Wstęp
KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK
Kuchnia to moje ukochane miejsce w domu. To właśnie tutaj czuję się
swobodnie i odprężam. I nawet kiedy coś mi nie wychodzi albo efekt
końcowy nie jest taki, jakiego oczekiwałem, to nigdy nie uważam czasu
spędzonego w kuchni za stracony. Śmiało można rzec, że czuję się w tym
zakątku swojego mieszkania jak ryba w wodzie, żeby nie powiedzieć... jak
mąka w cieście. O, właśnie tak!
Piekę, odkąd tylko pamiętam. Czasem na słono, czasem na słodko. Swój
pierwszy chleb przygotowałem ponad piętnaście lat temu, wspomagając się
- dzisiaj aż wstyd przyznać! - maszyną do wypieków. Był dobry, ale
daleki od tego, jaki sobie wymarzyłem. Skórka nie chrupała w zębach,
środek prezentował się (i co gorsza smakował!) jak ciasto drożdżowe, a kształt z metalowego koszyka niewiele miał wspólnego z bochenkiem.
Ostatecznie maszyna poszła w kąt i zabrałem się do tradycyjnego wypieku.
Najpierw były to chleby z foremek, a później odkryłem, że najlepsze
pieczywo wychodzi, kiedy użyję garnka żeliwnego lub glinianego
rzymskiego. Dopiero wtedy ma ono skórkę niczym z pieca chlebowego,
pięknie pęka po nacięciu, a środek jest sprężysty i aromatyczny.
I pewnie moja historia z pieczeniem ograniczyłaby się do przygotowania
kilku ulubionych chlebów, gdyby nie pandemia koronawirusa. Przymusowe
zamknięcie w domu na kilka tygodni i związany z tym brak zajęć sprawiły,
że po tygodniu zamówiłem z młyna trzydzieści kilogramów różnego rodzaju
mąki i postanowiłem powalczyć o miano piekarza idealnego. W tym miejscu
powinno się znaleźć sporo niecenzuralnych słów, bo od samego początku
wysoko ustawiłem poprzeczkę i postanowiłem szarpnąć się na wypiek z dużą
ilością mąki żytniej, płaskurki i samopszy. Wiedziałem, że zamiast
wymarzonego chleba mogę otrzymać jeden wielki zakalec, ale pomyślałem,
że do odważnych świat należy. Czas lockdownu spędziłem na nauce nowych
metod, pracy z zakwasem, różnymi rodzajami mąki, wyrabianiu i pieczeniu.
Na szczęście żaden sprzęt w kuchni nie ucierpiał, za to ja wypróbowałem
dużo oryginalnych połączeń smakowych oraz... zacząłem otrzymywać wiele
zaproszeń od znajomych, którzy - jakby się zmówili - dodawali
mimochodem: "Nie musisz nic przywozić. No, chyba że upiekłbyś jakiś swój
chleb!". Dziś mam okazję podzielić się recepturami także i z Wami! Mam
nadzieję, że chleby zasmakują Wam tak samo jak mnie. A jeśli poczujecie
przesyt i zapragniecie czegoś innego niż pieczywo, to w tej książce
dzielę się z Wami także kilkoma moimi ulubionymi przepisami na słodkie i słone wypieki. Ot, dla każdego coś miłego. Tak więc mąka w dłoń i zapraszam Was do pieczenia! Niech zapach domowej piekarni rozbudza Waszą
wyobraźnię i inspiruje do dalszych kuchennych eksperymentów.
ABC DOMOWEGO PIECZENIA
MĄKA
Jedno z podstawowych pytań dotyczących chleba brzmi: jakiej użyć mąki i gdzie najlepiej ją kupić.
Jeśli interesowaliście się już wypiekami, to wiecie, że wszystkie
rodzaje mąki mają swoje numeracje. Informują nas one o tym, jaką ilość
substancji mineralnych zawiera mąka po zmieleniu. Mówiąc najprościej: im
liczba jest niższa, tym mąka ma mniej składników mineralnych i tym samym
jest bardziej miałka. Między innymi dlatego uważa się, że wypieki
przygotowane na przykład z typu graham 1850 czy mąki razowej 2000 są dla
naszego organizmu o wiele bardziej wartościowe niż te na bazie mąki
tortowej 450. Poza tym mąki o wyższej liczbie są cięższe i ciemniejsze,
za to o niższej lepiej wyrastają, są sprężyste i pulchne. Ich dokładny
podział wygląda następująco:
mąka pszenna jasna
- typ 00 - włoska (pizza i cienkie kruche ciasta)
- typ 450 - tortowa (ciasta kruche, biszkopty)
- typ 500 - (ciasta kruche, babki, wypieki drożdżowe)
- typ 550 - luksusowa (głównie wypieki drożdżowe)
- typ 650 - (bułki, chałki, bagietki, ciasta drożdżowe)
- typ 720/750/850 - (pizza, chleby, bułki)
- typ 1400 - sitkowa (chleby)
- typ 1850 - graham, pełnoziarnista (chleby, bułki)
- 2000 - razowa (chleby i bułki pełnoziarniste)
- 3000 - z pełnego przemiału
mąka żytnia ciemna
- typ 580 - (jasny chleb żytni, bułki)
- typ 650 - (jasny chleb żytni, bułki, bagietki)
- typ 800 - (ciemniejsze chleby, mieszane, ciasta słodkie typu piernik)
- typ 950 - (ciemniejsze chleby, chleb razowy)
- typ 1400 - (chleb razowy)
- typ 1850 - (ciemne chleby)
- typ 2000 - (chleb razowy)
Do wypieku chleba i ciast idealnie nadadzą się również mąki: orkiszowa,
płaskurka, jęczmienna, jaglana, gryczana czy orzechowa. Każda z nich ma
jednak inną zawartość glutenu, często mniejszą niż klasyczne pszenne i żytnie mąki, co oznacza, że będzie się z nimi pracowało nieco ciężej. Są
one bowiem mniej kleiste i trudniej łączą się z innymi składnikami.
ZAKWAS
Aby upiec domowy chleb bez dodatku drożdży, niezbędny będzie przede
wszystkim zakwas. Bez niego ani rusz! Żeby wyszedł nam idealny, potrzeba
dużo cierpliwości i... miłości. O zakwas należy dbać niczym o ukochanego
przed ślubem: dopieszczać go, dokarmiać i szeptać mu czułe słowa.
Oczywiście żartuję, acz... nie do końca! Zakwas to nic więcej jak aktywne
dzikie drożdże uzyskane z połączenia wody z mąką, dzięki którym pieczywo
i wypieki będą rosnąć. Aby można go było użyć i mieć pewność, że
zadziała, trzeba przez kilka dni go dokarmiać (czyli dodawać do niego -
co kilka dni i obowiązkowo na kilkanaście godzin przed pieczeniem -
niewielką ilość wody i mąki w takich samych proporcjach) i trzymać w odpowiedniej temperaturze (ok. 25°C). Prawidłowo przechowywany i dokarmiany, może nam służyć przez długie lata. Sam proces tworzenia
zakwasu wymaga kilku ważnych rzeczy: dobrze wyparzonego słoika,
drewnianej łyżki do mieszania, ciepłej wody i ciepłego otoczenia. Latem
dobrze jest go trzymać po prostu na blacie kuchennym, uważając, aby nie
stał w przeciągu. Zimą dobrze postawić go w okolicach kaloryfera (moja
rada: ustawcie słoik na ręczniku, zapobiegnie to zagotowaniu się zakwasu
w zbyt wysokiej temperaturze).
A co, jeśli zakwas po jakimś czasie zacznie słabnąć i chleby przez to
przestaną odpowiednio wyrastać? Może to na przykład oznaczać, że nasz
"czarodziej" jest niewystarczająco i zbyt rzadko dokarmiany. Przed
pieczeniem można go dokarmiać nawet dwa razy dziennie. Jeśli spróbujecie
zakwasu koniuszkiem języka i poczujecie bardzo kwaśny smak, to będzie
pierwsza oznaka tego, że osłabł i wymaga dopieszczenia. Jeśli natomiast
po dokarmianiu okaże się, że zakwas nadal jest słaby, bardzo kwaśny i coraz intensywniej pachnie, najlepiej odświeżyć go bardziej drastycznie.
Do nowego wyparzonego naczynia przełóżcie 1-2 łyżki starego zakwasu i dodajcie identyczną ilość wody i mąki (np. 50 g wody i 50 g mąki) i tak
przez kolejne 2-4 dni. Po takim potraktowaniu i odświeżeniu powinien
zacząć znów działać. Aby upewnić się, czy zakwas jest gotowy do użycia,
wystarczy niewielka ilość wody. Wrzućcie do niej odrobinę zakwasu i obserwujcie. Jeśli wypłynie na wierzch, oznacza to, że jest mocno
napowietrzony i bąbelki, które go unoszą, świetnie poradzą sobie podczas
pieczenia.
Moja rada: zakwasu nie należy dokarmiać zbyt dużą ilością mąki i wody,
bo po kilku dniach może się nagle okazać, że będziecie w stanie
podzielić się nim ze wszystkimi sąsiadami. Nawet jeśli pieczecie chleb
regularnie, to potrzebujecie niewielkiej ilości tego składnika.
Najprostszy (i najlepszy!) zakwas
- mąka żytnia - wystarczy typ 720 mąki żurkowej lub żytniej
chlebowej. Ja jednak często przygotowuję i dokarmiam zakwas mąką żytnią
2000. Nauczyłem się tego od Jeffreya Hamelmana, mojego mistrza i guru,
jeśli chodzi o wypiekanie chleba. Ta mąka jest bogatsza w minerały, co
ma lepszy wpływ na zakwas.
- woda - ja używam zwykłej, przefiltrowanej kranówki. Można robić
zakwas z wodą mineralną lub przegotowaną, ale moim zdaniem nie jest to
konieczne.
- szklane naczynie - słoik albo ceramiczny dzbanuszek o pojemności
ok. 500 ml.
- mieszadło - drewniana łyżka, pałeczka do sushi, silikonowa łopatka
albo drewniany nożyk do masła. Zakwas nie lubi przedmiotów plastikowych,
metalowych i aluminiowych.
Kilka przydatnych wskazówek
- Jeśli trzymacie zakwas w ciepłym miejscu, nigdy go nie zakręcajcie i nie zamykajcie, bo mógłby spleśnieć, ewentualnie po otwarciu moglibyście
być świadkami niezłego wybuchu, gdyż gaz zebrany podczas fermentacji nie
miałby się gdzie ulatniać. Najlepiej przykrywać zakwas lnianą ściereczką
lub kuchennym ręcznikiem papierowym, przytrzymanym gumką.
- Nasz "czarodziej" powinien być lekko kwaśny i mieć delikatny zapach
jabłek. Jeśli jest mocno kwaśny, to znaczy, że za słabo go dokarmiacie.
- Jeśli na zakwasie pojawi się pleśń, należy go czym prędzej wyrzucić,
ponieważ nie nadaje się już do użytku.
- Woda wykorzystywana do dokarmiania powinna być zawsze letnia (nie
gorąca i nie zimna).
- Kolor zakwasu zależy od mąki, z jakiej jest przygotowywany: im
ciemniejsza mąka, tym ciemniejszy i bardziej stały zakwas, a im
jaśniejsza mąka, tym będzie on jaśniejszy i bardziej rzadki.
- Można dodać podczas dokarmiania zakwasu łyżkę jogurtu lub kefiru,
bakterie zawarte w tych produktach przyśpieszą pracę tego składnika.
- Jeśli nie planujecie piec chleba przez dłuższy czas, zakwas najlepiej
przechowywać w lodówce, a potem reaktywować poprzez dokarmienie.
DROŻDŻE
Jeśli praca nad zakwasem wydaje Wam się zbyt skomplikowana albo
czasochłonna, to zdecydowanie szybszym rozwiązaniem będzie dodanie do
wypieków drożdży - suszonych albo świeżych. Oba rodzaje świetnie
sprawdzą się w domowej produkcji chleba, bułek i słodkich ciast.
Różnica? Z tych świeżych przygotowujemy zaczyn, a suszone od razu
dodajemy do mąki. Moja rada: jeśli używacie suszonych i chcecie mieć
pewność, że zaczną pracować, dodajcie płyn, pamiętając, że zimny (np.
mleko lub woda) może wydłużyć czas wyrastania, a ciepły (ale nigdy nie
gorący!) - skrócić.
Choć według obiegowych opinii lepsze są drożdże suszone, bo mają dłuższą
datę przydatności, łatwiej je przechowywać i w przeciwieństwie do
świeżych nie trzeba ich trzymać w lodówce, nie wysychają i nie
pleśnieją, to ja jednak wolę te świeże. Dzięki nim mam gwarancję, że
otrzymam taki wypiek, jaki chcę. Można je też przechowywać w zamrażarce,
najlepiej podzielone na porcje o wadze 20-40 gramów, czyli dokładnie
takie, jakich najczęściej potrzeba do wypieku jednego chleba lub jednej
porcji bułek.
Klasyczny zaczyn: wystarczy 10-15 minut, ciepłe miejsce i świeże
drożdże zaczynają pracować jak szalone. Przygotowanie zaczynu należy
zacząć od wymieszania drożdży z niewielką ilością mąki, cukru i letniego
płynu. Może być to woda lub mleko. Pamiętajmy, że płyn nie powinien być
gorący, bo taki niestety "zabije" pracę drożdży. Jeśli obawiacie się
dodatku cukru, to uspokoję Was: niewielka jego ilość nie wpłynie na smak
wypieków, szczególnie tych słonych, za to przyśpieszy pracę drożdży, bo
będą się miały czym pożywić.
Na 15 g świeżych drożdży najczęściej wystarczają łyżka cukru, dwie łyżki
mąki i ok. 50 ml ciepłego płynu. Wszystkie składniki ucierajcie, aż
pozbędziecie się grudek, i odstawcie na 10-15 minut w ciepłe miejsce. Po
tym czasie zaczyn powinien zwiększyć swoją objętość nawet trzy- lub
czterokrotnie.
Z drożdży suszonych też można przygotować zaczyn, jednak zupełnie innego
rodzaju. Będzie to tak zwany zaczyn wolno rosnący. Przygotowuje się go z minimalnej ilości drożdży i pozostawia na 12 do 18 godzin w temperaturze
pokojowej. W tym czasie dochodzi do procesu fermentacji.
Aby przeliczyć suszone drożdże na świeże, wystarczy porcję suszonych
drożdży pomnożyć razy dwa. Klasyczna paczuszka drożdży suszonych to 7 g,
a więc ilość potrzebnych nam drożdży świeżych to 14 g.
PIECZENIE
Im wyższa temperatura, tym lepiej dla chleba. Ja od wielu lat piekę w tradycyjnym piekarniku, który nagrzewa się tylko do 250°C, klasycznym
sposobem góra-dół. Jeśli pieczecie w garnku żeliwnym, rzymskim lub
naczyniu żaroodpornym, taka temperatura w zupełności wystarczy.
Wszystkie przepisy zawarte w tej książce wymagają tradycyjnego nagrzania
piekarnika góra-dół. Jeśli pojawiła się potrzeba zastosowania
termoobiegu, grillowania lub tylko jednej strony piekarnika, jest to
zawsze zaznaczone.
AKCESORIA
Garnki żeliwne to zdecydowanie moje ulubione naczynia do wypieku
domowego chleba. Szybko się nagrzewają, a dzięki wysokiej temperaturze
skórka jest chrupiąca i idealnie wypieczona.
Garnki gliniane dają podobny efekt do tych żeliwnych. Aby jednak
chleb był idealnie wypieczony i chrupiący, trzeba się trzymać kilku
zasad: dłużej nagrzewać garnek i pilnować, aby nie był mokry albo
wilgotny. Przełożenie ciasta do wilgotnego garnka spowoduje, że
wyciągnięcie chleba po upieczeniu okaże się karkołomne, bo w całości
przyklei się on do ścianek.
Naczynia żaroodporne są nieco tańszym rozwiązaniem, tym bardziej że
brytfanki tego typu zapewne już znajdują się w Waszej kuchni. Dobrze
nagrzane sprawdzą się świetnie podczas pieczenia i finalnie uzyskacie
efekt jedynie odrobinę gorszy niż w przypadku naczyń żeliwnych czy
glinianych.
Foremki są dobrym wyborem w momencie, kiedy chleb po złożeniu
okazuje się zbyt lejący lub trudny do uformowania. Aby nie zmarnować
swojej pracy (i użytych składników), można go wtedy przełożyć właśnie do
foremki. Efekt co prawda nie będzie tak spektakularny jak w przypadku
nagrzanych garnków, jednak domowe pieczywo zawsze będzie smaczne bez
względu na to, w jakim naczyniu zostało upieczone!
WAGA
Nie wyobrażam sobie pracy z ciastami bez użycia wagi. I nie mam na myśli
tylko samego odmierzania mąki, wody czy poszczególnych składników.
Przydaje się ona także w momencie dzielenia ciasta drożdżowego. Aby na
przykład uzyskać pączki, bułeczki czy drożdżówki jednakowej wielkości,
najlepiej zważyć ciasto po wyrośnięciu lub wyrobieniu, podzielić na
konkretną liczbę porcji, jaką chcemy uzyskać, i odmierzać po kolei.
Dzięki temu finał pracy będzie zadowalający i nie poczujemy
rozczarowania, że część bułek jest dwa razy mniejsza od pozostałych.
SZPATUŁKI
Używam dwóch. Pierwsza - mniejsza, plastikowa, giętka - jest pomocna
przy wygarnianiu chleba z miski na blat. Druga - najczęściej metalowa,
zwana skrobakiem do ciasta - służy mi do formowania bochenków.
KOSZYKI DO WYRASTANIA CHLEBA
To bardzo przydatny gadżet. Niewielka inwestycja, która bardzo ułatwia
pracę. Jeśli kupicie koszyki bez materiału wyściełającego środek,
dokupcie tetrową pieluchę. Sprawdzi się idealnie. Posypywana regularnie
mąką (ryżową, ziemniaczaną lub inną bezglutenową) będzie idealną
wyściółką, która zapobiegnie przyklejaniu się ciasta do koszyka.
Najlepiej po przełożeniu ciasta do garnka lub naczynia do pieczenia nie
otrzepywać koszyka z nadmiaru mąki.
Istnieje chyba tylko jedna zasada w doborze koszyków: koszyk powinien
być mniejszy o 1-2 cm od naczynia, w którym zamierzacie piec chleb.
Pamiętajcie: ciasto zwiększa objętość nie tylko w koszyku, ale też
podczas samego pieczenia.
NACINANIE
Ostre nożyki, nożyczki, żyletki... Niby wszystko jest dobre, ale ja
zdecydowanie jestem fanem nacinania pieczywa żyletką. Jest najcieńsza,
najostrzejsza i najbardziej precyzyjna. Możecie kupić specjalne uchwyty
na żyletkę, są poręczne i do tego będziecie pewni, że się nie
skaleczycie.
We wszystkich przepisach polecam nacinanie ciasta tuż po przełożeniu go
do garnka, bo to moim zdaniem jest najłatwiejsze. Kiedy nabierzecie
wprawy, możecie najpierw ciasto wyłożyć z koszyka, np. na kawałek
papieru do pieczenia lub deskę, naciąć bochenek i dopiero wtedy
przełożyć go do nagrzanego garnka.
METODA SLAP & FOLD
nazwana na moje potrzeby metodą 360 stopni
Pojawia się ona w wielu moich przepisach na tzw. chleby składane. To
metoda, która zastępuje mieszanie ciasta mikserem. Wiem, że ten wydaje
się zdecydowanie poręczniejszy, jednak często mieszanie ręczne i składanie ciasta sprawdza się o wiele lepiej, wpływa na konsystencję
wypieku, jego napowietrzenie i ilość bąbelków powietrza oraz na samo
formowanie bochenków. A więc do konkretów!
Metoda 360 stopni polega na tym, aby wyciągnąć do góry masę z przeciwległego do nas krańca misy i zawinąć w kierunku do siebie, a następnie obrócić misę o 90 stopni i powtórzyć ten sam ruch. Należy tę
czynność wykonać cztery razy.
Ja składam ciasto takim sposobem zazwyczaj 3-4 razy, pamiętając, że
słabsze (z mniejszą ilością mąki glutenowej) składa się częściej, bo
powoduje to wyrobienie siatki glutenowej, dzięki czemu po upieczeniu
chleb będzie bardziej sprężysty i napowietrzony. Poza tym uważnie
obserwuję, co się dzieje z ciastem. Powinny pojawiać się bąble, a sama
masa najlepiej, by nie rozlewała się zbytnio po złożeniu. Wiem, że
wygląda to na coś skomplikowanego, ale uspokoję was: z każdym bochenkiem
będziecie nabierali coraz większej wprawy. Za krótko składane ciasto
może nie uformować się dobrze, a składane zbyt długo może zacząć za
mocno fermentować i po upieczeniu będzie za kwaśne.
Jeśli ciasto po trzech składaniach wydaje się elastyczne i nie rozlewa
się od razu po złożeniu, można odstawić je do wyrośnięcia. Jeśli nadal
jest dosyć luźne, możecie zwiększyć ilość złożeń.
Po ostatnim składaniu najlepiej odstawić ciasto na 30-60 minut, aby
odpoczęło, a dopiero później przełożyć do lodówki. Latem chleby rosną
szybciej niż zimą. To samo tyczy się chłodnych i ciepłych,
nieprzewiewnych pomieszczeń. Sama temperatura jest dosyć ważna na każdym
etapie pieczenia, zarówno chlebów, jak i słodkości. W ciepłe dni lub w ciepłych miejscach ciasta będą potrzebowały mniej czasu na wyrośnięcie,
a w chłodne i wilgotne czas będzie trzeba wydłużyć nawet o godzinę czy
dwie. Jest to naturalne zjawisko. Dlatego uważam, że obserwacja ciasta
jest kluczowa.
UWAGA: Warto zmoczyć rękę wodą przy każdym składaniu, dzięki czemu
ciasto nie będzie się kleiło! Po złożeniu i wyrośnięciu przekładamy
ciasto na blat podsypany mąką (ewentualnie - jeśli macie kamienny blat -
możecie pominąć mąkę, a ciasto składać delikatnie zwilżoną dłonią).
OSTATECZNE WYRASTANIE
Uformowane i przełożone do koszyków ciasto możemy odstawić do wyrastania
na dwa sposoby.
Pierwszy to przykrycie koszyka ściereczką lub folią i wstawienie do
lodówki na 12-14 godzin. Po takim chłodnym wyrastaniu ciasto będzie
dosyć zwarte, dzięki czemu łatwiej będzie je przełożyć do gorącego
garnka. Zdecydowanie lepiej też będzie je nacinać.
Drugi sposób to odstawienie w ciepłe miejsce na godzinę lub dwie, w zależności od tego, jakie macie w danym momencie warunki w domu. Ciasto
powinno zdecydowanie zwiększyć objętość i wypełnić koszyk. Sami
ocenicie, w którym momencie będzie się nadawało do pieczenia. Choć
czasem zdarza mi się tak przygotowywać chleby, szczególnie kiedy nie mam
czasu, aby dłużej leżakowały, to minus jest taki, że ciasto jest dosyć
luźne, odrobinę gorzej przekłada się do garnka i trudniej je nacinać.
Plus za to taki, że po upieczeniu chleby szybciej wyrastające są
bardziej puszyste i delikatniejsze.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki