Dotyk Pustelnika - Gabriela Wolska

Reflow text when sidebars are open.
Trzymałam go mocno za rękę, by gdzieś mi nie upadł, trochę za bardzo poszalał na imprezie. Mogłabym się na niego gniewać, ale nie potrafiłam. Nawet w takim momencie potrafił załagodzić sytuację.
- Diana, jesteś najlepszym, co mogło mnie kiedykolwiek spotkać, nawet nie wiesz, jak ja cię kocham. - Zatrzymał mnie na chwilę w swoich objęciach, po czym złożył na ustach długi, namiętny pocałunek.
- Wariat jesteś, ale też cię kocham. Następnym razem to ja trochę poszaleję na imprezie, a ty będziesz martwił się o to, bym dotarła bezpiecznie do domu.
- Skarbie, ale ja czuję się świetnie i sam mogę dojść do samochodu. I to tanecznym krokiem, spójrz.
Damian wskoczył na murek pobliskiego pomnika, zaczął się wygłupiać, śpiewać piosenki. Jego zachowanie bawiło nie tylko mnie, ale również inne obecne tam osoby. Gdy skończył swój koncert, otrzymał gromkie brawa, które dodały mu jeszcze większej energii. Zeskoczył stamtąd i rozpoczął tańce. Może brak sił spowodował, że nie mogłam przestać się śmiać. Wszystko zmieniło się w ciągu paru sekund.
Podjechał czarny SUV, z którego wysiadł wysoki mężczyzna z zasłoniętą twarzą. Damian obrócił się w jego stronę, uśmiech szybko zniknął z jego ust. Zobaczyłam przerażenie, jakie rozpanoszyło się w jego oczach. Mężczyzna wyciągnął spod marynarki pistolet i wymierzył go prosto w stronę Damiana. Nie mogłam się ruszyć, zmroziło mnie. Gdy usłyszałam wystrzał, pobiegłam w stronę upadającego na ziemię ciała. Uklękłam obok, biorąc go w swoje ramiona, przebijałam się przez łzy, by mieć z nim kontakt. Jacyś ludzie podeszli do nas, słyszałam, jak ktoś dzwoni na numer ratunkowy. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że on odchodzi, jednak tak właśnie było.
W pamięci zapadły mi jego ostatnie słowa:
- Diana, kocham cię, byłaś dla mnie... promieniem słońca w tym popieprzonym świecie. Tak bardzo przepraszam, że...
Nie dokończył zdania, jego serce się zatrzymało.
Przystąpiłam do reanimacji, ale na nic były moje starania, jego już ze mną nie było. Gdy na chwilę odwróciłam się za siebie, zobaczyłam zabójcę. Patrzył w naszą stronę. Sukinsyn czekał, by upewnić się, że jego praca została wykonana w stu procentach. Kiedy wsiadał do samochodu, maska z jednej strony osunęła mu się z twarzy. Był daleko, ale zapamiętałam te rysy.
Zbiegło się więcej ludzi, przyjechały policja i pogotowie. Panowało straszne zamieszanie, siedziałam na schodach przykryta kocem, który dali mi ratownicy. Utkwiłam wzrok w martwym ciele, po policzkach leciały strumienie łez. Nie mogłam dalej uwierzyć w to, co się stało, przed chwilą jeszcze śpiewał, a teraz leżał w kałuży krwi.
Podszedł do mnie lekarz z pogotowia i policjant. I jeden, i drugi zadawali mnóstwo pytań, ale ja wyłączyłam się, nie umiałam skupić myśli. Po chwili wstałam i ruszyłam przed siebie. Wtedy właśnie poprzysięgłam sobie, że znajdę tego, kto to zrobił i wymierzę sprawiedliwość.
7 lat później
- Diana, chodź, bo stary czeka na ciebie z odprawą. Jeśli nie zjawisz się tam za dwie minuty, będziesz miała kłopoty.
- Już lecę! Kończyłam zbierać dowody, które na pewno spodobają się najwyższemu. Naprawdę te nagrania wnoszą wiele do sprawy.
Biegłam po schodach do pokoju odpraw, to już moje drugie spóźnienie w tym tygodniu. Tylko tym razem miałam dobre wytłumaczenie, które musiało zadowolić wszystkich.
- No w końcu. Diano, chyba nie muszę mówić, że...
- Panie komendancie, ja wiem, ale zdobywałam istotne dowody. Dzięki nim mamy rozwiązaną sprawę. Czy mogę je zaprezentować?
Kiwnął głową, dając mi tym samym przyzwolenie.
Odpaliłam na rzutniku film z kamer monitoringu, który zarejestrował byłego chłopaka ofiary.
