Dotyk słowem - Karina Frankowska
Kup ebooka
16.15 zł
13.40 zł
(13,73 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
***
Znam tyle słów uczonych,
mam wiele wiosen na karku,
a nie wiedziałam, jak oswoić wichurę.
Jak łapać wiatr we włosy,
by otulał,
a nie porywał w nieznane.
Jak nie dawać się ponieść
jego podmuchom
wietrznej namiętności
i nie pozwalać na rzucanie
ze szczytu skały
dla pozorów latania.
Ale wczorajszość...
Właśnie ona dała rozwiązanie
i pozwoliła zrozumieć huragany.
Znikają powoli strachy,
by dać miejsce spokojowi i wytchnieniu,
bo tylko wtedy przypomnę sobie,
jak lekka i przyjemna jest bryza w porcie
podczas delikatnego muskania rzęs.
Na jakiś czas rezygnuję z L4 od siebie,
ale biorę urlop od silnego wiatru.
***
Czy można wrócić
do smaków,
które uznajemy za zapomniane?
Do ludzi,
którzy tak wiele znaczyli?
Do drżeń serca,
za które pracuje teraz maszyna?
Do słuchania ciszy,
gdy w głowie jazgot?
Do poezji,
w której nie pisało się o bzdetach,
tylko o wzniosłych rzeczach?
Przeszłość jest zamknięta
w kartach książek,
w pamięci,
nie ma do niej powrotu.
Hasztag wspomnienia.
Kropka.
***
W życiu bolą najbardziej
słowa,
których nigdy nie usłyszeliśmy,
pomimo że długo na nie czekaliśmy.
Znajomości,
w których pokładaliśmy nadzieję,
a okazały się puste.
Dotyk,
szczególnie ten
nigdy niedoświadczony.
Momenty,
gdy ktoś próbuje zaglądać
do sumienia
czy portfela, uważając,
że ma do tego prawo...
Ale nadzieja zawsze szepcze -
"Spróbuj raz jeszcze,
nie poddawaj się".
***
Nie chcę wiedzieć,
jaki dziś jest dzień,
i nie dbam o to.
Wszystkie informacje
rozmywają się
we mgle,
Ale wiem, czego chcę.
Tylko słów,
paru zdań.
Najlepiej takich,
co uderzą w moją duszę,
rozpalą
i rozkruszą wewnętrzny lód.
Chciałabym poczuć dziki zwrot,
by czuć jeszcze więcej,
by więcej zrozumieć.
***
Pachniesz poezją
dodawaną szczyptą
w odpowiednich proporcjach
do każdego posiłku.
Czuję od ciebie światło
i słońce
rozpuszczające myśli,
roztapiające zmysły.
Coś jak gorzkie migdały,
których podmuch
unosi się w pokoju,
albo jak kokos,
od którego zapachu
uzależniłam się.
Jesteś jak słodkie słowa,
takie,
których nigdy dosyć.
Jakiś inny zapach czuję?
Może strach w powietrzu...
Czy strach pachnie?
***
Zbyt często wypatruję czegoś,
szukam,
czasem błądzę.
Chodząc, mijam
obcych ludzi,
bananową młodzież,
jesieniary.
Jedyne, co widzę,
to moje odbicie
w kałużach,
witrynach
i okularach innych.
Ale to nie jest widok,
którego oczekuję,
na który czekam.
Czy dostanę rycerza
do przecięcia swojego
węzła gordyjskiego?
Poproszę.
Tak, płacę kartą.
Bez pakowania.
Na miejscu.
Na teraz.
***
Długopis i kartka to zbyt mało,
żeby napisać wiersz.
Potrzebna jest
także poduszka,
bo pisząc,
lubię się tulić
i pogryzać jej rogi
dla ostudzenia emocji.
Tylko ona wie,
jak otoczyć
miękkością
i magnetyzmem.
Zachowuje w sobie
niecenzuralne treści.
Tam mogę
ukryć twarz,
gdy tego potrzebuję.
Zawsze milczy,
chociaż wie,
że liczę na jej zdanie.
Dziś chyba przeliczę się.
Mam tego świadomość.