Doznać cudu? Opowieść Trudy Rosenberg - Hania Fedorowicz

Kup ebooka

21.90 zł
16.86 zł (10,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Życie

Film o moim życiu nazwałabym... How many lives? Ile odsłon...?

- I co by było w tym filmie?

Całe moje życie.

- Jak brzmi odpowiedź? Policzyłaś już odsłony?

Tego się nigdy nie wie. Jeszcze nie skończyłam.

- W czasie wojny wiele razy zaczynałaś życie pod innym nazwiskiem...

Przez pięć lat żyłam z wyrokiem śmierci jak wszyscy Żydzi. Jedyną naszą winą było to, że jesteśmy Żydami.

 

Truda Rosenberg przy karbidówce u Jasińskich.

- Ta lampa na zdjęciu to...?

Karbidówka. Używaliśmy takich w czasie wojny w Warszawie.

- Tu wyglądasz bardzo ładnie.

To zdjęcie zrobił Zbigniew Jasiński, poeta Powstania Warszawskiego. Pomógł mi przeżyć. Boże drogi! Musiałam sobie włosy tak uczesać, żeby nie daj Boże nikt nie podejrzewał, kim jestem. Miałam kędzierzawe włosy.

- I co z tego?

To, że Żydzi mieli kędzierzawe włosy! Jak wychodziłam, zawsze musiałam mieć przykrytą głowę, ażeby nie widziano moich loków. Udawałam służącą z chusteczką na głowie dla higieny.

- Myślę, że miałaś zdolności aktorskie.

Też tak myślę, bo jak mnie zaczepił na przykład jakiś szmalcownik, mówiąc: "Jesteś Żydówką!", to popatrzyłam na zegarek i oburzyłam się: "Pan się nie wstydzi!? Tak pan zaczepia kobiety? Ja muszę dziecko wykąpać, nie mam czasu!" Ale tak - schlagfertig. "Pan się nie wstydzi?"

- I co, speszyłaś go?

No pewnie, bo musiałam dziecko kąpać, nie miałam czasu! Poważnie mówiąc, bardzo często wiedziałam, kiedy trzeba uciekać, na wyczucie.

- Jak ci się to udawało, że zawsze miałaś odpowiedź na poczekaniu?

Zawsze tak odpowiadam. Ale teraz też. To jest z Ostermanów, po Ojcu. Jak później o tym myślałam... to było świetne. Każde słowo, każdy gest, spojrzenie - wszystko musiało być przemyślane i wiarygodne.

Szczerze mówiąc, chcę, żebyś moje życie zrozumiała, bo to ciężko pojąć, że w dwudziestym wieku coś takiego mogło się stać. Chcę też, by młodzi ludzie zrozumieli, jak można było żyć, by wymknąć się z rąk hitlerowców i antysemitów.

Myślę, że ta mała opowiastka pozwoli pojąć i wczuć się w te niebezpieczne sytuacje. Chodziło o przeżycie.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Przedmowa

Oto przedziwny dokument. Sam przeczytałem go jednym tchem. Dwie Kanadyjki rozmawiają po polsku o zdarzeniach sprzed lat siedemdziesięciu. Ich polszczyzna ich jest piękna, choć nieco archaiczna i pełna zapomnianych już znaczeń. Pierwsza z nich, starsza, to polska Żydówka ze Lwowa, druga o dwa pokolenia młodsza - to dziecko imigrantów z Polski, z Kresów, wychowane w tradycji katolickiej i patriotycznej. Pierwsza, Truda Rosenberg (wcześniej Osterman) jest psychologiem poznawczym, druga, Hania Fedorowicz, jest specjalistką w dziedzinie komunikacji i rozwiązywania konfliktów. Obie od lat pracują nad sposobami redukowania niechęci, nienawiści i uprzedzeń między ludźmi.

Rozmawiają o czasach młodości starszej z kobiet. Mówiąc ściślej, rozmawiają o dzieciństwie (ale tylko trochę) i młodości Trudy Osterman w przerażających czasach II wojny światowej. Nie są to nostalgiczne wspomnienia przeszłości, to w jakiś cudowny sposób jest opowieść o teraźniejszości. W trakcie czytania rozmowy co rusz przyłapywałem się na myśli, że przecież ta młodość jest w jakiś tajemniczy sposób ciągle obecna. Nie jest to jednak polukrowany obrazek wyidealizowanej przeszłości (to przecież takie częste), ale nie jest to też (choć po temu szczególne byłyby powody) opowieść o ludzkiej nikczemności i najciemniejszych stronach życia.

