Millbrook, Alabama
Asher
Usiadłem na sofie i rozluźniony jak nigdy popijałem whisky, i rozglądałem się po pomieszczeniu, które dzisiaj było niemal pełne. Przyszli wszyscy bracia z naszego oddziału oraz kilkunastu z innych. Zjawili się również Shade i jego piękna żona Maya, niestety ze względu na jej stan nie posiedzieli z nami zbyt długo. Alkohol lał się strumieniami, zewsząd dobiegały śmiechy i głośne rozmowy. To nie była zwykła impreza, jakie urządzaliśmy pod koniec tygodnia. Nie. Dzisiaj Gavin i jego narzeczona Sofia powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Świętowaliśmy więc początek nowego życia mojego brata, chociaż wielu twierdziło, że to początek jego końca. Równia pochyła, po której powoli będzie się staczał, aż wyląduje po uszy w gównie. Niektórzy uważali, że pieczętując w ten sposób związek z Sofią, założył sobie kaganiec na fiuta, bo jest więcej niż pewne, że żona nie pozwoli mu pieprzyć na boku. Potrząsnąłem głową na samą myśl. Gdyby znali mojego brata, tak jak ja go znałem, wiedzieliby, że odkąd ta ciemnowłosa piękność ponownie zjawiła się w jego życiu, nawet nie spojrzał na inną. Stał się pełnokrwistym monogamistą.
- Niezły, kurwa, numer, no nie? - Ethan parsknął śmiechem i potrząsając głową, usiadł obok mnie.
Zaraz za nim pojawiła się Willow z dwiema szklaneczkami w dłoniach. Jedną podała Ethanowi, a drugą postawiła na stoliku przed sobą.
- Tak. - Uniosłem kąciki ust w uśmiechu, spoglądając na pogrążonych w rozmowie świeżo upieczonych małżonków.
Ethan pociągnął Willow na swoje kolana, po czym kontynuował:
- Cholera prez nie ukrywał, że za nią szaleje, ale że ślub? Tego się, kurwa, nie spodziewałem. W ogóle nie przypuszczałem, że Gavinowi potrzebne są jakiekolwiek papierki.
- Myślę, że potrzebował namacalnego dowodu. Czegoś, co dodatkowo potwierdzi, że Sofia do niego należy - wtrąciła cicho Willow.
- Mówisz, że potrzebował paragonu? - odparł rozbawiony, spoglądając na kobietę siedzącą na jego kolanach.
Wyrwało mi się zduszone parsknięcie. Tylko ten idiota mógł porównać małżeństwo do wymiany handlowej.
- Nie! - Dziewczyna zmarszczyła brwi, oburzona. - Mówię tylko, że jeśli na kimś ci bardzo zależy, to robisz wszystko, absolutnie wszystko, by tę osobę przy sobie zatrzymać. A jeśli dla naszego prezesa tym "wszystkim" był właśnie ślub, to żadne z nas nie ma prawa tego oceniać. - Z tymi słowami wstała i nie oglądając się za siebie, wyszła z pomieszczenia.
- A tę co, kurwa, w dupę ugryzło? - warknął zdezorientowany Ethan.
- Nie wiem, stary. - Wzruszyłem ramionami i upiłem łyk ze swojej szklanki.
- Myślisz, że nadal leci na Gavina?
Spojrzałem na Ethana z posępną miną patrzącego w kierunku drzwi, za którymi zniknęła dziewczyna.
- Nie, nie sądzę. - Oparłem łokcie na kolanach i spojrzałem wprost na brata. - Ale jeśli miałbym zgadywać, to raczej chodziło o ciebie.
- Co?
- O ile mnie pamięć nie myli, na ostatniej imprezie była tylko z tobą, na poprzedniej również i tak samo jeszcze wcześniej. - Zagryzłem policzek, by nie wybuchnąć śmiechem na widok miny, jaką zrobił Ethan, gdy dotarły do niego moje słowa.
- Nie, nie ma szans - wypluł zdenerwowany. - Willow mnie zna i doskonale zdaje sobie sprawę, że nie jestem facetem jednej cipki. Lubię różnorodność i za cholerę nie umiałbym być monogamistą. - Wzdrygnął się jakby z obrzydzeniem. - Kurwa, zdecydowanie nie.
Oparłem się wygodnie na sofie, patrząc na zdenerwowanego brata.
- Mnie tego nie musisz mówić, ale sądzę, że z Willow powinieneś porozmawiać. Jeśli dziewczyna coś do ciebie ma, musisz to z nią wyjaśnić. Nie chcemy tu więcej dramatów.
- Ja również tego nie chcę. Travis wystarczająco napsuł nam krwi. - Skinął głową w stronę baru, gdzie stał nasz brat z szefem oddziału w Nashville, Kellanem.
Spojrzałem w tamtą stronę. Co prawda byłem zły na brata za to, co zrobił, jednak jego przewinienie było niczym w porównaniu z tym, co zrobiła siostra naszego przyjaciela.
- Nie chodziło mi o niego, mówiłem o Rose.
Znowu się napiłem. Na samo brzmienie jej imienia miałem ochotę stłuc kogoś na miazgę. Kurwa, znałem ją prawie od dziecka, dlatego w życiu bym nie przypuszczał, że ta urocza i nad wyraz nieśmiała dziewczyna może się okazać zdrajczynią, która bez mrugnięcia sprzedała przyjaciółkę, klub a nawet swojego cholernego brata, tylko dlatego, że wymyśliła sobie, że w ten sposób dobierze się do spodni Gavina.
- Nawet mi nie przypominaj. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co zrobiła. Suka, powinna dziękować Bogu za to, że Gavin nie skręcił jej karku. - Przechylił szklankę i jednym ruchem wlał w siebie zawartość. - Myślisz, że Matt się dzisiaj zjawi? Niby obiecał, ale jakoś do tej pory nie przyjechał.
- Myślę, że to nie była zasługa Boga, tylko Sofii, a co do Matta, to nie wiem. Rozmawiałem z nim rano i zarzekał się, że będzie, więc liczę, że dotrzyma słowa.
- Mam nadzieję. Może uda nam się go w końcu przekonać, żeby do nas wrócił. Przecież ani Gavin, ani Sofia nie mieli do niego żadnych pretensji. Jestem nawet pewny, że kto jak kto, ale ta dwójka byłaby ostatnia do oceniania człowieka na podstawie tego, z kim jest spokrewniony. Uważam, że całe to przeniesienie do Phoenix było poronionym pomysłem.
- Zobaczymy, chociaż wiesz, jaki jest Matt, jeśli już coś postanowi...
- W życiu bym nie przypuszczał, że będziecie jak dwie suki umierające z tęsknoty za mną.
- Ja pierdolę! - Z szerokim uśmiechem skoczyłem na równe nogi i dopadłem do brata, zakleszczając go w niedźwiedzim uścisku. - Już myślałem, że będziemy musieli jechać do Phoenix, żeby skopać ci dupsko. - Odsunąłem się, robiąc miejsce Ethanowi.
- Jesteś, skurwielu. - Zadowolony i nadal lekko zszokowany Ethan podszedł do dawno niewidzianego brata i poklepał go po plecach.
- Jak mógłbym przepuścić taką okazję. - Skinął głową na naszych nowożeńców. - Nie mogę uwierzyć, że wzięli ślub. Mało nie udławiłem się własnym językiem, gdy Sofia z Gavinem zadzwonili do mnie parę dni temu i poinformowali mnie o ślubie. Sofia powiedziała, że jeżeli nie zjawię się tu dzisiaj, to osobiście powiesi mnie za jaja. Z takim argumentem nie sposób było dyskutować.
Parsknęliśmy śmiechem. Mogłem sobie wyobrazić, jak to mówiła. Moja świeżo upieczona bratowa była zdeterminowana równie mocno jak my, by sprowadzić Matta z powrotem do Millbrook. Jak sądzę, zmuszenie go do przyjazdu na ślub było pierwszym krokiem w tym kierunku.
- Więc na jak długo zostaniesz?
Matt westchnął ciężko i wsunął dłonie do kieszeni spodni.
- Nie wiem. Dzień, może dwa. Zobaczymy. Pójdę się z nimi przywitać. - Skinął głową na Gavina i Sofię, którzy najwyraźniej już zdążyli dostrzec gościa, bo obydwoje patrzyli w naszą stronę.
Na twarzy mojego brata dostrzegłem ulgę, natomiast u Sofii nie dało się przeoczyć ogromnego uśmiechu, który dosłownie rozświetlał jej twarz.
- Tylko tu wróć. - Ethan poklepał go po plecach, gdy ten ruszył przed siebie. - Chcielibyśmy później z tobą porozmawiać.
Matt spiął się na moment, a po chwili jakby nigdy nic odwrócił się i rzucił w naszą stronę:
- Jasne, pogadamy. - Z tymi słowami odszedł w kierunku baru.
Patrzyliśmy, jak wita się z Gavinem, a później podchodzi do Sofii. Nie udało mu się ukryć zdenerwowania, gdy dziewczyna rzuciła się mu na szyję. Znałem Matta na tyle, by wiedzieć, jak stresujący był dla niego ten przyjazd. Miałem jednak nadzieję, że wraz z upływem czasu brat zrozumie, to co tak usilnie wszyscy próbowaliśmy mu przekazać. Nic, co wtedy się stało, nie było jego winą. Nie był odpowiedzialny za czyny swojej siostry, a już tym bardziej nie powinien ponosić kary, którą w dodatku sam sobie wymierzył. Po chwili cała trójka usiadła na sofie pod oknem, pewnie w nadziei na odrobinę prywatności.
Wstałem, wychylając ostatnią kroplę alkoholu, która została mi w szklance.
- Przyniosę nam coś do picia.
- Weź całą butelkę! - zawołał za mną Ethan.
Skinąłem głową i ruszyłem w kierunku baru, mimochodem zerkając na miejsce pod oknem. Sofia uśmiechała się smutno, słuchając czegoś, co mówił jej Matt, natomiast Gavin sprawiał wrażenie, jakby słowa naszego klubowego brata nie robiły na nim żadnego wrażenia. Mogłem zatem przypuszczać, że rozmawiali o Rose. Widząc, jak spoceni Kane i Ryan nie nadążali z nalewaniem alkoholu, postanowiłem sam się obsłużyć. Wszedłem za bar i zacząłem przeglądać półki pod ladą, ale nie znalazłem tego, po co przyszedłem.
- Gdzie mamy pełne butelki williamsa? - zwróciłem się do najbliżej stojącego kandydata.
Ryan podskoczył, jakby dopiero teraz mnie zauważył.
- Powinny jeszcze być... - Urwał i zaczął nerwowo przeszukiwać półki. - Cholera, chyba się skończyły. Zostały tylko red stag i jack daniel's.
Zmarszczyłem brwi. Gavin specjalnie na tę okazje zamówił najlepszego burbona z Kentucky i o ile wiedziałem, była tego pokaźna ilość.
- Wzięliście wszystko z magazynu?
- Nie. Wzięliśmy trochę więcej niż połowę - wtrącił się Gage. - Resztą miał się zająć Tony.
Prychnąłem i potrząsnąłem głową.
- Oczywiście, że tak.
Jeśli jakaś robota nie została zrobiona, to było niemal pewne, że należała do Tony'ego. Brat był świetnym negocjatorem, umiał wcisnąć każdemu dosłownie wszystko, dlatego praktycznie zawsze to on brał udział w naszych transakcjach i to on omawiał warunki z klientami, lecz jeśli chodziło o pracę fizyczną... tu pojawiał się problem. Rzuciłem okiem na zatłoczone pomieszczenie, ale nigdzie nie dostrzegłem jego rudej czupryny, więc mógł być tylko w jednym miejscu. Ruszyłem w kierunku korytarza, po drodze jeszcze raz lustrując pomieszczenie, ale nigdzie nie było Tony'ego. Minąłem schody i przeszedłem przez korytarz, na którego końcu znajdował się niewielki pokój. Pomieszczenia w razie potrzeby mógł używać każdy z braci, najczęściej jednak korzystał z niego Tony. Wolne pokoje, takie jak ten, przydawały się wtedy, gdy przyjeżdżali do nas bracia z innych oddziałów, oraz odkąd zamieszkała z nami Sofia, gdy ktoś z nas miał ochotę na seks. Mieliśmy jedną, niepisaną zasadę, zgodnie z którą pokoje sprzątali ci, którzy z nich korzystali. Respektowali ją wszyscy... Cóż wszyscy poza Tonym. Dlatego z pokoju na dole korzystał w zasadzie tylko on. Nie musiałem nawet podchodzić pod drzwi, by stwierdzić, że miałem rację. Z każdym krokiem jęki dochodzące z pomieszczenia boleśnie raniły moje uszy. Delikatnie nacisnąłem klamkę i zajrzałem do środka. Widziałem już niejedno gówno w tym klubie, mimo to nie byłem przygotowany na widok, który tam zastałem. Tony stał tyłem do mnie, rytmicznie wbijając się w klęczącą na łóżku ponętną blondynkę. Posuwał ją mocno i szybko, oddychając spazmatycznie, podczas gdy ona jęczała głośno z twarzą wbitą w materac. W powietrzu unosił się ostry zapach seksu i potu. Wycofałem się cicho i zamknąłem za sobą drzwi, mając nadzieję, że obraz, który nadal miałem przed oczami, nie wyrył się w moim mózgu na stałe. Kurwa, ten rudy gnojek był inteligentnym facetem, znał zasady i konsekwencje ich łamania, a mimo to nie trzymał się żadnych ustaleń. Potrząsnąłem głową i ruszyłem przed siebie z zamiarem przyniesienia tych cholernych butelek, gdy przy schodach zatrzymał mnie głos Doca.
- Widziałeś Tony'ego? Wszędzie szukam tego gnojka.
- Nie - skłamałem szybko - Na cholerę ci on?
- Gage powiedział, że Tony dzisiaj jest odpowiedzialny za alkohol. Każdy dostał jakieś jebane zajęcie i wszyscy się wywiązali, tylko nie ten rudy skurwiel.
- Wiesz, jaki jest Tony. - Wzruszyłem lekceważąco ramionami. - Zrobi wszystko, żeby tylko wymigać się od roboty.
- Właśnie dlatego go szukam. Może jak dostanie kopa w dupę, to zrobi to, co do niego należy. Pójdę sprawdzić jego zawszoną jaskinię. Pewnie tam się zaszył. - Skinął głową w stronę pokoju, przy którym przed momentem stałem.
- Nikogo tam nie ma - wystrzeliłem głośniej, niż zamierzałem - Właśnie tam zaglądałem - dodałem już nieco spokojniej i skinąłem głową na Doca, by szedł ze mną, mając nadzieję, że kopulująca para nie zechce nagle wyjść z pokoju. - Chodź, weźmiemy kilka butelek, a gdy spotkam tego kretyna, to każę mu przynieść resztę.
Doc przeklął siarczyście, ale skinął głową.
- Tylnym wejściem będzie szybciej - mruknął, ponownie wskazując na pokój, obok którego znajdowały się drzwi prowadzące do magazynu.
- Drzwi są zamknięte, pewnie Mona zapomniała zostawić klucz. Później się tym zajmę - skłamałem.
Wyszliśmy na zewnątrz i przeszliśmy na tyły klubu, gdzie stał nasz odnowiony po pożarze magazyn. Kilka miesięcy wcześniej Danił, kuzyn Sofii, porwał ją i podpalił nasz klub, chcąc w ten sposób nas spowolnić i utrudnić jej odbicie. Na szczęście ogień udało się błyskawicznie ugasić i nikomu nic złego się nie stało. Ucierpiał tylko magazyn, a właściwie rzeczy, które w nim trzymaliśmy. Jednak dzięki wytężonej pracy wszystkich braci i ich kobiet szybko uporaliśmy się z uprzątnięciem bałaganu.
- Które bierzemy? - zawahał się Doc.
Podałem mu skrzynkę williamsa.
- Dasz radę wziąć dwie? - zapytałem, podnosząc kolejną.
- Pewnie, im więcej, tym lepiej. Mam zamiar usiąść i się, kurwa, napić, a nie łazić tam i z powrotem.
- Dobra. Ja wezmę... - zacząłem, ale przerwało mi warknięcie Doca:
- Proszę, proszę, jest i nasza zguba. Powinienem dobrać ci się do dupy za to, że musimy odwalać za ciebie robotę, ty leniwa kupo gówna.
W drzwiach stał Tony, wykrzywiając usta w ironicznym uśmiechu.
- Doc, gdybym wiedział, że masz na mnie ochotę, to ogoliłbym jaja. - Tony demonstracyjnie złapał się za krocze.
Potrząsnąłem głową i odłożyłem skrzynkę z powrotem na podłogę.
- Nie no, kurwa, nie wierzę! - Doc ruszył w jego stronę, ale powstrzymałem go, łapiąc go za ramię.
- Ja się nim zajmę. Ty zanieś alkohol do klubu, zanim reszta braci się tu zleci.
Doc wypuścił wiązankę przekleństw, jednak ruszył w kierunku wyjścia, o mało nie taranując zadowolonego z siebie Tony'ego.
Gdy już zostaliśmy sami, założyłem ręce na piersi i spojrzałem na brata.
- Co ty wyprawiasz, do kurwy nędzy?
- Proszę cię - prychnął. - Nie mów mi, że i ty nie lubisz go wkurwiać. - Skinął głową w kierunku drzwi, którymi przed momentem wyszedł Doc.
Zrobiłem krok w jego kierunku.
- Nie zgrywaj idioty, Tony - warknąłem przez zaciśnięte zęby. - Dobrze wiesz, że nie o tym mówię.
Tony zmarszczył brwi, najwyraźniej nie do końca rozumiejąc.
- O co ci chodzi?
- Nie wiem, kurwa, może o to, że wkładasz fiuta we wszystko, co się rusza, zamiast wykonywać swoją jebaną robotę.
- Stary...
Uniosłem rękę, żeby mu przerwać. Zrobiłem kolejny krok.
- A może o to, że pieprzysz Amy.
Tony otworzył oczy tak szeroko, że wydawało się, że za chwilę wyjdą mu z orbit. Stanąłem tuż przed nim.
- Jak myślisz, bracie, co ci zrobi Doc, gdy się dowie, że przeleciałeś jego cholerną żonę, co?
- Asher, bracie, to nie tak.
- A jak, kurwa? Posuwania jej raczej nie będzie można uznać za przyjacielskie spotkanie. Człowieku, Doc skręci ci kark, gdy się o tym dowie!
Tony spuścił głowę i potarł szyję. Gdy podniósł na mnie oczy, wyglądał na niemal zawstydzonego.
- Bracie... - Zagryzł wargę i odgarnął z czoła swoje długie kasztanowe włosy. - Wiesz równie dobrze jak ja, że Doc ma ją w dupie. Pieprzy każdą, która mu się tylko nawinie, zupełnie nie przejmując się Amy.
Przewróciłem oczami.
- Gówno mnie to obchodzi. Siostry i żony są poza zasięgiem. Takie obowiązują zasady i chyba nie muszę ci przypominać z jakiego powodu zostały wprowadzone.
- Nie musisz - mruknął.
- Kurwa, nie chciałbym być w twojej skórze, gdy ta informacja dotrze do Doca albo Gavina.
Ciało Tony'ego napięło się jak struna.
- Nie powiesz im?
- Nie, tę przyjemność zostawię tobie. Masz powiedzieć Gavinowi, rozumiemy się?
Tony się nie odezwał, tylko skinął głową.
Podniosłem skrzynkę i mało delikatnie umieściłem w ramionach brata.
- Zdaje się, że dzisiaj to ty się miałeś tym zajmować.
Już miałem go minąć, gdy przypomniałem sobie o whisky. Wziąłem jedną butelkę z rąk osłupiałego brata i wyszedłem z pomieszczenia. Tony był ujebany po same uszy w gównie i tylko cud mógłby go z tego wyciągnąć. Doc był jednym z najstarszych członków naszego klubu. Zrekrutował go jeszcze mój ojciec, ale mógłbym się założyć, że facet mimo swoich pięćdziesięciu paru lat dałby radę powalić Tony'ego jednym palcem. Wiedziałem doskonale, że gdy Doc pozna prawdę, rozniesie go na miazgę. Mieliśmy swoje ustalenia, a Tony właśnie je złamał. Zasada nietykalności, obejmująca najbliższe nam kobiety, została wprowadzona kilka lat temu, zaraz po aferze, której głównymi sprawcami byli Travis i Penelope, kobieta Ethana. Najwyraźniej reguły zaufania i lojalności, którymi kierowaliśmy się w klubie, traciły dla Tony'ego znaczenie, gdy wchodził w grę jego kutas. Miałem tylko nadzieję, że obraz jego owłosionego tyłka nie wypalił się na stałe w mojej pamięci.
- Nareszcie - warknął Ethan, wyrywając butelkę z moich rąk. - Już myślałem, że wybrałeś się po nią do Kentucky.
Zmarszczyłem brwi i zerknąłem na Matta, który teraz siedział na naszej sofie. Brat uśmiechnął się i wzruszył ramionami. Przeniosłem spojrzenie ponownie na Ethana.
- Doc nie przyniósł alkoholu?
- Przyniósł, ale kiedy chciałem zabrać butelkę, powiedział, że wszyscy jesteśmy tak samo leniwi jak ten rudy skurwiel i że jeśli chcę się napić, to sam mam sobie coś zorganizować.
Parsknąłem śmiechem. Tak, to do Doca pasowało. Nie lubił pracować za kogoś i jestem pewny, że gdyby to chodziło o coś innego, nawet nie kiwnąłby palcem.
Brat zaczął rozlewać alkohol do szklanek.
- A więc, bracia, wypijmy za naszą młodą parę i tego oto gnojka, który w końcu raczył się tu zjawić. - Złapał Matta za szyję i przyciągnął go do siebie.
- Kurwa, naprawdę zaczynam myśleć, że przez ten czas, kiedy mnie nie było, zamieniłeś się w jęczącą pizdę.
- Cóż mogę powiedzieć. Jestem wrażliwym kolesiem, potrzebuję czułości i ciepła, a ten tu - Ethan wskazał na mnie palcem - nie daje mi tego, co ty - powiedział z przekąsem.
Matt parsknął śmiechem i udając obrzydzenie, odsunął się od brata.
- Musisz znaleźć sobie w końcu jakąś babę, bo do reszty skretyniejesz.
- Nie martw się o mnie, bracie, tytuł największego kretyna nadal należy do Tony'ego. Ten gość jest bezkonkurencyjny.
Parsknąłem śmiechem. Żebyś wiedział. Usiadłem naprzeciwko nich i przyłożyłem swoją szklankę do ust, przebiegając wzrokiem po sali, ale nigdzie nie zauważyłem Gavina ani Sofii.
- A tych dwoje gdzie znowu poniosło?
- Jeśli pytasz o naszą gorącą parkę, to poszli na górę. Sofia chciała się przebrać czy coś takiego, a nasz prezes postanowił jej w tym pomóc - mruknął z zadowoleniem Matt.
Spojrzałem na przyjaciela. Nie miałem pojęcia, czy to rozmowa, którą właśnie odbył, czy może wypity alkohol, ale wydawał się bardziej rozluźniony niż jeszcze chwilę wcześniej.
- Matt, opowiedz nam o Phoenix - zacząłem rozmowę - Powiedz, jak ci się tam podoba i przede wszystkim, kiedy zamierzasz opuścić tę dziurę i do nas wrócić.
Mężczyzna potrząsnął głową i oparł łokcie na kolanach.
- To nie jest takie proste. Nie mogę ot tak wyjechać.
- Co nie jest proste? - wtrącił Ethan. - Pakujesz toboły, ładujesz na motor i tyle.
Zmarszczyłem brwi, przyglądając się bratu.
- Chodzi o Rose, prawda?
Matt potarł dłonią swój ciemny zarost i skinął głową.
- Tak. Nie zostawię jej teraz samej, a wrócić z nią też nie mogę. Więc tak jakby nie mam wyjścia, muszę tam zostać... - Przeczesał dłonią włosy. - Przynajmniej jeszcze jakiś czas. Gdybym wcześniej przy niej był, wiedziałbym, że ma problem i może w porę udałoby mi się zapobiec temu, co się stało. Drugi raz nie zamierzam popełnić tego samego błędu.
Ethan wypił zawartość swojej szklanki i głośno odstawił naczynie na stół.
- Więc co, zamierzasz ją niańczyć przez całe życie? Poświęciłeś dla niej więcej niż ktokolwiek inny byłby gotów. Może już czas pomyśleć o sobie, bracie? Twoja siostra jest dorosłą kobietą, która każdą decyzję podjęła świadomie, jednak konsekwencje jej wyborów poniosłeś wyłącznie ty! Nie możesz jej chronić w nieskończoność, Matt.
- Daj spokój, Ethan - upomniałem go. Powinienem był wiedzieć, że gdy tylko wspomnę o siostrze Matta, rozpęta się burza. Ja też byłem wściekły na Rose, jednak poniekąd rozumiałem postępowanie Matta. Ja również zrobiłbym wszystko, by chronić Gavina.
- No co, przecież mówię prawdę. - Spojrzał na mnie z irytacją, następnie znowu skupił uwagę na Matcie. - Chcę wiedzieć, dlaczego wziąłeś winę na siebie, skoro to nie ty zdradziłeś klub. Mógłbym zrozumieć twoją decyzję o opuszczeniu nas, gdyby kara za to, co zrobiła Rose, była współmierna do winy.
- Człowieku, nie masz pojęcia, jak to jest być za kogoś odpowiedzialnym. - Matt westchnął i pociągnął duży łyk bursztynowego płynu. - Nie wiesz, jak to jest troszczyć się o kogoś, poświęcać tej osobie swój czas i uwagę a tym samym musieć zrezygnować z własnej wygody i marzeń. Rose może i jest dorosła, ale to nie zmienia faktu, że jest moją młodszą siostrą. Siostrą, której obiecałem, opiekę, gdy odeszli nasi rodzice. Ale zamiast poświęcać jej czas, którego tak bardzo potrzebowała, byłem tutaj - warknął, wskazując ręką pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy.
Ethan nalał sobie kolejną szklankę.
- Zabawne, że to mówisz. Pewnie zapomniałeś, że od siódmego roku życia wychowywałem się na ulicy, gdzie musiałem sam o siebie zadbać. Już wtedy musiałem dokonywać wyborów, które decydowały o moim losie. Potem poznałem was, swoich braci, i już nie mogłem się skupiać tylko na sobie, musiałem myśleć również o was, tak jak wy myślicie o mnie. Jednak to nie oznacza, że będę winny, gdy któryś z was popełni błąd. Bo widzisz, Matt, odpowiedzialność to nie tylko troska i opieka, to również umiejętność samodzielnego, zdroworozsądkowego myślenia, to podejmowanie dobrych decyzji lub ponoszenie konsekwencji tych złych. Rozumiem, że chcesz ją chronić...
- Wszyscy rozumiemy - wpadłem mu w słowo. - Jednak Ethan ma rację, nie możesz przeżyć życia za siostrę. Jeśli to ty będziesz płacił za jej błędy, zbierał baty za każdym razem, gdy Rose postąpi głupio czy nieodpowiedzialnie, to kiedy ona nauczy się rozsądku? Dziewczyna ma dwadzieścia trzy lata, nie pięć.
- Wiem - mruknął Matt ledwo słyszalnym głosem. - Myślałem, żeby zostać z nią jeszcze kilka miesięcy, przynajmniej do czasu, aż samodzielnie stanie na nogi. Właśnie zaczęła studia zaoczne, a miesiąc temu dostała pracę... - Spojrzał po kolei na każdego z nas, więc na pewno zauważył wymalowaną na naszych twarzach ulgę. - Ona naprawdę żałuje tego, co zrobiła. Krzywda Sofii nigdy nie była jej celem, ona... ona się po prostu pogubiła.
Skinąłem głową i wypuściłem z płuc powietrze, które nieświadomie wstrzymywałem.
- Była załamana, gdy dotarła do niej prawda na temat tego, co mogło się przydarzyć Sofii, gdyby ten gnój dopadł ją przed Romanowem - kontynuował. - Nie będę jej tu bronił, ale chcę, byście wiedzieli, że ona naprawdę zrozumiała swój błąd.
- Wiemy, że tak. - Wszyscy jednocześnie podnieśliśmy głowy w kierunku, z którego dochodził delikatny kobiecy głos.
Sofia wraz z Gavinem zajęli miejsce obok mnie na sofie. Dziewczyna z delikatnym uśmiechem spojrzała wprost na Matta.
- Chcę żebyś wiedział, że nie chowam urazy do Rose. Twoja siostra nie miała pojęcia, w jakich okolicznościach opuściłam dom wuj... Dymitrowa - poprawiła się - więc nie mogła wiedzieć, na co mnie naraziła. Ludzie robią różne głupie i nieprzemyślane rzeczy, gdy kogoś kochają. - Tym razem z ironią spojrzała na Gavina, który z posępną miną przysłuchiwał się temu, co mówiła jego żona. - Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego popełniamy błędy, a czasem robimy coś, czego później się wstydzimy. Jednak wszyscy zasługujemy na szansę, aby to naprawić. Rose też na nią zasługuje i chcę, byś jej przekazał, że jej wybaczam. Nie jestem jeszcze gotowa na spotkanie z twoją siostrą, ale nie wykluczam, że taki dzień nadejdzie.
Irytacja na twarzy mojego brata jasno wskazywała, że nie zgadzał się ze słowami żony, ale mądrze to przemilczał. Sofia złapała Gavina za rękę, przez co jego napięta postawa odrobinę złagodniała. Po chwili spojrzał wprost na Matta.
- Pamiętaj, drzwi tego klubu są dla ciebie zawsze otwarte, miejsce będzie na ciebie czekało i... - odchrząknął, jakby szukał odpowiedniego słowa - gdy już uporasz się ze wszystkim, zawsze możesz tu wrócić.
Matt milczał przez moment wyraźnie zakłopotany. Wiedziałem, jak ważne było dla niego usłyszenie tych słów od Sofii i naszego prezydenta. Potrzebował potwierdzenia, które tylko tych dwoje mogło mu dać.
- Dziękuję wam wszystkim. To... to zajebiście dużo dla mnie znaczy - odparł, starając się nadać głosowi opanowany ton, lecz widać było, że nadal był cholernie zdenerwowany.
Postanowiłem trochę mu pomóc.
- Dobra. Koniec tego pierdolenia. Za Sofię i Gavina! - Uniosłem szklankę w geście toastu i upiłem spory łyk. Pozostali poszli w moje ślady. Na szczęście nikt już potem nie wracał do rozmowy o Rose, za to temat przeskoczył na Gavina i Romanowa, jak się niedawno okazało, ojca mojej bratowej. Na dzisiejszą okazję, mężczyzna przyleciał z Moskwy, by - jak nakazywała tradycja - poprowadzić swoją córkę do ołtarza. Trzeba było przyznać, że mimo niechęci, jaką rusek żywił do Gavina, zachował się jak należy. Powiedzieć, że facet nie lubił swojego zięcia, to jak nic nie powiedzieć. Ojciec Sofii był wściekły na Gavina, że ten nie zapewnił dziewczynie bezpieczeństwa. Michaił nawet na krótki czas przeprowadził się do Millbrook, by być bliżej niej i spróbować ją namówić na wyjazd do Rosji. Dziewczyna jednak kategorycznie odmówiła, twierdząc, że to tutaj, u boku Gavina, jest jej dom. Romanow nie naciskał, pewnie wiedział, że to zerwałoby cienką nić łączącą go z córką. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, by uprzykrzać życie mojemu bratu. Jak się okazało, ojciec Sofii zajmował wysoką pozycję w rosyjskim mafijnym półświatku, co tym samym czyniło Romanowa bardzo niebezpiecznym mężczyzną. Grupa, w której działał, słynęła z brutalności i okrucieństwa, szeroko komentowanych na całym świecie. Swoich wrogów torturowali w naprawdę pojebany sposób. Konkurenci najczęściej byli rozczłonkowywani i zakopywani w podmoskiewskich lasach. Zwykle też odcięte dłonie, a nawet głowy były wysyłane do wrogów jako swoiste ostrzeżenie. Z tego, co udało mi się o nich dowiedzieć, w szeregi tej mafii, wchodzili nie tylko urzędnicy państwowi, ale i wysoko postawieni politycy, dlatego za swoje zbrodnie prawie nigdy nie ponosili żadnych konsekwencji. Romanow zajmował tam wysokie stanowisko, którego - nie miałem wątpliwości - nie dostawało się za bycie cinkciarzem czy drobnym oszustem. Facet musiał więc być naprawdę niebezpieczny. Na szczęście dla Gavina Romanow wręcz ubóstwiał swoją córkę, więc byłem pewien, że nawet mimo niechęci, jaką żywił do zięcia, nie zrobiłby nic, co mogłoby zaszkodzić Sofii. Dzięki zmianie tematu i temu, że mogliśmy trochę podocinać naszemu prezesowi, atmosfera zdecydowanie się rozluźniła, a Matt nie wyglądał już jak ktoś, kto ma zaraz puścić pawia.
- Miałem ciekawą rozmowę z Westem. - Gavin złapał swoją szklankę i uśmiechnął się z ironią, a jego spojrzenie przeskoczyło na mnie. - Podzielił się ze mną kilkoma ciekawymi informacjami, o których chyba zapomniałeś nam wspomnieć, braciszku... - Ton, w jakim to powiedział, błyszczące oczy i szyderczy uśmiech, który wykrzywiał mu twarz, jasno wskazywały, że nie było to nic miłego.
Cholera. Zacząłem przeszukiwać pamięć, ale oprócz nocnego popisu z Tori, o którym wiedzieli, nie znalazłem niczego, co mogłoby go tak rozbawić. Zmarszczyłem brwi, widząc, że oczy wszystkich są skierowane na mnie, i nagle mnie olśniło.
