Drogi nagich dusz - Kornel Wroński, Filip Podzoba

Kup ebooka

37.00 zł

-
Proszę czekać

Króluj nam boże, ideologio, religio itp.

Kacprowi Ł., Adrianowi J., Milenie M.

 

Mgła opadła, śmierć dostojna

czeka na chwalebnego diabła.

Arka spłonęła, a wieść rzekła,

egeria wyschła, skaził źródła... morderca!

Kto był bez serca? Zabójca?

Czy świat tworzący galernika z człowieka...

Dopełnia się sępów zemsta,

hieny już wyją, nadchodzi uczta!

Trawa się mieni w kolorze krwi,

ostrze katorżni życia przeszywa brzuch.

Ikara przebiły zastępy promieni,

do kamieni fala go przykuwa - Bóg!

Boga tu nie ma, w nicość odpływa

w kajdanach niebiańskich męczennika duch.

Ruiny arki - jak szpilki wchodzą w kości,

on dobywa swego ciemiężnego oręża.

O nicości, daj mi okruch wolności!

Łza spływa, a z weterana zostaje padlina.

Ostatnie słowa szeptał do krzyża,

ciebie nie ma, twe dzieci odcięły mi skrzydła.

Prędzej zginę, niż żyć będę,

jak nędzne owce, jak bydlęcię!

Gdybym mógł przekląć Ciebie, Boże,

byłbym panem piekieł na widmowym tronie.

Ogień bym wysłał w chmury, przestworze,

infernalne płomienie, czyste... Prometejskie!

Lecz ciebie nie ma i nigdy nie będzie,

lawą pluję w przestrzeń niepotrzebnie...

Przepraszam was wszyscy przyjaciele,

swym ciałem mnie karmiliście tak pięknie.

Ale czas mój nastał, proszę znajdźcie

szczęście, sens i życie, tylko beze mnie...

Umarł, lecz wraz z nim odeszło cierpienie,

skonały z nim orły, smoki i harpie.

Gdy pełnia księżyca oświetliła trupa,

ironii hieny, żarłoczności sępy i czerwie zaśpiewały:

"Dziś my stanówmy jego grób,

cienie samotności już go zgwałciły,

teraz my się jego mięsem pożywimy.

Tak bardzo kochał swych dwóch braci...

Zginął za życia, kiedy ich stracił,

jego truchło nosi znamię zgnilizny.

Na jego ścierwie są jeszcze

ropiejące, litościwe blizny".

Lecz w ślepiach tych maszkar,

rzewnie płyną rzęsiste łzy.

Z nich morze rozpaczy się tworzy,

przed jego szkieletem muszą się ukorzyć.

Oddają hołd dla tej śmiesznej miernoty,

którą ranił śmiech bezwolny, śmiech... hołoty!

Widzą, jak umiera nagle sęp wolny,

to armia bydła się zbiera - uśmiechnięte istoty.

Barbarzyńsko ukazują swe wszystkie cnoty,

bestialsko żrą żywcem czerwie i hieny.

Uosobienie empatii z żalem na to patrzy...

Znika ostatni uśmiech, prawdziwy i szczery

kiedy patrzy, jak wyszarpują z mordy

kawałek dawnego brata niestrawiony.

Obserwuje też drugi - żywy żywioł siły,

jak jego kości gryzie tłum szczęśliwy.

Na tę ceremonię spogląda też jego siostra,

obojętne jej oczy na obraz początku końca.

Głos z tłumu, mechaniczna wyrocznia,

raiła bezdusznie "wytępiliśmy antychrysta!"

Jego rodzina odchodzi w swe strony,

myśl jedna ich łączy - tak umiera natchniony.

A za nimi suną chłopów bataliony,

masa skanduje: "Święci prorocy, żywe ikony!

Ich też ten Lucyfer zranił,

bóg zmartwychwstał, bóg radości i chwały.

Jego kurewskie szczątki jutro wysramy,

a na nich zbudujemy nowy świat wspaniały!"

Oni zaś kroczą swoją drogą,

chcąc zostawić przeszłość za sobą.

 

.............................................

 

Witaj marności, idący na śmierć cię pozdrawiają!