ROZDZIAŁ 1
Grudzień w tym roku nie rozpieszczał pogodą. Pod koniec listopada sypnęło śniegiem i na chwilę zrobiło się przyjemnie i biało, ale już początek ostatniego miesiąca okazał się mglisty i deszczowy. Zosia wracała ze szkoły w wyjątkowo ponurym nastroju: nie dość, że wczoraj zapomniała wykonać obrazek na zajęcia SKK[2] ilustrujący ostatnio przeczytaną książkę, to jeszcze prawie całą drogę musiała przejść w mżawce otulającej ją ze wszystkich stron.
- Zośka! Zośka! Zaczekaj! - Usłyszała za sobą znajomy głos przyjaciela z kamienicy stojącej naprzeciwko jej domu.
- Czego się tak wydzierasz, Kuba? Pokręciło cię od tego deszczu czy co?
- Dlaczego miałoby mnie pokręcić od deszczu? - zapytał zadyszanym głosem chłopak, zrównując się z nią na chodniku.
- Bo dziadek Wejn zawsze mówi, jak pada deszcz, że kręci go w... w czymś tam. Nie pamiętam dokładnie.
- Wujek Eryk też tak mówi.
Roześmiali się i żwawo ruszyli w stronę Ogarnej. U wylotu ulicy zauważyli najpierw jeden duży samochód stojący wprost przed ich kamienicami po stronie domu Zosi, a za nim mały niebieski samochodzik. Z dużego auta czterej panowie wnosili do budynku jakieś meble i większe sprzęty, a małe autko stało, jakby przyglądało się wnoszącym. W pewnej chwili z korytarza wybiegła dziewczynka mniej więcej w wieku Zosi i Kuby, w niebieskim płaszczyku z czerwoną czapką na głowie, i podeszła do mniejszego pojazdu. Po kilkunastu sekundach wyszła z niego, niosąc w dłoniach duże pudełko, na którego wieku znajdował się rysunek lalki. Dziewczynka zniknęła w głębi korytarza, by dosłownie po sekundzie pojawić się ponownie i znów podbiec do samochodu, i znów wynieść z niego identyczne pudło z lalką.
- Widziałaś to czy tylko mnie się przed oczami dwoi? - zapytał Kuba, uśmiechając się do przyjaciółki.
- No, niby widziałam, tylko jak ona tak szybko zmieniła płaszczyk i czapkę?
- Jak to zmieniła? Przecież była ubrana tak samo. - Kuba popatrzył w stronę klatki schodowej z nadzieją, że ponownie pojawi się w niej tajemnicza dziewczynka.
- No nie gadaj, że nie zauważyłeś! - fuknęła oburzona Zosia. - Najpierw miała na sobie niebieski płaszczyk i czerwoną czapkę, a drugim razem miała na sobie miętowy płaszczyk i pomarańczową czapkę.
- Zośka, ty masz jakieś omamy w oczach czy co? - Kuba roześmiał się w głos. - Jak można mieć miętowy płaszcz? Głodna jesteś, że ci się lody miętowe przypomniały?
- Wiesz, nie chcę być niemiła, ale wy, mężczyźni, to się w ogóle nie znacie na kolorach. Dla was to tylko białe albo czarne. Moja mama mówi, że Radek też nie rozróżnia kolorów, jesteście chyba dal... dal... dalcośtam.
- O! Jaka znawczyni kolorów się znalazła. - Kuba obrażonym wzrokiem spojrzał na ubranie swojej koleżanki.
- Tak? To powiedz mi, jakiego koloru jest moja czapka - zapytała złośliwie Zosia.
- No jak to jakiego? Różowego. No, może trochę ciemnoróżowego...
- A widzisz? Ona nie jest różowa, tylko malinowa. A moja kurtka jakiego jest koloru?
- No, wiadomo, fioletowa, taki głupi to ja nie jestem - oburzył się Kuba.
- A właśnie, że nie, to kolor fuksjowy, fioletowe to są moje rękawiczki. - Zosia przyłożyła dłonie do klatki piersiowej i zademonstrowała różnice barw. - Teraz już widzisz, jakie to są kolory? Ej, wy, faceci. Naprawiacie samochody, umiecie naprawić światło, a w tak prostej sprawie jak kolory jesteście ciemni jak Afroamerykanin nocą.
Kuba popatrzył na nieznacznie różniące się kolorami rękawiczki i kurtkę przyjaciółki i pokręcił głową.
- Naprawdę to dla was jest takie ważne, czy coś jest jasnoczerwone, czy ciemnoczerwone albo jasno- czy ciemnozielone? Przecież to jest tak mało istotne, że czasami nawet niezauważalne.
- Tak jak płaszczyk i czapka naszej nowej sąsiadki? To jak wytłumaczysz to, że ona się tak szybko przebrała? Przecież sam widziałeś.
- Widziałem tylko dziewczynkę wybiegającą z budynku i wbiegającą do niego, resztę to ty już dowidziałaś, bo mnie to jakoś mało obeszło. Ale fakt, jak ona tak szybko zdążyła odłożyć tamten karton i wybiec po następny, to ciekawa sprawa. A może ktoś stał w korytarzu i odebrał od niej tę lalkę, dlatego tak szybko wybiegła.
- Taaaa. I kazał jej zmienić ubranie, żeby ludzie się dziwili, czy to jakieś czary, czy omamy? - Zosia klepnęła Kubę w ramię i raźno podeszła do dużego samochodu. - Wiesz, oni się chyba wprowadzają na nasze stare mieszkanie, bo ono od dłuższego czasu stało puste.
- Wasze, czyli to, w którym mieszkałaś z mamą, zanim przeprowadziliście się na mieszkanie pana Wejna?
- Dokładnie, bo nie kojarzę, żeby inne mieszkanie w naszej kamienicy było puste, no chyba że na strychu. - Zosia się zamyśliła. - Ale kto chciałby zamieszkać na strychu, i to zimą?
Kuba pożegnał się z przyjaciółką i ruszył w stronę swojego domu, a Zosia powoli zaczęła wspinać się po schodach na drugie piętro. Na półpiętrze między pierwszą a drugą kondygnacją minęło ją dwóch mężczyzn schodzących w dół. Jeden z nich uśmiechnął się do dziewczynki, a drugi groźnie na nią popatrzył.
- Nie kręć się tu w tej chwili, mała, bo przenosimy rzeczy z ciężarówki i nie chciałbym, żebyś nam przeszkadzała.
- Ale ja tutaj mieszkam - oburzyła się Zosia.
- To zmykaj do swojego mieszkania i przez chwilę postaraj się nie wychodzić na klatkę schodową, z pewnością ułatwisz nam zadanie i szybko uwiniemy się z tą przeprowadzką - powiedział ten, który wcześniej się do niej uśmiechnął.
- Dobrze, już zmykam, ale myśli pan, że to tak łatwo z ciężkim plecakiem pełnym książek, butów na zmianę, bidonem po piciu i pojemnikiem po kanapkach szybko biegać po schodach? Wracam ze szkoły i jestem tak samo zmęczona jak panowie, chociaż panowie to zapewne dopiero niedawno zaczęli wnosić te wszystkie rzeczy, a ja musiałam się męczyć w szkole od rana i wcale nie wracam z wakacji pod palmami, tylko po ciężkim dniu szkolnym, więc trochę szacunku proszę dla kobiety zmęczonej.
- Dobrze, już dobrze, zmęczona kobieto. - Mężczyzna, który wcześniej się do niej uśmiechnął, zbiegł już na dół, a na półpiętrze pozostał ten, który miał wcześniej groźną minę. Teraz z trudem opanowywał uśmiech, bo zaimponowała mu ta smarkula odwagą. - Zatem proszę cię, żebyś się chwilowo nie kręciła po korytarzu, a my w podziękowaniu szybko uwiniemy się z wnoszeniem wszystkiego. Zgoda?
- Zgoda. - Zosia uśmiechnęła się i wyjątkowo szybko, jak na bardzo zmęczoną kobietę, wbiegła na piętro. Na chwilę zatrzymała się pod drzwiami swojego byłego mieszkania i pomyślała, że fajnie, że wprowadza się tutaj jakieś dziecko, bo będzie miała kolejne towarzystwo do zabaw.
Weszła do swojego mieszkania i natychmiast podzieliła się z mamą informacją, że będą mieli nowych sąsiadów.
- Wiem, córeczko, już rozmawiałam z tą panią. Przeprowadzili się ze Śląska, ale nie wiadomo, jak długo tu pomieszkają, bo ta pani szuka większego lokum. Sama wiesz, że trzy maleńkie pokoiki może dla nas dwóch były wystarczające, ale dla cztero-, a może i pięcioosobowej rodziny to trochę mało. Ale nie martwmy się za kogoś, chodź na obiad, Majeczka już nie może się ciebie doczekać.
