Rozdział 3
AVERY
Matko, ale macie piękne mieszkanie! - wykrzyknęłam, gdy weszłam do Willow.
- Witaj w Nowym Jorku! - Uściskała mnie mocno. - Kinsley, chodź, przywitaj się z ciocią Avery.
Kinsley zbliżyła się do mnie nieśmiało, a ja kucnęłam przy niej.
- No, no. Ależ ty urosłaś! - powiedziałam miękko i przytuliłam ją. - Ostatni raz widziałam cię rok temu i prawie w ogóle nie miałaś włosków. A teraz, proszę, jakie piękne loki! - dziwowałam się z uśmiechem.
- A to Hensley - powiedział Cam, podchodząc, i cmoknął mnie w policzek.
- Cześć, Cam. - Uśmiechnęłam się i wzięłam od niego Hensley. - O Jezu, jest przesłodka, całkiem jak Kinsley.
Cam i Willow pochodzili z mojego rodzinnego Danbury, w Connecticut. Byli ode mnie o dwa lata starsi i z obojgiem od dawna się przyjaźniłam. Byli ze sobą, odkąd mieli piętnaście lat. Zaraz po tym, jak skończyli studia, Cam dostał propozycję pracy w największej agencji nieruchomości w Nowym Jorku, która obracała najbardziej ekskluzywnymi budynkami w mieście. Pobrali się, przenieśli tutaj i wkrótce potem Willow zaszła w ciążę. Była teraz pełnoetatową mamuśką i bardzo jej to odpowiadało.
- Macie wspaniałe mieszkanie - powiedziałam, rozglądając się po wnętrzu ponad dwa razy większym od mojego.
- Dzięki. Sama tu wszystko zrobiłam - pochwaliła się Willow.
- I wydałam przy tym majątek - zauważył Cam.
- Nie słuchaj go. Powiedział mi, że mogę robić to, co chcę.
Cam roześmiał się i poszedł położyć dziewczynki spać. Pomogłam Willow zanieść jedzenie na stół i wszyscy troje usiedliśmy do kolacji.
- No to jak, zadowolona jesteś, że przeniosłaś się do Nowego Jorku? - zapytała Willow.
Od razu zrozumiałam, o co jej chodzi.
- Tak. Trzeba się już było wyrwać z Danbury i zacząć wszystko od nowa.
- Rozumiem, ale czy myślisz, że będzie ci dobrze tutaj, w Nowym Jorku?
- No, chyba nie mam wyjścia. Jak niby miałam odrzucić ofertę Finn, Muir, & Abernathy?
Cam machnął w moją stronę widelcem.
- Dokładnie tak, Avery. Nie możesz pozwolić, żeby twoja przeszłość decydowała o całym twoim życiu. Dobrze wybrałaś i ta kancelaria też powinna się cieszyć, że zgodziłaś się dla nich pracować. Jesteś rewelacyjną prawniczką. Kto może coś takiego powiedzieć w twoim wieku? Większość, co ja gadam, praktycznie wszyscy ludzie, którzy mają dwadzieścia jeden lat, dopiero zaczynają studia, a nie robią dyplom i zdają egzamin adwokacki.
Uśmiechnęłam się lekko i popatrzyłam w talerz, nawijając spaghetti na widelec.
- A on wie, że tu jesteś? - zapytała Willow.
- Nie. Skąd miałby wiedzieć?
Wzruszyła ramionami i podniosła widelec do ust.
- To kiedy zaczynasz swoją błyskotliwą karierę? To znaczy, nie to, żebyś jej już nie zaczęła, ale trudno uznać tę twoją firmę w Danbury za ważną.
- Zaczynam w poniedziałek. Chciałam mieć kilka dni, żeby się spokojnie urządzić, ale teraz cały plan wziął w łeb, bo moje meble i rzeczy nie dojechały.
- Nie przejmuj się. Mają je przywieźć jutro, więc masz jeszcze sobotę i niedzielę. Mogę przyjść i ci pomóc - powiedziała Willow z uśmiechem, po czym podniosła kieliszek.
- Za Avery. Żeby jej nowe życie i nowy początek w Nowym Jorku były pełne sukcesów i miłości.
- Zdrówko. - Cam podniósł swój kieliszek z uśmiechem.
- Sukcesów to i owszem, ale na pewno nie miłości. Skończyłam z facetami.
- A co, jesteś teraz lesbiką, tak jak Claudia? - zapytał Cam.
Roześmiałam się.
- Nie. Ale skupiam się teraz wyłącznie na pracy. Nie zamierzam po raz kolejny popełniać tych samych błędów. Mam beznadziejne wyczucie do mężczyzn i to zawsze ja obrywam, a oni odchodzą sobie jakby nigdy nic. Widzicie to? - Przesunęłam rękę przed sobą z góry na dół. - To jest mój mur ochronny. Jest solidny i żadnemu palantowi na świecie nie uda się go zburzyć.
- Nie możesz żyć bez miłości - zachmurzyła się Willow.
- I bez seksu - dołączył się Cam.
- Miłości nie potrzebuję, a co do seksu, to mogę go uprawiać bez zobowiązań, tak jak każdy facet. - Znów przesunęłam ręką przed sobą w powietrzu. - Tak mówi mur.
Cam zachichotał, a Willow westchnęła.
- Mam swoją pracę i was. - Podniosłam się z krzesła. - Będę się zbierać. Robi się późno i jestem wykończona.
- Zostań u nas na noc. Nie masz żadnych mebli, gdzie będziesz spać?
- Dzięki, Willow, ale poradzę sobie.
- Czekaj, to dam ci chociaż jakieś koce, przecież na pewno nie masz nic takiego w walizce.
Wróciła parę chwil później i wręczyła mi dwa koce.
- Zadzwoń jutro.
- Dobrze. I dzięki za wszystko. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam ją i Cama w policzek. Już w drzwiach przystanęłam i odwróciłam się.
- Ej, Cam, nie mógłbyś zawołać mi taksówki?
- Jasna sprawa, chodźmy.
Obudziło mnie walenie do drzwi mieszkania. Cholera! Spróbowałam wstać z twardej, drewnianej podłogi, ale ledwo mogłam się ruszać. Zerknęłam na telefon. Siódma rano.
- Chwileczkę, już idę! - krzyknęłam, potykając się w drodze do drzwi.
Otworzyłam. W progu stało czterech napakowanych mężczyzn.
- Meble? - zapytałam, wstrzymując oddech.
- Tak jest.
- Nareszcie. A nie za wcześnie to? Kto robi dostawy o tej godzinie?
- Przepraszam, ale wyjechaliśmy, jak tylko załadowaliśmy samochód, a pani jest pierwsza na liście.
- Nie szkodzi. Proszę wnosić.
Zgarnęłam koce z podłogi i poleciałam do łazienki umyć zęby. Potężni panowie wnieśli moje meble i ustawili je tam, gdzie pokazałam. Nareszcie moje mieszkanie zaczynało przypominać dom. Niedługo po ich wyjściu dojechała ciężarówka firmy przeprowadzkowej z Danbury z moimi rzeczami.
Stanęłam pośrodku niewielkiego pomieszczenia, które miało być moim salonem, i ogarnęłam wzrokiem górę pudeł na podłodze. Musiałam napić się kawy i znaleźć jakąś siłownię, zanim w ogóle pomyślę o rozpakowywaniu. Przebrałam się w dres i wyszłam z mieszkania.
- Dzień dobry, Davis.
- Dzień dobry, Avery. Widzę, że twoje rzeczy przyjechały.
- Tak. Dlatego postanowiłam poszukać siłowni i trochę potrenować, zanim zabiorę się do rozpakowywania. Nie ma tu jakiejś w okolicy?
- Jest jedna naprawdę fajna siłownia dwie ulice dalej. Należy do Blacków.
- Do kogo? - Spojrzałam na niego niepewnie.
- Do Connora Blacka. To jedna z najbardziej wpływowych rodzin w Nowym Jorku.
- A, okej. Nie słyszałam.
- Niedługo usłyszysz, jak trochę tu pomieszkasz. - Wytłumaczył mi, jak mam iść i życzył powodzenia.