Dom. Krótka historia idei - Witold Rybczyński

-
Proszę czekać

4. Wy­go­da i przy­jem­ność

"...do­bry smak po­le­ga na po­łą­cze­niu po­czu­cia wy­go­dy, trwa­ło­ści i przy­jem­no­ści".

 

Ja­cqu­es-Fra­nço­is Blon­del, L'Ar­chi­tec­tu­re fra­nça­ise

Pry­wat­ność i do­mo­wość, dwa wiel­kie od­kry­cia ery miesz­czań­skiej, po­ja­wi­ły się w spo­sób na­tu­ral­ny w war­stwach śred­nich spo­łe­czeń­stwa ho­len­der­skie­go, a w XVIII wie­ku przy­ję­ły się w po­zo­sta­łych kra­jach pół­noc­nej Eu­ro­py - w An­glii, we Fran­cji i w pań­stwach nie­miec­kich. Go­spo­dar­stwa do­mo­we zmie­ni­ły się za­rów­no fi­zycz­nie, jak i emo­cjo­nal­nie; kie­dy prze­sta­ły być warsz­ta­ta­mi pra­cy, sta­ły się mniej­sze i - co waż­niej­sze - trud­niej do­stęp­ne dla ob­cych. Po­nie­waż miesz­ka­ło w nich mniej lu­dzi, wpły­nę­ło to nie tyl­ko na ich wiel­kość, ale i na at­mos­fe­rę. Prze­kształ­ci­ły się w miej­sca za­cho­wań bar­dziej pry­wat­nych i ka­me­ral­nych. Ta pry­wat­ność zo­sta­ła wzmoc­nio­na sto­sun­kiem do dzie­ci, któ­rych sta­ła obec­ność zmie­ni­ła śre­dnio­wiecz­ny, pu­blicz­ny cha­rak­ter "du­że­go domu". Dom prze­stał być tyl­ko od­gro­dze­niem się od roz­ma­ite­go typu nie­bez­pie­czeństw i schro­nie­niem przed ob­cy­mi - cho­ciaż te waż­ne funk­cje po­zo­sta­ły - stał się sie­dzi­bą no­wej, zwar­tej ko­mór­ki spo­łecz­nej: ro­dzi­ny. Wraz z ro­dzi­ną na­stą­pi­ło pew­ne wy­ob­co­wa­nie, ale po­wsta­ło tak­że ży­cie ro­dzin­ne. Miej­sce za­miesz­ka­nia zmie­ni­ło się w praw­dzi­wy dom, po­cią­ga­jąc za sobą pry­wat­ność i do­mo­wość, a stąd już tyl­ko krok do od­kry­cia idei kom­for­tu.

Może się wy­da­wać dziw­ne mó­wie­nie o kom­for­cie w ka­te­go­riach idei. Jest to prze­cież głów­nie stan fi­zycz­ny: czło­wiek sie­dzi w wy­god­nym krze­śle... i jest mu wy­god­nie. Cóż prost­sze­go? We­dług Ber­nar­da Ru­do­fsky'ego, za­cie­kłe­go kry­ty­ka współ­cze­snej cy­wi­li­za­cji, by­ło­by naj­słusz­niej w ogó­le wy­rzu­cić krze­sła i sie­dzieć na pod­ło­dze. "Sia­da­nie na krze­słach to zwy­czaj na­by­ty, jak pa­le­nie, i rów­nie zdro­wy" - iro­ni­zu­je113. Wy­mie­nia cały ze­staw - we­dług nie­go traf­niej­szych - roz­wią­zań z in­nych kul­tur i epok. Włą­cza w to oto­ma­ny, es­tra­dy, roz­ma­ite pod­wyż­sze­nia, huś­taw­ki i ha­ma­ki, ale jego ulu­bio­ną al­ter­na­ty­wą jest pod­ło­ga.

Róż­ni­ce w po­sta­wach, tak jak róż­ni­ce w przy­bo­rach do je­dze­nia (na przy­kład nóż i wi­de­lec, pa­tycz­ki lub pal­ce), dzie­lą świat rów­nie głę­bo­ko jak ustro­je po­li­tycz­ne. Je­śli cho­dzi o po­sta­wę, to są dwie szko­ły: sie­dze­nie na czymś (tak zwa­ny świat za­chod­ni) i sie­dze­nie w kuc­ki114 (cała resz­ta)115. Cho­ciaż nie ist­nie­je że­la­zna kur­ty­na dzie­lą­ca te dwa świa­ty, ża­den z nich nie czu­je się do­brze w od­mien­nej po­zy­cji. Kie­dy ja­dam z mo­imi wschod­ni­mi przy­ja­ciół­mi, bar­dzo pręd­ko za­czy­nam źle zno­sić sie­dze­nie na pod­ło­dze, krzyż mnie boli, a nogi drę­twie­ją. Ale sie­dzą­cy w kuc­ki tak­że nie lu­bią sie­dzieć na czymś. W hin­du­skim domu znaj­du­ją się oczy­wi­ście i stół do je­dze­nia, i krze­sła, ale od­po­czy­wa­ją­ca w skwar­ne po­po­łu­dnie ro­dzi­na - ro­dzi­ce i dzie­ci - sie­dzi ra­zem na pod­ło­dze. Kie­row­ca trzy­ko­ło­wej rik­szy w Del­hi sie­dzi na sio­deł­ku, ale za­miast to ro­bić po za­chod­nie­mu, z no­ga­mi spusz­czo­ny­mi, krzy­żu­je je (co dla mnie jest ry­zy­kow­ne, a dla nie­go wy­god­ne). Sto­larz ka­na­dyj­ski pra­cu­je, sto­jąc przy warsz­ta­cie. Vi­kram, mój przy­ja­ciel z Gu­ja­ra­ti, je­że­li może wy­bie­rać, woli pra­co­wać, sie­dząc na pod­ło­dze.

Dla­cze­go jed­ne kul­tu­ry przy­ję­ły po­zy­cję sie­dze­nia na czymś, a inne nie? Cho­ciaż py­ta­nie wy­glą­da na pro­ste, nie­ła­two wy­ja­śnić, co spo­wo­do­wa­ło, że tak wła­śnie jest. Aż się pro­si, żeby od­po­wie­dzieć, iż me­ble po­wsta­ły jako lo­gicz­na obro­na przed zim­ny­mi pod­ło­ga­mi, i praw­dą jest, że ku­ca­ją­cy prze­waż­nie żyją w tro­pi­kach. Ale wy­na­laz­cy me­bli do sia­da­nia - Asy­ryj­czy­cy, Ba­bi­loń­czy­cy, Egip­cja­nie i Gre­cy - żyli w cie­płym kli­ma­cie. Żeby jesz­cze bar­dziej wszyst­ko skom­pli­ko­wać, Ko­re­ań­czy­cy i Ja­poń­czy­cy, ży­ją­cy w chłod­nych re­jo­nach, ni­g­dy nie czu­li po­trze­by kon­stru­owa­nia me­bli i wy­star­cza­ło im pod­grze­wa­nie po­wierzch­ni pod­ło­go­wych. Fer­nand Brau­del su­ge­ru­je, że roz­wój me­blar­stwa w róż­nych kul­tu­rach pod­le­gał dwóm pra­wom. Pierw­sze gło­si, ubo­dzy z na­tu­ry rze­czy po­sia­da­li mało sprzę­tów, a dru­gie, że cy­wi­li­za­cje tra­dy­cyj­ne po­zo­sta­ją wier­ne swo­im spo­so­bom urzą­dza­nia wnętrz i zmie­nia­ją je po­wo­li116. W koń­cu jed­nak zmu­szo­ny jest przy­znać, że ta peł­na de­ter­mi­ni­zmu teo­ria nie roz­wią­zu­je pro­ble­mu w ca­ło­ści. Tłu­ma­czy, co praw­da, małą licz­bę me­bli w Etio­pii i Ban­gla­de­szu - obie te kul­tu­ry są ubo­gie i tra­dy­cjo­nal­ne - ale co po­cząć z tak do­brze pro­spe­ru­ją­cy­mi i dy­na­micz­ny­mi cy­wi­li­za­cja­mi, jak oto­mań­ska Tur­cja i ce­sar­ski Iran? Nie wy­ja­śnia też, dla­cze­go In­die Mo­go­łów, dość bo­ga­te i ge­nial­ne, żeby wy­bu­do­wać Tadż Ma­hal, nie za­pro­po­no­wa­ły nic w spra­wie me­bli do sie­dze­nia. Ta­kich przy­kła­dów jest wię­cej. W VIII wie­ku Ja­poń­czy­cy, któ­rzy sko­pio­wa­li więk­szość tech­no­lo­gii i kul­tu­ry od Chiń­czy­ków, z roz­my­słem po­mi­nę­li chiń­skie me­ble; w XVI wie­ku wzię­li broń, ale zlek­ce­wa­ży­li krze­sła. To uni­ka­nie me­bli wca­le nie było kon­se­kwent­ne. Po­dob­nie jak Ja­poń­czy­cy, Hin­du­si też dłu­go da­wa­li so­bie radę bez krze­seł, ale spać wolą w łóż­kach, nie na pod­ło­dze.

Praw­dą jest, że lu­dzie przy­wy­kli do sie­dze­nia w kuc­ki do­brze się w tej po­zy­cji czu­ją, na­to­miast lu­dzie przy­zwy­cza­je­ni do krze­seł mę­czą się pręd­ko, sie­dząc na pod­ło­dze, i bar­dzo im nie­wy­god­nie, ale wy­bór jed­nej czy dru­giej po­zy­cji nie może być tłu­ma­czo­ny róż­ni­ca­mi w bu­do­wie cia­ła. Co praw­da Ja­poń­czy­cy są na ogół mniej­si od Eu­ro­pej­czy­ków, ale Afry­ka­nie, któ­rzy sie­dzą w kuc­ki, nie. Sie­dze­nie na zie­mi z wy­pro­sto­wa­nym krę­go­słu­pem może być bar­dzo zdro­we, ale nie ma naj­mniej­szych pod­staw do są­dze­nia, że "kul­tu­ry sie­dzą­ce na czymś", jak an­tycz­ni (i atle­tycz­ni) Gre­cy, za­ję­li się wy­my­śla­niem krze­seł z le­ni­stwa albo z fi­zycz­nej nie­mo­cy.

