Duma i uprzedzenie - Jane Austen

Kup ebooka

47.99 zł
39.83 zł (33,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że majętnemu kawalerowi do szczęścia brakuje już tylko żony.

I choćby poglądy czy uczucia owego kawalera pozostawały zagadką dla jego nowych sąsiadów, przekonanie to jest tak głęboko zakorzenione w ich umysłach, że od chwili przeprowadzki uznaje się młodego mężczyznę za bezsporną własność tej czy innej miejscowej panny na wydaniu.

- Mój drogi panie Bennet - zagadnęła któregoś dnia małżonka rzeczonego - czy słyszałeś już, że Netherfield Park ma wreszcie nowego najemcę?

Pan Bennet odparł, że nie słyszał.

- Ależ tak! - ciągnęła. - Pani Long właśnie stamtąd wróciła i wszystko mi opowiedziała.

Pan Bennet skwitował to milczeniem.

- Nie chcesz się dowiedzieć, kto to jest? - wykrzyknęła zniecierpliwiona pani Bennet.

- Ty chcesz mi o tym powiedzieć, a ja nie będę stawiał ci przeszkód.

Pani Bennet nie trzeba było dwa razy powtarzać.

- No więc, mój drogi, musisz wiedzieć, że Netherfield, wedle relacji pani Long, zostało wynajęte młodemu człowiekowi z północnej Anglii dysponującemu pokaźnym majątkiem. Przyjechał na miejsce w poniedziałek powozem zaprzężonym w czwórkę koni i posiadłość tak mu się spodobała, że z miejsca podpisał umowę z panem Morrisem. Ma się wprowadzić przed Świętym Michałem, a część jego służby przyjedzie jeszcze przed końcem tygodnia.

- Jak się nazywa?

- Bingley.

- Żonaty czy kawaler?

- Ależ, mój drogi, kawaler, naturalnie! Majętny kawaler. Cztery albo pięć tysięcy rocznie. Co za gratka dla naszych dziewcząt!

- Czyżby? A cóż one mają z tym wspólnego?

- Drogi panie Bennet - westchnęła jego żona. - Jak możesz być tak nieznośny? Przecież z pewnością się domyślasz, że jedną z nich planuję za niego wydać.

- Czy taki właśnie zamysł przyświeca jego przeprowadzce?

- Zamysł? Też mi coś! Niemniej jest bardzo prawdopodobne, że w jednej z nich się mimowolnie zakocha, więc gdy tylko przyjedzie do Netherfield, musisz jak najprędzej złożyć mu wizytę.

- Nie widzę powodu. Możesz tam pojechać z dziewczętami, a najlepiej wysłać je same, bo przecież nie ustępujesz im urodą, więc to ty mogłabyś wpaść panu Bingleyowi w oko.

- Mój drogi, pochlebiasz mi. Swego czasu bez wątpienia nie brakło mi powabu, ale dziś nie zaprzątam sobie tym głowy. Kobieta mająca pięć córek na wydaniu nie powinna rozmyślać o własnej urodzie.

- Zwłaszcza że w takim wypadku rzadko jest o czym.

- Niemniej, mój drogi, naprawdę musisz się wybrać z wizytą do pana Bingleya, kiedy już się tu sprowadzi.

- Tego akurat nie mogę ci obiecać.

- Ale pomyśl o swoich córkach! Pomyśl, jaki to byłby dla którejś z nich awans! Sir William i lady Lucas postanowili już się tam wybrać, i to wyłącznie przez wzgląd na swoje córki, gdyż zwykle nie odwiedzają nowych sąsiadów, o czym dobrze wiesz. Musisz się tam udać koniecznie, bo inaczej żadna z nas nie będzie mogła odwiedzić tego młodego człowieka.

- Zbytek skrupułów, możesz mi wierzyć. Pan Bingley przywita was z radością, a ja skreślę do niego kilka zdań z zapewnieniem, że bez zastrzeżeń aprobuję jego mariaż z tą z naszych córek, którą raczy sobie wybrać. Niemniej dorzucę pochlebne słówko o mojej Lizzy.

- Życzyłabym sobie, abyś się powstrzymał. Lizzy nie przewyższa pozostałych dziewcząt. Możesz mi wierzyć, że nie jest nawet w połowie tak śliczna jak Jane i nawet w połowie tak wesoła jak Lydia. Tylko ty zawsze dajesz jej pierwszeństwo.

- Pozostałych nie ma za co chwalić. Wszystkie, jak to dziewczęta, są niemądre i niedouczone. Lizzy jest jednak bystrzejsza od sióstr.

- Panie Bennet, jak możesz tak obrażać własne dzieci? Znajdujesz osobliwe upodobanie w dręczeniu mnie. Nie masz litości dla moich biednych nerwów.

- Niesłusznie mnie oceniasz, moja droga. Darzę twoje nerwy najwyższych szacunkiem. To moi starzy znajomi. Wspominasz o nich z troską co najmniej od dwudziestu lat.

Pan Bennet był tak przedziwnym zlepkiem błyskawicznych ripost, sarkastycznego humoru, zdystansowanej powściągliwości i nieoczekiwanych fanaberii, że pani Bennet nie wystarczyły dwadzieścia trzy lata pożycia małżeńskiego, aby zgłębić jego charakter. Zrozumienie jej charakteru nastręczało z kolei znacznie mniejszych trudności, była bowiem kobietą o miernej umysłowości, ciasnych horyzontach i chimerycznym usposobieniu. Gdy coś szło nie po jej myśli, roiła sobie, że zapada na nerwy. Treścią jej życia było wydanie córek za mąż, a jego jasnym punktem - składanie wizyt i kolekcjonowanie plotek.