Dotknąć magii - Apolonia Lato

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Malwy

drewniane domki z ogrodem

wyniosłe dumne wśród kwiatów

wystrojone panny młode

w czasie szalonej zabawy

w burze kołyszą się liście

nie tracą suknie uroku

w deszczu kolorem zabłyszczą

daleko sięgam pamięcią

wioska latem rozkwita

pośród spotkanych piękności

to niewątpliwa elita

z kielichów wpiętych w łodygi

piją słodki nektar pszczoły

grono małych lokatorów

w wielkości widzi ostoję

cofnąć czas z łykiem kawy

jestem na to gotowa

choć z namiastką młodości

spojrzeć na nie od nowa

Urok działki

to ją pokona znowu jest górą

odwieczna walka działkowca z naturą

słońce wstało lewą nogą

nie ma śladu już po nocy

rozłożyło cień na trawie

zapach kwiatów nabrał mocy

kret buduje swoje zamki

fundamentem jest tu ziemia

ciemne wiśnie skubią szpaki

dla nich żadnej kary nie ma

mszyce podjadają róże

grzyb rozgościł się na gruszy

liście zwija nektaryna

ale zielska nic nie wzruszy

pies zajadle goni kota

w skorupie twardej ślimak śpi

komarzyca jak na haju

przysysa się do świeżej krwi

u mnie głośno grają nerwy

patrzę z żalem na rabaty

chcę odpocząć chłonąć piękno

a tu słońce wciąż na raty

słowo działka jest w przecenie

przy tych słowach się rumienię

Wakacje

wsłuchaj się w przyrody zew odwagę w marzeniach miej

z wiatrem i fantazją choć na tydzień z domu zwiej

może by tak ciepłe kraje inny klimat obyczaje

bezkres piasku na pustyni a jak psotnik się zatoczy

uniesiony tuman pyłu może sypnąć prosto w oczy

popatrz w dali jest ocean słońce w nim się zakochało

by zanurzyć swe promienie srebrem wodę obsypało

stała się zaczarowana zerkasz często mimo woli

poprzez błękit zieleń granat w berka grają tam kolory

czasem bywa niepokorna wcale wejść ci nie pozwala

uśmiechnięta z grzywą fala powala wnet na kolana

będzie miotać poniewierać nie szukaj z nią żadnej zwady

nawet kiedy cię poniża bo to żywioł nie dasz rady

może w góry wyrzeźbione czasem taka ich uroda

wodospady i kaskady z wielkim szumem spływa woda

przetestuje twą odwagę kiedy z hukiem z góry spada

stań i poczuj z jaką siłą biczem mięśnie ci okłada

możesz ujrzeć inne cuda miej nadzieję że się uda

Koncert

zachodzące słońce ciągnie za sobą

resztki gasnącego dnia

bez gali biletów oklasków

pora na koncert

w oddali zielone drzewa

i artyści w duecie

ptasi chórek unosi się wystrojony

wieczorową mgiełkę

trzepocząc skrzydełkami

wyśpiewuje arie

ukryty w liściach dyrygent

wybija dziobem rytm

w trawie w zielonych smokingach

grają świerszcze

uwalnia się muzyka

szybuje wtapia w całość

napawa nostalgią

nawet zawadiaka

przysiadł na gałęziach drzew

rozmarzony zasłuchany cichutki

muskają kwiaty nocne ćmy

chłoną zapach i muzykę

niecodzienną bajkową

śpiew ptaków rozbrzmiewa to milknie

a świerszcze wciąż grają