Dookoła świata. 80 ryb i innych stworzeń morskich - Helen Scales

-
Proszę czekać

Wstęp

Nasz świat, choć nazywany Ziemią, jest jednak planetą wody - 70% jego powierzchni pokrywa rozległy, głęboki ocean. Stanowi on ponad 90% ziemskiej biosfery, przestrzeni, w której istnieje życie. Czy może być lepszy sposób podróżowania po świecie, niż śledzenie zwierząt przemierzających wybrzeża i otwarte morza, a także największe głębiny? Właśnie tym mniej więcej zajmowałam się przez całe swoje życie jako biolog morski, nurek i oceanograf - i to w dość dosłownym sensie: piszę o oceanie (samo określenie "oceanografia" pochodzi od starogreckich słów oznaczających "ocean" i "pisanie"). Gdy po raz pierwszy znalazłam się pod powierzchnią wody z akwalungiem i ujrzałam przed sobą jedną małą, niepozorną srebrzystą rybę, moje postrzeganie świata uległo nagłej zmianie. Od tamtej pory obserwowałam każdą napotkaną rybę i niezliczone inne wodne stworzenia, kierowana pragnieniem ich lepszego poznania, znalezienia sposobów na ich ochronę przed zagrożeniami ze strony człowieka oraz po prostu chęci oglądania ich życia w naturalnym środowisku.

Ocean pełen jest cudów i niespodzianek. Pod wodą organizmy wytworzyły barwy, kształty i zachowania, jakich nie widujemy poza nią. Ocean może nas wiele nauczyć o różnorodności życia na Ziemi i o tym, jak rozwija się ono w sposób, który często wykracza daleko poza doświadczenia nas, chodzących po lądzie, oddychających powietrzem ssaków. To prawdziwy kalejdoskop życia, czekający na odkrycie.

Wybór zaledwie 80 gatunków organizmów z setek tysięcy gatunków zwierząt oceanicznych, by przybliżyć je czytelnikom, nie był łatwym zadaniem. Z łatwością mogłabym wypełnić tę książkę jedynie gatunkami odkrytymi przez naukowców w czasie, gdy ją pisałam. Zamiast tego postanowiłam stworzyć zbiór zwierząt, które najlepiej oddają moją wizję oceanicznego życia. Chcę pokazać dziwne, ukryte i fascynujące zjawiska zachodzące głęboko pod falami - a czasem również nad nimi - oraz przedstawić istoty, o których być może czytelnicy nigdy nie słyszeli. Pragnę również ujawnić bardziej zaskakujące oblicza dobrze znanych gatunków i skupić się na tym, jak naukowcy nieustannie odkrywają nowe mechanizmy funkcjonowania oceanicznego życia oraz wzajemne powiązania wszystkich jego elementów.

Zwierzęta opisane w tej książce łączy to, że żyją w wodzie słonej. Wiele z nich można, zgodnie z klasyfikacją biologiczną, określić mianem ryb, gdyż należą do tych samych, rozległych gałęzi drzewa ewolucyjnego - mają kręgosłupy i płetwy, większość z nich oddycha w wodzie za pomocą skrzeli, a znaczna część ma ciała pokryte łuskami. Obok nich znajdują się także różnorodne organizmy, które w przeszłości ludzie nazywali rybami, czyli ogół stworzeń morskich, w tym wieloryby, delfiny, meduzy, rozgwiazdy oraz mątwy.

Stworzenia te zostaną przedstawione jako mieszkańcy określonych basenów oceanicznych: Oceanu Spokojnego, Indyjskiego i Atlantyckiego oraz Morza Śródziemnego i mórz polarnych. W rzeczywistości nie są to odrębne przestrzenie oddzielone fizycznymi granicami, lecz raczej elementy jednego, połączonego oceanu globalnego, który jest mieszany przez niespokojne prądy i wielkie podwodne rzeki. Cząsteczka wody potrzebuje średnio tysiąca lat, aby opłynąć całą planetę. Wiele spośród zwierząt przedstawionych w tej książce odbywa własne podróże po globie, migrując tysiące kilometrów między obszarami rozmnażania i żerowania, aby znaleźć zasoby i warunki niezbędne do przetrwania. Tym przypisałam ocean, z którym są najsilniej związane i w którym spędzają najwięcej czasu. Inne pozostają na stałe w określonych miejscach i można je spotkać tylko tam.

W tej książce zebrałam zwierzęta, które odzwierciedlają również to, w jaki sposób ludzkość od zarania dziejów związana była z życiem oceanicznym w trwały, często nieoczekiwany sposób. Jest to część naszego świata, do której człowiek wciąż może zajrzeć tylko na krótko. Najczęściej stoimy na skraju morza, spoglądając na fale i rozmyślając o tym, co kryje się pod powierzchnią. Możemy dostrzec zwierzęta żyjące w strefie pływów oraz inne, których szczątki morze wyrzuca na brzeg. Cała reszta pozostaje ukryta - niewidoczna i zapomniana - a jednak w kluczowy sposób życie w oceanie wiąże się z tym naszym na lądzie.

Ocean żywił ludzi od tysięcy lat. Pozostałości haczyków sprzed 23 000 lat oraz stosy zakonserwowanych kości ryb datowane na 42 000 lat dostarczają najstarszych znanych dowodów na to, że ludzie nie tylko spożywali owoce morza, które były łatwo dostępne do zbierania wzdłuż wybrzeży, ale również łowili je daleko od brzegu, chwytając ryby pelagiczne (np. tuńczyki). Oprócz pozyskiwania pożywienia ludzie eksplorowali wody, odkrywając różnorodne produkty i materiały pochodzenia morskiego oraz nadawali im dużą wartość i znajdowali zastosowanie. Morza dostarczały mnóstwa wyjątkowych i osobliwych substancji - od płetw rekinów i fałszywych rogów jednorożców po jedwab tkany ze złotych nici małży oraz wygładzone przez fale bryły odchodów kaszalotów.

Obecnie ludzie coraz częściej zwracają się ku oceanom i ich mieszkańcom w poszukiwaniu nowych rozwiązań dla problemów trapiących ludzkość. Świecące meduzy zrewolucjonizowały sposób, w jaki naukowcy badają geny, komórki, organizmy i choroby. Śmiertelnie niebezpieczne mięczaki wytwarzają oszałamiającą gamę silnych związków chemicznych, które są modyfikowane i dostosowywane do celów produkcji nowych leków. Inżynierowie szukają inspiracji do tworzenia kolejnych generacji materiałów wśród zwierząt doskonale przystosowanych do ekstremalnych warunków w największych głębinach oceanicznych.

W miarę jak naukowcy dowiadują się coraz więcej o oceanie i jego mieszkańcach, staje się również coraz bardziej oczywiste, że całe życie na Ziemi zależy od jego zdrowia. Ocean zapewnia niezliczone, kluczowe, choć niewidoczne usługi. Połowa tlenu, którym oddychamy, pochodzi z planktonu i alg żyjących w wodach powierzchniowych, odżywianych przez głębokie oceany i składniki odżywcze unoszące się z głębin. Ocean odgrywa ogromną rolę w globalnym klimacie - pochłania olbrzymie ilości ciepła i węgla, czyniąc planetę zdatną do życia. Jednak wszystko to - i znacznie więcej - jest w zagrożeniu.

Ludzie od dawna traktowali ocean niczym niewyczerpalną spiżarnię. Jednocześnie postrzegano go jako bezdenny rezerwuar, który pochłonie wszystkie niechciane odpady ludzkości. Dziś wiemy, że żadne z tych założeń nie jest prawdziwe. Liczne działania człowieka wpływają na ocean: przemysłowe rybołówstwo, zalew plastiku i innych trwałych zanieczyszczeń, niszczenie siedlisk (zarówno przypadkowe, jak i celowe), a także problemy związane z ociepleniem i podnoszeniem się poziomu mórz czy z coraz gwałtowniejszymi sztormami.

Dobrą wiadomością jest to, że coraz więcej ludzi zmienia swój sposób myślenia i dostrzega, że ocean wcale nie jest "zbyt wielki, by mógł zostać zniszczony". Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby był jak najzdrowszy, nienaruszony i różnorodny. W jaki sposób możemy to osiągnąć? Obecnie mamy więcej pomysłów niż kiedykolwiek wcześniej. Nie istnieje jedno uniwersalne rozwiązanie, które ocali ocean - żaden cudowny środek, który zadziała wszędzie. Ostatecznie wszystko sprowadza się do uświadomienia sobie, że ocean może się wyczerpać, jest cenny i niezastąpiony, oraz do podejmowania różnych działań na całym świecie. Kluczową częścią tego procesu jest po prostu zdobywanie wiedzy i większa troska o życie oceaniczne - i mam nadzieję, że ta książka w tym pomoże.

Oto mój wybór 80 gatunków ryb i innych zwierząt morskich - morskich ambasadorów, którzy mają do opowiedzenia swoje własne historie o życiu pod wodą i o tym, dlaczego ocean jest ważny. Mam nadzieję, że ich poznawanie spodoba się czytelnikom.

OCEAN ATLANTYCKIPłaszczkaDipturus intermedius

W 2020 roku w akwarium w Szkocji płaszczka Dipturus intermedius wyślizgnęła się ze swojej kapsuły jajowej, rozpostarła płetwy piersiowe i zaczęła nimi poruszać w zbiorniku. Młode mierzyło 27 centymetrów długości, co tłumaczy przyczynę, dla której gatunek ten jest krytycznie zagrożony w warunkach naturalnych. Od momentu narodzin płaszczki te osiągają rozmiary, które czynią je łatwym celem dla sieci i włoków rybackich.

Był to pierwszy osobnik tego gatunku wielkich, płaskich krewniaków rekinów, który przyszedł na świat w niewoli. Ciężarna samica płaszczki została przypadkowo złowiona przez rybaków i złożyła jajo na pokładzie statku, zanim ci zdążyli ją wypuścić z powrotem. Młode z jaja wykluło się po 535 dniach.

Płaszczki z gatunku Dipturus intermedius są największymi przedstawicielami rodziny rajowatych w Oceanie Atlantyckim. Dorosłe osobniki mogą osiągać ponad dwa metry rozpiętości płetw, co zbliża je do rozmiarów manty. Dawniej gatunek ten określano mianem płaszczki pospolitej, jednak nazwa ta została porzucona, gdy naukowcy zidentyfikowali, że obejmują dwa odrębne gatunki: Dipturus batis (płaszczkę nagą) oraz Dipturus intermedius. Wówczas stało się oczywiste, że płaszczki te wcale nie są pospolite.

Obecnie ostatnie duże populacje płaszczek Dipturus intermedius występują u wybrzeży Szetlandów, Orkadów oraz zachodniego wybrzeża Szkocji. W 2015 i 2021 roku utworzono dwa morskie obszary chronione mające na celu zabezpieczenie siedlisk kluczowych dla tego gatunku. Jednym z nich jest teren lęgowy w pobliżu wyspy Skye, gdzie nurkowie odkryli sto kapsuł jajowych tych płaszczek ukrytych wśród wodorostów między skałami na dnie morskim.

Ludzie znają płaszczki zamieszkujące wody Atlantyku i Morza Północnego od setek lat. W szesnastowiecznej Europie sprzedawano obiekty zwane "Jenny Haniver". Nazwa ta prawdopodobnie wywodzi się z francuskiego określenia jeune fille d'Anvers ("młoda dziewczyna z Antwerpii"), co sugeruje, że przedmioty te zazwyczaj pochodziły z tego belgijskiego portu. Były to groteskowe eksponaty tworzone przez żeglarzy z ciał martwych płaszczek, które sprzedawano jako smoki, diabły, syreny, a nawet - co wydaje się szczególnie nieprawdopodobne - anioły. Dla nadania rysów twarzy "Jenny Haniver" wykorzystywano nozdrza i otwór gębowy płaszczki, a z jej wydłużonych, przypominających prącie narządów kopulacyjnych formowano kończyny.

Obecnie w ramach nauki obywatelskiej często zbiera się kapsuły jajowe płaszczek wyrzucone przez fale na brzeg plaży. Umożliwia to monitorowanie populacji płaszczek oraz innych jajorodnych chrzęstnoszkieletowych.

OCEAN ATLANTYCKIMątwa zwyczajnaSepia officinalis

Naukowa nazwa mątwy zwyczajnej (Sepia) wskazuje na jedno z głównych zastosowań, jakie ludzie znaleźli dla tych zwierząt. Ciemne chmury atramentu, które mątwy wydzielają w chwili zagrożenia, znane były już od czasów starożytnych. Ich woreczki czernidłowe można wydobyć w całości, a zawarty w nich barwnik przekształcić w atrament lub farbę akwarelową o czerwonawo-brązowym odcieniu.

Atrament z mątw cieszył się największą popularnością w XVIII i XIX wieku, kiedy to tacy artyści jak William Turner i Vincent van Gogh używali sepii w swoich rysunkach techniką piórka i lawowania tuszem. Barwnik można uzyskać nie tylko z gruczołów atramentowych świeżo zabitych mątw, ale także z zachowanych szczątków ich prehistorycznych przodków. W 1826 roku brytyjska paleontolog Mary Anning odkryła skamieniałość belemnita - wymarłego krewnego mątw - zawierającą oryginalny woreczek czernidłowy, nadal wypełniony bogatym w melaninę pigmentem. Jej przyjaciółka i kolekcjonerka skamieniałości Elizabeth Philpot zmieszała ten kopalny pigment z wodą i wykorzystała go do namalowania ilustracji przedstawiających skamieniałości ichtiozaurów, znalezionych w tych samych, liczących 200 milionów lat skałach, co dawne głowonogi.

Zdjęcia w odcieniu sepii nie mają jednak żadnego związku z mątwami poza kolorem. Popularne w epoce wiktoriańskiej fotografie w brązowej tonacji nie są wyblakłymi czarno-białymi odbitkami, lecz efektem procesu chemicznego stosowanego w ciemniach fotograficznych, który nadawał im charakterystyczny odcień.

Mątwy używają atramentu do obrony, wyrzucając ciemną chmurę, która zaskakuje napastnika. Inne głowonogi, takie jak kałamarnice i ośmiornice, również produkują atrament. W połączeniu ze śluzem tworzy on lepką substancję znaną jako pseudomorf, która może działać jako przynęta, umożliwiając prawdziwej mątwie ucieczkę. Plamiste mątewki produkują "nici" atramentu pięciokrotnie dłuższe od ich ciała (które mierzy zaledwie 1 cm), do których przyczepiają się i ukrywają w nich, zapewne udając unoszącą się w wodzie roślinność.

Istnieje ponad 100 gatunków mątw, w tym mątwa olbrzymia (Sepia apama), osiągająca ponad metr długości i ważąca 10 kilogramów; pasiasta Sepioloidea lineolata, nazywana czasem kalmarem piżamowym, a w rzeczywistości będąca gatunkiem mątwy; oraz ekstrawagancka Metasepia pfefferi, która charakteryzuje się zachwycającym wyglądem oraz rzucającym się w oczy ubarwieniem.

Białe, owalne wapienne muszle wewnętrzne mątw, zwane "kośćmi mątwiowymi", które często można znaleźć na plażach, pełnią podobną funkcję jak podzielona na komory muszla łodzika - wspomagają ich wyporność. Po śmierci mątwy ich "kości" unoszą się na powierzchnię wody i często są wyrzucane na brzeg. W historycznych czasach zbierano je i mielono na proszek polerski oraz dodatek do pasty do zębów. Ponieważ są zbudowane z węglanu wapnia, stosowano je także jako środek zobojętniający kwasy żołądkowe. Tradycyjna technika odlewania metali wykorzystywała "kości mątwie" jako matrycę. Wystarczyło wcisnąć pierścień między dwie połówki muszli, aby pozostawić odcisk, który następnie można zalać stopionym metalem, tworząc replikę biżuterii. Obecnie kości mątwie są powszechnie wykorzystywane jako źródło wapnia przez osoby hodujące ptaki, szynszyle, a nawet pustelniki i ślimaki. Zwierzęta te mogą żuć muszlę, suplementując swą dietę o wapń.

Podobnie jak różne inne głowonogi, mątwy są niezwykle inteligentne. W niedawnym badaniu przeprowadzonym na Uniwersytecie w Cambridge udowodniono, że mątwy potrafią wykazywać wyjątkową samokontrolę. Przeszły one wersję testu z piankami (marshmallow test), w którym ludzkie dzieci mają wybór: mogą zjeść jedną piankę od razu lub poczekać trochę i otrzymać podwójną porcję słodyczy. Zamiast pianek mątwy otrzymały kawałki krewetek, które mogły zjeść od razu, jeśli chciały. Alternatywnie mogły jednak poczekać na znacznie smaczniejszy posiłek - żywe i większe krewetki. Żywą krewetkę mogły jednak dostać tylko wtedy, jeśli powstrzymały się od zjedzenia tej pierwszej. W trakcie testów mątwy rzeczywiście czekały na lepszy przysmak - nawet ponad dwie minuty. Co więcej, podczas czekania na smaczniejszą nagrodę odwracały się tyłem do kawałków krewetek, celowo unikając pokusy. Ta umiejętność odraczania gratyfikacji świadczy o tym, że mątwy są dobre w podejmowaniu decyzji i planowaniu przyszłości.

OCEAN ATLANTYCKIJesiotrAcipenseridae

Większość ludzi nigdy nie widziała dorosłego jesiotra - ryby o rzędach kostnych tarczek zamiast łusek oraz zwisających wąsikach czuciowych - ale wielu miało styczność z jesiotrami na znacznie wcześniejszym etapie ich życia. Jaja jesiotra, znane jako kawior, od wieków są uznawane za wykwintny delikates. Już starożytny grecki filozof Arystoteles cenił kawior, a w XIX wieku jego popularność wzrosła, gdy Francuzi zaczęli importować go z Rosji. Na początku XX wieku amerykański kawior zalał rynek światowy - był tak tani, że podawano go jako słoną przekąskę w barach (podobnie jak orzeszki), aby zachęcić klientów do picia większej ilości alkoholu.

Obecnie każdego roku produkuje się i konsumuje setki ton kawioru, głównie z hodowlanych jesiotrów. Najbardziej ceniony jest kawior z bieługi (Huso huso), olbrzymiego gatunku występującego w morzach Kaspijskim i Czarnym. Dorosłe osobniki mogą osiągać długość do ośmiu metrów, przewyższając pod tym względem nawet swoje ssacze imienniki - białuchy arktyczne (w j. angielskim zwane beluga whale). W 1924 roku w Rosji złowiono samicę bieługi ważącą 1,2 tony, z czego niemal 250 kilogramów stanowiły same jaja. Obecnie gatunek ten jest krytycznie zagrożony z powodu nadmiernych połowów i kłusownictwa. Podobny los spotkał jesiotra gwiaździstego (Acipenser stellatus) i jesiotra rosyjskiego (A. gueldenstaedtii), których czarny kawior jest równie wysoko ceniony. Całość rodziny jesiotrowatych jest w słabej kondycji - 23 z 27 gatunków znajduje się obecnie na skraju wyginięcia. Kluczowym problemem, oprócz intensywnych połowów, jest budowa zapór, które blokują trasy migracyjne do miejsc ich tarła.

Oprócz kawioru jesiotry dostarczają jeszcze jednego, nieco mniej znanego surowca, który ludzie wykorzystują od stuleci. Podobnie jak wiele innych ryb, jesiotry mają pęcherz pławny wypełniony gazem, który pomaga im regulować wyporność. Cienkościenne pęcherze jesiotrów mają niemal idealny kształt i rozmiar, by zostać przekształcone w prezerwatywy, które dawniej przywiązywano do ciała za pomocą wstążek. Takich prezerwatyw pochodzenia rybnego używano w Europie już w XVII wieku - rozdawano je żołnierzom walczącym w angielskiej wojnie domowej, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się kiły. Znacznie powszechniejsze było inne zastosowanie pęcherzy pławnych jesiotrów - do produkcji przezroczystej substancji zwanej karukiem (klejem rybim). W starożytnym Egipcie klej ten wykorzystywano jako spoiwo, a Rzymianie stosowali go do uszczelniania ran i leczenia złamań. Istnieją nawet doniesienia, że rzymscy artyści cyrkowi smarowali nim stopy, aby uniknąć poparzeń podczas chodzenia po rozżarzonych węglach.

Kilka wieków później brytyjscy browarnicy odkryli nowe zastosowanie karuku - jako środka klarującego piwo. Wysoka zawartość kolagenu w kleju rybim sprawia, że drożdże w piwie zbrylają się i opadają na dno, co pozwala uzyskać klarowny, błyszczący trunek. Stało się to szczególnie istotne, gdy ceramiczne i metalowe kufle zaczęto zastępować szklanymi naczyniami. Początkowo używano kleju pozyskiwanego z jesiotrów rosyjskich jako produktu ubocznego handlu kawiorem. W połowie XVIII wieku odkryto jednak, że tańsze pęcherze pławne dorszy działają równie skutecznie. Do dziś niektóre browary nadal stosują karuk. Jeszcze w 2017 roku śladowe ilości tej substancji wykrywano w każdym kuflu Guinnessa.

Europa Zachodnia ma swój własny gatunek jesiotra, który - podobnie jak jego wschodni kuzyni - jest krytycznie zagrożony. Europejski jesiotr zachodni był przez wieki poławiany głównie dla mięsa. Jego cykl życiowy przypomina ten łososi - większość życia spędza w morzu, ale na tarło migruje w górę rzek. W przeszłości jesiotry gromadziły się w ogromnych stadach w okresie tarła - ostatni raz zaobserwowano to zjawisko we francuskiej Żyrondzie (estuarium Garonny) w 1994 roku. W ostatnich dekadach podjęto intensywne działania na rzecz odbudowy populacji tego gatunku. W latach 2007-2015 do środowiska naturalnego wypuszczono około 1,6 miliona młodych jesiotrów wyhodowanych w niewoli. Samce osiągają dojrzałość płciową po 12 latach, a samice dopiero po 20 latach, co oznacza, że te, które przeżyły, wkrótce powinny być gotowe do rozrodu. Naukowcy zajmujący się rybami bacznie obserwują sytuację, ponieważ już w najbliższym czasie pierwsze osobniki hodowlane mogą powrócić do miejsc tarła w europejskich rzekach.

OCEAN ATLANTYCKICzaszołkaPatellidae

Czaszołki to niepozorne ślimaki morskie. Niektórzy mogą nazwać je nudnymi, ale wszystko zależy od tego, w jakim momencie je zaobserwujemy. Przystosowały się one do przetrwania w ciągle zmieniającym się świecie. W ciągu doby, wraz z przypływem i odpływem, muszą zmagać się z zimną wodą i uderzeniami fal, a następnie z suchym powietrzem i możliwością ugotowania się w promieniach słońca.

Najłatwiej zauważyć je podczas odpływu, ale właśnie wtedy są najbardziej skryte i niedostępne. Wyglądają jak małe, nieruchome wulkany. Przywierają mocno do skał, wykorzystując zarówno swoją umięśnioną nogę, działającą jak przyssawka, jak i lepką substancję, która je przykleja do podłoża. Dzięki temu nie wysychają i są trudniejsze do oderwania przez głodne ptaki morskie. Aby oderwać czaszołkę od skały, potrzeba siły odpowiadającej aż 100 kilogramom.

Gdy nadchodzi przypływ, czaszołki budzą się i wyruszają na poszukiwanie pożywienia. Skrobią młode zarodniki traw morskich swoją szorstką niczym papier ścierny tarką, podobnie jak kot liżący miskę zamarzniętego mleka. Jeśli niestraszne nam zmoknięcie, przy bacznej eksploracji skalistego wybrzeża podczas przypływu, można zbliżyć ucho do skały pokrytej czaszołkami i usłyszeć, jak żerują.

Na uwagę zasługują również geometryczne wzory, które pozostawiają na skałach. Ich zygzakowate ślady świadczą o niezwykle twardych zębach pokrywających ich tarki. Zespół naukowców zajmujących się materiałoznawstwem odkrył, że sekretem ich wytrzymałości są skupiska mikroskopijnych rurek zbudowanych z minerału bogatego w żelazo - getytu. Zęby pokrywające tarkę czaszołek są najtwardszym znanym materiałem biologicznym. Gdyby tylko chciały, mogłyby przegryźć się przez kamizelkę kuloodporną.

Naukowcy zbadali również błyszczące pasy na muszlach czaszołek z gatunku Patella pellucida, najbardziej widowiskowych przedstawicieli tej grupy. Ich muszle zawierają cienkie warstwy o nieregularnej strukturze, które odbijają niebieskie światło. Może to stanowić inspirację dla produkcji przezroczystych wyświetlaczy optycznych na przednich szybach samochodów.

Istnieje również pewna nierozwiązana zagadka dotycząca czaszołek: gdy poziom morza opada, wszystkie bezbłędnie wracają na swoje stałe miejsce. Na razie nikt nie wie dokładnie, jak to jest możliwe, że nigdy się nie gubią.