Drżenia niedojrzałości. Wydanie trzecie, zawierające Suplement - Leszek Krasicki


Reflow text when sidebars are open.
Drżenia niedojrzałości to coś najbardziej osobistego ze wszystkiego, co może wyobrazić sobie autor niniejszego tomiku poezji.
Wiersze powstawały na przestrzeni trzydziestu paru lat, jako wyraz określonych emocji, przeżyć, przemyśleń, obserwacji i komentarzy autora zapisywanych bez planu jakiegokolwiek ich katalogowania, a już na pewno wyciągania na światło dzienne z szuflady autora, dalej niż na jego biurko.
Fakt, że przeistoczyły się w niniejszy tomik poezji jest niewytłumaczalny nawet dla samego autora i może winna tu jest/pomogła mu w tym technologia, która umożliwiła wstępny elektroniczny zapis wierszy w formie zbliżonej do książkowej.
W pierwszym momencie zapis w formacie elektronicznym został sporządzony po to, by "szuflada" nabrała bardziej cywilizowanego charakteru zwłaszcza, że pojedyncze, zapisane długopisem stare kartki już się rozpadały.
Decyzja o wydaniu wierszy dojrzewała w głowie autora przez kilka lat i nadal jest dla niego nie do końca zrozumiała potwierdzając, że hołduje on zasadzie (jak ktoś trafnie zauważył): "Mam swoje zdanie, ale się z nim nie zgadzam".
Wypuszczając w świat swoje wiersze autor ma świadomość, że dla wielu mogą być kontrowersyjne, złe, głupie, słabe, nudne, nijakie itd., ale na szczęście nikt nie ma przymusu ich czytania ani myślenia o nich.
Natomiast autor myśli o swoich wierszach, gdyż wyrażają one jego stosunek do otaczającego go świata i niezależnie od tego jakie są, na zawsze pozostaną wierszami autora, będąc równocześnie bardzo ważną częścią jego życia.
Jeśli ktokolwiek znajdzie w nich dla siebie choćby kilka wersów, które spowodują, że ten ktoś zatrzyma się na chwilę, zastanowi się nad sobą, nad światem i powie sobie: "No tak, może ten facet ma rację?" albo po przeczytaniu ktoś stwierdzi: "Nieprawda, nie zgadzam się, świat jest inny, a ten facet w ogóle go nie rozumie" - będzie to znaczyło, że było warto je pisać i pokazywać światu.
Ale jeśli ktoś wzruszy obojętnie ramionami i w milczeniu, znudzony rzuci tomik w kąt - może to oznaczać, że autor nie powinien był nigdy zbliżać się do swojej szuflady, a już na pewno jej otwierać po to, by coś z niej wyciągać.
Mogłoby to jednocześnie znaczyć, że powinna była na zawsze i bezpowrotnie skryć wszystko, co do niej wrzucił.
Jednakże przecież sam już fakt wydania niniejszego tomiku wierszy świadczy o tym, że autor bardzo liczył na to, że nie pozostanie na zawsze wyłącznym i jedynym ich czytelnikiem.
To oczywiste, że miał wielką nadzieję, iż znajdzie grono osób, które dostrzegą w poezji autora jakąś analogię do własnych przeżyć albo doszukają się inspiracji i motywacji do szukania swoich miejsc w świecie oraz radzenia sobie z jego skomplikowaną naturą.
Niemniej jednak poszukując bratnich dusz nie pisał dla gawiedzi, dla suwerena, dla disco polowego... niczego (żeby nie napisać nikogo), dla mas ani mass marketu, a tym bardziej nie dla "targetu" programów typu: "Dlaczego oni czytają i myślą?" itp.
Pisał też nie dlatego, że szukał taniej sensacji, skandalu, rozgłosu, czy popularności zdobywanej w oparciu o prostackie, puste rymowanki.
Szukał Homo sapiens - ludzi rozumnych, o których niestety coraz trudniej, a którzy potrafią wiele wyczytać pomiędzy wierszami i wiedzą, że życie ma sens tylko wtedy, gdy wychodzi daleko poza zwykłą wegetację, ograniczającą się wyłącznie do próżnej konsumpcji i produkcji efektów ubocznych przemiany materii.
Dlatego też autor pisze w swoich wierszach o rzeczach, które uważa za istotne, ale jednocześnie nie wyjaśnia wielu pojęć i tematów, które porusza.
Liczy bowiem na inteligencję czytelnika, który albo również je zna, albo nie znając (lub nie rozumiejąc podobnie jak autor), w oparciu o powszechnie dostępne w XXI wieku środki komunikacji - szybko i łatwo dotrze do odpowiedniego źródła, a wiedząc gdzie szukać, będzie chciał je poznać i będzie się starał je zrozumieć.
Zamieszczane przy niektórych wierszach przypisy służą autorowi jedynie do wyjaśnień kontekstów i przekazania informacji, których (poza małymi wyjątkami) w zasadzie nie można uzyskać nigdzie indziej, a które autor uważa za kluczowe dla lepszego, pełniejszego zrozumienia jego poezji.
Aczkolwiek należy mieć na uwadze, że autor oryginalnie pisał przede wszystkim po to, żeby uformować jakoś, usystematyzować i wyartykułować targające nim emocje oraz kołaczące się w jego głowie myśli, a także, by zostawić i utrwalić w sobie ślad danego momentu lub zdarzenia.
W związku z tym nie zawsze i nie dla wszystkich może być jasne i klarowne co było impulsem dla autora, popychającym go do przelania na papier właśnie takiej interpretacji rzeczywistości, w której się znalazł lub do której się odniósł.
Niniejsze wydanie zostało zatem uzupełnione i rozszerzone przez autora o Suplement, który powstał jako zapis jego niezwykle osobistych spojrzeń i przemyśleń, zawierający dokładniejsze wyjaśnienia i objaśnienia treści poszczególnych wierszy.
Jest on przeznaczony dla tych, którzy chcieliby porównać lub sprawdzić, czy ich odbiór i rozumienie "niedojrzałej" poezji autora, są w jakimś stopniu zbliżone, czy wręcz zupełnie odmienne od jego punktu widzenia.
Autor ma nadzieję, że osoby, które zagłębią się w ten tomik poezji, będą również chciały dotrzeć do źródeł, z których wypływały poszczególne wiersze, by się przekonać, czy one same znają już te okolice i wiedzą jak się po nich poruszać.
Wszystkich tych ludzi, którzy są ciekawi świata, zadają pytania, szukają nieoczywistych odpowiedzi i chcą czegoś więcej, a także mają otwarte głowy i serca, rozumieją co to jest tolerancja i szacunek dla drugiego człowieka - autor serdecznie zaprasza do odwiedzenia jego świata, do którego prowadzi zielona furtka z napisem Drżenia niedojrzałości.
Wszystkim innym autor niniejszym życzy wszystkiego najlepszego i wraz z nimi cieszy się ich beztroską i szczęściem.
Mimo wszystko autor wierzy, że wbrew pozorom, nadal ma wokół siebie więcej Homo sapiens niż "Disco polo... nicus".
Równocześnie autor prosi, aby pamiętać, że pisał, bo, parafrazując genialnego Jerzego Stuhra, śpiewającego tekst równie genialnego Jonasza Kofty:
"Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi, uuu".
eLKa
Szanowna Czytelniczko lub Szanowny Czytelniku!
(Proszę wybaczyć, ale nie widzę dobrze z tej odległości, a i czasy takie, że można się łatwo pomylić i kogoś obrazić lub urazić, a tego przenigdy bym nie chciał uczynić).
Nim raczysz zagłębić się w kolejne strony Drżeń niedojrzałości, pozwól autorowi na przekazanie wybranym osobom podziękowań, albowiem podziękowania te dotyczą osób niezwykle ważnych dla autora, bez których nie tylko Drżenia niedojrzałości, ale i autor nie przybraliby ostatecznie ukształtowanej formy.
Pierwsze i największe podziękowania (choć relatywnie lapidarne z powodu swojej oczywistości) pragnę złożyć moim kochanym rodzicom, których miłość, prawość, zaangażowanie i uczciwość we wszystkim co robili, pozostaną dla mnie na zawsze niedoścignionym wzorem.
Lekko parafrazując Winstona Churchilla powiem, że: "Jeszcze nigdy w dziejach zmagań w wychowywaniu ludzkości tak wielcy nie dali tak wiele tak niewielkiemu".
Jeśli opuszczając ten padół będę mógł powiedzieć, że miałem duszę, to zdecydowanie była to wasza zasługa.
W ten sposób zbliżam się również do swego rodzaju duchowych protoplastów mojego bytu, a właściwie myśli tym bytem sterujących, takich jak Konfucjusz, Sokrates, Platon, czy Arystoteles.
Choć z wiadomych względów nie dziękuję im bezpośrednio, to podziwiając ich intelekt, jestem im równocześnie niezmiernie wdzięczny za to, że: "Byli" (przez naprawdę wielkie B) i raczyli obdarzyć ten niezrozumiały świat swoim sposobem jego percepcji.
Z tych samych powodów nie wymienię całej plejady wielkich twórców, których dzieła stanowiły zawsze wykładnię prawd asymilowanych przeze mnie i uznawanych za najistotniejsze.
Jeśli jednak w moich wierszach ktoś dopatrzy się wpływu i spojrzeń m.in. Mickiewicza, Staffa, Baczyńskiego, Miłosza, Herberta, czy de Saint-Exupery'ego - to przyznam bez wahania, że tak, oczywistą prawdą jest fakt, że zasypiałem z wieloma różnymi dziełami schowanymi pod poduszką i odczuwałem ich niezwykłą emanację.
Z osób, którym mogę i bardzo chcę podziękować nie sposób nie wymienić mojego przyjaciela Krzysztofa (zabrzmiało bardzo oficjalnie, ale po pierwsze mamy już swoje lata, a poza tym nie chciałem, żeby zaleciało "Puchatkiem").
Stary (tu jednak wcale nie odnoszę się do wieku), wielkie dzięki za to, że przywróciłeś mi wiarę w prawdziwą męską przyjaźń, zwłaszcza po wielu moich wcześniejszych rozczarowaniach.
Ta nasza nie wymaga definicji, słów, zabiegów, deklaracji itp. Ona po prostu jest i świeci ze zdwojoną siłą właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzeba jej światła.
Słowa szczególnego podziękowania należą się osobie, która podjęła się namalowania obrazu "Wizja", który został zamieszczony przeze mnie na okładce i miał stanowić swego rodzaju ilustrację całego tomiku.
Pani Danuta Sałyga wbrew logice, duszy artysty i zdrowemu rozsądkowi, zgodziła się namalować coś z niczego, czyli z mojej głowy.
Dziękując za cierpliwość, przepraszam za katusze, jakie musiała Pani przechodzić podczas naszych spotkań i sporów o ostateczny kształt i wyraz obrazu.
Ogrom poświęcenia, zaangażowania i talentu pani Danuty najlepiej odda chyba streszczenie naszej pierwszej rozmowy:
Pani Danuta: "No, to co pan tak w ogóle chce, żeby namalować?"
Autor: "Nie wiem".
Nie jestem w stanie opisać miny, jaką wtedy dostrzegłem na twarzy pani Danuty, ale wyartykułowane po dłuższej chwili: "AAAHHHAAA... A!?" to było połączenie wielkiego politowania, załamania rąk i wymuszonej próby okazania wyrozumiałości dla tak odległej od normy mojej konstrukcji umysłowej - z ostateczną rezygnacją z wiary w normalność tego świata.
Ale jednocześnie w ostatnim "A" wydało mi się, że dostrzegam, a raczej słyszę, malutką iskierkę zainteresowania mówiącego: "No, to by dopiero było wyzwanie godne Salomona".
I chyba oboje uczepiliśmy się tej myśli, że może to być nietuzinkowe i... mimo wszystko twórcze.
Biorąc pod uwagę powyższy punkt wyjścia: chapeau bas, gdyż patrząc na obraz w jego ostatecznej wersji - widzę moje wiersze.
Choć (pozwoli Pani, że to ujawnię) w trakcie naszej współpracy mieliśmy kilkukrotnie świadomość, że balansujemy na niezwykle cienkiej linie i chodzimy po bardzo cienkim lodzie, który pękając wciągnie nas tak głęboko, że możemy oboje obudzić się któregoś dnia w odosobnieniu, zapięci w kaftany bezpieczeństwa.
Tym większa jest moja wdzięczność dla pani Danuty za włożony trud, serce i talent, które pozwoliły na powstanie obrazu, dla mnie będącego nieodłączną i integralną częścią Drżeń niedojrzałości.
Jeśli ktoś, po przeczytaniu niniejszego tomiku, patrząc już trochę inaczej na ten obraz, dostrzeże na nim nieco więcej, niż przy pierwszym na niego spojrzeniu, to będzie znaczyło, że wstąpił parę kroków w głąb mojego świata, a to już będzie naprawdę niezwykle daleko.
Swoiste podziękowania pragnę przekazać członkom grupy Pink Floyd, której muzyka, wypełniając dużą część mojej młodości, pozostawiła trwałe piętno na mojej duszy i towarzyszy mi przez całe moje życie, a jej echo, a raczej echa ("Echoes") wprowadziły mnie w świat musicalu i opery.
Przecież nawet absolutnie wybitny i znakomity (mój ukochany) "Upiór w operze" Andrew Lloyd Webbera, pokazującego, że w jego dłoniach (zapisujących kompozycje) słowo inspiracja nabiera zupełnie nowego znaczenia - stanowi dla mnie dowód, że pomimo niewątpliwego geniuszu powodującego, że się go uwielbia - w sposób oczywisty pozwala usłyszeć swoją genezę m.in. w Pink Floyd.
W moim tomiku nie mogło zatem zabraknąć moich odniesień do tego zespołu, jego muzyki i treści od niego otrzymanych, gdyż Pink Floyd jest częścią mnie i to wcale niemałą.
Jeśli ktokolwiek zechciałby poznać i zrozumieć nieco lepiej, co kłębiło się w głowie autora - to autor zaprasza serdecznie do wsłuchania się w oryginalne ich wykonania i poleca zapoznanie się z pełną dyskografią tej grupy.
I proszę pozwolić autorowi traktować dokonania Rogera Watersa i Davida Gilmoura, a także Nicka Masona i nieżyjącego już Richarda Wrighta, jako nierozerwalną całość, niezależnie od tego, czy ich muzyka była tworzona pod szyldem Pink Floyd, czy nie.
Nie wymieniłem jeszcze, również nieżyjącego już, Syda Barretta, ale w zasadzie jedyne co wypadałoby tu napisać, to tylko powtórzyć za pozostałymi członkami zespołu: "Wish you were here".
Konsekwencjami obcowania z Pink Floyd jest to, że autor ma przez to określone spojrzenie na świat, które sprawia, że cegła w murze nie będzie już nigdy jedynie bezimiennym fragmentem np. barbakanu (nawet, gdyby był zbudowany z wielu milionów cegieł), a będzie bardzo ważną, nieanonimową częścią ściany ("The Wall") z całą jej znaczeniową zawiłością.
Zrozumienie i zaakceptowanie tego jest kluczowe dla ewentualnego próbowania zrozumienia tego wszystkiego, co chciał przekazać autor pisząc i oddając w... dobre ręce swoje Drżenia niedojrzałości.
I na koniec pozostawiłem sobie tutaj miejsce na złożenie jeszcze jednych podziękowań osobie, która jest niezwykła, niepowtarzalna, niezrównana, jedyna w swoim rodzaju i sprawiła, że moje życie zaczęło mieć większy sens.
Dlatego też należą się Jej podziękowania absolutnie specjalne, ale by je wyrazić potrzebuję nieco więcej przestrzeni i kolejnego rozdziału.
eLKa
Szukam dojrzałych drżeń
I dni niezwykle jasnych,
Radosnych losu tchnień,
Z zagubień wyjścia jaskiń.
Przez życie płynę wartkie
Z falami stając w szranki,
Ciemnością się nie martwię -
Gdy z Tobą są poranki.
Borykam się ze sobą,
Zrozumieć chciałbym więcej.
Pojmuję już, że z Tobą -
To dużo jest łatwiejsze.
Zdobywam szczyty trudne
I ścieżki proste mylę,
Ścigając wizje złudne -
Doceniam z Tobą chwile.
Doznaję wielu klęsk,
Zwycięstwa radość miewam.
Upadam, wstaję, wiem,
Że z Tobą - sięgnę nieba.
I wierząc w gwiazdę Twoją,
Co lśni na moim niebie,
Niczego się nie bojąc -
Obawiam się, że nie wiesz:
Że kocham Cię za wszystko,
Za razem dni tak wiele.
Ja kocham Cię, bo jesteś -
Najlepszym przyjacielem,
Kochanką, muzą, sędzią,
Oparciem, kumplem, bratem.
I wiarą, i nadzieją -
Wyśnionym marzeń światem.
Gdy patrzę w oczy Twoje
I trzymam Cię za ręce
Wśród synów naszych stojąc -
Niczego już nie pragnę więcej.
Znalazłem to najlepsze,
Co ludziom przeznaczono -
Mam miłość, przyjaźń, szczęście...
Mam Ciebie - moja żono.
eLKa