3. Warszawa, 1972
Kostek Piotrowski otworzył oczy i popatrzył w okno. Na taką mgłę mówiono "mleko". Miał ochotę nakryć się kołdrą i ponownie zasnąć, ale budzik bezlitośnie wskazywał siódmą, co oznaczało, że musi już wstawać, jeśli nie chce kolejny raz spóźnić się do pracy.
Szczęśliwie udało mu się skończyć studia i nie musiał zasuwać przy taśmie w fabryce, ale mógł wpisać w odpowiedniej rubryce: "pracownik umysłowy".
Gdyby nie Beata Santorska, nie udałoby mu się powrócić na studia i dostać pracy w "Polityce". Niestety, nie w dziale, w którym niegdyś pracowała Nela, a teraz dumnie rezydowała na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego Nadia Niechowska-Staśko. A może to ta ostatnia pociągnęła za sznurki na prośbę Neli, tylko nie mogła się do tego przyznać? Być może, jednak faktem było to, że od czasu do czasu Beata wchodziła mu w drogę. Minęły cztery lata od tych strasznych wydarzeń, kiedy okazało się, że Santorska jest pracownicą bezpieki, ale kiedy ją spotykał, wciąż patrzyła na niego oczami zbitego psa.
Nie miał pojęcia, co dzieje się w jej życiu. Nie obchodziło go także, że ona o nim wie niemal wszystko. Oszukiwał się, bo jej zainteresowanie miło łechtało jego męskie ego? A może wciąż miał w głowie ich gorące noce? Kostek sypiał z różnymi kobietami, ale z żadną nie połączyła go taka chemia jak z Santorską. Może ona także nie była w stanie się bez tego obejść, mimo że mogła mieć kochanków na kopy?
Biorąc szybki prysznic, myślał z nostalgią o swojej rodzinie. Rozpierzchła się po świecie. Nela siedziała w Londynie, wspomagając go czasami pachnącymi wielkim światem funtami, Ludwik został w Olsztynie, za niemal głodową pensję kontynuując karierę na uczelni i mieszkając w hotelu asystenckim, a rodzice zdecydowali się rozpocząć nowe życie na Wybrzeżu. Matka przez jakiś czas kręciła nosem, bo lekarzem zakładowym w stoczni wciąż była Maria Otolińska, kochanka ojca, ale ten upierał się, że w Gdańsku będzie im lepiej. I wtedy znowu zaczęło się przedstawienie...
- Przyznaj się, że chcesz tę swoją lafiryndę widywać! - wyrzucała wówczas mężowi Gabriela Piotrowska.
- Gabryniu, co ty pleciesz? Nie chcę tylko widywać twojego amanta od mrożonek. Ty nie dasz Marysi po gębie, a ja... Znasz mnie, jeszcze chłopa gdzieś dopadnę w ciemnym kącie i poturbuję - tłumaczył się Błażej.
Matka udawała rozzłoszczoną, ale Kostek widział, że tylko się kryguje. Najpewniej sprawiało jej przyjemność, że ojciec wciąż jest o nią zazdrosny. Niekiedy zastanawiał się, czy matka nie wszczyna awantur specjalnie, żeby przekonać się, czy ojciec jeszcze za nią szaleje, jak kiedyś. Obaj z Ludwikiem przyzwyczaili się do tych przekomarzanek.
- Marysia, Marysia! - przedrzeźniała matka. - Dobrze, że nie "moja ukochana".
- Na litość boską, Gabryniu. To jak mam mówić, kiedy ona ma tak na imię? - wzdychał.
- No jak, no jak...?! Maria, Maryśka, Otolińska, ta zdzira...
- Proszę cię, Gabrysiu. Zdzira...? Jak możesz w ogóle tak mówić?
- Mam ci przypomnieć, jak mówiłeś o Kazimierzu? Frajer dęty, który wygląda jak alfons spod Grandu... - wypomniała mu matka.
Potrafili to robić godzinami. A potem, o poranku, ćwierkali do siebie, jakby poprzedniego dnia nic podobnego się nie wydarzyło. Kostek doskonale wiedział dlaczego, ale dziwnie się czuł, myśląc, że jego rodzice wciąż to ze sobą robią.
Wyszedł z łazienki, a potem wpadł do kuchni i nalał sobie szklankę mleka. I kolejny raz podziękował w duchu Neli, że zostawiła mu to lokum. Zarabiał marnie i mógłby co najwyżej wynająć pokój przy rodzinie, marząc, że za kilka lat dostanie ze spółdzielni swoje M. To i tak nie był długi okres oczekiwania, bo Gierek obiecywał wiele. Kostek nawet zaczynał w to wierzyć, bo wielkie inwestycje ruszyły z kopyta. Powstawała olbrzymia Huta Katowice, osiedla mieszkaniowe wyrastały jak grzyby po deszczu, w końcu ruszyła budowa Portu Północnego w Gdańsku oraz przystąpiono do budowy Trasy Łazienkowskiej. Gomułka był zachowawczy, Gierek rozpoczął swoje rządy z rozmachem.
