DO CZYTELNIKA
Zapisy moich myśli zawarte w książce Dwa brzegi. Panta Rhei wynikają z głębokiej refleksji nad życiem i przemijaniem. Czas trwającej pandemii spowodował zamknięcie wielu ludzi w domach, częściowe wyizolowanie ze środowiska w którym żyli i spełniali swoje wytyczone cele. W mojej głowie pojawiały się często pytania, w których poszukiwałam odpowiedzi nad wielką zagładą istnienia ludzi, których marzenia i plany życiowe, tak nagle zostały przerwane przez niewidzialnego wroga. Być może moje myśli były inspirowane logiką matematyczną zapisów zgonów lub ciężkiej choroby wielu milionów istnień ludzkich, powodujących duchowe osamotnienie, może nawet z wyboru. Coraz częściej piętrzyły się w mojej duszy wątpliwości, bezgłośnie zadawane pytania o sens życia, o jego niewyraźny charakter, rozważania stosunku między myślą, czynami i językiem.
Zastanawiałam się wielokrotnie nad porządkiem świata, dręczyły mnie trudne pytania, na które nie znajdowałam poprawnej odpowiedzi, zagłębiałam się wówczas w wątki mistyczne dla mnie, nie zawsze zrozumiałe, zdania czasem bywały obrazem myśli niezdarnie przelanych na papier. Mój monolog wewnętrzny podsycany był codzienną dawką wiadomości o odchodzących tysiącach ludzi, malowały się słowa wypływające z głębi duszy. Zdarzało się mi popłynąć, zobaczyć swoje myśli przelane na papier, oswoić się z nimi, wyrzucić z pamięci bezsilny bunt i płacz, zneutralizować coraz to bardziej nie gojące się rany mojego okaleczonego umysłu.
W prezentowanych w tym tomiku wierszach, próbuję odnaleźć równowagę w tym zagubionym świecie, wskrzesić odwagę i siłę, by pokonać niszczycielski demon śmierci i nadać mu bardziej ludzki wymiar. Byłam świadkiem zmiany wieku, pragnę więc odnaleźć głębszy sens życia i śmierci, szukając sposobności by ukołysać rozdarte serca, które przestały bić zbyt wcześnie. Przeżyte zdarzenia i tragedie ludzkie, które nie powinny się wydarzyć, staram się ubrać w nowe życie, które pozwalałoby się cieszyć, wierzę, że każde istnienie, które jest i było, nie było nadaremne.
Pragnę, aby postawa prezentowana w moich myślach, skłoniła czytelnika do głębszej refleksji nad bogactwem własnych doznań, w których jest miejsce na radości optymizm, ale także na ból i cierpienie. To wszystko ma prawo płynąć odbijając się o brzegi istnienia tu i tam, bo kiedy ktoś odchodzi, pozostają wspólnie przeżyte chwile, zapisane na trwałej tablicy pamięci, tych, którzy jeszcze pozostali.
Autorka
Ślady życia na ziemi
W moim świecie egzystencja niełatwa
wysuwa się na czoło ginącego jutra
w lekkim pomrukiwaniu odchodzącej ja.
Forma zbyt prosta, nie odlana z marmuru
wytycza granice rozwijającego się dnia.
Byt niełatwy, nielekki zagląda oczami dziecka
w otwarte źrenice jutra, rozszerzone jak nigdy.
Unoszę się na piórach wyobraźni w tym swoim bycie
i niebycie mojej przyszłości.
Życiowe chochoły rozłożyły swoje skrzydła
baraszkujące małe anioły schowały się
w pachnącym igliwiu polnej sosny.
Przodują myśli przysiadłe na zagonie świeżo
zaoranego pola, a w górze unosi się
śpiew ukołysanych
drzew, plotąc z liści warkocze pozłacane promieniami
wschodzącego słońca.
Raduję się na twoje powitanie dniu
i jak nigdy wcześniej naprawdę chcę żyć.
Fot. Krzysztof Synakiewicz
ZAGŁĘBIONA W MYŚLACH
W szarości zamknęła się moja duma
w pamięci zamknięta
obojętność słów wspomnienia nie mijają, nie gasną
zaciśnięta w słowach cisza. Z pamięci uleciały światła
mojego istnienia odnajduję obrazy nocy
i odchodzącego
dnia przyodzianego w biało różowy płaszcz.
Odczuwam miłą błogość, czerpię ją garściami
pośpiesznie zbieram do fartucha srebrny pył
gwiazdy tej
nocy są wyjątkowo hojne. Księżyc zawadiacko
wygląda zza chmur
pośpiesznie zawijam na zwoje pamięci
to co najbardziej
ulotne, by pozostało na zawsze ze mną,
nie tylko w snach.
Fot. Krzysztof Synakiewicz
WSPOMINAM NOWE
Duma ostatecznie dąży do nieskończoności
nie zamierza wcale ocalić mnie od niepamięci
czy nie po drodze jej z nadętą obojętnością.
Czy minie się ze wspomnieniami
lub zgaśnie niezauważona i nieuchwytna
wciąż inna zagłębiona znowu w myślach
nie mogę sobie wciąż przypomnieć
kiedy zasnęły wszystkie światła mojego istnienia.
Wspominam słoneczny, odchodzący dzień
witając dość wcześnie rozbawioną noc pamiętam,
ubrałam błękitno-biało- różowy płaszcz
a w oknach domów światła chowały jasny blask,
jak by bały się, że jutro nie zaświecą.
Zrobiło się miło, błogo i przytulnie starałam się
pełnymi garściami zbierać srebrny pył gwiazd,
księżyc towarzyszył mi ciesząc się radością swoich
sióstr z pełną determinacją chwytałam
ten srebrny pył
tuliłam do serca z nadzieją, że pozostanie ze mną
na zawsze.
BYŁAŚ W KAŻDYM SŁOWIE
Słoneczniki zerkające na słońce
nadchodzi czas wielkiej ciszy rozmarzone
kwitną jabłonie liście na drzewach przypominają
skrzydła aniołów. Słowa ulotne zapisuje wiatr och,
gdybym tylko mogła pozbierałabym zagubione
smutki jak ziarenka piasku na pustyni
ukołysałabym je
do snu wiecznego. Byłaś w każdym moim słowie
w każdym twoim i moje się znajdowało.
Bezpieczny dom i moje
ukojenie każda sekunda zapowiadała lepszy czas
nie myślałam wtedy mamo o twoim zbyt młodym
umieraniu
rozstanie okrutne, trudne niespodziewanie
dało mi początek gasnącego zapachu ciebie.
Pamięć boli i niepamięć także w umieraniu
twoim zapisane zostało powolne i moje umieranie.
Fot. Jacek Muzal
CHCĘ WIĘCEJ USŁYSZEĆ
Rozmyślałam sobie siedząc przy kominku
czy możliwe jest, aby modlitwa dojrzewała
wraz z moim wiekiem.
Zastanawiałam się czy można zrozumieć później
niż wcześniej niezrozumiałe słowa odczytywane
w pośpiechu z książeczki modlitewnika dla wiernych,
przekazanej przez rodziców
z okazji I Komunii Świętej.
Chciałam zrozumieć czy rozum ludzki może ogarnąć
wiarę przyjętą przez mojego Boga. Chcę więcej pojąć,
usłyszeć gdzie jest prawda
i czy można na zagrzeszonej
ziemi ocalić sens czystej wiary. Jak zamienić
namacalne skarby świata próżne błyskotki,
tanie tandety na czystą, nieskażoną niczym wiarę
której tak często wszystkim ubywa.
Na tej ziemi niewielu
jest dane ją usłyszeć.
TALIZMAN MĄDROŚCI
Szukałam w stosie rzeczy
zaginionych skarbca mądrości
prawie nieśmiało,
choć w większości w pełni wytrwale
wypatrywałam uczuć,
by nie były odrzucone przepaścią
między wiedzą i niewiedzą.
Świat przerysowanych dobrych
uczynków zasnął.
Chciałabym ocalić mój talizman mądrości,
by zdobyć przywilej wiedzy
podążać drogą usłaną płatkami
uczuć, zapachem letniej nocy.
Powoli sączę ostatnią
filiżankę nadziei,
bez gromnicy nie chcę odejść
do wieczności w ten wrześniowy poranek,
gdy nieśmiało wschodzi jasne słonko,
przedzierając się przez pierzynę
chmur. Promyki zastygłe
na zimnej nieco twarzy,
by nie obumarły.
Rozpoczyna się moje przemijanie,
niewyobrażalny i mało pojęty staje się mój byt,
gdzieś zagubił się mój talizman mądrości.
Czy potrafię odgadnąć
Boskie plany wobec mnie,
niestabilna już moja ufność,
filozofia zwątpienia zakorzenia się
w moim umyśle moja
wola odpłynęła w niebyt,
nieodkryta i niedokończona.
Zaczęło się coś bo... Dlaczego właśnie teraz.