- Nagranie jest z godziny dwudziestej drugiej siedemnaście, czyli dokładnie kilka minut po zabójstwie kobiety. I właśnie tyle zajęłoby mu przemieszczenie się z domu dziewczyny w te okolice. Ponadto nasz technik sprawdził jego odciski, są na narzędziu zbrodni.
- Świetna robota, Orłowska. Wiola i Piotrek, jedźcie go zatrzymać.
Byłam z siebie dumna, na każdym kroku pokazywałam, jak bardzo zależy mi na pracy.
Na odprawie szef wygłosił krótką przemowę, po czym został z nami już tylko nasz dowódca, Marcin - świetny policjant i niezastąpiony przyjaciel. To on wprowadził mnie do całego tego świata, pokazał, jak przetrwać. Najgorsze były pierwsze dwa lata, musiałam na każdym kroku udowadniać wszystkim, że nie jestem beznadziejna. Jak widać, opłaciło się, skoro jako jedna z nielicznych awansowałam na stopień podkomisarza. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie dobre rekomendacje od komendanta i Marcina. Wstępując w szeregi policji, wiedziałam, że chcę wymierzać sprawiedliwość zgodnie z obowiązującymi przepisami i normami. Dlatego chciałam dorwać tego, kto zabił wtedy Damiana, aby odsiedział swoją karę. Niestety śledztwo od jakiegoś czasu stanęło w miejscu, moi szefowie skłaniali się ku temu, by zostało zamknięte.
Wybierając tę drogę zawodową, bardzo naraziłam się rodzicom, którzy chcieli, bym skończyła prawo. Mama od zawsze chciała, abyśmy z Hanią poszły w ich ślady. Moja siostra nie wybrała prawa, tylko medycynę, ale był to równie prestiżowy zawód. Rodzice jednak nie poważali zbytnio mojej pracy. Może gdyby to chociaż było wojsko, a nie policja... Pogodziłam się z tym i szybko wyprowadziłam się z rodzinnego domu. Na początku w opłatach pomagał mi tato, który w przeciwieństwie do mamy kibicował mi.
Za bardzo popłynęłam w tych myślach, musiałam wrócić na ziemię, gdzie czekało sporo papierkowej roboty.
- Diana, mogę cię prosić, byś uzupełniła te wszystkie raporty, muszę lecieć do Franka na wywiadówkę, bo moja Kasia nie da rady.
Kiwnęłam głową i posłałam Marcinowi uśmiech.
- Dziękuję, odwdzięczę się.
- No, mam nadzieję, jutro na biurku widzę dużą kawę i pyszną drożdżówkę z nadzieniem pistacjowym.
- Masz to jak w banku. Na razie! - Wybiegł z biura, by nie spóźnić się na zebranie w szkole syna.
Zabrałam się za swoje zaległości, była ich masa. Protokoły w tym wszystkim to wierzchołek góry lodowej, musiałam jeszcze dokończyć kilka pism i przesłać je dalej.
Wyszłam z biura wieczorem, miałam chwilę, by odwiedzić jedno miejsce po drodze.
Z samochodu wzięłam ze sobą znicz i zapalniczkę, ruszyłam w cmentarną alejkę. Gdy stanęłam nad nagrobkiem, od razu wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. Minęło tak wiele lat, a ja dalej nie potrafiłam zapomnieć. Damian był moją pierwszą miłością, przeżyliśmy ze sobą kilka wspaniałych chwil, które już zawsze zostaną ze mną.
- Ile razy próbuję pogodzić się z przeszłością, zakończyć sprawę, pojawia się coś nowego - powiedziałam, kładąc zapalony znicz na płycie. - Czuję, że jest coś, co musi zostać wyjaśnione, ale kompletnie nie mam pojęcia co... Kręcę się w kółko... Brakuje mi ciebie, twojego uśmiechu, żartu, pocałunku... Zdaje mi się, jakby to było wczoraj. Nie lubię wracać do tego wieczoru, zawsze wtedy mam przed oczami moment, kiedy się śmiejesz i chwilę potem padają strzały. Wiesz, chyba coś ruszy się w twojej sprawie, chciałabym to już zakończyć i raz na zawsze rozliczyć z przeszłością... Do zobaczenia, Damian, wpadnę tu jeszcze.
Wracając do samochodu, uroniłam kilka łez, nie umiałam być zupełnie obojętna. Chociaż moje emocje opadły, w porównaniu do tego, jak czułam się jeszcze parę lat temu. Zaraz po jego śmierci przesiadywałam na cmentarzu godzinami, zapłakana. W pewnym momencie pojawiła się wizja wstąpienia do policji, na mojej drodze stanął Marcin i mocno mną potrząsnął. W dużej mierze to dzięki niemu się pozbierałam. Nauczył mnie, jak pamiętać o kimś i normalnie żyć, jak ciężko trzeba pracować na swój sukces.
