Wprowadzenie
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego kobiety chcą być traktowane jak
księżniczki?
Kobiety, kobietki, nastolatki, dziewczynki, damy z salonów, nawet, a może nawet tym bardziej, te upadłe - wszystkie chcą być traktowane jak
księżniczki. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego? I czego one właściwie
pragną? Marzą o zamku, królewiczu, złocie i diamentach czy może o czymś
zupełnie innym? Czy w każdej mieszkance tego globu nie mieszka ciche
pragnienie bycia zauważoną, wybraną i kochaną? Księżniczka w baśni nie
jest uprzywilejowana przez bogactwo, jej przywilejem jest bycie
zauważoną. Wszyscy - od dworu przez księcia do króla - widzą i cenią w niej wartość, zanim jeszcze ona sama zdąży się wypowiedzieć, a nawet na
długo przed samym wystawieniem się na widok i ocenę publiczną. Kobiety
chcą być traktowane jak "księżniczki", a oznacza to najczęściej czułość
w drobnych gestach, szacunek w słowach i pewność, że ich obecność ma
znaczenie. To tęsknota za światem, w którym o miłość nie trzeba ani
walczyć, ani latami czekać na nią w nadziei, bo ona po prostu jest.
A historie o książętach arabskich?
One rodzą się z tej samej nadziei i tęsknoty, tylko scenografia się
zmienia. Arabski książę inaczej niż ten polski, a nawet europejski, w wyobraźni kobiet nie jest jedynie mężczyzną, on jest jak obietnica
nowego, pięknego, egzotycznego świata, gdzie słońce nigdy nie zachodzi.
To świat jak z bajki, w którym uczucia nie są hamowane, pozostają
intensywne, deklaracje natychmiastowe, a miłość bezwstydnie wielka.
Tutaj nikt nie przestaje sięgać po swoje marzenia, nikt nie boi się
pożądania, mężczyzna jest jednocześnie kochankiem i opiekunem. Tęsknimy
za takimi książętami. Oni są gwarancją oderwania się od szarej
rzeczywistości. W Dubaju kobieta nie musi walczyć o uwagę ani tłumaczyć
się ze swoich potrzeb i pragnień. W oczach tych książąt jest jak perła,
cenna sama przez się. A książę? On nie pyta, czy wolno mu kochać. On
kocha. I właśnie ta pewność, ta baśniowa intensywność sprawia, że nasze
serca biją szybciej. W gruncie rzeczy nie chodzi o pałace, marmury i torebki najlepszych projektantów, bo to jedynie konsekwencja wyboru.
Chodzi o realizację głębokiej fantazji, marzenia z dzieciństwa, by choć
na chwilę znaleźć się w opowieści, w której miłość pokonuje zło, świat
dzięki wielkim pieniądzom staje się prostszym i sympatyczniejszym
miejscem, a na koniec - i to najważniejsze - kobieta czuje się kochana,
bezpieczna, chciana i absolutnie wyjątkowa. Odkąd mieszkam w Dubaju,
przewinęło się przez moje życie wiele kobiet i ich historii, które
sprawiły, że postanowiłem zabrać Was do tego świata. Dla większości jest
on wielką tajemnicą, bo dostęp mają tutaj wyłącznie odważni i piękni
ludzie. Dubaj przypomina w całej swojej szerokości i długości targ.
Zazwyczaj próżności, bo wszystko koncentruje się na pięknym ciele i gładkim licu.
Za wielkie pieniądze wszystko na tym targu jest genialnie zorganizowane
i co najważniejsze - dyskretne. Bo jak dobrze wiemy, pieniądze i miłość
lubią ciszę. Jak można sobie wyobrazić, szejkowie i członkowie rodziny
królewskiej lubią wszystko to, co najlepsze. Ma się świecić
niewyobrażalnym światłem, przepychem i prestiżem. Dlatego mężczyźni tak
chętnie płacą po to, żeby sięgnąć po najpiękniejsze kobiety, do tego
rozpoznawalne na arenie międzynarodowej. Na tym targu próżności
celebrytki nie czują się upadłe, w ich mniemaniu delikatnie
przekształciły model biznesowy. Świat szeroko pojętego show-biznesu uczy
kobiety jednej rzeczy wyjątkowo skutecznie - jesteś tyle warta, ile
przyciągniesz spojrzeń i polubień w mediach społecznościowych. Wtedy
wchodzi klient, który nie pyta ich o talent, tylko o dostępność. Szejk
czy książę, choć często ich fantazje mogą sugerować, że jest egzotycznym
demonem, w Dubaju jest postrzegany jako racjonalny konsument. Ma
pieniądze, władzę i absolutną pewność, że Zachód sprzeda wszystko, jeśli
tylko cena się zgadza. A celebrytka? Ona doskonale rozumie zasady gry.