A może sie­dze­nie to rzecz gu­stu? W ta­kim ra­zie we­dług Ru­do­fsky'ego jest to jesz­cze je­den przy­kład za­chod­niej prze­wrot­no­ści. Jego kry­tycz­ny sto­su­nek do me­bli opie­ra się na za­ło­że­niu Ro­us­se­au, że sko­ro pod­ło­ga jest tym, co po­trzeb­ne do sie­dze­nia czy le­że­nia, krze­sła i łóż­ka są zbęd­ne, prze­ciw­ne na­tu­rze i wo­bec tego gor­sze. Twier­dze­nie, że to, co na­tu­ral­ne, musi być lep­sze od tego, co sztucz­ne, wy­ma­ga ry­zy­kow­ne­go prze­sko­ku w ro­zu­mo­wa­niu, ale wraz z tym wszyst­kim, co im­pli­ku­je, ma wiel­ką wagę dla Ame­ry­ka­nów - w każ­dym ra­zie są­dząc po dzie­siąt­kach ogło­szeń, któ­re wy­chwa­la­ją "ży­cie zgod­ne z na­tu­rą". Jest to jed­nak bar­dzo po­wierz­chow­ne mnie­ma­nie. Wy­star­czy chwi­la na­my­słu, żeby uświa­do­mić so­bie, iż cała kul­tu­ra jest sztucz­na, za­rów­no go­to­wa­nie, jak i mu­zy­ka, me­ble i ma­lar­stwo. Po co przy­go­to­wy­wać cza­so­chłon­ne sosy, kie­dy wy­star­czą świe­że owo­ce? Po co za­wra­cać so­bie gło­wę in­stru­men­ta­mi, je­śli głos ludz­ki ma ta­kie przy­jem­ne brzmie­nie? Po co ma­lo­wać ob­ra­zy, sko­ro wy­star­czy pa­trzeć na świat? Po co sie­dzieć na czymś, kie­dy moż­na kuc­nąć?

Od­po­wiedź brzmi: to wszyst­ko wzbo­ga­ca ży­cie, czy­ni je bar­dziej uroz­ma­ico­nym i in­te­re­su­ją­cym. Oczy­wi­ście me­ble nie są two­rem na­tu­ral­nym; są wy­my­ślo­ne i wy­ko­na­ne przez czło­wie­ka. Sie­dze­nie na czymś jest sztucz­ne i po­dob­nie jak inne sztucz­ne czyn­no­ści - cho­ciaż w mniej oczy­wi­sty spo­sób niż go­to­wa­nie, mu­zy­ka in­stru­men­tal­na czy ma­lar­stwo - wpro­wa­dza sztu­kę do ży­cia. Jemy barszcz czy gra­my na for­te­pia­nie - albo sie­dzi­my na krze­śle - z wy­bo­ru, a nie z po­trze­by. To po­win­no być wy­raź­nie pod­kre­ślo­ne, bo tyle już zo­sta­ło na­pi­sa­ne o prak­tycz­no­ści i funk­cjo­nal­no­ści (zwłasz­cza no­wo­cze­snych) me­bli, że ła­two za­po­mnieć, iż sto­ły i krze­sła, w prze­ci­wień­stwie, na przy­kład, do lo­dó­wek czy pra­lek, świad­czą o na­szym sma­ku, a nie są przed­mio­ta­mi użyt­ku.

Czło­wie­ko­wi sie­dzą­ce­mu na zie­mi nie jest ani wy­god­nie, ani nie­wy­god­nie. Po­wi­nien oczy­wi­ście uni­kać ostrych ka­mie­ni i in­nych nie­mi­łych prze­szkód, ale poza tym wszyst­kie pła­skie po­wierzch­nie są mniej wię­cej jed­na­ko­we. Oso­ba, któ­ra kuca, nie pa­trzy, jak to ro­bić ani gdzie, ku­ca­nie jest bo­wiem na­tu­ral­ne. Nie ozna­cza to, że jest pro­stac­kie; jak inne ludz­kie czyn­no­ści może też mieć swo­ją ety­kie­tę czy ce­re­mo­niał. Ja­poń­czy­cy na przy­kład ni­g­dy nie sia­da­ją bez­po­śred­nio na zie­mi, za­wsze na pod­wyż­sze­niu, a Ara­bo­wie na dy­wa­nach olśnie­wa­ją­cej uro­dy. Nie do­wo­dzi to, że ten spo­sób jest gor­szy lub mniej wy­god­ny, ale że wy­go­da nie zaj­mu­je okre­ślo­ne­go miej­sca w żad­nym z tych przy­pad­ków.

Sie­dze­nie na krze­śle to zu­peł­nie co in­ne­go. Krze­sło może być za wy­so­kie albo za ni­skie. Może uwie­rać w ple­cy lub wpi­jać się w uda. Może uspo­sa­biać sie­dzą­ce­go do spa­nia, ale może też po­wo­do­wać jego roz­draż­nie­nie czy wy­wo­łać u nie­go ból w krzy­żu. Krze­sło musi być za­pro­jek­to­wa­ne tak, żeby uwzględ­nia­ło po­sta­wę cia­ła i stąd po­wsta­ją pro­ble­my, z ja­ki­mi nie spo­ty­kał się wy­ko­naw­ca obi­tej dy­wa­nem es­tra­dy lub plat­for­my. Spo­łe­czeń­stwa uży­wa­ją­ce krze­seł wcze­śniej czy póź­niej są zmu­szo­ne do prze­my­śle­nia spra­wy wy­go­dy.

Za­gad­nie­nie wy­god­ne­go sie­dze­nia jest roz­wią­zy­wa­ne już od wie­lu wie­ków. Wy­my­ślo­ne przez Gre­ków krze­sło zo­sta­ło po­tem od­rzu­co­ne i za­po­mnia­ne. Hi­sto­ry­cy me­blar­stwa nie­słusz­nie zwra­ca­ją na­szą uwa­gę na zmia­ny, ja­kie za­szły w jego wy­glą­dzie i kon­struk­cji, i po­zwa­la­ją nam za­po­mnieć o znacz­nie waż­niej­szej spra­wie: o zmia­nach, ja­kie za­szły w sie­dzą­cych. Po­nie­waż głów­ny ak­cent w pro­jek­to­wa­niu me­bli po­wi­nien być po­ło­żo­ny nie na ich stro­nie tech­nicz­nej - jak krze­sło zo­sta­ło wy­ko­na­ne - ale na hi­sto­rycz­no-kul­tu­ro­wej: jak było uży­wa­ne. Za­nim wy­my­śli­my do­bre krze­sło, mu­si­my się zde­cy­do­wać, jak chce­my sie­dzieć.

Krze­sło za­wsze od­po­wia­da­ło spo­so­bo­wi, w jaki lu­dzie ży­czy­li so­bie sie­dzieć. Czło­wiek, któ­ry sie­dział na krze­śle, był waż­ny - stąd cha­ir­man117 - jego wy­pro­sto­wa­na, god­na po­sta­wa da­wa­ła wy­obra­że­nie o jego spo­łecz­nym sta­tu­sie. Ta aso­cja­cja mię­dzy miej­scem do sie­dze­nia a jego użyt­kow­ni­kiem po­zo­sta­ła i w eu­ro­pej­skiej, i w ame­ry­kań­skiej kul­tu­rze; cią­gle jesz­cze wie­my, o co cho­dzi, gdy mówi się o ła­wie sę­dzie­go lub o sie­dze­niu kie­row­cy. Re­ży­ser fil­mo­wy w dal­szym cią­gu ma swo­je na­zwi­sko na opar­ciu krze­sła, cho­ciaż to tyl­ko na­druk na płót­nie. Są na­wet wy­du­ma­ne sie­dze­nia, jak Cha­irs in Art Hi­sto­ry, albo wy­zna­czo­ne miej­sca w za­rzą­dach spół­ek. Na moim uni­wer­sy­te­cie pro­fe­sor, któ­ry wy­kła­da dwa­dzie­ścia lat, otrzy­mu­je drew­nia­ny fo­tel z em­ble­ma­tem uczel­ni, a nie tra­dy­cyj­ny ze­ga­rek.

Po­zy­cja przy sie­dze­niu zmie­nia­ła się po­wo­li, cho­ciaż krze­sła za­czy­na­ły też słu­żyć bar­dziej po­wszech­nym za­ję­ciom, ta­kim jak je­dze­nie czy pi­sa­nie. W okre­sie re­ne­san­su i ba­ro­ku eu­ro­pej­skie me­ble słu­żą­ce do sie­dze­nia, mimo że bar­dzo wy­ro­sła licz­ba ich ro­dza­jów, na­dal zmu­sza­ły do po­zy­cji wy­pro­sto­wa­nej, na­rzu­co­nej przez naj­daw­niej­sze wzo­ry. Na­wet "udo­mo­wio­ny", sie­dem­na­sto­wiecz­ny Ho­len­der w dal­szym cią­gu sie­dział sztyw­no z no­ga­mi pra­wie wbi­ty­mi w pod­ło­gę.

Inną rolę od­gry­wa­ło krze­sło we Fran­cji Lu­dwi­ka XIV, epo­ce fan­ta­stycz­nych osią­gnięć nie tyl­ko po­li­tycz­nych i mi­li­tar­nych, ale tak­że li­te­rac­kich i ar­chi­tek­to­nicz­nych. W tym okre­sie rów­nież sprzę­ty pod­nie­sio­no do po­zio­mu sztu­ki. Za­czę­ły być uwa­ża­ne za in­te­gral­ną część urzą­dze­nia wnę­trza i przy­pad­ko­we roz­sta­wie­nie me­bli ustą­pi­ło miej­sca ści­śle prze­strze­ga­ne­mu po­rząd­ko­wi. Na ilu­stra­cjach z kró­lew­skie­go pa­ła­cu w Wer­sa­lu wi­dać mię­dzy każ­dą parą okien stół, po każ­dej stro­nie drzwi ko­mo­dę i przy każ­dej ba­zie pi­la­stra sto­łek. Po­nie­waż funk­cją me­bli było te­raz uwy­dat­nia­nie i uwy­pu­kla­nie ar­chi­tek­tu­ry po­ko­ju, a nie uła­twia­nie ży­cia lu­dziom, krze­sła, choć brzmi to nie­praw­do­po­dob­nie, pro­jek­to­wa­no do po­dzi­wia­nia, a nie do sie­dze­nia. Usta­wia­no je pod ścia­ną, w rzę­dzie, jak żoł­nie­rzy. Lu­dwik XIV, ka­wał ty­ra­na, skar­cił po­dob­no kie­dyś swo­ją ko­chan­kę za to, że zo­sta­wi­ła krze­sło na środ­ku, za­miast od­nieść je na miej­sce, pod ścia­nę.

Cho­ciaż funk­cja krze­sła była wtór­na, od­gry­wa­ło ono waż­ną rolę w dwor­skiej ety­kie­cie. W no­wo­cze­snym biu­rze wy­mia­ry fo­te­la sze­fa tak­że są wska­zów­ką, jaką ma on po­zy­cję i wpły­wy; po­dob­nie w Wer­sa­lu, to, na ja­kim ro­dza­ju krze­sła mia­ło się pra­wo cza­sa­mi usiąść, wy­zna­cza­ło spo­łecz­ną ran­gę i po­zy­cję. W nie­któ­rych po­ko­jach w ogó­le ni­ko­mu poza kró­lem nie wol­no było sia­dać - w urzę­do­wej sy­pial­ni nie zna­leź­li­by­śmy ani jed­ne­go go­ścin­ne­go krze­sła. W resz­cie pa­ła­cu prze­strze­ga­no ści­słej hie­rar­chii. Fo­te­le były za­re­zer­wo­wa­ne tyl­ko dla Kró­la Słoń­ce i za­bro­nio­no ko­mu­kol­wiek je zaj­mo­wać. Na krze­słach bez po­rę­czy mo­gło za­sia­dać naj­bliż­sze oto­cze­nie kró­la. Stoł­ków bez opar­cia mie­li pra­wo uży­wać je­dy­nie nie­któ­rzy przed­sta­wi­cie­le szlach­ty, a twar­dych, skła­da­nych - naj­niż­szej ran­gi urzęd­ni­cy. Wo­bec tego, że licz­ba ta­kich stoł­ków była ści­śle kon­tro­lo­wa­na - in­wen­ta­ry­za­cja prze­pro­wa­dzo­na po śmier­ci Lu­dwi­ka XIV wy­ka­za­ła, że było ich tyl­ko 1325, pod­czas gdy dzien­nie prze­wi­ja­ło się przez Wer­sal parę ty­się­cy osób - za­ba­wa "w jak naj­szyb­sze zaj­mo­wa­nie miejsc sie­dzą­cych" za­wsze się uda­wa­ła, po­zo­sta­wia­jąc więk­szość dwo­ra­ków na sto­ją­co118. Moż­na dać gło­wę, że ci, któ­rym w koń­cu się uda­ło, ra­czej sie­dzie­li, niż się re­lak­so­wa­li; ster­cze­li wy­prę­że­ni na stoł­kach, przy­bie­ra­jąc pozy szcze­re­go za­in­te­re­so­wa­nia. Cho­ciaż ta prze­dziw­na krze­sło­wa ety­kie­ta pa­no­wa­ła głów­nie w Wer­sa­lu, a nie w do­mach miesz­czań­skich, trud­no się było spo­dzie­wać w tych wa­run­kach ewo­lu­cji w kie­run­ku wy­go­dy. Mi­strzo­wie sztu­ki sto­lar­stwa, tacy jak Gol­le, Cuc­ci i Bo­ule, two­rzy­li me­ble nie­zwy­kłej pięk­no­ści - zwłasz­cza se­kre­te­ry, sza­fy i ko­mo­dy - ale me­ble do sie­dze­nia za­trzy­ma­ły się na po­zła­ca­nej nie­wy­go­dzie.

Mia­ło się to wkrót­ce skoń­czyć: wraz ze śmier­cią Lu­dwi­ka XIV w 1715 roku i wstą­pie­niem na tron jego pra­wnu­ka Lu­dwi­ka XV sztyw­ność za­stą­pio­no oży­wie­niem, za­dę­cie - in­tym­no­ścią, a prze­pych - de­li­kat­no­ścią. "Wer­sal w XVIII wie­ku", pi­sze Nan­cy Mit­ford, "był re­pre­zen­to­wa­ny przez mało bu­du­ją­ce mo­ral­nie, ale szczę­śli­we zbio­ro­wi­sko kil­ku ty­się­cy lu­dzi, ży­ją­cych dla przy­jem­no­ści i świet­nie się ba­wią­cych"119. Na­sze wy­obra­że­nie o tym okre­sie zo­sta­ło zmą­co­ne przez kry­ty­cyzm wik­to­riań­skich hi­sto­ry­ków - i przez dwu­dzie­sto­wiecz­ne za­kła­ma­nie - dla któ­rych po­goń za przy­jem­no­ścią była roz­wią­złą eks­tra­wa­gan­cją, a wy­ra­fi­no­wa­ny styl ży­cia - bazą dla ze­psu­cia. A jed­nak wła­śnie w tym okre­sie, i przede wszyst­kim dzię­ki he­do­ni­stycz­nym cią­go­tom lu­dzi wte­dy ży­ją­cych, po­ja­wi­ły się po raz pierw­szy wy­god­ne me­ble do sie­dze­nia.

Sie­dze­nie prze­sta­ło być tyl­ko funk­cją czy ry­tu­ałem, a sta­ło się też for­mą od­po­czyn­ku. Lu­dzie sia­da­li ra­zem, żeby po­słu­chać mu­zy­ki, po­roz­ma­wiać czy za­grać w kar­ty. Nowe po­ję­cia swo­bo­dy wi­dać było w ich spo­so­bie sia­da­nia: dżen­tel­me­ni od­chy­la­li się do tyłu i za­kła­da­li nogę na nogę - nowa po­zy­cja - a damy spo­czy­wa­ły, pół­le­żąc. Tak­że inne, przy­pad­ko­we pozy za­czę­ły wcho­dzić w modę. For­my krze­seł usi­ło­wa­no do­sto­so­wy­wać do tych no­wych po­zy­cji i, po raz pierw­szy od cza­sów grec­kich, do ludz­kie­go cia­ła. Ich opar­cia już nie były pio­no­we, tyl­ko po­chy­łe, a po­rę­cze mia­ły li­nie za­okrą­glo­ne za­miast pro­stych. Były szer­sze, niż­sze i umoż­li­wia­ły więk­szą swo­bo­dę w przy­bie­ra­niu póz. Naj­więk­szą po­pu­lar­no­ścią cie­szył się te­raz wy­ście­ła­ny fo­tel, któ­ry miał okre­ślo­ny kształt tyl­ne­go, obi­te­go opar­cia i był o wie­le szer­szy niż daw­ne krze­sła. Sie­dzą­ca na nim oso­ba mo­gła się ob­ra­cać w róż­ne stro­ny, opie­rać na mięk­kich po­dusz­kach i roz­ma­wiać swo­bod­nie z oso­bą obok. Sto­łek prze­stał już słu­żyć do sia­da­nia, no­wym zwy­cza­jem kła­dło się na nim nogi. By­wa­ły rów­nież fo­te­le dwu­oso­bo­we i całe mnó­stwo roz­ma­itych ka­nap, któ­rych na­zwy - ot­to­ma­ne, sul­ta­ne, tu­rqu­oise - przy­po­mi­na­ją, po­dob­nie jak sło­wo "sofa", arab­skie po­cho­dze­nie tych ni­skich, wy­ście­ła­nych sie­dzeń typu tap­czan. Ko­bie­ty ukła­da­ły się na szez­lon­gach, mo­gą­cych też słu­żyć za ka­na­py.

Fran­cu­zi roz­wią­za­li pro­blem me­bli we wła­ści­wy im, roz­sąd­ny spo­sób. Nie za­rzu­ci­li tra­dy­cyj­ne­go, prze­pi­so­we­go typu ume­blo­wa­nia, cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla wnętrz Lu­dwi­ka XIV, ale stwo­rzy­li nowy ro­dzaj me­bli do sie­dze­nia, któ­re nie były ogra­ni­czo­ne przez sztyw­ne po­trze­by es­te­tycz­ne i od­po­wia­da­ły pra­gnie­niom bar­dziej wy­po­czyn­ko­wych po­zy­cji. Te dwa nowe typy zna­ne były jako si­?ges meu­blants i si­?ges co­urants120. Pierw­szy w dal­szym cią­gu uwa­ża­ny był za część de­ko­ra­cji. Na­zy­wa­no go tak­że "ume­blo­wa­niem ar­chi­tek­to­nicz­nym", był wy­bie­ra­ny i usta­wia­ny przez ar­chi­tek­ta, wro­śnię­ty na sta­łe w urzą­dze­nie po­ko­ju, jak ob­raz, któ­re­go nie wie­sza­no gdzie po­pad­nie, ale ma­lo­wa­no spe­cjal­nie dla tej, a nie in­nej ścia­ny. Cięż­ki fau­teu­il a la re­ine, któ­ry miał pio­no­we opar­cie i stał pod ścia­ną, na­zwa­no tak na cześć żony kró­la121. Si­?ges meu­blants rzad­ko były ru­sza­ne ze swo­ich miejsc prze­zna­cze­nia, tak rzad­ko, że ty­łów oparć czę­sto w ogó­le nie wy­kań­cza­no, prze­wi­du­jąc, iż nikt ich i tak nie zo­ba­czy.

A si­?ges co­urants były za­rów­no do uży­wa­nia na co dzień, jak i do ru­sza­nia z miej­sca (co­urant zna­czy po fran­cu­sku obie te rze­czy). Nie mia­ły żad­ne­go sta­łe­go miej­sca i były do­sta­tecz­nie lek­kie, żeby moż­na je było swo­bod­nie prze­su­wać. Mo­gły być usta­wia­ne gru­po­wo do­oko­ła sto­łu na her­ba­tę albo po kil­ka - do roz­mo­wy. Ta­kie lek­kie fo­te­li­ki na­zy­wa­ły się fau­teu­ils en ca­brio­let - do­słow­nie: "krze­sła bry­ka­ją­ce". Pod­czas gdy si­?ges meu­blants ozda­bia­ły sa­lo­ny, si­?ges co­urants były prze­zna­czo­ne do do­wol­ne­go uży­wa­nia i sta­no­wi­ły ume­blo­wa­nie bu­du­arów oraz ma­łych, przy­tul­nych po­koi. Nie­krę­po­wa­ne sztyw­ny­mi wy­mo­ga­mi ar­chi­tek­tu­ry wnętrz, któ­ra mia­ła skłon­ność do li­nii pro­stych, mo­gły przy­bie­rać nowe, mięk­kie kształ­ty, któ­rym cho­dzi­ło bar­dziej o wy­go­dę niż o es­te­ty­kę.

Róż­ni­ca mię­dzy sta­tycz­ny­mi a ru­cho­my­mi me­bla­mi ist­nia­ła też w ro­dza­jach sto­łów. Do wiel­kich biu­rek i sto­łów z bla­ta­mi mar­mu­ro­wy­mi, któ­re usta­wia­no de­ko­ra­cyj­nie, ale bar­dzo nie­prak­tycz­nie pod ścia­ną, do­da­wa­no mniej­sze sztu­ki, prze­zna­czo­ne do bar­dziej ka­me­ral­ne­go, oso­bi­ste­go użyt­ku. Ko­rzy­sta­no też z zu­peł­nie ma­łych sto­łów do czy­ta­nia i gier, a tak­że noc­nych sto­li­ków. Te ostat­nie zwy­kle były kon­stru­owa­ne po­my­sło­wo z róż­ny­mi wy­mia­ra­mi szu­flad i prze­su­wa­ny­mi albo skła­da­ny­mi bla­ta­mi. Wiel­ką roz­ma­ito­ścią od­zna­cza­ły się tak­że pod­ręcz­ne sto­li­ki do ubie­ra­nia się dla obu płci - jak rów­nież umy­wal­ki. Pa­nie mia­ły spe­cjal­ne sto­li­ki z pod­pór­ka­mi do pi­sa­nia li­stów i pa­mięt­ni­ków, bo chęt­nie od­da­wa­ły się tym czyn­no­ściom. W ko­bie­cych apar­ta­men­tach znaj­do­wa­ły się sto­li­ki do ro­bó­tek ręcz­nych, do śnia­dań, jak rów­nież spe­cjal­nie do po­da­wa­nia - od nie­daw­na spro­wa­dza­nej, a od razu bar­dzo mod­nej - kawy.

W XVIII wie­ku za­czę­ła pa­no­wać we Fran­cji spe­cja­li­za­cja w urzą­dza­niu domu: róż­ne po­miesz­cze­nia prze­zna­cza­no na roz­ma­ite cele; wy­ma­ga­ło to oczy­wi­ście róż­no­rod­nych ty­pów me­bli. Lu­dzie nie ja­da­li już w przed­po­ko­jach, ale w od­po­wied­nio ume­blo­wa­nych ja­dal­niach. Nie przyj­mo­wa­li go­ści w sy­pial­niach, tyl­ko w sa­lo­nie; pa­no­wie mie­li ga­bi­ne­ty, a pa­nie bu­du­ary - ubie­ral­nie i sa­lo­ni­ki jed­no­cze­śnie - gdzie mo­gły po­dej­mo­wać swo­ich bli­skich. Wszyst­kie te po­ko­je były mniej­sze, nie tak pre­ten­sjo­nal­ne i bar­dziej przy­tul­ne niż daw­niej. Nie pla­no­wa­no ich te­raz w dłu­gich sze­re­gach, w am­fi­la­dzie, ale roz­miesz­cza­no wo­bec sie­bie swo­bod­niej, i moż­na było wejść do każ­de­go z nich bez prze­cho­dze­nia przez inne. Ten roz­dział domu na czę­ści pu­blicz­ne i pry­wat­ne zna­lazł swo­je od­zwier­cie­dle­nie w ję­zy­ku. Miej­sce do spa­nia prze­sta­ło być na­zy­wa­ne po pro­stu "po­ko­jem" - mó­wi­ło się o nim te­raz "sala". Po­ko­je uży­wa­ne rów­nież przez ob­cych na­zy­wa­no na­dal sal­les (stąd sal­le a man­ger - ja­dal­nia i sa­lon), ale sy­pial­nia była obec­nie cham­bre a co­ucher122.

Dzi­siaj, kie­dy służ­ba do­mo­wa za­czę­ła być luk­su­sem (w każ­dym ra­zie w Ame­ry­ce Pół­noc­nej), jest wy­raź­nie do­brze trak­to­wa­na. Zu­peł­nie ina­czej było w XVIII wie­ku, kie­dy cie­kaw­ską i szpie­gu­ją­cą służ­bę uwa­ża­no za in­ge­ru­ją­cą w pry­wat­ne ży­cie chle­bo­daw­ców. W my­śliw­skiej re­zy­den­cji Lu­dwi­ka XV, w Cho­isy, za­in­sta­lo­wa­no urzą­dze­nie, któ­re umoż­li­wia­ło prze­nie­sie­nie z kuch­ni, po­ło­żo­nej pię­tro ni­żej, do ja­dal­ne­go po­ko­ju, bez po­mo­cy służ­by, na­kry­te­go i za­sta­wio­ne­go sto­łu. Da­wa­ło to kró­lo­wi moż­ność ko­rzy­sta­nia z cał­ko­wi­tej nie­za­leż­no­ści. W Wer­sa­lu po­wstał na­wet taki zwy­czaj, że po wie­czor­nym przy­ję­ciu służ­ba była od­da­la­na i kie­dy prze­cho­dzo­no do sa­lo­nu na kawę, król sam usłu­gi­wał swo­im go­ściom.

Co­raz wy­raź­niej za­zna­cza się pra­gnie­nie więk­szej pry­wat­no­ści, za­rów­no w miesz­czań­skich do­mach, jak i w pa­ła­cach. Od cza­sów śre­dnio­wie­cza słu­żą­cy spa­li w jed­nym po­miesz­cze­niu ze swo­im pań­stwem lub w po­ko­ju obok. Wzy­wa­ni byli albo kla­śnię­ciem w dło­nie, albo ma­łym ręcz­nym dzwo­necz­kiem. Te­raz dzwo­ne­czek za­stą­pio­no ta­śmą do dzwo­nie­nia123. Ten wy­na­la­zek wy­ma­gał skom­pli­ko­wa­ne­go sys­te­mu dru­tów i blo­ków i po­wo­do­wał od­zy­wa­nie się dzwon­ka w róż­nych czę­ściach domu. Zna­lazł za­sto­so­wa­nie, po­nie­waż po­czu­cie ro­dzin­nej pry­wat­no­ści wy­ma­ga­ło trzy­ma­nia służ­by na dy­stans. Była ona te­raz umiesz­cza­na albo w osob­nych skrzy­dłach domu, albo w ma­łych po­ko­ikach mię­dzy pię­tra­mi, po­wsta­łych dzię­ki ob­ni­że­niu su­fi­tu w sy­pial­ni. Wy­my­ślo­no jesz­cze bar­dzo wie­le in­nych spo­so­bów ogra­ni­cza­ją­cych sta­łą obec­ność służ­by. Ro­sną­ca w XVIII wie­ku po­pu­lar­ność pie­ców, na przy­kład, była w nie­ma­łej mie­rze za­słu­gą spo­so­bu, w jaki moż­na w nich było roz­pa­lać z przy­le­głe­go po­ko­ju. Ręcz­ną win­dę, traf­nie na­zwa­ną "nie­mym ka­mer­dy­ne­rem", wy­na­le­zio­no w tym sa­mym okre­sie, też po to, żeby ogra­ni­czyć kon­tak­ty ze służ­bą124.

Wer­sal Lu­dwi­ka XIV był "wiel­kim do­mem", naj­więk­szym we Fran­cji. Było to miej­sce bar­dzo pu­blicz­ne, z tyl­ko nie­wie­lo­ma re­jo­na­mi wzbro­nio­ny­mi dla dwo­ra­ków. To rów­nież za­czę­ło ule­gać zmia­nie. Pierw­szym, co Lu­dwik XV zro­bił po wpro­wa­dze­niu się do Wer­sa­lu, była zmia­na w pry­wat­nych po­miesz­cze­niach. Po­zo­sta­ła ol­brzy­mia ofi­cjal­na sy­pial­nia, a tak­że ce­re­mo­nie le­ver i co­ucher - te nie­by­wa­łe pu­blicz­ne spek­ta­kle kró­lew­skie­go wsta­wa­nia i kła­dze­nia się - ale sta­no­wi­ły one już tyl­ko for­mal­ność; król w rze­czy­wi­sto­ści spał gdzie in­dziej i mógł być tam sam. Jego pry­wat­ne miesz­ka­nie, do któ­re­go obcy nie mie­li wstę­pu, na­zy­wa­ło się Pe­tits Ap­par­te­ments nie dla­te­go, że mia­ło mało po­koi (bo było ich pięć­dzie­siąt), ale dla­te­go, że same po­ko­je były nie­wiel­kie, w każ­dym ra­zie jak na ów­cze­sny stan­dard. Te kró­lew­skie apar­ta­men­ty, na­zwa­ne przez pew­ne­go dow­cip­ni­sia "gniazd­ka­mi szczu­rów", za­wie­ra­ły se­kret­ne przej­ścia, ukry­te scho­dy, roz­ma­ite al­ko­wy i za­ka­mu­flo­wa­ne po­ko­je, wszyst­kie cu­dow­nie urzą­dzo­ne i ume­blo­wa­ne.

Wzra­sta­ją­cy wpływ cech miesz­czań­skich na ży­cie dwor­skie roz­wi­jał się dzię­ki kró­lo­wi, do­tąd po­sta­ci pu­blicz­nej. Bra­ła w tym ogrom­ny udział Wiel­ka Mieszcz­ka, An­to­inet­te Po­is­son, le­piej zna­na jako Ma­da­me de Pom­pa­do­ur. Była to naj­pierw ko­chan­ka Lu­dwi­ka XV, a na­stęp­nie jego po­wier­ni­ca, przy­ja­ciół­ka i do­rad­czy­ni przez dwa­dzie­ścia lat. Wy­śmie­ni­ta dy­le­tant­ka w po­li­ty­ce, de­cy­do­wa­ła tak­że w spra­wach sty­lu dwor­skie­go, a więc sty­lu w ogó­le. Nie tyl­ko po­bu­dza­ła za­in­te­re­so­wa­nie kró­la ar­chi­tek­tu­rą wnętrz, ale rów­nież wszyst­kim tym, co małe, dro­go­cen­ne, in­tym­ne. W li­ście do przy­ja­ciół­ki opi­sa­ła Her­mi­ta­ge, swo­ją re­zy­den­cję na te­re­nie Wer­sa­lu: "Ma dzie­więć me­trów na pięt­na­ście, nic po­nad­to, wi­dzisz więc, ja­kie to wiel­kie; ale mogę być tu sama albo z kró­lem i pa­ro­ma przy­ja­ciół­mi, więc je­stem szczę­śli­wa"125. Her­mi­ta­ge był naj­mniej­szym z jej do­mów - zbu­do­wa­ła albo prze­ro­bi­ła jesz­cze pół tu­zi­na in­nych. Wzbu­dziw­szy za­in­te­re­so­wa­nie kró­la de­ko­ra­cją wnętrz, po­tra­fi­ła wciąż no­wy­mi pro­jek­ta­mi po­wo­do­wać, że nie­ustan­nie był nimi ocza­ro­wa­ny. To dało po­czą­tek po­wszech­nej mo­dzie na urzą­dza­nie wnętrz, uła­twia­jąc za­ra­zem i przy­śpie­sza­jąc wpro­wa­dze­nie tak "no­wo­cze­snych" po­jęć, jak: pry­wat­ność, in­tym­ność i kom­fort.

Mo­dzie tej ule­gło całe fran­cu­skie spo­łe­czeń­stwo. Pa­ry­skie domy miesz­czań­skie sta­ły się bar­dziej zróż­ni­co­wa­ne niż w prze­szło­ści. Obec­nie miesz­ka­nia nie skła­da­ły się z dwóch lub trzech po­koi, ale mia­ły ich co naj­mniej pięć lub sześć, wszyst­kie bar­dzo no­wo­cze­śnie urzą­dzo­ne. Przez drzwi wej­ścio­we (klat­ka scho­do­wa była osob­na) wcho­dzi­ło się do przed­po­ko­ju, peł­nią­ce­go funk­cje du­że­go we­sty­bu­lu, skąd moż­na było do­stać się do każ­de­go po­ko­ju. Prócz kuch­ni były jesz­cze ja­dal­nia i sa­lon. Inne po­ko­je to pry­wat­ne sy­pial­nie, czę­sto bu­du­ar i wie­le in­nych po­miesz­czeń, któ­rych uży­wa­no jako spi­żar­ni i po­ko­jów dla służ­by.

Po­ja­wie­nie się tych bo­ga­to ozda­bia­nych po­koi ozna­cza po­wsta­nie we Fran­cji no­we­go sty­lu, zna­ne­go jako ro­ko­ko126. Ar­chi­tek­ci ro­ko­ka szcze­gól­nie lu­bi­li ozdo­by w kształ­cie musz­li, li­ści oraz eks­tra­wa­ganc­kich śli­macz­nic, któ­re za­zwy­czaj po­zła­ca­no. Ozda­bia­no wszyst­ko, co tyl­ko się do ozda­bia­nia nada­wa­ło. Cho­ciaż ro­bio­no to z nie­zmier­ną de­li­kat­no­ścią i bar­dzo umie­jęt­nie, ogól­ny efekt tak prze­ła­do­wa­nej de­ko­ra­cji był przy­tła­cza­ją­cy. Styl ar­chi­tek­to­nicz­ny jako taki nie jest te­ma­tem ni­niej­szej książ­ki, lecz mie­wał on czę­sto wpływ na men­tal­ność lu­dzi i okre­ślał za­sa­dy urzą­dza­nia do­mów. Nas in­te­re­su­je za­gad­nie­nie spo­so­bu sto­so­wa­nia or­na­men­ty­ki w okre­sie ro­ko­ka. Hi­sto­ryk ar­chi­tek­tu­ry, Pe­ter Col­lins, twier­dzi, że Jean-Fra­nço­is Blon­del, pro­jek­tant wie­lu ro­ko­ko­wych wnętrz, ni­g­dy nie sto­so­wał ro­ko­ka na fa­sa­dach bu­dyn­ków, któ­re były za­wsze ści­śle kla­sycz­ne127. Rze­czy­wi­ście, we Fran­cji pra­wie nie ma śla­dów ro­ko­ka na ze­wnątrz do­mów (we Wło­szech i Hisz­pa­nii nie­licz­ne ele­men­ty po­ja­wi­ły się nie­co póź­niej). Ro­ko­ko było pierw­szym sty­lem, któ­ry roz­wi­nął się wy­łącz­nie dla wnę­trza. To do­wo­dzi nie tyl­ko fak­tu, że wnę­trze było trak­to­wa­ne zu­peł­nie ina­czej niż stro­na ze­wnętrz­na, ale rów­nież, że ro­bio­no dużą róż­ni­cę mię­dzy de­ko­ra­cją wnętrz a ar­chi­tek­tu­rą. Ta róż­ni­ca nie była wów­czas tak oczy­wi­sta, jak to wy­da­je się dzi­siaj; przed­tem ar­chi­tek­tu­ra po­koi była ar­chi­tek­tu­rą fa­sad, za­sto­so­wa­ną we­wnątrz bu­dyn­ku. Do­pie­ro od cza­sów ro­ko­ka ar­chi­tek­ci, tacy jak Blon­del, mo­gli się spe­cja­li­zo­wać w "de­ko­ra­cji wnętrz". Fakt ten przy­śpie­szył po­pra­wę w za­kre­sie do­mo­we­go kom­for­tu, a na dłuż­szą metę tak­że dal­sze zmia­ny. W przy­szło­ści ro­ko­ko zo­sta­nie za­stą­pio­ne in­ny­mi sty­la­mi, ale prze­ko­na­nie, że wnę­trze bu­dyn­ku na­le­ży trak­to­wać nie­za­leż­nie od jego stro­ny ze­wnętrz­nej, po­zo­sta­ło.

 

* * *

 

Za­sa­dy, któ­re rzą­dzi­ły pro­jek­to­wa­niem bu­dyn­ków w tym okre­sie, wy­ło­żył wiel­ki fran­cu­ski ar­chi­tekt i teo­re­tyk, Ja­qu­es Fra­nço­is Blon­del, w czte­ro­to­mo­wym dzie­le Ar­chi­tec­tu­re fra­nça­ise, wy­da­nym po raz pierw­szy w 1752 roku. Blon­del, bra­ta­nek Je­ana-Fra­nço­is, był ar­chi­tek­tem na­dwor­nym Lu­dwi­ka XV i za­ło­ży­cie­lem pierw­szej w Eu­ro­pie praw­dzi­wej szko­ły ar­chi­tek­to­nicz­nej. Czę­sto po­wta­rzał, że pod­sta­wą do­brej ar­chi­tek­tu­ry po­win­na być dok­try­na lan­so­wa­na przez Rzy­mia­ni­na Vi­tru­viu­sa - "wy­go­da, trwa­łość i pięk­no". Z tych trzech wa­run­ków wy­go­da jest tym, któ­ry in­te­re­su­je nas naj­bar­dziej.

Po­dob­nie jak inni, współ­cze­śni mu, Blon­del pod sło­wem "wy­go­da" ro­zu­miał udo­god­nie­nia i przy­dat­ność dla lu­dzi i od­róż­niał je od czy­sto es­te­tycz­ne­go po­ję­cia "pięk­na" i od wy­ma­ga­nej przez po­trze­by kon­struk­cyj­ne "trwa­ło­ści". Wy­go­da ozna­cza rów­nież "kom­fort", ale w spe­cy­ficz­nym sen­sie. We­dług Blon­de­la pra­wi­dło­wy spo­sób roz­pla­no­wa­nia domu po­le­gał na po­dzia­le po­ko­jów na trzy ka­te­go­rie: po­ko­je do przy­jęć (ap­par­te­ments de pa­ra­de), po­ko­je re­cep­cyj­ne (ap­par­te­ments de so­ci­?t?) i trze­cia ka­te­go­ria, któ­rą na­zwał ap­par­te­ments de com­mo­di­t?. "W du­żych bu­dyn­kach ap­par­te­ments de com­mo­di­t?s skła­da­ją się z po­koi, któ­re w prze­ci­wień­stwie do in­nych rzad­ko są do­stęp­ne dla ob­cych i prze­zna­cza się je na pry­wat­ny uży­tek pana czy pani domu. Tu­taj śpią oni w zi­mie, ewen­tu­al­nie cho­ru­ją, stąd za­ła­twia­ją swo­je spra­wy i tu przyj­mu­ją przy­ja­ciół i krew­nych"128. Po­dob­nie jak lek­kie, ru­cho­me me­ble nie wy­pie­ra­ją for­mal­ne­go, ba­ro­ko­we­go ume­blo­wa­nia, tak udo­god­nie­nia nie za­stę­pu­ją ce­re­mo­nia­łu i for­mal­no­ści; ap­par­te­ments de com­mo­di­t?s były czymś w ro­dza­ju za­ple­cza sce­ny, czy­li miej­scem, gdzie moż­na roz­pu­ścić wło­sy (lub zdjąć pe­ru­kę) i od­po­cząć w do­god­nych wa­run­kach.