Kostek jednak nie musiał się zastanawiać, kiedy te wszystkie ogromne przedsięwzięcia się zawalą jak domek z kart, bo miał kawalerkę oddaną mu w użytkowanie przez Nelkę. To właśnie tutaj niemal codziennie zbierało się po kilkanaście osób, by mówić o Mrożku, paryskiej "Kulturze", Barańczaku czy Grotowskim. W oparach wódki i dymu papierosowego rozprawiali o nowej Polsce. Takiej, jaką chcieliby ją widzieć. Co tu dużo mówić - pragnęli, żeby było jak na mitycznym Zachodzie.
Kostek mógł wyjechać, jak wielu jego kompanów, i cieszyć się nieposkromioną wolnością, chociażby w Londynie, ale wydawało mu się, że nie byłby tam szczęśliwy. A może coś trzymało go w Polsce? W Warszawie? Może to były te sporadyczne spotkania z Beatą, której tak bardzo nienawidził, a której za nic w świecie nie mógł zapomnieć? Zapewne dlatego, że ich uczucie nie zdążyło się w nim wypalić, a ugaszono je, wylewając mu na głowę wiadro lodowatej wody. Nie był w stanie jej wybaczyć i nie mógł też zapałać podobnym uczuciem do kogoś innego. Wmawiał sobie, że to jedynie namiętność i pragnienie przeżycia niesamowitych orgazmów, ale po pewnym czasie doszedł do wniosku, że oszukuje sam siebie. Z nikim mu się tak dobrze nie rozmawiało i nikt nie akceptował go takim, jakim był. A Santorska zdawała się rozumieć jego popędliwy charakter, nieodpowiedzialne decyzje czy fantazjowanie na temat obalenia socjalistycznego reżimu. I chyba najbardziej bolało go to, że najpewniej przez ten czas po prostu świetnie udawała zaangażowaną w jego sprawy.
Pewnego dnia doszedł do wniosku, że powinien skupić się na czymś innym niż związki z kobietami. Najwyraźniej należał do osób, którym nie wiedzie się w miłości, ale przecież życie nie składało się jedynie z uczuciowych zawirowań.
Kostek wiązał ogromne nadzieje z nową pracą. Dla niego prawdziwą reporterską robotę wykonywała Nela. Nasłuchał się dość, by oczami wyobraźni widzieć siebie wsiadającego do samolotu i lecącego do Wietnamu, Libanu czy Egiptu. Czuł dreszcz podniecenia na samą myśl o czekającym go tuż za progiem wielkim światem. I z możliwością powrotu do Polski. Jego rodzice długo tułali się, zanim powrócili do ojczyzny, a matka do tej pory z rozrzewnieniem wspominała pierwszą randkę z ojcem, na którą zabrał ją w Bejrucie. Stara jak węgiel Apolonia Ryszewska opowiadała o Tanganice, nie zapominając dodać za każdym razem, jak wielkie przyrodzenia mieli tamtejsi tubylcy. Tymczasem jego zadaniem było głównie sporządzanie notek o kolejnych spektakularnych przedsięwzięciach ekipy Edwarda Gierka. Chwilami bywał sfrustrowany, pisząc w kółko: "największa, najdłuższa, najdroższa". Wszystko miało być naj... Państwa RWPG koniecznie pragnęły dogonić swojego odpowiednika w Europie Zachodniej, czyli EWG. Patrząc na nowe inwestycje, ludziom łatwo było w to uwierzyć. A Kostek zastanawiał się, kto najbardziej nachapie się przy tych wszystkich budowach. Nie od dziś wiadomo było, że pieniądze płyną do kieszeni partyjnych dygnitarzy. A im więcej budowano, tym bardziej wartki okazywał się to strumień.
Napisał kiedyś Neli, że czuje się zniechęcony, bo pragnąłby pracować tak jak ona czy Nadia Niechowska-Staśko. Sądził, iż będzie próbowała rozmawiać z nim, jak jego rodzice, którzy tłumaczyli mu, że za takie życie płaci się wysoką cenę. Wiedział, że szybciej awansuje, jeśli wstąpi do PZPR-u, ale on nawet nie rozważał podobnej opcji. Uważał, że to jego praca i wysiłek powinny stanowić o awansach, a nie przynależność partyjna. Tymczasem Nela odpisała mu, by był cierpliwy, ponieważ ona przez kilka lat zaczynała większość swoich notek od zdania: "Podczas libacji alkoholowej konkubent dźgnął nożem swoją konkubinę". Uśmiechnął się, gdy to przeczytał i doszedł do wniosku, że naprawdę jest w gorącej wodzie kąpany.
*
Następnego dnia wezwał go do siebie naczelny i orzekł:
- Pojedziecie w delegację. Bardzo długą. I dlatego wysyłamy was, bo nie macie rodziny. W radiu powstał cykliczny program Huta Katowice ma głos, my też chcemy zrobić coś podobnego. Nowa huta to inwestycja na skalę nie tylko europejską, ale także światową. Tysiąc hektarów... Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jakie do przedsięwzięcie.
Kostek przypomniał sobie, że ekipa rządząca zapowiedziała powstanie huty w pięćdziesiąt cztery miesiące. Aż wzdrygnął się na samą myśl, że spędzi w Zagłębiu taki szmat czasu. Potem stwierdził, że przecież nie wysyłają go na koniec świata, a pociągiem może dotrzeć do domu w kilka godzin. W końcu musiał się przyzwyczajać, jeśli chciał kiedyś opuszczać Polskę na wiele długich miesięcy.
Odebrał w sekretariacie niezbędne dokumenty, w tym kartę zakwaterowania w jednym z hoteli w Katowicach i talony na obiady w stołówce rozgłośni Polskiego Radia. Po południu spakował walizkę, na wierzchu położył Siekierezadę Stachury i wyruszył na dworzec.
Kiedy wsiadł do pociągu, zatrwożył się, bo ludzi było mnóstwo. Właściwie cudem znalazł miejsce w jednym z przedziałów. Wyciągnął z walizki książkę, potem umieścił bagaż na półce i usiadł z lekturą w dłoni. Wtedy poczuł, że ktoś natarczywie mu się przygląda. Podniósł wzrok i dopiero rozpoznał w siedzącej naprzeciwko niego pasażerce Beatę. Może dlatego, że miała na głowie kapelusz z dość szerokim falującym rondem, które zasłaniało jej pół twarzy.
- Beata... - wydukał.
- Co za spotkanie! - Uśmiechnęła się nieśmiało. - Dokąd to się wybierasz?
- Do Katowic.
- Ja też. - Kolejny raz się uśmiechnęła i zaproponowała: - Wyjdziemy na korytarz zapalić?
Zgodził się właściwie dlatego, że żadna wymówka nie przychodziła mu do głowy. Może gdyby w przedziale nie było tylu osób, powiedziałby jej wprost, żeby poszła do diabła, ale publicznie nie wypadało.
Stali przy lekko uchylonym oknie, zaciągając się dymem i milcząc. Santorska jak zawsze paliła perfumowane papierosy, które widywał jedynie w dłoni Neli, gdy ta wracała ze swoich zagranicznych podróży.
- Wyjeżdżasz służbowo? - zapytała w końcu Beata, nieco się jąkając.
Pokiwał głową.
- Ja też - odparła cicho.
- Będziesz się pieprzyć ze wszystkimi ojcami chrzestnymi Huty Katowice? - Nie wytrzymał.
- Kostek... - jęknęła. - Nie traktuj mnie jak dziwki. Moja praca nie polega na tym, żeby sypiać z kim popadnie.
- A z Szymonem Wielopolskim? Ze mną? Z Kubą Staśką?
Kostek mocniej zaciągnął się papierosem, by uspokoić nieco oddech, bo czuł, jak ogarnia go złość. Pod tym względem był podobny do ojca, dlatego gdy temu zdarzało się zrobić coś głupiego, nikt nie potrafił go lepiej zrozumieć niż on.
- Z tym saksofonistą do niczego nie doszło, Wielopolski mi się podobał, a w tobie... się zakochałam. Kostek, uwierz, nikt nie zawrócił mi w głowie tak jak ty. - Głos Santorskiej był spokojny i pełny czułości.
- Przestań! - syknął. - I nie mówmy już o tym...
- A może właśnie powinniśmy. Tylu rzeczy ci nie wyjaśniłam, nie powiedziałam... Nie dałeś mi szansy.
Piotrowski zdusił papierosa w popielniczce i westchnął.
- Beata, ale ja już nie chcę nic wiedzieć. Nie musisz mi niczego wyjaśniać, bo to jest kompletnie bez znaczenia.
Nie pozwolił, by coś dodała. Odwrócił się do niej plecami i podążył do przedziału, a potem zabrał się za czytanie. Nie odezwał się już do Santorskiej ani słowem, wgapiony w otwartą książkę.
W Katowicach wciągnął w nozdrza chłodne powietrze i przymknął powieki. Gdyby ktoś zapytał go w tym momencie, o czym jest nowa książka Stachury, nie byłby w stanie powiedzieć o niej ani jednego słowa.