Drzewo dobroci - Monika Orman

Kup ebooka

16.15 zł
13.40 zł (13,73 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

DRZEWO DOBROCI

Jestem drzewem dobroci z potężną koroną

Pod nią może schronienie znaleźć i pół świata

Korzenie me głęboko do źródła sięgają

We wszystkie soki życia jestem przebogata

Słońcem ogrzewane rodzą się muzyki

W ptasich gniazdach wyściełanych miękko dla miłości

Na gałęziach pąki nadziei na jutro

Rosną pośród liści dobrych wiadomości

W moim cieniu człowiek i wszelkie stworzenie

Znajdą pewny azyl przed oprawcy ręką

Nikogo nie dosięgnie zło czy niegodziwość -

Ziemia obiecana wszak nie jest udręką

Wśród konarów - huśtawki - radości beztroska

Szczebiocące dzieci tulą się do siebie

Nie trzeba im specjałów ni ptasiego mleka

By poczuć się mogły tak jak w siódmym niebie

A gdy przyjdzie po latach dokonać żywota

Przerobią mnie na papier cieńszy niż pergamin

Spisane na nim będą mądrości narodu

Stanę się współczesną Księgą (U)Rodzaju

LUSTRO DUSZY

W lustro duszy patrzę zamykając oczy

Prowadzę tajemną z nią bez słów rozmowę

Daję się za rękę w labirynt prowadzić

Ciemnych zakamarków pośród jasnych nocy

Widzę jak na dłoni to co niewidzialne

I tych co mieszkają z aniołami w raju

W ramionach kołyszą duchy mej przyszłości

Kreśląc piórem zdarzeń co będzie mi dane

Z labiryntu frunę wiatrem uniesiona

Przemierzam przestworza w towarzystwie ptaków

Grzejąc swoje serce w zimnym blasku słońca

Czekając na powrót Feniksa z popiołów

Spadam deszczem marzeń by użyźnić miłość -

Serce oddam temu kto kobietę - ptaka

Będzie umiał pojąć i w myślach jej czytać

Bom diabelski anioł i święta diablica

Kroczę suchą stopą przez ocean czasu

Dni nienasyconych pełnych sił i mocy

Z własną duszą wiodę tajemną rozmowę

W jej lustro zaglądam zamykając oczy

WĘDRÓWKA

Ktoś musiał naznaczyć mnie duszą nomada,

kazał wyruszyć w tę podróż bez mapy,

by znaleźć miejsce w labiryncie życia -

nieba ziemskiego podarował zachwyt.

Brnęłam przez pustynie ułudnej wiary,

nie raz wpadając w ruchome piaski

i dom, choć pewny, zaczął chwiać w posadach,

fatamorganą jawiły zielone oazy.

Wierzyć przestałam pustynnej róży,

gwiazdy mą drogę wyznaczać zaczęły,

pod Wielkim Wozem wzniosłam znów gmach nowy,

solidnie utkany ze skrawków nadziei.

Jak dotąd opiera się głosom wędrowców,

ich obietnicom o ziemi mi danej,

mnie pod powiekami iskry twoich oczu,

westalskim płomieniem grzeją każdy ranek.

Stoją mury oknem otwartym na ciebie,

musisz tylko szybko drogę do mnie znaleźć,

bym w twych ramionach zamknąć mogła szczelnie,

co poszukiwane - ziemię obiecaną.

TOLERANCJA

tolerancji zasad trzeba strzec jak skarbu

by zburzyć mentalność twardogłowych murów

i ukazać światu co prawdziwie ważne

burzyć zacofania ołowiane chmury

ubrana jak prawda w niewinności suknię

mocno poplamioną frazesami zdrajców

walczy o szacunek mieczem aprobaty

dla wszelkiej inności jej prawa do głosu

mocą akceptacji kruszy uprzedzenia

kompromisem wiedzie wprost do świata zgody

nie byłoby bez niej pełnej demokracji

wypływa prawami na szerokie wody

śmiało patrzy w przyszłość bo duszę ma młodą

jest siostrą postępu sprzyja wszelkim zmianom

rozwiązuje spory o kości niezgody

gwarantuje pokój i bezkonfliktowość

ścierać się wciąż będą poglądy i zdania

tolerancji zbroja niech się w słońcu mieni

ażeby od siły jej nawoływania

mrok mógł się rozstąpić a ziemia zadrżała!

DRUGIE OBLICZE WZRUSZENIA

nie umiem już kochać

mam serce puste

w dozgonną miłość nie wierzę

od dawna

wzruszają mnie chmury wędrujące

po niebie

wzrusza taniec liści na wietrze

słowa ludzkich przyrzeczeń

banalne i puste

nie potrafią już uczuć poruszyć

wzruszają mnie chmury wędrujące

po niebie

wzrusza taniec liści na wietrze

do głębi porusza wszelakie

cierpienie

walka o życie bez happy endu

przy niej nie wzruszają mnie na

niebie chmury

ani taniec liści na wietrze

porusza samotność co

wśród tłumu stoi

bezradnie szukając drugiego

człowieka

przy niej nie wzruszają mnie na

niebie chmury

ani taniec liści na wietrze

ZMIERZCH

Tyle dnia ze wszystkich dni się zmarnowało

Za wszystkim co z biegiem lat wyblakło

Straciło na znaczeniu

Przewartościowało

Blask zniekształca kontury i barwy

Choć w pełnym słońcu wydawały się lśnić złotem

Do bólu zmrużonych oczu

Dlatego szarego można było pomylić

z czarnym kotem

Dopiero o zmierzchu wszystko nabiera soczystości

Przyprawiając o zachwyt

O cudowny zawrót głowy

Nic nie kładzie się już cieniem

I świerszcze wychwalają pejzaż lipowy

O zmierzchu kształty są pełne harmonii

Dostrzegasz niebo chylące swą twarz ku ziemi

Wspomnienia wplecione w chmury

Przepływają nostalgią za uczuć drżenie

I kochasz ten zmierzch to nasycenie

Doceniasz jego spokój i powolne przemijanie

Czas świadomego rozdzielania serca i dobroci

Przebaczenia i pojednania

Tak chce się w tym zmierzchu czułym

Ciepłym dojrzałym

trwać całe wieki

Bo przecież drogi do Nocy jeszcze są dalekie...

ILUZJA

Niechaj cię nie zwiedzie oczu ciemny blask

Łagodność spojrzenia i spokój

To wszystko zamieniam jak zapałki trzask

Na burzę bo we mnie są moce

Piorunami ciskam w huragan przemieniam

Nie pozwalając Złu się zbliżyć

Wicher za grzywę na karku ściskam

I żywym ogniem goreję

Płomienie rozdaję pomiędzy zziębniętych

Dusze samotne ogrzewam

Lecz biada temu co moc chciałby skraść

Rychło go w popiół zamienię

Jestem czarownicą w tyglu mym zaklęcia

Wystarczy że raz skosztujesz

Na zawsze pozostaniesz już w serca niewoli

Nikt tego zaklęcia nie odczaruje

Lwica we mnie żyje gotowa i zabić

Gdyby na małe ktoś rękę chciał podnieść

Mieszkam w gęstym lesie głos tu echo niesie

Zatrutym jabłkiem bywa że częstuję

Gdy widzisz mnie śpiącą spokojną i słodką

To tylko iluzja, kochanie...

Gotowa do skoku wciąż stoję na straży

Nagrodą - nasze wspólne śniadanie...

BAJKA

Ta bajka inaczej będzie się zaczynać

bo ona właściwie teraz się już kończy -

żyli z sobą razem krótko i szczęśliwie

chociaż jeszcze wiele mogłoby ich łączyć

On piękny i młody i rozkapryszony

pokochał miłością co z zazdrości chora

zamknął w złotej klatce chciał całą zawłaszczyć

zaufanie przy tym było nocną zmorą

Ona wciąż oddana oraz zawsze wierna

zazdrości powodów nie dawała wcale

chociaż przyciągała sobą niejednego

odrzucała wszystkie zaloty niedbale

Karmiąc co dzień szczodrze tak wielką miłością

pokazała przy tym swoją duszę słodką

jednak on jak ślepiec nie widział lub nie chciał

zachłanność nie dała by zajrzał do środka

Szkoda że nie umiał dać choć małej szansy

by móc zasmakować jak się życie dzieli

mogliby żyć razem długo i szczęśliwie

ale zamiast tego wszystko diabli wzięli!

PARYSKIE WSPOMNIENIA

znowu mam ochotę na Paryż kochanie

na galerie i zabytki nad Sekwaną

poranną bagietkę kawy kosztowanie

w maleńkiej kawiarence przy Champs-Elysees

pociąg nie odjedzie już z dworca d'Orsay

rikszą wyruszymy na Pola Marsowe

dzwonami katedry obudzimy miasto

jedyne w swoim pięknie jak Catherine Deneuve

paryskim wieczorem upijemy słodko

w gwiazdy zapatrzeni na wzgórzu Montmartre

wchłoniemy charm ulic głosy roześmiane

utoniemy w atmosferze fin du siecle

znowu mam ochotę na Paryż kochanie

na spektakl w Moulin Rouge i szampana nocą

szaleństwo zakupów w Galerii Lafayette

gdzie neony blaskiem szarości wyzłocą

znów wyznasz mi miłość w tym mieście zachwytu -

niechaj rozcałuje rozkocha rozmarzy

i w serce się wtopi francuską piosenką

przez różowe okulary - la vie en rose