- Niby o czym wam nie powiedziałem? - zapytałem ostrożnie.
- No nie wiem, może o pewnej brunetce, którą tam spotkałeś, a może o tym, że wykorzystałeś zobowiązanie, jakie ma wobec ciebie Nick, by trzymać go z daleka od dziewczyny?
Kurwa mać, wiedziałem, że ten gnojek nie utrzyma języka za zębami. Trzeba było jednak dać mu w pysk.
- Opowiadaj, bracie - zarechotał Ethan. - Najwyraźniej była niezła, skoro zmusiłeś Nicka, żeby się wycofał. - Nagle na jego twarzy wykwitł ironiczny uśmiech. - To jedna z klubowych panienek Westa? Chryste, nie mów, że to ta laska, którą puknąłeś na oczach całego klubu, bo z tego, co wspominał West, dziewczyna jest... dość otwarta. - Zarechotał.
Sofia zrobiła komiczną minę, na co natychmiast zareagował Matt.
- Jednym słowem, dziewczyna lubi dużo, wszędzie i w zasadzie z każdym.
- Chryste. - Sofia potrząsnęła głową i wstała z sofy. - To za dużo nawet jak dla mnie. Pójdę z nimi porozmawiać. - Wskazała dłonią na pogrążonych w rozmowie Ivana i jej ojca.
- Chcesz, żebym z tobą poszedł? - zapytał Gavin.
Sofia przewróciła oczami.
- Nie, dam sobie radę. - Nachyliła się i złożyła pocałunek na ustach mojego brata.
Spojrzałem na niego, gdy odprowadzał żonę wzrokiem. Na tę specjalną okazję Sofia założyła piękną kremową długą sukienkę, która idealnie współgrała z jej urodą, natomiast Gavin miał na sobie to, w czym czuł się najlepiej: klubową kamizelkę, czarne skórzane spodnie i ciężkie motocyklowe buty. Byli razem jak ogień i woda: on uparty i nieustępliwy, a ona urocza i słodka. Lecz mimo tych różnic - mogłem to stwierdzić z całym przekonaniem - pasowali do siebie idealnie.
- Wrażliwe uszy Sofii są już na tyle daleko, że możesz mówić - mruknął Ethan, przez co oczy wszystkich ponownie skupiły się na mnie. - Więc?
- Nie ma o czym mówić.
- Człowieku, daj nam cokolwiek. Musiała być niezła, skoro ją zaklepałeś.
- To zupełnie nie tak... - Westchnąłem i potrząsnąłem głową. Spojrzałem na te pijawki siedzące obok mnie. - Nikogo nie zaklepałem i to nie była żadna klubowa dupa.
- Dobra, jak zwał, tak zwał - stwierdził Gavin. - Chcemy wiedzieć, co to za jedna.
- Nie wiem, nie znam jej - burknąłem, a na twarzach moich braci odmalowała się konsternacja. Widzieliśmy ją z Nickiem tylko raz... Gdy szła ulicą.
Moje stwierdzenie spotkało się z ciszą, którą po chwili przerwał Matt.
- I co, tylko tyle?
- W zasadzie tak. Nick napalił się na nią jak diabli, a że dziewczyna nie wyglądała na pełnoletnią, postanowiłem uchronić go od kłopotów.
Przy stole dało się usłyszeć kilka parsknięć.
- Wielkoduszny Asher. Chyba nie myślisz, że uwierzymy w te bzdury. - Ethan postawił szklankę na stole i uśmiechnął się z kpiną.
Uniosłem dłonie w geście poddania się.
- Dobra, przyznaję, dziewczyna wpadła mi w oko. Była gorąca jak diabli i nie chciałem, żeby ten skurwiel pierwszy położył na niej łapy.
Cóż to nie była do końca prawda, ale i nie zupełne kłamstwo. Mogłem pominąć kilka szczegółów, na przykład to, że odkąd zobaczyłem ją pod tą restauracją, myślałem o niej prawie bez przerwy, ale tego bracia na razie nie musieli wiedzieć.
Gavin oparł łokcie na kolanach i przez chwilę przyglądał mi się badawczo. Mój brat od zawsze umiał przejrzeć mnie na wylot.
- Więc jak zamierzasz ją odnaleźć?
- A kto powiedział, że zamierzam? Fakt, wyglądała jak pieprzone senne marzenie każdego faceta, ale to nie oznacza, że będę krążył po ulicach Georgii i jej szukał. Zresztą po co miałbym to robić? Na brak kobiet przecież nie narzekamy, więc... - Uniosłem brwi i tym razem to ja uśmiechnąłem się kpiąco.
- W stu procentach popieram - mruknął zadowolony Ethan.
Ja jednak nie odrywałem wzroku od Gavina. Mój brat przygryzał dolną wargę, czyli robił to, co zawsze, gdy nad czymś intensywnie myślał. Na szczęście nie drążył tematu, a i reszta dała mi spokój, chociaż byłem pewien, że to nie była nasza ostatnia rozmowa na ten temat.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki