ROZDZIAŁ CZWARTY
Schody były stare i strome, biegły między surowymi kamiennymi ścianami. W chłodnym powietrzu unosiła się wilgoć. Gdy dotarli do piwnicy, Mallory zapaliła kolejny kinkiet i odsunęła się na bok, by jej goście mogli się rozejrzeć po ciasnym pomieszczeniu. Wzdłuż jednej ze ścian piętrzyły się drewniane skrzynie i beczki na wino z herbem rodu Saphirów, a przez środek ciągnął się długi stół, pokryty grubą warstwą kurzu, którą często znaczyły pazury przemykających szczurów.
Przewodniczka wciągnęła do płuc stęchłe powietrze.
- Księżna Triphine umarła w tym pomieszczeniu - powiedziała - po tym, jak jej mąż ją uśpił, przywiązał do tego oto stołu i przebił jej serce mieczem. - Zawiesiła głos, dając im chwilę na przyswojenie tych słów, po czym dodała: - Jest jeszcze coś, o czym powszechnie nie wiadomo... Odciął jej także palec.
Sophia wzdrygnęła się, a Mallory pogładziła fiolkę z solami trzeźwiącymi, które trzymała w kieszeni na wszelki wypadek.
- Palec?
- Wiem o tym, bo to ja go znalazłam... no cóż, same kości... kiedy zaczęłam oprowadzać wycieczki po tym domu. - Wskazała miejsce swojego odkrycia. - Natrafiłam na niego tam, między beczką a ścianą. Wiemy, że należał do księżnej Triphine, bo wciąż tkwiło na nim to.
Wskazała na niewielki klosz ustawiony na beczce, pod którym na czarnym aksamicie spoczywał pierścień - a przynajmniej jego imitacja: posrebrzana obrączka z kwadratowym niebieskim szkiełkiem. W słabym świetle i tak nikt nie zauważyłby różnicy. Dzisiejsi goście nie stanowili wyjątku, sądząc po ich zafascynowanych minach.
Kiedy już dobrze przyjrzeli się pierścionkowi, Mallory sięgnęła po płaskie, drewniane pudełko.
- A skoro już przy tym jesteśmy... - powiedziała pośpiesznie. - Mamy w sprzedaży przepiękne repliki, a także inne wyroby najwyższej jakości.
Otworzyła pudełko, odsłaniając rzędy towaru. Ręcznie malowane pocztówki przedstawiające Dom Saphirów, ołowiane monety z herbem rodu, haftowane przez Ana?s chusteczki z napisem "Pamiątka z Domu Saphirów" oraz pierścionki w różnych rozmiarach.
- Wykonane z najczystszego srebra i autentycznych szafirów sprowadzanych z kopalni w Dostlen.
- Kłamie - stwierdziła śpiewnie Triphine. - Gdzie ty znajdujesz takich łatwowiernych klientów?
Uśmiech Mallory nawet nie drgnął, gdy goście przyglądali się produktom.
- Świetnie nadają się na prezent - rzuciła, szturchając Louisa. - Może dla jakiejś wyjątkowej damy? A może chciałbyś wysłać pocztówkę do matki?
- Właściwie to niezły pomysł - mruknął Louis, podnosząc pierścionek, podczas gdy Sophia przyglądała się jednej z chusteczek. - Mówisz, że to prawdziwe szafiry?
- Tak prawdziwe, jak klejnoty koronne.
Spojrzała na Axela. Podczas wycieczki prawie się nie odzywał i ciężko było go przejrzeć, ale może dałby się skusić na talię kart do gry z herbem rodu Saphirów. Reklamowała je jako edycję limitowaną, sprzedawały się doskonale.
Ale gdy zobaczyła, jak Axel się jej przygląda, ta myśl natychmiast wyparowała jej z głowy.
- O co chodzi? - spytała natychmiast defensywnie.
Cofnął się, zaskoczony.
- Uraziłem cię?
- Gapisz się.
Otworzył usta, zawahał się, po czym odchrząknął.
- Chciałbym zadać kilka pytań.
Skrzywiła się lekko.
- Dobrze. Ale pobieram dodatkową opłatę. Jeden lys za pytanie. Galet, jeśli pytanie mnie zirytuje.
- Płacisz za odpowiadanie na pytania? Przecież jesteś przewodniczką.
- Wiedza jest bezcenna.
Ku jej zaskoczeniu Axel sięgnął do kieszeni i wyciągnął monetę, ale zamiast jej podać, uniósł ją tak, by zalśniła w przytłumionym świetle piwnicy.
- Szukam sióstr Fontaine. Czy jesteś jedną z nich?
Zajęło jej dłuższą chwilę, nim pytanie w pełni do niej dotarło.
- Ja... kogo?
- Ana?s i Mallory Fontaine z Morant. Córki nieżyjącej Noele Fontaine. Te, które... - Zawahał się, obracając monetę między palcami. - Te, które mają pewne praktyczne pojęcie o czarnej magii.
- Och! - powiedziała Sophia. - Fontaine, tak. To nazwisko czarownicy, którą odwiedziliśmy. Ma uroczy sklepik na Rue Tilance. - Zmarszczyła brwi, patrząc na przewodniczkę. - Nie przypominam sobie, by wspominała o siostrze.
Mallory zachichotała i natychmiast pożałowała, że zabrzmiało to tak nerwowo.
- Tak. Moja siostra Ana?s ma dar. Ale zawsze bardzo wspiera moje wycieczki.
- Z tego, co słyszałem - ciągnął Axel - ty również masz dość wyjątkowe zdolności.
- Plotki i brednie. Obawiam się, że prawda cię rozczaruje.
- Śmiem w to wątpić.
Stojący tuż obok nich Louis i Sophia znieruchomieli, wyczuwając narastające napięcie.
- Krążą pogłoski, że widzisz duchy zmarłych i potrafisz z nimi rozmawiać.
Axel nie brzmiał jak bezduszny prostak, zamierzający zniszczyć resztki jej reputacji, których kurczowo się trzymała od śmierci matki, ale Mallory nie zamierzała ryzykować.
- Nie bądź śmieszny. - Wyrwała monetę z jego palców. - Duchy same wybierają, komu się objawią i kiedy chcą być widziane. Ja po prostu spędzam dużo czasu w nawiedzonym domu. Może tobie też się poszczęści i zobaczysz jakiegoś ducha, nim ta noc dobiegnie końca. Za to przecież zapłaciłeś, prawda? - Odwróciła się od niego i rzuciła okiem na towary w dłoniach rodzeństwa Dumas. - To będzie sto lourdów za pierścionek i piętnaście za chusteczkę.
- Sto?! - zawołał Louis. - Za replikę?
- Prawdziwe szafiry - przypomniała Mallory. - I prawdziwe srebro.
Westchnął, ale sięgnął po sakiewkę i zapłacił za oba przedmioty.
- Wróćmy do sali balowej - rzuciła dziewczyna, odkładając pudełko z przedmiotami na sprzedaż. Ruszyła z powrotem po wąskich schodach. W miarę jak się wspinali, mówiła coraz głośniej. - Tam będę mogła opowiedzieć wam o Gabrielle Savoy.
Pozostali pospiesznie ruszyli za nią. Jedynie Axel, który szedł na końcu, zmarszczył podejrzliwie brwi.
- Kim jest Gabrielle Savoy? - spytała Sophia, kiedy znów zgromadzili się wokół głównego kominka w sali balowej.
- Gabrielle Savoy była czwartą żoną Monsieur Le Bleu - wyjaśniła Mallory. - Niewielu o niej słyszało, ponieważ była jedyną, która...
- Uciekła - dokończył za nią Axel.
Rzuciła mu gniewne spojrzenie. W odpowiedzi uniósł wyzywająco brew.
- Dokładnie tak - potwierdziła. - Gdy Bastien próbował zabić Gabrielle, jej, w przeciwieństwie do trzech poprzedniczek, udało się go przechytrzyć i uciec. To ona powiedziała swoim braciom, że Bastien próbował ją zamordować. Oni zaś natychmiast udali się do jego posiadłości, wyciągnęli Le Bleu do fontanny przed domem i tam odcięli mu głowę.
- I słusznie! - stwierdził Louis.
- Niektórzy twierdzą, że do dziś złowrogi śmiech Le Bleu odbija się echem po korytarzach posiadłości - powiedziała dziewczyna. - I że co roku, w rocznicę jego śmierci, fontanna, przy której go zabito, tryska krwią.
Przyjrzała się uważnie ich minom. Sophia wyglądała na przerażoną, Louis był wyraźnie zafascynowany, a Axel... no cóż, gdyby jego grymas jeszcze się pogłębił, to wylądowałby z powrotem w piwnicy.
- Ale posiadłość Saphirów jest dość daleko stąd. Nie usłyszymy tu złowieszczego śmiechu, nie ma tu też krwawych fontann. Ale to prawda, że jedno morderstwo miało miejsce właśnie w tym domu i duch Triphine Maeng często ukazuje się o... - Z oddali dobiegło bicie zegara na wieży. Mallory aż miała ochotę się uśmiechnąć. W niektóre wieczory miała perfekcyjne wyczucie czasu. - ...północy.
Zręcznie nacisnęła czubkiem stopy ukryty przełącznik w desce podłogowej.
Usłyszała cichy klik zapalnika. Kłody w kominku buchnęły ogniem.
Sophia i Louis krzyknęli jednocześnie, odskakując tak gwałtownie, że o mało nie przewrócili sofy za sobą. Mallory i Axel także błyskawicznie się cofnęli, choć jej własne zaskoczenie nie było do końca szczere.
Triphine jęknęła:
- Naprawdę będziemy dziś to robić? Szczerze? Myślę, że powinnyśmy...
- Zegar wybija północ! - zawołała Mallory, patrząc znacząco na Triphine. - I to wtedy pojawia się duch księżnej!
Sięgnęła za plecy po ukryty za zasłoną sznurek. Pociągnęła go, uruchamiając tym samym mechanizm ciężarków i bloczków.
W odpowiedzi drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, uderzając o ścianę westybulu.
- Co się dzieje? - zapytał Louis, chwytając siostrę za ramię.
Triphine westchnęła z irytacją.
- Dobrze. Ale potem musimy sobie porozmawiać. - Ze znudzoną miną przeszła między gośćmi, poruszając palcami i mrucząc: - Drrrżyjcie, drrrżyjcie, drrrżyjcie...
Goście rzeczywiście zadrżeli. Każdy z nich podskoczył pod wpływem dziwnego wrażenia, jakie wywoływało przeniknięcie ducha przez ich ciało.
Mallory sięgnęła po kolejny przełącznik i pociągnęła go w dół.
Nad ich głowami zgrzytnęły koła zębate i jęknęły deski w podłodze.
- Tam! - zawołała, wskazując na szczyt schodów, gdzie ukazała się upiorna postać.
Cieniutka koszula nocna. Niebieski, dziergany szal. Czarne włosy spływające na plecy.
I krew. Mnóstwo krwi, cieknącej z dziury w klatce piersiowej, przesiąkającej przód koszuli nocnej.
Mallory czekała.
Duch zaczął schodzić po schodach. Zatrzymał się w połowie i powiedział...
Nic.
Rzuciła Triphine mordercze spojrzenie, a ta jęknęła głośno:
- Nie mam dziś na to nastroju, Mallory.
Dziewczyna zjeżyła się i zawołała:
- To księżna! I myślę, że... chce, żebyśmy opuścili ten dom!
Triphine opadła na sofę, zaczerpnęła głęboko powietrza i powiedziała najbardziej upiornym głosem, na jaki mogła się zdobyć:
- Wynocha z mojego domu, wy plugawi turyści. - Zawahała się, po czym dodała, wskazując na Axela: - Z wyjątkiem ciebie. Ty możesz zostać. Chciałabym z tobą porozmawiać.
Mallory po raz kolejny żałowała, że Triphine nie jest materialna. Mogłaby ją wtedy kopnąć.
- Wielcy bogowie - wymamrotał Louis. - Słyszeliście to?
- Do kogo ona mówi? - zapytała przerażona Sophia. - O, zagubiona duszo, pozwól, że poprowadzę cię ku zaświatom...
Triphine jęknęła.
- No i masz. Wierzący.
Pomimo zasady, by nie rozmawiać z duchami przy innych, Mallory nie mogła powstrzymać się od przytaknięcia.
- Prawda?
Zorientowała się, że Axel ją obserwuje, i natychmiast się spięła.
- Powinniśmy wyjść. Księżna potrafi się zdenerwować, kiedy ludzie jej nie słuchają.
- Tyrrze, chroń nas - dyszała Sophia, cofając się. - Velosie, daj temu duchowi spoczynek.
Triphine zamachała ramionami w parodii przerażającego ducha, którym rzekomo miała być, ale zdecydowanie nie była. Znów przemówiła upiornym głosem, który rozbrzmiał echem po całym domu:
- Wynoście się! Zostawcie mnie w spokoju!
- Idź - powiedziała Mallory, popychając Sophię. - Idź! Zanim się bardziej wścieknie!
Rodzeństwo skuliło się przy drzwiach, a na ich twarzach malowało się przerażenie.
A potem niespodziewanie pojawił się na nich spokój.
Spojrzeli na siebie.
- Widziałem już wystarczająco - powiedział Louis. - A ty?
- Aż nadto - zgodziła się Sophia.
Mallory zmarszczyła brwi.
- Dlaczego nie uciekacie?
- Po pierwsze - powiedziała kobieta - dlatego, że to nie jest księżna.
Przewodniczka zaśmiała się nerwowo i wskazała na ducha - tego udawanego.
- Oczywiście, że to księżna. Triphine Maeng była...
- Z krwi i kości - dopowiedział Louis obojętnym tonem, przypatrując się postaci na szczycie schodów. - A to wygląda raczej na manekin krawiecki przebrany za księżną. - Zmierzył postać wzrokiem od stóp do głów, przechylając głowę. - Niezły kostium. Bardzo dopracowane szczegóły z epoki. Jak zrobiłyście kominek? I drzwi? To ten sam rodzaj sztuczek, których ty i twoja siostra używacie podczas waszych tak zwanych seansów?
Mallory sapnęła z udawanym oburzeniem.
- Jak śmiecie sugerować takie nieuczciwe praktyki? - Wyprostowała się, przynajmniej na tyle, na ile pozwalał jej wzrost. - Dobrze. Zostańcie tu i dajcie się zamordować mściwemu duchowi. Ja nie zamierzam...
Louis chwycił ją za nadgarstek, unieruchamiając ją.
- Nie, panno Fontaine, nigdzie pani nie pójdzie.
Mallory nadepnęła mu na stopę. Mężczyzna zawył i się cofnął, a ona zacisnęła pięść, gotowa walnąć go w nos, jeśli jeszcze raz spróbuje ją złapać, ale nagle dwie ręce złapały ją za łokcie i wykręciły jej ramiona w tył.
Dziewczyna krzyknęła, gdy Sophia zatrzasnęła na jej nadgarstkach żelazne kajdanki.
Axel przyglądał się tej scenie z przerażeniem. Cofnął się i uderzył plecami o ścianę.
- Coś mi mówi - syknęła Mallory - że wcale nie jesteś nowicjuszką Tyrra.
- Inspektor Sophia Blaise - przedstawiła się kobieta. - A to mój partner, inspektor Louis Garneau. Tropimy ciebie i twoją siostrę od miesięcy. Otrzymaliśmy niezliczone zgłoszenia o oszustwach. Prowadzenie fałszywych seansów spirytystycznych, fałszywe wróżby... nie wspominając już o sprzedaży podrabianych klejnotów, mikstur i tak zwanych boskich relikwii.
Inspektor Garneau pokuśtykał w stronę manekina z twarzą czerwoną ze złości i zerwał z niego perukę księżnej.
- Powiedziałbym, że to jest dowód sam w sobie. Ty i twoja siostra jesteście oszustkami.
- A na co dokładnie miałby to być dowód? - zapytała Mallory. - Tylko na to, że zapłaciliście za rozrywkowe zwiedzanie Domu Saphirów i właśnie to dostaliście. Jakie prawo złamałam?
- Ty? Może żadne. Ale twoja siostra sprzedała nam pióro, które, jak twierdziła, spadło ze skrzydła boga.
Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo.
- To udowodnijcie, że nie spadło.
Louis spojrzał na nią gniewnie.
- Może i nie mogę tego udowodnić, ale wystarczy krótka wizyta u jubilera, bym jutro mógł dowieść z całą pewnością, że ten pierścionek jest fałszywy. - Podniósł dłoń, której mały palec zdobił pierścień z podrabianym szafirem.
Mallory zadarła podbródek.
- Wygląda na to, że nie macie dziś podstaw do tego, by mnie aresztować.
- Czyżby? - rzuciła Sophia. - A co z wtargnięciem na teren prywatny, należący do majątku rodu Saphirów? Nie masz licencji na organizowanie tu wycieczek.
- Nie martw się tak - powiedział Louis, gdy jego partnerka ciągnęła Mallory w stronę drzwi. - Jutro przyprowadzimy twoją siostrę, więc nie będziesz długo siedzieć sama.
- Czekajcie.
Sophia się zatrzymała.
Axel patrzył na całą tę scenę z niepokojem, wpatrując się w Mallory.
- Ty naprawdę potrafisz rozmawiać z duchami. Prawda?
Dziewczyna poczuła, jak nerw zadrgał jej na skroni.
- Trochę to nieistotne w tej chwili, nie sądzisz?
- Jeśli księżna jest tu teraz obecna, zapytaj ją, co trzymała, pozując do ostatniego portretu, jaki kiedykolwiek namalowano.
- Co?
- Po prostu ją zapytaj.
Spojrzała na Triphine, która stała pośrodku pokoju. Była zaskakująco milcząca, choć jak zwykle zupełnie niepomocna, podczas gdy Mallory właśnie została aresztowana.
Louis prychnął i chwycił dziewczynę za łokieć, by pociągnąć ją za sobą.
- To absurd.
- Triphine? - rzuciła Mallory.
- Och... eee... Ostatni portret. Racja. To było... - Wstrzymała oddech, oczy jej się zaszkliły. - Mojego syna. Trzymałam mojego nowo narodzonego syna.
Mallory wbiła obcasy w dywan, zatrzymując inspektora w pół kroku.
- Syna? Nigdy nie widziałam tego portretu.
Triphine wzruszyła ramionami.
- Przedstawiał naszą trójkę i powstał ledwie tydzień po jego narodzinach. Tuż przed tym, jak Bastien zaczął rozpuszczać plotki, że po porodzie nie zdołałam już wstać z łóżka. Pewnie nie był zbyt często wystawiany po tym, jak jego zbrodnie wyszły na jaw.
- Trzymała syna. To prawda - wyszeptał Axel. - Bogowie... ona naprawdę tu jest. - Wysunął się do przodu. - Inspektorzy, nie mogę się wypowiadać na temat innych zarzutów wobec panny Fontaine... ale nie możecie jej dziś aresztować za wtargnięcie na tę posesję.
Uścisk Louisa na ramieniu Mallory się zacieśnił.
- A czemu niby nie?
- Bo jestem hrabią Armandem Saphirem. I udzielam jej zgody na przebywanie w tym miejscu.