ROZDZIAŁ I. Domy nawiedzane.
Wiara w duchy jest tak starą jak starym jest świat!
Opowiadania o strachach i upiorach należą do najbardziej popularnych tematów, to też szereg poetów i pisarzy czerpał z źródła tego natchnienie. Dość tu będzie chyba wspomnieć o epoce romantyzmu, wraz z genialnym, jej przedstawicielem na gruncie polskim, Adamem Mickiewiczem, w którego balladach rusałki, topielce i widziadła występują raz po raz.
Legendy zwykle głoszą, że w starych pałacach, zamczyskach, domach, ukazują się ich poprzedni właściciele lub mieszkańcy w postaci widzialnej celem zamanifestowanie swej obecności żyjącym.
Domy takie określane bywają jako "domy nawiedzane", domy w których "straszy".
W Warszawie również istniały i istnieją lokale, którym fama przypisuje odwiedziny straszliwych gości z zaświatów. Jeśli zajrzymy do ksiąg jednego z dziejopisów naszej stolicy (Przyborowski, Wilkoński ect.) odnajdziemy opowiadania o domu na Solnej, gdzie mieścił się warsztat szewcki a w nim miała się noc w noc pojawiać amazonka konno. Ponoć jeden z czeladników, odważnego ducha, nie zląkł się tych opowiadań i postanowił w warsztacie zanocować.
O północy, godzinie duchów, miała mu się ukazać upiorna amazonka. Gdy w przerażeniu począł się cofać, najechała ona na niego swym rumakiem, koń się wspiął i kopytem uderzył go w czoło.
Czeladnik zemdlał... a rano odnaleźli go koledzy na pół obumarłego ze strachu...
Na czole zaś jego najwyraźniej widniał ślad uderzenia podkową...
Również w jednym z domów na Lesznie dziać się miały historye niesamowite. Mieściła się tam kiedyś loża masońska. Otóż około roku 1870 poczęły się tam odbywać systematyczne zebrania widziadeł... jak głosiły opowieści, zmarłych masonów pomienionej loży.
Zapalały się w pustych pokojach światła, widać było poruszające się postacie, dochodził szmer podniesionych głosów, przesuwanych sprzętów i mebli...
Gdy któryś śmiałek odważył się zamieszkać w nawiedzonym domostwie, został on podobno przez upiora zwyczajnie wyrzucony za drzwi; "duch" zagroził, że w razie powtórzenia się niewczesnej ciekawości... będzie ukarany śmiercią... za chęć przeniknięcia tajemnic...
Podobnych opowieści mógł bym cytować tysiące - wszak nie dalej jak w roku ubiegłym zajmowała się Warszawa sensacyą nie lada... tajemniczą "czarną damą", która miała dzień w dzień ukazywać się w najwytworniejszych cukierniach stolicy... aby następnie ztamtąd dążyć na Powązki i tam rozwiewać się jak obłok pośród cmentarnych grobów!
Historyjki takie opowiadane we wszystkich krajach i we wszystkich czasach a budzące w słuchaczach zimne dreszczyki poczęły, interesować uczonych.
Zajęli się więc zbieraniem i systematyzowaniem podobnych opowieści w pierwszym rzędzie uwzględniając te wypadki gdy "duch" miał dawać niezbite dowody swej tożsamości, lub też powiadamiać żyjących o faktach jemu wyłącznie wiadomych.
Najbardziej może charakterystycznym w tym względzie jest opis ukazania się widma niejakiego Sylvain'a Marechal'a, który odnajdujemy w książce G. Delann'a p. t. "Apparitions matérialisées des vivants et des morts" (t. II). Sylvain Marechal był za życia człowiekiem wysoce ekscentrycznym i pozującym na ateusza. Jako taki zaprzeczał on istnieniu nietylko Stwórcy Najwyższego, lecz rozumie się i życia pozagrobowego.
Gdy mówiono mu o śmierci, zwykł był na to odpowiadać kiepskim dystychem, własnego układu:
Dormons jusqu'au bon temps
Nous dormirons longtemps.
co miało oznaczać, iż nie wierzy on w nieśmiertelność duszy.
