Bez konfesjonału*
Powiedz, Mistrzu,
Co mam zrobić, skoro nie radzę sobie w życiu?
A co takiego robisz, że sobie nie radzisz?
Nic nie robię.
Czemu więc się dziwisz?
Jest noc. Czuję swoją bezradność i bezsilność. To stan, który doprowadza mnie do rozpaczy, bo czyni mnie bezwolną i nie pozwala mi zrobić czegokolwiek. To marazm, który nie pozwala rozpocząć żadnego działania. To ustawiczne użalanie się nad sobą, litowanie i oczekiwanie na pomoc i cud, chociaż prośba nigdzie nie została skierowana.
Nie czuję, że oddycham, a jednak żyję. Myśli kręcą się w kółko jak oszalałe. Co zrobiłam nie tak? Gdzie popełniłam błąd? Co robić, gdy jest, jak jest? Te pytania nie różnią mnie od setek tysięcy matek.
Od kilku tygodni po własnym domu chodzę jak lew po klatce i czuję, jak narasta we mnie złość, jak wściekłość ogarnia moje komórki i krew zaczyna szybciej płynąć. Znów pytania: co robić? Jak konstruktywnie wykorzystać tę energię? Jak pomóc sobie i synowi? Jak uwolnić się od tej przeklętej winy? Jak zacząć działać?
Decyduję się na rozmowę z nim. To odważna decyzja. Muszę przecież rozprawić się najpierw z sobą, zrozumieć, dowiedzieć się i dopiero zacząć działać. Zmienić postawę z biernej i oczekującej na aktywną.
Ta retrospekcja zajmuje mi cały tydzień. W końcu biorę głęboki oddech i choć wiem, że pewnie śpi, zapraszam go na rozmowę. Mój ton i determinacja są tak wielkie, że zjawia się bez dyskusji. Zakłada nogę na nogę i czeka. Ma jednak świadomość powagi sytuacji i zmiany, która właśnie się dzieje.
~ Zapytam cię wprost. Co jest takiego w tobie, że nie pozwalasz sobie na szczęście i realizację siebie?
- Nie wiem.
Widzę, jak otwiera usta, ale nie pozwalam mu nic powiedzieć, jakbym się bała, że później zrezygnuję lub ta myśl gdzieś ucieknie, więc ciągnę dalej.
~ Kiedyś zadałam sobie to samo pytanie i odpowiedź przyszła do mnie natychmiast: "Oszukujesz siebie, nie kochasz siebie, wierzysz, że jesteś zła. Myślisz, że nie potrafisz, że tobie się nie należy. Nie ufasz mi, więc nie ufasz sobie... Bo ja i ty to jedno". Mocna odpowiedź, prawda? Dla mnie był to moment przełomowy...
- Kiedy zrozumiałaś, że tak naprawdę to wyłącznie ty decydujesz o jakości swojego życia? - zapytał przestraszony tym, co mówię.
~ To było niedawno. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to ja sama doprowadziłam się do takiej ruiny. Dech mi w piersiach zaparło... Ja sama sprowadziłam na siebie te wszystkie nieszczęścia? Sama wykreowałam te sytuacje, ludzi i otoczenie...? Nie mogłam uwierzyć, że sama sobie zafundowałam takie katusze. Przecież chciałam jak najlepiej. A tak naprawdę to zamykałam oczy. Zamykałam oczy, żeby niczego nie widzieć, nie czuć - tak się bałam. Trzęsłam się ze strachu jak galareta, a udawałam, że wszystko jest dobrze, że jestem silna, mądra i dam sobie radę. Nie dawałam. Do dziś mam minus półtora dioptrii.
- Nie mogłaś poprosić kogoś o pomoc?
~ Nie prosiłam o pomoc, bo nie było mnie na to stać. Ciągle udawałam kogoś lepszego, niż byłam. Zagrałam najlepszą rolę, jaką znałam. Dobrze grałam.
- Ależ mamo, przestań tak obwiniać siebie!
~ Tak było i muszę zaakceptować ten fakt. Już dość oszustw w moim życiu. Spełniły się moje marzenia o aktorstwie. Pan Bóg zaspokoił moje chciejstwo kosztem tego, że nie byłam sobą... Traciłam wiele energii, żeby nie dać się przyłapać na kłamstwie i nie wypaść z roli. Ciągle udowadniałam coś sobie i światu, zamiast stawić czoła prawdzie. Miałam nawet takie powiedzenie - im gorzej, tym lepiej. Wtedy wkładałam nowy ciuch i nowy uśmiech, robiłam staranny makijaż, żeby ukryć ślady płaczu, i szłam w życie, zastanawiając się, dlaczego ono tak boli. Myślałam: wszystko się jakoś ułoży, zmieni. Zasłaniałam uszy, żeby nie słyszeć krzyku rozpaczy, który próbował wydostać się z głębi mojego jestestwa. Nie mogłam przecież pozwolić sobie na to, żeby go ktoś usłyszał, więc grzązł w krtani, aż objawił się guzkami na tarczycy.
- Mamo, przestań....
~ Proszę cię, Mateusz, wysłuchaj mnie. W końcu muszę spojrzeć prawdzie w oczy i głośno ją wyartykułować, właśnie tobie, bo z tego, co widzę, to tak bardzo się nie różnimy. Teraz jestem twoim lustrem. Wiem, że nie chcesz tego widzieć, ale patrz. Patrz i wyciągaj wnioski, żebyś nie zmarnował tyle lat, co ja, żeby cię tak życie nie bolało, żebyś przestał się bać życia i tego, że nie dasz sobie rady.
W pracy podejmowałam setki decyzji, również takich, które miały zaważyć na życiu i losach innych ludzi. Mówię ci, to ogromna odpowiedzialność. To było prawdziwe więzienie, z trzaskającymi drzwiami i odgłosem zamykania metalowych zasuw celi. Z kratami, smutkiem i cierpieniem. Przygnębienie, ludzkie tragedie i niskie wibracje towarzyszyły mi ponad dwadzieścia lat.
- Przecież jesteś silna, dawałaś sobie ze wszystkim radę.
~ Udawałam, kłamałam, że byłam silna i dzielna po śmierci twojego ojca. Nie byłam. Ustawicznie towarzyszyło mi poczucie winy, jakbym to ja była odpowiedzialna za jego śmierć. Jakbym nie była dość dobra. Ciągle słyszałam jego słowa: ty to dasz sobie radę, ale co będzie z Mateuszem? Przejęłam lęk twojego ojca i dodałam własny. Obciążyłam tym ciebie, a tobie i tak było wystarczająco trudno. Wraz z całą martwiącą się o ciebie rodziną uprawiałam czarną magię, odbierając ci energię i chęć do życia. Powierzałam kolejnym partnerom odpowiedzialność za twoje wychowanie. Byłam kompletnie bezradna. Nikt z nas tak naprawdę nie mógł ci pomóc, ponieważ sami nie umieliśmy się kochać. Część z nas żyje w dalszym ciągu w zakłamaniu i obłudzie. Pomyliliśmy martwienie się z miłością... Tak dogłębnie zrozumiałam to dopiero przed kilkoma dniami. Wybacz mi, proszę, wybacz nam...
Spuściłam głowę i zakryłam dłońmi twarz. Czułam niesamowite wyczerpanie, ale kontynuowałam.
- Mamo, mamo, przecież wiesz, że ja...
~ Proszę, pozwól mi to powiedzieć do końca, obnażyć całą złożoność, a zarazem prostotę tej sytuacji. Aż trudno uwierzyć, ale jednak przyszło kompletne osłabienie i wyczerpanie, brak sił do życia i ta chora potrzeba, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Ta potrzeba akceptacji za wszelką cenę. Myślałam o sobie jak najgorzej, a nie chciałam, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział, robiłam wszystko, co należało zrobić, a nawet więcej, żeby mówiono o mnie jak najlepiej. Ponosiliśmy, ja i ty, określone tego konsekwencje. Spragniona tej prawdziwej, bezwarunkowej miłości, której nigdy nie dostałam, łykałam erzac w postaci pochwał. Ta pusta wartość pochodząca z zewnątrz nie dawała mocy, a jedynie złudzenie. Nawet pierwszą firmę nazwałam "Wspaniała". Długo nie mogłam uwierzyć w to, co działo się ze mną i wokół mnie. W to, jakich ludzi przyciągałam, co kreowałam i jak pogrążałam się coraz bardziej. A jednak tak było.
- Mamo...
~ Jeszcze chwila, już kończę. Mówią, że prawda boli, a prawda uzdrawia i daje nam coś naprawdę nieocenionego - szacunek do samego siebie, godność, siłę, którą czujesz każdego dnia, po obudzeniu i kiedy idziesz spać. Kiedy tak mówię do ciebie, to czuję wreszcie oddech w piersi i lekkość. Tak, dzięki szczerości zyskasz moc, która pozwoli ci być bardziej łagodnym dla siebie i innych. Zachować potrzebny dystans do samego siebie i rzeczywistości. Nie być tak bardzo poważnym i surowym. Możesz dostrzec własne błędy i ograniczenia, możesz być bardziej radosny i szczęśliwy. Możesz wreszcie przestać się bać, bo i tak stanie się tylko to, co wcześniej sobie zaplanowałeś i co jest zgodne z Boskim planem.
- No i co z tego, że popełniłaś jakiś błąd? Mnie też może się zdarzyć...
~ Wiem, synu, wiem. Im większy błąd, tym większa nauka. "Błędy to wielkie chwile" - ot, wszystko. Ważne, żeby nie popełniać ciągle tych samych lub zgodnych z rodzinnymi wzorcami. Jeśli odkryjesz, że są szkodliwe, to uwolnij się od nich, żeby nie nieść tego ciężaru tragedii i cierpienia z poprzednich pokoleń. Bierz to, co warto wziąć, żeby się wzmocnić, czerp z tego jak ze źródła, ale żyj swoim życiem i twórz własny los.
- Tak, ale jak mam to zrobić?
~ Możesz przecież zachwycić się sobą w niewiedzy i przestać odgrywać rolę ciamajdy z dziecięcego serialu o smurfach. Możesz rozkochać się się w prawdzie, nie dziwiąc się swojemu postępowaniu. Możesz zacząć rozumieć i wreszcie wyjść z ignorancji. Możesz podjąć decyzję i zmienić swój sposób myślenia o sobie i patrzenia na świat.
Ja skupiam się teraz na swoim wnętrzu i świadomie obserwuję, co dzieje się ze mną. Jak się czuję? Jaki jest poziom wibracji moich oraz ludzi, z którymi przebywam? Jestem jednocześnie świadoma tego, kto i co mnie otacza oraz jakie sytuacje przyciągam. To zawsze pokazuje mi, w jakim miejscu jestem.
Zdecydowałam się żyć w prawdzie i szczerości wobec siebie, tak jak potrafię najlepiej. Zdecydowałam się akceptować ten świat taki, jaki jest, by dzięki swojemu osobistemu wpływowi zmieniać go na lepsze. Zdecydowałam się być wdzięczną za to, co dostaję, i cieszyć się tym, co mam. Zdecydowałam się doceniać siebie, innych ludzi i cały wszechświat... Zdecydowałam się podziwiać siebie, innych ludzi i cały wszechświat. Zdecydowałam się kochać siebie i być dla siebie najlepszą, jak tylko potrafię.
Zrezygnowałam z lęku, który jest przeciwieństwem miłości. Zrezygnowałam z ustawicznego krytykowania siebie i innych. Zrezygnowałam ze stawiania sobie i innym jakichkolwiek wymagań, bo przecież wiem, że każdy robi to, co najlepiej potrafi.
Zrezygnowałam z oceniania siebie i innych. Zrezygnowałam z porównywania siebie z innymi, żeby się nie deprecjonować. Zrezygnowałam z osądzania siebie i innych - to kiedyś chciałam być sędzią. Zrezygnowałam z podobania się innym. Zawsze przecież są nobliści i ci, co pierwsi weszli na najwyższy szczyt. Zobacz, ile więcej energii będę mogła przeznaczyć dla siebie...
Dziś wiem, że tylko życie bez lęku, w miłości, z pełną akceptacją i głębokim szacunkiem do siebie, swoich rodziców i rodzinnego losu prowadzi do uzdrowienia, szczęścia i bogactwa...
Mateusz, co jest takiego w tobie, co nie pozwala ci na szczęście i realizację siebie?
Kiedy zechcesz zmienić swoje życie? Kiedy pokochasz siebie takim, jakim jesteś? Kiedy zaczniesz dbać o siebie? Kiedy przestaniesz oskarżać i obwiniać siebie? Kiedy przestaniesz się karać i uciekać? Kiedy to zmienisz? Kiedy zdecydujesz? Kiedy staniesz w prawdzie i powiesz... JAM JEST?
Kiedy, proszę, odpowiedz, kiedy? Przywołajmy teraz nasze Anioły Mądrości i Otwartego Serca, Anioły Odpowiedzialności i Rozwagi, Anioły Miłości i Wysokiej Samooceny, Anioły Światła...
- Mamo, a ja przywołuję teraz Anioła Wolności. Powietrze wypełniło moje płuca po brzegi. Zaległa cisza.
Mistrz powiedział:
Można się uczyć na własnych błędach,
Przyglądając się sobie w lustrze lub twarzom innych ludzi. Można na cudzych błędach
lub na uniwersytecie,
Można też uczyć się od własnych dzieci.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej