Dotknięcie nocy - M. Pierce

Reflow text when sidebars are open.
Okłamałem Hannah w sprawie zdjęcia.
Okłamałem ją w wielu sprawach.
Żaden związek nie powinien opierać się na kłamstwach, ale ja nie byłem w związku, a przynajmniej nie z Hannah, laską, którą poznałem w internecie. Moją dziewczyną była Bethany. To z nią dzieliłem mieszkanie, łóżko i życie.
Dla Hannah zostały ochłapy.
- Zero zdjęć - napisałem Hannah na Skypie. - Zero szczegółów, nazwisk, numerów telefonów. Nic. Nie chcę cię znać, a ty nie chcesz znać mnie. Wspólnie piszemy online, to wszystko. Nie szukam nowych znajomych. Szukam partnera do pisania.
- Spoko - odpowiedziała.
Pamiętam, jak wpatrywałem się w tekst na laptopie, zastanawiając się, czy nie poczuła się urażona. Nie można było tego stwierdzić, w końcu słowo pisane było pozbawione emocji.
Hannah złamała dwie z moich zasad w ciągu miesiąca, wysyłając mi mejl z prywatnego adresu, hannah.catalanogmail.com. Mejl miał dołączone zdjęcie profilowe. Jej zdjęcie.
Wpatrywałem się w maleńki kwadracik, potem w nazwisko i znów w zdjęcie. Powinienem był wysłać wiadomość na Skypie i ochrzanić ją za to, ale tego nie zrobiłem. Kliknąłem zdjęcie, które przekierowało mnie do jej strony Google+ i większej wersji zdjęcia.
Miała na sobie kremowy top bez ramiączek wykończony czarną koronką. Wydekoltowana bluzka ukazywała rowek między piersiami. Jej skóra była jasna i nieskazitelna, a ciemnobrązowe włosy cudownie okalały twarz falami. Nosiła prostokątne okulary z grubymi, czarnymi oprawkami, ozdobionymi małymi klejnocikami po bokach. Posyłała buziaka do kamery. Do mnie.
Powinienem był natychmiast zamknąć okno.
Zamiast tego wpatrywałem się w zdjęcie Hannah. Wpatrywałem się w nie, aż poczułem, że zaczyna mi stawać. Usiłowałem to ignorować, ale im dłużej na nią patrzyłem, tym bardziej robiłem się twardy.
Hannah była piękna. A ja byłem wściekły na nią, że ujawniła swoje zdjęcie i nazwisko.
Wsunąłem rękę w spodnie i zamknąłem oczy.
Po raz drugi zwaliłem konia, myśląc o Hannah.
Pierwszy raz był tydzień temu. Bethany właśnie wyjechała do Brazylii. Mogłem jej towarzyszyć, ale nie miałem ochoty na zwiedzanie Ameryki Południowej z jej rodzicami.
Codziennie rozmawiałem z Hannah. Było późno, około drugiej w nocy, chłopak Hannah poszedł spać, co oznaczało, że siedziała sama w swoim gabinecie w piwnicy. Ja natomiast pracowałem na laptopie w gościnnej sypialni swojego apartamentu w Denver.
- Wysłałem ci kilka akapitów - napisałem - ale nie musisz się spieszyć z odpowiedzią. Nie jesteś zmęczona?
Ptaszyna: Jeszcze nie. Ostatnio źle sypiam.
Ptaszyna to nick Hannah na Skypie. Mój brzmiał Nocna.Sowa.
Nocna.Sowa: Możesz coś wziąć. Nie wiem, może melatoninę?
Ptaszyna: Nie działa na mnie.
Nocna.Sowa: Na mnie też nie.
Nasza rozmowa wkroczyła na nieznane terytorium. Z zasady rozmawialiśmy o naszej wspólnej opowieści i tylko o niej.
Pisaliśmy powieść fantasy. Wysyłaliśmy do siebie mejlem kolejne części. Tak się spotkaliśmy: na forum pisarzy beletrystyki, szukając partnera do pisania.
Postać Hannah była człowiekiem o nadprzyrodzonych mocach, a moja - demonem.
Ona była Laną. Ja - Calem.
Ptaszyna: Czasami palę trochę trawki Micka, żeby zasnąć.
Nocna.Sowa: Możesz?
Ptaszyna: Pewnie. *wzruszenie ramionami* Mick pali 24/7 i codziennie pije. Ja taka nie jestem. Zresztą u nas trawka jest legalna.
Ścisnęło mnie w żołądku. W Kolorado ostatnio zalegalizowano marihuanę na własny użytek. Podobnie jak w Waszyngtonie. Boże, czy Hannah mieszkała w tym samym stanie co ja? Dlaczego na samą myśl tak zareagowałem?
Nocna.Sowa: U mnie też jest legalna. Mieszkam w Kolorado.
Ptaszyna: No proszę, panie Tajny Agencie Zero Szczegółów.
Uśmiechnąłem się. Więc Hannah nie poda z własnej woli miejsca zamieszkania. Zasłużyłem na to.
Nocna.Sowa: Mogę łamać własne zasady.
Ptaszyna: Raczej pytasz...
Nocna.Sowa: Co?! O co pytam?
Ptaszyna: Proszę cię, Matt. Czekasz, aż ci powiem, gdzie mieszkam.
Nocna.Sowa: W takim razie powiedz.
Ptaszyna: Seattle.
Poczułem dziwny ścisk w brzuchu. Jednak Waszyngton, a nie Kolorado.
Nocna.Sowa: Aha. Nigdy tam nie byłem.
Ptaszyna: Powinieneś kiedyś wpaść. Dobre jedzenie, fajna atmosfera.
Nocna.Sowa: Twój chłopak wygląda na uroczego.
Ptaszyna: Lol. Jeszcze ci uwierzę. Zresztą nieważne, nie mam zamiaru długo z nim być. Zaraz wracam.
Hannah zniknęła na dziesięć minut. Cholera, czy ją zdenerwowałem?
Ptaszyna: Wróciłam.
Nocna.Sowa: Cześć. W porządku?
Ptaszyna: Pewnie, w porządku.
Chciałem zmienić temat na swobodniejszy. Przez całą minutę wpatrywałem się w ekran, zanim zmusiłem palce do wklepania tego, co krzyczało moje ciało. Wreszcie napisałem to. Przez kolejną minutę patrzyłem na słowa, zanim wcisnąłem enter. Chyba straciłem rozum. Albo zmieniałem się w świra. A może jedno i drugie.
Nocna.Sowa: Co masz na sobie?
Ptaszyna: Lol! Burzysz dziś wszystkie mury...
Nocna.Sowa: Haha. Boże, przepraszam. Nie mam pojęcia, dlaczego to napisałem. Zapomnij. Czuję się jak świr.
Ptaszyna: Nie, to było zabawne. Nie jesteś świrem, zaufaj mi. Kiedyś często grałam w necie. Znam się na świrach.
Nocna.Sowa: Nieważne.
Czułem, że robiłem się czerwony. Czy naprawdę podczas pierwszej prawdziwej rozmowy z Hannah musiałem zapytać, co ma na sobie? Ja, zajęty dwudziestoośmioletni człowiek sukcesu, zachowywałem się jak napalony czternastolatek. No nieźle.
Ptaszyna: Matt, uwierz mi. Nie jesteś świrem. Jesteś zaprzeczeniem świra. Dlatego się roześmiałam. Nagle pan "nie szukam przyjaciół, więc nie denerwuj mnie szczegółami swojego życia" chce wiedzieć, co mam na sobie. Wciąż chcesz wiedzieć?
Fala zażenowania bardzo szybko zmieniła się w falę wściekłości.
Nocna.Sowa: Tak, cholera, wciąż chcę wiedzieć. Dlatego zapytałem, więc albo mi powiesz, albo skończmy ten temat. Nie musisz robić ze mnie dupka.
Ptaszyna: Okej! Przepraszam. Nie złość się. Mam na sobie niebieski szlafrok.
Nocna.Sowa: Szlafrok...?
Ptaszyna: Tak. Miękki niebieski szlafrok do połowy ud.
Nocna.Sowa: Nic więcej?
Ptaszyna: Nie.
Poczułem mrowienie między nogami. W tamtej chwili nie miałem pojęcia, jak wygląda Hannah, ale zdawało się, że mojemu fiutowi to nie przeszkadzało. Zsunąłem laptopa z ud na materac. Dotknąłem się ręką i czekałem. Dokąd zmierzała ta rozmowa?
Ptaszyna: Czy... mam zapytać, co masz na sobie?
Nocna.Sowa: Spodnie od piżamy.
Ptaszyna: Nic więcej?
Nocna.Sowa: Nie.
Ptaszyna: Apetycznie...
Nocna.Sowa: Hannah. Powinnaś rozwiązać szlafrok.
Ptaszyna: Okej.
Szczęka mi opadła. Poczułem, że mi staje. "Okej?" Tak spokojnie i bez wahania spełniła moją prośbę. Naprawdę to zrobiła?
Wyobraziłem sobie młodą kobietę siedzącą przy komputerze. Z rozwiązanego skąpego szlafroka wysuwały się pełne piersi. Zsunąłem spodnie i wyjąłem penisa. Moje ciało zadrżało.
Musiałem powiedzieć Hannah, żeby przestała. Że nie byłem singlem. I że zniszczymy naszą miłą anonimową znajomość online.
Nocna.Sowa: Opisz swoje ciało. Rozsuń nogi. Boże, moje serce wali jak szalone.
Ptaszyna: Moje też. Rozsunęłam je. Od samego pisania tych słów robię się wilgotna.
Nocna.Sowa: Boże, Hannah.
Jedną ręką przesunąłem po swoim fiucie, zatrzymując się, żeby dotknąć kciukiem główki. Czułem, jak mięśnie ud i ramiona naprężają się z ekscytacji. Musiałem to przerwać.
Ptaszyna: Moje piersi są... duże. 34 DD. Są naturalne i sterczące. Sutki mam ciemnoróżowe. Są naprawdę wrażliwe. Jestem kształtna. Chyba mam figurę klepsydry.
Byłem gotowy dojść. Jęknąłem, przerywając ciszę panującą w mieszkaniu, i zakołysałem biodrami. "O Boże, o Boże, o Boże". Zacząłem szukać klawiatury laptopa.
Nocna.Sowa: Pomóż mi dojść.
Ptaszyna: Golę nogi, aż do samej góry. Mam... ciasną cipkę. I jestem mokra. Bardzo mokra. Zaraz oszaleję.
Nocna.Sowa: Boże, jesteś zdzirą, Hannah.
Ptaszyna: Jestem. Moje nogi są tak szeroko rozsunięte, że mnie bolą. Chciałabym, żebyś był we mnie.
Orgazm przyszedł nieoczekiwanie. Przyjemność od razu mnie zalała. Wstrzymałem oddech i szybko usiadłem. Doszedłem ręką, głośno jęcząc.
"Zaraz oszaleję.
Chciałabym, żebyś był we mnie".
Opadłem na poduszki. Moja pierś falowała. Struga potu spłynęła z moich ciemnoblond włosów na szczękę.
Co się właśnie stało? Wpatrywałem się w laptopa i czekałem. Nie mogłem się wylogować. Musiałem coś powiedzieć. Dzięki? Przepraszam?
Nocna.Sowa: Powinienem już lecieć.
Ptaszyna: Czekaj. Nic złego się nie stało, Matt. Nie musisz czuć się niezręcznie z tego powodu. Nie musimy o tym rozmawiać.
Znalezienie odpowiedzi: "powinienem już lecieć" było wystarczająco trudne. Nie miałem nic innego do dodania. Musiałem pomyśleć, a może lepiej nie myśleć. I na pewno musiałem przestać rozmawiać z Hannah.
Ptaszyna: Słuchaj, normalnie tego nie robię. Nie chcę, żebyś myślał, że taka jestem.
Nocna.Sowa: Ja też nie.
Zanim Hannah zdołała odpowiedzieć, wylogowałem się ze Skype'a i zamknąłem laptopa. Przez tydzień się nie logowałem.
Boże, co to był za tydzień. Myśli o Hannah zalewały mój umysł. Budziłem się - często podniecony - i zasypiałem, myśląc o niej. Myślałem o niej pod prysznicem. Myślałem o niej, kiedy usiłowałem pracować. Na komputerze miałem otwarty ostatni projekt, ale marzyłem na jawie.
Hannah, Hannah, Hannah.
Wciąż przetwarzałem tych kilka informacji, które mi podała. Duże piersi, kształtna figura, ciasna cipka.
W weekend znajomy zaprosił mnie na lancz.
- Co wiesz o Seattle? - spytałem, siląc się na swobodny ton.
- Seattle? Dlaczego pytasz?
- Akcja jednej z moich powieści będzie się tam działa, więc pomyślałem, że spytam. Nigdy tam nie byłem i nie mam pojęcia, co to za miejsce.
- Hm, byłem w Seattle kilka razy. - Mój znajomy powoli przeżuwał i obserwował mnie. Wpatrywałem się w swój talerz. Prawie nic nie jadłem, ale pod jego uważnym spojrzeniem wetknąłem w usta pełen widelec risotto. - Pełno hipsterów - powiedział. - Z okropnymi brodami. I powiem ci, że pogoda jest cholernie depresyjna. Jest szaro. To znaczy, jeśli lubisz takie klimaty, to okej. Ale jest mokro. Matt, tam jest wciąż mokro.
Widelec wypadł mi z ręki. Prawie się zadławiłem.
"I jestem mokra. Bardzo mokra. Zaraz oszaleję".
Po dwóch dniach Hannah przesłała mi mejl ze swoją częścią powieści. Zazwyczaj odpowiadała w ciągu kilku godzin. Może miała wątpliwości w związku z ostatnim wydarzeniem?
Cholera, sam miałem wątpliwości.
Jednak jej tekst był jak zawsze idealny. Nasze postaci wędrowały do miasta portowego w poszukiwaniu informacji, które mają pomóc Lanie okiełznać swoje moce. W trakcie wspólnego pisania czułem, że moja postać się zakochuje w Lanie. Usiłowałem uniknąć tego, ale Hannah tworzyła niezwykle mądrą i fascynującą dziewczynę. Była ekscentryczna i silna, uwielbiała się śmiać. Bywała chłopczycą, aby zaraz rozbrajająco emanować kobiecością.
Hannah. Lana.
Zacząłem dostrzegać powiązania.
Opisywała Lanę jako piersiastą, niską i kształtną. O figurze klepsydry.
Czyżby Hannah pisała o sobie? I czy ja pisałem o sobie?
Cal, podobnie jak ja, był wysokim blondynem, wyjątkowo cynicznym i neurotycznie skrytym.
Tydzień po wydarzeniu ze szlafrokiem odpaliłem laptopa z zamiarem kontynuacji naszej opowieści. A może z zamiarem czatowania z Hannah. Tęskniłem za nią.
Wtedy zobaczyłem mejla wysłanego z konta hannah.catalanogmail.com.
Mejl z jej zdjęciem, na którego widok mi stanął.
Temat: Wróć...
Nadawca: Hannah Catalano
Data: wtorek, 25 czerwca, 2013
Godzina: 23:15
Cześć, Matt. Mam nadzieję, że to przeczytasz. Nie odpisałeś na wiadomość. Tęsknię za naszą historią. I tęsknię za rozmową z tobą.
Nie mogę przestać myśleć o tym, co się stało.
Micka spotkałam dzięki WoW (kiedyś byłam prawdziwym nerdem) i ze dwa razy uprawialiśmy cyberseks, pisząc do siebie wiadomości. Ale on kiepsko pisze. Naprawdę kiepsko. Potem zaczęliśmy randkowanie na odległość i kiedyś robiłam różne rzeczy na wideoczacie. To wszystko. Nie wiem, dlaczego ci to mówię. Po prostu chcę, żebyś wiedział, że tego, co zaszło między nami, nie robię z każdym. Choć mi się podobało. Podobała mi się świadomość, że cię podniecam.
Jeśli chodzi o Micka, to go zostawiam. Moja siostra przylatuje do mnie w czwartek, żeby pomóc mi się spakować, i wracamy razem. Na jakiś czas zamieszkam z rodzicami. Cudowna perspektywa, biorąc pod uwagę fakt, że mam dwadzieścia siedem lat. Chodzi mi o to, że przez dwa, może trzy dni będę w drodze i będę miała net tylko w telefonie.
Hannah
Po zwaleniu konia do zdjęcia Hannah niczym zdesperowany nastolatek kilka razy przeczytałem jej mejla. W myślach zanotowałem nowe informacje.
Hannah ma siostrę.
Hannah ma dwadzieścia siedem lat.
Hannah rzuca swojego chłopaka.
Hannah podobało się, że pomogła mi w masturbacji; wciąż o tym myślała i podnieciło ją to.
A teraz miała twarz i nazwisko, choć wyraźnie mówiłem, że nie chcę ich poznać.
Hannah Catalano.
Więc była Włoszką. To wyjaśniało powalającą figurę i ciemne gęste włosy.
Zalogowałem się na Skype'a.
Nocna.Sowa: Hej.
Ptaszyna: Hej! Szybki jesteś. Lol. Wysłałam ci mejla jakieś piętnaście minut temu.
Nocna.Sowa: Naprawdę?
Ptaszyna: Haha...
Nocna.Sowa: Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz, Hannah. Nie wiem, co według ciebie oznacza fakt, że pomogłaś mi zwalić konia swoimi opisami, więc pozwól, że ci wytłumaczę: nic nie znaczy. I z pewnością nie oznacza, że możesz zamęczać mnie historią swojego życia.
Ptaszyna: Wow. Wow...
Nocna.Sowa: Wysil się bardziej.
Ptaszyna: Jesteś... strasznym dupkiem.
Nocna.Sowa: Mówisz, jakby to było coś odkrywczego.
Ptaszyna: Dla mnie to jest coś odkrywczego. Boże, PRZEPRASZAM, że postanowiłam powiedzieć ci, że będę niedostępna przez kilka dni. Razem TWORZYLIŚMY historię praktycznie codziennie, ale skoro nie odpisałeś na moją wiadomość, sądzę, że z tym koniec.
Nocna.Sowa: Nie, to nie koniec. Nie wyżywaj się na mnie. Ale zatrzymajmy się na chwilę i przemyślmy związek pomiędzy 1) poinformowaniem mnie, że nie będzie cię przez kilka dni, a 2) zarzucaniem mnie swoim nazwiskiem ORAZ zdjęciem.
Ptaszyna: ...co?
Nocna.Sowa: Tak wiem, szokujące, ale prawdziwe. Nasza drobna niedyskrecja nie neguje jednak mojej chęci, aby zachować dalszą prywatność. Zero nazwisk, zero zdjęć etc.
Ptaszyna: Wtf. Nie wysłałam ci zdjęcia. Ani nie podałam nazwiska.
Nocna.Sowa: Okej, hannah.catalanogmail.com.
Ptaszyna: omg
Wzniosłem wzrok i oparłem się na krześle. Może byłem bardziej ostry, niż musiałem, ale przynajmniej jasno się wyraziłem. Byłem wściekły. Wściekły na Hannah za to, że wciąż o niej myślę. I jeszcze wścieklejszy za to, że bosko wyglądała i się o tym dowiedziałem.
Moje życie byłoby łatwiejsze, gdybym mógł sobie wyobrazić Hannah jako pryszczatą grubaskę z internetu, a najlepiej anonimową nieznajomą. Wszystko tylko nie ciemnowłosą piękność posyłającą pocałunek różowymi, wydatnymi ustami.
Minęło pięć minut, a Hannah wciąż nic nie powiedziała.
Zacząłem się bawić kalendarzem na biurku.
Nocna.Sowa: Chcesz coś dodać do swojej długiej i pasjonującej odpowiedzi?
Nic.
Otworzyłem swój mejl, a potem mejl od Hannah. Zmieniła zdjęcie profilowe. Fioletowa galaktyka pełna gwiazd zastąpiła maleńki portret Hannah Catalano.
Ogarnęła mnie panika.
Zniknęło. Jej zdjęcie zniknęło.
Kliknąłem galaktykę, co przekierowało mnie na większe zdjęcie... galaktyki.
Czułem, że powoli zaczynam zapominać szczegóły jej twarzy.
Nocna.Sowa: Co do cholery? Zmieniłaś zdjęcie profilowe? Zdajesz sobie sprawę, że i tak je zobaczyłem...
Ptaszyna: Matt, przepraszam. Wiem, że mi nigdy nie uwierzysz, ale to prawda. Wysłałam ci wiadomość z głównego konta przypadkowo. Jestem kompletnie zażenowana. Mam ochotę umrzeć. Nigdy nie naruszyłabym twoich granic w ten sposób. Boże, ostatnio wszystko jest jak na wariackich papierach. Martwiłam się, że cię wystraszyłam. Usiadałam do mejla i... bum.
Nocna.Sowa: Aha...
Ptaszyna: Tak, jestem przerażona. Bardzo przepraszam...
Nocna.Sowa: Naprawdę... myślałem, że zrobiłaś to celowo.
Wow.
Ptaszyna: Nie, nigdy bym tego nie zrobiła. Przysięgam. Uwielbiam pisać z tobą. Szanuję twoją prywatność. A przynajmniej próbuję...
Zmarszczyłem czoło i zastanowiłem się nad słowami na ekranie. To był przypadek, a przez swoją przesadzoną reakcję na ten przypadek straciłem dostęp do jedynego zdjęcia Hannah, dziewczyny, która nieustannie rozpalała mój umył.
Wpisałem "Hannah Catalano" w Google Grafika.
Nic.
Nocna.Sowa: Chcesz dowiedzieć się, co pomyślałem?
Ptaszyna: Co pomyślałeś?
Nocna.Sowa: O twoim wyglądzie.
Ptaszyna: Hm. Nieważne.
Nocna.Sowa: Nieważne?
Ptaszyna: Tak. To... nieistotne. Po prostu jestem megazażenowana.
Nocna.Sowa: Hm, w takim razie będziesz zadowolona, że ledwo na nie spojrzałem. Było małe, a kiedy uświadomiłem sobie, co na nim jest, zamknąłem okno.
Ptaszyna: Aha... okej...
Nocna.Sowa: I dzięki, że je tak szybko zmieniłaś. Doceniam to.
Ptaszyna: Spoko. Powinnam... wrócić do pakowania.
Nocna.Sowa: Powodzenia. Wkrótce odpowiem na twoją wiadomość.
Ptaszyna: Super. Odpiszę, kiedy będę mogła.
Nocna.Sowa: Nie przejmuj się tym. Wiem, że masz mnóstwo spraw na głowie i będziesz zmęczona po przeprowadzce. W jakim stanie mieszkają twoi starzy?
Ptaszyna: Oo... nie powiedziałam ci? Haha. Boże, co za mega dziwna noc.
Nocna.Sowa: Hm?
Ptaszyna: Nie, nic. Wciąż mieszkają w domu, gdzie się wychowałam. W Kolorado...
Pożegnanie się z Mickiem i jego owłosionym dupskiem było najlepszą decyzją, jaką podjęłam w ciągu ostatnich pięciu lat. Rzucenie pracy kasjerki w banku West uplasowało się tuż za nią. Koleś mnie nie szanował ani na mnie nie zasługiwał. Nieważne, jak bardzo prosiłam lub czym groziłam, Mick nie chciał rzucić trawki i alkoholu. Miał wkurzający nawyk obmacywania mnie w miejscach publicznych, a ostatnio seks był... hm, nie przypominał seksu. Kilka ruchów biodrami i koniec zabawy.
Gdy patrzyłam na Micka, z trudem przypominałam sobie, że dawniej go kochałam. Kiedyś śmieszyło mnie jego nerdowskie poczucie humoru. Kiedyś pociągał mnie jego wysunięty podbródek i zaniedbane, rzadkie włosy.
No może pociągał to za dużo powiedziane.
Z pracą w banku też nie było ciekawie. Przepracowałam trzy lata jako kasjerka. W tym czasie mój ulubiony szef poszedł do paki, koleżanki kolejno odchodziły, a mnie wciąż pomijano przy awansie.
Żegnaj Mick, żegnaj praco.
Witajcie trzy dni w drodze z przyczepą doczepioną do mojej hondy civic. Trzy dni rozmyślań o Matcie.
- Cześć! - Moja siostra pomachała swoim iPodem przed moją twarzą.
- Hm? Co?
- Pytam... po raz trzeci. - Wyłączyła moją playlistę Lany Del Rey. - Czy mogę zmienić muzę?
- Tak, pewnie.
Wpatrywałam się w autostradę. Czułam na sobie jej wzrok, kiedy podłączała swojego iPoda.
- No i... - Zarzuciła nogi na deskę rozdzielczą, a z głośników ryknął hip-hop.
- No i co? - Zerknęłam na nią.
Moja siostra jak zawsze wyglądała olśniewająco. Miała dwadzieścia jeden lat i ciało tancerki. Ku wielkiemu rozczarowaniu naszych rodziców Chrissy oszczędzała na mieszkanie i chodziła na zajęcia taneczne, zarabiając na nie w klubie ze striptizem. Mówiła, że uwielbia swoją pracę, ale nie byłam tego pewna.
- No i kim jest nowy facet? - Uniosła idealnie wymodelowaną brew.
Nasz ojciec często powtarza, że łamiemy facetom serca, ale jesteśmy zupełnie inne. Ja lubię naturalny styl. Mam długie włosy, wolę okulary niż soczewki, stosuję lekki makijaż i ćwiczę tylko tyle, żeby podkreślić kształty.
Chrissy natomiast jest punkiem. Ma tatuaże, kilka kolczyków, oczy podkreśla eyelinerem, a króciutkie włosy farbuje na czarno i blond. No i jest zadziwiająco spostrzegawcza.
- Nowy chłopak? Nie ma nowego chłopaka - odpowiedziałam. - Możesz wyłączyć to cholerstwo? Albo przynajmniej znaleźć piosenkę, przez którą moje uszy nie będą krwawić?
- Dziewczyno, lepiej się do tego przyzwyczajaj. - Chrissy zaczęła tańczyć na siedzeniu, unosząc ramiona i pobrzękując bransoletkami. - Będziesz tego słuchała podczas naszej lekcji twerku.
- Słucham?!
- Widziałam, jak tańczysz, Han. Przyda ci się trochę pomocy. A jak zatańczysz dla nowego chłopaka, doprowadzisz go do szaleństwa. Mieszka w Kolorado?
Tak. Mieszka.
- Co?! Nie! Nie ma żadnego nowego chłopaka. Jesteś śmieszna.
- Niech ci będzie. - Chrissy się roześmiała. - Ale wiem, że nigdy nie rzuciłabyś pracy i chłopaka bez odpowiedniej motywacji. Sorry, Han, ale nie masz do tego jaj.
Przełknęłam ślinę i skupiłam się na jezdni. Tak bardzo chciałam porozmawiać o Matcie. Myślałam o nim non stop, kiedy się pakowałyśmy i jechałyśmy.
"Rozsuń nogi. Boże, moje serce wali jak szalone".
Ale co mogłam powiedzieć Chrissy? "Masz rację, siostra, spotkałam kolesia imieniem Matt. W internecie. Wiem o nim tylko trzy rzeczy: mieszka w Kolorado, świetnie pisze i się masturbuje, rozmawiając w necie ze skąpo odzianymi nieznajomymi dziewczynami. Miłość od pierwszego Skype'a".
Tak, już to widzę. Skończyłoby się na śmiechu i wznoszeniu wzroku, no i oczywiście nieuniknionym pytaniu: wiesz, jak wygląda?
Boże, nie, nie miałam pojęcia, jak Matt wygląda.
Wiedziałam, jak wygląda Cal: wysoki, przystojny, szczupły blondyn. Ale Matt mógł być otyłym kolesiem mieszkającym w piwnicy. I pewnie nim był. W końcu stereotypy istniały nie bez powodu, a Matt był surfującym po necie mężczyzną w nieokreślonym wieku, który doszedł w pięć minut po tym, jak mu powiedziałam, że mam duże piersi (i wyznawał wygodną dla siebie zasadę: żadnych zdjęć).
Co za beznadziejna perspektywa.
Posłałam siostrze beznamiętne spojrzenie.
- Przydaj się na coś - mruknęłam - i poszukaj hotelu.
O trzeciej w nocy zatrzymałyśmy się w Cascades. Moja siostra padła na motelowe łóżko i od razu zasnęła. Poszłam do łazienki, żeby po raz setny sprawdzić pocztę.
Wreszcie! Dwa mejle od Matta: odpowiedź na moją wiadomość i drugi bez tematu.
Temat: (brak tematu)
Nadawca: Matthew S.
Data: sobota, 29 czerwca 2013
Godzina: 2:46
Cześć Hannah,
właśnie wysłałem ci wiadomość. Jak idzie przeprowadzka? Jesteś odważną ptaszyną. Przy okazji, przyjeżdżasz do mojego stanu. Świat jest mały, nie?
Mam nadzieję, że nie zepsułem sobie u ciebie opinii po tym, co się stało (po zdarzeniu ze szlafrokiem, jak go nazywam). Wiem, że to cholernie niezręczne. Nie zdziwiłbym się, gdybyś miała o mnie złą opinię. Sam nie wiem, co o sobie myśleć.
Przepraszam, że ze zdjęciem tak chałowo wyszło.
Nie widziałem cię na Skypie, więc zakładam, że jesteś w drodze.
Łamię kolejną zasadę: jeśli chcesz zadzwonić, mój numer to 303-774-5761.
Matt
Temat: Cholernie niezręcznie
Nadawca: Hannah Catalano
Data: sobota, 29 czerwca 2013
Godzina: 3:20
Hej, wciąż nie śpisz?
Temat: Re: Cholernie niezręcznie
Nadawca: Matthew S.
Data: sobota, 29 czerwca 2013
Godzina: 3:21
Nie. Czekam.
Matt
Koniec wersji demonstracyjnej.