4
Z samego rana Eliza wsiadła do pociągu "Chełmoński" relacji Kraków - Wrocław. We Wrocławiu miała przesiąść się do pociągu "Kamieńczyk" zmierzającego do Wałbrzycha.
W pociągu, którym podróżowała, było wiele osób. Jedna z podróżnych położyła torebkę na podłodze, by pomóc dziecku przy otwieraniu butelki z napojem. Inna od razu zareagowała, że tak nie można, że pieniądze jej uciekną, zanim dotrze do celu...
Eliza wyjrzała przez szybę. Szybko mijali pola, lasy, domy. Nigdy nie była przesądna. Może dlatego, że dzieciństwo spędziła na wzgórzu porośniętym koniczyną. I to nie byle jaką. Czterolistną. Wystarczyło tylko chwilę poszukać, by odnaleźć tak rzadkie gdzie indziej okazy, o których wiedziała, że inni nawet potrafią je chować i trzymać w portfelach jako amulety, by przyniosły im powodzenie.
Gdyby od nich zależało szczęście, nie siedziałaby teraz w tym pociągu. Byłaby w swojej wymarzonej, dobrze płatnej pracy, po której wracałaby do przytulnego domu z ogródkiem, gdzie czekałby na nią...
No właśnie, kto...
Eliza pracowała w agencji reklamowej jako asystentka.
W tym momencie życia potrzebowała chwili dla siebie. Czasu dla przemyśleń i zastanowienia się nad przyszłością. Dlatego propozycja wyjazdu do Wałbrzycha pojawiła się, wydawałoby się, w najlepszym momencie. Zresztą było jej obojętne, gdzie się wybierze.
Za oknem pociągu przewijały się piękne krajobrazy, lasy, domy, pola, gdzieniegdzie zabudowania przemysłowe. I wreszcie... wzgórza.
- Bilet do kontroli poproszę - słowa konduktora przywróciły ją do rzeczywistości.
- Tak, tak... - Eliza ocknęła się z zamyślenia, przegrzebując plecak w poszukiwaniu biletu. Ktoś radośnie krzyknął, ktoś inny zapiszczał.
- Wakacje! - W całym przedziale słychać było przytłumione, ale jednak podekscytowane głosy dzieciaków, które wraz z rodzicami, przynajmniej sądząc po walizkach i obuwiu, wybierały się w góry.
- Wysiadamy na następnej stacji - rzekła do dzieci spokojnie ich matka.
Kilkuletni chłopczyk i jego niewiele młodsza siostra aż zaczęli skakać i klaskać, ciesząc się, iż podróż coraz bardziej przybliża ich do wymarzonego odpoczynku. Mama pomogła dziewczynce założyć plecak na ramiona, zaś sama dziewczynka szybko pochwyciła pluszowego jednorożca, który wcześniej wyglądał przez okno pociągu.
Wakacje...
Eliza westchnęła. Kiedyś to słowo kojarzyło jej się ze słońcem, palmami i złocistym piaskiem. Z marzeniami, że w egzotycznych miejscach będzie spędzać czas z ukochanym i... rodziną? Bała się nawet wypowiedzieć to słowo, by nie spłoszyć jej najbardziej ukrytych marzeń. Jednak usłyszawszy to słowo - "wakacje", nie wiedzieć czemu, łzy same napłynęły jej do oczu. Czasem wystarczy przecież kilka słów, jak choćby "przyszedł wrzesień", by oczami wyobraźni zobaczyć pajęczą sieć oplatającą balkony czy rośliny w ogrodach, wrzosy, powoli zwiększającą się ilość kolorowych liści fruwających beztrosko na jeszcze ciepłym wietrze. I widzieć siebie wyciągającą z szafy miękki, ulubiony sweter, który przypomina spacer po piasku brzegiem morza, gdy też miało się go wtedy na sobie i otulać się tym wspomnieniem jak tym swetrem...
Doprawdy? Eliza zamyśliła się, a po policzku spłynęła jej łza. Czy kiedykolwiek będę miała takie wspomnienia?
Podniosła plecak, bluzę przewiązała w pasie, gdyż wydawało jej się, że zapowiada się raczej ciepły czerwcowy dzień i skierowała się do wyjścia.
Z trudem próbowała stłumić nachalne łzy, które wciąż przypominały jej o jej samotności.
Bez skutku.