Blon­del nad­mie­nia rów­nież, że zimą po­koi tych uży­wa­no jako sy­pial­ni; były nie tyl­ko mniej­sze, ale i le­piej ogrza­ne. Przez cały XVII wiek nie zna­no spo­so­bu na do­sta­tecz­ne ogrza­nie tych ogrom­nych po­miesz­czeń, na­wet je­śli ko­min­ki speł­nia­ły swo­je za­da­nie, co się ni­g­dy nie zda­rza­ło. W Wer­sa­lu Lu­dwi­ka XIV znaj­do­wa­ło się wie­le wspa­nia­łych ko­min­ków, ale słu­ży­ły one głów­nie do ozdo­by - po­żyt­ku z nich było nie­wie­le. W do­mach miesz­czań­skich w ko­min­kach przede wszyst­kim się go­to­wa­ło, a do­pie­ro dru­gą ich funk­cją, i to nie­spe­cjal­nie efek­tyw­ną, było ogrze­wa­nie. Oko­ło roku 1720 bu­dow­ni­czo­wie od­kry­li, jak kon­stru­ować ko­min­ki i ko­mi­ny, żeby spo­wo­do­wać ciąg po­wie­trza. Nie tyl­ko dym zo­stał wy­eli­mi­no­wa­ny, ale tak­że po­pra­wi­ło się spa­la­nie, za­pew­nia­jąc wię­cej cie­pła wnę­trzu. Trud­no po­wie­dzieć, czy po­łą­cze­nie mniej­szych po­koi z lep­szy­mi ko­min­ka­mi moż­na na­zwać "re­wo­lu­cją w ogrze­wa­niu", jak chce Brau­del, ale był to nie­wąt­pli­wie znacz­ny krok na­przód w za­gad­nie­niu do­tąd le­żą­cym odło­giem129. Nowe domy bu­do­wa­no z mniej­szy­mi, le­piej dzia­ła­ją­cy­mi ko­min­ka­mi, a ko­min­ki już ist­nie­ją­ce w sta­rych do­mach zmniej­sza­no i po­pra­wia­no. Sku­tecz­ność tych no­wych po­więk­sza­ło tak­że uży­wa­nie skła­da­nych pa­ra­wa­nów, usta­wia­nych za oso­bą sie­dzą­cą przy ogniu, aby za­cho­wać cie­pło i zre­du­ko­wać prze­cią­gi. Kom­fort wy­raź­nie wzrósł.

Pie­ce por­ce­la­no­we uży­wa­ne w Niem­czech za­czę­ły też w in­nych kra­jach wcho­dzić w modę. Umiesz­cza­no je prze­waż­nie we wnę­kach, tak że moż­na w nich było roz­pa­lać z są­sied­nie­go po­ko­ju. Po­nie­waż uzna­ne zo­sta­ły za brzyd­sze od ko­min­ków - mimo że ogrze­wa­ły znacz­nie le­piej - z po­cząt­ku sta­wia­no je tyl­ko w ja­dal­niach i przed­po­ko­jach. Ale po 1750 roku, kie­dy ich czy­ste, bez­dym­ne, pro­mie­niu­ją­ce cie­pło oka­za­ło się nie­za­stą­pio­ne, umiesz­cza­no je tak­że w in­nych po­ko­jach130. Do­bry smak wy­ma­gał jed­nak, żeby je ma­sko­wać i w wy­twor­nych do­mach uda­wa­ły kre­den­sy albo ozdob­ne urny.

In­nym prze­ja­wem do­ce­nia­nia wy­go­dy była wzra­sta­ją­ca licz­ba ła­zie­nek czy po­koi ką­pie­lo­wych, jak je na­zy­wa­no we Fran­cji, bo znaj­do­wa­ły się w nich czę­sto dwie wan­ny, jed­na do my­cia, a dru­ga do płu­ka­nia. W Wer­sa­lu było przy­naj­mniej sto ła­zie­nek, a w apar­ta­men­tach kró­la - sie­dem. Ła­zien­ki czę­sto za­opa­try­wa­no w bi­de­ty - prak­tycz­ne urzą­dze­nie w tych ro­man­so­wych cza­sach - na­to­miast bra­ko­wa­ło w nich ubi­ka­cji. Wcze­sny typ wod­ne­go klo­ze­tu zo­stał umiesz­czo­ny w ko­mór­ce zwa­nej "an­giel­ską sie­dzi­bą" (dziw­na na­zwa, bo w owym cza­sie klo­ze­tów w An­glii nie zna­no)131. Czę­ściej niż klo­zet uży­wa­ny był tra­dy­cyj­ny, obu­do­wa­ny se­des, któ­ry stał w osob­nym po­miesz­cze­niu albo bar­dziej przy­pad­ko­wo w przed­po­ko­ju, przy sy­pial­ni.

Trud­no po­wie­dzieć, jaką wagę przy­wią­zy­wa­no do czy­sto­ści w XVIII wie­ku. Nasi dzie­więt­na­sto­wiecz­ni przod­ko­wie ży­wi­li prze­ko­na­nie, że Fran­cja Lu­dwi­ka XV była miej­scem roz­pu­sty i bra­ku hi­gie­ny. Do­syć - trze­ba po­wie­dzieć - wy­bred­ny Szwaj­car, Sieg­fried Gie­dion, twier­dził, że "bra­ko­wa­ło im pod­sta­wo­we­go po­czu­cia czy­sto­ści"132. Inni hi­sto­ry­cy są mniej wy­ma­ga­ją­cy133. Rów­no­cze­śnie świa­dec­twa do­wo­dzą, że ką­pie­le uwa­ża­no za miłe spę­dza­nie cza­su, a nie ko­niecz­ność, ła­zien­ki zaś uzna­wa­no za mod­ne do­dat­ki - coś jak go­rą­cy tusz - a nie za przy­dat­ne udo­sko­na­le­nie. Jak ina­czej wy­tłu­ma­czyć czę­ste wzmian­ki o in­sta­lo­wa­niu ła­zie­nek, a na­stęp­nie o ka­pry­śnym ich li­kwi­do­wa­niu? Waga przy­wią­zy­wa­na do za­opa­trze­nia w do­sta­tecz­ną ilość go­rą­cej wody i sta­ran­ne ozda­bia­nie po­koi ką­pie­lo­wych wska­zu­ją jed­nak, że czy­stość, a w każ­dym ra­zie ką­pie­le, na­bie­ra­ła więk­sze­go zna­cze­nia. Na pla­nie wiel­kie­go domu, na­ry­so­wa­ne­go przez Blon­de­la, wi­dać trzy wan­ny umiesz­czo­ne w jed­nym du­żym po­ko­ju, co praw­da dość nie­for­tun­nie po­ło­żo­nym, bo na koń­cu am­fi­la­dy, obok bi­blio­te­ki, w spo­rej od­le­gło­ści od sy­pial­ni134. Ale tyl­ko bo­ga­ci po­sia­da­li w swo­ich do­mach ła­zien­ki, a duże, prze­no­śne wan­ny za­czę­ły być po­pu­lar­ne do­pie­ro na prze­ło­mie wie­ku, do­tych­czas lu­dzie prze­waż­nie myli się w mie­dzia­nych albo por­ce­la­no­wych mi­skach. Miesz­czań­skie domy nie były jed­nak po­zba­wio­ne pew­nych udo­sko­na­leń. W in­wen­ta­rzu spo­rzą­dzo­nym w domu Ja­qu­es'a Ver­berck­ta (1771), na­dwor­ne­go sto­la­rza, wy­ko­naw­cy prze­pięk­nych bo­aze­rii w Wer­sa­lu, znaj­du­je się ku­rek osa­dzo­ny w ścia­nie i mie­dzia­na mied­ni­ca, prze­zna­czo­na spe­cjal­nie do my­cia rąk. Za­in­sta­lo­wa­no je w po­miesz­cze­niu przy­le­głym do ja­dal­ni135.

Czy dą­że­nie do wy­go­dy było po­gań­ską uciecz­ką od śre­dnio­wiecz­ne­go fa­na­ty­zmu re­li­gij­ne­go, któ­ry tak dłu­go miał wpływ na ume­blo­wa­nie domu? J.H.B. Peel uwa­ża, że osiem­na­sto­wiecz­ne za­in­te­re­so­wa­nie fi­zycz­nym kom­for­tem ozna­cza upa­dek re­li­gij­no­ści albo przy­naj­mniej osła­bie­nie re­li­gij­nej żar­li­wo­ści136. Rze­czy­wi­ście, trud­no so­bie wy­obra­zić spo­łe­czeń­stwo bar­dziej zma­te­ria­li­zo­wa­ne niż za cza­sów Lu­dwi­ka XV, ale było ono skom­pli­ko­wa­ne, peł­ne sprzecz­no­ści (jak wszyst­kie spo­łe­czeń­stwa) i trud­ne dla nas do zro­zu­mie­nia. Spo­łe­czeń­stwo to i mo­dli­ło się, i ba­wi­ło. Go­ni­twa za przy­jem­no­ścią skła­nia­ła je cza­sa­mi do skan­da­licz­ne­go luk­su­su, jak na przy­kład w okre­sie ro­ko­ka, ale jed­no­cze­śnie do od­kry­cia kom­for­tu. Na­sze współ­cze­sne po­glą­dy na te­mat lo­gicz­no­ści nie pa­su­ją do XVIII wie­ku. Trud­no nam po­jąć za­mi­ło­wa­nie kró­la do prze­py­chu i jed­no­cze­śnie sła­bość, jaką miał do ma­la­rza do­mo­wych wi­nie­tek Char­di­na i jego dwóch ob­raz­ków wi­szą­cych w Wer­sa­lu, a przed­sta­wia­ją­cych ży­cie w miesz­czań­skim domu. Trud­no też zro­zu­mieć świat war­to­ści kró­la, któ­ry uwiel­biał po­lo­wa­nie (od kie­dy do­rósł, za­bi­jał rocz­nie po­nad dwie­ście je­le­ni), a w tym sa­mym cza­sie ho­do­wał kró­li­ki i go­łę­bie na da­chu kró­lew­skie­go pa­ła­cu. Nie­ła­two jest też od­róż­nić to, co ro­bio­no dla przy­jem­no­ści, od tego, co było tyl­ko na po­kaz. Kie­dy król i jego przy­ja­ciół­ka kry­li się w Her­mi­ta­ge'u i ona go­to­wa­ła dla nie­go jaj­ka - czy szu­ka­li w tym kom­for­tu, czy pod­nie­ca­ją­cej za­ba­wy w dom? Czy pa­nie na ob­ra­zach Fra­nço­is Bo­uche­ra tak swo­bod­nie od­po­czy­wa­ły, jak na to wy­glą­da, czy były rów­nie afek­to­wa­ne w tych po­zach, jak w spo­so­bie mó­wie­nia i spa­ce­ro­wa­nia?137

Tak czy owak, ko­bie­ty mia­ły ogrom­ny wpływ na spo­sób za­cho­wa­nia się w tam­tych cza­sach. De­li­kat­na wy­twor­ność fran­cu­skie­go ro­ko­ka czę­sto była na­zy­wa­na ko­bie­cą. Tak też i było, i to nie tyl­ko w sen­sie me­ta­fo­rycz­nym. Je­że­li wnę­trza i ume­blo­wa­nie do­mów wska­zy­wa­ły na więk­szą wraż­li­wość, to nie tyl­ko dla­te­go, że Lu­dwik XV - i wo­bec tego jego dwór - był zdo­mi­no­wa­ny przez Ma­da­me de Pom­pa­do­ur, lecz dla­te­go, że całe ży­cie w an­cien r?gi­mie było zdo­mi­no­wa­ne przez ko­bie­ty.

Prze­wa­ga ko­biet w ży­ciu spo­łecz­nym i kul­tu­ral­nym Fran­cji nie roz­po­czę­ła się w XVIII wie­ku. Ta­kie pro­tek­tor­ki, jak pani de Sévi­gné, pani de Ma­in­te­non, pani Geof­frin i mar­ki­za du Def­fand, mia­ły swo­ją po­przed­nicz­kę, słyn­ną gran­de dame XVII wie­ku, mar­ki­zę de Ram­bo­uil­let, któ­ra wpro­wa­dzi­ła zwy­czaj pry­wat­nych sy­pial­ni, o czym już była mowa. Jej dom (po­dob­no przez nią samą za­pro­jek­to­wa­ny) przy­ćmił na­wet dwór kró­lew­ski jako ośro­dek sztu­ki, pi­śmien­nic­twa i sty­lu. Księż­nej Bur­gun­dii, wnucz­ce Lu­dwi­ka XIV, przy­pi­su­je się od­po­wie­dzial­ność za swo­bo­dę sty­lu w okre­sie re­gen­cji, cha­rak­te­ry­zu­ją­cą ostat­nie lata pa­no­wa­nia tego kró­la. Ary­sto­kra­tycz­ne i miesz­czań­skie pa­nie do­pie­ro w XVIII wie­ku w peł­ni do­wio­dły na­to­miast, że to one na­da­ją ton oby­cza­jom. Ich wpły­wy były wi­docz­ne w wie­lu dzie­dzi­nach, zwłasz­cza w spra­wach za­cho­wa­nia w domu, któ­re sta­ło się ła­god­niej­sze i swo­bod­niej­sze. Tak jak ho­len­der­skie ko­bie­ty za­pro­wa­dzi­ły u sie­bie do­mo­wość, tak Fran­cuz­ki za­żą­da­ły ume­blo­wa­nia mniej sztyw­ne­go i bar­dziej im od­po­wia­da­ją­ce­go- i otrzy­ma­ły je. Ko­bie­ty w obu tych kra­jach osią­gnę­ły oczy­wi­ście róż­ne re­zul­ta­ty, ale obie te zdo­by­cze były rów­nie waż­ne w roz­wo­ju po­ję­cia domu.

Ni­g­dzie ów wpływ ko­biet na modę nie był bar­dziej oczy­wi­sty niż w wiel­kiej licz­bie no­wych me­bli do sia­da­nia i pół­le­że­nia, pro­jek­to­wa­nych spe­cjal­nie dla nich. Mo­że­my mieć pew­ność, że damy z wyż­szych sfer wpły­wa­ły na roz­wój me­blar­stwa, po­nie­waż było wte­dy w zwy­cza­ju, że ar­ty­sto­kra­cja sta­ra­ła się brać żywy udział w me­blo­wa­niu, a na­wet pro­jek­to­wa­niu swo­ich do­mów138. Wie­le szez­lon­gów i wy­god­nych krze­seł wy­my­ślo­no spe­cjal­nie dla pań. Ma­rqu­ise i du­ches­se, dwa typy krze­seł do pół­le­że­nia, za­wdzię­cza­ją swo­je po­wsta­nie wła­śnie ko­bie­tom. Rów­nież czę­sto spo­ty­ka­ny wy­ście­ła­ny fo­tel zo­stał wy­my­ślo­ny z uwzględ­nie­niem ko­bie­cej mody; dzię­ki sze­rzej roz­sta­wio­nym po­rę­czom mie­ści­ły się w nim kry­no­li­ny, a ni­skie tyl­ne opar­cie nie prze­szka­dza­ło eks­tra­wa­ganc­ko ucze­sa­nym pe­ru­kom.

Wy­ko­naw­stwem tych me­bli zaj­mo­wa­li się sto­la­rze-ar­ty­ści, któ­rzy z bie­giem cza­su co­raz le­piej ro­zu­mie­li za­rów­no er­go­no­micz­ny, jak i es­te­tycz­ny aspekt swo­je­go rze­mio­sła. Dzi­siaj za­chwy­ca­my się tym dru­gim, ale to zna­jo­mość pierw­sze­go sta­no­wi­ła ich naj­więk­sze osią­gnię­cie, w wy­ni­ku cze­go te ślicz­ne ro­ko­ko­we krze­sła były nad­zwy­czaj wy­god­ne. To głów­nie za­słu­ga wła­ści­wej me­to­dy wy­ście­ła­nia. Śre­dnio­wiecz­ne krze­sła z pła­ski­mi drew­nia­ny­mi sie­dze­nia­mi bar­dzo rzad­ko wy­ście­ła­no; za­miast tego kła­dzio­no na nie po­dusz­ki. Póź­niej uży­wa­no tak­że in­nych ma­te­ria­łów - skó­ry, trzci­ny czy ple­cion­ki z si­to­wia - ale wy­ko­na­ne z nich sie­dze­nia były nie­wie­le wy­god­niej­sze. Nie­wąt­pli­wie sta­ra­no się ja­koś przy­mo­co­wać te luź­ne po­dusz­ki do krze­seł, żeby się nie ze­śli­zgi­wa­ły, co do­pro­wa­dzi­ło pod ko­niec XVII wie­ku do po­kry­wa­nia sie­dzeń ma­te­ria­łem. To ulep­sze­nie osią­gnę­ło swo­je apo­geum za cza­sów fran­cu­skie­go ro­ko­ka, kie­dy wy­ście­ła­no wszyst­kie ele­men­ty, nie tyl­ko sie­dze­nia, ale tak­że opar­cia i po­rę­cze.

Sie­dzieć kom­for­to­wo moż­na tyl­ko wte­dy, gdy cia­ło jest wła­ści­wie pod­par­te; to tyl­ko brzmi tak pro­sto. W rze­czy­wi­sto­ści jest to spra­wa tak skom­pli­ko­wa­na, iż dzi­wi nas nie fakt, że w śre­dnio­wie­czu za­po­mnia­no, jak ro­bić wy­god­ne krze­sła, ale ra­czej, że Gre­cy to w ogó­le wy­my­śli­li. Żeby za­pew­nić kom­fort - to zna­czy unik­nąć dys­kom­for­tu - krze­sło musi jed­no­cze­śnie speł­niać kil­ka wa­run­ków. Po­win­no mieć dość gru­bą war­stwę wy­ściół­ki, żeby unik­nąć na­ci­sku na ko­ści, ale nie aż taką, żeby uda i po­ślad­ki na­ci­ska­ły bo­le­śnie na ko­ści u pod­sta­wy mied­ni­cy. Przed­nią część ramy krze­sła, ko­niecz­ną kon­struk­cyj­nie, na­le­ży umie­ścić po­ni­żej po­dusz­ki, ina­czej bę­dzie się wpi­jać w uda. Tyl­na pod­po­ra jest po­trzeb­na - sie­dzą­cy po­wi­nien mieć po­sta­wę mniej wię­cej pio­no­wą. Cał­ko­wi­cie pio­no­we opar­cie jest jed­nak nie­wska­za­ne; ide­ałem jest od­chy­le­nie pod nie­znacz­nym ką­tem, i to z łu­kiem uwzględ­nia­ją­cym wy­gię­cie krę­go­słu­pa, któ­ry nie jest zu­peł­nie pro­sty. Kąt po­chy­le­nia nie może być za duży, bo wte­dy sie­dzą­cy ze­śli­zgnie się do przo­du. Je­że­li cia­ło się ob­su­nie, jego cię­żar nie bę­dzie już utrzy­my­wa­ny przez oko­li­ce lę­dź­wi, a klat­ka pier­sio­wa przy­gnie się do żo­łąd­ka. To spo­wo­du­je lek­ką nie­do­dmę płuc, zmniej­sze­nie ilo­ści po­bie­ra­ne­go tle­nu i w re­zul­ta­cie zmę­cze­nie139.

No i mamy może od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go świat po­dzie­lił się na sie­dzą­cych i ku­ca­ją­cych. Zgod­ność wszyst­kich ko­niecz­nych czyn­ni­ków umoż­li­wia­ją­cych wy­god­ne sie­dze­nie jest trud­na do osią­gnię­cia, a praw­do­po­do­bień­stwo ta­kiej czy in­nej nie­wy­go­dy tak duże, że nie­trud­no so­bie wy­obra­zić, iż róż­ne kul­tu­ry - spró­bo­waw­szy so­bie po­ra­dzić z tym pro­ble­mem - zre­zy­gno­wa­ły z dal­szych wy­sił­ków bez za­do­wa­la­ją­cych re­zul­ta­tów i roz­trop­nie zde­cy­do­wa­ły się sie­dzieć na zie­mi. A wy­bór ten z ko­lei wpły­nął na roz­wój me­blar­stwa w ogó­le, po­nie­waż bez krze­seł nie było po­wo­du do uży­wa­nia sto­łów i biu­rek, a tak­że mało jest praw­do­po­dob­ne, żeby spo­łe­czeń­stwo sie­dzą­ce na pod­ło­dze chcia­ło się ota­czać in­ny­mi wy­so­ki­mi me­bla­mi, ta­ki­mi jak sza­fy, ko­mo­dy czy bi­blio­te­ki.

Sto­la­rze ro­ko­ka bez­błęd­nie roz­wią­za­li pro­ble­my wy­god­ne­go sie­dze­nia. Ist­nie­ją do­wo­dy na to, że na­wet stu­dio­wa­li za­leż­ność wad po­sta­wy od źle roz­wią­za­nych sie­dzeń. W swo­im dzie­le, wy­da­nym we Fran­cji już w 1741 roku, Ni­co­las An­dry de Bois-Re­gard nie tyl­ko wy­ka­zu­je, do ja­kie­go stop­nie źle za­pro­jek­to­wa­ne krze­sło wpły­wa na zdro­wie sie­dzą­ce­go, lecz rów­nież pro­po­nu­je wła­ści­we wy­mia­ry dla roz­ma­itych ro­dza­jów krze­seł140. Czę­ścio­wo dzię­ki wy­ni­kom ta­kich ana­liz, a czę­ścio­wo dzię­ki pró­bom i ucze­niu się na wła­snych błę­dach, fran­cu­scy sto­la­rze osią­gnę­li re­zul­ta­ty tak zna­ko­mi­te, że póź­niej­si pro­jek­tan­ci nie mie­li już cze­go udo­sko­na­lać.

