ROZDZIAŁ 1
początek listopada 1925
Dom pod Akacjami był usytuowany przy jednej z głównych ulic. Nie był duży w porównaniu z domami towarowymi znajdującymi się w innych większych miastach, ale Elizie wydał się imponujący. Elewacja miała oliwkowy kolor. Fasadę zdobiły rzeźby przypominające dwa drzewa. Pień jednego z nich znajdował się po lewej stronie drzwi wejściowych, a drugiego po prawej. Gałęzie wiły się w górę, tworząc kopułę dokładnie nad wejściem.
Wchodząc do środka, Eliza miała wrażenie, że właśnie otwierają się przed nią drzwi do nowego życia. Tuż za progiem znajdował się duży hol, którego ściany zdobiły tapety przedstawiające różnorodną roślinność. Z sufitu zwisały perłowe żyrandole. Ich blask zdobił okazałe wnętrze. Elizie aż dech zaparło na widok tego przepychu. Wśród półek uginających się pod ciężarem różnorodnych produktów przechadzali się liczni klienci, głównie bogate damy. Przystawały przed ladami, oglądały towary i prowadziły ożywione rozmowy ze sprzedawcami.
Dziewczyna podeszła do stojącego przy drzwiach portiera.
- Przepraszam, przyszłam tutaj w sprawie pracy do działu mody. Czy może wie pan, gdzie mam pójść?
- Rozmowa jest na pierwszym piętrze, w gabinecie kierowniczki działu - odpowiedział tamten.
Eliza przeszła przez hol, mijając działy: tekstylny, obuwniczy, galanteryjny oraz perfumerię. Na parterze mieścił się także magazyn, w którym rozpakowywano dostarczane towary i je składowano, ale o tym dziewczyna jeszcze nie wiedziała. Wspięła się po schodach wyściełanych czerwonym dywanem. Na piętrze znajdowały się działy z modą męską, damską i dziecięcą oraz korytarz, który - jak później się Eliza przekonała - prowadził do części przeznaczonej dla pracowników. Były tam jadalnia oraz pokoje, w których mieszkały zamiejscowe dziewczęta. Z kolei pokoje należące do mężczyzn usytuowane były na drugim piętrze.
Eliza rozejrzała się dookoła i zauważyła na korytarzu grupkę dziewcząt zgromadzonych przed drzwiami jakiegoś pokoju. To musiały być jej rywalki, które również żywiły nadzieję na znalezienie tutaj zatrudnienia. Szybko oceniła swoje szanse. Praca w domu towarowym nie była zbyt dobrze płatna. Do tego wymagano od pracowników dyspozycyjności, dlatego wiedziała, że nie spotka tutaj wykształconych, ambitnych kobiet, a jedynie proste dziewczyny. Dwie z nich, najprawdopodobniej siostry, prowadziły rozmowę. Ich śmiech, radosny i głośny rozbrzmiewał w korytarzu. Kolejna konkurentka była niechlujnie ubrana, a jeszcze inna miała brudne ręce. Eliza uśmiechnęła się w duchu - w porównaniu z nimi ona prezentowała się znacznie korzystniej.
Podeszła do stojącej z boku przestraszonej szczupłej blondynki.
- Jestem Eliza.
- Malwina. - Tamta uśmiechnęła się delikatnie, miętosząc trzymaną w ręku torebkę.
- Denerwujesz się?
Dziewczyna tylko pokiwała głową. Eliza umilkła, widząc, że tamta nie kwapi się do podtrzymania rozmowy. Po pewnym czasie drzwi do gabinetu, przed którym czekały, gwałtownie się otworzyły. Ze środka wyszła wysoka, szczupła kobieta w wieku około pięćdziesięciu lat. Miała gładko zaczesane włosy i surowy wyraz twarzy.
- Proszę do środka. - Kiwnęła na najbliżej stojącą kandydatkę.
