Rozdział 4
Jolka była konsekwentna, musiał to przyznać. Nie rozumiał tego, ale szanował. Unikała go, maksymalnie ograniczając dyżury na salach chorych, które mu bezpośrednio podlegały. Gdy spotykali się na korytarzu, mijała go ostentacyjnie, jak powietrze, nie reagując na jego pozdrowienia. Bardzo go to drażniło, bo nie czuł się winny, nie zrobił nic złego. Z pewnością była bardzo zgrabną, ładną kobietą, ale w końcu nie jedyną. Skupił się na pracy, problemów nie brakowało. Od dawna uznawał, że praca jest najważniejsza. W przeciwieństwie do kobiet nigdy go nie zawiodła i nadawała sens jego życiu.
Przeglądał wyniki badań pacjenta, gdy zadzwonił telefon. Uśmiechnął się, słysząc w słuchawce głos dziadka Einara. Musiał skupić uwagę, by zrozumieć, co do niego mówił. Staruszek uparcie trzymał się języka islandzkiego, chociaż doskonale władał angielskim. Zamierzał w ten sposób wymusić na wnuku posługiwanie się nim. Chciał znacznie więcej, ale tego Ryszard nie mógł mu obiecać.
Dziadek ostatnio trochę niedomagał i zabrał się do porządkowania spraw rodzinnych. Uznał Ryszarda za jedynego spadkobiercę i robił wszystko, by zachęcić go do osiedlenia na Islandii, podsuwał mu nawet kolejne kandydatki na żonę, oczywiście rodowite Islandki, chciał doczekać się prawnuka, dziedzica.
Jeszcze kilka lat temu Ryszard był pewny, że nie skorzysta z zaproszenia. Lubił jeździć tam na święta, wydłużone weekendy, ale nie wyobrażał sobie spędzenia w Reykjaviku całego roku, kilku lat, całego życia. Co on by tam robił? To miasto, w którym mieszka dwie piąte Islandczyków, można obejść w godzinę. Reszta kraju to pustkowie, farmy oddalone jedna od drugiej o dwadzieścia kilometrów.
Z czasem zaczął cieszyć się taką alternatywą. Zawsze to jakieś zabezpieczenie, nie czuł się tak przyparty do muru jak jego koledzy w szpitalu. Sytuacja w Polsce stawała się, łagodnie mówiąc, coraz trudniejsza, kryzys nie omijał służby zdrowia. Rozpoczęły się strajki głodowe, manifestacje pielęgniarek, walka o kontrakty. Sporo kolegów wyjechało z Polski.
Dzisiaj dziadek poinformował go, że przesłał mu jakieś dokumenty rodzinne.
- Jakie dokumenty, dziadku? Czego dotyczą? - dociekał.
- Ważne, bardzo ważne! Kurier dostarczy ci je jutro. Chciałbym, byś je dokładnie przeczytał i wszystkie jak najszybciej odesłał z powrotem.
- Mam ci je odesłać? Coś podpisać? - Ryszard był coraz bardziej zaintrygowany.
- Nie musisz nic podpisywać, ale zadzwoń do mnie, jak już się z nimi dokładnie zapoznasz.
- W porządku, dziadku, zrobię, jak sobie życzysz. A jak twoje zdrowie, dobrze się czujesz?
- Dobrze, dobrze, nie martw się. Szkoda tylko, że nie ma cię tutaj ze mną.
- Może wpadnę za jakiś miesiąc lub dwa. Zadzwonię.
- No, to czekam na twój telefon.
Dziadek Einar Olafsson był jego najbliższym krewnym. Zawsze bardzo go szanował i lubił. Jak większość rodowitych Islandczyków, był mężczyzną małomównym, niezbyt wylewnym w okazywaniu uczuć, ale bardzo sprawiedliwym i mądrym. On sam, będąc dzieckiem, lubił przytulać się do babci, ale z problemami biegał do dziadka. Z dalszą rodziną utrzymywał bardzo luźne kontakty. Jego rodzice byli jedynakami. Nie czuł się jednak osamotniony. Miał zaufane grono przyjaciół tu w Polsce i tam na wyspie.
Bardzo wcześnie się usamodzielnił, życie to na nim wymusiło. Zdał maturę i trudny egzamin na medycynę. Miał otrzymać indeks akademii medycznej. Był wielką dumą rodziców - pierwszy w rodzinie student i to medycyny. I mama, i ojciec pochodzili z prostych rodzin. Dziadek Einar był rybakiem, ojciec technikiem metalurgiem. Całe życie pracował w hucie, przy produkcji silników okrętowych.
Mama pielęgniarka, pracowała w przyzakładowej przychodni. Ryszard w młodszych klasach zaraz po lekcjach przychodził do poradni, często właśnie tam, w pustym gabinecie lekarskim odrabiał lekcje. Tam też się bawił w lekarza. Rodzice żartowali, że przesiąkł atmosferą i złapał bakcyla medycznego. Może i jest w tym sporo prawdy, bo decyzję, że chce zostać lekarzem, podjął bardzo wcześnie.
Był na obozie wioślarskim, odpoczywał po trudach egzaminacyjnych. Opalony, roześmiany, zadowolony z siebie nastolatek. I wtedy, gdy się tego najmniej spodziewał, otrzymał od losu potężny cios. Tam właśnie dopadła go wiadomość o ich wypadku.
Jakiś TIR nie wyrobił się na zakręcie i wjechał niespodziewanie na ich pas ruchu. Rodzice zginęli na miejscu, w jednej sekundzie. W słoneczne popołudnie, przy doskonałej widoczności i suchej nawierzchni. Kierowca TIR-a był trzeźwy, nie potrafił wyjaśnić, jak to się stało. Ksiądz powiedział: "przeznaczenie, wola Boża".
Kilka razy, w trudnych momentach, chciał zrezygnować ze studiów. W końcu miał dwadzieścia lat, nikt go nie pilnował. Posiadał mieszkanie i rentę po rodzicach. Jadł to, co sobie kupił i ugotował, musiał prać, prasować, myć okna i studiować. Miał dosyć. Jednak po kilku dniach spędzonych w domu, balowaniu z rówieśnikami, życie gwałtownie traciło smak, robiło się nudne. Wracał na uczelnię, czuł, że tam jest jego miejsce. Bardzo pomagały mu wakacyjne wypady na Islandię - dzika, nieujarzmiona przyroda, praca fizyczna na farmie, długie rozmowy z dziadkiem o sensie życia, przeznaczeniu, roli przypadku. Powracał wzmocniony fizycznie i psychicznie, naładowany dobrą energią.
W końcu narzucił sobie ostrą dyscyplinę, zrobił to dla rodziców, by mogli być z niego dumni tam, gdzie są. Postanowił też udowodnić tym wszystkim, którzy w niego wątpili, że źle go oceniali, że się mylili. I udało mu się, chociaż przeżył kilka bardzo bolesnych porażek.
Najbardziej rozczarowały go kobiety. Na początku ufał im jak matce. Sam spontaniczny, szczery, uczciwy w zamiarach trafiał na przebiegłe, interesowne osóbki. Im ładniejsze, tym sprytniejsze. Nie do końca zdawał sobie sprawę, że jego atrakcyjność podnosiło samodzielne mieszkanie i pieniądze gwarantujące mu swobodne życie. Może by się w tym zatracił, gdyby nie praktyki w klinice. Obserwując swoich małych pacjentów, zrozumiał, że życie to nie zabawa, lecz nieustanna walka o przetrwanie. W obliczu ich cierpienia pokorniał, uznał, że czas najwyższy przestać się użalać nad swoim sieroctwem. W końcu metodą prób i błędów ustalił swoje priorytety, własny system wartości. Nabrał dystansu do ludzi i wydarzeń. Miał zawód, który stał się jego pasją. Pomagał ludziom, ratując im zdrowie i życie. To bardzo wiele.
Miał też kilku przyjaciół, z którymi spędzał wolne chwile, na których pomoc mógł zawsze liczyć. Znali się z czasów liceum, razem zdawali maturę. Ich przyjaźń przetrwała, chociaż każdy trafił na inną uczelnię. Lubili piesze wędrówki po górach i jazdę na nartach. Ostatnio spotykali się zdecydowanie rzadziej. I Maciek, i Adam założyli już rodziny, zostali ojcami. Był mile widziany w ich domach.
Dobrze było spędzić popołudnie z Maćkiem. Rok temu urodziła mu się córeczka Zosia. Mieszkał z żoną Kasią w dużym mieszkaniu po dziadkach. Pomagał im w jego remoncie, pięknie je sobie urządzili. Lubił też grillować w ogrodzie u Adama, który zamieszkał z żoną Sabiną i dwuletnim Maksem w domku rodziców Sabiny. Młodzi urządzili się na piętrze, zostawiając starszym parter. Lubił brać dzieciaki kumpli na ręce, rozpieszczać je prezentami i słodyczami. Był ich ukochanym wujkiem. W opinii przyjaciół byłby dobrym ojcem, ale do tego potrzebował odpowiedniej kobiety. Wierzył, że ją znajdzie, nakazał sobie cierpliwość. Ostatni związek to ten burzliwy, krótki romans z Jolką. Bardzo go rozczarował, chociaż od początku wiedział, że nie połączyła ich miłość, ale myślał, że jest im dobrze razem.
Kolejny telefon przywrócił go rzeczywistości. Wzywano go na górę, mały Sebastian odchodził. To najtrudniejsze momenty w jego pracy, ale taką wybrał specjalizację - onkolog dziecięcy.
***
Ryszard wyłączył silnik samochodu. Westchnął ciężko, był bardzo zmęczony. Miał za sobą pracowity dzień w poradni i nocny dyżur w szpitalu. Słońce przenikało przez szybę, zmuszając go do zmrużenia oczu. Stadko wróbli podskakiwało na trawniku, głośno świergocąc, żywopłot zazielenił się młodziutkimi listkami. Nie do wiary, kiedy ta wiosna tak się rozpanoszyła? Jeszcze tak niedawno było szaro i chłodno. Przydałby się wypad za miasto. Powinien pomyśleć o jakimś dniu wolnym, ostatnio za dużo pracował. Lekarzy było coraz mniej, a chorych przybywało. Teraz marzył tylko o prysznicu i pościeli. Minęło kilka sekund, zanim zmobilizował się i odpiął pasy.
Widok własnej kawalerki nawet jego samego przeraził. Od zerwania z Jolką znikła motywacja do jakichkolwiek porządków. Musi się w końcu zmierzyć z tym bałaganem. Potem. Wziął ciepły prysznic, który go odprężył i sprawił, że ledwo dotarł do łóżka.
Dzwonek do drzwi wyrwał go z jakiejś głębokiej, ciemnej jaskini. Przez moment zastanawiał się, gdzie jest i co robi. Opuszczone, ciemne żaluzje nie pomagały mu w tym. Ale ten ktoś za drzwiami miał czas i cierpliwość.
Był to zapowiedziany przez dziadka Einara kurier. Z uśmiechem zażądał podpisu i wręczył mu niewielką paczkę.
- To ostatnia dzisiaj - dodał uradowany.
- Takiemu to dobrze - burknął Ryszard, ale chłopaka już nie było, pędził schodami w dół po dwa stopnie.
Spojrzał na zegarek, dochodziła trzynasta. Rzucił paczkę na fotel i dał nura pod kołdrę. Trzy godziny snu, to stanowczo za mało.
Późnym popołudniem zaparzył sobie mocnej kawy i rozerwał opakowanie paczki. Na stół wysypały się jakieś stare fotografie, pożółkły zeszyt w tekturowej okładce i list.
- Co tym razem staruszek wymyślił? - zastanawiał się zaintrygowany. Fotografie były czarno-białe, niewielkiego formatu, obrzeżone charakterystycznymi ząbkami. Pamiętał takie z czasów dzieciństwa. Zorientował się, że zrobiono je na Islandii. To chyba budynek szkoły w Reykjaviku, a przed nim jacyś młodzi ludzie, dziewczyny i chłopcy, bardzo rozbawieni. Gdy się dokładnie przyjrzał, rozpoznał swojego ojca. Był na wszystkich zdjęciach w grubym swetrze z owczej wełny, w charakterystyczne norweskie wzory. Obok niego stała dziewczyna z długim jasnym warkoczem.
Sięgnął po list. Rozpoznał charakterystyczne pismo dziadka. Pisał po angielsku, widać zależało mu, by wnuk dobrze go zrozumiał. Mimo to Ryszard przeczytał tekst dwa razy, ponieważ treść wydawała mu się nieprawdopodobna.
Stary Einar zaczął od tego, że odwiedziła go Sigrid, żona Arniego, rybaka z Akranes. Dziadek znał jej męża od chłopięcych lat, ponieważ był synem Jonssona, z którym łowił przez wiele lat na jednym kutrze. Sigrid, jej mąż Arni i Hermann, ojciec Ryszarda, byli rówieśnikami i chodzili do tej samej szkoły. Dziadek pamiętał ją z tamtych czasów, bo bywała w ich domu.
Kobieta wypytywała dziadka o jego wnuka Ryszarda, głównie interesowało ją, jakie ma zamiary w stosunku do jej córki Johanny.
Twierdziła, że piszecie do siebie te internetowe listy, a jak odwiedziłeś ostatnio Reykjavik, to byliście w kinie i na tańcach, i kilka razy na basenie.
Powiedziałem jej, że skoro piszecie, to widocznie się lubicie i ja, Einar Olafsson, nie mam nic przeciwko temu. Już się, wnuku, zacząłem cieszyć, bo wiedz, że rodzina Jonssona jest bardzo porządną rodziną, a Johanna byłaby dla ciebie dobrą partią. Jest nauczycielką w gimnazjum. Ale Sigrid wrzasnęła na mnie:
- Nie życzę sobie tej znajomości, Einarze Olafssonie! Moja Johanna ma już narzeczonego, to Karl Hansen, ze starej, tradycyjnej islandzkiej rodziny.
- Ty, Sigrid, zapominasz, że w dzisiejszych czasach młodzi sami decydują, z kim założą rodzinę. A mój wnuk Ryszard jest lekarzem, wielkim specjalistą i lepszego męża dla swojej córki i tak nie znajdziesz. Powinnaś być zadowolona, że ją chce.
- Nie obraź się, Einarze, ale w waszych żyłach płynie dużo obcej krwi. Nic nie wiem o Polakach, ale nie chciałabym szukać wnuków za morzem. Popatrz na siebie. Mieszkasz tutaj sam jak palec, odkąd twoja Margrethe umarła. - Sigrid była naprawdę zła.
- Słuchaj, kobieto! - podniosłem głos, bo odwykłem od skrzeczenia bab. - To młodzi zdecydują i Bóg, czy są sobie przeznaczeni czy nie. Czy twoja Johanna wie, że do mnie przyszłaś z taką sprawą?
- Nie wie i nie może się nigdy dowiedzieć! - I rozpłakała się, jak to baba.
Teraz dopiero rozpoczęła swoją opowieść. Na dowód tego, że mówi prawdę, przyniosła swój pamiętnik, który pisała w czasach, gdy chodziła do szkoły, i zdjęcia.
Twój ojciec, Ryszardzie, bardzo jej się podobał w ostatniej klasie. Lubili chodzić do kina i dyskutować o filmach. W ostatni dzień szkoły, gdy odebrali świadectwa, całą gromadą poszli się zabawić. Dużo wypili i jak się już pewno domyślasz, skończyło się namiętnie.
Niestety, mój syn, a twój ojciec pojechał odwiedzić kraj swojej matki, Polskę. Obiecaliśmy mu tę podróż, jeżeli skończy szkołę z dobrą lokatą. Jakiś daleki kuzyn Margrethe przysłał mu zaproszenie. Gdybym mógł przewidzieć, że mój syn nigdy już nie wróci na Islandię... No, dalej już sam wiesz. Spotkał twoją matkę i zakochał się na zabój. Przyjechaliście do Reykjaviku dopiero, gdy ty skończyłeś siedem lat. Nie dało się wcześniej, ponieważ Polska to był kraj zamknięty. Nie chcieli dać paszportów całej rodzinie.
Tymczasem Sigrid zorientowała się, że jest w ciąży. Od Margrethe dowiedziała się, że Hermann nie wróci po wakacjach na Islandię. Zdecydował się zmienić ojczyznę, zakochał się i zamierzał się żenić. Wyszła więc za Arniego, który marzył o niej od dawna. Nigdy nie powiedziała mu, że Johanna nie jest jego córką, a on nigdy o to nie zapytał. Urodziła mu jeszcze trzech synów. Arni okazał się bardzo dobrym mężem i ojcem. Dzisiaj jest poważnie chory na serce. Miał rozległy zawał, ostatnio przeszedł operację założenia bajpasów. Sigrid boi się, że on nie przeżyłby wiadomości, że Johanna nie jest jego córką, i tego, że wiele lat temu zdradziła go z jego najlepszym przyjacielem. Gdyby nie podejrzenia Sigrid, że między tobą a Johanną rodzi się poważne uczucie, to zabrałaby tajemnicę do grobu. A tak musi mi zaufać, że przekażę ci wiadomość, ale obaj zachowamy ją dla siebie.
Tak więc, Ryszardzie, Johanna jest twoją przyrodnią siostrą i moją wnuczką. Tylko kobiety potrafią tak namieszać w życiu. Do tej pory nie wiem, czy się cieszyć czy złościć. Przez moment byłem szczęśliwy, myślałem, że znalazłeś kobietę od nas, że ożenisz się i zamieszkacie w naszym domu na skale. Z drugiej strony mam wnuczkę, tylko co mi z tego, gdy ona nigdy się o tym nie dowie?
Ryszard zamyślił się. Miał siostrę, nie był jedynakiem. Przez tyle lat żałował, że nie ma rodzeństwa, że po nagłej śmierci rodziców został zupełnie sam. Czy jego ojciec wiedział, że ma córkę? Nie, z pewnością nie. Ta Sigrid dochowała tajemnicy, nie dowiedział się o tym również jej mąż ani nikt z jej otoczenia. Nie wiedziała też Johanna.
Ryszard bardzo lubił Johannę. Poznali się dwa lata temu w pubie. Świetnie się rozumieli, mieli podobne poczucie humoru, lubili sporty, nie nudzili się w swoim towarzystwie. Teraz zrozumiał dlaczego. W ich żyłach płynęła ta sama krew. Jak to możliwe, że dziewczyna poznana przypadkiem, w piątkowy wieczór, stała się jego siostrą? Los może płatać aż takie figle?
Wstał i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę. Błądził wzrokiem po półkach, zanim zorientował się, co właściwie robi. No tak, powinien coś zjeść, tylko nie zrobił zakupów. Nie miał wyboru, musi być jajecznica. Sięgnął po patelnię i zabrał się do roboty.
Johanna. Miał do niej pewną słabość, kilka razy się nawet całowali, ale na szczęście nic więcej. No, gdyby mieszkał w Reykjaviku, to może byliby razem, ale kiedy wracał do Polski, to ta bliskość się jakoś rozmywała. Podejrzewał jednak, że sama Johanna mogła inaczej to wszystko widzieć. Jej maile były bardzo ciepłe i serdeczne, szczególnie po jego ostatniej wizycie w Islandii.
Spacery nad zatoką. Johanna zachowała długie jasne włosy, które na co dzień splatała w tradycyjny gruby warkocz, chociaż większość islandzkich dziewczyn trzymała się raczej mody europejskiej. Tam na skałach pozwalała, by wiatr rozwiewał je, otulał jej twarz. Pamięta, że gdy leżał na trawie i pociągnął ją na siebie, to kaskada z tych włosów utworzyła nad nim zasłonę. Wtedy całowali się bardzo namiętnie, było tak intymnie, że gdyby nie zabłąkani turyści... Wstrzymał na chwilę powietrze, by z ulgą głośno je wypuścić. Co za szczęście. To by było! Z siostrą! Koszmar!
Czajnik zagwizdał, jajka ścięły się w sadzone, bo zapomniał je zamieszać. Przykręcił gaz, by się nie spaliły.
Ciekawe, czy matka Johanny mówiła prawdę o jej narzeczonym? Przypomniał sobie, że Johanna rzeczywiście pisała, że była w kinie z Karlem, ale jakoś go to nie zainteresowało, pewno dlatego, że należał do ich paczki, a ona nigdy nie wspomniała, że ta znajomość to coś wyjątkowego. A teraz okazuje się, że jest jego siostrą. Okej, nie ma nic przeciwko temu. Szkoda tylko, że nie może jej o tym powiedzieć. No i jest problem. Nie chciałby jej urazić. Musi coś wymyślić, żeby nie cierpiała.
Na szczęście dziadka Einara może zapewnić, że do niczego niewłaściwego między nimi nie doszło. Lubił Johannę i życzył jej jak najlepiej, ale nie planował z nią związku. No to się porobiło.
Ryszard zjadł kolację i do późnej nocy czytał dziennik Sigrid. Takie tam dziewczyńskie wynurzenia, pełne marzeń, spojrzeń, spacerów i dyskusji na temat filmów. Oni również zachwycali się Casablancą. Sigrid poświęciła kilka stron w dzienniku Bogartowi i Ingrid Bergman.
Końcowe strony były pełne rozpaczy. Hermann wyjechał do Polski, a ona zorientowała się, że jest w ciąży. Ostatni zapis dotyczył wiadomości, że ukochany nie wraca do kraju, żeni się z Polką.
Siedział wpatrzony w pożółkły zeszyt. Niby nic, kilka zapisanych kartek, a mogły zmienić życie kilku osób. Jak w filmie. On sam dowiedział się, że jego ojciec był wrażliwym młodzieńcem, taktownie obchodził się z dziewczyną. Ile ciepłych słów, delikatnych pocałunków, przytuleń. Sigrid i Hermann bardzo dbali, by ich związek był dla innych tajemnicą, w towarzystwie trzymali się z daleka od siebie. Chyba nikt się nie domyślał, że łączy ich coś więcej niż koleżeństwo. Nawet jego szkolny przyjaciel Arni nie był wtajemniczony. A może właśnie ze względu na niego?
"No tak, ale to jest jej wersja wydarzeń" - zastanawiał się Ryszard. Ojciec mógł to widzieć inaczej, przecież miesiąc później był tak zakochany w Polce, że rzucił dla niej wszystko. Historia niestety lubi się powtarzać. A jeśli z Johanną jest podobnie? Może się zaangażowała i też zapisuje każde jego cieplejsze słowo, gest, spojrzenie. A jemu tak naprawdę dobrze było w jej towarzystwie, ale zabrakło tego czegoś, tej chemii. Nie czuł się z nią związany. Nie snuli wspólnych planów, niczego jej nie obiecywał.
Z dziennika Sigrid też nie wynikało, by jego ojciec coś takiego zrobił. A z pewnością zapisałaby to, skoro notowała różne inne drobiazgi. Dziwne jest też to, że najważniejsza noc została potraktowana w zapiskach bardzo skąpo: "Wróciłam nad ranem już nie ta sama. Jestem kobietą. Otworzyły się przede mną nieznane drzwi i weszłam do nowego pokoju. Wszystko niby znajome, ale wygląda inaczej. Ostrzejsze kolory, nowe zapachy. Dzieciństwo zostało za drzwiami, nie ma już powrotu".
Żadnych szczegółów, szkoda - uśmiechnął się. Chciałby wiedzieć, jak ojciec sobie z tym poradził. Dziś dowiedział się, że wiele cech odziedziczył właśnie po nim.
Jego pierwszy raz był inny. Miał dziewiętnaście lat, przeżywał dramat po tragicznej śmierci rodziców. A Krystyna, starsza o dwa lata, doświadczona, wprowadziła go we wszystkie tajniki seksu.
Bardzo mu pomogła przetrwać ten trudny czas, ale musieli się w końcu rozstać. Była zbyt rozrywkową dziewczyną - to przez nią omal nie wyleciał ze studiów, ale w porę się opamiętał. Kilka razy wracali do siebie i zawsze źle się to kończyło. Widać sama "chemia", nawet bardzo silna, też nie gwarantowała udanego związku. Potrzebny był ten magiczny miks, o którym wszyscy marzą.
Ryszard przeciągnął się w fotelu, spojrzał na zegar, dochodziła północ. Czas do łóżka, Jutro musi być przytomny w pracy. A bałagan jaki był, taki został.