Stypendia vs. Stypy
dla D.
dłonie nie drżą, grabieją. papieros zastępuje pióro. pod oknem
moknie służbowy samochód; wnosić większą przestrzeń,
byłoby brawurą. Jeden dogmatyczny w postawie gbura; Drugi
myślał, że przejął pałę, i tak mocno trzymał, że tolerował
faszyzm? ledwie wnikam w szum steranej płytki w uszach: sza
ba da ba da nietrzeźwych pożegnań na dworcach: byliśmy
młodzi, a jesteśmy w unii, lecz nie ma komu sądzić po owocach?
a On - jak czytasz - twierdził, że dysponuje przedrozumieniem
bycia: nie jest wspólne, lecz pochodne co do warunków
(w przeciwieństwie do tamtych dwóch punków, cechowała Go
systematyczność; w tym monstrualnym burdelu to akt, na który
mało kogo stać, np. pewna pani, żyjąc na krawędzi,/ nie wiedziała
ani, co się święci./ i ją w mig orientacji łyk zgubił:/ gdy pojęła,
że nikt jej nie lubił/ & zanikły ze światem jej więzi). pysk stuli
w wilgoci tę pleśń. różyczka, ją też trafi szlag, pyłkuje dla zmyłki
jak słoneczniki, nim zeszły za gotówkę, winne twarz któremuś
bądź ze słońc, jako że celą jest dzień, pół noc: piwnica, księżyc.
Ja, zawsze tak nieśmiały, ja bielszy niż śnieg, nie mam łez i dawno
spadł mi cierniowy wianek. spoko, Słonko: idę się odlać, zapalić
a potem przechodzę na bierną agresję: przy lampce chardonnay
drę pasy, a wicher drze się, jakbym spędzał płód.