starsza siostra jest maklerem giełdowym lub ekonomistką i radzi ci zainwestować pewną sumę pieniędzy w dane akcje. Być może wygłasza opinię, że owe akcje zyskają w najbliższym czasie na wartości. Filozof mógłby zapytać twoją starszą siostrę o racje, które skłaniają ją do takiego myślenia. Mógłby chcieć wiedzieć, jaki rodzaj wiedzy wynikający z analizy kursów akcji i ekonomii umożliwia jej takie, a nie inne przewidywania. Ale być może ty nie jesteś zainteresowany filozofowaniem z siostrą. Po prostu stwierdzasz, że przepracowała ona na giełdzie wiele lat i prawdopodobnie wie, co mówi. Poza tym jest twoją siostrą, zatem nie chciałaby cię umyślnie skrzywdzić. Po takiej refleksji nie jesteś zainteresowany pytaniem o racje. Ufasz swojej siostrze, wierzysz jej bądź też masz wiarę w nią. W takim wypadku obywasz się bez poszukiwania racji i akceptujesz autorytet siostry w danej dziedzinie. Przyjmujesz konkluzję twojej siostry bez analizowania przesłanek.
W ten oto sposób zaczynamy rozumieć różnicę między wiarą a rozumem. Filozof opiera się na rozumie, stara się ustalić prawdę danej opinii przez badanie przesłanek wysuwanych na jej rzecz. Wierzący ufa, przyjmuje prawdę danej opinii bez zapoznawania się ze wszystkimi bądź nawet z jakimikolwiek stojącymi za nią przesłankami.
W kolejnym rozdziale zastanowimy się, czy rzeczywiście Sokrates i Abraham różnią się od siebie tak, jak pokazują to nasze dotychczasowe analizy. Pokażemy, że ich podejście do wyżej omawianych zagadnień zawiera w sobie więcej niuansów, niż dotąd przedstawialiśmy. Pomijając to doprecyzowanie, można stwierdzić, że mnóstwo osób ulega czemuś, co nazwalibyśmy "sokratejskim impulsem" kierującym ich w stronę pewnego ekstremum - do przyjęcia punktu widzenia zwanego racjonalizmem; istnieje też spora grupa ludzi, którzy ulegają czemuś, co nazwalibyśmy "Abrahamowym impulsem" kierującym ich w stronę innego ekstremum - do przyjęcia punktu widzenia zwanego fideizmem.
B. RACJONALIZM I JEGO ZALETY
Przez racjonalizm rozumiemy stanowisko, zgodnie z którym, aby przyjąć dane twierdzenie, trzeba podać dowód jego prawdziwości. Można też powiedzieć, że racjonalizm jest poglądem, wedle którego nie powinniśmy być przekonani o niczym, chyba że znamy racje, które czynią dany sąd prawdziwym bądź fałszywym. Prawdopodobnie stanowisko to w swej najczystszej postaci przedstawił w 1877 roku William Clifford w eseju zatytułowanym Etyka przekonań. Clifford przedstawił w nim swój punkt widzenia za pomocą alegorii. Wyobrażał sobie właściciela okrętu, który zastanawia się, czy wysłać w podróż grupę ludzi okrętem, który być może nie jest już zdatny do żeglugi. Okręt jest stary i wymagał w przeszłości napraw, skutkiem czego właściciel żywi wątpliwości co do jego stanu. Pomimo tego przezwycięża wahania i przekonuje samego siebie, że z podróżnikami będzie wszystko w porządku. Gdy statek tonie, a jego pasażerowie tracą życie, właściciel pobiera pieniądze z ubezpieczenia i milczy jak grób. Dla czytelników eseju Clifforda jest jasne, że w owej alegorii właścicielowi statku odpowiada ktoś propagujący religię (duchowny bądź kaznodzieja), kto zbiera pieniądze od wiernych i mimo że sam żywi wątpliwości co do prawdziwości głoszonych przez siebie nauk, nie waha się wysyłać ludzi w podróż przeciekającą łajbą.
