Duchowa misja Polski - Wincenty Łaszewski

Kup ebooka

24.99 zł
21.16 zł (20,76 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ANTE PORTAS Nim zabrzmi róg

Przed bramą

 

 

Już na początku nakreślmy zakres tematów,

które czas wspólnie podjąć.

I powiedzmy to od razu: wypowiedzmy słowo

"zwycięstwo". Bo ono przyjdzie.

 

 

Mówią o tym znaki czasu i znaki świętych, zapewniają o tym widzący i prorocy, odczytują je ci, którzy poznali orędzie fatimskie.

Może nie znamy drogi, ale znamy jej kres. Maryja ogłasza: "Na koniec Niepokalane Serce zatriumfuje". Wielu mówi: Najpierw w Polsce. Inni dodają: Przez Polskę.

Bo kto wie: może już tylko nasz naród spełnia wszystkie "warunki konieczne"?Może już tylko my możemy przywołać Z-Nieba-Zstąpienie?

 

Tu i tam słyszymy krzyk: Nie, to nie może się stać! Zwycięstwo musi należeć do kogoś innego! Musi się stać udziałem pana świata! Tak wołają ci, którzy należą do szatańskiego pokolenia i zaliczają się do sowicie opłacanych sług księcia ciemności. Biedni nie rozumieją, że ich władca jest "ojcem kłamstwa", że są tylko narzędziem, które - gdy wykona swe zadanie - zostanie rzucone w ogień.

Żal tych biedaków... Tyle wśród nich dzieci polskiego narodu. Tylu zdrajców, których na koniec sam szatan zdradzi...

 

To nie może się stać? A jednak się stanie! Dokona się to wbrew logice tego świata, jeśli trzeba - wbrew faktom tego świata, nawet wbrew władzy, jaką nad tym światem coraz pełniej sprawuje ciemność.

Nie pomoże tu żadna polityka, żadna propaganda, żaden pieniądz, żadne kłamstwo, żaden spisek.

Droga wiedzie ku zwycięstwu dobra. Cóż z tego, że kochający zło kierują nas w inną stronę. Nie przemogą. Tak zapewnia Niebo.

 

Na bezbożnym szlaku położyła się Polska. Nie jest święta, nie jest wierna, nie jest bez winy. Ale... naród wie o tym. Ale... bije się w piersi i błaga Boga o przebaczenie. Wciąż w niego wierzy i Mu ufa. Jak potrafi...

Dlatego zlecono Polsce misję.

Wielu uważa, że ta misja nie może się udać. Dlatego nasza Ojczyzna jest tak atakowana, kuszona, niszczona. Najlepiej, gdyby ten przedmiot proroctw i nadziei na nowy, lepszy świat przestał istnieć. Jeśli go nie będzie, nie będzie też szansy na wypełnienie się proroczej obietnicy.

Są próby, wciąż ponawiane, by Polska przestała istnieć, by Polacy stracili swą tożsamość. Pojawiała się Polska jako państwo teoretyczne, jako państwo zależne, teraz jawi się jako państwo podzielone, jako państwo podporządkowane nowej ideologii zła...

Ataki idą ze wszech stron, także od wewnątrz. Finalnie zawsze będą bezskuteczne.

Choćby tylko "reszta" pozostała wierna, już to wystarczy, by Polska szła bezpiecznie naprzód, toczyła się przez dzieje świata ku dniom Paruzji, trwała w chmurze Bożej Opatrzności - jednak niedostępna dla nieprzyjaciół Boga, nieprzyjaciół Niewiasty, nieprzyjaciół Polski - Jej Królestwa.

Maryja - Ona jest naszą Królową. Ona jest gwarancją zwycięstwa, bardziej nawet - powtórnego przyjścia Jezusa. Dlatego dziś jest atakowana na równi z Kościołem, na równi z dumą narodową, na równi z umiłowaniem polskiej tradycji.

A za chwilę może nawet bardziej.

 

Nie boimy się, bo Ona jest po naszej stronie, i wołamy za kardynałem Augustem Hlondem, prymasem i wizjonerem: "Nil desperandum! Nihil desperandum!". Nie rozpaczajcie! Nie macie powodu do obaw!

Kardynał Hlond wypowiadał te słowa w 1948 r., gdy umierał, gdy nieoczekiwanie, najprawdopodobniej za sprawą kryptozabójców, znalazł się na progu śmierci. Kiedy nadarzyła się okazja, bo prymas miał przejść tylko rutynowy zabieg w szpitalu, zlecono (coraz więcej na to wskazuje) pozbyć się niewygodnego proroka... Jego duchowa potęga i jasna wizja przyszłości leżały w poprzek drogi, którą komuniści chcieli prowadzić ludzkość do "raju bez Boga", czyli do piekła.

Gdy nad Polską i Kościołem zapadał coraz gęstszy mrok, Hlond wołał: "Nie rozpaczajcie! Zwycięstwo wasze jest pewne!".

Nie tylko było pewne w 1948 r. - jest pewne i dziś.

Co widział umierający kardynał? Oglądał triumf, "wiktorię Błogosławionej Maryi Dziewicy". Cieszył się widokiem zwycięstwa, które nadejdzie, a które przyjdzie za sprawą "naszej pracy pod opieką Najświętszej Maryi Panny".

Zwycięstwo ma się pojawić w Polsce.

Hlond zobaczył w widzeniu, że Polska przetrwa i odegra wielką rolę w wypełnieniu świętych zamiarów Boga.

Wizjoner poznał przyszłość i konał pogodnie.

Kardynał Hlond zobaczył w widzeniu, że Polska przetrwa i odegra wielką rolę w wypełnieniu świętych zamiarów Boga. 

 

Nasz kraj ma przed sobą wiele dni i wiele sławy, z pewnością też wiele walk i cierpienia. Jeśli prawdziwy jest znany nam scenariusz - pokazany przez proroków, wizjonerów i świętych - z Bożą pomocą wszystko przetrwa, jeśli będzie trzeba, nawet własny niebyt. Potrafi to. Mamy już w tej kwestii doświadczenie. Naród będzie się odradzać, bo będzie się karmić miłością swoich synów i córek. W tej miłości będzie życiodajna moc, bo jego dzieci będą wydawać swoje ciało i krew na całopalną ofiarę, a będą to czynić na pamiątkę wylanej krwi Chrystusa.

Taka jest nasza narodowa tradycja oddawania życia za Boga i Ojczyznę.

Proroctwa zapowiadają, że ten nadwiślański naród dożyje ostatniej starości świata. Będzie pracował jeszcze w ostatnim dniu historii stworzenia. Będzie tak, jeżeli tylko pozwolimy Bogu na spełnienie się Jego snów.

A wówczas wypełni się nasza narodowa misja. Pojawi się iskra. Pewnie jeszcze nie stanie się to przy nas, choć wielu mówi, że czasy ostateczne są już wśród nas. Najprawdopodobniej uczynią to nasze dzieci i wnuki, ale to my będziemy je ćwiczyć w boju - oni wykrzeszą iskrę. Ta zaś przygotuje świat na powtórne przyjście Chrystusa Zbawiciela.

Bóg zobaczy ogień, który zabłysnął wśród nas, który rozlał się po świecie i zapłonął. Czym będzie ów ogień? Pytajmy widzących... Czy będzie to dla Boga znak, że "wypełniło się", że Kościół i świat zostały napełnione Duchem, jak po brzegi była Nim wypełniona Maryja? Tu już nie musimy stawiać pytań. Zgodnie z zapowiedzią wielkiego papieża Jana Pawła II Jezus będzie mógł znów przyjść na ziemię, bo tak jak była przygotowana Maryja, tak przygotowany będzie Kościół - uświęciciel świata.

I Chrystus znów będzie mógł przyjść na ziemię.

 

Nie wiemy, kiedy to się stanie. Nie znamy dróg, jakimi będziemy wędrować. Nie znamy imion licznych wrogów ani zdrajców. Nie znamy granic ich działania, chyba dlatego, że ich nienawiść jest bezgraniczna. Mówią w obcych językach i krzyczą po polsku. Są syci inteligencją szatana, która ostatecznie okaże się głupotą. Sprzeciwem wobec Bożego pragnienia, by człowiek był szczęśliwy, spełniony. A taka głupota jest wielkim grzechem.

Wierzymy, że grzech ten nie wniknie w serce Ojczyzny oblanej światłem, jakie płynie z Niepokalanego Serca Maryi, które w Fatimie objawiło Boży plan wobec świata i wpisało w niego Polskę. Grzech ten nie wniknie w serce nikogo, kto będąc na Jasnej Górze, przyjął od Dzieciątka siedzącego na tronie Jej kolan Jego dar pierwszy i ostatni, dar jedyny. Ewangelię.

 

 

PROSZĘ WAS,

abyście całe to duchowe dziedzictwo,

któremu na imię "Polska",

raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością,

taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym.

 

PROSZĘ WAS,

abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili.

 

PROSZĘ WAS,

abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

 

PROSZĘ WAS,

abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości,

abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego,

u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało,

abyście od Niego nigdy nie odstąpili.

 

PROSZĘ WAS,

abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha,

do której On wyzwala człowieka.

 

PROSZĘ WAS,

abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością,

która jest największa, która się wyraziła przez Krzyż,

a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.

 

PROSZĘ WAS

o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogarodzicy

z Jasnej Góry

i wszystkich Jej sanktuariów na ziemi polskiej,

przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem,

przez pamięć św. Stanisława,

który legł pod mieczem królewskim na Skałce.

 

PROSZĘ WAS O TO.

Amen.

 

(Jan Paweł II, Kraków, 10 czerwca 1979 r.)

 

 

MÓWIĄC O WIERZE,

zawsze muszę myśleć o tej chorej Syrofenicjance,

która pośród tłumu znajduje dostęp do Jezusa,

dotyka Go, aby być wyleczoną, i rzeczywiście jest uzdrowiona.

 

PAN PYTA:

"Kto się dotknął mojego płaszcza?". Odpowiedzieli mu:

"Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął?".

 

ALE PAN WIE:

można Go dotknąć powierzchownie, zewnętrznie,

a to nie ma nic wspólnego z prawdziwym spotkaniem z Nim.

Istnieje jednak sposób, by dotknąć Go dogłębnie.

Ta kobieta dotknęła Go naprawdę: dotknęła nie tylko ręką,

lecz również swoim sercem,

i w ten sposób otrzymała uzdrawiającą moc Chrystusa,

dotykając Go naprawdę od wewnątrz, przez wiarę.

 

TO WŁAŚNIE JEST WIARA:

dotknąć ręką wiary, naszym sercem Chrystusa

i w ten sposób wejść w moc Jego życia,

w uzdrawiającą moc Pana.

 

MÓDLMY SIĘ DO PANA,

abyśmy mogli coraz bardziej tak Go dotykać, abyśmy byli uzdrowieni.

 

MÓDLMY SIĘ,

aby nie pozwolił nam upaść, aby zawsze także On trzymał nas za rękę

i w ten sposób strzegł nas dla prawdziwego życia.

 

Benedykt XVI, Rzym, 9 lutego 2013 r., improwizowane rozważanie (Lectio Divina) skierowane do kleryków rzymskich dwa dni przed ogłoszeniem rezygnacji