Prosto z cmentarza pojechałam do mojej siostry. Prosiła mnie, bym wpadła do niej na chwilę. Hania mieszkała z drugiej strony Krakowa, na szczęście o tej porze nie było dużych korków, udało mi się przemknąć w miarę szybko. Po drodze musiałam jeszcze wstąpić po jakieś smakołyki dla mojego uroczego siostrzeńca.
Gdy podjechałam pod ich dom, szwagier, Grzesiek, pakował się na wyjazd. Pomachałam mu na przywitanie, po czym weszłam do środka.
Już od progu przywitał mnie ten zabójczy uśmieszek Antosia i jego słodki głosik:
- Cześć, ciocia! Super, że przyjechałaś, pobawisz się ze mną?
- Oczywiście, że tak. A w co się pobawimy? - To pytanie było zbędne, doskonale znałam jego ulubioną zabawę
- W policjanta i złodzieja!
Roześmiałam się, na co młody również odpowiedział śmiechem.
- To idź i przygotuj dla mnie to, co mam ukraść, a ja na chwilę wpadnę do mamy, do kuchni.
Zapach potraw unosił się w całym domu. Hania była świetną lekarką i jeszcze lepszą kucharką. Weszłam po cichu, zachodząc ją od tyłu.
- BUUU!
Podskoczyła, aż łyżka wypadła jej z ręki.
- Och, Diana, nie mogę z tobą. - Dostałam ścierką po głowie. Jej złość szybko przerodziła się w śmiech. - Miałaś mnie już tak nie straszyć, a co gdybym...
- Przecież nic się nie stało, nie masz co dramatyzować, naprawdę. Lepiej powiedz, po co chciałaś się ze mną spotkać.
- Diana, wiem, że masz dużo pracy, ale to sytuacja awaryjną, błagam cię o pomoc. Od razu mówię: rodzice nie mogą, ponieważ ich w tym czasie nie będzie. Za trzy tygodnie lecę na weekend z Grześkiem do Włoch, z okazji rocznicy ślubu, i nie mam z kim zostawić małego. Antek cię uwielbia, ja będę się czuła bezpieczniej, gdy będzie z tobą, a nie z jakąś opiekunką.
- Hania, ja też go uwielbiam, dobrze o tym wiesz, ale... Wiesz też, jaką mam pracę, nie jestem w stanie przewidzieć, czy coś mi się nie wysypie.
- Diana, błagam cię, jesteś naszą ostatnią deską ratunku. Teściowie też akurat wtedy mają wracać z wakacji i nie zajmą się małym... Błagam cię, siostrzyczko, no, zgódź się.
Niestety Hania wiedziała, jak mnie podejść, dlatego zawsze jej się udawało ugrać to, co chciała.
- No dobra, zabiorę go, ale nie wiem, jak to pogodzę z pracą...
- Kto jak nie ty da radę? A teraz siadaj do stołu, zrobiłam dla nas pyszną kolację.
- Dobrze, ale najpierw idę dotrzymać obietnicy.
Antoś zostawił kuferek w salonie, zabrałam go i zaczęłam uciekać. Młody wyskoczył z jednego z pokoi w stroju policjanta, który dostał ode mnie na urodziny, i zaczął mnie gonić.
- Stój, bo scelam! Ręce do góry... Odłós to na bok i cekaj, as ci dam kajdanki!
Słysząc jego polecenia, z jednej strony byłam pod wrażeniem, jednak z drugiej nie mogłam opanować mojego śmiechu.
Ciocia, nie śmiej się, bo ja cię arestuję!
Mój areszt na szczęście nie trwał długo, ponieważ Hania zawołała nas do stołu. Po pysznej kolacji, rozmowie i jeszcze jednym aresztowaniu wróciłam do swojego mieszkania. To był strasznie długi dzień. Wskoczyłam pod prysznic, a później się położyłam do łóżka.
Przed zaśnięciem napisałam wiadomość do Marcina:
Ja:
I jak tam, tatuśku, spotkanie się udało? Przeżyłeś je?
Po chwili otrzymałam zdjęcie przedstawiające do połowy zapełnioną szklankę whisky, a tuż za nią stała butelka.
