Alicja patrzyła przez okno na zatłoczoną ulicę. Słońce grzało wyjątkowo mocno, znikąd nie było najmniejszego powiewu wiatru. W tym momencie bardzo się cieszyła, że kilka lat temu kazała zainstalować w swoim gabinecie klimatyzację. Od rana była dziwnie niespokojna. Myślała o zaplanowanej przeprowadzce do Krakowa, studiach Gabi i swojej kancelarii. Czas na zmiany. Zresztą Warszawa coraz bardziej ją męczyła. Co prawda nie była do końca pewna, czy dobrze robi, ale...
Kilka tygodni wcześniej, kiedy któregoś dnia udało jej się wcześniej wrócić do domu, Gabi przysiadła obok niej z tabletem w ręku.
- Zobacz, ta klinika, w której pracuje mój tak zwany tatuś, ma stronę na Facebooku. Piszą tutaj, że otwierają prywatną klinikę w Warszawie, a on ma przyjechać, żeby pomóc ją rozkręcić. Co ty na to?
Alicji zabrakło słów. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć, była zaskoczona. Zaczerwieniła się na twarzy, czuła, jak na gardle zaciska jej się żelazna obręcz. Próbowała odkaszlnąć.
- Dobrze się czujesz? - Córka spojrzała na nią z troską. - Przepraszam, nie wiedziałam, że tak zareagujesz. Mówiłaś, że jest ci obojętny. Chciałam ci to pokazać jako ciekawostkę...
- Wszystko już dobrze, po prostu mnie tym zaskoczyłaś. Na szczęście niedługo przeprowadzamy się do Malinówki, więc nie natknę się na niego nawet przypadkiem i chciałabym, abyś...
- Wiem, mamo, co chcesz powiedzieć. Nie bój się, na pewno nie będę szukała z nim kontaktu. Nie zasłużył na to. Jestem mu wdzięczna jedynie za to, że odziedziczyłam po nim zamiłowanie do medycyny. Za nic innego. - Gabi wstała i nie czekając na reakcję matki, poszła do swojego pokoju.
Alicja nadal siedziała, oszołomiona informacją. Było to dla niej zaskoczenie, bo sama nie korzystała z żadnego z portali społecznościowych, tak modnych wśród ludzi, i to nawet w jej wieku, i nigdy nie szukała tam informacji o Michale. Nie chciała się z nim spotkać, nawet przypadkiem. Teraz musiała się przyznać sama przed sobą, że miłość do niego przerodziła się w nienawiść, zwłaszcza kiedy zobaczyła go szczęśliwego w objęciach pięknej żony, też lekarza. Istotnie nie kochała go już... chyba nie kochała, ale też nigdy nie potrafiła sobie ułożyć życia z innym mężczyzną. Każdego podświadomie porównywała do Michała. Na początku czekała na niego każdego dnia, miesiąca, roku... Z czasem zrozumiała, że to nie ma sensu. Skupiła się na studiach, potem pracy i przede wszystkim na wychowaniu Gabi, która coraz bardziej przypominała jej dawną miłość.
Pewnego dnia zaakceptowała to, że już nigdy nie będzie miała u swojego boku partnera. Nie potrafiła się z nikim związać na dłużej. Studia Gabi dały jej nadzieję na zmianę na lepsze, na rozpoczęcie czegoś nowego. Kilka miesięcy wcześniej zaczęła szukać dla siebie i córki domu w okolicach Krakowa. W samym mieście nie chciała, miała dość zgiełku, smogu i tłoku. Anna podsumowała jej decyzję szybko:
- No tak, jesteś po czterdziestce, a to oznacza, że teraz idziesz już w dół i potrzebujesz po prostu spokoju.
- Mamo! - Ali zawołała z wyrzutem.
- Jakie w dół?! - oburzyła się Florentyna. - Spójrz na mnie, mam już ponad dziewięćdziesiąt lat i dla mnie ciągle jest w górę.
- Ty, babciu, jesteś wyjątkiem - przytaknęła Ali. - Ale mama ma chyba rację. Zaczynam mieć powoli dość tej wrzawy, która jest wokół mnie na co dzień. Zgiełk, smog...
- Rozumiem. Ale w Krakowie wcale nie jest lepiej. W telewizji mówili, że przy tamtejszym zanieczyszczeniu powietrza nie wiadomo, dlaczego turyści mają płacić opłatę klimatyczną - odparła Anna.
- Masz rację, mamo, ale ja i Gabi będziemy mieszkać pod Krakowem. Sprawdzałam nawet informacje o tamtejszym powietrzu. Na szczęście położenie tej miejscowości jest takie, że smog ją omija...
- A jak się nazywa ta wioska, bo nawet nie wiem? - zapytała babcia.
- Malinówka, babciu. Byłam tam. Śliczna niewielka wioska, domy porozrzucane, nikt nikomu w drogę nie wchodzi...
- No, jeszcze i to! - Matka przerwała jej ostro. - Czyli dwie samotne kobiety na jakimś odludziu! Pięknie, po prostu pięknie! A jak was ktoś napadnie?! - atakowała.
- Mamo, dom jest otoczony wysokim płotem, ma kamery, jest monitorowany 24 godziny na dobę przez firmę ochroniarską - tłumaczyła spokojnie Ali, chociaż powoli traciła cierpliwość do matki.
- No właśnie! To znaczy, że poprzedni właściciele nie czuli się w nim bezpiecznie, że coś im groziło! - Anna nie dawała za wygraną.
- Mamo, proszę, przestań. Z Gabi podjęłyśmy decyzję i jej nie zmienimy.
- Anno, dajże jej spokój. Jest dorosła, wie, co robi. - W sukurs Alicji przyszła Florentyna.
- Dzięki, babciu. Jak tylko się tam rozlokujemy, to was zaprosimy na kilka dni, zobaczycie same, jak tam pięknie - kusiła Alicja. - Dolinka, w niej dom, wokół las, a za nim majestatyczne góry...
Dom i lokal na biuro pomogła jej znaleźć przyjaciółka ze studiów, która zamieszkała w Krakowie, kiedy wyszła za mąż. Po opuszczeniu murów uczelni dziewczyny nie straciły ze sobą kontaktu, często się odwiedzały. Już podczas studiowania były niczym papużki nierozłączki, choć różniły się zarówno charakterami, jak i wyglądem. Basia była niska, lekko zaokrąglona, o rudych włosach. Zawsze opanowana i zachowująca pokerową twarz. Jedynie zielone, wesołe oczy mogły zdradzić jej prawdziwy nastrój. Burza rudych włosów i piegi rozsiane niczym mak na jej twarzy powodowały, że budziła w ludziach nie tylko sympatię, ale przede wszystkim zaufanie. W duecie z Alicją była szarą eminencją, studziła ogień koleżanki, który potrafił rozgorzeć z byle powodu. Ali niezwykle jej imponowała, nawet próbowała ją naśladować. Jako przyszły prawnik chciała posiadać chociaż kilka cech przyjaciółki, które mogły być bardzo pomocne w ich pracy. Nawet nie zauważyła, że to, co pragnęła zdobyć, samo przyszło i zagnieździło się na dobre w jej naturze.
Ali była wysoką brunetką o czarnych, wpadających niemal w granat włosach, które niesfornie się kręciły. Jej zielone kocie oczy niejednego studenta przyprawiały o szybsze bicie serca, ale ona pozostawała nieczuła na wszelkie afekty. Wychowywanie córki, nauka i dorywcza praca zajmowały jej cały czas, zresztą blizny po Michale były zbyt świeże, by mogła związać się z kimś innym. Czasami myślała, że wraz z porzuceniem przez ukochanego jej serce zamknęło się na tę sferę życia. Nie odczuwała potrzeby posiadania przy sobie męskiego ramienia.
Alicja zawsze była uparta. Kiedy poszła na studia i zamieszkała w akademiku, podjęła niezłomne postanowienie, że sama będzie wychowywać Gabi. O tym, że jest w ciąży, dowiedziała się kilka dni po wybudzeniu w szpitalu. Był to dla niej szok. Jak, gdzie, kiedy? No cóż... Sama wiedziała, że to głupie pytania. Dziecko oznaczało dla niej wyrzeczenia, być może rezygnację ze studiów. A Michał? Czy jej pomoże? Upływający czas ukazał brutalną prawdę. Ojciec dziecka zniknął, nie próbował się z nią kontaktować, chociaż wiedział, że może ją znaleźć w ich rodzinnym miasteczku, gdzie zamierzała spędzać każdą wolną chwilę podczas studiów.
Często myślała, że ten wypadek był dla niego doskonałym pretekstem, aby z nią zerwać, aby rozpocząć dorosłe życie bez zbędnego balastu. Czas pokazał, że miała rację. Po urodzeniu Gabi nadal mieszkała w akademiku. Uczelnia poszła jej na rękę i przydzielono jej samodzielny pokoik, a dziecko pomagały jej wychowywać rzesze "cioć" z roku, na którym studiowała. Oczywiście najlepszą z nich była Basia, która uwielbiała małą, a po kilku miesiącach została jej chrzestną. Na szczęście dziewczyny miały tak rozłożone wykłady i ćwiczenia, że na zamianę pilnowały dziecka. Kiedy nie było takiej możliwości, zawsze znalazła się jakaś koleżanka, która na dwie-trzy godziny chętnie zostawała z maluchem.
Po ukończeniu edukacji uniwersyteckiej Alicja i Basia, dzięki znajomościom tej drugiej, szybko znalazły kancelarie, w których mogły zrobić aplikacje. Razem wynajęły w Warszawie dwupokojowe mieszkanie, Gabi chodziła już do przedszkola i tak czas leciał. Aż Basia w trakcie prowadzenia jednej ze spraw zakochała się w swoim kliencie, zresztą szczęśliwie i z wzajemnością, ale ku przerażeniu Ali, ponieważ oznaczało to zmiany w życiu ich kobiecej trójki. Basia wyszła za mąż i przeniosła się do Krakowa, gdzie otworzyła swoją kancelarię. Na szczęście przyjaźń przetrwała. Gabi często jeździła do cioci Basi i wujka Jurka na wakacje, ferie lub wtedy, kiedy Ali była zajęta. Dziewczynka wolała to niż wizyty u babć, a że te mieszkały daleko i dojazd tam był utrudniony, wybór miejsca na jej wyjazdy był oczywisty. Ciocia Basia i wujek Jurek ją ubóstwiali i pozwalali jej na wszystko, zaś babcie stawiały wymagania, co młodej, zbuntowanej panience nie odpowiadało.
Ali nieraz ubolewała, że po wizytach Gabi w Krakowie nie może sobie poradzić z córką, ale Basia tylko się śmiała i twierdziła, że ona jest od rozpieszczania, zaś Alicja, jako matka, od wychowywania.
Czas mijał, córka stanęła przed wyborem studiów. Decyzja nie była łatwa.
- Mamo, dzięki olimpiadom mam już indeks każdej uczelni i... - Gabi zawiesiła głos, kiedy pewnego marcowego wieczoru wspólnie oglądały telewizję. Ali spojrzała na córkę wymownie, jakby chciała przyspieszyć nieuchronne. - Wybrałam. Będę studiować na Jagiellonce w Krakowie medycynę - oświadczyła dziewczyna. - Tak jak mój, pożal się Boże, tatuś - dorzuciła ironicznie.
- Kochanie, po pierwsze bez tej ironii, proszę. Nie zapominaj, że pewne cechy odziedziczyłaś po nim, między innymi zainteresowanie medycyną...
- Tak, wiem, i chabrowe oczka...
- Gabi, proszę. A teraz do rzeczy. Kraków leży dość daleko od Warszawy, nie będziesz miała pod ręką mnie ani nikogo innego z rodziny. - Alicja zaczęła wyliczać przeszkody. - Nie lepiej tutaj, na miejscu?
- Mamuś, nie zakładaj najgorszego. Jestem dorosła i sama wiesz, że na tyle samodzielna, aby rozpocząć życie na własną rękę...
- Tak, wiem. Tylko to nie jest dla mnie łatwe. Zostanę sama. - Ali uderzyła w inny ton. - Basi nie ma, ciebie nie będzie. Będę wracać do pustego domu...
- Oj, nie przesadzaj - odparła Gabi, sięgając po kubek z herbatą. - Czekaj! Mam pomysł!
- Jaki? - Ali spojrzała na córkę uważnie.
- Ciocia Basia wiele razy ci proponowała, żebyś przeprowadziła się do Krakowa, mówiła, że pomoże ci znaleźć biuro na kancelarię, mieszkanie. Co ty na to?
Ziarno zostało zasiane. Ali nie zdawała sobie sprawy, że jej ukochana córeczka wszystko to zaplanowała wspólnie z ciocią Basią i wujkiem Jurkiem. Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
Przyjaciółka kilka lat wcześniej prowadziła sprawę spadkową pewnej starszej pani, która wraz z mężem mieszkała w Malinówce. Kiedy mężczyzna, generał marynarki, przeszedł na emeryturę, postanowili przenieść się z Krakowa do którejś z okolicznych wsi. Obojgu do gustu przypadła właśnie Malinówka, osada z domami porozrzucanymi po dolinkach i wzgórzach. Tam właśnie postawili dom. Niestety ich szczęście trwało dość krótko, bo zaledwie pięć lat. Pewnego ranka pan Edward z zapałem pracował w przydomowym ogródku, kiedy w jego ciele nastąpił rozległy zawał. Choć karetka szybko zabrała go do szpitala, następnego dnia starszy pan zmarł. Jego żona, pani Maria, straciła chęć do życia, a dom kojarzył jej się tylko ze śmiercią męża. Po dwóch latach postanowiła go sprzedać. O pomoc prawną poprosiła Basię Terlecką, przyjaciółkę Ali. Pani mecenas, niewiele myśląc, a znając jednocześnie plany Gabi, zaproponowała zakup domu Alicji. Cena była przystępna, ale najważniejsze dla Ali było to, że będzie bliżej córki.
Pewnego kwietniowego dnia trzy kobiety wyruszyły, aby obejrzeć dom i okolicę, chociaż Ali była już zdecydowana, podjąwszy decyzję na podstawie zdjęć, które Basia zrobiła wcześniej i jej pokazała.
- No, moje panie, jedziemy - zakomenderowała Terlecka, kiedy jej goście zjedli już śniadanie i dopijali kawę. - Czas ruszać do Malinówki, żebyście same zobaczyły, jak tam jest pięknie.
- Rzekło się "a", trzeba powiedzieć "b" - stwierdziła filozoficznie Gabi, wstając od stołu i zbierając naczynia na tacę.
- Trochę się boję - wyznała Ali, która trzymała jeszcze filiżankę z resztką kawy.
- Ty? - Basia, myjąca nad zlewem naczynia, nie kryła zdziwienia. - No nie wierzę.
- Czemu się tak dziwisz? - odparła Bińczyk. - Mam już swoje lata i ponownie zaczynam wszystko od nowa - broniła się.
- Owszem, ale tym razem twoja córka jest dorosła, lokal na kancelarię stoi gotowy, piękny dom czeka na ciebie i masz kasę. Jesteś niezależna - odpowiedziała przyjaciółka, ustawiając mokre naczynia na podręcznej suszarce obok zlewu.
- Tak, ale sama wiesz, im jesteś starsza, tym mniej pewna, czy dobrze robisz. Poza tym, co tu kryć, nie mam w sobie już dawnej przebojowości - westchnęła Alicja w odpowiedzi.
- Za to masz zaplecze, inni nie mogą sobie na takie rzeczy pozwolić. Nie marudź, decyzja zapadła i nie ma co nad tym rozmyślać. Chyba że dom i okolica ci się nie spodobają, wówczas mówi się trudno.
- Wątpię - dorzucił Jerzy, który zszedł z piętra do salonu. - Sam bym tam chętnie zamieszkał, ale oczywiście Basia nie chce, bo musi być bliżej biura i klientów. Jednak... - zawiesił głos, podchodząc do żony i obejmując ją w pasie - obiecała, że tak się stanie, kiedy oboje przejdziemy na emeryturę. Na razie musi nam wystarczyć gościna u ciebie - spojrzał na Alicję - w weekendy.
- Nie widzę problemu, o ile faktycznie mi się tam spodoba - odparła Bińczyk, wstając z wysokiego taboretu stojącego przy blacie kuchennym.
- Kochana, skoro nawet mi się tam spodobało, to i tobie przypadnie do gustu to miejsce - dodała Basia, całując męża w policzek i uwalniając się z jego objęć. - No, moje drogie, jedziemy - zakomenderowała, kierując się do przedpokoju. - Jerzy, o której dzisiaj będziesz w domu?
- O jedenastej jestem umówiony z klientem na omówienie kosztorysu, nie powinno to trwać długo, potem będę wolny, a co?
- To zrób jakiś obiad, proszę - odparła.
- O matko, i po cholerę powiedziałem prawdę? - Udał załamanego, podchodząc do ekspresu do kawy.
- Nie udawaj, lubisz gotować - odezwała się Ali. - Gdyby gotowanie dawało większą kasę niż budowlanka, to byś został kucharzem - roześmiała się.
- To prawda, a im liczniejsze audytorium przy stole, tym większą mam satysfakcję. - Kiwnął ugodowo głową.
- A co, wujku, ugotujesz? - zapytała Gabi, wiążąc sznurówki adidasów.
- A co by nasza księżniczka chciała?
- Spaghetti! Z dużą ilością sera i sosu! - odkrzyknęła.
- Po co ją w ogóle pytasz? - zastanawiała się głośno Alicja, zakładając płaszcz. - Zawsze chce to danie, ilekroć jesteśmy u was albo wy u nas.
- Kiedy takiego makaronu nikt na świecie nie gotuje! - roześmiała się Gabi. - I to kolejny powód, by mieszkać bliżej wujka i cioci.
- Ot, wymyśliła - mruknęła Ali z przekąsem.
*
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki