POCAŁUNKI
Czy pamiętacie najlepszy pocałunek w waszym życiu? Och, jestem pewna, że tak. To pytanie z pewnością przywołuje wiele wspomnień - i właśnie dlatego pewna ciesząca się szacunkiem gazeta ("The Guardian") regularnie zadaje je swoim gościom w cosobotnim kwestionariuszu.
Inna wersja brzmi: czy pamiętasz swój pierwszy pocałunek? To jednak nic takiego - często po prostu wygłupy z przyjaciółką albo dziecięce zabawy podczas nocowania lub przygoda gdzieś w parku, w deszczu, na moście. Ma się rozumieć, to również magiczne przeżycie. Wyjątkowe. Kształtujące. Ale dla większości ludzi prawdopodobnie nie najcudowniejszy moment w całym życiu.
Niewiele jest rzeczy lepszych od fantastycznego pocałunku. Mam tu na myśli pocałunki romantyczne - to, co nazywamy (brr!) migdaleniem się. Cóż za pogardliwe słowo na tak piękną czynność. Sprawdziłam w słowniku etymologię paskudnie brzmiącego określenia "uderzyć w ślinę" i niestety nie znalazłam żadnych informacji o jego pochodzeniu - pewnie dlatego, że nikt nie chce się przyznać, iż to on stoi za ukuciem tego terminu.
Nie wiem, czy istnieje coś bardziej seksownego niż sytuacja, gdy spotykacie kogoś i jeszcze przed pierwszym pocałunkiem wasze oczy wędrują mimowolnie, tęsknie ku ustom tej drugiej osoby. Nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł zbliżania do siebie twarzy i łączenia warg, ale to naprawdę genialne. Nie mogłabym spotykać się z kimś, kto kiepsko się całuje. Albo może: kto nie umie całować mnie. Podobnie nie rozumiem ludzi, którzy nie całują się podczas uprawiania seksu. To jego fundamentalna część!
Jednak całowanie może być przyjemne i bez seksu - również bez jego perspektywy. Niektórzy ludzie są tak biegli w sztuce całowania - czy może raczej tak umiejętnie dostosowują się do oczekiwań innych - że pocałunek z nimi może być wspaniały, nawet jeśli prawdopodobnie nie mielibyście ochoty się z nimi przespać. Działa na zasadzie współdzielonej, cichej intymności.
Nie ma jednego, podręcznikowego sposobu całowania. Każdy pocałunek jest inny, w zależności od uczestniczących w nim osób i od sytuacji. Może być namiętny, taki, w którym się zatracamy - albo łagodny, nieśpieszny. W swoim najlepszym wydaniu całowanie się jest harmonijnym, poetyckim aktem - najwyższą formą komunikacji, językiem fizycznym.
Najlepszy pocałunek w moim życiu? Nie chcę się dzielić tym wspomnieniem. Ale to było niemal jak rozmowa - w tym przypadku nieprzetłumaczalna.
CZCIONKI
W chwili obecnej czytacie słowa zapisane czcionką Aldus LT Std Roman 6, wybraną przez moją redaktorkę i mnie. Niewykluczone, że zupełnie was to nie obchodzi, ale mnie - bardzo. W rzeczywistości czcionka to określenie znaku drukarskiego, a w tym kontekście powinniśmy używać terminu font, ale nie jestem w tej kwestii pedantką, więc będę używała w tym wpisie terminu powszechnie przyjętego.
Czcionki są ważne w naszym życiu. Zawierają litery i cyfry. Nawet jeśli wydaje wam się, że nie macie ulubionego kroju pisma, zapewniam was, że po prostu nie zdajecie sobie z tego sprawy. On istnieje, chociaż bylibyście przekonani, że nie istnieje taka czcionka, która zmusiłaby was do przejścia na drugą stronę ulicy albo odwrócenia wzroku w autobusie, byle tylko na nią nie patrzeć. Jesteśmy nierozerwalnie związani z czcionkami, które wpuszczamy do naszych serc i umysłów - zarówno świadomie, jak i nieświadomie.
Kilka lat temu Helvetica stała się tak wszechobecna, że na jej temat napisano wiele artykułów; doczekała się nawet wystawy w nowojorskim muzeum sztuki nowoczesnej oraz filmu dokumentalnego. Korzystają z niej m. in. American Airlines, Toyota i Nestlé. W pewien sposób traumatyczne jest to, że stosował ją również brytyjski rząd. Być może właśnie to stało się gwoździem do jego trumny, jako że Helvetica padła ofiarą tak zwanego syndromu wysokiego maku (osoby wyróżniające się w otoczeniu i społeczeństwie zaczynają budzić niechęć i negatywne odczucia). Czy ktoś uważa, że Chris Grayling albo Matt Hancock (członkowie brytyjskiego parlamentu) są fajni? Raczej nie.
W ujęciu korporacyjnym czcionki inspirują lojalność wobec marki.
Można zauważyć, że czasem gdy firmy zmieniają czcionkę w swoim logo, konsumenci się buntują, więc nierzadko zdarza się, iż owe firmy wracają do dawnej wersji swojego znaku firmowego. Sieć odzieżowa Gap próbowała przejść kiedyś z dobrze znanej wszystkim Helvetiki na inną czcionkę, umieszczoną na tle gradientowego kwadratu. Całość wyglądała jak nagłówek szkolnej pracy w Wordzie. Wrócili do poprzedniego wariantu. Podobnie było w przypadku producenta napojów Tropicana.
Bibliofile, tacy jak ja, żywo interesują się wyglądem okładek, ale i użytych na nich czcionek. Czy kiedykolwiek, czytając książkę, mieliście wrażenie, że litery są w niej denerwująco ciasno zbite, co bardzo utrudnia lekturę? Albo że ich ostentacyjność rozprasza? Czy zdarzyło wam się przeglądać grzbiety na księgarnianej półce i natrafić na taki, który szczególnie zwrócił waszą uwagę?
Czcionki mają różne osobowości - i to właśnie dlatego nigdy nie czytaliście nekrologu sporządzonego Comic Sans. Ani graffiti na moście kolejowym wymalowanego Times New Roman. Reżimy autorytarne raczej nie używają kreskówkowej czcionki zwanej High Jinkies. Zawsze bawiło mnie, że mogę napisać coś Arialem, stwierdzić, że jest do bani, po czym zmienić czcionkę na EB Garamond i pomyśleć: rany, to wprost genialne! To idealny przykład na to (i sądzę, że wszyscy się ze mną zgodzicie), jak wielką moc może mieć czcionka.
6 A właściwie Aldine, którą wybraliśmy do polskiego wydania ze względu na dostępność polskich znaków. Mamy nadzieję, że czytanie książki złożonej tym fontem będzie nie mniej przyjemne - przyp. red.