Lecz, że każdy umrzeć musi i dla Sylvain'a Marechal'a wybiła godzina wiecznego spoczynku. Gdy leżał w agonii, a koło łóżka jego znajdowała się żona wraz z blizką przyjaciółką p. Defour, Marechal na chwilę otworzył oczy, z wielkim trudem wyszeptał słowa "jest tam tysiąc..." poczem nie dokończywszy zdania - wyzionął ducha. Następnego wieczoru p. Defour leżała w łóżku. Nie zdążyła jeszcze zagasić, palącej się na nocnym stoliku lampy, gdy usłyszała lekki skrzyp drzwi. Spojrzała, Sylvain Marechal stał pośrodku pokoju tak, jak wyglądał za życia, stał zlekka uśmiechnięty.
- Droga pani - przemówił - przyszedłem dokończyć wczorajszego zdania.
Chciałbym mianowicie, żeby pani poinformowała moją żonę, że w skrytce w mojem biurku znajduje się tysiąc pięćset franków. Nie chciałbym, aby te pieniądze wpadły w obce ręce!
Pani Defour więcej zadziwiona, niż przerażona ukazaniem się widziadła, zapytała:
- Więc kochany ateuszu, widzę że uwierzył pan w nieśmiertelność duszy?
Na to Sylvain Marechal potrząsnął smutnie głową i raz jeszcze powtórzył swój dystych.
Dormons jusqu'au bon temps
Nous dormirons longtemps.
Poczem znikł.
Wówczas strach ogarnął p. Defour. Wyskoczyła szybko z łóżka, chcąc biedz jaknajspieszniej do swej przyjaciółki. Lecz w tejże samej chwili pani Marechal blada i zmieniona wpadła do jej pokoju.
"Przed chwilą widziałam nieboszczyka!" zawołały jednocześnie obydwie kobiety i poczęły sobie opowiadać szczegóły ukazania się im zjawy. Szczegóły były identyczne.
Jaknajśpieszniej udały się do biurka i po długich poszukiwaniach, gdyż za życia Marechal'a istnienie skrytki było im całkowicie nieznane odnalazły tajemne schowanko, a w nim tysiąc pięćset franków w złocie!
Wypadek frapujący.
Również słynny rosyjski spirytysta Aksakow w swej książce "Animizm i Spirytyzm", cytuje wypadki iż przybywał zmarły i wskazywał przyjacielowi miejsce w którem były ukryte ważne papiery.
Brak tych dokumentów silnie kompromitował nieboszczyka, ukazanie się więc jego było jakby rodzajem pośmiertnej rehabilitacji.
W innych znów wypadkach przybywała matka celem opiekowania się małoletniem swem dzieckiem.
Kapitan statku zmarły, przed kilkudziesięciu laty, ukazywał się załodze podczas burzy, aby ją uprzedzić o rafach podwodnych i grożącem niebezpieczeństwie.
Nie zawsze jednak zjawy miały taki łagodny, że się tak wyrażę, przyjacielski charakter. W większości wypadków przytomni twierdzili, że pojawienie się ducha miało jakby wyłącznie na celu "nastraszenie", przerażenie żyjących.
Specyalnie da się powiedzieć o widziadłach ukazujących się w starych domostwach i zamczyskach. Przeważnie miały fantomy wygląd straszliwy, a częstokroć towarzyszyły im objawy przykre i ponure jako to brzęki łańcuchów, jęki, hałasy ect.
Jak już wspomniałem, wszystkie takie fakty poczęli skrzętnie notować uczeni. Tak uczony włoski Ernest Bozzano, który przez długie lata studyował zjawiska "nawiedzenia" zebrał ni mniej ni więcej tylko 532 wypadki tego rodzaju, stwierdzone i poparte dowodami.
Znaczna część tych faktów była zbadana i opisana w raportach Londyńskiego Tow. Badań Psychicznych.
Na zasadzie spostrzeżeń E. Bozzano (les Phénom?nes de hantise), Mejers'a i innych wynikałoby, że realność objawów nawiedzenia nie ulega żadnej wątpliwości.
Widma więc czasami bywały widywane przez szereg tygodni, miesięcy i lat. F. W. H. Myers cytuje wypadek, że widmo kobiety ukazywało się przez 8 lat z rzędu; w pierwszych latach było ono tak dobrze zmateryalizowane, że sprawiało wrażenie osoby żyjącej, w następnych zaś latach stawało się coraz bardziej mglistem, wreszcie znikło. Fotografia stwierdziła podobieństwo widma do osoby, która w tym domu przed laty zamieszkiwała.
W innym wypadku przez 9 lat z rzędu ukazywało się widmo w stroju księdza w miejscu, gdzie kiedyś było jakoby dokonane morderstwo.
Skoro się jednak uznaje zjawiska nawiedzenia, za coś realnego, należy dać nam odpowiednie wyjaśnienie, chociażby mniej więcej prawdopodobną hypotezę.
Hipotez takich mamy aż cztery... niestety wszystkie one nie są wystarczające. Hipotezy te w swym artykule "Zjawiska w domach nawiedzanych" (Biuletyn Polskiego Tow. Badań Psychicznych Nr. 1) wylicza p. inż. Lebiedziński w następujący sposób:
I. Według Pr. Podmore'a zjawiska nawiedzenia są pochodzenia telepatycznego. Osoby, które znały wypadki jakie w danem miejscu zaszły mogły same je odtwarzać jako medya, albo też, myśląc o tych wypadkach, przesyłać telepatycznie ich obraz zdaleka.
II. Hipoteza Myersa przypuszcza zgodnie z poglądem okultystów i teozofów, że wszystkie wypadki świata utrwalają się w ośrodku niemateryalnym wszechświata jako "klisze astralne" okultystów lub ślady w "akazie" teozofów i że skutkiem tego mogą być wyczuwane i odtwarzane przez niektórych ludzi.
III. Hipoteza spirystyczna: widma są ujawnieniem się duchów ludzi zmarłych.
IV. Hipoteza A. d'Assier przypisuje zjawiska w domach nawiedzanych, wytworzonym przez ludzi umierających sobowtorom, które powstały przed ich śmiercią i pozostały przez jakiś czas po śmierci.
Wszystkie te hipotezy, jak widać od pierwszego rzutu oka, są nadzwyczaj mgliste i de facto nic nam nie tłomaczą.
To też zupełnie słusznie dalej w swym artykule pisze p. Lebiedziński: "Przyznać się musimy, że brak nam jeszcze danych dla stworzenia jakiejkolwiek hipotezy, uwzględniającej wszystkie zjawiska jakie w domach nawiedzonych zachodzą.
Przyczynia się do tego okoliczność, że zjawiska nawiedzenia, jako samorzutne i najczęściej nieoczekiwane, były po większej części obserwowane przygodnie. Przeważająca część wypadków, zebranych i opisanych przez Bozzano i innych badaczów, opiera się nie na ich własnych obserwacjach, lecz na zeznaniach świadków i na protokułach policyjnych i sądowych.
Wiadomości te były sprawdzane post factum, po upływie kilku a nawet kilkudziesięciu lat. Oczywiście, że tego rodzaju świadectwa spóźnione, chociażby najbardziej wiarogodne, nie mogą dać tej pewności i takich wskazówek, jak współczesne, pochodzące od ludzi znających nowoczesne metody badań psychicznych".
Pan inż. Lebiedziński ma jaknajwiększą słuszność. Wypadki dotychczas skrzętnie notowane nie opierały się nieomal nigdy na bezpośrednich obserwacjach!
Za to bezpośrednie obserwacje częstokroć mówiły zgoła co innego.
A więc w tych wypadkach kiedy starano się zaobserwować rzekomo mające się ukazywać zjawy albo nie było nic zgoła. Po jednym z moich odczytów, zwrócił się do mnie muzyk p. G. zamieszkały przy ulicy Topiel, prosząc o udanie się z nim do jego mieszkania w którem "straszyło". Przesiedziałem tam z nim wspólnie trzy noce ale niestety... nic mi się nie udało widzieć ani słyszeć. Widocznie duchy dostały "tremy" i nie chciały się popisywać przed nowym uczestnikiem - albo też ustalono, że jeden z domowników jest "medjum", i posiada właściwości, których sam nawet nie podejrzewał i że dzięki temu objawy zachodzą.
Również w bardzo znanym wypadku "strachów" przy ulicy Kruczej...................
WSTĘP.
Ktokolwiek rzeczy te uważać będzie za nieprawdopodobne - pozostaw go przy jego zdaniu. Lecz niech nie staje on na przeszkodzie poznania prawdy.
Bławatska ("Izys Odsłoniona")
Badanie fenomenów, niedających się objaśnić na zasadzie znanych praw natury, t. zw. zjawisk nadprzyrodzonych, właściwie zaś badanie zjawisk psychicznych, stało się w dobie dzisiejszej rzeczą niezwykle modną.