Wie, że "prestiżowe towarzystwo" brzmi lepiej niż "usługa". Wie, że
oprócz jej ciała najwyżej cenione są tutaj milczenie i uległość.
Większość kobiet, które trafiły do Dubaju jako damy do towarzystwa,
czuje się wyemancypowana. One w końcu zarabiają na swoje potrzeby i niezależność. To kapitalizm w wersji nagiej. Jeśli i tak była produktem,
tylko na scenie przed obiektywem, to dlaczego miałaby nie sprzedać się
drożej? Jeśli i tak była oceniana od stóp do głów, to czemu miałaby nie
wycenić całości?
W dzisiejszym świecie moralność jest towarem deficytowym i ze wszech
miar luksusowym. Powodów, dla których celebrytki decydują się na
prostytuowanie, jest niezliczenie wiele. Spójrzmy na żonę najbardziej
wpływowego, ale też kontrowersyjnego polityka na świecie, Melanię Trump.
Jak bardzo nasze, polskie, gwiazdki i gwiazdeczki różnią się od
pierwszej damy? Co siedzi w kobiecie, która wygląda przy swoim mężu na
wiecznie nieszczęśliwą i zasępioną? Czy gdyby miała możliwość ponownego
wyboru, weszłaby z nim nawet w najpłytszą relację? Czy pieniądze, choćby
te największe, stanowią plaster na upokorzenia, zdrady, śmieszność w oczach innych?
A społeczeństwo? Społeczeństwo gra w swoją ukochaną zabawę, oburza się
głośno i na pokaz. Publicznie potępia, łaja i wyśmiewa, prywatnie klika,
lajkuje i dzieli się. Niby gardzi kobietą, ale fascynuje się jej ceną.
Bo nic tak nie podnieca opinii publicznej, jak cudza intymność, i to ta
w pakiecie VIP. Luksus, piękne otoczenie, drogie ubrania, najlepsza
biżuteria wybielają największe przewinienia i najboleśniejsze upadki.
Szczerze? Najuczciwsze w tej historii są pieniądze. One nie udają uczuć
bez pokrycia, nie manipulują, nie zapewniają o miłości, nie sprzedają
bajek. Cała reszta to genialny marketing, obudowany w lukier naszych
czasów. I hipokryzja. Bo jeśli pytamy, dlaczego celebrytki to robią,
powinniśmy zapytać głośniej - dlaczego świat nauczył je, że to jedna z niewielu dróg, która naprawdę im się opłaca?
Agata
Za czarną kotarą backstage'u pulsował bas, a w chwilach ciszy dało się
słyszeć podekscytowane rozmowy ludzi czekających na pojawienie się
swojej gwiazdy. Agata stała przed wysokim lustrem i podziwiała swoją
opaleniznę, którą przywiozła z Seszeli.
- No i co? Ukląkł? - pytał stylista Adaś, gej, który układał na
piosenkarce jej rockową stylizację.
- Nie... to twoje fanaberie, mamy jeszcze na to czas...
- Nie gadaj, że byś nie chciała...
- Może troszeczkę. - Agata uśmiechnęła się na myśl o dwóch tygodniach,
które spędziła w raju, w ramionach swojego chłopaka. Poznała go, gdy
zatrudniała ochroniarzy na swoją nową trasę. Wysoki blondyn z barami, w których kobieta czuje się bezpiecznie.
- Dwie minuty! - rzucił ktoś z ekipy, przemykając obok z tabletem.
Agata uniosła kciuk, a już w następnej chwili miała przed sobą telefon.
Kamera. Czerwona kropka. Rolka.
- Hej, kochani! - powiedziała kocim szeptem, wdzięcząc się do obiektywu.
Jej uroda, charakterystyczna energia, seksualna aura sprawiały, że
rozgrzewała swoich fanów do czerwoności.
- Jesteśmy właśnie na backstage'u - ekipa przywitała się machaniem i ukłonami - za chwilę wychodzimy na scenę i... serio, czuję się dziś jak we
śnie.
Odwróciła telefon, pokazując fragment kulis: kable wijące się po
podłodze, perkusję czekającą w półmroku.
- A w ogóle... - dodała, znów kierując kamerę na siebie - muszę wam
powiedzieć, że kilka godzin temu wróciłam z Seszeli. Było cudownie.
Turkusowa woda, cisza, słońce... i on. - Jej głos zmiękł. Uśmiech przestał
być sceniczny, stał się prywatny. - Mój facet jest absolutnie moim
domem. Kocham go tak, że czasem aż mnie to zaskakuje. Tam, na plaży,
wszystko było proste. Jakby świat na chwilę zwolnił tylko dla nas.
- Agata, wywiad! - zawołała menedżerka, wskazując na znaną dziennikarkę
z topowej śniadaniówki, już z mikrofonem w dłoni.
- Już, już. - Agata zaśmiała się kokieteryjnie, kończąc nagranie krótkim
buziakiem w stronę kamery.
- Jak się czujesz przed dzisiejszym koncertem? - padło zgrane jak płyta
pytanie.
- Jestem wdzięczna - odpowiedziała bez wahania - za swój zespół, za tych
cudownych ludzi, którzy tu dziś przyszli. Za to, że mogę robić to, co
kocham. I że mam do kogo wracać po zejściu ze sceny!
W tle perkusista uderzył próbnie w werbel. Gitarzysta przeciągnął
struny. Dźwięki złożyły się w znajome napięcie, które zawsze oznaczało
jedno. Agata zamknęła oczy na sekundę, wzięła głęboki oddech. Poczuła
napływającą adrenalinę, która zaczęła wypełniać jej ciało. Uwielbiała
ten moment, w zasadzie dla niego żyła. Występ był już zadaniem, czymś, w co wchodziła jak w trans. Tych kilka minut przed wejściem na scenę
dodawało jej życiu magii. Czuła się pożądana, kochana i potrzebna.
Realizowała się w tym.
- Dobra - powiedziała, już bardziej do siebie niż do innych - show must
go on, gramy.
Światła za kotarą rozbłysły. Publiczność zawrzała. Agata ukłoniła się do
kamery, po czym ruszyła w stronę sceny, a razem z nią aura, która
przyciągała spojrzenia pełne podziwu i nieukrywanej zazdrości. W wieku
dwudziestu czterech lat była już wielką gwiazdą i miała wszystko. Kto by
nie chciał żyć jej życiem, które wyglądało jak najpiękniejszy sen?
Agata zachowywała się na scenie jak zwierzę, była pewna siebie,
doskonale czuła się w swoim ciele. Kiedy śpiewała, cała zamieniała się w muzykę. Za każdym razem, gdy reflektory rozcinały ciemność, stawała się
żywiołem, który doprowadzał publiczność do szału. Każdy początek nowej
piosenki, rozlewający się po ogromnej sali koncertowej, sprawiał, że
tłum odpowiadał natychmiast - falą rąk, okrzyków, chóralnym śpiewaniem i rapowaniem wersów, które wracały do niej wzmocnione setkami gardeł.
Adrenalina sięgała tu zenitu, wszyscy byli w ekstazie. Agata czuła, jak
ciało samo prowadzi jej głos, scena była dla niej drugim domem. Tutaj
czuła się najważniejsza i kochana. W przerwach zagadywała fanów,
podchodziła do nich i robiła sobie z nimi selfie, śmiała się do
mikrofonu. W trakcie ulubionych piosenek zamykała oczy na refrenie, by
dać się ponieść. Publiczność szalała. Światła wirowały, pot spływał jej
po plecach, a ona czuła to szczególne "tak", które mówi: wszystko gra,
wszystko jest dokładnie takie, jak być powinno.
Wybiegła na backstage, miała piętnaście sekund na przebranie się.
Zauważyła jednak, że wszyscy dziwnie się zachowywali, nie nawiązywali z nią kontaktu wzrokowego, nie zagadywali jak zwykle, by chwalić ją pod
niebiosa. Ale ona miała to gdzieś, była jak w transie.
Kolejna piosenka zaczynała się idealnie, choć gdzieś na obrzeżach jej
uwagi pojawiła się pierwsza rysa. Powietrze jakby nagle zgęstniało. W pierwszych rzędach ktoś odwracał się do sąsiada, słychać było krótkie,
urywane komentarze. Kilka twarzy zamiast sceny i śpiewającej gwiazdy
wybierało ekrany telefonów, wpatrując się w nie z napięciem. Agata
zarejestrowała to kątem oka. Była trochę zdziwiona, czuła drobne ukłucia
niepokoju, ale starała się je zignorować, głos niósł ją dalej. Pewny,
mocny, jak ona, show must go on - powtarzała w myślach. Jednak z każdą
wyśpiewaną zwrotką rozmowy wśród publiczności narastały. Nie były już
szeptem, jak przed chwilą. Ktoś wskazał na scenę, ktoś inny kręcił
głową, jakby chciał zaprzeczyć temu, co widzi w telefonie. Po chwili
głośny gwizd przeciął powietrze, ostry, obcy dźwięk, zupełnie
niepasujący do aktualnej melodii. Agata trzymała linię, podnosiła głowę,
wyciągała rękę do publiczności, próbowała zszyć to, co zaczynało się na
jej oczach pruć. Nagle coś minęło ją dosłownie o włos, butelka uderzyła
w podłogę sceny i rozbiła się z głośnym trzaskiem na milion kawałków.
Agata zapamiętała przerażenie i ten drobny mak ze szkła już do końca
swojego życia. Serce podeszło jej do gardła. Na moment wszystko zwolniło
- światła, dźwięk, nawet twarze członków jej zespołu.
Zerknęła w bok, w stronę ekipy przy scenie. Realizator dźwięku stał
nieruchomo, z ręką zawieszoną nad suwakiem. Ktoś z backstage'u patrzył
na nią szeroko otwartymi oczami, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie
mógł lub się bał. Menedżerka miała bladą twarz, telefon przy uchu, a wzrok beznamiętnie w nią wbity. Agata nie potrafiła z niego nic
odczytać. Kilka osób w pierwszych rzędach przestało śpiewać. Zamiast
tego nachylali się do siebie, szeptali coś nerwowo, po czym wybuchali
krótkim, głośnym i szyderczym śmiechem. Ktoś odwrócił się i wskazał na
scenę. Na nią. Spojrzała w tłum, fala przechodziła przez ludzi. Rozmowy,
spojrzenia, telefony unoszone nie po to, by nagrywać, ale by sprawdzić.
Śmiech nie był radosny. Był ostry. Obcy.
Widziała, jak agresja rozlewa się kręgami. Wszędzie dookoła podniesione
głosy, nerwowe śmiechy, kolejne gwizdy. Ktoś krzyczał coś
niezrozumiałego. Telefony błyszczały, rejestrując jej reakcje na ten
niespodziewany wybuch złości. Jak zimne oczy. Agata widziała, jak
ochrona patrzy czujnie w jej kierunku. Głos zadrżał jej tylko przez
ułamek sekundy, po czym wrócił jeszcze silniejszy, jakby chciał postawić
mur z dźwięku przeciwko temu, co się tu dzieje. I wtedy jakiś mężczyzna
wdarł się na scenę, próbował jej dosięgnąć, ale jeden z ochroniarzy
powalił go na podłogę. Zgarnął Agatę w ramiona i wyprowadził ją
bezpiecznie na zaplecze. Zapanowały chaos, krzyk, agresja. Piosenkarka
niczego nie rozumiała, gdy wsiadała do vana. Zajęła miejsce z tyłu i spojrzała wielkimi oczami na ochroniarza. Ten wręczył jej torebkę.
- Dla własnego dobra nie zaglądaj do telefonu - powiedział spokojnie,
odjeżdżając sprzed klubu.
- Co się stało? - Agata czuła, jak gorące łzy napływają jej do oczu, nie
wiedziała dlaczego, ale przewidywała najgorsze.
- Po prostu nie zaglądaj. Im dłużej nie będziesz tego robiła, tym lepiej
dla ciebie.
Miała od razu ochotę wziąć telefon w rękę i spojrzeć, o co chodzi. Nie
będzie jej jakiś typ mówił, co ma robić. Gdy jednak już miała to zrobić,
coś ją powstrzymało. Spojrzała na spowite deszczem miasto. Ból żołądka
był nie do zniesienia.
Kto lub co właśnie jej zaszkodziło?
Helena
Helena pracowała w popularnym dyskoncie, w którym światło było zawsze za
jasne, bolały ją od niego głowa i oczy, nie mogła się do niego
przyzwyczaić, czuła się tutaj jak na sali operacyjnej. Tylko że tam
klient jest nieprzytomny, a w jej pracy było odwrotnie. Ludzie zawsze
znajdowali się o krok za blisko. Pozwalali sobie wobec niej na
niewybredne komentarze, krzyk, złośliwości, uszczypliwości. Przez
pierwsze pół roku płakała, później zaczęła wszystko przyjmować z zimną
obojętnością, choć tak naprawdę czuła, jak z każdym dniem zapada się w sobie, nienawidząc ludzi. Zmiany zaczynały się wcześnie, musiała wstawać
o czwartej rano, żeby się wyszykować, wypić kawę i dojechać autobusem.
Zanim przestawała być zmęczona po poprzednim dniu, przychodził kolejny.
Czuła się wiecznie brzydka i niewyspana. Wkładała firmową koszulkę,
która nigdy nie leżała tak, jak powinna, i zbierała włosy w gumkę, jakby
chciała schować coś, co i tak było widoczne. Wstyd.
W gimnazjum i liceum była najlepsza. Nauka przychodziła jej łatwo,
wygrywała konkursy matematyczne. A później pojawił się on.
Najprzystojniejszy chłopak w liceum, typ sportowca, miała mu pomagać w matematyce. Była ładna, ale w typie, którym interesują się tacy chłopcy.
Nie "instagramowo", nie krzykliwie. Raczej w sposób, który przeszkadza
innym, bo przypomina, że życie bywa niesprawiedliwe bez powodu. Bo jej
wszystko przychodziło łatwo. Do czasu gdy Mariusz pierwszy raz ją
pocałował. Od tego momentu wszystko zaczęło się komplikować. Odliczała
czas, by tylko się z nim spotkać. Ich pocałunki przerodziły się w pieszczoty, pieszczoty w seks. Gdy spóźniał jej się okres, pełna nadziei
poszła do apteki po test, a gdy wskazał wynik pozytywny, pobiegła do
chłopaka z radosną nowiną. W odpowiedzi dostała w twarz. Jego rodzice
szybko załatwili sprawę, ustalając z jej rodzicami wysokość alimentów.
Mariusza wysłali do innego miasta, by skończył szkołę. Nie wyobrażali
sobie, żeby uczył się w obecności ciężarnej - dokładnie tak powiedzieli
jej rodzicom. Błagała o przerwanie ciąży, ale rodzice byli nieugięci,
nie są mordercami. W ich przekonaniu ratowali życie, ale dla niej
oznaczało to koniec dotychczasowego świata. Jej marzeń, planów na
przyszłość. Z najlepszej uczennicy w szkole stała się najgorszą,
wyszydzaną i pokazywaną palcami. Im bardziej brzuch stawał się widoczny,
tym częściej omijała lekcje. W końcu ojciec załatwił jej pracę w dyskoncie, w którym był kierownikiem.
Gdy Maja przyszła na świat, wniosła blask w jej rzeczywistość. Helena
znosiła narzekanie matki, która musiała zostawać z wnuczką, gdy córka
chodziła do pracy. Znosiła narzekania ojca, gdy musiała się zwolnić z pracy, bo Maja znowu chorowała. Wszystko robiła dla niej. O sobie już
dawno nie myślała, przestała się czuć sobą w momencie, gdy Mariusz dał
jej w twarz, po tym jak wcześniej zrobił jej brzuch. Zrozumiała, że
świat nie jest sprawiedliwy, a ludzie w większości są zwyczajnie źli.
Klienci mówili do niej głośniej, niż trzeba. Jakby była głucha. Albo
gorsza.
- To ma być promocja? - syknęła kobieta w płaszczu droższym niż
wszystko, co Helena miała w szafie.
- Proszę pani, ja tutaj tylko skanuję - odpowiedziała automatycznie, z uśmiechem, który był już tylko mechanizmem obronnym.
- Bo tylko do tego się nadajesz. - Kobieta nawet nie spojrzała jej w oczy, Helena czuła, że jest dla niej jak powietrze.
Przy kasie stała jak między dwoma światami. Jeden przesuwał się na
taśmie - chleb, wino, jogurty w promocji. Drugi stał za nią, na półkach,
które musiała uzupełniać, gdy tylko robiło się luźniej. W pracy nie
miała ochoty jeść, zamiast tego wychodziła w przerwach na papierosa.
Koleżanki zazdrosne o jej figurę, kwoki z domów, które ktoś mógłby uznać
za szczęśliwe, co chwilę jej dopiekały.
- Po co się tak mocno malujesz? - rzuciła jedna z nich, patrząc na
Helenę w lustrze zaplecza. - Przecież to tylko sklep.
Helena skinęła głową. W sklepie wszystko było "tylko". Nie odpowiadała,
nie broniła się. Robiła, co do niej należało, czując się coraz bardziej
jak robot. Lawirując między kasą a alejkami, wykładała towar. Dubajską
czekoladę w złotych opakowaniach. Dubajskie pączki, miękkie, przesadnie
idealne, jakby nie miały prawa istnieć w takim miejscu jak to. Gdy
przyszły dubajskie żele pod prysznic, obietnica luksusu zamknięta w plastiku, kupiła jeden z nich. Gdy zmywała z siebie smutek i brud
nagromadzony w trakcie całego dnia, zastanawiała się, jaki jest Dubaj.
Często wracała przesiąknięta nim do domu, bo w pracy ustalono "tydzień
dubajski", każdy napis krzyczał do niej: Dubaj, Dubaj, Dubaj. Czuła się
jak cień własnego życia. Przesuwała kartony, prostowała półki,
przepraszała za rzeczy, na które nie miała wpływu.
Na przerwie usiadła na zapleczu, schowana między rzędami butelek, i otworzyła TikToka. Bezmyślnie, jak sięga się po coś, co ma tylko zabić
czas. I wtedy go zobaczyła. Chłopak z liceum. Ten, który zawsze siedział
w ostatniej ławce i mówił, że "stąd trzeba uciekać". Teraz stał na dachu
budynku, za nim był basen z lazurową wodą, epickie miasto mieniło się w słońcu. Dubaj. Michał wyglądał jak model, śmiał się. Mówił o życiu w Dubaju, o pracy tutaj, o tym, że "warto było zaryzykować". Helena
poczuła zazdrość, która nie była zła. Raczej pusta. Nie chciała jego
pieniędzy ani basenu. Chciała tego, co było w jego głosie, tej pewności,
że jest się we właściwym miejscu. Że wygrało się życie. Ona czuła, że
swoje boleśnie przegrała. Zablokowała ekran. Wróciła na sklep. Kasę
numer trzy znów otoczył sznur wściekłych, narzekających klientów.
Światło było za jasne. Dubaj za daleko.
- Przyszła gwiazda! - krzyknął starzec bez przednich zębów.
A Helena tylko się uśmiechnęła, czując, jak coraz bardziej znika w tym
świecie.
Gdy dotarła do domu, wszyscy już dawno spali. Weszła po cichu do
sypialni rodziców, żeby zabrać ze sobą Maję. Jutro miała wolne, chciała
każdą sekundę spędzić ze swoim dzieckiem. Dziewczynka spała słodko, a Helena poczuła, jak ściska ją w dołku. Sprowadziła na świat tę cudowną
istotę, żeby żyła jak ona? W cieniu upokorzenia, w centrum podłości
ludzi? Jaka matka robi coś takiego swojemu dziecku? Zajrzała do barku, w którym znalazła połowę otwartego wina, zabrała trunek ze sobą do pokoju,
by chociaż trochę się znieczulić. Helena leżała obok córki na wąskim
łóżku, patrzyła tępo przed siebie i popijała słodkie wino, od którego
wykrzywiało jej twarz. Czuła, jak coś w niej pęka, po raz kolejny do
wewnątrz, ciszej, ale głębiej.
Sięgnęła po telefon. Ekran rozświetlił pokój zbyt mocno. Przez chwilę
tylko scrollowała, bez celu. Wiadomości, których nie otworzyła. Zdjęcia
ludzi, którzy zwiedzali świat, bawili się pod palmami, patrzyli na
wysokie budynki, pisali, że tylko niebo jest ich granicą. W przerwach
reklamy łatwego życia, prostych rozwiązań, do których Helena nie miała w swoim odczuciu prawa wstępu. Upiła duży łyk, po czym wpisała w wyszukiwarkę hasło, które od tygodnia krążyło jej po głowie, ale nigdy
nie chciało przejść przez palce - kredyt online. Strony wyglądały
podobnie. Uśmiechnięte twarze. Obietnice bezpiecznego jutra. Małe
literki na dole, których nie czytała dokładnie. Nie dlatego, że nie
rozumiała, tylko dlatego, że już zdecydowała. Kwota pojawiła się na
ekranie jak wyrok i jak ratunek jednocześnie. Wystarczająca, żeby
wyjechać. Wypełniała pola automatycznie. Imię. Nazwisko. PESEL. Dochód,
który ledwo istniał. Zaznaczała zgody, które brzmiały jak obietnice bez
pokrycia. Palec zawahał się tylko raz przy pytaniu o cel kredytu.
Wpisała - wydatki na dziecko. Gdy przyszło potwierdzenie, nie poczuła
ulgi. Poczuła spokój. Jakby chaos wreszcie ułożył się w jedną, prostą
całość. Wstała cicho. Przykryła córkę dokładniej, poprawiła jej
kołderkę, otulając jej ciałko. Przez moment chciała ją obudzić,
przytulić, powiedzieć coś ważnego, ale zrozumiała, że nie umiałaby
znaleźć słów, które nie złamałyby wszystkiego. W kuchni zapaliła lampkę.
Wyjęła kartkę z szuflady, długopis, który zawsze przerywał w połowie
zdania. Pisała wolno, ale starannie. Jakby każde słowo miało zostać tam
na zawsze, wykute w marmurze. "Mamo, Tato, nie uciekam od Was i Majusi.
Wiem, że jesteście zmęczeni. Ja też jestem. Muszę spróbować inaczej, bo
jeśli nie spróbuję, to umrę. Zajmijcie się nią. Zrobię wszystko, żeby
zabrać ją do siebie. Nie szukajcie mnie. Odezwę się, kiedy będę mogła,
Helena". Złożyła kartkę na pół. Położyła ją na stole, przy zegarze.
Przez chwilę stała bez ruchu, jakby dom mógł ją jeszcze zatrzymać. Potem
wzięła swój szkolny plecak. Spakowała niewiele, bo też niewiele
posiadała. Dokumenty. Ubrania, które dało się złożyć w kostkę. Telefon.
Ładowarkę. I skarpetkę córeczki. Zatrzymała się w progu. Nie płakała.
Nie mogła.
- Wrócę po ciebie - wyszeptała. Nie do niej. Do siebie.
Drzwi zamknęły się cicho. Na zewnątrz noc była chłodna, idealna do
ucieczki. Helena szła szybko, nie oglądając się za siebie. Czuła, jak
każdy krok jest coraz lżejszy, choć wiedziała, że od teraz przyszłość
będzie ważyła więcej niż kiedykolwiek. Nagle zaczął padać deszcz. Helena
zamiast szukać schronienia, spojrzała w górę, sky is the limit,
uśmiechnęła się, czując szczęście po raz pierwszy, odkąd pamiętała.
Nie umrę. Dam mojej córce życie, na jakie zasłużyła.
Agata
Przed apartamentowcem Agaty czaiła się masa paparazzi, którzy chcieli
jej krwi. Ochroniarz na ich widok momentalnie zawrócił, prawie zderzając
się z osobówką.
- Masz jakąś przyjaciółkę?
Agata zlękła się tego pytania.
- Nie... nie wiem... o co chodzi? - Patrzyła na hieny, które wciąż czekały z atakiem na nią. - Możemy jechać do mojego chłopaka - wyszeptała.
Zobaczyła, jak kierowca patrzy na nią w lusterku wstecznym, nie znała
go, był nowy, podobno kiedyś pracował w policji. Nagle poczuła torsje,
zatrzymał się, a ona wybiegła zwymiotować na pobocze. Miała oczy pełne
łez, nie wiedziała, co się dzieje, bała się. Ochroniarz wyszedł z samochodu, odpalił jej papierosa i podał, po czym zapalił sobie. Sięgnął
do telefonu, który jej przekazał. Na wyświetlaczu było widać ją z Mariuszem w wielkim łóżku z baldachimem. Zrobiła mu niespodziankę na
urodziny, to miała być ich sekstaśma. Pamiątka na lata, kiedy ich ciała
będą przypominać rodzynki, tak się śmiali. Poczuła, jak ziemia się pod
nią osuwa, chciała znów zwymiotować, ale nie miała już czym, zamiast
tego zaciągnęła się mocno papierosem.
- Muszę się napić - wyszeptała.
Wrócił do samochodu, po czym przyniósł z niego piersiówkę. Wlała w siebie jej zawartość i poczuła, jak ciepło rozchodzi się po żołądku.
- Zawiozę cię do jakiegoś hotelu na obrzeżach, w domu nie będziesz miała
spokoju.
Spojrzała w jego przekrwione błękitne oczy, był dla niej dobry. Ufała
mu.
W hotelu przy lotnisku było cicho i spokojnie. Zamknęła drzwi, oparła
się o nie plecami i osunęła na podłogę. Ręce jej drżały. W głowie wciąż
widziała twarze z tłumu, obce, wrogie, jakby nagle przestali ją znać.
Nikt nie chciał jej powiedzieć, co się stało. A ona bała się bardziej
niż kiedykolwiek, bo czuła, że to nie koniec. Wrota piekła dopiero się
otworzyły. Agata uświadomiła sobie, że nie ma do kogo zadzwonić, nie ma
osoby, której by ufała, którą chciałaby teraz zobaczyć. Jej życie
przypominało tak naprawdę wydmuszkę, smutną farsę. Przeszła do pokoju, w lodówce znalazła mini buteleczki z alkoholami. Wlewała je w siebie, aż
odcięło jej prąd.
Poranek przyszedł brutalnie, bezlitośnie. Światło wdzierało się przez
niedomknięte zasłony jak oskarżenie. Agata obudziła się z suchymi
ustami, pulsującą głową i ciężarem w ciele, jakby całą noc nosiła na
sobie wstyd. Telefon leżał obok, wibrował, przestawał, znów wibrował -
nieustannie, natarczywie. Dziwiła się, jak to możliwe, że jeszcze nie
padła bateria. Otworzyła oczy tylko na tyle, by zerknąć na ekran.
Wiadomości od rodziców. Jedna po drugiej. "Nie wiemy, co powiedzieć
ludziom". "Jest nam strasznie wstyd". "Jak mogłaś nam to zrobić?" "Nie
wiemy, jak sobie z tym poradzić". Każde zdanie było jak kamień rzucony
jej w twarz. Te zdania nie krzyczały, a jednak bolały bardziej niż
najgłośniejszy krzyk. Chciała odpisać, wytłumaczyć, że też nie wie, że
jest przerażona, że ktoś, kogo bardzo kochała i kogo chciała im
przedstawić, ją zdradził. Sprzeniewierzył na tylu poziomach, że nie wie,
co ze sobą zrobić. Wzięła telefon w dłoń, ale palce jej nie słuchały.
Przeraziła się, gdy nagle zadzwonił. I znowu. Nieznane numery,
dziennikarze, ludzie, którzy nagle uznali, że mają prawo mówić i pytać.
Była zmęczona do granic. Zmęczona myśleniem, tłumaczeniem się w myślach.
Była zmęczona oddychaniem. Czuła się upokorzona. Alkohol wciąż krążył w krwiobiegu, zniekształcał rzeczywistość, sprawiał, że emocje były
ostrzejsze, bardziej bolesne.
Wstała z podłogi, pokój zawirował. Podeszła do okna i zobaczyła samolot.
Bez planu, bez refleksji, weszła w internet. Loty. Ucieczka w czystej
postaci. Pierwsze miasto, które wyskoczyło - Dubaj. Daleko. Inny klimat,
inne twarze, inny język. Nikt jej nie rozpozna, nikt nic nie będzie od
niej chciał. Kliknęła. Kupiła miejsce. Serce zabiło szybciej, nie z ulgi, ale z lęku o to, co będzie dalej. Taki kraj jak Polska nie wybacza
kobietom. Nie takie sytuacje. Facet byłby gwiazdą, noszony na
sztandarach, pewnie jego sława i zasięgi momentalnie by wzrosły. Ona w oczach wszystkich jest brudna i przeklęta. Jest dziwką. Bo się puściła.
Nikt nie bierze pod uwagę, że zakochała się w Mariuszu. Chciała mu
zrobić prezent, o którym marzył. Pewnie od początku miał taki plan,
uwieść ją i rozkochać, a następnie sprzedać sekstaśmę z nią. Czuła się
nikim. W torebce znalazła szybko napisany na kartce numer do Pawła,
ochroniarza, który wczoraj jej pomógł.
- Potrzebuję twojej pomocy - wyszeptała.
- Będę za piętnaście minut.
Dała mu listę potrzebnych rzeczy i czekała na niego w hotelowej
restauracji, wdzięczna wszechświatowi, że jej go zesłał. W innym wypadku
nie wie, co by zrobiła. Znów poczuła skurcz w żołądku. Nie zabije się.
Nie da tym cholernym skurwysynom tej satysfakcji. Podniesie się z gówna,
w którym wylądowała, i będzie silna, jak nigdy wcześniej. Obiecała to
sobie, pisząc długopisem po serwetce: "Jesteś wszystkim". Schowała ją do
kieszeni i poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.
Gdy Agata wyszła z samochodu ochroniarza, poczuła coś, co przypominało
upokorzenie fizyczne, jakby każdy jej krok był marszem wstydu. Jakby
każdy patrzył na nią jak na śmiecia i się z niej śmiał. Założyła czapkę
z daszkiem i okulary, przeszła odprawę paszportową i usiadła w restauracji tyłem do wszystkich, a potem popijała piwo. Czuła się mała i obnażona, nie tyle w kwestii ciała, ile godności. Uciekała nie tylko
przed ludźmi, ich krytyką i nienawiścią, przed ohydnym człowiekiem,
który wykorzystał jej miłość dla pieniędzy i sławy, ale przed całą
sytuacją, która wymknęła się spod kontroli. Telefon znów zawibrował. Nie
spojrzała. Patrzyła przed siebie, na terminal. Teraz wiedziała tylko
jedno - nie będzie miała tutaj na razie po co wracać. Na szczęście miała
dokąd uciec. I ta myśl przyniosła jej ulgę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki