Duchy w Wenecji - Agatha Christie

Kup ebooka

29.90 zł
23.19 zł (23,05 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Wy­znaję: po­peł­ni­łem mor­der­stwo.

Moż­liwe, że było to mor­der­stwo uspra­wie­dli­wione. Nie­mniej na pod­ło­dze ewi­dent­nie leży ciało. I to ciało wy­gląda bar­dzo po­dob­nie do książki, którą trzy­ma­cie w dło­niach.

Mia­łem mo­tyw. Mia­łem oka­zję. Mia­łem na­wet przy­zwo­le­nie. Co nie zmie­nia faktu po­peł­nie­nia czynu ani nie uza­sad­nia uła­ska­wie­nia. Fani Aga­thy Chri­stie, za­go­rzali i liczni, będą do­ma­gać się mo­jej głowy. I słusz­nie. Pi­sząc sce­na­riusz, do­bro­wol­nie i ce­lowo zmie­ni­łem fa­bułę ich uko­cha­nej po­wie­ści Aga­thy Chri­stie dla oso­bi­stych ko­rzy­ści.

Po­zwól­cie, że wy­ja­śnię.

Jedną z wielu za­let by­cia sce­na­rzy­stą za­trud­nio­nym do ad­ap­ta­cji wspa­nia­łych ksią­żek Chri­stie o Her­ku­le­sie Po­iro­cie jest to, że je­śli ład­nie po­pro­sisz, wy­ślą ci wszyst­kie tomy. Ja po­pro­si­łem ład­nie.

Przy­szły w wiel­kim pu­dle od wy­dawcy i te­raz na półce w moim biu­rze stoi ele­gancki rząd około trzech tu­zi­nów po­wie­ści i opo­wia­dań. Cała ko­lek­cja Po­irota. Kiedy utknę nad ja­kimś wier­szem lub, co zda­rza się czę­ściej, pró­buję zna­leźć ja­kieś frag­menty do wy­cię­cia, wpa­truję się w nie i to mnie pod­nosi na du­chu.

Pew­nego razu wy­da­rzyło się coś oso­bli­wego. Wi­gi­lia Wszyst­kich Świę­tych za­częła wpa­try­wać się we mnie.

Się­gną­łem po nią i prze­czy­ta­łem. Po­do­bała mi się, ale na­wet gdy ją po­chła­nia­łem strona za stroną, mia­łem po­czu­cie, że w ta­kiej for­mie, w ja­kiej zo­stała na­pi­sana, to mało praw­do­po­dobny kan­dy­dat na film. Nie jest to by­naj­mniej ocena ja­ko­ści książki. Ge­nialne po­wie­ści czę­sto nie na­dają się do wier­nej ad­ap­ta­cji. Wy­ma­ga­nia filmu w za­kre­sie me­trażu, kon­struk­cji i dy­na­miki są po pro­stu inne.

Mimo to książka nie dała mi o so­bie za­po­mnieć.

To było je­sie­nią 2019 roku, na krótko przed wy­jaz­dem do Lon­dynu na zdję­cia do Śmierci na Nilu, dru­giej z ad­ap­ta­cji Chri­stie, nad którą mia­łem szczę­ście pra­co­wać dla 20th Cen­tury Stu­dios, z Ken­ne­them Bra­na­ghem w po­dwój­nej roli: re­ży­sera oraz ak­tora przy­pra­wia­ją­cego so­bie wąsy, by wcie­lić się w po­stać wy­bit­nego bel­gij­skiego de­tek­tywa, Her­ku­lesa Po­irota. Za­równo Śmierć na Nilu, jak i na­sze Mor­der­stwo w Orient Expres­sie z 2017 roku były wier­nymi ad­ap­ta­cjami do­sko­na­łego ma­te­riału źró­dło­wego. W ich przy­padku czu­łem, że moją za­sad­ni­czą rolą przy two­rze­niu sce­na­riu­szy jest upla­stycz­nić po­sta­cie i wzmoc­nić wy­mowę po­szcze­gól­nych scen. W kwe­stiach fa­bu­lar­nych trzy­ma­li­śmy się za­sady: "Ni­gdy nie pró­buj prze­ści­gnąć Chri­stie". Nikt tego nie kwe­stio­no­wał.

Kilka ty­go­dni póź­niej, kur­su­jąc po po­kła­dzie "Kar­naka" pod­czas krę­ce­nia Śmierci na Nilu i fan­ta­zju­jąc o tym, jak wspa­niale by­łoby na­krę­cić trzeci film z na­szej se­rii - a je­śli tak, to którą książką z Po­iro­tem na­le­ża­łoby się te­raz za­jąć - wciąż jed­nak czu­łem na so­bie tamto spoj­rze­nie. Po­my­śla­łem, że film, któ­rego ak­cja roz­grywa się pod­czas prze­ra­ża­ją­cej nocy Hal­lo­ween, byłby dla Po­irota oka­zją do zmie­rze­nia się z no­wymi de­mo­nami. Może na­wet du­chami.

Je­dyne, co mu­sia­łem zro­bić, to za­pla­no­wać mor­der­stwo.

W Wi­gi­lii Wszyst­kich Świę­tych przy­ję­cie dla dzieci koń­czy się tra­gicz­nie. Nie zdra­dzę wiel­kiej ta­jem­nicy, je­śli po­wiem, że ktoś gi­nie. Przy­znaję, że ukra­dłem tę ge­nialną kon­cep­cję - mor­der­stwo na im­pre­zie Hal­lo­ween - a resztę... uśmier­ci­łem.

Owo­cem mo­jej zbrodni jest nasz trzeci film z Po­iro­tem - Du­chy w We­ne­cji. In­tryga, sce­no­gra­fia i po­sta­cie zo­stały wy­ko­rzy­stane i uho­no­ro­wane w no­wym wcie­le­niu. W rę­kach Ken­ne­tha Bra­na­gha jako re­ży­sera oraz dzięki ak­tor­skim kre­acjom jego i ca­łej ob­sady sce­na­riusz wy­ewo­lu­ował w coś nie­sa­mo­wi­tego i wstrzą­sa­ją­cego. Coś no­wego. Nie umniej­sza to jed­nak w ni­czym Wi­gi­lii Wszyst­kich Świę­tych. Po­wie­ścią na­dal można i na­leży się de­lek­to­wać do woli.

Chri­stie, jak wy­nika z jej za­pi­sków, za­częła pi­sać tę książkę 1 stycz­nia 1969 roku, nie tra­cąc na­wet dnia po obo­wiąz­ko­wej świą­tecz­nej prze­rwie. (Za mało uwagi po­święca się etyce pracy Chri­stie. W wieku 78 lat, po pra­wie sze­ściu de­ka­dach pi­sar­skiej twór­czo­ści, "zwol­niła" do jed­nej książki rocz­nie, od czasu do czasu uzu­peł­nia­jąc swój do­ro­bek wier­szem, sztuką te­atralną czy opo­wia­da­niem. Po­rów­najmy to z jej go­rącz­ko­wym 1934 ro­kiem, w któ­rym wy­dała Mor­der­stwo w Orient Expres­sie, Ta­jem­nicę lorda Li­ster­dale'a, Dla­czego nie Evans?, Par­ker Pyne na tro­pie i, jako Mary West­ma­cott, Nie­do­koń­czony por­tret). Za­koń­cze­nie pracy nad tek­stem ob­wie­ściła 7 lipca. Po sze­ścio­mie­sięcz­nym wy­siłku - naj­pierw przy dyk­ta­fo­nie, po­tem z ołów­kiem nad ma­szy­no­pi­sem swo­jej ste­no­ty­pistki, pani Jolly - trzy­mała, jak Wy te­raz, w rę­kach książkę. Dla wielu jej fa­nów jest ona tą ulu­bioną, je­śli nie naj­ulu­bień­szą. Nie bez po­wodu.

Przede wszyst­kim to szo­ku­jąca lek­tura. Wy­bór ofiary może przy­pra­wić o zimny dreszcz, a póź­niej­sze kom­pli­ka­cje - w miarę roz­woju śledz­twa Po­irota - mrożą krew w ży­łach. Do­mi­nuje at­mos­fera nie­po­koju, na­pę­dza­nego za­cho­dzą­cymi wów­czas prze­mia­nami w Wiel­kiej Bry­ta­nii, która do­tarła do burz­li­wych póź­nych lat sześć­dzie­sią­tych (choć Po­irot spryt­nie za­cho­wał ten sam wiek). Bo­ha­te­ro­wie z obawą i po­czu­ciem re­zy­gna­cji mie­rzą się z li­be­ral­nymi po­glą­dami na te­mat seksu i eg­ze­kwo­wa­nia prawa. Nic już nie było ta­kie jak kie­dyś.

Nie­zmienne po­zo­staje to, że po raz ko­lejny Po­irot musi udać się do ma­łego, sen­nego mia­steczka - tu­taj Wo­odle­igh Com­mon - aby roz­wią­zać za­gadkę mor­der­stwa. (Można od­nieść wra­że­nie, że więk­szość lu­dzi, gdy znaj­dzie się sama choćby na pięć mi­nut w ma­łym, sen­nym mia­steczku, koń­czy mar­twa. Je­śli zda­rzy ci się zna­leźć w po­wie­ści kry­mi­nal­nej osa­dzo­nej w ma­łym, sen­nym mia­steczku, na­tych­miast łap pierw­szy au­to­bus do du­żego, ob­skur­nego mia­sta, gdzie jest bez­piecz­niej).

Po­moc nad­ciąga w for­mie cud­nych wy­stę­pów go­ścin­nych. Chri­stie przy­wraca dwie zna­jome po­sta­cie: nad­in­spek­tora Spence'a z Pani McGinty nie żyje - le­ci­wego, eme­ry­to­wa­nego zna­jomka (nie waż­cie się jed­nak lek­ce­wa­żyć go z ra­cji wieku i przej­ścia na eme­ry­turę) - oraz Ariadnę Oli­ver, ener­giczną au­torkę i starą przy­ja­ciółkę za­równo czy­tel­nika, jak i Po­irota, która dzwoni doń za każ­dym ra­zem, gdy trafi się ja­kiś trup. Wy­wiady, jabłka, nie­roz­wią­zane sprawy kry­mi­nalne, ko­dy­cyle, ogrody, szan­taż, her­bata i pło­nące ro­dzynki. Same do­bre rze­czy.

Jed­nak nie wszyst­kie po­ja­wiają się w na­szym fil­mie. Spró­buj­cie mi to wy­ba­czyć.

Praw­dziwi mi­ło­śnicy twór­czo­ści Chri­stie ra­czej nie będą dla mnie tacy ła­skawi i uwiel­biam ich za to. Ko­chają Chri­stie na za­bój. Po­świę­cili jej mnó­stwo czasu. Nie tylko wra­cają raz za ra­zem do jej ksią­żek, ale czy­tają te same eg­zem­pla­rze w tym sa­mym fo­telu, po­pi­ja­jąc tę samą her­batę z tego sa­mego wy­szczer­bio­nego kubka. Jej książki przy­no­szą im spe­cy­ficzne uko­je­nie, dla­tego każde od­stęp­stwo sta­nowi dla nich nie­miły zgrzyt.

Ła­two zro­zu­mieć dla­czego. Kiedy czy­tasz książkę, masz w gło­wie ob­raz tego, co prze­ka­zują słowa. Oczyma wy­obraźni wi­dzisz, jak na przy­kład loki da­nej po­staci opa­dają w okre­ślony spo­sób. Jej sza­lik jest w ulu­bio­nym od­cie­niu błę­kitu two­ich sta­rych za­słon w sy­pialni. Bez­wied­nie usta­wiasz ka­merę w kon­kret­nym rogu po­koju na wy­so­ko­ści oczu. W pew­nym sen­sie wi­dzia­łeś już fil­mową wer­sję pod­czas czy­ta­nia. Kiedy więc usią­dziesz do obej­rze­nia filmu opar­tego na prze­czy­ta­nej wcze­śniej książce - filmu z wła­snymi fry­zu­rami, ko­lo­rem sza­lika i punk­tami wi­dze­nia ka­mery - nie­uchron­nie i pod­świa­do­mie kon­fron­tu­jesz pierw­szą wer­sję z drugą.

Naj­le­piej, gdy wów­czas na­stę­puje szybki ro­zejm. Kiedy jed­nak uwiel­biasz książkę, kiedy ubó­stwiasz jej au­torkę, któ­rej tak wiele za­wdzię­czasz, trudno o bez­stron­ność. Nie­ła­two od­pu­ścić.

Na swoją obronę mogę tylko po­wie­dzieć, że to ro­zu­miem. Na­prawdę. Za­wdzię­czam Aga­cie Chri­stie wię­cej niż więk­szość z Was. Ja też ko­cham tę książkę. Otwie­ram ją na tej czy in­nej stro­nie, za­nu­rzam się w fa­bułę i za­sta­na­wiam się, czy w ogóle za­słu­guję na uła­ska­wie­nie.

Prze­ko­naj­cie się sami.

Mi­chael Green

Lot Jet­Blue 458, z Bur­bank na JFK

2 kwiet­nia 2023

Wstęp prze­ło­żył z an­giel­skiego To­masz Szla­gor

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
Za­pra­szamy na www.pu­bli­cat.pl
Ty­tuł ory­gi­nałuHal­lowe'en Party
Pol­ska wer­sja okładkiKRZYSZ­TOF CHO­DO­ROW­SKI
Ko­or­dy­na­cja pro­jektuPA­TRYK MŁY­NEK
Re­dak­cjaANNA ROJ­KOW­SKA
Re­dak­cja tech­nicznaNA­TA­LIA WIE­LĘ­GOW­SKA
Hal­lowe'en Party Co­py­ri­ght ? 1969 Aga­tha Chri­stie Li­mi­ted. All ri­ghts re­se­rved. AGA­THA CHRI­STIE, PO­IROT and the Aga­tha Chri­stie Si­gna­ture are re­gi­ste­red trade marks of Aga­tha Chri­stie Li­mi­ted in the UK and el­se­where. All ri­ghts re­se­rved.
Po­lish edi­tion pu­bli­shed by Pu­bli­cat S.A. MCMXCIII, MMXXIII (wy­da­nie elek­tro­niczne)
Wy­ko­rzy­sty­wa­nie e-bo­oka nie­zgodne z re­gu­la­mi­nem dys­try­bu­tora, w tym nie­le­galne jego ko­pio­wa­nie i roz­po­wszech­nia­nie, jest za­bro­nione.
All ri­ghts re­se­rved
ISBN 978-83-271-6600-5
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
jest zna­kiem to­wa­ro­wym Pu­bli­cat S.A.
PU­BLI­CAT S.A.
61-003 Po­znań, ul. Chle­bowa 24 tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00 e-mail: of­fice@pu­bli­cat.pl, www.pu­bli­cat.pl
Od­dział we Wro­cła­wiu 50-010 Wro­cław, ul. Pod­wale 62 tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66 e-mail: wy­daw­nic­two­dol­no­sla­skie@pu­bli­cat.pl