Marcin:
Jak widzisz, było tak świetnie, że musiałem to odreagować. Nie sądziłem, że rodzice mogą być aż tak tępi... Szkoda słów
Ja:
Biedny... Może podjadę po Ciebie rano, co? Po takiej dawce lepiej chyba nie prowadzić
Marcin:
Świetny pomysł, do jutra
Marcin był świetnym policjantem i cudownym tatą, ale totalnie nie nadawał się do takich rzeczy. Kasia, jego żona, musiała pojechać na wizytę do lekarza i pech chciał, że padło na niego. I tak byłam dumna, że poszedł i sobie poradził.
Po krótkiej wymianie SMS-ów zasnęłam od razu jak małe dziecko.
***
Rankiem, w drodze do domu Marcina, wstąpiłam do jednej z sieciowych kawiarni po dwie kawy na pobudzenie. Dla niego specjalnie wzięłam dużą. Po chwili czekania pod jego blokiem dostrzegłam, jak w ciemnych okularach ledwo co zmierza w kierunku mojego samochodu. Wsiadł, zapiął pasy i słowem się nie odezwał. Wręczyłam mu kubek z kawą. Wdzięczne, a zarazem zmęczone spojrzenie przyjaciela było zabawne.
- Oj, chyba jednak nie skończyło się na tym, co mi wysłałeś.
- Zrobiłabyś tak samo jak ja, gdybyś posłuchała pierdolenia tych popierdolonych rodziców. To jest druga klasa, a ja mam wrażenie, że oni chcą ze swoich dzieci zrobić na siłę znanych naukowców, astronautów, tancerzy i innych. Jak słuchałem tego gadania, to miałem dość. Nie polecam, naprawdę.
- Marcin, nie jesteś przyzwyczajony do takich sytuacji, to dla ciebie nowość. Następnym razem już przynajmniej wiesz, z jakim nastawieniem tam iść.
- Diana, nie będzie następnego razu, już to zapowiedziałem Kasi.
- Oj, zobaczymy jeszcze. Ja na przykład za trzy tygodnie będę miała pod swoją opieką siostrzeńca. Na początku się obawiałam, ale doszłam do wniosku, że w razie kryzysu przyjadę do was.
Mina Marcina była bezcenna. Gdy podjechaliśmy pod komendę, wciąż ledwo dawałam radę powstrzymać się od śmiechu, widząc, jak mój partner się zatacza się po wyjściu z samochodu.
W drodze do biura zaczepiła mnie Bogna, która miała coś nowego w sprawie zabójstwa tego chłopaka. Ruszyłam za nią do jej świata technologii.
Moja przyjaciółka wyświetliła na głównym ekranie nagranie, na którym widać, jak ofiara wchodzi do Klubu Czarny Diament. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przy wyjściu zachowywał się zupełnie inaczej. Wyglądał tak, jakby był pod wpływem jakichś środków odurzających. Ten klub przewinął się w sprawie zabójstwa Damiana, ale odpuściłam, bo nie znalazłam konkretnych powiązań.
- Bogna, prześlesz to na mojego maila? Muszę pokazać to Marcinowi. Jak dla mnie klub jest do sprawdzenia.
- No właśnie, więc może w ramach inwigilacji pójdziemy tam wieczorem, trochę wyluzujemy, a przy okazji zobaczymy, czy ktoś tam nie handluje?
Znałam tę minę i wiedziałam, co moja przyjaciółka kombinuje. Nie miałam ochoty na takie zabawy. Chciałam tam pójść, ale sama i w jednym konkretnym celu.
- Bogna, nie ma mowy. Siedź spokojnie na tyłku, a nie balety ci tylko w głowie.
- Jak zwykle spieprzysz każdy mój dobry plan... Nie mogę z tobą, naprawdę. Idź już, bo za chwilę okaże się, że marnujesz w pracy za dużo czasu na głupoty.
- Bogna - obruszyłam się na jej słowa.
- Diana, jesteś pracoholiczką i obie dobrze o tym wiemy. Zmykaj już.
Posłałam jej złowieszcze spojrzenie, na które ona popukała się w głowę.
Gdy w końcu dotarłam do swojego biura, zabrałam się za pracę. Musiałam przygotować parę zaległych rzeczy, miałam też dzisiaj do przesłuchania kilku świadków w związku z tym zabójstwem.
Nie zdążyłam dopić kawy, a już nadszedł koniec pracy. Przed wyjściem przypomniałam sobie o nagraniu od Bogny. Zgrałam je na pendrive'a i zaniosłam do Marcina. Chciałam przegadać z nim tę sprawę. Zapukałam, po czym weszłam, pytając:
- Mogę jeszcze na chwilę?
- Pewnie, wchodź. Co tam masz?