W ocenie Clifforda właściciel okrętu jest odpowiedzialny za śmierć pasażerów, ponieważ miał wątpliwości co do okrętu, a mimo to posłał go w podróż; podobnie niemoralnie postępuje wyznawca przekonań religijnych, ponieważ wierzy w coś bez racjonalnego dowodu. Clifford jako racjonalista wysnuwał wniosek, że nie należy ani przyjmować jakiegokolwiek przekonania, ani wygłaszać jakichkolwiek opinii, chyba że jest się w stanie podać ewidentne racje za tymi przekonaniami bądź opiniami. Zwięźle sformułował swoje stanowisko w tezie, która stała się znana jako "zasada Clifforda": "Zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonanie oparte na niedostatecznym świadectwie".
Stanowisko racjonalizmu można poprzeć kilkoma argumentami. Pierwszy i najbardziej oczywisty głosi, że jeśli ktoś postępowałby zgodnie z sugestiami zasady Clifforda, to wygłaszałby wyłącznie prawdziwe sądy. Jeśli stwierdzilibyśmy, że X jest prawdą, to byłoby tak tylko w wypadku intelektualnego uchwycenia przez nas racji za tym, że X jest prawdą, dzięki naszym zdolnościom rozumowania i sądzenia. Niestety, nie trzeba długiego życia, by mieć świadomość, że wiele opinii, które wygłaszają ludzie, okazuje się nieprawdziwa. Problem nie polega na tym, że ludzie z premedytacją kłamią (choć czasem rzeczywiście są skłonni kłamać), lecz na tym, że formułują sądy, dla których nie dysponują wszelkimi możliwymi racjami. Skutkiem tego ludzkie opinie okazują się być nieprawdziwe, nawet jeśli w momencie ich wygłaszania ich autorzy są przekonani, że są one prawdziwe. Gdyby wszyscy żyli tak, jak zachęcają nas do tego racjonaliści, ten poważny problem formułowania fałszywych opinii zostałby wyeliminowany.
Być może jeszcze ważniejszym argumentem za racjonalizmem niż ten, że dzięki niemu ludzie wygłaszają tylko prawdziwe sądy, jest argument mówiący, że racjonalizm zapewnia także, że ludzie wiedzą, dlaczego ich sądy są prawdziwe. Weźmy powszechnie znane doświadczenie z czasów szkoły podstawowej: ucząc się matematyki, dowiedzieliśmy się, że we wszystkich trójkątach prostokątnych (a dokładnie rzecz ujmując, we wszystkich trójkątach prostokątnych istniejących w płaszczyźnie Euklidesowej) suma kwadratów długości przyprostokątnych jest równa kwadratowi długości przeciwprostokątnej. Nauczyliśmy się tego poprzez prosty wzór: a2 + b2 = c2. Być może pamiętamy, że kiedy pierwszy raz nam o nim powiedziano, wydał się nam nieprawdopodobny, ale kiedy stosowaliśmy go do konkretnych trójkątów, o dziwo, "działał". Odkryliśmy, że wzór nie tylko za każdym razem "działał", ale również że dzięki niemu mogliśmy rozwiązać pewne ciekawe problemy praktyczne, takie jak zmierzenie odległości między bazą domową a drugą bazą na boisku do bejsbola. Potem, w nieco starszym wieku, dowiedzieliśmy się z podręczników do matematyki, dlaczego twierdzenie Pitagorasa jest prawdziwe. Wiedza dlaczego nie pomaga nam w zasadzie rozwiązać żadnego praktycznego problemu, ale i tak jesteśmy przekonani, że lepiej jest znać racje niż ich nie znać. Innymi słowy, chociaż jest dobrze twierdzić, że zachodzi X i że jest prawdą, że zachodzi X, to jeszcze lepiej jest twierdzić, że zachodzi X, i wiedzieć, dlaczego X zachodzi. Przekonania i opinie, które okazują się prawdziwe, są z pewnością lepsze niż przekonania i opinie, które okazują się fałszywe, ale jest czymś jeszcze lepszym wiedzieć, dlaczego prawdziwe opinie, które wygłaszamy, są prawdziwe, a to dlatego, że w tym drugim wypadku nie tylko jesteśmy w posiadaniu prawdziwej opinii, ale również czegoś, co możemy określić jako wiedzę. Racjonalizm niesie więc z sobą tę korzyść, że nie tylko zapewnia wydawanie przez ludzi prawdziwych opinii, ale także posiadanie przez nich wiedzy.
C. FIDEIZM I JEGO ZALETY
Rozważmy teraz alternatywne stanowisko fideizmu. Być może najbardziej wymowne wyrażenie tego poglądu znajdziemy w książce S?rena Kierkegaarda Bojaźń i drżenie z 1843 roku, która jest swego rodzaju hołdem złożonym opowiadaniu o ofierze z Izaaka czy też o gotowości Abrahama do poświęcenia Izaaka z 22 rozdziału Księgi Rodzaju. Kierkegaard twierdził, iż właśnie dlatego, że żądanie Boga było wbrew rozumowi Abrahama, jego odpowiedź całkowitego zaufania czy też "nieskończonej rezygnacji" względem Boga była właściwa. Brak rozumności wydawał się Kierkegaardowi podstawowym warunkiem wiary, ponieważ gdyby Abraham rozumiał powody Boskiego rozkazu, nie miałby wtedy wiary. Wiara jest przynajmniej aracjonalna, a najwyraźniej czasem także antyracjonalna i z tego powodu musi jej towarzyszyć "bojaźń i drżenie". Fideista głosi zatem, że rozum nie jest i nie może być narzędziem przydatnym w osądzaniu przekonań religijnych. "Fideizm" to słowo wywiedzione z łacińskiego fides, a fides odnosi się do wiary, a nie do ratio czy też do rozumu. Wedle fideisty prezentowanie racji i poszukanie wiedzy o morskich okrętach (nawiązując do metafory Clifforda) nijak się ma do przekonań religijnych. W przeciwieństwie do Sokratesa Abraham nie siedział cierpliwie i nie rozważał, czy Bóg istnieje. Nie zastanawiał się, czy słowo Boże jest słuszne, oceniając różne argumenty w świetle swego ograniczonego rozumienia, raczej to sam Bóg przemówił, Abraham natomiast zaufał i uwierzył, że Bóg ma w tym wszystkim swój cel.
Podobnie do racjonalizmu fideizm ma również swoje zalety. Być może największą jest jego ugruntowanie w ludzkim doświadczeniu zaufania. Najlepiej to wyjaśnić poprzez analogię małżeńską. Decyzja o poślubieniu drugiego, realnie żyjącego człowieka nie jest skutkiem racjonalnej kalkulacji czy też sylogizmu. Nie mówi się przecież: "Cóż, biorąc pod uwagę racje X, Y, Z, doszedłem do wniosku, że powinienem cię zapytać, czy za mnie wyjdziesz". Gdyby ktoś usłyszał takie oświadczyny, z dużym prawdopodobieństwem by je odrzucił. Decyzja o małżeństwie bazuje na zaufaniu do drugiej osoby. Małżonkowie nigdy tak naprawdę nie wiedzą, a nawet nie mogą wiedzieć, czy druga strona dotrzyma przysięgi małżeńskiej. Mają oni wiarę bądź zaufanie, że tak uczyni, a ich ufność nie wynika z czysto racjonalnej kalkulacji. Rozszerzając metaforę Clifforda, można powiedzieć, że zgodnie z fideistycznym spojrzeniem na doświadczenie religijne Bóg zaprasza nas na okręt, a my na niego wchodzimy lub nie, dlatego że ufamy bądź nie ufamy zapraszającemu. Jednak w żadnym wypadku nie wstrzymujemy się z wypłynięciem na morze do czasu, gdy dokonamy własnej inspekcji! Nie chodzi tu nawet o to, że fideista sądzi, że wiedza o Bogu jest niemożliwa (aczkolwiek część fideistów rzeczywiście tak myśli), ale o to, że taka wiedza nigdy nie rozstrzyga decyzji o zaufaniu Bogu.
Jeśli pierwszą zaletą, która przychodzi nam na myśl, gdy rozważamy fideizm, jest umieszczenie wiary w kontekście zaufania, to być może jeszcze większą korzyścią płynącą z tego stanowiska jest to, że wydaje się ono lepiej opisywać rzeczywiste doświadczanie Boga. Większość wierzących mówi bowiem, że spotyka Boga podczas Eucharystii, w natchnionych pismach Kościoła albo też w czasie celebracji szabatu lub czytania Tory w synagodze, podczas ramadanu, wewnątrz ummy lub w ciszy ich serc i sumień. Nie twierdzą, że znaleźli jakiś sylogizm, poprzez który doświadczają Bożej obecności. Powszechność ludzkiego doświadczenia nie świadczy od razu o jego prawdzie, autentyczności lub wiarygodności; przecież podobnie powszechnymi doświadczeniami człowieka są gniew lub pragnienie zemsty. Mimo wszystko jesteśmy dużo bardziej skłonni ufać doświadczeniu, które jest zarówno przeżyciem osobistym, jak i wspólnym wielu innym ludziom, a zaufanie i wiara są osiągalne i doświadczane zarówno przez młodych, jak i starych, zabieganych i żyjących bez pośpiechu, intelektualnie sprawnych i tych mniej w tym zakresie utalentowanych.
Zostaje nam więc do rozwiązania pewna zagadka. Zarówno postawa Sokratesa, jak i Abrahama wydają się przekonujące. Stanowiska racjonalizmu i fideizmu jawią się jako tak samo atrakcyjne i prawdopodobne. Naszą pierwszą reakcją na napotkanie dwóch opcji, z których obie zdają się być dobre i wskazane, jest próba ich uszeregowania. W sposób naturalny zadajemy sobie pytanie: "Która z tych opcji jest lepsza?". Aby jednak dokonać oceny obu opcji w celu ich porównania, musimy dysponować wspólnymi kryteriami - kryteriami, na które zgadzają się obie strony debaty. Dla naszej zagadki jest to jednak niemożliwe, ponieważ każde ze stanowisk ustala swoje własne kryteria, przy czym wzajemnie się one wykluczają, czyli jeśli kryteria jednej ze stron są prawdziwe, to kryteria drugiej takie być już nie mogą. Racjonalista twierdzi, że najważniejszą ludzką aktywnością jest prezentowanie racji dla swoich przekonań; wedle tego kryterium ocenia on ludzką działalność. Fideista głosi z kolei, że najważniejszą ludzką aktywnością jest zaufanie innym, ono właśnie jest dla niego kryterium ewaluacyjnym. W efekcie żadna ze stron tego "pojedynku" nie może udowodnić drugiej jej błędności. Racjonalista mówi fideiście, że powinien on podać racje, ale prosząc o nie, jedynie powtarza swoje stanowisko. Fideista odpowiada racjonaliście, że powinien on okazać zaufanie lub wiarę, ale prosząc o to, jedynie powtarza swoje stanowisko. Nie istnieje instancja odwoławcza, do której mogliby odnieść się racjonalista i fideista, a zatem spór między nimi wygląda na nierozwiązywalny.
Ludzki umysł przed niczym nie wzdraga się tak bardzo jak przed myślą, że poprzez wybór jednego dobra musi zrezygnować z innego. W pierwszej chwili chcieliśmy stworzyć ranking dóbr i wybrać dobro znajdujące się na samym szczycie, ale jeśli utworzenie rankingu jest zadaniem niewykonalnym, może powinniśmy zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście niemożliwe jest posiadanie obu dóbr! Jeśli spór między wiarą a rozumem pozostaje autentycznie nierozwiązywalny, to pewnie nie można posiadać ich obu, ale zanim przyznamy, że znajdujemy się w tak rozpaczliwym położeniu, będziemy chcieli sprawdzić, czy istnieje możliwość pojednania z sobą życia Sokratesa i życia Abrahama. Będziemy rozważać, czy istnieje szansa na ich integrację.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki