Don Vito. Prawdziwa historia życia głowy rodu Corleone - Massimo Ciancimino, Francesco Licata La


Reflow text when sidebars are open.
MASSIMO CIANCIMINO: Było lato, więc tak jak wszyscy bogaci, zadowoleni i "przyzwoici" mieszkańcy Palermo, spędzaliśmy wakacje za miastem, w Baidzie, w starym domu dziadków, Attilia i Adeli, na via Falconara Baglia. Mój ojciec, Vito Ciancimino, był sławnym politykiem - znienawidzonym, respektowanym i poważanym. Lewicowe gazety go atakowały, ale ta część miasta, największa, akceptowała ojca, była bowiem przyzwyczajona do współżycia z ludźmi wpływowymi - dla korzyści albo z umiłowania spokojnego życia. Od tych, którzy trzymali władzę, mogły spływać pieniądze i dobrobyt. Więcej dla panów, a mniej dla chamów, jak określano biednych.
Mój ojciec nie lubił sam się golić, wolał rytuał wizyty u fryzjera, do którego chodził niemal codziennie. "Salon" signora Lo Piccolo mieścił się na via Sciuti, dokładnie naprzeciwko bramy domu numer 85R, w którym na najwyższym piętrze zajmowaliśmy mieszkanie, w sercu nowej metropolii powstałej na fali ekspansji budowlanej w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.
Tego letniego poranka, na początku lat osiemdziesiątych, siedziałem zatem w poczekalni signora Lo Piccolo, który starannie namydlał twarz mojego ojca.
Warto wspomnieć, że w najmłodszych latach niesprawiedliwy los skazał mnie na odgrywanie roli oficjalnego towarzysza ojca. Oczywiście wolałbym robić to, co zwykle robią młodzi ludzie. Ale on postanowił inaczej. Jego zdaniem było we mnie zbyt dużo niepokoju i buntu, bym zdołał poradzić sobie z własną wolnością. Zatem aby sprawować nade mną swoją uciążliwą kontrolę, trzymał mnie blisko siebie. Prawdziwa frajda dla chłopaka, który jeszcze nie skończył osiemnastu lat, a musiał przycinać włosy tego samego dnia co jego ojciec...
Dotrzymywanie mu towarzystwa podczas wizyty u fryzjera należało do moich obowiązków, ale nie pytajcie mnie, w jakim celu tkwiłem tam i wysłuchiwałem bezsensownych rozkazów. "Podaj mi teczkę, albo nie, wyjmij dokumenty... Nie te, półgłówku! Daj mi okulary, ale te z przesłoną". Z okularami zawsze było zamieszanie. Po udarze oślepł na jedno oko i nosił okulary z jednym szkłem przyciemnionym.
Przyzwyczaiłem się już do tego. Tak więc, jak to zwykle bywa w kolejce u fryzjera, zabijałem czas, przeglądając jakieś kolorowe czasopismo, chyba tygodnik "Epoca". Moją uwagę zwrócił artykuł poświęcony słynnym mafiosom pozostającym w ukryciu. Byli to "namiestnicy" Luciana Liggia, wówczas uważanego jeszcze za szefa klanu z Corleone. Tekst zilustrowano starymi zdjęciami Tot? Riiny, ale pamiętam, że gazeta próbowała komputerowo stworzyć podobiznę jednego z najsławniejszych członków mafii, o którym jednocześnie było najmniej informacji. Na podstawie jedynego istniejącego zdjęcia bossa Bernarda Provenzana z jego wczesnej młodości, przedstawiającego chłopaka o kwadratowej twarzy i jasnej czuprynie, otrzymaliśmy komputerowy portret mężczyzny w średnim wieku. Charakterystyczny owal twarzy, zarost, krótkie włosy, to wszystko wydało mi się znajome. Tak, znałem tego mężczyznę, i to od dawna. Dla mnie to był inżynier Lo Verde, nasz dobry znajomy, który często bywał w naszym domu zapraszany przez ojca na kolacje, a czasem przyjeżdżał w odwiedziny do domu dziadków w Baidzie. Był przyjacielem rodziny, któremu mój ojciec, polityk z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji, ufał jako doradcy, z którym wymieniał poglądy, a nawet omawiał problemy związane z zarządzaniem miastem. Czy to możliwe, żeby ten Lo Verde, dobrotliwy mężczyzna, który klepał mnie po policzku i radził słuchać ojca, był opisywanym przez gazety okrutnym mordercą?
Długo przetrawiałem moje "odkrycie". Przyglądałem się odbitej w lustrze twarzy pogrążonego w myślach ojca, gdy poddawał się masażowi signora Lo Piccolo. Zastanawiałem się, jak zareaguje, kiedy zdradzę mu swoje podejrzenia. Podjąłem próbę w drodze powrotnej, w samochodzie. Porywczy z natury, zacząłem rozmowę od pytania: "Widziałeś zdjęcia w "Epoce"? Powiedz mi prawdę, tato, czy ten facet nie jest bardzo podobny do inżyniera Lo Verdego? To on, prawda?".
Znieruchomiał jak sfinks i milczał, nie zaszczyciwszy mnie nawet spojrzeniem. Być może potrzebował czasu do namysłu, gdyż po nieskończenie długiej przerwie doczekałem się w końcu odpowiedzi. Nie potwierdził ani nie zaprzeczył, ale wiedziałem, że trafiłem w sedno. Potem uznał za konieczne udzielić mi przestrogi, nakazując absolutną dyskrecję w tej nader niebezpiecznej kwestii: "Pamiętaj, że nie możesz popełnić błędu, w tych sprawach nawet ja nie jestem w stanie cię ochronić". Najwyraźniej martwił go mój impulsywny charakter. Uważał, być może nie bez racji, że byłem trochę pyszałkowaty i gadatliwy, więc martwił się, że mógłbym w jakiś sposób - może podczas kłótni z jakimś innym chłopakiem - pochwalić się zażyłością ojca z jednym z szefów cosa nostry. Bo tak właśnie wyglądało życie towarzyskie w Palermo - picciotti, żółtodzioby stojące na najniższym szczeblu mafii, puszyły się, udając małych bossów, mieszczaństwo i mafia mieszały się ze sobą w dyskotekach i salonach. Żeby zyskać szacunek i uznanie, wszyscy chwalili się znajomościami, do których w normalnym świecie nikt by się nie przyznawał. Dlatego właśnie ojciec obawiał się, że i ja zacznę się przechwalać. Gdyby rozmowa zeszła na konkretne osoby, dlaczego nie miałbym wszystkich przebić, wyjawiając, że mój ojciec trzymał w domu bombę atomową i pozostawał w braterskich stosunkach z don Binnu Provenzanem?
Tak opowiada o "końcu swojej niewinności" Massimo Ciancimino, zabarykadowany w kryjówce w Bolonii, z ochroniarzami stojącymi w pełnej gotowości za drzwiami. Był jeszcze młodym chłopakiem, kiedy wymuszona wizyta w salonie fryzjerskim signora Lo Piccolo ukazała mu nieznany dotychczas świat. Aż do tego poranka Massimo postrzegał swojego ojca jak każdy syn tkwiący w tradycyjnym konflikcie pokoleń - z rodzicem zaborczym, czasami agresywnym, autorytarnym, kontrowersyjnym i "niepoprawnym politycznie", ale jednocześnie przydatnym ze względu na przywileje, które stworzony przez niego system polityczny mógł zagwarantować krewnym i znajomym.
Dziś Massimo ma czterdzieści siedem lat i sam jest ojcem chłopca, któremu po dziadku nadał imię Vito (Vito Andrea), zdradzając tym samym - pomimo trudnych doświadczeń i sporów - przywiązanie do ojca i tradycyjną sycylijską mentalność, z którą w końcu się pogodził. Minęło prawie trzydzieści lat od dnia, kiedy to przeczytał w tygodniku "Epoca" artykuł, który odmienił jego życie, czyniąc go bezpośrednim świadkiem czasów tak często w historii Włoch opisywanych, ale w rzeczywistości dużo bardziej chorych, niż można by to sobie wyobrazić czy udowodnić.
Od kiedy Massimo odkrył prawdziwą tożsamość inżyniera Lo Verdego, stopniowo przejmował rolę milczącego wykonawcy planów swojego ojca, będących rezultatem związków polityki i mafii, których przykładem była przyjaźń między Cianciminem a Provenzanem. Z towarzysza ojca stał się swoistym kurierem kursującym między tą dwójką i te ryzykowne pielgrzymki dały mu okazję do zobaczenia na własne oczy kompromitujących powiązań świata przestępczego i polityki - bossowie inwestujący w nieruchomości, imponujące kontrakty, skorumpowani urzędnicy i szefowie cosa nostry, którzy choć zmuszeni do ukrywania się, przychodzili do domu don Vita, żeby dyskutować o robotach publicznych. Kolacje, podczas których świętowano sukcesy nielegalnych interesów. Lima, kuzyni Salvo, Cassinowie, Romolo Vaselli junior, deweloper Vassallo oraz "ceglani bliźniacy" Bonura i Buscemi. A także główni szefowie mafii, zasiadający przy stoliku i rozdzielający łupy. To był właśnie system Ciancimina działający w Palermo i sięgający mackami z prowincjonalnego mikrokosmosu aż po Rzym i dalej na północ, jak ośmiornica oplatająca pałace stolicy i gospodarczych potentatów przedsiębiorczej Północy. Opowieść Massima Ciancimina, która przenosi nas do Zurychu, a nawet Stanów Zjednoczonych i Kanady, pokazuje, jak powstawały wielkie fortuny. Jego brat Giovanni także jest cennym źródłem rodzinnych wspomnień.
Wszystko to stanowi jednak zaledwie wstęp do historii, która jeszcze się nie zakończyła, historii burzliwej, obejmującej niezliczone żałoby narodowe, zamachy mafijne osłabiające działania rządu oraz negocjacje, które miały położyć kres rozlewowi krwi. Don Vito brał udział w grze, której stawką były śmierć i życie, pełniąc rolę mediatora i pośrednika w imieniu Provenzana i Riiny, podobnie jak Massimo, który był świadkiem i kurierem w potajemnych kontaktach między postaciami, zdającymi się pochodzić prosto z wyobraźni autora kryminałów. Tajni agenci, signor Lo Verde w roli "umiarkowanego szefa mafii" oraz krwiożerczy Riina. A także tajemniczy signor Franco, zakonspirowany reżyser przedstawienia, ktoś w rodzaju mędrca, który po latach przyglądania się z bliska i odgrywania niejakiej roli w "systemie Ciancimina", śledzi krok po kroku narodziny i rozwój negocjacji, dbając, by nikt nie naruszył ich równowagi. Dlatego właśnie zmieniło się życie Massima Ciancimina - bo nadal prześladował go cień inżyniera Lo Verdego, ale obecność anonimowego signora Franco już nie była dla niego oparciem. Massimo snuje swoją opowieść z dystansem, jakby nie dotyczyła jego, ale kogoś innego. Nie ma w niej śladu sentymentalizmu ani emocji, które ukrywa pod ironią, czasami zapominając przez nią o ostrożności. Tymczasem wspomnienia Giovanniego o rodzinie są precyzyjne, wręcz pedantyczne, ale starannie pomijają zbyt trudne szczegóły.
Bliscy przyjaciele
MASSIMO: Związki mojego ojca z mafią polegały głównie na przyjaźni z Bernardem Provenzanem. To nie znaczy, że nie spotykał się z innymi przedstawicielami tego środowiska. Przypomina mi się niejaki don Pino Abbate. Pamiętam go, bo w przekonaniu o cudownych właściwościach cytrusów przysyłał nam do domu tony cytryn i pomarańczy, mających nas uchronić przed zapowiadaną epidemią cholery, która nigdy nie nadeszła. Mój ojciec miał bardzo wielu znajomych i niewielu przyjaciół. Można powiedzieć, że kontakty, jakie utrzymywał z różnymi przedstawicielami cosa nostry, były w jakiś sposób narzucone przez tak zwane okoliczności przyrody, które wpływały na jego działalność polityczną i urzędową.
Z Bernardem Provenzanem sprawa przedstawiała się zupełnie inaczej. Wymieniali poglądy i rady. W ich operacjach był widoczny skuteczny podział zadań. Mój ojciec brał na siebie godzenie różnych, często sprzecznych, oczekiwań polityków - zwłaszcza finansowych, rzecz jasna - podczas gdy Provenzano pracował w terenie, zapewniając zgodę mafii na każde przedsięwzięcie. Mówimy tu oczywiście o zamówieniach publicznych.
Mojego ojca z Provenzanem dzieliła spora różnica wieku, ale urodzili się w tym samym miasteczku Corleone i dorastali niedaleko od siebie. Pochodzili z różnych środowisk - Provenzano był synem biednych rolników, zaś rodzice mojego ojca byli handlarzami, którzy mogli sobie pozwolić na edukację dzieci. Mój dziadek miał na imię Giovanni i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, lecz musiał wrócić na Sycylię, kiedy jego starszy brat zmarł w wyniku choroby. Jego rodzina nie opływała w dostatki. Sytuacja polepszyła się wraz z pojawieniem się wojsk żołnierzy amerykańskich, kiedy mojemu dziadkowi - prawdopodobnie jedynej osobie w Corleone, która znała angielski - powierzono rolę tłumacza aliantów. Tylko tłumacza?
I tu wracają moje podejrzenia co do motywów, które później popchnęły mojego ojca do długoletnich - aż po niesławne "negocjacje" - kontaktów z dziwnymi typami, jak nieuchwytny i tajemniczy signor Franco. Czy reprezentował instytucję rządową, czy może kogoś innego? Zdaję sobie sprawę, jak nieprawdopodobne może się wydawać na przykład to, że przez dwadzieścia lat nie zdołałem poznać jego prawdziwej tożsamości. Ale taka jest prawda. Nie mogłem wypytywać o to ojca, który pilnie strzegł tajemnicy. Tym bardziej nie mogłem się zwrócić bezpośrednio do signora Franco, anonimowość i dyskrecja były bowiem dla niego święte. Rozumiałem, że ukrywał swoją tożsamość, więc udawałem nieświadomego, zupełnie jak w powieściach szpiegowskich. Dlatego nie zdziwiłem się za bardzo, kiedy przeczytałem notatkę znalezioną w dokumentach przekazanych prokuraturze, w której mój ojciec zdawał się potwierdzać, że był on członkiem Gladio, tajnej operacji NATO, która miała za zadanie zapobiec przejęciu przez komunistów władzy we Włoszech.
Kontakty z Amerykanami umożliwiły mojemu dziadkowi podjęcie działalności importowo-eksportowej, którą przerwała wojna. Zmieniło to także życie mojego ojca, ponieważ dochody stały się na tyle regularne, że mógł zająć się poważnymi interesami, takimi jak budowa nieruchomości, dróg, wodociągów, mostów albo transportem oraz innymi przedsięwzięciami handlowymi, w których świetnie sobie radził. Mój ojciec wcale nie był fryzjerem z Corleone, jak długo opisywały go gazety. Ta bajeczka wzięła się stąd, że w jednym z należących do niego lokali mieścił się zakład fryzjerski.
Bernardo Provenzano był młodszy od mojego ojca. W szkole nie szło mu zbyt dobrze, więc jego rodzice zwrócili się do ucznia technikum dla geometrów Vita Ciancimina, żeby pomógł ich synowi w matematyce, przedmiocie, z którym mały Binnu miał problemy. I tak zrodziła się przyjaźń, którą czas scementował.
Tego wszystkiego dowiedziałem się bezpośrednio od ojca, bo kiedy odkryłem, kim jest signor Lo Verde, zaczął odpowiadać na niektóre moje pytania, nawet jeśli czasem tylko monosylabami. Zawsze robił to z ogromną ostrożnością, aż otworzył się całkowicie - w okresie kontaktów z karabinierami, po zamachu w Capaci i po morderstwie swojego przyjaciela nie przyjaciela Salva Limy. Ale najwięcej usłyszałem, będąc przy nim w więzieniu, na zesłaniu i w końcu w areszcie domowym. Jego stosunek do mnie zmienił się z czasem, dał się przekonać do mówienia, kiedy spisywał "całą prawdę w książce". Oczywiście całą jego prawdę. W ten sposób dowiedziałem się wielu faktów.
Opowiedział mi o tym, jak dawał korepetycje Binnu. Z rozbawieniem wspominał, że pozwalał sobie czasami na klepnięcie ucznia w kark, kiedy tamten się pomylił. I łajał go po swojemu, nazywając "matołkiem". "Jestem jedną z niewielu osób, które nazwały Provenzana durniem i przeżyły". Nie słyszałem, by mówił o tym komukolwiek innemu. Nigdy o tym nie wspominał, nawet najbliższym przyjaciołom, jeśli zakładać, że takich miał. Jego przyjaźń z Provenzanem była bardzo zażyła, ale dyskretna i poufna, dokładnie w stylu jego alter ego. Chwalił się tym, że żaden mafioso nigdy nie widział go z inżynierem, jak czasami tytułował Lo Verdego.
Pamiętam, że Lo Verde regularnie bywał w naszych domach, w Baidzie na via Sciuti i w Mondello na via Danae. Był niskim mężczyzną. Przychodził zawsze sam, pieszo, wolnym krokiem, trochę zgarbiony, ściskając w rękach teczkę. Zostawiał samochód w pewnej odległości od willi, w której mieszkaliśmy; nigdy nic nie wiadomo i ostrożności nigdy za wiele. Pewnego razu, na via Danae, przyjechał bez obstawy, ale za to z Pinem Liparim, księgowym - w gazetach sporo jest artykułów o nim, dowodzących jego wierności wobec klanu Corleone - który uczestniczył w spotkaniu. Mój ojciec postawił mnie w stan gotowości (zawsze znajdował okazję do wydania strategicznych, w swoim mniemaniu, instrukcji) i kazał mi otworzyć bramę, żeby wpuścić gości i samochód. Provenzano wolał jednak zaparkować na ulicy, mimo że mój ojciec miał wątpliwości co do jego bezpieczeństwa. "Komu by przyszło do głowy tknąć mój samochód?", przerwał mu Binnu. Po wyjściu okazało się, że dach w jego kabriolecie, volkswagenie garbusie, został rozcięty, a miejsce na radio samochodowe było puste. Ktoś okradł samochód ojca chrzestnego cosa nostry tuż przed naszym domem. Nie zapomnę diabolicznego i sarkastycznego uśmieszku ojca, któremu towarzyszył żart o "niepowstrzymanej potędze mafii". Lo Verde poczuł się dotknięty i następnym razem pojawił się z radiem samochodowym, które - jak twierdził - "oddano z przeprosinami". Mój ojciec nie wytrzymał i zapytał: "Powiedz prawdę, ile za nie dałeś?". Mógł sobie pozwolić na takie żarty, bo znał Provenzana od dziecka i widział, jak wyrasta na ojca chrzestnego klanu Corleone.
Spędzali na rozmowach całe godziny. Prawie zawsze sami, z dala od ciekawskich uszu. Później się dowiedziałem, że ostrożni z natury corleończycy nie dopuszczali do tego, aby ktokolwiek - bowiem nikomu nie można było ufać - dowiedział się, o czym myśleli. Nie brakowało jednak chwil wytchnienia przy dobrym sycylijskim posiłku albo na spacerze po boisku do gry w bocce przy naszym domu w Mondello, idealnym miejscu, żeby rozmawiać na powietrzu, nie lękając się podsłuchu.
Mały Provenzano
Starszy brat Massima, Giovanni, również był świadkiem długoletniej przyjaźni ojca i don Binnu. Jego opowieść jest nader interesująca, przede wszystkim dlatego, że mówi o pierwszym spotkaniu don Vita z innym wpływowym szefem mafii, Stefanem Bontadem. Ta scena jest prawdziwą perełką mafijnej antropologii, a Giovanni stara się ją odtworzyć w najdrobniejszych szczegółach, łącznie z dialogami.
GIOVANNI CIANCIMINO: Była połowa lat sześćdziesiątych, spędzaliśmy wakacje w kurorcie Salsomaggiore. W tym samym hotelu zatrzymało się sporo rodzin z Palermo, niewątpliwie dobrze sytuowanych, sądząc po samochodach. Śniadania serwowano w dużej sali. Pewnego ranka do mojego ojca podszedł pewien mężczyzna, około trzydziestoletni, szczupły, wysoki i elegancko ubrany. Sprawiał wrażenie, jakby specjalnie na niego czekał.
Kiedy zobaczył, że mój ojciec wstaje, odezwał się:
- Przepraszam, że przeszkadzam. Pan mnie zapewne nie zna, ale ja pana owszem. Pan Vito Ciancimino, polityk.
Mój ojciec, z miną wyrażającą niezadowolenie z faktu, że ktoś mu przeszkadza, odpowiedział tak opryskliwie i arogancko, jak tylko on potrafił:
- Nie pomylił się pan w dwóch sprawach. Jestem Vito Ciancimino i nie znam pana.
Rozmówca jakby nie zauważył jego irytacji i bardzo uprzejmie wytłumaczył, że mają wspólnego znajomego, don Pina Abbatego.
- Nazywam się Stefano Bontade, pracuję w branży budowlanej i znam także pana krajan. Nie jestem z nimi tak blisko jak z Abbatem, ale utrzymujemy dobre stosunki.
Padła wymijająca odpowiedź:
- Kogo pan rozumie przez moich krajan?
- Salvatora Riinę i Bernarda Provenzana.
Mój ojciec kontynuował:
- Wyjechałem z Corleone, kiedy miałem osiemnaście lat, żeby studiować na politechnice w Palermo, kiedy oni byli jeszcze dziećmi. Są ode mnie dużo młodsi. Riiny nie poznałem nigdy. Provenzana owszem, spotkałem i opowiem panu w jaki sposób. Pewnego deszczowego popołudnia, zimą, gdy uczyłem się w domu, dostrzegłem przez okno małego chłopca. Musiał się przewrócić, bo ledwie szedł. Był cały przemoczony, więc wyszedłem na dwór z parasolem, żeby mu pomóc i zaprowadzić bezpiecznie do domu. Powiedział, że upadł, gdy gonił za jakimś psem. Jego włoski nie był za dobry, jakby nie chodził do szkoły, ale miał bystre spojrzenie chłopaka, który wie, czego chce, i jest przyzwyczajony do radzenia sobie w każdej sytuacji. Zapytałem, jak się nazywa, a on odpowiedział: "Bernardo Provenzano, ale wołają na mnie Binnu". Poczęstowałem go filiżanką gorącego mleka i kromką chleba z marmoladą wiśniową. Odwiozłem go do domu na rowerze. Następnego dnia przyszedł z kanką sera ricotta w podziękowaniu. I to było moje jedyne spotkanie z Provenzanem.
Stefano Bontade słuchał w milczeniu, a potem spytał z nutą sceptycyzmu:
- Nigdy pan nie spotkał go w Palermo?
- Nie, już mówiłem. Ani on nigdy nie starał się od-naleźć mnie, ani ja jego.
- Jestem pana opowieścią nieco zdziwiony, ale nie widzę powodu, żeby podawać w wątpliwość pańskie słowa, ponieważ cieszy się pan opinią kogoś, kto nigdy nie kłamie. Pozwolę sobie mimo wszystko udzielić panu rady. Z Provenzanem można pertraktować, ale Riiny lepiej unikać. Jest uparty, gwałtowny i rzadko zmienia zdanie. Mieliśmy ze sobą kilka starć, ale Provenzano zawsze potrafił nas pogodzić.
Tę rozmowę zakończyła prośba Stefana Botandego o spotkanie w Palermo, "żeby porozmawiać o czymś bardzo dla niego istotnym". Dodał, że wolałby się umówić w naszym domu w Baidzie, "bo nie przepada za przesiadywaniem w sekretariatach polityków". Uprzejmość Bontadego przyniosła rezultaty i ojciec go polubił, chociaż nie był zachwycony, że Bontade, opuszczając hotel, zapłacił także rachunek naszej rodziny. Ojciec zrobił awanturę dyrektorowi, którego zmusił do przyjęcia czeku na sumę, na jaką opiewał rachunek, i zwrócił pieniądze Bontademu. "Już mnie pan tu więcej nie zobaczy!", zawołał wzburzony na pożegnanie.
Liggio despota
GIOVANNI: Tamtego lata Bontade wiele razy odwiedził nasz dom w Baidzie na via Falconara Baglia. Przy pier-wszej okazji przeprosił za gafę, jaką było zapłacenie rachunku za hotel w Salsomaggiore. Zawsze bardzo elegancki, przyjeżdżał wyczynową sportową alfą romeo z kierowcą. Wychodzili z ojcem na mały taras, na który wówczas nikt nie miał wstępu, a ojciec nawet zamykał drzwi na klucz. Zastanawiałem się, po co taka ostrożność podczas rozmów z przedsiębiorcą budowlanym. Inni, bardziej znani, jak Ciccio Vassallo, także do nas przychodzili, ale nie stronili od towarzystwa. Nie wiedziałem wtedy, że Bontade wprawdzie i był biznesmenem, ale również jednym z szefów mafii.
Pewnego dnia pojawił się bez zapowiedzi, w towarzystwie don Pina Abbatego i wysokiego, szczupłego mężczyzny o jasnych włosach. Nazywał się Mimmo Teresi. Potem dowiedziałem się, że był szwagrem Stefana Bontadego. Nie zastali mojego ojca w domu, więc musieli długo na niego czekać. Kiedy w końcu wrócił po dwóch godzinach, przyszedł w towarzystwie trzech radców miejskich ze swojej partii, których odesłał natychmiast, kiedy zobaczył gości. Spotkanie zaczęło się od przedstawienia Teresiego, którego mój ojciec wcześniej nie spotkał. Po chwil przenieśli się tradycyjnie na taras.
Sprawa okazała się pilna. Bontade i jego szwagier zawarli ustną umowę na zakup terenu, na którym "można było postawić trzydzieści domków", następnie wpłacili kaucję i czekali na sfinalizowanie transakcji. Właściciel jednak nagle się rozmyślił. Pojawił się u niedoszłych klientów i bezczelnie oddał im zaliczkę powiększoną o dwadzieścia procent, ponieważ - jak twierdził - "sam chciał budować". Ani Bontade, ani Teresi nie uwierzyli, że to był prawdziwy powód zmiany zdania. Teresi wtrącił:
- Żeby taki zadufek przychodził do nas, jakby był samym Panem Bogiem! Oczywiście okazało się, że tę ziemię chcą zagarnąć dla siebie Luciano Liggio i jego krajanie, Riina i Provenzano.
Mój ojciec zapytał, co on może mieć wspólnego z całą tą historią. Odpowiedzieli mu, że powinien porozmawiać z Liggiem i przekonać go, by zrezygnował z terenu. Odmówił kategorycznie, tłumacząc się starymi waśniami z szefem klanu z Corleone.
Żeby wydać się jeszcze bardziej przekonujący, opowiedział im historię swojego kuzyna Pietra Maiuriego, za-bitego w Corleone w czasie wojny między Liggiem a doktorem Michelem Navarrą. Wiedział, że rozmawia z honorowymi ludźmi, którzy nigdy by nie zdradzili tajemnicy.
- Zabili go - zaczął mój ojciec - chociaż Liggio osobiście mi zagwarantował, podczas potajemnego spotkania w centrum Palermo, że mojemu kuzynowi nic nie grozi i będzie mógł dożyć nawet setki. Zapewniłem, że Pietro przeprowadzi się do Palermo, i Liggio przyznał mi rację. Tak, powiedział, Corleone nie jest już dla kuzyna dobrym miejscem. Na pożegnanie pocałował mnie nawet w policzek. Dlatego już nigdy i za nic na świecie nie zamierzam rozmawiać z Lucianem Liggiem.
Potężny ojciec
MASSIMO: Mimo wszystko Baida jawi się w moich wspomnieniach jako miejsce szczęśliwe. W domu ukochanych dziadków, Attilia i Adeli, którzy wychowali mnie i moich braci, wypełniając pustkę po nieobecnych rodzicach, minęły najlepsze dni mojego życia. Tam spędzaliśmy letnie wakacje. Wyjeżdżaliśmy zaraz po zakończeniu roku szkolnego i zostawaliśmy do początku października. Żyliśmy pełnią wolności, niemal jak dzikusy, na ulicy, bawiąc się w proste gry. Wystarczył nam kawałek drewna i opona samochodowa, którą popychaliśmy i goniliśmy za nią. Jedliśmy posiłki na pięknym, ogromnym tarasie, z którego rozciągał się widok na wybrzeże Palermo, i mieliśmy cysternę, która często zmieniała się dla nas w basen.
Morze było daleko, ale nie było niedostępne. Jeździliśmy tam w każdą sobotę i niedzielę, a przygotowania często trwały już od środy. Wykwintne menu przewidywało zapiekankę makaronową, jajka na twardo, kotlety i omlet. Dzień wycieczki był dla nas świętem. Pamiętam czerwonego fiata 128 z moją matką, Epifanią, za kierownicą. Giovanniemu z racji wieku należało się miejsce z przodu, my tłoczyliśmy się z tyłu, z moją najmłodszą siostrą Lucianą na kolanach. Podkład muzyczny zawsze wywoływał kłótnie. Giovanni miał beznadziejny gust, lubił smutne, melancholijne piosenki: Battistiego, Gigantiego, Lauziego i całą resztę wyciskaczy łez. Ja i Roberto woleliśmy bardziej popularne rytmy, określane jako kiczowate - tasci, dzisiaj powiedzielibyśmy "folkowo-popowe". Najbardziej lubiliśmy I cugini di campagna, Franco I e Franco IV, wczesnego Celentana. Wszystkich nas przebijał mój brat Sergio, od zawsze nieprzystosowany, który katował nas płaczliwymi piosenkami Demisa Roussosa, dziwacznego otyłego guru, wiecznie odzianego w kaftan.
Cel podróży: plaża w Mondello Valdesi, gdzie każdego lata od niepamiętnych czasów Societa Italobelga, inżyniera Castellucciego, wynajmująca całe wybrzeże w Mondello, zarządzała kąpieliskiem wyposażonym w wydzielony obszar dla VIP-ów.
Nasz domek plażowy znajdował się w samym sercu tej enklawy i miał w komplecie tarasik oraz prywatne miejsce parkingowe przylegające do hotelu Palace. Oczywiście w sektorze wpływowych polityków nikt za nic nie musiał płacić.
W okresie wyjazdów do Baidy rzadko widywałem mojego ojca. Zachowałem o nim niezbyt dobre wspomnienia. Zaczynałem wówczas rozumieć, że był szczególną osobą, ze względu na szorstki, introwertyczny i despotyczny charakter, a także zajmowaną pozycję oraz sposób, w jaki postrzegali go inni. Jego związek z moją matką nie należał do spokojnych, ponieważ pozwalał sobie na wiele romansów. Lubił kobiety, a miał taki charakter, że zazwyczaj brał to, czego zapragnął - czy chodziło o interesy, czy o piękne kobiety.
Pamiętam, kiedy zacząłem się domyślać jego pozycji w mieście. Moja matka miała obsesję na punkcie zagrożenia, które stwarzały samochody przejeżdżające z dużą szybkością koło domu, przy którym się bawiliśmy. Rodzice często kłócili się z tego powodu, a mama wypominała ojcu, że nie obchodzą go własne dzieci. W pewnym momencie nie mógł już dłużej ignorować jej argumentów, bo dokładnie przed naszym domem doszło do wypadku. Moja matka zażądała stałej obecności strażnika miejskiego, który miałby wystawiać mandaty niezdyscyplinowanym kierowcom. Ale ojciec posunął się dalej. Wezwał do Baidy przełożonego straży miejskiej, członków rady miejskiej oraz hrabiego Cassinę, którego już znałem, bo często u nas bywał. Zwracał na siebie uwagę wspaniałymi samochodami i charakterystyczną bródką w stylu Pirandella. Co hrabia mógł mieć wspólnego ze strażnikami i radą miejską? Zrozumiałem to później. Cassina był właścicielem firmy, która regularnie otrzymywała rządowe kontrakty na utrzymanie dróg, był jednym ze stałych członków systemu Ciancimina.
Następnego dnia po spotkaniu zespołu kryzysowego w Baidzie okolica została opanowana przez robotników Cassiny i straż miejską. W rekordowym tempie, w ciągu dwóch dni, wybudowano na ulicach, w odległości około pięćdziesięciu metrów od siebie, kilkanaście garbów, które miały ograniczyć prędkość samochodów. Jednakże cunette - kołyseczki, jak je nazywali mieszkańcy Baidy - nie zostały oznakowane i spowodowały całą serię wypadków, zmuszając radę miejską, straż i burmistrza do wymyślenia odpowiednich, do tej pory niestosowanych, znaków drogowych.
Zapadło mi w pamięć jeszcze jedno zdarzenie z Baidy. Pewnego popołudnia mój ojciec zauważył w ogrodzie wściekłego psa, który pogryzł już kilkoro dzieci. Z niezwykłym spokojem wyjął swój rewolwer i w asyście dwóch niewzruszonych strażników miejskich zabił zwierzę na naszych oczach. To jedno ze zdarzeń, których nie zapomnę, podobnie jak śmierci mojego dziadka Giovanniego. Pamiętam go przede wszystkim ze względu na szorstki charakter, który najwyraźniej przekazał synowi. Ale jak już powiedziałem, to w Baidzie zacząłem zwracać uwagę na dziwne zachowania mojego ojca, które później znalazły wytłumaczenie w jego działalności i niebezpiecznych powiązaniach. To we wspomnieniach z Baidy po raz pierwszy pojawiają się wizyty inżyniera Lo Verdego i signora Franco, zawsze przebiegające w atmosferze tajemnicy, która podsycała moją ciekawość.
Massima Ciancimina spotkałem na początku 2008 roku. Przyszedł do redakcji dziennika "La Stampa" w Rzymie, aby mi opowiedzieć o swoich "niedolach", czyli o problemach z prawem. Jego zdaniem trafił do więzienia jedynie dlatego, że był synem don Vita, mafijnego burmistrza Palermo. Zwracał uwagę na serię nieprawidłowości, które miały miejsce podczas jego procesu, i niepokoił się wpływem tej sytuacji na swoje małżeństwo. Obawiał się utraty "jedynego, co uważał za dobre w życiu": syna Vita Andrei, który wówczas nie miał jeszcze czterech lat.
Nie zważając na mój sceptycyzm w kwestii prawdziwych powodów chęci "współpracy" z jego strony i na moją nieufność, którą wzbudzało jego nazwisko, zaczął mi opowiadać o swoim burzliwym życiu u boku ojca. Kilka z tych historii zdawało się pochodzić prosto ze scenariusza jakiegoś amerykańskiego filmu. Zapytał, czy można na tej podstawie napisać książkę, którą obiecał ojcu przed jego śmiercią. Nie ukrywam, że mnie zaintrygował. Jego życie samo w sobie przypominało gotową powieść, której bohaterami były mafia, tajne służby i skorumpowana policja i gdzie wszystko miało miejsce na tle Sycylii. Na dodatek można było dokonać rekonstrukcji niemal patologicznych stosunków między synem a ojcem panem (padre padrone). Massimo nie potrafił się przeciwstawić don Vitowi w żaden inny sposób, jak tylko poprzez autodestrukcyjny bunt, który nie przerwał łańcucha ciągłego przymusu. Całkiem nieźle jak na szkic fabuły.
Był jednak jeden problem - Massimo mówił o rzeczywistych mimo wszystko zdarzeniach, prawdziwych osobach i poważnych przestępstwach. Wytłumaczyłem mu, że zanim pomyślimy o książce, powinien "uwolnić" się od tego bagażu w odpowiednim miejscu - prokuraturze. Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że do tego dojdzie. Myliłem się - między końcem lutego a początkiem kwietnia 2008 roku Ciancimino rozpoczął współpracę z prokuratorami Palermo i Caltanisetty.
W ten sposób narodziła się książka, którą mają Państwo w rękach. Fakty i postacie, które się w niej znalazły, pochodzą z bezpośredniej spowiedzi Massima, a także z informacji rozsianych po aktach trzech lub czterech prokuratur. Zestawiliśmy je z relacją Giovanniego Ciancimina, którego szczegółowe wspomnienia o tym, co działo się przed udziałem brata w wydarzeniach, okazały się bezcenne. Jeszcze nie wszystko podano do publicznej wiadomości i zapewne nie wszystko znajdzie potwierdzenie na salach sądowych. Ale jednego nie sposób podważyć - emocjonalnego ładunku opowieści, która właśnie poprzez poddanie jej biurokratycznej sile fragmentaryzującej prawo jawi się jako dramatyczny epizod naszej najnowszej historii.
Nie można więc tej książki traktować jedynie jako opisu wydarzeń, za których autentyczność ręczy Massimo, ponieważ uczestniczył w nich osobiście lub też dowiedział się o nich od ojca, Vita Ciancimina. Jest to raczej wielki fresk sycylijskiej i włoskiej rzeczywistości, która - jak wiadomo - czasami przyćmiewa nawet najśmielsze wyobrażenia. I właśnie do takiego spojrzenia, także krytycznego, zachęcam czytelników podczas lektury.
F.L.L., Rzym, 11 marca 2010 roku
ALAMIA, FRANCESCO PAOLO
Sycylijski biznesmen, bardzo aktywny w latach siedemdziesiątych. Był wspólnikiem Vita Ciancimina. Przez pewien czas dużo inwestował w Mediolanie.
BADALAMENTI, GAETANO
Boss mafijny z mandamento (rejonu) Cinisi, położonego na rogatkach Palermo. Silnie związany z mafią amerykańską, zajmował wysokie stanowiska w mafii rodzinnej. Uznany za winnego zabójstwa dokonanego w 1978 roku na Peppinie Impastacie, młodym bojówkarzu skrajnie lewicowej partii Demokracja Proletariatu (Democrazia Proletaria - DP). Zmarł w więzieniu w Stanach Zjednoczonych.
BANDA DELLA MAGLIANA
Rzymska organizacja przestępcza działająca w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Jej działalność opisano jako świadczenie pewnego rodzaju usługi na rzecz wpływowych grup - mafii, masonerii, tajnych służb, faszystów i finansjery (Roberto Calvi, Bank Watykański).
BIONDINO, SALVATORE
Mafioso z okręgu San Lorenzo, zatrzymany 15 stycznia 1993 roku na rondzie w Palermo, razem z Salvatorem (Tot?) Riiną. Biondino siedział za kierownicą samochodu, którym wiózł szefa na spotkanie mafijne.
BONTADE, STEFANO
Capo (szef) mafii palermitańskiej w latach siedemdziesiątych. Był synem don Paolina, bossa mającego duże wpływy polityczne na Sycylii. Przeciwstawił się władzy klanu z Corleone i stał się jedną z pierwszych ofiar Wielkiej Wojny Klanów, która wybuchła w 1981 roku.
BONURA, FRANCO
Przedsiębiorca budowlany z Palermo, ukryty wspólnik Vita Ciancimina w wielkiej aferze rozbudowy miasta w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Aresztowany w trakcie operacji antymafijnej "Gotha". W więzieniu od 2006 roku.
BRUSCA, GIOVANNI
Były mafioso z mandamento San Giuseppe Jato (prowincja Palermo), obecnie świadek koronny, objęty ochroną. Prawa ręka Tot? Riiny. Został pentito (skruszonym członkiem mafii, który zgodził się na rolę informatora) i jako jeden z pierwszych zdecydował się mówić o tak zwanych negocjacjach (Trattativa) ze Specjalną Grupą Operacyjną karabinierów (Raggruppamento Operativo Speciale - ROS) oraz o słynnym papello - "papierze".
BUSCEMI, ANTONINO i SALVATORE
Bracia, spekulanci budowlani z Palermo, blisko powiązani z grupą nacisku Salva Limy i Vita Ciancimina. Obaj byli członkami mafii, zmarli z przyczyn naturalnych w więzieniu, odsiadując długoletni wyrok. Salvatore został skazany za zabójstwo.
BUSCETTA, TOMMASO
Słynny pentito mafii palermitańskiej: opisał strukturę cosa nostry sędziemu Falcone, a jego zeznania dały początek pierwszemu z maksiprocesów. Wróg Riiny i przedstawiciel tak zwanego skrzydła umiarkowanego mafii. Zmarł w Miami po długiej chorobie.
CAL?, GIUSEPPE (PIPPO)
"Kasjer" mafii. W latach siedemdziesiątych przeprowadził się do Rzymu, żeby doglądać finansów cosa nostry. Był zamieszany w najbardziej zawikłane tajemnice Italii. Skazany za udział w zamachu na pociąg pospieszny nr 904 (Strage del Rapido 904) 23 grudnia 1984 roku. Obecnie przebywa w więzieniu.
CALVI, ROBERTO
"Bankier Boga", nazywany tak ze względu na swoje powiązania z Instytutem Dzieł Religijnych (Istituto per le Opere di Religione - IOR) oraz aferę, która prowadziła do kardynała Marcinkusa, prezesa IOR (potocznie nazywanego Bankiem Watykańskim). Calviego znaleziono powieszonego pod mostem Blackfriars w Londynie. Vito Ciancimino znał go przez swoje związki z IOR.
CANNELLA, TOMMASO (MASINO)
Szef mafii z terytorium Madonii, powiązany z władzami Palermo w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Brał udział w podziale "puli kontraktów" w imieniu mafii z Corleone.
CAPITANO ULTIMO (Ostatni Kapitan)
Naprawdę nazywa się Sergio De Caprio. Jako kapitan karabinierów dokonał aresztowania Tot? Riiny. Został przeniesiony do innych zadań i odsunięty od walki z mafią.
CASSINA, ARTURO
Biznesmen, przez długi okres - od końca lat pięćdziesiątych - wykonawca kontraktu komunalnego na utrzymanie dróg w Palermo. Miał ogromną władzę, także poprzez związki z Zakonem Rycerskim Grobu Bożego w Jerozolimie.
CINA, ARTURO
Lekarz i mafioso z "rodziny" z Corleone. Massimo Ciancimino twierdzi, że był pośrednikiem w "negocjacjach" między rządem a mafią w 1992 roku i dostarczył kopertę zawierającą papello z żądaniami Tot? Riiny. W więzieniu od 2006 roku.
COSTANZO, CARMELO
Cavaliere del lavoro1 z Katanii, działający w okresie rozdzielania kontraktów przez Limę i Ciancimina.
D'ACQUISTO, MARIO
Członek partii Chrześcijańska Demokracja (Democrazia Christiana - DC) z frakcji związanej z Andreottim, był przewodniczącym regionu sycylijskiego w latach "mafijnej jatki" (1981-1985), ale piastował także stanowiska na szczeblu ogólnokrajowym.
DE DONNO, GIUSEPPE
Oficer ROS, miał poprosić Vita Ciancimina o pomoc w nawiązaniu kontaktów między karabinierami a mafią z Corleone w celu przerwania zamachów. Z powodu udziału w "negocjacjach" objęty śledztwem przez prokuraturę Palermo.
DELL'UTRI, MARCELLO
Senator i założyciel partii Forza Italia, skazany w pierwszej instancji za współpracę z mafią. Trwa postępowanie apelacyjne.
DI MICELI, PIETRO
Doradca biznesowy i rzeczoznawca, stanął przed sądem w związku z domniemaną zmową ze środowiskami mafijnymi w sprawie zajęcia mienia Vita Ciancimina. Uniewinniony.
FERRARO, LILIANA
Przejęła stanowisko w Ministerstwie Sprawiedliwości po Giovannim Falconem. Miała zostać poinformowana przez Moriego i De Donna, że zabiegano o współpracę Vita Ciancimina. Jej zeznania są kluczowe w śledztwie dotyczącym działań tych dwóch oficerów.
FIDANZATI, GAETANO
Boss mafijny najwyższego szczebla, bardzo szanowany w Palermo, w "latach dobrobytu" przyjmowany nawet w tak zwanych dobrych domach. Przez długi czas zajmował się międzynarodowym przemytem narkotyków. Obecnie w więzieniu.
GIAMMANCO, PIETRO
Szef prokuratury w Palermo w momencie zabójstwa Giovanniego Falconego. W swoich dziennikach zamordowany sędzia wskazuje na Pietra Giammarca jako jednego z odpowiedzialnych za swoje odosobnienie. Po zamachu w Capaci (23 maja 1992 roku zginęli sędzia Falcone i jego żona oraz trzech funkcjonariuszy) został usunięty z prokuratury na wniosek swoich zastępców.
GIOIA, GIOVANNI
Członek Chrześcijańskiej Demokracji z frakcji związanej z Giuseppem Fanfanim, był jedną z wpływowych postaci okresu porozumienia między mafią a władzami. Komisja antymafijna, powstała po zamachu w Ciaculli w 1963 roku, wystawiła bardzo krytyczny raport dotyczący tej epoki.
GRECO, LEONARDO
Szef mafii z Bagherii, właściciel I.c.re., przedsiębiorstwa produkującego pręty żelazne stosowane w budownictwie, którego pomieszczenia służyły za bazę logistyczną rady starszych (zwanej Kopułą, la Cupola) cosa nostry przy spotkaniach, na jakich rozdzielano haracze i kontrakty.
LIGGIO, LUCIANO (Luciano Leggio)
Ojciec chrzestny mafii z Corleone i poprzednik Tot? Riiny na szczycie cosa nostry. Bezskutecznie próbował wykorzystać swoje znajomości z politykami i prawnikami, by doprowadzić do unieważnienia wyroku skazu-jącego go na dożywocie. Zmarł w więzieniu w Nuoro w 1993 roku.
LIMA, SALVATORE (SALVO)
Szef frakcji popierającej Andreottiego w Palermo. Pełnił funkcję burmistrza miasta i podsekretarza w rządzie kraju. Był podejrzewany o zmowę z mafią, ale nigdy nie został skazany. Zakończył swoją karierę tragicznie - zamordowany w roku 1992, kiedy pełnił funkcję posła w Parlamencie Europejskim.
LIPARI, GIUSEPPE (PINO)
Rzeczoznawca w ANAS (Azienda Nazionale Autonoma delle Strade)2 i wierny doradca Bernarda Provenzana, przez lata pomagał zaprzyjaźnionemu bossowi w ukrywaniu się, ułatwiając mu przeprowadzki i przekazując potajemną korespondencję. Odsiedział wyrok więzienia za przynależność do organizacji mafijnej i obecnie znajduje się na wolności.
MANCINO, NICOLA
Zastępca przewodniczącego najwyższej rady sądowniczej (Consiglio Superiore della Magistratura - CSM), według Massima Ciancimina był - jako minister spraw wewnętrznych w 1992 roku - jednym z polityków, którzy wiedzieli o umowie między rządem a mafią. Zaprzeczył, jakoby był w jakikolwiek sposób powiązany ze sprawą.
MANNINO, CALOGERO (LILLO)
Pochodzi z Agrigento. Jeden z najważniejszych polityków Pierwszej Republiki Włoskiej (1947-1992). Objęty śledztwem na fali zeznań niektórych świadków koronnych. Po trwającym ponad piętnaście lat procesie został definitywnie uniewinniony.
MARTELLI, CLAUDIO
Minister sprawiedliwości w okresie zamachów i negocjacji. Jego zeznania, wraz z relacją Liliany Ferraro, mają kluczowe znaczenie w nadal trwającym śledztwie.
MERCADANTE, GIOVANNI
Lekarz, obecnie w więzieniu. Według oskarżenia był jednym z łączników Bernarda Provenzana poprzez swoje pokrewieństwo z Masinem Cannellą, namiestnikiem bossa. Sędziowie podają go jako przykład członka tak zwanej mafii mieszczańskiej.
MESSINA DENARO, MATTEO
Szef mafii z prowincji Trapani. Ukrywa się od ponad dwudziestu lat, jest ostatnim ocalałym członkiem mafii z pokolenia ojców chrzestnych, który nie został zamordowany albo nie trafił do więzienia. W swojej korespondencji z Bernardem Provenzanem wielokrotnie wspomina Vita Ciancimina.
MORI, MARIO
Prefekt i były dowódca karabinierów, zakończył karierę jako dyrektor cywilnych służb specjalnych. On i Giuseppe De Donno byli podejrzani o pertraktacje z mafią (za pośrednictwem Vita Ciancimina) podczas służby w ROS.
NAVARRA, MICHELE
Boss z Corleone w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Zamordowany przez nową gwardię mafii (Liggia, Riinę i Provenzana) w sierpniu 1958 roku. Mówi się, że zlecił zabójstwo trzynastoletniego chłopca, który był świadkiem zabójstwa związkowca - Placida Rizzotty.
NICETA, MARIO
Jeden z najbardziej znanych i zamożnych handlowców w Palermo. Według Massima Ciancimina w biurze Nicety miały odbywać się spotkania Provenzana i Vita Ciancimina.
NICOLETTI, ROSARIO
Członek Chrześcijańskiej Demokracji, świadek strasznej fali morderstw podczas "rzezi palermitańskiej" i epoki władzy mafii w polityce. W 1984 roku popełnił samobójstwo z powodu wyrzutów sumienia po tym, jak zmuszony był bezradnie obserwować tragiczne zgony Michelego Reiny, sekretarza regionu Palermo, zamordowanego przez mafię w 1979 roku, oraz Piersantiego Mattarelli, który został zabity w 1980 roku.
PAPPALARDO, SALVATORE
Kardynał Palermo, który podczas pogrzebu generała Dalla Chiesy w 1982 roku wygłosił bardzo krytyczne kazanie (Dum Romae consulitur Saguntum expugnatur3) skierowane przeciwko władzy. W odpowiedzi mafia nakazała skazanym bojkot celebrowanej przez niego wielkanocnej mszy w palermitańskim więzieniu Ucciardone.
POZZA, MICHEL
Adwokat włosko-kanadyjski, spekulant i przyjaciel mafii. W Montrealu zajmował się także inwestycjami Vita Ciancimina w nieruchomości, które zostały później odkryte w wyniku śledztwa Giovanniego Falconego. Zamordowany w Kanadzie w 1982 roku.
PURPI, PIETRO
Funkcjonariusz oddziału specjalnego z Palermo, a następnie szef drugiego okręgu policji. Jego osoba budziła wiele kontrowersji, a niektórzy świadkowie koronni wskazywali na jego bliskie powiązania z mafią z Santa Maria di Ges?.
PURPURA, SEBASTIANO
Poplecznik Andreottiego, silnie związany z liderem tej frakcji w Palermo Salvem Limą.
ROGNONI, VIRGINIO
Członek Chrześcijańskiej Demokracji, były minister obrony. Według opowieści Massima Ciancimina był kolejnym politykiem, który wiedział o negocjacjach rozpoczętych po zamachu w Capaci. Podobnie jak Nicola Mancino zaprzeczył swojemu udziałowi w jakichkolwiek mediacjach.
ROS
Specjalna grupa operacyjna karabinierów (Raggruppamento Operativo Speciale), powstała w 1990 roku. Miała za zadanie zwalczanie terroryzmu i przestępczości zorganizowanej. Udało jej się ująć Tot? Riinę, ale operacja ta wywołała kontrowersje i pociągnęła za sobą postępowanie sądowe dotyczące zaniedbań podczas przeszukania kryjówki bossa.
RUFFINI, ATTILIO
Członek Chrześcijańskiej Demokracji, wielokrotny minister. Wszystko wskazuje na to, że pozostawał w bardzo dobrych stosunkach z wpływową grupą Limy i Ciancimina. Zdaniem Massima to on poinformował Vita Ciancimina o przyczynach katastrofy lotniczej w pobliżu wyspy Ustica.
SALVO, NINO i IGNAZIO
Kuzyni pochodzący z miejscowości Salemi, właściciele prywatnej firmy zbierającej podatki. Obydwaj sądzeni za przynależność do mafii. Szczodrzy sponsorzy partii Chrześcijańskiej Demokracji za czasów Limy i Ciancimina, przez lata uchodzili za nietykalnych. Nino zmarł na raka w roku 1986. Ignazio został zamordowany w 1992 roku.
SCAGLIONE, PIETRO
Główny prokurator Republiki w Palermo, zamordowany 5 maja 1971 roku - w zamach na Scaglionego zaangażowano wielu ludzi i ogromną ilość środków. Zdyskredytowany, a następnie zrehabilitowany. Zginął, ponieważ "Liggio chciał go widzieć martwym" - jak Buscetta wytłumaczył tę śmierć.
SCIACCHITANO, GIUSTO
Prokurator, obecnie działający w krajowej prokuraturze antymafijnej. Przez długi czas zastępca prokuratora w Palermo. Massimo Ciancimino twierdzi, że pozostawał w orbicie kręgów politycznych Vita Ciancimina.
TERESI, GIROLAMO (MIMMO)
Boss mafijny, szwagier Stefana Bontadego. Przedsiębiorca budowlany w okresie "grabieży Palermo". Zginął w 1981 roku, wpadł w pułapkę zorganizowaną przez klan cor-leończyków. Jego śmierć zalicza się do kategorii tzw. lupara bianca - "białej flinty", czyli egzekucji, po której nie odnaleziono zwłok.
TESSITORE, BENIAMINO
Sędzia w Trybunale do spraw Środków Zapobiegawczych. Według Massima Ciancimina znajdował się w grupie osób, które zmobilizowano do pomocy Vitowi Cianciminowi w rozwiązaniu jego problemów z prawem, zwłaszcza w sprawach zajęcia mienia.
VASELLI, ROMOLO JUNIOR
Rzymski hrabia (1933-2006), przedsiębiorca i bliski przyjaciel Vita Ciancimina, który zagwarantował mu trwały kontrakt na utrzymanie dróg w Palermo. Po przeprowadzce do Rzymu don Vito spotykał się z nim praktycznie do końca swoich dni.
VASSALLO, FRANCESCO (CICCIO)
Były woźnica, a potem świetnie prosperujący spekulant budowlany. Wzbogacił się dzięki pozwoleniom budowlanym z łatwością otrzymanym od urzędu miasta Palermo w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wybudował niemal całą nową część Palermo. Był częstym gościem w domu Ciancimina.
VIOLANTE, LUCIANO
Kiedy Violante był przewodniczącym komisji antymafijnej, Vito Ciancimino podobno chciał się z nim spotkać w cztery oczy, wysyłając w 1992 roku na rekonesans Moriego i De Donno. Violante odmówił, proponując zwrócenie się z prośbą o oficjalne spotkanie.
ZANGH?, ENZO
Kuzyn Vita Ciancimina, jego "człowiek do wszystkiego" i sekretarz. W zamian otrzymywał przysługi i synekury - na przykład stanowisko przewodniczącego wodociągów miejskich.