PROLOG
Zawsze lubiłam wyrażać swój buntowniczy styl. Gotycka estetyka szybko stała się moją codziennością. Rock i heavy metal trafiły prosto do mojej duszy. Pewnie dlatego to właśnie on wpadł mi w oko. Przyciągał mnie jego mroczny styl – ciemne ubrania, ciężkie buty. A muzyka, której słuchał, tylko pogłębiała to poczucie, że łączyła nas więź. Uważał, podobnie jak ja, że motocykle są symbolem wolności i że za ich sprawą człowiek wyróżnia się na tle całej społeczności zapatrzonej w obecne trendy.
A mimo wszystko zaczęłam spotykać się z chłopakiem, z którym nie łączyło mnie tak naprawdę nic. Nawet nie lubił tego, co ja. Nie mieliśmy ciekawych tematów do rozmów czy wspólnych zainteresowań. To wszystko sprawiło, że już na początku studiów zaczęłam zastanawiać się, czy to na pewno z nim chciałabym spędzić życie, skoro wyznawcę Szatana miałam pod ręką.
Z Bartkiem zaczęłam spotykać się dwunastego lutego. Początkowo nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek pojawią się we mnie wątpliwości w kwestii naszego związku, nawet jeśli darzyłam uczuciami innego chłopaka. Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Po maturze, gdy nadeszły wakacje, liczyliśmy się tylko my i nasz związek. Nie myślałam o byłej dziewczynie Bartka ani o chłopaku, który wcześniej coś dla mnie znaczył. Ważny był czas spędzony razem – nasze liczne wyjścia do galerii czy kina, spacery i wypady na basen, chodzenie na mniejsze koncerty. Zależało nam przede wszystkim na tym, żeby być obok siebie, czy to w gronie przyjaciół, czy rodziny.
Byliśmy tacy szczęśliwi! Żyliśmy tak, jakby wakacje miały w ogóle się nie skończyć...
Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Aż za szybko...
Bal maturalny odbył się dziesiątego lutego i to właśnie na nim zawróciłam Bartkowi w głowie. Byłam ubrana w asymetryczną czarną sukienkę, miałam założone czarne sandały na wysokim obcasie, zrobiłam prześliczny makijaż, a moją wiodącą myślą było to, żeby wreszcie się rozerwać.
Początkowo w ogóle miałam nie brać udziału w tym wydarzeniu. Bal, tłum ludzi, tandetna muzyka. To nie mój klimat. Poszłam tam jednak za namową przyjaciółki. Była to dobra okazja do spędzenia czasu w gronie dobrych znajomych.
Kiedy wracałam do domu około godziny dwudziestej trzeciej, stwierdziłam, że Izabela miała rację, mówiąc, że żałowałabym niewzięcia udziału w tak pięknym dniu, ale nie miałam odwagi przyznać jej racji. Wolałam udawać, że ten bal i tak niczego nie zmienił w moim nudnym życiu, lecz znając moją przyjaciółkę, domyślała się, że to najlepsze, co spotkało mnie w klasie maturalnej. A może nawet i w całym liceum? Nie wiem, ale tego dnia bawiłam się tak dobrze, że na pewno go nie zapomnę.
Gdy wróciłam do domu, moim celem było zdjęcie tej okropnie niewygodnej sukienki, wzięcie prysznica i wylądowanie w łóżku, by pogrążyć się w przecudownym śnie. Ale oczywiście to nie było takie proste. U mnie nic nie było proste.
Zdjęłam sukienkę, po czym w samej czarnej bieliźnie i rajstopach włączyłam Facebooka. Przyszło do mnie powiadomienie, że niejaki Bartek Poborowski zaprosił mnie do grona znajomych. Początkowo się zdziwiłam, a później uświadomiłam sobie, że przecież tańczyłam z nim na balu. Zaakceptowałam, bo czemu by nie?
I od tego wszystko się zaczęło.
Bardzo dobrze pamiętam moment, w którym do mnie napisał. To było dziwne. Fakt, poprosił mnie do tańca i przetańczyliśmy nawet kilka piosenek, ale poza tym niewiele gadaliśmy, więc zdziwiłam się, że tak szybko się odezwał.
Zanim mu odpisałam, weszłam na jego profil. Dokładnie przyjrzałam się zdjęciom, sprawdziłam zainteresowania, obserwowania. Dałam znać Izie o całej sytuacji i dopiero wtedy postanowiłam mu odpisać.
Od początku podejrzewałam, o co mogło chodzić. Od dłuższego czasu widziałam, jak mi się przyglądał – nie tylko na balu, wcześniej też – ale nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że mogłam mu się podobać. Już raz byłam w związku i nie skończyło się to dobrze. Nie chciałam i nie byłam gotowa na powtórkę z rozrywki, mimo że od rozstania z poprzednim chłopakiem minęły już trzy lata.
Pisanie z Bartkiem robiło się coraz trudniejsze, wyczuwałam, że coś wisi w powietrzu, więc w końcu prosto z mostu zapytałam go, czy mu się podobam. Gdy odpowiedział twierdząco, zaczęły mną targać sprzeczne emocje. Chciałam się uśmiechać do siebie samej (albo do ściany), bo to był pierwszy raz od rozstania, kiedy wiedziałam, że spodobałam się jakiemuś chłopakowi. Równocześnie chciało mi się płakać – z bezradności, bo nie wiedziałam, co mam z tym zrobić, ze szczęścia, bo to było niesamowite uczucie, ze smutku, bo już kiedyś byłam w związku i nie chciałam po raz kolejny mieć złamanego serca.
Pisaliśmy jeszcze trochę, po czym poszłam się umyć. Chciałam na spokojnie przemyśleć sobie to wszystko, co przed chwilą miało miejsce. Okazało się jednak, że wzięcie prysznica też nie należało do łatwych zadań, bo nawet w takim miejscu moje myśli kręciły się wokół Bartka i tego, co mi wyznał. Uroniłam wiele łez, nie tylko pod prysznicem, ale również podczas pisania z chłopakiem i przed położeniem się spać, jednak wypłakanie się bardzo mi pomogło, czułam się lżej.
Następnego dnia, późnym wieczorem, gdy leżałam sobie w łóżku, napisała do mnie Iza. Pytała o moje samopoczucie i czy przemyślałam coś w sprawie owego Bartka. Opowiedziałam jej o wszystkim. O moich obawach, o tym, że mimo że miałam w swoim życiu chłopaków, którzy mi się podobali, lubiłam to poczucie, że jestem wolna i niezależna. I o tym, że wciąż bałam się rozstań.
Nie chciałam cierpieć. Złamane serce trudno wyleczyć.
Pomimo wszystkich obaw, jakie miałam w tamtej chwili, Iza poradziła mi, żebym spróbowała. Żebym zaryzykowała i wzięła sprawy w swoje ręce. W końcu teraz to ode mnie zależało, czy dam nam szansę, czy nie. A ja postanowiłam spróbować.
Zaproponowałam spotkanie w poniedziałek przed lekcjami. Nie chciałam dłużej zwlekać.
To był właśnie dwunasty lutego – magiczny dzień, w którym zaczęliśmy się spotykać. Szybko, prawda? Ale mówiłam, że tak właśnie było. Szybko. Za szybko.
A wchodząc na uczelnię pierwszego października, nie byłam pewna swoich uczuć, bo wiedziałam, kogo spotkam na miejscu. Nawet dobrze się nie znaliśmy, a już stworzyliśmy coś, co każdy, łącznie z nami, określał mianem związku. I to był błąd. Wielki błąd, za który teraz oboje musieliśmy zapłacić.
ROZDZIAŁ 1
Początek studiów w pewnym stopniu mogę porównać do koszmaru. Nie byłam pewna, jak poradzę sobie na uniwersytecie, czy dam sobie radę na wydziale kryminologii. Do tego szczególnie bałam się o swoje uczucia względem Bartka, gdy w mojej codzienności pojawił się ten zupełnie obcy mi chłopak.
Różniło ich wszystko, a mnie trudno było określić, który powinien być w moim życiu. Wiadomo, że pseudo-Marilyn Manson był ideałem, a Bartek był po prostu Bartkiem, ale czułam niewyobrażalną potrzebę, żeby w jakiś sposób poznać nieznajomego. A to było trudne, ponieważ jeszcze nigdy nie zamieniłam z nim słowa twarzą w twarz.
Poznałam go dzięki moim i jego znajomym, ale bliższy kontakt nie wchodził w grę, bo nadal byłam dziewczyną Bartka. A pisanie na Messengerze po tym, co zrobiłam, było najgorszą z możliwych opcji.
Pierwszy tydzień – czy nawet miesiąc – zawsze bywał dziwny, nowy i trudny. Trzeba było uporać się ze zmianami i tym, co nas otaczało. Było widać, że wszyscy baliśmy się nawiązywać ze sobą kontakty. Jakoś nigdy nie lubiłam ludzi i integracji, więc śmiało mogę powiedzieć, że zawsze byłam typem samotnika, choć miałam swoją grupkę przyjaciół, znajomych – po prostu nie wyobrażałam sobie nowych osób w moim dotychczasowym życiu. Mimo wszystko nie miałam wyjścia i na początek postanowiłam przynajmniej porozmawiać z osobami, które nie były Bartkiem czy Izą.
Trochę to trwało, ale wreszcie powolutku przystosowałam się do nowej sytuacji i osób w moim otoczeniu. Okazało się, że to, iż Bartek był na tym samym kierunku co ja, wcale nie poprawiało sytuacji – wręcz przeciwnie, utrudniało ją. Byłam przyzwyczajona, że mój chłopak jest w innej klasie, więc było mi trudno oswoić się z tym, że był przy mnie praktycznie na każdym kroku.
Nigdy nie lubiłam publicznie okazywać uczuć i tego, jak bardzo potrzebowałam niektórych osób w moim życiu, bo nie byłam wylewna i uczuciowa, ale to nie dlatego trudno było mi przytulać się do Bartka na uczelni – nie chciałam, żeby zobaczył nas metalowiec. I tak nie byłam pewna swoich uczuć do mojego chłopaka, a taki widok mógłby wszystko zepsuć, dlatego wolałam tego unikać.
Długo myślałam, w jaki sposób mogłabym go lepiej poznać, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Rozmowa z nim nie wchodziła w grę – z natury byłam osobą nieśmiałą, to byłoby dla mnie za bardzo stresujące. Wcześniej głupio wyszło i dobrze o tym wiedziałam, ale przez to bałam się, że nigdy nawet nie będę w stanie zamienić z nim słowa, bo w każdej chwili mógłby po prostu kazać mi spadać.
Mimo wszystko okazał się inny, niż oceniłam go rok temu.
Gdy napisałam mu, co czułam, Ben nie potraktował tego jako żartu czy głupoty, wręcz przeciwnie. Fakt, odrzucił mnie, czego się oczywiście spodziewałam, ale zrobił to tak dojrzale, że pomimo wielu wylanych łez nie potrafiłam długo być na niego zła. Był po prostu szczery. Nie każdy chłopak przyjąłby takie wyznanie tak spokojnie.
To, co zrobiłam, i tak miało wyglądać inaczej, ale jak zwykle – na połowę zaplanowanych rzeczy – zrobiłam niewiele. Czułam się bezradna. Niekiedy opuszczała mnie nadzieja, że to wszystko w ogóle miało jeszcze jakiś sens...
Planowanie sensownego rozwiązania, jak zagadanie do kompletnie obcego mi chłopaka, zajęło dużo czasu. Przerażała mnie myśl, że po tamtej akcji byłam na straconej pozycji, ale ostatecznie zdecydowałam, że nie zamierzam się poddawać. Liczyłam, że gdybym na nowo odważyła się spróbować go poznać i o niego zawalczyć, to moglibyśmy być razem. Tego najbardziej chciałam.
Początek października miał być datą wdrożenia planu zdobycia metalowca. Rzadko rozmawiałam o nim z przyjaciółką – po liceum wybrałyśmy inne kierunki studiów, a choć byłyśmy na tym samym uniwersytecie, to temat mojego zauroczenia zszedł na dalszy plan. To jednak nie był najważniejszy powód niewielu rozmów o Benie – chodziło o fakt, że wciąż miałam chłopaka i nie mogłam rozmawiać o innym, będąc w związku.
Najczęściej więc rozmawiałam sama ze sobą, w myślach, by nikt tego nie usłyszał. Byłam bardzo dobrym słuchaczem. Ale nie byłam dobrym człowiekiem, a tym bardziej dobrą dziewczyną. Nie chciałam ranić Bartka... Tylko że Beniamin był w moim życiu kimś ważniejszym – choć nigdy tak naprawdę nie gadaliśmy, przynajmniej nie tak, jak bym tego chciała, stojąc naprzeciwko siebie, to oboje się uzupełnialiśmy. Wciąż dręczyła mnie myśl: Dlaczego nie jesteśmy razem?
Od zawsze chciałam chłopaka, który byłby moją drugą połówką, który lubiłby to, co ja, interesował się tym, co ja. Który byłby moim dopełnieniem.
Cóż, Bartek nim nie był, a szkolny Marilyn Manson owszem, dlatego musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, czemu ja i on nie byliśmy razem, a później rozstać się z Bartkiem. Nigdy niczego nie byłam bardziej pewna niż tego, że nadejdzie czas, kiedy nasz związek przestanie istnieć. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe zadanie, ale miałam też świadomość, że tkwienie w przymusowej relacji będzie jeszcze gorsze. Pozostało mi tylko czekać na odpowiedni moment.
– Słuchasz mnie jeszcze w ogóle?
– Co? Ach, tak. Wyłączyłam się, przepraszam.
– Mam wrażenie, że to, co siedzi ci w głowie, jest ważniejsze od wszystkiego innego.
Razem z Izą po skończonych zajęciach postanowiłyśmy udać się do niej, żeby pogadać o studiach i tym, jak nam szło zawieranie nowych znajomości.
Była ku temu idealna okazja, bo był to jeden z niewielu dni, kiedy miałam wolne od pozostałych zajęć. Zazwyczaj po uczelni chodziłam na przeróżne spotkania i treningi, więc chętnie wykorzystałam okazję na spędzenie czasu z Izą i wspólne ploteczki.
– Powiesz, o czym myślałaś? – zapytała.
– Wolałabym nie.
– Ja i tak to z ciebie wyciągnę, więc lepiej powiedz to z własnej nieprzymuszonej woli.
– Może usiądziemy? – zaproponowałam.
Weszłyśmy do parku, w którym zawsze panowała cisza i spokój. Idealne miejsce na pogaduchy o chłopakach albo o wszystkim innym, ale nie oszukujmy się – głównym tematem rozmów każdej dziewczyny zawsze byli oni.
Usiadłyśmy w naszym ulubionym miejscu pod drzewem, gdzie mogłyśmy się skryć przed innymi. O tej porze roku, na początku października, zawsze było tu pięknie.
– A więc? Ja wciąż czekam.
– Tak, tak. Wiem. Już – powiedziałam. – Po prostu zastanawiam się, jakich użyć słów.
– Tych najprostszych.
– Łatwo ci mówić.
– Wiem, kochana, ale pamiętaj, nie jestem tu od oceniania cię. Jestem od słuchania.
– Tak, wiem, pamiętam.
– A o kogo w ogóle chodzi, że to aż takie trudne?
– A skąd wiesz, że chodzi o jakąś osobę, a nie rzecz czy sytuację?
– Bo to widać. Więc?
– A jak myślisz? – zapytałam, spoglądając na nią ukradkiem.
– Pewnie o Bartka. Tak mi się wydawało, że jesteście bliscy rozstania.
– O niego też chodzi, ale bardziej o Beniamina.
– O Beniamina? – zdziwiła się Iza. – Tego się nie spodziewałam. Co tym razem?
– Tak jakby to, co wcześniej.
– A konkretniej? – dopytywała dalej.
– Nie umiem o nim zapomnieć. Chyba nawet nie kocham Bartka.
– Dlaczego tak myślisz?
– Bo widzisz – zaczęłam szukać odpowiednich słów – niby jestem z nim szczęśliwa, ale wiesz, jaki on jest. Może mówi prawdę, że mu się podobam i mnie kocha, ale dlaczego nie akceptuje tego, jaka jestem? Tego, jak wyglądam? Mojego stylu? Przecież związek polega na kochaniu za wnętrze, a nie za wygląd, więc dlaczego on mi to wypomina? Nie lubi tego, nie lubi tamtego, a ja muszę tego słuchać, co bardzo mnie rani. A poza tym odnoszę coraz większe wrażenie, że zależy mu tylko na jednym. Ostatnio chce gadać ze mną tylko na jeden temat: kiedy będziemy robić ze sobą to, co robią jego zdaniem wszyscy, kiedy spróbujemy z bliższym kontaktem. I to się nie kończy. Tak jest dzień w dzień. Nie jestem na coś takiego gotowa, zwłaszcza że nie jestem pewna, czy w ogóle coś do niego czuję.
– To chyba trochę moja wina.
– Dlaczego tak uważasz? – Zmarszczyłam brwi.
– Przecież to ja nalegałam, żebyś dała mu szansę, i sobie chyba też. Żebyś miała okazję zapomnieć o Beniaminie. A wychodzi na to, że teraz jeszcze bardziej o nim myślisz. To był błąd, że tak nalegałam, wiedząc, że podoba ci się inny chłopak, który jest twoim ideałem.
– Nie obwiniaj się za to, przecież wiesz, jaka jestem. Rzadko kogoś posłucham, nawet jeśli ma rację, więc dobrze wiesz, że mogłam się nie zgodzić. A jednak podjęłam taką decyzję. Decyzję, której niestety żałuję.
– Mogę być z tobą szczera?
– Jasne, cenię sobie szczerość, nawet jeśli jest bolesna.
– Ta nie będzie, nie martw się – uspokoiła mnie przyjaciółka. – Myślałam po prostu, że trochę dłużej ze sobą wytrzymacie. Bartek wydawał się ciebie wart i wyglądało na to, że będzie wam razem dobrze. Nie sądziłam, że będzie gadał tylko o jednym. Tutaj masz całkowitą rację, bo to przecież nie pierwsza nasza rozmowa na ten temat. To ty powinnaś mu powiedzieć, kiedy będziesz gotowa na cokolwiek, a na ten moment on powinien uszanować twoją odmowę, a nie ciągle cię do tego namawiać, bo prawdziwy związek nie polega tylko na tym jednym. – Przerwała i zaczerpnęła powietrza. – Nie wiem, co jeszcze ci powiedzieć, bo to bardzo ciężki temat.
– To może w ogóle już o tym nie gadajmy, okej?
– O tym możemy nie gadać, ale musimy poruszyć jeszcze temat tego drugiego.
– W sumie to on jest tym pierwszym, ale wiem, o co ci chodzi.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przy Izie zawsze można było się rozluźnić, zapomnieć o wszystkich problemach. Moja przyjaciółka w jakiś sposób zawsze potrafiła załagodzić każdą sytuację i dobrze doradzała. Była naprawdę wyjątkowa, dlatego cieszyłam się, że miałam ją przy sobie w każdej chwili i o każdej porze.
– Dobrze, opowiem ci, o co chodzi z Beniaminem, ale może chodźmy już stąd. To jeszcze nie listopad, a powoli robi się już chłodno.
– Tak, masz rację.
– Więc chodźmy.
Wyszłyśmy z parku i udałyśmy się w stronę domu Izy. Nie chciałam opowiadać o metalowcu, ale wiedziałam, że rozmowa z przyjaciółką mogłaby mi bardzo pomóc. Myślałam też, że może mi doradzić, co mam dalej robić. Z Mansonem nic nie było łatwe.
Chciałam wreszcie albo na dobre o nim zapomnieć, albo spróbować o niego zawalczyć. Bałam się, część mnie była przekonana, że nie powinnam uderzać w jego stronę, bo wcześniej dobrze na tym nie wyszłam, ale coś się ze mną działo, kiedy był w pobliżu, gdy go mijałam lub obserwowałam, i właśnie to poczucie sprawiało, że chciałam znowu zaryzykować. Teraz i tak nie miałam wiele do stracenia, bo większość straciłam już jakiś czas temu.
Zastanawiałam się, czy jest chociaż najmniejsza szansa na to, że mu się spodobam. A może już mu się podobałam? Może tak samo jak ja po prostu się bał? Co prawda nie wyglądał na takiego, który znałby to uczucie, ale pozory mylą.
Byłyśmy już bardzo blisko domu Izy, kiedy odważyłam się poruszyć jego temat. Do tej pory szłyśmy spokojnym tempem i rozmawiałyśmy bardzo niewiele, pewnie dlatego, że przyjaciółka wciąż czekała, aż zdam jej relację na temat metalowca.
– Męczy mnie ta cisza, więc powiem ci wszystko, co musisz wiedzieć, a także to, czego może niekoniecznie, ale ufam ci i chcę, żebyś mi pomogła i razem ze mną podjęła decyzję, co dalej.
– Nareszcie! – uradowała się moja przyjaciółka. – Dziewczyno, myślałam, że w tej kwestii już nie odezwiesz się ani słowem.
– Wiem, przepraszam.
– Nie przepraszaj, tylko mów – powiedziała Iza.
– No to mówię.
– Zuch dziewczyna, nie ma się czego bać.
– To może zacznijmy od tego, że uważam, że może warto spróbować jeszcze raz.
– Ale masz już może jakiś plan?
– Nie, nie mam, bo muszę wiedzieć, chociażby od ciebie, czy moje nowe starania będą miały jakiś sens. Bo jeśli to znowu okaże się niewypałem, to wyjdę na idiotkę, która nie rozumie słowa "nie" i nie umie odpuścić, a to fatalne uczucie, wiedząc, ile włożyło się w to pracy...
– A skąd ja mam wiedzieć, czy twoje starania będą miały sens? – zdziwiła się.
– Nie wiem, może kobieca intuicja? Cokolwiek... Jak ci się wydaje?
– A myślisz, że będziecie razem? Kiedy zamykasz oczy i wyobrażasz sobie przyszłość, na przykład za dziesięć lat, to z kim ją widzisz?
– Prawda jest taka, że z nikim. Nie ma w niej nikogo. Ani Bartka, ani Beniamina. Stoję sama w pustym pokoju, ale uśmiechnięta. Jakby pogodzona z losem, może nawet z tym, że nie dane mi było być z kimś, na kim tak do bólu mi zależy.
– Czyli jednak. Wciąż nie przestał ci się podobać. A będąc z Bartkiem, obok niego, o czym myślisz?
– Najczęściej myślę o tym, żeby Manson tego nie zobaczył.
– To mamy wielki problem, bo niby chcesz zapomnieć, ale też niby jest on dla ciebie kimś wyjątkowym. Tylko że nawet nie wiesz, czy warto podjąć kolejne ryzyko.
– Myślisz, że warto zaryzykować? – spytałam trochę niepewnie.
– Myślę, że wszystko, w co wierzysz, jest warte ryzyka. Jeśli tylko wierzysz w przyszłość z Beniaminem, to ryzykuj, a jeśli nie jesteś pewna i będziesz się stale zastanawiać, czy odwzajemni twoje uczucia, to nie ryzykuj. Jeśli jest tak, jak teraz mówisz, że już wiele straciłaś i nie masz więcej, to próbuj. A jeśli masz za dużo do stracenia, to tego nie rób, bo odzyskanie tego wszystkiego, co stracisz, będzie jeszcze trudniejsze.
– A ty?
Spojrzała na mnie.
– Co ja?
– Co byś zrobiła na moim miejscu?
– Jakby mi tak bardzo na nim zależało, to bym próbowała, ale jeśli to byłoby tylko chwilowe, wycofałabym się.
Weszłyśmy do domu Izy. Obie byłyśmy trochę niepewne tego, co trzeba będzie przygotować w związku z nowym planem dawnej "Akcji Ben". Wtedy stworzyłyśmy nawet grupę na Messengerze, więc uznałyśmy, że i tym razem też tak zrobimy. Postanowiłyśmy zaangażować w to wszystko Laurę, moją siostrę, która w ubiegłym roku najbardziej starała się o to, żebym się nie poddawała i próbowała dalej.
Nowy plan i nowa grupa zostały przez nas zatytułowane Akcja Ben 2.0. Trochę oklepane, ale nie nazwa była tutaj najważniejsza – liczyła się realizacja.
– To co mi jeszcze powiesz? – spytała Iza.
– A co chcesz wiedzieć?
– Wszystko, całą prawdę.
– Od czego mam zacząć?
– Od jednej bardzo ważnej rzeczy.
– Jakiej? – zdziwiłam się.
– Bo ja wciąż tego nie wiem. Dlaczego on ci się w ogóle podoba?
– Dlaczego? Bo jest taki jak ja. To dzięki niemu udoskonaliłam swój sposób ubierania się. Zawsze korciło mnie, żeby tego spróbować... Mamy ze sobą tak wiele wspólnego! Ta sama muzyka, ten sam gotycki styl, te same zainteresowania i pasje. Jest chłopakiem z moich snów. Wiem, brzmi to głupio, wręcz oklepanie, ale tak właśnie jest. Czuję, że on w pełni zaakceptowałby mnie taką, jaka jestem, nie to co Bartek. Nie wiem, jaki jest wewnątrz, ale sama jego obecność sprawia, że nie umiem racjonalnie myśleć, mój mózg wariuje, serce przyśpiesza, brzuch boli. Nigdy się tak nie czułam.
Iza patrzyła na mnie jak zahipnotyzowana.
– No co? – zapytałam.
– Nic. Po prostu to było tak piękne, że aż nie wiem, co powiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niej.
– To nie mów nic. Cisza jest lepsza niż zbędne słowa.
Usiadłyśmy na łóżku i zapatrzyłyśmy się w przestrzeń między nami.
– Czego teraz od niego oczekujesz? – zapytała Iza po jakimś czasie, gdy obie już nacieszyłyśmy się ciszą.
– Od niego? Sama nie wiem.
– To po co chcesz się znowu w to pakować?
– Bo nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Zwyczajnie nie umiem o nim zapomnieć.
– Wiesz, że to może się źle skończyć?
– Wiem – powiedziałam. – Mogę znienawidzić siebie albo wreszcie ułożyć swoje popieprzone życie.
– A co, jeśli nie ułożysz tego popieprzonego życia, wchodząc w poplątaną sytuację związaną z Beniaminem?
– Wtedy będę w wielkim gównie.
– Ad, wiesz, że zawsze we wszystkim ci pomogę, ale tak naprawdę nie wiem, co masz teraz zrobić. Nie wiem, kochana, od czego masz nawet zacząć.
– Może od początku?
– Co masz na myśli?
– Może źle to wszystko wtedy rozegrałam. – Wstałam z łóżka. – Może trzeba było zacząć z nim normalnie pisać, a nie robić coś takiego.
– W porządku – odparła Iza. – Ale czasu nie cofniesz. Co planujesz teraz zrobić?
– Teraz? – zdziwiłam się.
– Tak, teraz.
– Teraz to muszę wracać do domu.
– Serio?
– Serio, serio. Robi się późno, a jak robi się późno, to mój mózg i tak już nie pracuje.
Obie zaśmiałyśmy się mimowolnie, ale wiedziałam, że nie o to chodziło Izie. Nie miałam żadnego planu, lecz chciałam coś zdziałać. Musiałam wreszcie poznać całą prawdę. Musiałam zawalczyć o to, na czym mi tak bardzo zależało. Tylko nie wiedziałam jak.
ROZDZIAŁ 2
Podróż do domu ciągnęła mi się niemiłosiernie. W głowie kotłowało się zdecydowanie za wiele myśli. Wszystkie uczucia – te dobre i te złe – walczyły o uwagę.
Bałam się, jak zareaguje Laura, gdy zobaczy, że znalazła się w nowej grupie. Miałam nadzieję, że będzie chciała nam pomóc. W końcu to był jej pomysł, żebym spróbowała jakoś nawiązać kontakt z Mansonem. Może już coś siedzi jej w głowie?
Wciąż najbardziej nie byłam pewna czegoś innego... Jak zerwać z Bartkiem?
* * *
Gdy około godziny dwudziestej dotarłam wreszcie do domu, przywitała mnie znajoma, choć niezwykle niemiła codzienność. Postanowiłam nie zdejmować kurtki, żeby być przygotowaną na możliwą ewakuację.
– To może wreszcie się wyprowadź, skoro tak ciężko jest ci zaakceptować to, co się stało, a czego nie można już zmienić!
– Widzę, że nie rozumiesz powagi sytuacji!
– To mi wytłumacz!
– To wszystko to jest twoja wina! To ty je tak wychowałaś! Jedna wygląda jak wariatka, kolczyki, tatuaże, ubiera się na czarno, jakby była żałoba! A Damian?! To przez ciebie...
– Co przeze mnie?! Dokończ!
– To przez ciebie nie żyje!
Zawsze uważałam, że małżeństwo jest dowodem miłości. Niby tej prawdziwej. Ale gdy wokół mnie zaczęły się pojawiać liczne rozwody rodziców moich znajomych, zastanawiałam się, czy aby na pewno miłość istnieje. Nie ta prawdziwa, ale w ogóle jakakolwiek... A patrząc na moich rodziców, którzy ostatnimi czasy wiecznie się kłócili, rozmyślałam o tym, co w ogóle skłoniło ich do zawarcia związku małżeńskiego.
– Długo już się tak kłócą? – zapytałam szeptem, podchodząc do starszej siostry.
Laura siedziała na schodach i pustym wzrokiem patrzyła w ścianę. Nie była przerażona, była wręcz za spokojna.
– Muszę przyznać, że trochę już to trwa – odpowiedziała. – I z każdą kolejną kłótnią obawiam się, że dojdzie do najgorszego.
– Czy ty nie możesz zrozumieć, że włożyłam całą siebie w wychowanie dzieci, bo ciebie nigdy nie było?!
– Czyli teraz to jest moja wina?!
Nie miałam ochoty wychodzić, ale potrzebowałam świeżego powietrza z dala od ich ciągłych kłótni. Chciałam pobyć przez chwilę z siostrą, żeby szczerze z nią o wszystkim porozmawiać.
– Młoda – odezwała się po chwili. – Wychodzimy.
Nawet nie zastanawiałam się nad jej słowami, po prostu wyszłyśmy z domu.
* * *
Długo milczałyśmy, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, by opisać sytuację, która miała miejsce. Wreszcie, gdy dotarłyśmy nad staw, w naszą bezpieczną przystań, Laura postanowiła zabrać głos:
– Słońce, wiem, że się boisz, że mogą wziąć rozwód, bo ja sama też się tego boję, ale może tak właśnie będzie lepiej. Tylko pamiętaj, że cokolwiek się stanie, my zawsze będziemy siostrami. Zawsze.
Uroniłam łzę, słysząc z jej ust bolesną prawdę. Po chwili Laura postanowiła kontynuować:
– Oni nie zdają sobie sprawy, że słowa, które kierują do siebie, ranią też nas. Jesteś już dorosła i wiem, że to rozumiesz. Mówię to tylko po to, żebyś zrozumiała, że świat w gruncie rzeczy jest po prostu okropny. Chcę, żebyś znalazła w sobie coś takiego, co będzie sprawiać ci radość. Żebyś mogła odreagować i odseparować się od osób, które cię ranią. Nie pozwól, żeby rodzice zniszczyli ci marzenia. Zadbaj przede wszystkim o siebie, bo to jest teraz najważniejsze.
Rozpłakałam się na dobre. Od dawna przeczuwałam, że planują rozwód, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.
– Posłuchaj, życie jest niesprawiedliwe. Miłość istnieje, choć jest bolesna i nie zawsze wygląda tak, jak byśmy tego chcieli. I choć kocham Maksa, muszę mieć pewność, że on też mnie kocha. Nie będę brała ślubu tylko dlatego, że myślę o wiecznej miłości z nim. Możliwe, że nasi rodzice też o tym myśleli w dniu ślubu, a teraz myślą tylko o rozwodzie. Chcę, żebyś po prostu była zawsze szczęśliwa, znalazła kogoś, kto będzie odpowiedni, taki tylko dla ciebie. Żebyś nie musiała się kłócić czy rozwodzić. Ale pamiętaj, żeby stawiać siebie na pierwszym miejscu i nie pozwolić, żeby ktoś stale cię ranił. Złamane serce ciężko posklejać. Coś przecież o tym wiesz.
– Kiedy zrobiłaś się taka mądra? – zapytałam.
– Kiedy życie po raz pierwszy kopnęło mnie w dupę.
* * *
Około godziny dwudziestej drugiej dotarłyśmy z powrotem pod drzwi naszego własnego piekła. Czułyśmy zmęczenie zarówno rozmyślaniem, jak i samą drogą. Wiedziałam, że nadchodzące dni będą bardzo trudne do przeżycia, bo mimo wszystko stale martwiłam się o rodziców, ale chciałam również zadbać o siebie, wprowadzając swój plan w życie.
Po szybkim i orzeźwiającym prysznicu przebrana w piżamę poszłam na górę do swojego pokoju. Odpaliłam muzykę z wieży stereo i położyłam się do łóżka. Włączyłam Messengera na telefonie, a ten przez dobrych kilka minut pikał jak oszalały, gdy pojawiały się wiadomości na grupie Akcja Ben 2.0. Cieszyłam się, że noc dopiero się zaczynała, bo mogłam na spokojnie przeczytać, o czym Iza i Laura pisały przez długi czas mojej nieobecności.
Messenger
Akcja Ben 2.0. (aktywny(a) teraz)
cz. o 21:51
Adria: Dziewczyny, przestańcie się kłócić, wiemy, że każda z nas ma swoje zdanie i opinie na ten temat, ale to nie powód, żeby się kłócić. Nie o Bena, ha ha
Próbowałam udawać, że jest mi do śmiechu, tylko po to, by się o mnie nie martwiły, ale jedyną rzeczą, o której myślałam, było zwinięcie się w kłębek i zalanie łzami.
Messenger
Akcja Ben 2.0. (aktywny(a) teraz)
cz. o 22:33
Iza: To nie jest kłótnia, kochana. Po prostu do Laury nie dociera, że to, co chce, żebyś zrobiła, się nie uda
Laura: Skąd wiesz, co się uda, a co nie? Moim zdaniem to dobry pomysł
Iza: Nie rozumiesz, że to jest idiotyczne? Ad, nie zgadzaj się na to
Laura: Nie mów jej, co ma robić, niech sama podejmie decyzję
Iza: W porządku, ale niech nie podejmuje twojej decyzji
Laura: Niby dlaczego? Co tak bardzo ci w tym nie odpowiada?
Iza: Na jej miejscu zrobiłabyś to, co jej proponujesz? No chyba nie
Laura: Tak, zrobiłabym, czemu by nie? I tak nie ma niczego do stracenia
Iza: Nie rozumiesz powagi sytuacji? Owszem, teraz ma do stracenia wiele więcej niż przedtem, bo próbuje wejść w to drugi raz
Laura: No i co z tego? Niech wchodzi drugi, trzeci, a nawet dziesiąty
Adria: Dziewczyny, w tej chwili się uspokójcie, obie macie rację i obie jej nie macie. Przykro mi, siostro, ale nie jestem pewna, czy umiałabym to zrobić. A ty, Iza, nie zakładaj z góry, że czegoś nie zrobię
Laura: Moim zdaniem to naprawdę bardzo dobry pomysł i żałuję, że nie zrobiłaś tego wcześniej, od samego początku
Iza: Wciąż uważam, że to zły pomysł
Laura: Co jest złego w szczerym porozmawianiu z Beniaminem?
Adria: Rozmowa
Laura: Siostra, wiem, że to może być trudne, pewnie nawet bardzo, ale moim zdaniem powinnaś to zrobić. Gdy będziesz z nim rozmawiać, to od razu będziesz wiedzieć, czy kłamie, czy mówi prawdę. Szczera rozmowa to wszystko, czego potrzebujesz, da ci więcej niż pisanie z nim
Adria: Wiem, że masz rację, bo od samego początku chciałam z nim pogadać, tak normalnie, ale ja bardzo się boję, nie wiem nawet, od czego mogłabym zacząć
Iza: Stara, przerabiałyśmy to już. Ale jeśli naprawdę chcesz zrobić to, co chce Laura, to zacznij od początku, tak jakby nic się nie wydarzyło
Laura: Problem w tym, że się wydarzyło i ona nie może tak nagle udawać, że tego nie było. Nie wiemy nawet tak naprawdę, jak on na to wszystko zareagował
Iza: Dobrze, mogę się teraz z tobą zgodzić, ale nagła rozmowa z nim może go zdziwić i może nie wiedzieć, co zrobić, jak się zachować. A poza tym nie wydaje mi się, żeby Adi była gotowa usłyszeć, że nic z tego nie będzie
Laura: Po tym wszystkim naprawdę uważasz, że nie mógł zmienić zdania?
Iza: To chłopak, oni inaczej podchodzą do takich spraw, nie sądzę, żeby ot tak zmienił zdanie
Adria: To twoim zdaniem co powinnam zrobić?
Iza: Prześpij się z tym wszystkim, co ci powiedziałyśmy i co pisałyśmy wyżej z Laurą, a jutro na spokojnie o tym pogadamy, może sama coś wymyślisz
Laura: Iza ma rację, mamy czas, żeby wszystko ustalić, a teraz idź spać
Adria: Dziękuję wam, dziewczyny, tak zrobię. Pójdę spać i postaram się zasnąć i za bardzo o tym nie myśleć, kocham was
Iza: My ciebie też, dobranoc
Laura: Śpij dobrze
Postanowiłam zrobić to, co poleciły mi dziewczyny – i tak zrobiło się już późno, nawet bardzo późno, a mnie czekały bardzo pracowite dni.
ROZDZIAŁ 3
W piątek wstałam jak zawsze skoro świt, żeby udać się na poranny jogging. Bieganie z samego rana pozwalało oczyścić umysł, a świeże powietrze działało bardzo uspokajająco. Potrzebowałam uwolnić się od negatywnych myśli.
Ubrana w czarny dres wyszłam z domu i udałam się do pobliskiego lasu.
Liście na drzewach traciły swój zielony kolor i stawały się pomarańczowe, by znowu na kilka miesięcy całkowicie zniknąć. Lubiłam jesień. To była pora roku, która zawsze potrafiła zaskoczyć. Czasem było gorąco i można było pływać w basenie, a czasami trzeba było chować się pod grubą kurtką. Ale życie codzienne potrafiło dać w kość. Trudno było przyzwyczaić się do zmiennej pogody, a tym bardziej funkcjonować, kiedy w każdej chwili mogło przyjść coś niespodziewanego.
Jesienią ludzie robili się naprawdę drażliwi, więc najlepiej było nie wchodzić im w drogę. Niektórzy z upragnieniem czekali na zimę, a inni usilnie próbowali wrócić do lata. Niestety, rzeczywistość nie była taka kolorowa, jak by się chciało. Nie ma niczego od razu. Czas biegnie nieubłaganie, a my musimy sobie z nim poradzić.
Zrobiłam kilka obszernych kółek po lesie, wykonałam gimnastykę i wolnym krokiem udałam się z powrotem do domu. Musiałam naszykować się na kolejny ciężki dzień na uczelni.
* * *
Gdy weszłam do budynku, Bartek czekał już na mnie w szatni.
– Cześć, kochanie – przywitał się i pocałował mnie w policzek.
– Czeeeść – powiedziałam trochę niepewnie.
– Stało się coś?
– Źle spałam, to wszystko. – Wzruszyłam ramieniem.
Próbowałam się uśmiechać, ale nie umiałam. Czas, kiedy to robiłam, dobiegł końca, dlatego jak najszybciej musiałam zakończyć to, co jeszcze było między nami, póki miałam na to odwagę.
– Posłuchaj, muszę ci coś powiedzieć.
– Czyli jednak coś się stało. Wiedziałem.
– To bardzo ważne. Bartek, między nami...
– Cześć, gołąbeczki – przerwała mi Iza.
– Iza... – Spojrzałam na nią z oburzeniem.
– Cześć, mała – odpowiedział Bartek.
– O nie, chyba wam w niczym nie przeszkodziłam, prawda?
– Nie, nie, skąd. Dokończymy później – odparłam.
– To dobrze, bo musimy porozmawiać – oznajmiła, po czym zwróciła się do (jeszcze) mojego chłopaka: – Porwę ci ją na chwilę.
– Okej, to ja będę czekał pod salą.
– Do zobaczenia – pożegnała się.
– Serio, musiałaś akurat teraz, kiedy chciałam z nim zerwać? Nie wiem, czy później będę miała jeszcze odwagę to zrobić – odezwałam się, kiedy chłopak zniknął na schodach.
– Wiem, co chciałaś zrobić, dlatego ci przeszkodziłam.
– Nie rozumiem. To zły pomysł, żeby z nim zerwać?
– Nie, nie o to chodzi.
– To o co?
– Musimy najpierw przygotować plan na Bena.
– Serio? To jest ważniejsze od zerwania z moim chłopakiem? – zdziwiłam się.
– Tak. Jesteś z nim w tej samej grupie. Nie uważasz, że to będzie źle wyglądać, kiedy z nim zerwiesz i zaczniesz od razu zarywać do innego? Czy nie lepiej, żeby myślał, że jest jeszcze inny powód, dla którego nie możecie być razem?
– W sumie to masz rację, ale to co, mam udawać, że go kocham? Że chcę z nim być? Że to, co chce zrobić, jest normalne? Że nie ma innego chłopaka?
– Domyślam się, że będzie ci trudno, ale nie widzę innego wyjścia, przynajmniej jak na razie. Nie podejmuj pochopnych decyzji. Jesteś pewna, że między wami już się nie ułoży?
– Jestem. Nie chcę z nim być. Nie umiem odwzajemnić jego uczuć. Po prostu nie umiem. Wiele razy, gdy się całowaliśmy, wmawiałam sobie, że to jest to, że czuję się z nim dobrze, bo on mnie kocha... Ale prawda jest taka, że nie czułam nic, gdy to robił, gdy mnie przytulał, gdy mnie rozśmieszał... Nic, zero.
– W porządku, czyli nie możesz z nim dłużej być, ale mimo wszystko takie skakanie z kwiatka na kwiatek nie wygląda zbyt dobrze, nie uważasz?
– Tak, wiem, zgadzam się z tobą – przytaknęłam jej. – Mam nadzieję, że masz już jakiś pomysł.
– Problem w tym, że nie.
– Iza! – oburzyłam się.
– Nie denerwuj się, kochana, Laura coś dla nas przygotowała. Spodoba ci się.
* * *
– Rozumiem, że rozmowa nie wchodzi w grę – zaczęła Laura. – A co ty na to, żeby pobawić się w konwersację elektroniczną?
– Co masz na myśli? – zapytałam. – Chyba nie chodzi ci o pisanie z nim na Messengerze, prawda?
– Bingo! Może znowu spróbowałabyś kontaktować się z nim w taki sposób? Tylko tym razem ze swojego prawdziwego konta, a nie z fałszywego. Lepiej w taki sposób, niż w ogóle nie robić nic. To byłby dobry początek.
– Nie ma takiej opcji. Nie dam rady. Nie zgadzam się.
W ubiegłym roku, za namową przyjaciółki i siostry, odważyłam się na bardzo trudny krok. Razem z Izą postanowiłyśmy utworzyć fikcyjne konto na Facebooku tylko po to, żebym mogła swobodnie porozmawiać z Beniaminem. Do samego końca nie wierzyłam, że byłabym zdolna do czegoś takiego. Nie byłam pewna, co może z tego wyniknąć. A gdy chłopak w końcu poznał prawdę, na każdym spotkaniu ze mną i naszymi znajomymi udawał, że mnie nie widzi.
Z każdą kolejną wiadomością coraz bardziej się przed nim otwierałam. Tak mi poradziła Laura. Chciała, żebym przekazywała mu moje przemyślania na różne ważne dla mnie tematy. Żebym pisała mu rzeczy, których być może nikt o mnie nie wiedział. Miałam się przed nim otworzyć. I zrobiłam to.
Każdego dnia coraz trudniej jednak było mi pisać i zostawiać swoje życie spisane w jednej krótkiej wiadomości. Przestałam widzieć w tym sens, nic nie wskazywało na to, by miało się coś zmienić. Nie mogłam tego dłużej ciągnąć. Pod koniec stycznia skończyłam to na dobre. Nie chciałam do tego wracać. Nie byłam nawet pewna, czy się domyślał, kto mógł być autorem tych wiadomości. Postanowiłam więc skoczyć na głęboką wodę i napisałam do niego. Uważałam, że tak będzie najlepiej, jeśli dowie się, kto za tym stał i dlaczego to robił.
Po balu karnawałowym, który organizowali nasi znajomi, wróciłam do domu z szybko bijącym sercem, bo wiedziałam, że muszę to zrobić. Plan był inny. Fakt, miałam skończyć pisać z fałszywego konta i przekazać mu moje uczucia, żeby wiedział, kto to zrobił, ale miało to być na żywo. Twarzą w twarz. Miałam się z nim spotkać, gdziekolwiek, a potem powiedzieć mu, co do niego czułam.
Po tej imprezie miałam napisać mu ostatnią wiadomość z tego specjalnie utworzonego konta i poprosić w niej, żeby się ze mną spotkał. W ostatniej chwili się wycofałam. Nie chciałam, żeby dał mi kosza, patrząc mi w oczy. Wiedziałam, że będzie to boleć bardziej niż cios piłką lekarską w głowę. Postanowiłam więc do niego napisać. To zawsze wychodziło mi lepiej niż cokolwiek innego. Nie mogłam z nim porozmawiać. Nie dałabym rady.
Byłam przekonana, że mnie odrzuci, bo taki koleś jak on nigdy w życiu nie poleciałby na taką dziewczynę jak ja. I nie chciałam tego słyszeć. Wolałam to przeczytać. I zalać się łzami w moim pokoju, w łóżku, a nie przed nim. Nie mogłam pozwolić, żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie, i to przez chłopaka. Na świecie było przecież wiele facetów...
I tak o to w końcu poznałam bolesną prawdę. Przepłakałam całą noc. Nie umiałam inaczej. Nie mogłam się uspokoić, to było silniejsze ode mnie. Nie kontrolowałam tego.
"Nie wydaje mi się, żebym był gotowy na związek..." – słyszałam w głowie niczym echo przez długi czas po całej tej sytuacji. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Chłopak, dla którego zrobiłam tyle głupich rzeczy, przed którym tak się otworzyłam, po prostu mnie nie chciał. Wtedy wiedziałam już, że niepotrzebnie pisałam te cholerne wiadomości. Tylko zrobiłam z siebie idiotkę. A następnego dnia ta idiotka miała iść do szkoły i narazić się na spotkanie z nim twarzą w twarz.
Tamtego dnia Beniamin dowiedział się, że fikcyjne konto należało do mnie. Tym bardziej chciałam zostać w łóżku i już nie wychodzić. Nie mogłam teraz znowu do tego wracać. Messenger był błędem i przeszłością. Nie zamierzałam robić tego po raz drugi. Nie mogłam.
– Okej, rozmowa nie, Messenger też nie. To czego ty chcesz, dziewczyno?! – wykrzyknęła bardziej niż zapytała Laura.
– Problem w tym, że ja, kurwa, nie wiem, czego chcę!
Gdy przerwa dobiegła końca, już biegłam w stronę swojej sali. Coś mi mówiło, że następne dni będą jeszcze gorsze, niż mogło mi się wydawać.
ROZDZIAŁ 4
Kolejne dni mijały mi niczym w zwolnionym tempie. Przez długi czas starałam się unikać dziewczyn, jak tylko mogłam. Nie chciałam znowu przy nich wybuchnąć – przecież były to najbliższe mi osoby, które za wszelką cenę chciały mi pomóc. To ja po prostu nie byłam pewna, jak i czy w ogóle można mi było jeszcze pomóc. Od dawna byłam na straconej pozycji.
Cisza między mną a dziewczynami zaczęła działać mi na nerwy tydzień po naszej drobnej sprzeczce. Potrzebowałam ich jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, tylko bałam się do tego przyznać. Byłam przekonana, że założyły się, jak długo bez nich wytrzymam, a stawka mogła być naprawdę wysoka.
Postanowiłam zaprosić Izę do siebie na weekend, żeby miło spędzić czas z przyjaciółką i siostrą, nie zastanawiając się nad planem zdobycia Beniamina. Zdziwiłam się, gdy Iza nie miała nic przeciwko temu spotkaniu. Cieszyłam się, bo liczyłam, że będziemy na dobrej drodze do wybaczenia sobie. Zarówno ona, jak i Laura były dla mnie bardzo ważne.
Przed zaplanowanym weekendem miałam jednak jeszcze jedną rzecz do zrobienia. Zbliżał się dziewiętnasty października, dzień rocznicy ślubu moich rodziców. Wiedziałam, że nie będą go obchodzić, ale mimo wszystko postanowiłam przygotować dla nich mały prezent z tej okazji.
W piątkowy wieczór, po wcześniejszym odwołaniu zajęć z tańca towarzyskiego i akrobatyki, zaprosiłam ich do salonu, w którym kiedyś wszyscy razem przebywaliśmy. Początkowo nie wykazywali chęci na zjednoczenie się w tak ważnym dniu... no może kiedyś ważnym. Mimo wszystko byłam nieugięta i nie chciałam odpuszczać. Do końca musiałam zrealizować mój plan.
– Czy chociaż raz mógłbyś nie wychodzić, tylko mnie wysłuchać? – zapytałam tatę. – Potrzebuję tylko kilka minut, potem dam wam spokój i będziecie mogli wrócić do swojego życia.
Niechętnie zajęli miejsca na kanapie. Stresowałam się jak nigdy. Nawet na meczu koszykarskim, turnieju tańca towarzyskiego czy walce bokserskiej nie odczuwałam tak silnych emocji.
– Jak dobrze wiecie, albo i nie, dzisiaj jest wasza rocznica ślubu i z tej okazji mam dla was mały prezent, ale zanim go dostaniecie, chciałam coś powiedzieć.
Wzięłam kilka głębokich wdechów. Od kilku dni myślałam, jak się za to zabrać, jakich użyć słów, co powiedzieć, żeby cokolwiek do nich dotarło. Nadal nie miałam pojęcia, co i jak, ale byłam gotowa to zrobić.
– Zacznijmy od tego, że dwadzieścia pięć lat temu zawarliście związek małżeński, jak kiedyś myślałam, z miłości. Dzisiaj zastanawiam się, czy ona aby na pewno istniała. Wy sami odpowiedzcie na pytanie, z jakiego powodu wzięliście ślub. Jeśli kierowało wami coś innego niż miłość, to wam współczuję, bo tylko z miłości powinno się go brać. Przestałam wierzyć w miłość, jakąkolwiek, prawdziwą czy nie, dla mnie po prostu już jej nie było... Aż nie zaczęłam spotykać się z chłopakiem, który, jak mi się wydawało, był dla mnie całym światem. Natomiast dzięki wam, waszym kłótniom, wiem, że go nie kocham. Nie można kochać kogoś, z kim ciągle tylko się kłócisz, przy kim nie czujesz się swobodnie. Do tej pory byłam zakochana tylko raz, w chłopaku, z którym rozstałam się trzy lata temu. Czułam i wiedziałam, że on też mnie kochał, i ja jego w jakiś durny sposób też, chociaż żadnym słowem nie zdefiniuję, czym tak naprawdę była owa miłość. Dzisiaj zadaję wam pytanie, czy wy nadal wiecie, jak się kogoś kocha... Nie zdajecie sobie sprawy, że wasze kłótnie ranią nie tylko was, ale też mnie i Laurę. Nie jestem w stanie pokochać Bartka, gdy w swoich rodzicach nie widzę wzorców prawdziwej miłości. Miłości, która wszystko wybacza, która trwa w dobrych i złych chwilach, która nie krzywdzi i nie wytyka błędów drugiej osoby. A wy... wy, raniąc siebie swoimi kłótniami, ranicie również wszystkich dookoła i żadne z was nie może powiedzieć, że to nie jest moja sprawa, bo dopóki jestem w tym domu, to będę się wtrącać we wszystko! – Z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem coraz więcej łez spływało mi po policzkach. – Proszę, oto prezent. – Podałam im dwie teczki. – Weźcie wreszcie ten cholerny rozwód, ułóżcie swoje popieprzone życia, ale przestańcie się kłócić, bo ranicie nas wszystkich! Marzę tylko o tym, żeby się wyprowadzić i żyć na własną rękę, nie wybierając, z kim chcę żyć i mieszkać! Nie wybierając, z kim chcę się budzić, kończyć i zaczynać dzień! Ale wolę wasz rozwód niż budzić się przez kolejne wasze awantury i kłótnie! Weźcie ten pieprzony rozwód, zacznijcie żyć tak, jak sobie zaplanowaliście, tylko przestańcie się wreszcie kłócić! Tego nie da się słuchać!
Pośpiesznie założyłam buty, wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu.
* * *
Usłyszałam lekko zaspany głos Izy:
– Halo?
– Przepraszam, obudziłam cię?
– To nic takiego. Chciałam się tylko zdrzemnąć.
Na ekranie telefonu widniała dwudziesta pierwsza, a ja nadal nie zamierzałam wracać do domu. Nie wiedziałam w ogóle, gdzie mogłabym spędzić najbliższą noc. Ale musiałam zadzwonić do Izy, nie po to, żeby u niej spać, tylko po to, by móc się wygadać.
– Ad? Jesteś tam? Stało się coś?
Nie wytrzymałam – wystarczyła chwila, jedno pytanie, żebym zalała się łzami. Z wielkim trudem opowiedziałam jej o minionej sytuacji, choć nie chciałam pocieszenia ani zrozumienia.
– Nie wiem, co mam ci powiedzieć – oznajmiła po chwili mojego milczenia.
– Nie musisz nic mówić – odparłam. – Chciałam, żebyś po prostu mnie wysłuchała.
– Słońce ty moje, zawsze cię wysłucham, nieważne, o której godzinie byś dzwoniła. Ale nie dzwoń w okolicach czwartej rano, wtedy mam najlepsze sny.
Zaśmiałam się. Iza miała talent do rozśmieszania ludzi, niezależnie od tego, czy mieli na to ochotę, czy nie. Sprawiała, że uśmiech zawsze gościł na ich twarzy.
– Dziękuję, kochana, za wszystko ci dziękuję.
– Nie musisz, dla przyjaciół zrobię wszystko.
– Słuchaj, może przyszłabyś do mnie trochę wcześniej? Obejrzymy coś i na spokojnie o wszystkim pogadamy, wygadamy się. Laura do nas dołączy.
– Jasne, słońce.
– To do jutra!
– Na razie!
Gdy się rozłączyłam, wiedziałam już, gdzie powinnam się udać. Ukradkiem, niezauważona przez nikogo, weszłam do domu, przebrałam się w kombinezon motocyklowy, zgarnęłam kluczyki ze stolika i wyjechałam na ciemną ulicę.
* * *
Stresowałam się, gdy powoli pukałam do drzwi.
– Cześć, Mati – przywitałam się. – Nie przeszkadzam ci?
– Nie, pewnie, że nie. Wejdź.
– Dzięki.
Uśmiechnęłam się lekko, wchodząc do domu przyjaciela. Cieszyłam się, mogąc zobaczyć się z nim poza uczelnią. Brakowało mi tego. Mateusz przecież zawsze był przy mnie, poznałam go jeszcze jako dziecko.
Mieszkaliśmy po sąsiedzku i każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Był raptem rok starszy ode mnie, a znał przeróżne gry i zabawy, którymi chętnie się ze mną dzielił. To dzięki niemu miałam udane, szczęśliwe dzieciństwo. Do czasu, gdy jego rodzice zdecydowali się przeprowadzić. Wtedy kontakt trochę nam przygasł. Co prawda mijaliśmy się na szkolnym korytarzu, ale to nie było już to samo. Czułam, że nasza przyjaźń powoli obumiera, dlatego cieszyłam się, że miałam jeszcze jednego asa w rękawie w postaci Maćka.
Maciek był właścicielem klubu bokserskiego Złote Pięści, do którego dołączyłam po rozstaniu z moim pierwszym chłopakiem, ale przede wszystkim był moim serdecznym przyjacielem i trenerem. Dzięki niemu o wiele lżej zniosłam zerwanie i utratę kogoś, kogo bardzo kochałam. Sam boks również mi pomógł. Zapanowałam nam emocjami, które zbyt długo w sobie dusiłam.
– Stało się coś? – zapytał, gdy przeszliśmy przez salon.
– Nie, nie. Czy coś w tym dziwnego, że przyszłam? Przyjaciółka nie może przyjść w odwiedziny do przyjaciela?
Szturchnęłam go w ramię. Uwielbiałam się z nim przekomarzać i sprzeczać. Przyjaciele tak właśnie robią. Denerwują się nawzajem, ale zawsze zrobią wszystko, żeby druga osoba była szczęśliwa.
– Może, oczywiście, że może, ale z tego, co wiem, powinnaś mieć jeszcze zajęcia.
– Odwołałam je.
Nagle się zatrzymał.
– Co? Jak to je odwołałaś?
– No normalnie.
– Mów. Co się stało?
– Nic się nie stało. Każdy czasami potrzebuje odpoczynku.
– Każdy, ale nie ty. Ty nie bierzesz nawet pięciominutowej przerwy.
– Mówię, że wszystko jest w porządku. Chciałam po prostu cię odwiedzić.
– I tak ci nie wierzę, ale zapraszam. – Otworzył drzwi do swojego pokoju i wszedł do środka.
I wtedy dotarło do mnie, że niepotrzebnie przychodziłam. Mateusz nie był sam, miał gości, a ja byłam intruzem.
– Chyba jednak już pójdę. Nie chcę wam przeszkadzać.
– Adria, nie wygłupiaj się. – Złapał mnie za rękę i wciągnął do pokoju. – Eryk i Beniamin zaraz sobie idą.
– Nie. – Puściłam jego rękę. – To ja pójdę. Mogłeś od razu powiedzieć, że masz gości, nawet bym tu nie wchodziła.
– Ad, nie żartuj.
– Pójdę już.
Szybko wycofałam się z pokoju i ruszyłam do drzwi wyjściowych.
– Zaczekaj!
Usłyszałam za sobą kroki i po chwili Mateusz stał już koło mnie.
– Nie wychodź jeszcze.
Odwróciłam się w jego stronę. Widziałam na końcu korytarza chłopaków, którzy przyglądali nam się uważnie.
– Muszę iść. Umówiłam się na jutro z dziewczynami, więc muszę się naszykować.
– Przecież możemy porozmawiać. Wygonię chłopaków do salonu, a my na spokojnie porozmawiamy. Przecież widzę, że coś cię gryzie.
– Tak, masz rację...
– Świetnie.
– ...ale z tobą nie mam już o czym rozmawiać – dokończyłam wypowiedź. – Bawcie się dobrze. Cześć.
I wyszłam, nie dając mu czasu na powiedzenie czegoś więcej.
* * *
Zapowiadała się okropna noc. Wszystko zmierzało ku gorszemu, zamiast się poprawiać. Wiedziałam, że źle potraktowałam Mateusza, ale nie mogłam udawać, że ich tam nie było. Akurat oni. Ta przeklęta dwójka zawsze trzymała się razem. To był jeden wielki koszmar, z którego jak najszybciej chciałam się obudzić. Niestety, często miewałam bardzo intensywne sny, których nie dało się przerwać.