- Osia! Osia! - W tym samym momencie z kuchni dobiegł wesoły głos siostry Zosi, która, chociaż miała dopiero dwa latka, to już sporo słów potrafiła powtórzyć, po swojemu oczywiście.
Zosia wbiegła do kuchni i cmoknęła siostrzyczkę w policzek, a mała zaczęła klaskać w rączki i wołać po swojemu jej imię.
- Idę do łazienki umyć ręce przed obiadem - powiedziała Zosia do siedzącej w wysokim dziecięcym foteliku małej i pokazała jej, co ma zamiar zrobić.
Maja natychmiast powtórzyła za siostrą i zaczęła śmiesznie pocierać rączkami. Zanim jednak Zosia weszła do łazienki, wesoło potarmosiła mięciutkie futerko swojego ukochanego psa, który chyba najbardziej ze wszystkich domowników cieszył się z powrotu swojej pani do domu.
Kiedy Zosia wróciła z łazienki, mama wskazała jej na okno, za którym właśnie zaczęły sypać z nieba duże białe płatki śniegu. Spadając na parapet, natychmiast topniały, ale i tak widok spływających z nieba gwiazdek rozczulił dziewczynkę.
- Fajnie by było, żeby wreszcie przyszła prawdziwa zima, tak bardzo chciałabym pójść z wami na sanki. W tym roku to i Majka może ze mną już zjeżdżać, prawda, mamo?
- No, zjeżdżać z górki to chyba jeszcze nie. Myślę, że jest za mała i mogłaby się bać, ale pojechać z tobą na saneczkach już by mogła, pod warunkiem że będziesz ją mocno trzymała - roześmiała się Izabela Górecka.
- Oj, mamuś, wiesz, że nie pozwoliłabym jej spaść z sanek, chociaż to też fajna zabawa. Pamiętasz, jak w zeszłym roku Radek pojechał ze mną na górki i jak oboje żeśmy spadali z tych sanek?
- O, pamiętam, nie mogłam potem dosuszyć waszych kurtek i spodni. - Izabela śmiała się w głos, a obie córki jej w tym wtórowały.
Mała Maja między wybuchami śmiechu wpychała sobie rączkami do ust makaron, który miała na talerzu, a Zosia z apetytem zajadała ulubioną pomidorówkę.
- A co tu tak wesoło? - W kuchni nagle powiało chłodem, a następnie w drzwiach pokazał się wysoki, przystojny młody mężczyzna. Radek podszedł najpierw do żony, przytulił ją i cmoknął w policzek, by następnie obdarzyć całusami każdą z siedzących przy stole dziewczynek. Na końcu uklęknął na podłodze i czule pogłaskał psa. - Czyżby radość z nowego sąsiedztwa?
- To już wiesz, że będziemy mieli nowych sąsiadów? - zapytała Zosia.
- No, trudno się nie domyślić, skoro przed domem stoi ciężarówka przystosowana do przeprowadzek, a kilku osiłków wnosi meble do mieszkania pod nami.
- Dlaczego tak nieładnie powiedziałeś o tych miłych panach? - obruszyła się Zosia.
- Nieładnie, czyli jak? - Radek zaskoczony oskarżeniem córki popatrzył na nią z konsternacją.
- Powiedziałeś o nich osiołki, a osioł to raczej leniwe zwierzę i nie chciałoby mu się wchodzić na piętro i wnosić czyichś rzeczy.
- Zosiu, Radek nie nazwał ich osiołkami, tylko powiedział, że kilku osiłków wnosi meble, a osiłek to zupełnie coś innego niż osiołek. Nie znasz tego słowa? - Izabela stanęła w obronie męża. - Osiłek to ktoś dobrze zbudowany i silny i to właśnie miał Radek na myśli.
- A, zatem przepraszam, źle usłyszałam. Pewnie, że wiem, co to osiłek, bo często w bajkach występuje to słowo. Ale co by nie znaczyło, ja się cieszę, że będę miała koleżankę, bo wiecie, że pod nami zamieszka dziewczynka taka prawie jak ja? Jak myślicie, polubimy się?
- Nie polubić ciebie to byłoby coś niespotykanego, Zosiu - roześmiał się Radek.
[2] SKK - Szkolny Klub Książki.