Choć to narzucało się w sposób naturalny, nie jest to opowieść o cierpieniu. Wprawdzie ciągle czai się gdzieś w pobliżu, nie ono jest jednak najważniejsze. O wiele ważniejsze są inne sprawy. Bodaj najważniejsze, w każdym razie sam tak to postrzegam, są dwie. Pierwsza to ludzka zdolność do empatii. Ta zdolność przekracza bariery gatunku, rasy, wyznania, narodowości. Sprawia, że wyznacznikiem ludzkiego działania jest gotowość do pomagania, do działania na rzecz innych ludzi, nieraz kosztem interesów osobistych. To bliskie pogranicze miłości, bo w niej tak samo skłonni jesteśmy myśleć nie tyle o sobie, ile raczej o przedmiocie naszych uczuć. Młoda Truda Osterman doświadczyła empatii niemało, Truda Rosenberg ani myśli o tym zapomnieć. Sprawa druga to przekonanie, że istnieje coś takiego jak uniwersalne podobieństwo ludzi, uniwersalny pierwiastek człowieczeństwa. "To też człowiek" - idea ta przewija się w całej opowieści i potwierdza wyniki badań Samuela Olinera dotyczące Polaków ratujących Żydów. Tym, co wyróżniało tych sprawiedliwych wśród narodów świata, było niezłomne przekonanie, że nie ma znaczenia, czy to Polacy, czy to Żydzi. To są ludzie. Niby proste, niby oczywiste, a bynajmniej nie powszechne.

Jest to także opowieść o nadziei, która nawet w najgorszych czasach może okazać się silniejsza niż strach. O takim apriorycznym przekonaniu, że zawsze jest jakaś szansa, tylko trzeba jej energicznie poszukiwać. Od dawna wiadomo, że w obliczu przerażającej traumy ludzie uciekają się albo do strategii bezradnościowej, w myśl której skoro nie ma żadnego wyjścia z sytuacji, trzeba się poddać, albo do strategii zaradnościowej, w myśl której wprawdzie nie ma żadnego wyjścia, ale próbować trzeba. Ci pierwsi giną częściej, choć ci drudzy nie zawsze przeżywają, co znakomicie pokazali Bruno Bettelheim i Morris Janowitz, a także Antoni Kępiński - wszyscy oni doświadczyli wojennej traumy.

Część tej opowieści pokazuje, ile sił, ile energii potrafi znaleźć w sobie człowiek. Do jakich skrytych rezerw swojego organizmu i do jakich rezerw swojego umysłu potrafi sięgnąć w obliczu tragicznego losu.

Zastanawiające, skąd w obliczu bezkresnego spustoszenia młoda żydowska dziewczyna brała tyle wiary, tyle nadziei, tyle siły. Mam wrażenie, że z dobrze ukształtowanej tożsamości, której nie zaszkodziły zmiany nazwiska, zmiany języków, zmiany otoczenia. Bohaterka opowieści zawsze była tą samą osobą, a piękny sposób, w jaki opowiada ona o młodości, pokazuje, że nią pozostała, choć w jej życiu zmieniło się prawie wszystko.

Zastanawiające jest też, jak rozmówczyniom udało się uniknąć tonów patetycznych i wpraszającego się przy takich okazjach dydaktyzmu. Nikogo nie pouczają. Dają tylko do myślenia, a myśleć jest o czym.

Opowieść Trudy Rosenberg, jak każda ludzka narracja, to tekst, kontekst i podtekst. Myślę, że czytelnik łatwo to zobaczy. Wielki Ludwig Wittgenstein napisał przed prawie stu laty, że jeżeli czegoś nie potrafimy powiedzieć, powinniśmy to przemilczeć. Podteksty, także w opowieści Trudy Rosenberg zdają się być takim przemilczeniem. Pełnym znaczeń.

Wiesław Łukaszewski

 

Truda Rosenberg, Ottawa 2011