Oto przedziwny dokument. Sam przeczytałem
go jednym tchem. Dwie Kanadyjki rozmawiają po polsku o zdarzeniach
sprzed lat siedemdziesięciu. Ich polszczyzna ich jest piękna,
choć nieco archaiczna i pełna zapomnianych już znaczeń. Pierwsza
z nich, starsza, to polska Żydówka ze Lwowa, druga o dwa pokolenia
młodsza - to dziecko imigrantów z Polski, z Kresów, wychowane
w tradycji katolickiej i patriotycznej. Pierwsza, Truda Rosenberg
(wcześniej Osterman) jest psychologiem poznawczym, druga, Hania
Fedorowicz, jest specjalistką w dziedzinie komunikacji i rozwiązywania
konfliktów. Obie od lat pracują nad sposobami redukowania niechęci,
nienawiści i uprzedzeń między ludźmi.
Rozmawiają o czasach młodości
starszej z kobiet. Mówiąc ściślej, rozmawiają o dzieciństwie (ale
tylko trochę) i młodości Trudy Osterman w przerażających czasach
II wojny światowej. Nie są to nostalgiczne wspomnienia przeszłości, to
w jakiś cudowny sposób jest opowieść o teraźniejszości. W trakcie
czytania rozmowy co rusz przyłapywałem się na myśli, że przecież ta
młodość jest w jakiś tajemniczy sposób ciągle obecna. Nie jest to
jednak polukrowany obrazek wyidealizowanej przeszłości (to przecież
takie częste), ale nie jest to też (choć po temu szczególne byłyby
powody) opowieść o ludzkiej nikczemności i najciemniejszych stronach
życia.
Choć to narzucało się w sposób
naturalny, nie jest to opowieść o cierpieniu. Wprawdzie ciągle czai
się gdzieś w pobliżu, nie ono jest jednak najważniejsze. O wiele
ważniejsze są inne sprawy. Bodaj najważniejsze, w każdym razie
sam tak to postrzegam, są dwie. Pierwsza to ludzka zdolność do
empatii. Ta zdolność przekracza bariery gatunku, rasy, wyznania,
narodowości. Sprawia, że wyznacznikiem ludzkiego działania
jest gotowość do pomagania, do działania na rzecz innych ludzi,
nieraz kosztem interesów osobistych. To bliskie pogranicze miłości,
bo w niej tak samo skłonni jesteśmy myśleć nie tyle o sobie, ile
raczej o przedmiocie naszych uczuć. Młoda Truda Osterman doświadczyła
empatii niemało, Truda Rosenberg ani myśli o tym zapomnieć. Sprawa
druga to przekonanie, że istnieje coś takiego jak uniwersalne
podobieństwo ludzi, uniwersalny pierwiastek człowieczeństwa. "To
też człowiek" - idea ta przewija się w całej opowieści
i potwierdza wyniki badań Samuela Olinera dotyczące Polaków
ratujących Żydów. Tym, co wyróżniało tych sprawiedliwych wśród
narodów świata, było niezłomne przekonanie, że nie ma znaczenia,
czy to Polacy, czy to Żydzi. To są ludzie. Niby proste, niby oczywiste,
a bynajmniej nie powszechne.
Jest to także opowieść o nadziei,
która nawet w najgorszych czasach może okazać się silniejsza
niż strach. O takim apriorycznym przekonaniu, że zawsze jest
jakaś szansa, tylko trzeba jej energicznie poszukiwać. Od dawna
wiadomo, że w obliczu przerażającej traumy ludzie uciekają się
albo do strategii bezradnościowej, w myśl której skoro nie ma
żadnego wyjścia z sytuacji, trzeba się poddać, albo do strategii
zaradnościowej, w myśl której wprawdzie nie ma żadnego wyjścia,
ale próbować trzeba. Ci pierwsi giną częściej, choć ci drudzy nie
zawsze przeżywają, co znakomicie pokazali Bruno Bettelheim i Morris
Janowitz, a także Antoni Kępiński - wszyscy oni doświadczyli
wojennej traumy.
Część tej opowieści pokazuje,
ile sił, ile energii potrafi znaleźć w sobie człowiek. Do jakich
skrytych rezerw swojego organizmu i do jakich rezerw swojego umysłu
potrafi sięgnąć w obliczu tragicznego losu.
Zastanawiające, skąd w obliczu
bezkresnego spustoszenia młoda żydowska dziewczyna brała tyle wiary,
tyle nadziei, tyle siły. Mam wrażenie, że z dobrze ukształtowanej
tożsamości, której nie zaszkodziły zmiany nazwiska, zmiany języków,
zmiany otoczenia. Bohaterka opowieści zawsze była tą samą osobą,
a piękny sposób, w jaki opowiada ona o młodości, pokazuje, że nią
pozostała, choć w jej życiu zmieniło się prawie wszystko.
Zastanawiające jest też, jak
rozmówczyniom udało się uniknąć tonów patetycznych i wpraszającego
się przy takich okazjach dydaktyzmu. Nikogo nie pouczają. Dają tylko
do myślenia, a myśleć jest o czym.
Opowieść Trudy Rosenberg, jak każda
ludzka narracja, to tekst, kontekst i podtekst. Myślę, że czytelnik
łatwo to zobaczy. Wielki Ludwig Wittgenstein napisał przed prawie
stu laty, że jeżeli czegoś nie potrafimy powiedzieć, powinniśmy
to przemilczeć. Podteksty, także w opowieści Trudy Rosenberg zdają
się być takim przemilczeniem. Pełnym znaczeń.
Wiesław
Łukaszewski
Truda Rosenberg, Ottawa 2011