Mniej więcej po godzinie wszystkie dziewczyny czekały przed drzwiami gabinetu. Krótkie rozmowy, mające ocenić, która z nich będzie najlepszą pracownicą, już się odbyły. Każda wyglądała na zdenerwowaną. Nawet dwie roześmiane siostry umilkły. Eliza analizowała w myślach, czy dobrze wypadła. Wydawało jej się, że tak, ale przecież nie wiedziała, jak poszło jej konkurentkom. Gdy po raz kolejny tego dnia z gabinetu wyszła przełożona, serce podeszło Elizie do gardła.
- Po przeprowadzeniu rozmów - zaczęła kobieta bez żadnego wstępu - postanowiłam zatrudnić trzy z was: Elizę Kaczmarek...
Słysząc te słowa, Eliza poczuła, jak cały świat wokół niej zawirował. Dostała się! Będzie pracować w mieście, w pięknym domu towarowym. Jej marzenie się spełniło. Nie słyszała kolejnych nazwisk wymienianych przez przełożoną. Liczyło się tylko jedno - nie wróci już na wieś, nie będzie dłużej zwyczajną prostą dziewuchą.
- Zapraszam zatrudnione dziewczęta do gabinetu - usłyszała ostry głos przełożonej.
Wchodząc do środka, Eliza zauważyła, że razem z nią wchodzi także przestraszona Malwina. Tamta, zamiast się cieszyć, wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać.
- Co ci jest? - zapytała ją. - Nie cieszysz się?
- Nie. Boję się - odpowiedziała cicho.
- A czego tu się bać? - prychnęła.
- Wszystkiego, tu wszystko jest nowe.
Eliza tylko wzruszyła ramionami, a następnie skupiła się na tym, co miała do powiedzenia ich kierowniczka.
- Witajcie, dziewczęta, dostąpiłyście wielkiego zaszczytu. Będziecie pracować w naszym domu towarowym, będziecie obsługiwać najbogatsze i najznamienitsze panie z naszego miasta. Na początek przedstawię wam kilka zasad. Po pierwsze, punktualność. Rano o szóstej jest pobudka. O szóstej trzydzieści schodzicie na stołówkę na śniadanie. Natomiast o godzinie siódmej stawiacie się tutaj w pracy. Wy - wskazała na Elizę i Malwinę - w dziale damskim, a ty - tym razem skierowała swoje słowa w stronę trzeciej z dziewcząt - w dziale dziecięcym. Po drugie, sumienność i posłuszeństwo. Musicie bezwzględnie wykonywać rozkazy moje i moich zastępczyń: pani Wiesi w dziale damskim i pani Krysi w dziale dziecięcym. Po trzecie, pracowitość. Nie akceptujemy tutaj lenistwa. - Surowo spojrzała na wszystkie dziewczyny. - W niedzielę macie dzień wolny, a od poniedziałku do soboty pracujecie. Po czwarte, nienaganny wygląd. Włosy zawsze mają być gładko zaczesane, ręce czyste, a strój wyprasowany. Po piąte, szacunek do klientek. Pamiętajcie, aby zawsze stawiać ich dobro na pierwszym miejscu. Nie możecie narzekać, że klientka przymierza zbyt dużo sukni, niczego komentować ani, co gorsza, naśmiewać się z nich. Pamiętajcie też, że nie mówicie niepytane. Za jedno z takich przewinień szybko pożegnacie się z pracą. No i po szóste - westchnęła - żadnych romansów, żadnych potajemnych spotkań i schadzek z mężczyznami. Wasza opinia rzutuje na opinię całego domu towarowego. Musicie o nią dbać. Natomiast jeżeli chodzi o szczegóły waszej pracy, powoli wszystkiego się dowiecie. A teraz pokażę wam, gdzie będziecie spały.
#
Malwina jak we śnie podążała za przełożoną. Cały czas walczyła, aby się nie rozpłakać. Nie chciała tutaj być, nie chciała tutaj pracować. Marzyła, aby z powrotem znaleźć się w swoim domu. Gdy miesiąc temu matka z uśmiechem na twarzy zaproponowała jej, aby poszła do pracy, Malwina nie miała serca jej odmówić.
- Zarobisz trochę grosza, wiesz, jak nam teraz ciężko, a za jakiś czas wrócisz - przekonywała matka. - Brożkowa mówiła, że to dobra praca, nie we dworze, ale w domu towarowym. Luksusowym ponoć.
Nie chciała zawieść rodzicielki, ale w duchu cały czas była pewna, że nie otrzyma tej posady. Podczas rozmowy była cicha, mało mówiła, a głowę miała skromnie spuszczoną. Ku jej zaskoczeniu okazało się, że to właśnie ją przyjęto. Być może gdyby dużo mówiła i głośno się śmiała, jak inne kandydatki, w tym momencie wracałaby do rodzinnej wioski. Z rozmyślań wyrwał ją głos przełożonej:
- To tutaj. - Otworzyła drzwi do jednego z pokoi znajdujących się w części dla pracowników. - Ten pokój zajmują dziewczęta pracujące w dziale damskim.
Malwina z trwogą zajrzała do pomieszczenia, w którym od teraz miała mieszkać. Pokoik był niewielki i skromnie urządzony. Znajdowały się w nim dwie obszerne szafy, stół z krzesłami, a także cztery wąskie łóżka. Dziewczyna po raz pierwszy tego dnia delikatnie się uśmiechnęła. Będzie miała całe łóżko tylko dla siebie. W rodzinnym domu musiała spać z dwiema młodszymi siostrami, co nie było zbytnio wygodne. W pokoiku dostrzegła dwie inne dziewczyny. Jedna z nich, pulchna szatynka, podeszła z szerokim uśmiechem na twarzy do stojących w progu dwóch nowych pracownic.
- Jestem Jadźka. A wy? - zapytała.
- Eliza.
- A ja Malwina - przedstawiła się nieśmiało.
Wszystkie trzy spojrzały wyczekująco na czwartą towarzyszkę siedzącą w rogu pokoju.
- Felicja - odpowiedziała chłodno tamta.
- A ty co taka przestraszona? - Jadźka spojrzała na Malwinę.
- Boję się tej nowej pracy - powiedziała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Ale tu nie ma się czego bać. To dobra praca, nie ciężka. Dom zamykają o osiemnastej, potem trzeba posprzątać, ale wieczorem zawsze te kilka godzin jest wolne. Do tego niedziele całe wolne, bo tutaj jest zamknięte. No i nikt w nocy wstawać nie każe. A praca też nieciężka. Tylko sprzątanie. - Westchnęła. - Oj, sprzątania to ja nie lubię. Ale poza tym to tylko klientki trzeba obsługiwać, suknie nosić, przymiarki robić, a to jest proste. Czasami się trafi jakaś pani, co jej nic nie pasuje, ale - machnęła ręką - przyjdzie, pójdzie i wróci za tydzień. Gorzej, jakby u takiej trzeba służyć było i codziennie słuchać jej narzekania. Moja siostra we dworze służyła, to co ona tam przeszła, mówię wam. Harówka od samego świtu aż do nocy. A i w nocy czasami ją pani z łóżka zrywała, żeby jej herbatki zaparzyć. Pani to potem do południa spała, a ona biedna wstać musiała z samego rana, napalić w kominku i posprzątać. Plecy tak ją czasami bolały, że aż płakała z tego bólu, ale co miała zrobić. A tutaj to tak nie ma.
Malwina słuchała potoku słów płynących z ust nowo poznanej koleżanki i poczuła, że ją polubi.
- Ja tak gadam - kontynuowała Jadźka - a wy tu tak w progu stoicie. Chodźcie, tutaj jest szafa. Ta - wskazała na jeden z mebli - to moja i Feli, a tamta cała wasza. No i łóżka sobie wybierzcie. To moje, tam najbliżej okna śpi Fela, a te są dla was.
Po godzinie nowe pracownice powoli rozgościły się w nowym miejscu. Wybrały łóżka, powiesiły ubrania w szafie i zaczęły przygotowywać się do snu.
- Opowiedz coś jeszcze o pracy - zagadnęła Jadźkę Eliza.
- Co byście chciały wiedzieć?
- Coś o tej pani, co nas przyjmowała. To przełożona?
- Tak. To pani Matylda Banasiak. Ma pod sobą cały dział mody dziecięcy i damski. Surowa z niej kobieta, ale uczciwa i sprawiedliwa. Jak będziecie dobrze pracować i jej słuchać, to krzywdy wam nie zrobi. Ma zastępczynię, jedną w naszym dziale i jedną w dziecięcym. U nas jest to Wiesia. Kilka lat od nas starsza. A wy to ile lat macie?
- Osiemnaście - odpowiedziała Eliza.
- Ja szesnaście - dodała Malwina.
- Ja też szesnaście. - Jadźka uśmiechnęła się do swojej rówieśniczki. - A ona, Wiesia znaczy się, przełożona zastępczyni chyba dwadzieścia pięć czy dwadzieścia sześć. Niedawno za mąż wyszła. Dobra z niej kobieta. Czasami jak coś źle zrobimy, to nas jeszcze broni przed panią Matyldą.
- Wy tylko we dwie tu pracowałyście? Ty i Felicja? - zapytała Eliza.
- Nie, jeszcze jedna była, ale za mąż poszła. Po ślubie jeszcze trochę pracowała, ale potem w ciążę zaszła i mąż kazał jej w domu siedzieć i dzieckiem się zajmować. Jak ona odeszła, to pan Marcin zarządził, że nie jedną, ale dwie nowe pracownice zatrudni, bo duży ruch jest.
- Kim jest pan Marcin?
- To dyrektor całego naszego domu towarowego. Oj, pan Marcin taki przystojny, wszystkie do niego tutaj wzdychają, co nie, Felu? - Zachichotała.
- Ja tam nie. - Wzruszyła ramionami zapytana.
Jadźka machnęła ręką i kontynuowała:
- Przystojny i mądry, ale wiadomo, że on nie dla nas, zwykłych pracownic. Pewnie kiedyś ożeni się z najstarszą córką właściciela, panną Karoliną.
- Z córką właściciela? - podchwyciła Eliza.
- Tak. O ich rychłych zaręczynach plotkuje cały dom towarowy. Będą tworzyć taką piękną parę. Całkiem jak pan Henryk i pani Hanna.
- Kim są pan Henryk i pani Hanna?
- Pan Henryk Wierzchowski to właściciel, a pani Hanna jest jego żoną. Oj, jak oni się kochają! Wiecie, że pan Henryk to nawet nazwał dom towarowy na cześć ulubionych kwiatów swojej żony?
- Naprawdę? - zapytała Malwina.
- Tak. Dom pod Akacjami. Kwiaty akacji to ulubione kwiaty pani Hanny. Koleżanka z księgowości mi o tym kiedyś opowiadała. To taka romantyczna historia - westchnęła. - No, ale ja tu gadam i gadam, a tu już późno się zrobiło. Trzeba spać iść, bo jutro rano praca.
Tej nocy Malwina długo nie mogła usnąć. Rozmyślała o całym dniu, o nowej pracy i o nowych koleżankach, z którymi miała teraz dzielić pokój. Od razu polubiła wesołą Jadźkę. Eliza też okazała się sympatyczną towarzyszką, ale ta czwarta, Felicja, wydawała się zimna i nieprzystępna. Prawdę mówiąc, Malwina trochę jej się bała. Cały wieczór siedziała na swoim posłaniu, nie brała udziału w rozmowie, a na wszystkie pytania Jadźki rzucała zdawkowe odpowiedzi. Dlaczego tak się zachowywała? Na to pytanie Malwina nie umiała odpowiedzieć.