2. Warszawa, 1978
Eulalia weszła cicho do sypialni i dotknęła ramienia Krzysztofa.
- Idź już spać... Musisz być jutro wypoczęty i mieć jasny umysł - powiedziała cicho.
Siedział pochylony nad biurkiem, a lampka oświetlała mu dokumenty i notatki. Nazajutrz miał się rozpocząć proces Romana Kesslinga. I choć jego adwokatem był ojciec Krzysztofa, Szymon, on chciał mieć pewność, że nie pominęli niczego, co mogło pomóc teściowi.
Tuż po jego aresztowaniu, niespełna rok wcześniej, gazety rozpisywały się o Kesslingu niemal codziennie. Z artykułów, które pojawiały się w prasie, można było wysnuć wniosek, że dyrektor jednej z central handlu zagranicznego jest potworem na miarę Zdzisława Marchwickiego, słynnego seryjnego mordercy. Kessling nie był święty, ale Krzysztof podejrzewał, że większość dyrektorów takich central dorobiło się majątku dzięki łapówkom otrzymywanym przez kontrahentów z drugiego obszaru płatniczego. Teraz jednak władza potrzebowała takich afer i pokazowych procesów, by odwrócić uwagę od pogłębiającego się kryzysu.
- Chcę być dobrze przygotowany... - wymamrotał.
- Przecież obrońcą jest twój ojciec. A on już na pewno wszystkiego dopilnuje.
- Co dwie głowy, to nie jedna. - Uśmiechnął się.
- Myślisz, że twój tata nie postara się, bo nie cierpi takich ludzi jak mój ojciec? - zapytała niepewnie.
Pokręcił przecząco głową. Nawet nie dopuszczał takiej ewentualności. Szymon Wielopolski był profesjonalistą w każdym calu i jeśli zgodził się reprezentować Kesslinga w sądzie, zapewne zrobi wszystko, by ten otrzymał jak najniższy wyrok. Jego teściowi postawiono kilka zarzutów, ale jeden z nich, czyli przyjmowanie korzyści majątkowych, mógł mieć wpływ na ocenę pozostałych, czyli niegospodarność albo zawieranie niekorzystnych umów handlowych. Niekompetencję społeczeństwo mogło wybaczyć, a sądy z reguły łagodnie traktowały takich delikwentów, ale fakt, że działo się to wszystko z powodu otrzymywanych łapówek, zmieniał postać rzeczy. Kiedy Polacy spostrzegli, że obietnice Gierka nijak się mają do rzeczywistości, z wielką niechęcią patrzyli na tych, którym niczego nie brakowało, a łapówkarzy nazywali po prostu złodziejami.
- Krzysiu, a jeśli prokurator dowiedzie, że majątek, który zdobył ojciec, pochodzi z przestępstwa, to mogą zabrać nam mieszkanie i samochód? - zapytała drżącym głosem Eulalia.
- Mieszkanie i samochód są na ciebie, a łapówkarstwa raczej mu nie udowodnią. To są jedynie domniemania i poszlaki. Twój ojciec nie jest głupcem i tego typu środki umieścił w szwajcarskich bankach. W dodatku w takich, gdzie nie pyta się o nazwisko. Żaden bank nie udzieli polskiemu wymiarowi sprawiedliwości podobnych informacji, nawet jeśliby chciał, bo konta są na hasła. Zachodni kontrahenci także się do niczego nie przyznali, bo mogliby z tego powodu sami mieć kłopoty w swoich macierzystych firmach. Twój ojciec musiałby się przyznać do wszystkiego, a przecież nie zrobi tego.
- A jeśli wyzna prawdę?
- Eulalio, on nawet nam nie powiedział całej prawdy. Zresztą nie znam człowieka, który by się tak podłożył i dorzucił sobie do wyroku kilka lat, że o przepadku mienia nie wspomnę.
- A reszta zarzutów?
- Skarbie, twój ojciec nie był jedynym odpowiedzialnym. Ktoś to sprawdzał, doradcy i fachowcy podpisywali się pod rozmaitymi ekspertyzami... Owszem, zeznali w prokuraturze, że twój ojciec ich do tego zmuszał, grożąc utratą pracy, ale takie wypowiedzi można podważyć.
- Boję się - szepnęła. - Mój ojciec... Znasz go... Zawsze był tyranem, ale to mój ojciec. Nigdy nie dostałam od niego lania i zawsze dawał mi wszystko, co dusza zapragnie. Nawet męża.
- To był pospolity szantaż - westchnął Krzysztof.
- Żałujesz?
- Teraz już nie, ale kiedyś... naprawdę byłem zdruzgotany. Pocieszało mnie jedynie to, co powiedziałaś na naszym ślubie, i odliczałem dni do chwili, kiedy będziemy mogli się rozwieść. Nie przewidziałem jednego... Że znowu się w tobie zakocham jak wariat.
- Ale ufasz mi, prawda? - zapytała cicho.
- Wiesz, że to trudne, Eulalio. Jesteś taka piękna... I taka niestabilna uczuciowo.
- Przestań! - przerwała mu nagle. - Nie wracajmy do tego, bo znowu się pokłócimy. To tak jak w sądzie. Słowo Gosi czy Marka przeciwko mojemu słowu. Tylko nie ma sędziego, który mógłby rozstrzygnąć, kto mówi prawdę.
- Jakoś to będzie - powiedział na odczepnego.
Nie chciał wracać do tego tematu. Nie zamierzał się rozwodzić z Eulalią, bo naprawdę ją kochał, ale wciąż bywały dni, gdy czuł się jak ostatni frajer i największy rogacz w Warszawie.
Kiedy zamknięto Kesslinga, a gazety poinformowały, że jego obrońcą będzie Szymon Wielopolski, plotki dotyczące małżeństwa Krzysztofa rozgorzały na nowo. Przede wszystkim szeptano, że Eulalia, która zamierzała puścić kantem małżonka, rozmyśliła się z uwagi na aresztowanie jej ojca. Nie było dnia, żeby nie słyszał podobnych rewelacji, i w końcu nie wytrzymał. Zadzwonił do Gosi i umówił się z nią na kawę w jednej ze stołecznych kawiarni. Nie zrobił tego, żeby dopiec żonie czy z uwagi na samą osobę Gosi, ale chciał wiedzieć, co naprawdę o jego małżeństwie myślą ludzie z ich otoczenia.
- No co gadają - prychnęła Gosia i zanurzyła łyżeczkę w kremie sułtańskim. - Chciała rozwodu, a chwilę potem się rozmyśliła, bo potrzebowała dobrego adwokata, a nikt się nie kwapił, by bronić aferzysty.
- Ale przecież jej wizyta w kancelarii adwokackiej, w której pracuje twój koleżka, była spowodowana aresztowaniem ojca - jęknął.
- Tego nie wiesz...
- Dajże spokój, Gosiu! Naprawdę sądzisz, że chciała sobie w tym momencie dokładać problemów? To niedorzeczne...
Gosia nachyliła się w jego stronę i powiedziała cicho:
- Posłuchaj, może masz rację, bo finalnie zrezygnowała z tego pomysłu, ale słyszałam, że ten gość, z którym spotykała się przed tobą, rozwiódł się i teraz opowiada wszystkim, iż to on jest ojcem Łukasza, i ma zamiar zająć się swoim synem, rozwieść cię z Eulalią, a potem się z nią ożenić. Podobno spotkali się kilka razy i o tym rozmawiali. Ten facet odgrażał się nawet, że pójdzie do sądu, zażąda badań na grupę krwi i przyprowadzi tuzin świadków, którzy potwierdzą, iż w tym czasie żył z Eulalią, a ty byłeś już przeszłością. Wiesz, jak to jest, kobieta zawsze pójdzie do tego, z którym ma dziecko, jeśli ją kocha i pragnie z nią być. W końcu są prawdziwą rodziną, a nie papierową. Przykro mi, Krzysiu, że ci o tym mówię, ale nie ma dymu bez ognia.
Struchlał i nie powiedział ani słowa, bo po prostu zabrakło mu głosu. Kochał Łukaszka jak własne dziecko i nawet chwilami zapominał, że Eulalia spłodziła go z kimś innym. A teraz nagle, po ponad pięciu latach, zjawił się czuły tatulek i postanowił nie tylko odebrać mu syna, ale także ukochaną żonę.
- Wszystko gra? - zapytała Gosia i dodała nieco złośliwie: - A podobno to twój biologiczny syn...
- To mój syn... - wymamrotał Krzysztof, ale Gosia najpewniej spostrzegła, że kłamie, bo powiedział to zupełnie bez przekonania.
- W takim razie możesz spać spokojnie. - Uśmiechała się półgębkiem, a po chwili wyznała coś, co zupełnie zbiło Krzysztofa z pantałyku: - Pamiętaj, Krzysiu, ja nadal cię kocham i wciąż czekam, aż spadną ci klapki z oczu. Ona nie jest warta ciebie ani tych katuszy, które przez nią przeżywasz. Wykorzystała cię, gdy zostawił ją tamten mężczyzna, a teraz wykorzystuje fakt, że twój ojciec jest znanym i cenionym adwokatem, którego przeklinają sędziowie, bo zawsze stawia na swoim.
Nie pamiętał, jak pożegnał się z Gosią i w jaki sposób dotarł do domu. Był kompletnie zszokowany, zwłaszcza że Eulalia ani słowem nie wspomniała o spotkaniach z byłym kochankiem i ojcem jej dziecka. Gdyby w tym momencie zastał ją w domu, zapewne nie obyłoby się bez karczemnej awantury, ale ostatnio jego żona dużo czasu spędzała w Konstancinie, by podnieść na duchu swoją matkę. A może wcale tam nie jeździła, ale spotykała się ze swoim gachem i dlatego za każdym razem zabierała ze sobą syna? Rzekomo po to, by on mógł skupić się na sprawie, a teściowa oderwać chociaż na kilka godzin od ponurych myśli, ale jaka była prawda?
Do wieczora nie tknął akt, tylko leżał wgapiony w sufit. Kiedy żona wróciła do domu, już ochłonął. W końcu nie był to ani pierwszy, ani zapewne ostatni raz, gdy ktoś chciał ich poróżnić, więc zapytał spokojnie:
- Czy to prawda, że spotykasz się z... ze swoim byłym? - Znacząco spojrzał na Łukasza. - No, wiesz...
- Położę małego spać i pogadamy - powiedziała z westchnieniem.
Wydawało mu się, że Łukaszowi zaśnięcie zajmuje całe wieki, ale w końcu Eulalia przyszła do dużego pokoju, usiadła obok Krzysztofa i przytuliła się do niego.
- Tak, spotkałam się z nim. Pewnego dnia czekał na mnie przed blokiem. Wyobraź sobie, że miał czelność przyjść do mnie po tylu latach i oznajmić, że chce być prawdziwym ojcem i stworzyć ze mną rodzinę. Wyśmiałam go. Potem nachodził mnie jeszcze kilka razy, straszył sądem, plotkami, ale przecież ja nie wróciłabym do niego, nawet gdyby ciebie nie było w moim życiu. Najpewniej żona miała już dość jego zdrad, dostała rozwód, kochanka go pogoniła i koniec końców wylądował u mamusi, która mieszka na Pradze, w zatęchłym pokoiku bez łazienki. Powrót do mnie dałby mu szansę godziwego życia. Niech spada! - zakończyła mściwie.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytał zimno.
- Nasze małżeństwo jest wciąż bardzo kruche, a ten epizod nic nie znaczy. Po co miałam więc jeszcze dorzucać ci zmartwień?
Rozzłościł się na dobre. Uznała, że nagłe pojawienie się biologicznego ojca Łukasza jest niewarte wzmianki, ale dla niego miało pierwszorzędne znaczenie. Nie miał bowiem pojęcia, jaki oręż zechce wyciągnąć ów człowiek, by zniszczyć jego rodzinę. Poza tym już teraz wszyscy znajomi dowiedzieli się o jego istnieniu, Krzysztof zaś kolejny raz wyszedł na idiotę i frajera.
***
Pierwszy dzień procesu Romana Kesslinga ograniczył się do odczytania aktu oskarżenia i wniosków obrony o powołanie kolejnych świadków i zakończył się po dwóch godzinach. Zaraz po nim zarówno on, jak też Eulalia i jej matka udali się na Sadybę, do domu Wielopolskich. Matka Krzysztofa przygotowała obiad i starała się, by wszyscy zainteresowani oderwali się od tematu Romana Kesslinga. Jednak i tak po kilku minutach padły pytania dotyczące nastawienia sędziego, kompetencji prokuratora i roli świadków, którzy mieli stawić się na następnej rozprawie.
Pod wieczór, gdy nadszedł czas Dziennika Telewizyjnego, Szymon Wielopolski powiedział:
- Włączę telewizor. Ciekawe, czy coś powiedzą, czy to już przebrzmiałe wydarzenie. Co prawda widziałem jakichś ludzi z kamerą, ale zastanawiam się, na którym miejscu znajdzie się ta informacja i czy w ogóle się pojawi w Dzienniku. Rozgłos nie jest nam na rękę, bo w takich przypadkach sędzia może kierować się zgoła innymi pobudkami, niż powinien.
- Byle nie była to wiadomość podana na pierwszym miejscu - jęknęła Eulalia.
Informacja o rozpoczynającym się procesie Kesslinga znalazła się w Dzienniku Telewizyjnym pod sam koniec. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo w tym momencie jedna wiadomość zdominowała wszystkie pozostałe, nawet jeśli pojawiła się dopiero jako druga w kolejności. Oto ogłoszono, że na Stolicy Piotrowej zasiądzie Polak, kardynał Karol Wojtyła.