Sie­dze­nia krze­seł były wy­py­cha­ne wło­siem koń­skim, któ­re za­pew­nia­ło sprę­ży­stość; krze­sła dla pań, z na­tu­ry rze­czy prze­zna­czo­ne do utrzy­my­wa­nia mniej­sze­go cię­ża­ru, mia­ły sie­dze­nia pu­cho­we (sprę­żyn nie zna­no i we­szły w po­wszech­ne uży­cie do­pie­ro w la­tach dwu­dzie­stych XIX wie­ku). Wy­ściół­ka nie była pła­ska, ra­czej bom­bia­sta, sku­pia­ła dzię­ki temu na środ­ku sie­dze­nia więk­szość cię­ża­ru, unie­moż­li­wia­jąc jed­no­cze­śnie przed­niej po­przecz­ce wpi­ja­nie się w uda. Wy­gię­te tyl­ne opar­cia wy­my­ślo­no w po­przed­nim wie­ku; pra­wie za­wsze tak­że one były obi­te, co da­wa­ło li­nię ła­god­ne­go od­chy­le­nia. Obi­cie wy­ko­ny­wa­no z je­dwab­ne­go bro­ka­tu, ak­sa­mi­tu lub in­nej de­ko­ra­cyj­nej tka­ni­ny, za­wsze wszak­że sta­wia­ją­cej opór (w prze­ci­wień­stwie do drew­na czy skó­ry), unie­moż­li­wia­ją­cej sie­dzą­ce­mu ze­śli­zgnię­cie się do przo­du.

To wy­ja­śnie­nie, jak osią­ga­no po­stęp w kom­for­cie, może się wy­dać zbyt sztucz­ne. Krze­sła były wy­god­ne, po­nie­waż uwzględ­nia­ły bu­do­wę cia­ła, ale i dla­te­go, że przy­sto­so­wa­no je do mod­nych wów­czas póz. Mięk­kie w li­nii szez­lon­gi uła­twia­ły czu­łe zbli­że­nia, a na­wet upra­wia­nie sek­su. Sofy były sze­ro­kie nie po to, żeby słu­żyć wie­lu sie­dzą­cym, ale żeby umoż­li­wić naj­roz­ma­it­sze ge­sty, wy­cią­ga­nie nóg, od­rzu­ca­nie ra­mion do tyłu i za­pew­nić miej­sce dla kry­no­lin. Roz­ło­ży­ste fo­te­le po­zwa­la­ły przy­bie­rać róż­ne pozy. Cha­rak­te­ry­stycz­ne dla za­cho­wań lu­dzi z to­wa­rzy­stwa w XVIII wie­ku były oży­wie­nie i ruch; na ob­ra­zach czę­sto wi­dzi­my pa­nie i pa­nów sie­dzą­cych obok sie­bie lub prze­chy­la­ją­cych się przez opar­cia. W wie­ku XIX lu­dzie sie­dzie­li osob­no i sztyw­no, od­dzie­le­ni, na wy­pi­ko­wa­nych krze­słach; w XVIII czę­sto zsu­wa­li swo­je lek­kie krze­sła, żeby po­ga­wę­dzić i po­flir­to­wać.

Krze­sła fran­cu­skie moż­na roz­po­znać po róż­no­rod­no­ści nazw. Nie były to okre­śle­nia tech­nicz­ne (jak an­giel­skie "opar­cie tar­czo­we" lub "dra­bi­no­we"), lecz wdzięcz­ne i czu­łe na­zwy za­wsze ro­dza­ju żeń­skie­go. "Pa­ster­ka" (ber­gére) była ma­łym, wy­god­nym krze­seł­kiem, z wy­gię­tym, mięk­ko wy­ście­ła­nym opar­ciem i pu­cha­tą po­dusz­ką na sie­dze­niu; "krze­sło do pa­trze­nia" (voy­eu­se) mia­ło obi­tą po­przecz­kę na szczy­cie wy­so­kie­go opar­cia, two­rzą­cą dla sto­ją­cej z tyłu oso­by pod­pór­kę, co umoż­li­wia­ło jej ob­ser­wo­wa­nie gry w kar­ty lub udział w roz­mo­wie. "Krze­sło do czu­wa­nia" (ve­il­leu­se) to oto­man­ka, na któ­rej moż­na było spo­cząć, pół­le­żąc. "Krze­sło grze­ją­ce" (chauf­feu­se), bez po­rę­czy, mia­ło ni­skie nóż­ki, usta­wia­no je przy ko­min­ku i uży­wa­no pod­czas ubie­ra­nia się; z po­wo­du ma­łej wy­so­ko­ści po­słu­gi­wa­no się nim przy wkła­da­niu poń­czoch - stąd jego współ­cze­sna na­zwa: krze­sło pan­to­flo­we.

Ume­blo­wa­nie mia­ło za­wsze funk­cję za­rów­no sym­bo­licz­ną, jak i użyt­ko­wą. Dzi­siaj osiem­na­sto­wiecz­ne, ro­ko­ko­we me­ble, szcze­gól­nie je­śli są ory­gi­nal­ne, mó­wią nam o bo­gac­twie ich wła­ści­cie­la i jego moż­li­wo­ściach. Na­su­wa­ją wie­le sko­ja­rzeń - z mo­nar­chią, mi­nio­ną ele­gan­cją i pre­sti­żem, jaki się osią­ga, ko­lek­cjo­nu­jąc an­ty­ki. W każ­dym ra­zie tego się od nas ocze­ku­je, gdy pa­trzy­my na ga­bi­net pani Lau­der czy Owal­ny Żół­ty Ga­bi­net w Bia­łym Domu. Więk­szość z tych sko­ja­rzeń jest świe­żej daty. Sym­bo­licz­ne ozdo­by, któ­re dla nas są tyl­ko de­ko­ra­cją, od­no­si­ły się prze­waż­nie do kla­sycz­ne­go an­ty­ku, któ­re­go li­te­ra­tu­ra była do­brze zna­na i szcze­gól­nie po­dzi­wia­na przez Fran­cu­zów. Dłu­gie i wą­skie lu­stro, za­wie­szo­ne mię­dzy dwie­ma pio­no­wy­mi pod­po­ra­mi, na­zy­wa­no psy­che na pa­miąt­kę nim­fy, któ­rej pięk­ność przy­cią­gnę­ła uwa­gę Ku­pi­da. Trój­nóg, na któ­rym opie­rał się blat ma­łe­go sto­li­ka albo mi­ska do my­cia, zna­ny był jako athe­nien­ne.

Ume­blo­wa­nie w epo­ce ro­ko­ka mia­ło inne zna­cze­nia. Róż­ne me­ble umiesz­cza­no w róż­nych po­ko­jach, ozna­cza­jąc róż­ne stop­nie ety­kie­ty i wo­bec tego róż­ne spo­so­by za­cho­wa­nia się. W związ­ku z tym, że wy­strój wnę­trza zmie­niał się w za­leż­no­ści od se­zo­nu, ume­blo­wa­nie mo­gło na­wet wska­zy­wać na roz­ma­ite pory roku, tak jak i dla nas wi­kli­no­wy fo­tel ozna­cza wa­ka­cje, a wy­ście­ła­ny bu­jak ko­ja­rzy się z czy­ta­niem zimą przy ko­min­ku.

Ten krót­ki prze­gląd fran­cu­skich me­bli ro­ko­ko­wych wska­zu­je na bo­gac­two i zło­żo­ność po­ję­cia kom­for­tu w XVIII wie­ku. Miał on swój skład­nik fi­zycz­ny - sie­dzą­cy mógł od­po­cząć - ale przy tym jesz­cze coś wię­cej. Fo­tel z cza­sów Lu­dwi­ka XV był kom­for­to­wy, ale też wy­glą­dał na wy­god­ny. To dru­gie rów­nie wie­le zna­czy­ło dla wła­ści­cie­la, jak to pierw­sze. Wy­pu­kłe kształ­ty były uży­tecz­ne, ale tak­że do­da­wa­ły uro­dy wy­gię­tej li­nii ob­ra­mo­wa­nia krze­sła, któ­re od­zwier­cie­dla­ło wi­zu­al­ne, zmy­sło­we za­mi­ło­wa­nia tej epo­ki. Fan­ta­zyj­ne, kwia­to­we, ręcz­nie ha­fto­wa­ne wzo­ry na krze­słach nie tyl­ko skła­nia­ły sie­dzą­ce­go do trzy­ma­nia się pro­sto (unie­moż­li­wia­jąc ze­śli­zgnię­cie się), ale tak­że na­wią­zy­wa­ły do po­zła­ca­nych spi­ra­li na ma­lo­wi­dłach ścien­nych. Uro­czy po­mysł po­dzia­łu na me­ble ko­bie­ce i mę­skie - nie­zna­ny do­tąd - wy­ra­żał spo­łecz­ną rze­czy­wi­stość, wi­docz­ną rów­nież w stro­jach i spo­so­bach za­cho­wa­nia. Krze­sło było przed­mio­tem de­ko­ra­cyj­nym, za­pra­sza­ją­cym do sia­da­nia, ale da­wa­ło ty­leż przy­jem­no­ści oczom, co cia­łu. Nie ma żad­nych wąt­pli­wo­ści, że XVIII wiek od­krył fi­zycz­ny kom­fort, ale nie o wy­go­dę, jak to się nam cza­sem wy­da­je, tak na­praw­dę cho­dzi­ło. Może dla­te­go sło­wo "wy­go­da" nie jest tym, któ­re nam przede wszyst­kim przy­cho­dzi do gło­wy, gdy chce­my opi­sać krze­sło z epo­ki Lu­dwi­ka XV. Ele­gan­cja, za­chwyt, przy­jem­ność - tak, na pew­no pięk­no, ale nie pro­za­icz­ny kom­fort. A było ono wła­śnie kom­for­to­we.