Lecz o ile do niedawna każdy ktokolwiek ośmielał się rzucać nowe światło na nieznane dziedziny ducha spotykał się z zarzutem szarlataneryi, w najlepszym zaś razie był uważany za rodzaj nieszkodliwego warjata, o tyle obecnie stosunek się zmienia...
Nad sprawami, które zostały udowodnione i których prawda bije jarzącem światłem w oczy, trudno przejść do porządku dziennego za pomocą prostego wznoszenia ramionami... To też dziś tych, co nie zważając na drwiny, szli trzymając wysoko prawdy pochodnię czci się i uwielbia.
Najlepszym tego chyba przykładem znakomity nasz uczony Julian Ochorowicz, którym się obecnie zachwyca i niemal co drugie słowo "cytuje", a któremu tyle kamieni kładziono pod nogi za życia...
Że istnieją więc nieznane i niezbadane siły głęboko w psychice ludzkiej ukryte tego nie neguje nikt chyba...
A ktoby to czynił ślepym by był...1
Polsce w badaniu zjawisk psychicznych wypadło miejsce zaszczytne i niemal przodujące.
Dość tu wspomnieć, że Międzynarodowy II Kongres Badań Psychicznych odbył się w Sierpniu 1923 r. w Warszawie, że zaszczycili go swą obecnością tacy potentaci nauki, jak dr. Gelley, Mackenzie, Schrenk-Notzing i inni i że referaty polskich uczonych np. p. Piotra Lebiedzińskiego (o ideoplastyce) pozyskały aplauz powszechny.
Lecz nie dosyć na tem.
Jeśli chodzi o stronę eksperymentalną polskie medya cieszą się zasłużoną sławą a jeśli chodzi o stosunek procentowy, to bodajże na Polskę przypada najpoczesniejsza liczba "medyów".
Pozwolę tu sobie mimochodem zauważyć, że tłomaczy się to dość prosto.
Jak wykazały najnowsze badania, osławione czarownice i czarownicy średniowiecza nie byli niczem innem jak znakomitemi "medyami", słynne zaś ich cuda i "czarnoksięstwa" nazwanoby w dobie dzisiejszej bardzo zwykle "zdolnościami medyalnemi".
To też w tych państwach, gdzie prześladowanie "czarnoksiężników" było najpotężniejsze np. w Hiszpanji - medyów nieomal nie spotyka się kompletnie.
W Polsce nie było Inkwizycji. W Polsce walka z czarownictwem nie przybrała masowego charakteru, jak to miało miejsce na Zachodzie; zdarzały się coprawda w Polsce przeróżne "wiedźm palenia" i "dyabelskich sług" procesy - lecz jako pojedyńcze oderwane fakta a nie w system zorganizowany przybrane prześladowanie. Temu też zawdzięczamy, że mamy dziś Guzików, Kluskich, Fronczków, Tomczykówny, Stanisławy P. ect.
Jaki zaś pożytek medya przynoszą nauce nie potrzebuję tu bliżej uzasadniać - zresztą ten temat na swoim miejscu poruszę...
W niniejszej więc mojej pracy pragnę czytelnika zapoznać ze zdobyczami współczesnej wiedzy w zakresie badań psychicznych, kładąc specyalnie nacisk na fenomeny t. zw. materyalizacyjne.
Starając się również zachować jaknajwiększy objektywizm zadaniem mojem będzie wyłuszczyć jakie wysiłki czynione są obecnie celem naukowego i logicznego wytłomaczenia pomienionych zjawisk.
Aby się uchronić od wszelkich możliwych zarzutów, szerzenia zaś materjalizmu przedewszystkiem, kategorycznie tu zaznaczam, że jedynem możliwem stanowiskiem przy badaniu zjawisk psychicznych jest stanowisko zajęte przez Międzynarodowy II Kongres, który kategorycznie zaznaczył, że badanie zjawisk psychicznych, jako badanie naukowe, nie może w żadnym razie być łączone i stawiane w ścisłym związku ze sprawami religji i moralności. Nie ma ono z religją i moralnością nic wspólnego.
Można być głęboko wierzącym człowiekiem, a tem nie mniej uznawać, że istnieje cały szereg przejawów w psychice ludzkiej dotychczas nieznanych i niezbadanych...
Są to dwa światy odrębne!
Takim jest mój punkt widzenia i w tym sensie pragnę z czytelnikiem rozmawiać.
St. A. Wotowski.