-Tutaj jest nagranie. Chciałabym, byś je zobaczył.
Odpalił je na komputerze, a ja w tym czasie zaczęłam przedstawiać mój plan.
- Wybiorę się tam dziś wieczorem i zbadam grunt. Będę ostrożna, Marcin.
- Dobra, podpytaj. Ja jeszcze uderzyłbym do naszych "zaprzyjaźnionych" dilerów, może coś ci powiedzą o tym klubie.
- Chyba czytasz w moich myślach, umówiłam się już z jednym po pracy.
- Świetnie. Uważaj na siebie, Diana, w razie potrzeby dzwoń po wsparcie albo po mnie.
- Tak jest, szefie.
Zaraz po wyjściu z komendy pojechałam w umówione miejsce, gdzie czekał już informator, Alan. Wsiadł do mojego samochodu, by nikt niepożądany go nie zauważył.
- Cześć, mam niewiele czasu, zaraz muszę spadać. Także pytaj szybko.
- Mam tylko jedno pytanie: Co wiesz o klubie Czarny Diament?
- Niewiele, to dość hermetyczne miejsce, właściciel bardzo dobrze się ukrywa. Z pozoru klub wygląda na normalny, ale słyszałem o paru przypałowych akcjach.
- Jakich akcjach?
- Podobno kiedyś jedna z tancerek wzięła za dużo dragów i zeszła podczas występu, ale nikt nie wie, czy to prawda. Jeśli chodzi o to, czy są tam narkotyki, to jasne, że tak. Chciałem się tam nawet kiedyś wbić, ale nie jest to takie łatwe.
- Dobra, a zakup? Wiesz, jak się tam odbywa?
- Nie mam pojęcia, naprawdę tylko wąskie grono wie cokolwiek o tym klubie.
- Dobra, a kto może powiedzieć mi coś więcej na ten temat? - drążyłam temat, by uzyskać jak najwięcej informacji.
- Buba. Jak znajdziesz jego, znajdziesz też informacje o tym klubie. Uprzedzając twoje pytanie: nie wiem, gdzie go znaleźć. Sorry, ale muszę już lecieć i tak za długo tu byłem.
- Na razie, dzięki.
- Przyjemność po mojej stronie, pani podkomisarz.
Wciąż ze zbyt małą wiedzą wróciłam do domu, musiałam ogarnąć się przed wyjściem do klubu. Wzięłam szybki prysznic, który postawił mnie na nogi. Gdy osuszyłam włosy, spięłam je w wysokiego kucyka, zrobiłam delikatny makijaż i założyłam biżuterię. Przeszłam do garderoby, tam było już gorzej z wyborem odpowiedniego outfitu. Postawiłam ostatecznie na ciemne dżinsowe spodnie oraz czarny top, na który narzuciłam marynarkę, do tego białe trampki. Zabrałam jedną z moich torebek, do której mieścił się pistolet. Zjechałam windą do garaży, gdzie stał mój samochód.
Jakimś fuksem udało mi się znaleźć miejsce parkingowe, praktycznie na wprost wejścia do klubu. Stanęłam w kolejce, która zmniejszała się dość szybko, już po chwili byłam w środku. Usiadłam przy barze i zamówiłam wodę z cytryną i lodem. Obserwowałam otoczenie, starając się zrobić wszystko, by nikt z obsługi nie zorientował się, kim jestem. Co chwilę ruszałam biodrami w rytm muzyki.
Po dwóch godzinach zwiadów oraz opędzania się od nachalnych typów doszłam do kilku wniosków. Po pierwsze, na samej górze są jakieś pokoje, a w centralnej części znajduje się lustro weneckie, pewnie właściciel podgląda swoich gości. Po drugie, dilerzy chodzą wśród gości i proponują im dragi. Muszę przyznać jedno, robią to niezwykle ostrożnie i praktycznie niewidocznie. Gdy taki złapie jakąś ofiarę, zaprasza ją na korytarz, gdzie odbywa się dalsza część transakcji. I po trzecie, na końcu sali znajdują się metalowe drzwi, przy których stoi dwóch osiłków. Do środka wchodzą tylko osoby, które pokażą im coś, co mają na prawym nadgarstku. Podejrzewam, że to jakiś tatuaż. Najbardziej ciekawiło mnie właśnie, co znajduje się za tamtymi drzwiami. Nie dzisiaj, ale następnym razem będę musiała się tam jakoś dostać. Poza tym miałam już dość obserwacji, zebrałam sporo cennych informacji, które przekazałam szefowi.
Dopijałam właśnie wodę, gdy ktoś podszedł mnie od tyłu i zaczął się do mnie dostawiać. Obróciłam się, by spojrzeć w oczy temu nieszczęśnikowi. Był to wysoki, postawny mężczyzna, jego włosy, choć krótkie, były w totalnym nieładzie.
- Witaj, chcesz zatańczyć? Albo może coś innego? Jestem bardzo otwarty na propozycje.
Nie wytrzymałam i zaśmiałam mu się prosto w twarz.
- Posłuchaj mnie, bo powiem to tylko raz: puść mnie i grzecznie stąd odejdź, rozumiesz? - Fascynujące było oglądanie, jak przetwarza w głowie moje słowa.
Odwróciłam się do barmana, by zapłacić za wodę.
- Ej, mała, to ja grzecznie proszę cię do tańca i nie przyjmuję odmowy. Popatrz na te wszystkie laski, one marzą o tym, bym to właśnie je wybrał.
Ponownie zaśmiałam się mu prosto w twarz, facet miał dobre poczucie humoru.
- Skoro tak jest, to startuj do którejś z nich, a ode mnie się odpierdol, bo ja mówię: NIE! - Ostatnie słowo dość głośno zaakcentowałam, by do niego dotarło.
Chwycił mnie za ramię i szarpnął, zaczął ciągnąć w stronę korytarza. Wystarczyła chwila, bym otrząsnęła się z szoku. Złapałam gościa za kark i przygniotłam do ściany.
- O proszę, czyli jednak lubisz zabawę na ostro. Podoba mi się to.
- Jesteś strasznym dupkiem i dlatego nie jest mi cię w ogóle żal. Wiesz, gdzie spędzisz dzisiejszą noc?
- W moim łóżku razem z tobą ...
- Oj, kochany, łóżko będzie i to takie mocne, rzekłabym nawet twarde, w więzienny warunkach. Jesteś aresztowany za napad na funkcjonariuszkę policji podczas wykonywania czynności służbowych.
- Nie no, kurwa, to jakieś żarty.
- Nie, kochany. Idziemy, na zewnątrz czeka twój dzisiejszy dyliżans.
Przed klubem stał już radiowóz, podstawiony na wyraźną prośbę Marcina. Chłopaki zgarnęły mężczyznę na dołek. Nie miałam już ochoty nawet wracać do środka, wskoczyłam do samochodu i pojechałam prosto do domu.
Od razu po wejściu do mieszkania zrzuciłam z siebie ubranie i w bieliźnie weszłam do łóżka. Musiałam się dobrze wyspać, bo jutro będzie czekała mnie rozmowa z bardzo wyszczekanym osobnikiem.
***
W biurze byłam najwcześniej ze wszystkich, poprosiłam jednego z policjantów, by przyprowadził do pokoju przesłuchań mojego wczorajszego amanta. Wzięłam łyk kawy i ruszyłam na bój.
Siedział na krześle, zaspany, ledwo żywy. Nie ukrywam, ten widok był trochę zabawny. Nie omieszkałam trzasnąć drzwiami, by trochę pobudzić go do życia. Jego wkurwione spojrzenie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia.
- Wiesz, czemu tu jesteś, Macieju, zwany również Szajbą? - Zapoznałam się z jego aktami, które okazały się wyjątkowo barwne.
- Tak, bo próbowałem zapewnić ci seks stulecia, a w zamian za to dostałem noc w pierdlu...
- Ale z ciebie dowcipniś. Jesteś tutaj, ponieważ napadłeś na funkcjonariuszkę podczas pełnienia obowiązków służbowych. Możesz sobie pomóc. Wiesz jak?
- Moja oferta jednak cię skusiła?
- Myślę, że to moja może trochę skusić ciebie....
I wtedy właśnie wszedł do sali funkcjonariusz, który wezwał mnie do Marcina. Musiałam przerwać przesłuchanie i wyjaśnić wszystko przełożonemu.
Weszłam do jego gabinetu, od razu poczułam na sobie mrożący wzrok. Przyjaciel był na mnie zły. I to tak lekko mówiąc.
- Diana, możesz mi wytłumaczyć, co się wczoraj stało? Zatrzymanie? Jakieś przesłuchanie? Czemu ja, kurwa, o tym nie wiedziałem, co? - Wkurwiony, uderzył ręką w stół. - Wiesz, że stary za taką akcję może nam tu namieszać.
- Wiem, ale nic nam nie zrobi, uwierz mi. Wczoraj poszłam do klubu, tak jak się umawialiśmy. Wszystko szło zgodnie z planem do czasu, aż ten typek się do mnie doczepił. Prosiłam go grzecznie, by odpieprzył się ode mnie, ale on użył siły, więc musiałam się bronić. Pozwoliłam sobie przejrzeć jego akta i okazało się, że mamy na dołku ciekawego osobnika. Chciałam go przesłuchać i dopiero przyjść tu do ciebie.
- Dobra, ale masz godzinę, później chcę widzieć na moim biurku raport. Zrozumiane?
- Tak jest, szefie.
Odmeldowałam się i wróciłam do naszego osadzonego. Humor w dalszym ciągu mu dopisywał.
- Dobrze, to na czym my skończyliśmy... A, no tak. Jeśli powiesz mi co nieco o klubie Czarny Diament, to ja porozmawiam z kim trzeba o zmniejszeniu kary.
Spojrzał na mnie, po czym wybuchnął gromkim śmiechem.
- Zapomnij, mała, wyjdę stąd szybciej, niż myślisz.
- Twoja sprawa, ja złożyłam ci propozycję. Dam ci jeszcze szansę pomyśleć nad nią w celi. Jakbyś chciał pogadać, to wiesz, gdzie mnie szukać.
Możesz go zaprowadzić na dołek - zwróciłam się do funkcjonariusza.
Nie takich twardzieli łamałam. Liczyłam na to, że on też puści parę.
Wróciłam do swojego biura, gdzie szybko napisałam raport dla Marcina. Gdy mu go składałam, opowiedziałam o wszystkim, co zobaczyłam wczorajszego wieczoru w klubie. Po pracy wybrałam się na siłownię i strzelnicę, bo ostatnio obydwa te miejsca dość mocno zaniedbałam.
***
Po całym tygodniu pracy postawiłam na odpoczynek, z rana udałam się w stronę parku, by trochę rozruszać kości. Biegłam moją stałą trasą, o poranku bywało tu mało ludzi. Mogłam odpocząć, uwolnić moje myśli, zresetować się. Jednak tego dnia coś mi nie grało. Przez cały czas czułam się obserwowana, ktoś mnie śledził. Nie mogłam zatrzymać się i ot tak rozglądnąć, to nie miało najmniejszego sensu.
Przy następnej alejce zawróciłam w stronę mojego mieszkania. Nikogo nigdzie nie dostrzegłam. Przystanęłam na chwilę przy ławce, by rozmasować skurcz. Dotarło do mnie wtedy, że to wyobraźnia płata mi takie figle.
Zaraz po powrocie wzięłam zimny prysznic i zapomniałam o sytuacji z parku. Wskoczyłam w wygodne ciuchy, zgarnęłam prezenty dla dzieciaków Marcina i ruszyłam w drogę. Miałam kawałek do przejechania, ponieważ mieszkali poza miastem.
Na wejściu przywitali mnie Franek i Jula. Nie chcieli mnie puścić. W drzwiach stał Marcin, który próbował ich ode mnie odciągnąć.
- Dzieciaki, dajcie chociaż wejść cioci do domu, a nie atakujecie ją od samej bramki.
- Spokojnie, taki atak to ja akurat lubię. Mam coś dla was. - Wręczyłam każdemu po drobnym upominku i dopiero wtedy mogłam spokojnie wejść.
- Dzięki, ciocia, jesteś najlepsza. - Dostałam w ramach podziękowania całusa od Julki i żółwika od Franka.
- Czasami mam wrażenie, że zwariuję przy nich, ale wtedy przypominam sobie czasy, kiedy ich nie było... i wiem, że mam wielkie szczęście.
- Nawet nie wiesz, jak wielkie, Marcin...
Kasia przygotowała dla nas wykwitną kolację w ich pięknym ogrodzie. Lubiłam tę ciszę, spokój, który tam panował. Mogłam totalnie zapomnieć o swoich problemach, po prostu się wyłączyć. Dodatkowo ich towarzystwo - cały czas się śmiałam. Może nie uwierzycie, ale byli małżeństwem idealnym. Ona - oaza spokoju, a zarazem dusza towarzystwa, on - ten bardziej wybuchowy, a mimo to skryty. Patrząc na nich od tylu lat, sama nabrałam ochoty, by znaleźć kogoś, kto będzie moim dopełnieniem.
Na chwilę odpłynęłam, wyobrażając sobie siebie jako mamę. Na ziemię wróciłam dopiero po słowach Kasi. Zostałyśmy same, Marcin poszedł położyć dzieciaki do łóżka.
- Diana, wszystko w porządku? Jakoś tak dziwnie wyglądałaś.
- Rozmarzyłam się trochę. Wiesz, patrzę na wasze małżeństwo i widzę teraz, jak bardzo mi kogoś brakuje. Wiem, sama odrzucałam facetów, zamykałam się na relację, ale nie czułam tam czegoś takiego... No wiesz, o co mi chodzi.
- Wiem, słońce, doskonale wiem, o czym mówisz. Na pewno jest ktoś, kto czeka właśnie na ciebie. Nie spotkałaś jeszcze nikogo, bo żaden z tych facetów nie był cię godzien. Za niedługo stanie ktoś na twojej drodze, zobaczysz, wpadniesz w pieluszki, choroby i inne takie dolegliwości dziecięce i czasami nawet zatęsknisz za tą wolnością.
- Kasia, co ja bym bez ciebie zrobiła? Dziękuję. Mówisz tak mądrze i jesteś super babeczką.
- Tak samo jak ty.
Marcin wrócił i tematy zeszły na te bardziej związane z naszą pracą. Obgadaliśmy kilka kwestii dotyczących śledztwa, które prowadziliśmy.
Rankiem postanowiłam zrobić przed pracą trening w parku i trochę pobiegać. Ta sama trasa, co ostatnio, trochę więcej ludzi, szczególnie tych z czworonogami. Widząc ich zaspanie, chętniej budziłam się do życia.
I znowu to pieprzone uczucie, że ktoś mnie obserwuje.
Miałam już dość. Stanęłam na środku alejki, rozejrzałam się dookoła, jednak nikogo nigdzie nie było. To nie mógł być przypadek, aż tak zmęczona nie byłam. Dokończyłam trening i wróciłam do siebie. Po tym, jak zaczęłam szukać obserwatora, nagle to dziwne uczucie zniknęło. To znaczyło, że ten ktoś mógł się wystraszyć, a to z kolei mówiło o tym, że to nie mógł być nikt groźny. Postanowiłam poczekać na kolejny ruch tej osoby, może nie miała złych zamiarów.
Godzinę później parkowałam samochód na parkingu przy komendzie. Weszłam na nasze piętro, podeszłam pod sekretariat, gdzie musiałam podpisać zaległe dokumenty.
- Dzień dobry, pani Diano. Tutaj proszę o dwa podpisy, a tu jest ten dokument, o który pani prosiła.
- Świetnie, dziękuję.
Kątem oka zobaczyłam mężczyznę, który w jednej sekundzie niemal powalił mnie na kolana. Wysoki brunet, z zarostem, dobrze zbudowany, z pięknym spojrzeniem niebieskich oczu. Pod jednym okiem miał charakterystyczną szramę, która w jego przypadku była całkowitym atutem. Gdy jego wzrok spoczął na mnie, poczułam się onieśmielona. To było coś bardzo dziwnego. Nerwowo wróciłam do wypełniania dokumentów, by nie wpaść w dalsze zakłopotanie. Po chwili jednak zapomniałam o wszystkim tym, gdy usłyszałam za plecami znajomy głos:
- No proszę, piękna, nie spodziewałem się, że przed wyjściem stąd jeszcze cię zobaczę. - Zagubienie na mojej twarzy zastąpiła złość.
- Czemu on wychodzi? - zapytałam policjanta, który prowadził mojego aresztanta.
- Prokurator zgodził się na kaucję i ktoś ją wpłacił za niego...
- Ciekawe kto?
- Ja. - Niski ton głosu wydobył się z ust mężczyzny, na widok którego jeszcze chwilę wcześniej prawie mdlałam, a teraz miałam ochotę go rozszarpać.
- Mówiłem ci, piękna, że wyjdę, a ty nie chciałaś mi wierzyć. - Tym razem to on śmiał się prosto w moją twarz, ledwo trzymałam nerwy na wodzy.
- I tak cię dopadnę, spokojnie.
Podszedł do mnie i nachylił się nad moim uchem.
- Oj, nawet nie wiesz, jaką mam na to nadzieję, mała... Do zobaczenia!
- Maciek, idź już do samochodu. Przepraszam panią...?
Spojrzałam na twarz przystojnego bruneta, która nie okazywała żadnych uczuć.
- Podkomisarz Diana Ostrowska.
- Zapamiętam na pewno i obiecuję, że kiedyś się jeszcze spotkamy. - Ujął moją dłoń i złożył na niej pocałunek.
To spotkanie było co najmniej dziwne... Zamroczona, weszłam do biura, usiadłam przy komputerze i próbowałam skupić myśli, jednak wszystkie krążyły wokół tego mężczyzny. Bardzo chciałam się dowiedzieć, kim on był. Przekopałam całą bazę, Internet i każde media społecznościowe, nigdzie go nie było. Jak widmo.
Nagle do mojego gabinetu wpadł jeden z policjantów [...].
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.