DRZEWO DOBROCI
Jestem drzewem dobroci z potężną koroną
Pod nią może schronienie znaleźć i pół świata
Korzenie me głęboko do źródła sięgają
We wszystkie soki życia jestem przebogata
Słońcem ogrzewane rodzą się muzyki
W ptasich gniazdach wyściełanych miękko dla miłości
Na gałęziach pąki nadziei na jutro
Rosną pośród liści dobrych wiadomości
W moim cieniu człowiek i wszelkie stworzenie
Znajdą pewny azyl przed oprawcy ręką
Nikogo nie dosięgnie zło czy niegodziwość -
Ziemia obiecana wszak nie jest udręką
Wśród konarów - huśtawki - radości beztroska
Szczebiocące dzieci tulą się do siebie
Nie trzeba im specjałów ni ptasiego mleka
By poczuć się mogły tak jak w siódmym niebie
A gdy przyjdzie po latach dokonać żywota
Przerobią mnie na papier cieńszy niż pergamin
Spisane na nim będą mądrości narodu
Stanę się współczesną Księgą (U)Rodzaju
LUSTRO DUSZY
W lustro duszy patrzę zamykając oczy
Prowadzę tajemną z nią bez słów rozmowę
Daję się za rękę w labirynt prowadzić
Ciemnych zakamarków pośród jasnych nocy
Widzę jak na dłoni to co niewidzialne
I tych co mieszkają z aniołami w raju
W ramionach kołyszą duchy mej przyszłości
Kreśląc piórem zdarzeń co będzie mi dane
Z labiryntu frunę wiatrem uniesiona
Przemierzam przestworza w towarzystwie ptaków
Grzejąc swoje serce w zimnym blasku słońca
Czekając na powrót Feniksa z popiołów
Spadam deszczem marzeń by użyźnić miłość -
Serce oddam temu kto kobietę - ptaka
Będzie umiał pojąć i w myślach jej czytać
Bom diabelski anioł i święta diablica
Kroczę suchą stopą przez ocean czasu
Dni nienasyconych pełnych sił i mocy
Z własną duszą wiodę tajemną rozmowę
W jej lustro zaglądam zamykając oczy
WĘDRÓWKA
Ktoś musiał naznaczyć mnie duszą nomada,
kazał wyruszyć w tę podróż bez mapy,
by znaleźć miejsce w labiryncie życia -
nieba ziemskiego podarował zachwyt.
Brnęłam przez pustynie ułudnej wiary,
nie raz wpadając w ruchome piaski
i dom, choć pewny, zaczął chwiać w posadach,
fatamorganą jawiły zielone oazy.
Wierzyć przestałam pustynnej róży,
gwiazdy mą drogę wyznaczać zaczęły,
pod Wielkim Wozem wzniosłam znów gmach nowy,
solidnie utkany ze skrawków nadziei.
Jak dotąd opiera się głosom wędrowców,
ich obietnicom o ziemi mi danej,
mnie pod powiekami iskry twoich oczu,
westalskim płomieniem grzeją każdy ranek.
Stoją mury oknem otwartym na ciebie,
musisz tylko szybko drogę do mnie znaleźć,
bym w twych ramionach zamknąć mogła szczelnie,
co poszukiwane - ziemię obiecaną.
TOLERANCJA
tolerancji zasad trzeba strzec jak skarbu
by zburzyć mentalność twardogłowych murów
i ukazać światu co prawdziwie ważne
burzyć zacofania ołowiane chmury
ubrana jak prawda w niewinności suknię
mocno poplamioną frazesami zdrajców
walczy o szacunek mieczem aprobaty
dla wszelkiej inności jej prawa do głosu
mocą akceptacji kruszy uprzedzenia
kompromisem wiedzie wprost do świata zgody
nie byłoby bez niej pełnej demokracji
wypływa prawami na szerokie wody
śmiało patrzy w przyszłość bo duszę ma młodą
jest siostrą postępu sprzyja wszelkim zmianom
rozwiązuje spory o kości niezgody
gwarantuje pokój i bezkonfliktowość
ścierać się wciąż będą poglądy i zdania
tolerancji zbroja niech się w słońcu mieni
ażeby od siły jej nawoływania
mrok mógł się rozstąpić a ziemia zadrżała!
DRUGIE OBLICZE WZRUSZENIA
nie umiem już kochać
mam serce puste
w dozgonną miłość nie wierzę
od dawna
wzruszają mnie chmury wędrujące
po niebie
wzrusza taniec liści na wietrze
słowa ludzkich przyrzeczeń
banalne i puste
nie potrafią już uczuć poruszyć
wzruszają mnie chmury wędrujące
po niebie
wzrusza taniec liści na wietrze
do głębi porusza wszelakie
cierpienie
walka o życie bez happy endu
przy niej nie wzruszają mnie na
niebie chmury
ani taniec liści na wietrze
porusza samotność co
wśród tłumu stoi
bezradnie szukając drugiego
człowieka
przy niej nie wzruszają mnie na
niebie chmury
ani taniec liści na wietrze
ZMIERZCH
Tyle dnia ze wszystkich dni się zmarnowało
Za wszystkim co z biegiem lat wyblakło
Straciło na znaczeniu
Przewartościowało
Blask zniekształca kontury i barwy
Choć w pełnym słońcu wydawały się lśnić złotem
Do bólu zmrużonych oczu
Dlatego szarego można było pomylić
z czarnym kotem
Dopiero o zmierzchu wszystko nabiera soczystości
Przyprawiając o zachwyt
O cudowny zawrót głowy
Nic nie kładzie się już cieniem
I świerszcze wychwalają pejzaż lipowy
O zmierzchu kształty są pełne harmonii
Dostrzegasz niebo chylące swą twarz ku ziemi
Wspomnienia wplecione w chmury
Przepływają nostalgią za uczuć drżenie
I kochasz ten zmierzch to nasycenie
Doceniasz jego spokój i powolne przemijanie
Czas świadomego rozdzielania serca i dobroci
Przebaczenia i pojednania
Tak chce się w tym zmierzchu czułym
Ciepłym dojrzałym
trwać całe wieki
Bo przecież drogi do Nocy jeszcze są dalekie...
ILUZJA
Niechaj cię nie zwiedzie oczu ciemny blask
Łagodność spojrzenia i spokój
To wszystko zamieniam jak zapałki trzask
Na burzę bo we mnie są moce
Piorunami ciskam w huragan przemieniam
Nie pozwalając Złu się zbliżyć
Wicher za grzywę na karku ściskam
I żywym ogniem goreję
Płomienie rozdaję pomiędzy zziębniętych
Dusze samotne ogrzewam
Lecz biada temu co moc chciałby skraść
Rychło go w popiół zamienię
Jestem czarownicą w tyglu mym zaklęcia
Wystarczy że raz skosztujesz
Na zawsze pozostaniesz już w serca niewoli
Nikt tego zaklęcia nie odczaruje
Lwica we mnie żyje gotowa i zabić
Gdyby na małe ktoś rękę chciał podnieść
Mieszkam w gęstym lesie głos tu echo niesie
Zatrutym jabłkiem bywa że częstuję
Gdy widzisz mnie śpiącą spokojną i słodką
To tylko iluzja, kochanie...
Gotowa do skoku wciąż stoję na straży
Nagrodą - nasze wspólne śniadanie...
BAJKA
Ta bajka inaczej będzie się zaczynać
bo ona właściwie teraz się już kończy -
żyli z sobą razem krótko i szczęśliwie
chociaż jeszcze wiele mogłoby ich łączyć
On piękny i młody i rozkapryszony
pokochał miłością co z zazdrości chora
zamknął w złotej klatce chciał całą zawłaszczyć
zaufanie przy tym było nocną zmorą
Ona wciąż oddana oraz zawsze wierna
zazdrości powodów nie dawała wcale
chociaż przyciągała sobą niejednego
odrzucała wszystkie zaloty niedbale
Karmiąc co dzień szczodrze tak wielką miłością
pokazała przy tym swoją duszę słodką
jednak on jak ślepiec nie widział lub nie chciał
zachłanność nie dała by zajrzał do środka
Szkoda że nie umiał dać choć małej szansy
by móc zasmakować jak się życie dzieli
mogliby żyć razem długo i szczęśliwie
ale zamiast tego wszystko diabli wzięli!
PARYSKIE WSPOMNIENIA
znowu mam ochotę na Paryż kochanie
na galerie i zabytki nad Sekwaną
poranną bagietkę kawy kosztowanie
w maleńkiej kawiarence przy Champs-Elysees
pociąg nie odjedzie już z dworca d'Orsay
rikszą wyruszymy na Pola Marsowe
dzwonami katedry obudzimy miasto
jedyne w swoim pięknie jak Catherine Deneuve
paryskim wieczorem upijemy słodko
w gwiazdy zapatrzeni na wzgórzu Montmartre
wchłoniemy charm ulic głosy roześmiane
utoniemy w atmosferze fin du siecle
znowu mam ochotę na Paryż kochanie
na spektakl w Moulin Rouge i szampana nocą
szaleństwo zakupów w Galerii Lafayette
gdzie neony blaskiem szarości wyzłocą
znów wyznasz mi miłość w tym mieście zachwytu -
niechaj rozcałuje rozkocha rozmarzy
i w serce się wtopi francuską piosenką
przez różowe okulary - la vie en rose