I. SKRAWKI
This will never end cause I want more
More give me more give me more
If I had a heart I could love you
If I had a voice I would sing
After the night when I wake up
I'll see what tomorrow brings
Fever Ray, If I Had A Heart
Droga oddziela Dom od lasu. Ludzkie od dzikiego.
Po stronie natury pokrzywy brodzą w strumyku. Na jego brzegu na żółtych kwiatkach tańczą ważki. Kilka kroków dalej zaczynają się ostrężyny. Na gałązkach ostały się jeszcze owoce i dziewczynka chce ich nazrywać. Wie, że przy przechodzeniu przez jezdnię musi uważać, mimo iż dawno nie przejeżdżał tędy żaden samochód. A przez Dom nie biegnie żadna sensowna trasa - tak mówił tata. Dziewczynka powtarza to zdanie raz za razem, jednak wciąż nie rozumie tego słowa: sensowna. Czy to ma coś wspólnego ze snami i sowami? Sen, sen-sowna. Tak, na pewno tak.
Jasne włosy do ramion, kontrastujące z chabrową sukienką, rozwiewa wiatr. Szeleszczą liście drzew wysoko nad głową dziewczynki, która podnosi wzrok i idzie dalej, podskakując.
- Lalka nieduża - podśpiewuje. - I na dodatek cała ze szmatek.
Znów zrywa się wiatr. Okiennica uderza miarowo o ścianę domu. Dziewczynka przystaje, milknie, patrzy w tamtą stronę. Podchodzi bliżej, żeby lepiej przyjrzeć się temu czemuś na parapecie. Brunatny stosik. Czuje słodki zapach, od którego cieknie ślinka. Staje na palcach, sięga.
Ciastka na talerzu są jeszcze gorące. Dziewczynka syczy i szybko chowa dwa okrągłe ciasteczka do fartuszka. Wyjmuje jedno, mocno dmucha i zjada je od razu. Czekoladowe okruchy rozpływają się w ustach i rozsmarowują na palcach.
- Fartuch biały z kieszonką - śpiewa dalej. - W kieszonce słonko, a w główce marzeń sto.
Idzie w kierunku drogi. Rozgląda się i lekkim krokiem przechodzi na drugą stronę. Mija pokrzywy, przypatrując im się uważnie.
Pomiędzy drzewami powoli kroczy w jej kierunku postać. Na moment zamiera, by po chwili wyciągnąć do dziewczynki dłoń. Dziecko chwyta ją, chichocze. Drugą rączką podaje ciastko wydobyte z kieszeni fartuszka.
- Lecz kocham ją najbardziej - wtóruje postać dziewczynce. - Ze wszystkich swoich lal. Choć nie ma sukni złotej, zabiorę ją na bal.
W lesie jest chłodniej, pachnie sosnami. Dziewczynka daje się prowadzić.
Wkrótce znikają za zakrętem ścieżki.
* * *
Po spacerze docierają do chatki, a że jest już późno, to pora iść spać. Pachnie jeszcze mamą, ale tatą już nie. Zresztą mama niedługo powinna przyjść, dziewczynka to wie. Zachodzące słońce barwi ściany na pomarańczowo.
Postać czeka, aż dziewczynka umości się w łóżku, po czym opatula ją kołdrą i już ma iść, gdy mała woła:
- Opowiedz mi bajkę!
- Jaką byś chciała? - pyta osoba z uśmiechem.
- O lalce - odpowiada, kiwając małą główką, jakby sama była zabawką.
- Znasz ją na pamięć.
- Ale bardzo ją lubię - upiera się mała.
- Więc słuchaj. Nikt nie jest pewien, jak zrodziła się pierwsza. Pewnie chodziło o dziecięcą potrzebę odgrywania scen z życia albo wiarę w to, że nadając kukiełce znaczenie ochronne, faktycznie jest się chronionym od zła wszelkiego - to w tej historii nieistotne. Ważne, że patyki i kości otulone słomą, obleczone skórą i powiązane ścięgnami oraz roślinnymi włóknami, ożywiła dziecięca wyobraźnia.
Mówią, że to właśnie dzieci, nieskażone życiowym doświadczeniem, łatwiej dostrzegają tę drugą, nienamacalną sferę rzeczywistości. Widzą duchy i inne tajemnicze istoty. Inni twierdzą, że to niezachwiana wiara każdego człowieka potrafi zamanifestować określone wydarzenia. Wystarczy pomyśleć, uwierzyć w końcowy efekt i puf, materializuje się przed nami upragniony obiekt. Tak na pewno jest w baśniach, a czy było tak i w jej przypadku? Tego nikt nie potwierdzi, bo wszyscy przez nią napotkani kończyli tak jak poprzednicy. Ale po kolei...
Każda kolejna lalka coraz bardziej przypominała człowieka. Oddechami i szeptami nadawano im pozór życia. Dzieci nie miały pojęcia, że w ten sposób tracą własną energię. Zabawki przechodziły w następne rączki, zasilane mocą kolejnych tworów. W końcu powstała kukła do złudzenia ludzka, ubierano ją więc jeszcze bardziej dorośle, osiągnęła bowiem rozmiary prawdziwego człowieka. Strojono ją w wymyślne szaty. Do zawiązania mocnego supła potrzebna była jednak dodatkowa porcja magii, a każdy węzeł zamykał energię splatającego w tym niepozornym przedmiocie. Znowu i znowu...
Z tych skrawków, splotów, szeptów, marzeń i wizji zrodziła się Lalkarka - już nie człowiek, nie demon, może bogini dająca nieśmiertelność?
Jak każda bogini - nienasycona.