Dom Hitlera - Despina Stratigakos

Reflow text when sidebars are open.
WPROWADZENIE
SIŁA DOMOWEGO WIZERUNKU
Kiedy druga wojna światowa w Europie dobiegała końca, a alianci wkroczyli do Bawarii, żołnierze i reporterzy zabrali się do poszukiwania miejsc, gdzie jeszcze niedawno żył Adolf Hitler. Liczyli, że poznawszy je, zdołają zrozumieć człowieka, który stał się zmorą i postrachem całej ludzkości. I tak na przykład Harry Sions, sierżant Armii Stanów Zjednoczonych, pisujący dla magazynu "Yank", miał okazję przejrzeć zawartość szafki łazienkowej Hitlera w Berghofie, jego górskiej rezydencji; dumał później nad znalezionymi tam buteleczkami z rycyną i płynem do płukania ust. Lee Miller zaś, korespondentka "Vogue'a", nocując w monachijskim mieszkaniu Hitlera, przetrząsała jego szafy. Rzuciły jej się w oczy chociażby monogramy na pościeli i srebrach1.
Wszyscy uważamy, że w naszym dobytku i domowych przestrzeniach wyraża się nasze wewnętrzne "ja"; im głębiej szukać w serwantce czy komodzie, tym większe odkryjemy tam tajemnice. W domach Hitlera, oprócz zwyczajnych kątów i zakamarków, były też podziemne bunkry i korytarze. Reporterzy (a później również turyści) starannie przeczesywali je w nadziei na znalezienie jakichkolwiek wskazówek. Krążyły plotki o izbach tortur i o przebogatych skarbcach, toteż niektórzy szukali tam nie tyle prawdy, ile bogactw. Miejsca te przyciągały dziennikarzy i zwiedzających również dlatego, że w okresie Trzeciej Rzeszy życie domowe Hitlera było wyjątkowo eksponowane. "Prywatność" dyktatora została starannie skrojona na użytek masowych odbiorców, zwłaszcza w górskiej rezydencji, gdzie często go fotografowano. Zdjęcia i anegdoty rozpowszechniano w kraju i za granicą. Dzięki tym domowym przedstawieniom miliony czytelników czuły, że znają "Hitlera jako człowieka". Dlatego odkąd tylko alianccy żołnierze i reporterzy znaleźli się w Niemczech, przyciągały ich miejsca, które jego duch zdawał się wciąż nawiedzać.
Książka ta podąża śladami owych domowych odkrywców, lecz zarazem szuka odpowiedzi na inne pytania. Alan Bullock, autor pierwszej znaczącej powojennej biografii Hitlera, z lekceważeniem traktuje jego życie prywatne jako "w najlepszym razie miałkie i nieinteresujące"2. Zupełnie przeciwny punkt widzenia prezentowały biografie intymne publikowane w późniejszych dekadach. Analizowano w nich cielesność Hitlera, jego przeszłość rodzinną, relacje z mężczyznami i kobietami w poszukiwaniu wszelkiego rodzaju anomalii, które mogłyby w jakiś sposób wyjaśnić późniejszą katastrofę. Moja książka uznaje znaczenie sfery prywatnej, nie jest natomiast próbą pisania biografii za pośrednictwem analizy architektury. Interesuje mnie raczej to, w jaki sposób Hitler chciał prezentować swe domowe "ja" opinii publicznej, a także postacie projektantów, fotografów i dziennikarzy, którzy współtworzyli ów wizerunek na użytek zafascynowanych niemiecko- i angielskojęzycznych odbiorców.
Już w połowie lat trzydziestych trudno było nie natknąć się na wszechobecne zdjęcia Hitlera i opowieści o jego domowym życiu. Tematem tym z wielką - niemal obsesyjną - gorliwością zajmowały się nie tylko niemieckie media, lecz również prasa anglojęzyczna docierająca do globalnego czytelnika, od Londynu po Sydney, od Toronto po Phoenix, od Bombaju po Szanghaj. W Niemczech szybko rozwinął się rynek codziennych przedmiotów z wizerunkiem domu Führera lub jego samego wypoczywającego w Obersalzbergu. Hitler widniał na ozdobnych talerzach i dekoracyjnych poduszkach, na skarbonkach, do których wrzucano fenigi, a nawet na zabawkach. Pocztówki przedstawiały go, jak karmi jelonka na werandzie. Nie brakowało też albumów fotograficznych dokumentujących domowe życie Hitlera: jego zabawy z dziećmi albo wędrówki w towarzystwie psa. Przez pewien czas górska rezydencja dyktatora była bodaj najsłynniejszym domem na świecie.
Masowo produkowane domowe wizerunki Führera okazały się niezwykle uwodzicielskie i do dziś zachowały siłę przyciągania. Historycy jednak z reguły nie podejmowali tego tematu, rzadko naświetlali i dekonstruowali propagandę wokół domowego życia Hitlera. Jeśli pominąć skromną garstkę książek, artykułów i katalogów, literatura poświęcona domom Hitlera nie ma z reguły charakteru krytycznego - a bywa wręcz, że umacnia ideologiczny "powab" publikacji z okresu Trzeciej Rzeszy. Biorąc pod uwagę, jak wiele napisano o Führerze, godny uwagi jest fakt, że rola jego przestrzeni domowych w tworzeniu wizerunku narodowego socjalizmu pozostała niezbadana3.
Owe przestrzenie, choć mocno eksponowane za czasów Trzeciej Rzeszy, rzadko kiedy przywoływane są w politycznej lub architektonicznej historii tamtych lat. Zgromadzono wiele relacji o rozmaitych spotkaniach dyplomatycznych odbywających się w domach Hitlera, lecz autorzy owych przekazów niewiele mówią na temat wystroju samych wnętrz. A przecież Hitler wykorzystywał przestrzeń jako scenografię dla swych występów, podczas których prezentował się jako mąż stanu i człowiek obyty. W opisach Obersalzbergu jako ideologicznego i politycznego centrum narodowego socjalizmu uwzględniano wprawdzie tamtejsze budynki, lecz historycy architektury zasadniczo wnieśli niewielki wkład w literaturę na ten temat. Ogólnie rzecz biorąc, badacze architektury i faszystowskiej estetyki skupiali się raczej na monumentalnych gmachach i na masowych spektaklach, pomijali natomiast to, co skromne i domowe. A przecież można stawiać tezę, że gigantyczny teren zjazdów NSDAP w Norymberdze, na którym odbywały się ogromne wiece lub Nowa Kancelaria Rzeszy (jedno i drugie projektował Albert Speer), kojarzone z publicznym Führerem, są zarazem skorelowane ze szczególnym i szczegółowym zbiorem prywatnych, domowych przestrzeni Hitlera, z choreografią przedmiotów i miejsc, stanowiących rekwizyty i dekoracje dla prywatnego człowieka. Hitler przewodzący tysiącom, Hitler poruszający kamienne góry budził podziw. Natomiast Hitler w domu, z psami i z herbatą, wywoływał empatię. Obydwa wizerunki miały zasadnicze znaczenie dla jego uwodzicielskiej władzy. Obydwa też znajdowały swe odbicie w architekturze. Zestawienie "oficjalnego" i "monumentalnego" z "domowym" pozwala lepiej zrozumieć współoddziaływanie wizerunków Führera, tworzące ideę wodza, który jest ponad ludem i z ludu zarazem.
Sam Hitler przywiązywał dużą wagę do aranżowania swych domowych przestrzeni i omawiał je skrupulatnie ze swą doradczynią, projektantką Gerdy Troost. Po wojnie Troost wspominała, z jakim entuzjazmem zajmował się nawet najmniejszymi szczegółami. Speer przyznaje w pamiętnikach, że Hitler osobiście interesował się projektowaniem Berghofu bardziej niż jakimkolwiek innym przedsięwzięciem architektonicznym4. W Berghofie czuł się zresztą najlepiej - właśnie w Obersalzbergu spędził około jednej trzeciej okresu swych rządów. W lipcu 1944 roku Joseph Goebbels z ulgą notował w dzienniku, że Hitler zgodził się przenieść kwaterę dowodzenia z górskiej rezydencji do Wilczego Szańca na froncie wschodnim. Wszak podczas gdy Führer miesiącami kreślił strategie bitewne w swym salonie, armie alianckie podeszły całkiem blisko niemieckiej granicy5.
Może gdyby Speer odpowiadał za projektowanie wnętrz należących do Hitlera, stałyby się one przedmiotem większego zainteresowania historyków. Dzieła kobiet architektek i dekoratorek wnętrz dopiero od niedawna pojawiają się w podręcznikach historii architektury. Wciąż niewiele wiadomo o ich zaangażowaniu w okresie Trzeciej Rzeszy. Zatem również Gerdy Troost zniknęła z pola widzenia uczonych, choć przecież kształtowała niegdyś gust Hitlera i innych wpływowych członków partii narodowosocjalistycznej. Liczę, że ta książka uświadomi czytelnikom istnienie tej zapomnianej, lecz wielce wpływowej kobiety Trzeciej Rzeszy, bo zasługuje ona na zdecydowanie większą niż dotychczas dociekliwość historyków. Jej prace pokazują, że powinniśmy w większym stopniu uwzględniać znaczenie wyglądu wnętrz dla samoreprezentacji nazistowskiego reżimu, kształtowanej przez wielu ówczesnych architektów, między innymi Speera.
Jeszcze istotniejszym powodem zignorowania przez świat akademicki domów dyktatora i ich twórców może być fakt, że badacze nieświadomie przyjęli propagandę Trzeciej Rzeszy, a mianowicie uznali, że domowość Hitlera wykraczała poza sferę polityki i ideologii. Stawiam tu dokładnie przeciwną tezę. Domy dyktatora stanowiły przestrzeń ściśle ideologiczną, zasadniczy element niezwykle skutecznej propagandy na jego temat. Obrazy domowego życia Führera odgrywały szczególnie istotną rolę w latach trzydziestych, gdy przywódca nazistów, postrzegany dotąd jako rozwrzeszczany wstecznik, potrzebował ocieplenia wizerunku. Skrupulatność, z jaką propagandziści zajęli się prywatną stroną Hitlera, pozwoliła przełamać potencjalnie niebezpieczną opinię dziwacznego cudzoziemca, bez silnych więzi z rodziną, miejscem czy kochankami. Domowe przestrzenie Hitlera w idealnych proporcjach podkreślały jego publicznie demonstrowaną heteroseksualną męskość, wyrafinowany, lecz nie ostentacyjny gust oraz niemieckie korzenie. Tym samym projektanci i propagandziści upiekli dwie pieczenie przy jednym ogniu: zapewnili Hitlerowi bardziej przyjazne oblicze, a zarazem pomogli mu się pozbyć łatki dziwaka. Efekty tej starannej pracy były komunikowane publiczności w Niemczech i za granicą przy wsparciu mediów, chętnie prezentujących domowe kawalerskie życie Hitlera.
Książka ta dzieli się na dwie części. W pierwszej omawiam projekt i budowę trzech rezydencji Hitlera: Starej Kancelarii Rzeszy w Berlinie, monachijskiego mieszkania przy Prinzregentenplatz 16 oraz górskiego domu w Obersalzbergu. Za czasów Trzeciej Rzeszy Hitler mieszkał we wszystkich tych miejscach, choć jego własnością były tylko dwa ostatnie. W rozdziale pierwszym opisuję, jak Hitler stopniowo zaczął przywiązywać większą wagę do sposobu urządzenia swojego miejsca zamieszkania, a także jak i dlaczego pod koniec lat dwudziestych, krótko przed czterdziestymi urodzinami, pierwszy raz zamieszkał we własnym domu. Gdy w 1933 roku przejął ster rządów, przed przeprowadzką do oficjalnej rezydencji zarządził zmianę jej wystroju. Rozdział drugi poświęciłam temu, jak ów fakt wykorzystano w propagandzie, by kształtować nową narrację o przywódcy zdolnym przywrócić ład i porządek, zarówno w kraju, jak i w samej siedzibie kanclerza. Złapawszy projektanckiego bakcyla, Hitler postanowił przearanżować również swe prywatne rezydencje. W rozdziałach trzecim i czwartym opisuję kompleksową renowację monachijskiego mieszkania w 1935 roku i rozpoczętą zaraz potem rozbudowę Haus Wachenfeld w Berghofie w latach 1935-1936 pod kierunkiem architekta Aloisa Degano. Projekty te ukazują, w jaki sposób Hitler wykorzystał w połowie lat trzydziestych architekturę wnętrz do uporania się z dawnym wizerunkiem podżegacza i zaprezentowania się w nowej roli męża stanu i dyplomaty. Wysokie koszty finansowe remontów świadczą, że gotów był dużo zainwestować w uzyskanie odpowiedniego efektu, a zarazem zadają kłam reżimowej propagandzie, przedstawiającej go jako skromnego człowieka, którego nie zepsuły sława i władza. O ile nowe domowe scenografie miały podkreślać dojrzałość i pewność siebie Hitlera, o tyle niewykorzystane plany Berghofu rzucają więcej światła na wysiłki Führera, by odpowiednio zgrać prywatne "ja" z publiczną tożsamością. W rozdziale czwartym krótko omawiam też fotografie Berghofu wykonane przez Evę Braun, świadczące o jej podwójnej roli pani domu i uprzywilejowanej więźniarki. Gerdy Troost odegrała zasadniczą rolę we wszystkich trzech przedsięwzięciach, dlatego też rozdział piąty poświęcam jej życiu i pracy. Opieram się między innymi na materiałach z jej osobistego archiwum, przechowywanych w Bibliotece Landu Bawaria w Monachium. Ta bogata kolekcja zostanie oficjalnie udostępniona badaczom dopiero w roku 2019.
Druga część książki skupia się na propagandzie poświęconej domom Hitlera (zwłaszcza monachijskiemu mieszkaniu i Obersalzbergowi) i jej społecznym odbiorze. Rozdział szósty zaczyna się od "odkrycia" przez nazistowskich agitatorów "prywatnej strony Hitlera" w roku 1932, podczas arcyważnej kampanii wyborczej. Rozdziały siódmy i kolejny prezentują przegląd niemieckich i zagranicznych treści medialnych na temat domów Hitlera. Rozdział siódmy opowiada, jak ważnego znaczenia nabrał Obersalzberg (będący wręcz miejscem pielgrzymek) za sprawą różnych pisemnych relacji oraz zdjęć Heinricha Hoffmanna. Nie dziwi fakt, że Niemcy chcieli czytać o domowym życiu swego wodza. Zaskakujące jest natomiast to, że tematem fascynowała się również zagraniczna prasa. Rozdział ósmy opowiada o łagodzeniu brutalnego wizerunku Hitlera w anglojęzycznych gazetach i czasopismach i prezentowaniu dyktatora jako łagodnego, obytego kawalera, którego każdy chciałby mieć za sąsiada. Obraz Hitlera domatora stał się jednak obiektem kpin, gdy Wielka Brytania, a potem Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny. Rozdział dziewiąty śledzi więc zmiany w prezentowaniu życia domowego Hitlera w anglojęzycznej prasie, od dżentelmena-artysty do megalomańskiego pacykarza i zniewieściałego dyletanta. Ostatni okres drugiej wojny światowej to zarazem koniec, jak i nowy początek dla domów Hitlera. Rozdział dziesiąty opowiada o zbombardowaniu Obersalzbergu, wkroczeniu alianckich wojsk i dziennikarzy do Bawarii, zwycięskich oględzinach mieszkania i rezydencji Führera, a także o rozszabrowaniu ich przez sąsiadów i żołnierzy. Ostatni rozdział prezentuje historię obu miejsc do dnia dzisiejszego oraz kłopoty, które mają z nimi bawarskie władze. W przypadku Obersalzbergu i monachijskiego mieszkania usiłowano na różne sposoby zatrzeć o nich pamięć i powstrzymać niechcianych gości. Niemniej, dekady po tym, jak Hitler popełnił samobójstwo w bunkrze w Berlinie, oba domy zachowały niepokojącą siłę przyciągania. Ponadto fragmenty domostw - od sreber po płytki łazienkowe - są nadal w obiegu i osiągają zdumiewająco wysokie ceny wśród kolekcjonerów pamiątek po Trzeciej Rzeszy. Okruchy domowego życia Hitlera rozproszone są po regałach i stolikach na całym świecie, a jego historia wciąż nie znalazła ostatecznego finału. W końcowej części książki omawiam problem tych swoistych relikwii z punktu widzenia muzealników, którzy znajdują je u siebie zbiorach, a także opór prasy w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii przed uznaniem swej niegdysiejszej roli w ociepleniu wizerunku Hitlera przez ukazywanie dyktatora w domowym zaciszu.
Choć zadaniem książki jest krytyka i dekonstrukcja procesów tworzenia i wykorzystania domowych przestrzeni Hitlera na potrzeby propagandy, zdaję sobie sprawę z ich niebezpiecznej atrakcyjności. Mamy dziś ogromny rynek czasopism i programów telewizyjnych poświęconych dekoracjom wnętrz i renowacji domów. Ów rynek zawdzięcza swe istnienie temu, że ludzi interesują zdjęcia ładnych wystrojów, szczęśliwych dzieci, uczesanych psów i pięknych krajobrazów - a więc temu, co tak zręcznie wykorzystali nazistowscy propagandziści, by uczynić swego Führera bardziej ludzkim i lubianym. Kiedy prezentowane domy należą do celebrytów (nawiasem mówiąc, reżim Hitlera pomógł ukształtować zjawisko medialnej sławy, stosując nowatorskie technologie masowej komunikacji i marketingu), ciekawość rośnie jeszcze bardziej. Naziści rozmyślnie manipulowali zainteresowaniem opinii publicznej, by miły pan karmiący jelonki na werandzie nie był kojarzony z komorami gazowymi. Susan Sontag i inni autorzy zwracali uwagę, że w okresie nazistowskich rządów terrorowi nieodłącznie towarzyszyło uwodzenie6. Dzięki uwzględnieniu szerszego kontekstu, zarówno w Niemczech, jak i za granicą, zamierzam ujawnić prawdziwe polityczne intencje przyświecające twórcom domowego wizerunku Hitlera oraz koszmar kryjący się za pozorną przytulnością.
Ofiary hitlerowskiej przemocy są świadome tych niebezpiecznych mechanizmów. Na przestrzeni lat zdarzało mi się rozmawiać o moim projekcie z wieloma osobami, które wciąż noszą stare blizny, i jestem im niezwykle wdzięczna za wszelkie rady i za dzielenie się swą mądrością. Największy jednak dług mam wobec mojej mamy, która jako dziecko doświadczyła okrucieństwa nazistów na okupowanej Kefalinii i nigdy nie uwolni się od wspomnień z tamtego czasu. Gdy opowiedziałam jej o planowanej książce, milczała przez długi czas, aż wreszcie poprosiła o jedno: "Nie pozwól, by Hitler wypadł dobrze". Słowa te nieustannie przyświecały mi podczas pracy nad książką.
ROZDZIAŁ DRUGI
JAK MIESZKA KANCLERZ
NOWY REŻIM W STARYM PAŁACU
W 1939 roku Adolf Hitler podziwiał monumentalny budynek Nowej Kancelarii Rzeszy wybudowany przez Alberta Speera, myślami wracał jednak do Starej Kancelarii. Na samo wspomnienie przeszywał go dreszcz. Dwustuletni pałac przy Wilhelmstrasse 77 w sercu berlińskiej dzielnicy rządowej przeszedł wiele renowacji (według Hitlera zupełnie "pozbawionych gustu"), odkąd po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku stał się oficjalną siedzibą szefa rządu. Tak zwane poprawki zaczęto wprowadzać pod koniec XIX stulecia, "stopniowo - pisał Hitler - oszpecając budynek przytłaczającym przepychem, by za pomocą pompatycznych stiuków zamaskować brak solidnych materiałów i odpowiednich proporcji". Nawet historyczna sala, w której Otto von Bismarck, pierwszy kanclerz Niemiec, zorganizował w 1878 roku kongres berliński, pierwszy szczyt europejskich mocarstw, nie ustrzegła się przed "upiększeniami", do których Führer zaliczał "okropne lampy naścienne i gigantyczny mosiężny żyrandol". Utyskiwał też na marnej jakości przedmioty wypożyczone z Kolekcji Sztuki Państwa Pruskiego i na "artystycznie bezwartościowe" portrety byłych kanclerzy na ścianach. Podobał mu się tylko portret Bismarcka pędzla Franza von Lenbacha1.
Ale dopiero po rewolucji 1918 roku, zdaniem Hitlera, stary pałac popadł w prawdziwą ruinę. Nim jemu samemu przyszło zająć rezydencję, "stare deski stropowe przegniły, a i podłogi zaczęły się rozpadać. Do Sali Kongresowej, gdzie winny się odbywać przyjęcia dyplomatyczne, z rozkazu policji nie wpuszczano więcej niż sześćdziesiąt osób naraz. W przeciwnym razie mogłaby się zawalić". Podczas deszczu woda wlewała się od góry i od dołu, przez co w gmachu panowała odrażająco niehigieniczna wilgoć. Hitler opisywał wodę "płynącą" z ulicy do pokojów na parterze, gdzie łączyła się z innymi "ciekami", między innymi z toalet. Wskutek tego w budynku unosił się nieznośny smród2.
Winą za ów stan rzeczy Hitler obarczał rozkładającą się demokrację Republiki Weimarskiej. "Moi poprzednicy mogli, ogólnie rzecz biorąc, liczyć na kadencję trwającą od trzech do pięciu miesięcy, przeto nie widzieli powodu, by usuwać brud pozostawiony przed nimi, ani nie dbali o zapewnienie następnym kanclerzom lepszych warunków, niż sami mieli. Nie obchodziło ich robienie dobrego wrażenia na innych państwach, te bowiem w ogóle się nimi nie interesowały. W rezultacie budynek był zupełnie zaniedbany". Dobudowa skrzydła biurowego pod adresem Wilhelmstrasse 78 tylko pogorszyła sprawę. Modernistyczny projekt berlińskiego architekta Eduarda Jobsta Siedlera, zrealizowany w latach 1928-1930, "z zewnątrz przypomina magazyn albo siedzibę powiatowej straży pożarnej, od środka zaś sanatorium dla gruźlików". Nowy budynek mieścił gabinet kanclerza, "pozbawiony gustu, godny raczej handlowca ze średniej wielkości firmy tytoniowej". A jednak, mimo owych fatalnych warunków, Hitler postanowił wprowadzić się do rezydencji i zlecić całkowitą jej renowację. Podkreślał ponadto, że za wszystko płaci z własnej kieszeni3.
Przytaczany tu niezwykły opis pochodzi z "Die Kunst im Dritten Reich", nazistowskiego czasopisma o sztuce; numer z lipca 1939 roku poświęcony został Nowej Kancelarii Rzeszy. Większość artykułów utrzymano w pochwalnym tonie, lecz dwustronicowy tekst Hitlera składał się z samych skarg i krytycznych anegdot dotyczących starego gmachu. Nazwisko Speera pojawiło się dopiero pod koniec artykułu. Nawet jeśli uznamy, że Hitler jako rezydent patrzył z innej perspektywy, trzeba postawić pytanie: czemu u progu wojny miał potrzebę pisania o swoich cierpieniach natury estetycznej wywołanych brzydkimi lampami?
Jego relacja z 1939 roku dotycząca licznych renowacji i rozbudów stanowi dobry przykład, w jaki sposób Führer kojarzył sztukę z polityką. Przedstawił wszak historię o zaprowadzaniu porządku w swoim domu i nie była to tylko przypowieść. Ocalenie Starej Kancelarii przed bezduszną nowoczesnością stanowiło akt do cna polityczny, Hitler żywił bowiem przekonanie, że rozkład narodowej estetyki miał te same korzenie co rozkład społeczeństwa i rasy. Choroba Kancelarii, zapoczątkowana jego zdaniem za cesarza Wilhelma II i nasilająca się w epoce Republiki Weimarskiej, była elementem politycznej i kulturowej degeneracji. W umyśle Hitlera gnicie desek podłogowych ściśle wiązało się z gniciem narodu.
Historycy zasadniczo nie kwestionowali przytoczonego powyżej opisu Starej Kancelarii, choć według Speera była to "na pewno przesada". Zresztą nawet Speer twierdził, że stan rezydencji pozostawiał sporo do życzenia, i wskazywał na ciemną kuchnię, przestarzałe piece i potrzebę unowocześnienia armatury łazienkowej. Przede wszystkim jednak podkreślał "zły smak" dekoracji, na przykład "drzwi, których lakier imitował surowe drewno, i marmurowe kwietniki, które były w rzeczywistości tylko blaszanymi pudłami"4. Trudno tu mówić o katastrofalnym stanie. Jeśli uważniej przyjrzeć się wcześniejszym źródłom, to zobaczymy, że zgnilizna, o której rozpisywał się Hitler, tak naprawdę była głównie zgnilizną jego wyobraźni.
W roku 1875 pałac Schulenburgów, wybudowany w latach 1738-1739 w stylu barokowym, piętrowy z poddaszem i z dwoma symetrycznymi skrzydłami, między którymi znajdował się dziedziniec, został nabyty dla narodu i przeznaczony na oficjalną rezydencję kanclerza. Kolejne trzy lata to okres intensywnej renowacji i doposażania. Ich koszt wyniósł blisko milion marek. W roku 1906 odkryto próchnienie i drewnojady w dachu. Całą konstrukcję trzeba było wymienić5. (Hitler miał zatem rację co do problemów z dachem, lecz nie wspomniał, że wykryto je i usunięto wiele lat wcześniej. Fakt ten kolidował wszak z jego przesłaniem). Dietmar Arnold w swej historii Kancelarii rozprawia się z licznymi mitami i wskazuje przeinaczenia Hitlera. Przykładowo pisze, że w grudniu 1918 roku po starannym przeglądzie budynku, zleconym przez nowy rząd, ustalono, iż gmach jest "w dobrym stanie". Latem 1926 roku prywatne pokoje kanclerza (znajdujące się wówczas w północnym skrzydle) przeszły gruntowną modernizację. Nie zachowały się żadne doniesienia, jakoby poprzedni lokatorzy na cokolwiek się uskarżali. Przez niemal rok przed przybyciem Hitlera Paul von Hindenburg rezydował przy Wilhelmstrasse 77 podczas remontu w pałacu prezydenckim. Jest mało prawdopodobne, że umieszczono by go w siedzibie urągającej zasadom bezpieczeństwa i higieny, gdzie woda wylewała się z toalet, a deszcz dostawał się przez dziury w suficie. Arnold prześledził też plany renowacji zadysponowanej przez Hitlera. Okazało się, że nie obejmowała ona większych napraw6. Mówiąc wprost, brak dowodów na fatalne strukturalne uszkodzenia, o których wspominał Hitler w 1939 roku.
Brak też dowodów, że sam pokrył koszty prac. Jako multimilioner, do tego niepłacący podatków, mógł sobie pozwolić na taki wydatek. W liście do Alberta Speera (nadzorującego cały projekt) z 28 listopada 1934 roku Gerdy Troost pisała, że gotowa jest zrezygnować z wynagrodzenia za zlecenie finansowane ze środków prywatnych. Pieniądze za zlecenie ze środków państwowych zamierzała natomiast przyjąć7. Na pewno złożyła tę propozycję w dobrej wierze, przekonana, że Hitler osobiście płacił za większość przeróbek. (W wywiadzie udzielonym w 1971 roku Johnowi Tolandowi, biografowi Hitlera, Troost mówiła, że miała znacznie większy majątek niż Führer. Świadczy to o jej politycznej naiwności, Hitler dysponował bowiem olbrzymią fortuną8). Niemniej z ksiąg Atelier Troost wynika, że w 1934 roku wystawiono rachunki na łączną kwotę 172 tysięcy marek, z czego co najmniej 100 tysięcy wypłaciło Ministerstwo Finansów Rzeszy (pewne poszlaki sugerują, że kwota mogła być jeszcze wyższa9). Słowem, ponad połowę wydatków pokryli niemieccy podatnicy, i to w okresie, kiedy kraj dopiero dochodził do siebie po wielkim kryzysie, a miliony Niemców nie miały pracy. Dla kontrastu, zaraz po krachu na Wall Street w 1929 roku niemiecki rząd wycofał się z planów umeblowania nowego budynku biurowego przy Wilhelmstrasse 78, by oszczędzić obywatelom niepotrzebnych kosztów10. Hitler nie miał ochoty na podobne wyrzeczenia. Prezentował się jednak wyborcom jako prosty człowiek o skromnych potrzebach materialnych. Zdawał sobie zatem sprawę, że gdyby odmówił przeprowadzki do Kancelarii z powodów estetycznych, wybrzydzając na szpetne żyrandole lub lakier imitujący drewno, zaszkodziłby swemu starannie zbudowanemu wizerunkowi. Zapowiedział zatem, że sam zapłaci za remont, rzekomo decydując się na szczodry i bohaterski gest ocalenia gmachu. Nie przyjął zaszczytnej rezydencji ot tak - przedstawił wszystko jako jeszcze jedno brzemię, które bierze na siebie dla dobra narodu11.
Renowacja Starej Kancelarii jawi się zatem jako projekt powodowany przede wszystkim troską o domowy wizerunek wodza. Nadzorował ją Paul Troost, któremu Führer powierzył zadanie stworzenia narodowosocjalistycznej architektury (ilustr. 36). Z początku Hitler kolekcjonował meble autorstwa Troosta, kupując je za pierwsze tantiemy z Mein Kampf. (Niewykluczone też, że pomagali mu Elsa i Hugo Bruckmannowie). Gerdy Troost wspominała później, że ona i jej mąż pierwszy raz usłyszeli nazwisko Hitlera w 1926 roku, kiedy handlowiec z Połączonych Warsztatów Sztuki i Rzemiosła (Vereinigte Werkstätten für Kunst im Handwerk), monachijskiej firmy realizującej projekty Troosta, zadzwonił z pytaniem, czy zgodziłby się on sprzedać swoje prywatne biurko, prezentowane wówczas w siedzibie firmy "Herr Hitlerowi. To polityk, uparł się, i nie sposób mu wytłumaczyć, że biurko nie jest do kupienia". Troost umieścił biurko w sali pokazowej krótko po ślubie, by zrobić miejsce dla mebli, które żona przywiozła ze sobą z Bremy. Zamierzał je zabrać z powrotem po przeprowadzce do większego domu. Według Gerdy Troost ani ona, ani mąż nie interesowali się wówczas polityką, a nazwisko upartego klienta niewiele im mówiło. Troost odmówił sprzedaży, Hitler jednak nie ustępował. Telefony powtarzały się i wreszcie architekt uległ. Uznał, że w razie czego każe sobie zrobić nowe biurko, a na razie sprawi przyjemność "zawziętemu nieznanemu amatorowi swej twórczości"12.
Dopiero 24 września 1930 roku Bruckmannowie, Troost i Hitler wreszcie poznali się osobiście, na prośbę tego ostatniego. Timo Nüsslein, biograf architekta, podkreśla, że w tamtym czasie Troost był znany głównie z projektowania wnętrz luksusowych statków (zajmował się tym między 1912 a 1930 rokiem). Właśnie okrętowe wystroje - imponujące, potężne, wykorzystujące neoklasyczne meble i ozdoby - rozpaliły wyobraźnię Hitlera. Według Gerdy Troost dostrzegł on w nich artystyczny język, stanowiący syntezę piękna i użyteczności. Pociągało go to bardziej niż dzieła jakiegokolwiek innego niemieckiego architekta13. Droga ku nazistowskiej architekturze zaczęła się więc "w czterech ścianach". A mimo to rzadko wątek projektowania wnętrz podejmowany jest w pracach naukowych poświęconych budynkom narodowego socjalizmu; autorzy skupiają się głównie na monumentalnych gmachach Alberta Speera.
Pierwsze zlecenie, które Troost otrzymał od Hitlera, było zarazem pierwszym zakrojonym na wielką skalę narodowosocjalistycznym projektem architektonicznym. Chodziło o przebudowę dziewiętnastowiecznego Pałacu Barlowa w Monachium i przekształcenie go w krajową centralę partyjną NSDAP, zwaną Brunatnym Domem. Prace ruszyły w 1930 roku. Troost na każdym kroku konsultował się z Hitlerem. Prywatny dotąd budynek przerobił i umeblował na użytek publiczny. Pokoje przywodziły na myśl wystrój parowca "Europa", który Hitler szczególnie podziwiał14. Wkrótce partia zaproponowała nowe zlecenia. Ich kulminacją były dwa monumentalne projekty w Monachium: siedziba NSDAP przy Königsplatz oraz Dom Sztuki Niemieckiej. Po 1933 roku oba stały się wzorcami estetyki nowego ustroju.
Latem tamtego roku Hitler zlecił Troostowi przebudowę i przeprojektowanie wnętrz Starej Kancelarii w Berlinie. Jesienią rozważał zbudowanie nowego gmachu w parku na tyłach Kancelarii, uznał jednak, że jeśli chodzi o symbolikę, zajęcie historycznej siedziby kanclerskiej to bardziej wymowny gest15. Zdaniem Hansa Franka o konieczności zmiany wnętrz Führer zaczął mówić już wieczorem w dniu zaprzysiężenia. Prace ruszyły jednak, dopiero gdy Hindenburg wrócił do pałacu prezydenckiego16. Tymczasem w lutym 1933 roku Hitler wyprowadził się z dotychczasowej berlińskiej kwatery w hotelu Kaiserhof, po przeciwnej stronie ulicy od Kancelarii, i zamieszkał w dużym, dziesięciopokojowym apartamencie sekretarza stanu na trzecim piętrze biurowca Siedlera17. Przez następnych kilka miesięcy konsolidował władzę. Dekret o ochronie państwa i narodu, wydany po pożarze Reichstagu, zniósł większość swobód obywatelskich. Ustawa o pełnomocnictwach pozwoliła Hitlerowi tworzyć prawo bez parlamentu. Utworzono Gestapo, rozwiązano związki zawodowe i wszystkie partie opozycyjne.
Jesienią 1933 roku Troost zachorował i na sześć tygodni trafił do szpitala. Wyszedł w grudniu. Znowu przystąpił do pracy, ale miesiąc później jego stan się pogorszył. Umarł 21 stycznia 1934 roku w wieku pięćdziesięciu pięciu lat18. Narodowosocjalistyczne projekty, dopiero co rozpoczęte, znalazły się w stanie zawieszenia. Speer twierdził później, że spanikowany Hitler rozważał przejęcie firmy architektonicznej, by osobiście je dokończyć19. Zamiast tego obowiązki przypadły dwudziestodziewięcioletniej żonie Troosta, Gerdy, oraz czterdziestodziewięcioletniemu asystentowi Leonhardowi Gallowi. Oboje od dawna pracowali u boku Paula, choć w całkiem innych rolach. Teraz Gall został szefem studia zatrudniającego dwadzieścia osób i zaczął wykorzystywać swe talenty architektoniczne i techniczne na budowach oraz przy desce kreślarskiej20. Gerdy Troost zajęła się prowadzeniem biura, korespondencją, finansami, reklamą i kontaktami z klientelą. Miała też coraz większy wpływ na przygotowywane w firmie projekty wnętrz. W powojennych wywiadach opowiadała, że do jej zadań należało dobieranie kolorów i materiałów na meble (w konsultacji z Gallem), aranżowanie pomieszczeń i dekorowanie ich tkaninami oraz rozmaitymi zdobieniami21. W 1939 roku magazyn "die neue linie", poświęcony stylom życia, zamieścił artykuł o architektach Führera. Troost przypisano zaprojektowanie wnętrz wielu ważnych budynków Trzeciej Rzeszy, w tym Starej Kancelarii22.
Z powodu choroby i nawału zleceń nie ma pewności, ile szkiców dotyczących Kancelarii Paul Troost zdążył przygotować przed śmiercią. Zachowane rachunki dowodzą, że wyceny kosztów mebli przeprowadzał już w sierpniu 1933 roku23. Przetrwało też kilka projektów sporządzonych jego ręką, na przykład projekt ścian jadalni, datowany na grudzień24. Tak czy inaczej, ogromną część prac wykonano między styczniem i majem 1934 roku. Hitler pisał pięć lat później, że renowacja służyła skupieniu oficjalnych pomieszczeń i sal przyjęć na dole oraz przystosowaniu górnego piętra do prywatnych i praktycznych potrzeb kanclerza25. Poprzedni lokatorzy budynku przyjmowali gości na górnej kondygnacji, w piano nobile. Po 1934 roku w północnej stronie środkowej części piętra powstały natomiast apartamenty Hitlera (ilustr. 4). Od gabinetów po stronie południowej dzieliła je rzadko wykorzystywana Sala Kongresowa. W epoce cesarstwa i za czasów Republiki Weimarskiej kanclerze mieszkali na piętrze w północnym skrzydle26. Teraz przeznaczono je dla asystentów Hitlera, by zapewnić im łatwy dostęp do jego prywatnych pokojów. W skrzydle południowym znalazły się kolejne biura, pomieszczenia dla służby i pokoje gościnne. (Renowacje przeprowadził Speer, podobnie jak w sąsiednim budynku Siedlera27). Słowem, przestrzeń prywatną, służącą do pracy i do życia osobistego, rozbudowano i oddzielono od publicznych sal na parterze.
4. Sporządzony przez Atelier Troost plan renowacji prywatnego mieszkania Hitlera na piętrze Starej Kancelarii Rzeszy przy Wilhelmstrasse 77 w Berlinie, b.d.
Hitler miał jednak na uwadze kwestie poważniejsze niż funkcjonalność. Krytykując rzekomą ruinę Starej Kancelarii w okresie Republiki Weimarskiej, porównywał stan budynku z utraceniem przez Niemcy prestiżu na arenie międzynarodowej. Ujawnił tym samym przekonanie, że nowy reżim potrzebuje okazałej siedziby. W sierpniu 1938 roku w przemówieniu wygłoszonym na uroczystości z okazji zawieszenia wiechy na budynku Nowej Kancelarii przyznał, że zlecił Speerowi postawienie tego gmachu, kraj bowiem musi prezentować się równie dobrze jak inne państwa, a nawet lepiej od nich. Wyjaśnił też, że nie ma to nic wspólnego z osobistą próżnością. Podkreślił, że jako zwykły obywatel w Monachium mieszkał w dość skromnym domu. Teraz po prostu, z racji bycia kanclerzem i Führerem, spoczywają na nim rozmaite obowiązki reprezentacyjne28.
5. Biblioteka na piętrze Starej Kancelarii Rzeszy przed renowacją przeprowadzoną przez Atelier Troost, ok. 1932 roku.
6. Zdjęcie Heinricha Hoffmanna przedstawiające bibliotekę na drugim piętrze Starej Kancerii Rzeszy po renowacji przeprowadzonej przez Atelier Troost, ok. 1932 roku.
Dla Hitlera wizerunek godzien wodza i narodu niemieckiego musiał być nie tylko pełen rozmachu, ale i nowoczesny. W przywoływanym tu przemówieniu krytykował rewolucyjne rządy, które za swą siedzibę obierają stare zamki lub twierdze - na przykład Kreml. Sam podkreślał, że jego stopa w takich budynkach nigdy nie postanie. (Wygodnie mu było zapomnieć, że Stara Kancelaria mieściła się w pałacu29). Niechęć do historycznych skojarzeń mogła stanowić główny czynnik motywujący do renowacji Starej Kancelarii. Zdjęcia z 1932 roku dowodzą, że umeblowanie nawiązywało do dawnych epok. Ten fakt, bardziej niż jakiekolwiek strukturalne uszkodzenia, mógł dla Hitlera świadczyć o ruinie Kancelarii. Przeprowadzka do niegdysiejszego pałacu stanowiła problem sama w sobie. Ale jeśli na domiar złego ów pałac kojarzył się ze sztywną, tradycyjną oficjalnością, to zagrażało też dynamicznemu wizerunkowi, na który pracował wódz nazistów. Podczas kampanii prezydenckiej w 1932 roku występował w radiu (wówczas rzecz niespotykana), prezentując się jako kandydat młodzieńczy i postępowy, zaprzeczenie podstarzałego Hindenburga. Porównanie zdjęć Kancelarii sprzed renowacji i późniejszych jasno dowodzi, że wiele wysiłku włożono w uczynienie przestrzeni bardziej nowoczesną (ilustr. 5, 6)30. Zarazem na pewno nie była to nowoczesność stylu międzynarodowego, obowiązującego w poprzedniej dekadzie i uważanego przez Hitlera za odpowiedni tylko dla remiz i sanatoriów. Atelier Troost dostało zatem niełatwe zadanie, by na bazie starego pałacu stworzyć coś, co będzie pasowało do nowego, porywającego i imponującego wizerunku Führera, by odciąć się nie tylko od pompatycznej dworskości i martwych monarchów, ale i "bezguścia" miernych nowoczesnych budynków.
7. Plany renowacji parteru Starej Kancelarii Rzeszy przygotowane przez Atelier Troost, ok. 1934 roku.
Rugowanie starych form z pomieszczeń zaczęto od wpuszczenia do środka powietrza i światła. W okresie Republiki Weimarskiej największa parterowa sala, z wyjściem na ogród, została podzielona. Miało to na celu stworzenie przestrzeni biurowej, niezwykle potrzebnej, gdyż personel Kancelarii znacznie się wówczas rozrósł. Ukończenie w 1930 roku budynku Siedlera pozwoliło nieco odciążyć Starą Kancelarię, toteż w 1934 roku ściany działowe usunięto (ilustr. 7)31. Dodatkowo zlikwidowano ścianę nośną i połączono dwie sale, co wymagało zastąpienia drewnianej podłogi w Sali Reprezentacyjnej na piętrze mocniejszą stalową konstrukcją32. W rezultacie powstała otwarta dwupoziomowa sala, w której odbywały się przyjęcia (ilustr. 8).
Długi hall dodawał wnętrzu dramatyzmu, będącego później znakiem rozpoznawczym przestrzeni projektowanych dla Hitlera, między innymi w Berghofie i w Nowej Kancelarii. Szeroki perski dywan rozłożony na schodach podkreślał rozmach pomieszczenia, a zarazem łączył oba poziomy. (Hitler lubił powtarzać anegdotę, że dywan został wykonany na zlecenie Ligi Narodów do jej genewskiej siedziby, lecz gdy go ukończono, Lidze zabrakło pieniędzy. Decyzją Hitlera Niemcy wycofały się z członkostwa w organizacji w październiku 1933 roku. Tym samym anegdota szyderczo sugerowała, że nowy kanclerz dosłownie wyciągnął Lidze dywan spod nóg33). Wzory i perspektywa dywanu przyciągały wzrok, kierując go ku trzem ogromnym gobelinom na ścianach. Również gobeliny stały się potem znakiem rozpoznawczym oficjalnych i domowych przestrzeni Hitlera. Paul Troost wykorzystał je w projektach wnętrz liniowca "Europa" i narodowosocjalistycznych budynków w Monachium. Wystawne, potężne tkaniny dekoracyjne świetnie się sprawdzały w dużych pomieszczeniach. Hitler doceniał też ich potencjał narracyjny. Szczególnie upodobał sobie gobeliny przedstawiające sceny mitologicznych lub historycznych zwycięstw34. Tego rodzaju dekoracje, zdawać by się mogło, stały w sprzeczności z pragnieniem unowocześnienia wnętrz, lecz inne elementy, na przykład beżowe ściany, wyraziste proste linie i światło obficie wlewające się przez wielkie okna wychodzące na park nadawały całości bardziej współczesny charakter, co z uznaniem podkreślał choćby brytyjski dziennikarz George Ward Price, opisując pierwszą oficjalną kolację, na którą zaproszono gości z zagranicy, zorganizowaną w Sali Kongresowej 19 grudnia 1934 roku35. W sali znajdował się ponadto ukryty projektor kinowy znakomitej jakości i szafka z radiem. Hitler często spraszał wieczorami prywatnych gości na pokazy filmów. Zwyczaj ten przeniósł również do Berghofu36.
8. Zdjęcie Heinricha Hoffmanna przedstawiające Salę Reprezentacyjną na parterze Starej Kancelarii Rzeszy po renowacji przeprowadzonej przez Atelier Troost, ok. 1934 roku.
9. Zdjęcie Heinricha Hoffmanna przedstawiające poczekalnię na parterze Starej Kancelarii Rzeszy po renowacji przeprowadzonej przez Atelier Troost, ok. 1934 roku.
Usunięcie ciasno porozstawianych mebli i pozbycie się większości starych ozdób także zapewniło wnętrzom nowocześniejszy wizerunek. Gdzieniegdzie, na przykład w hallu prowadzącym do Sali Reprezentacyjnej, panowała surowa pustka. Zdaniem historyczki designu Sonji Günther pustka ta miała onieśmielać (ilustr. 9). Kamienna podłoga (mimo szerokiego czerwonego dywanu) i skąpe umeblowanie sprawiały, że przestronne pomieszczenie przywodziło na myśl chłodne muzealne korytarze. Natomiast wyburzenie podczas renowacji czterech sporych doryckich kolumn i obniżenie stropów uczyniło przestrzeń znacznie bardziej gościnną i mniej pompatyczną37. Bez względu jednak na to, czy hall faktycznie budził nerwowość osób odwiedzających, podczas oczekiwania nie było tam na czym oka zawiesić. Speer wzmocnił później te doświadczenia niepokoju spowodowanego przytłaczającą potęgą budynku, projektując przestrzenie dla gości w Nowej Kancelarii.
W innych salach na parterze Günther dostrzega fetyszyzowanie arystokratycznego rozmachu, ścierające się z drobnomieszczańską zacisznością. Z jednej strony szlachetne proporcje pomieszczenia, z drugiej zaś kryształowy żyrandol i wymyślne, przeładowane kąty z meblami wypoczynkowymi, prawdziwa Gemütlichkeit, albo kominki i gablotki pełne porcelanowych figurynek i waz, popis zamożności i gustu typowych dla nuworyszowskiego domu38. Lecz to, co Günther interpretuje jako sprzeczność w dekoracyjnych preferencjach Hitlera, równie dobrze można uznać za oznakę jego przekonania, że zdoła przyjąć obie tożsamości naraz, że zdoła być jednocześnie dostojny i prosty, łącząc w sobie męża stanu i zwykłego szarego człowieka. Pozorny rozdźwięk projektów wcale nie musiał niepokoić Hitlera. Wszak on sam zapewniał całości ostateczną harmonię.
Zarazem jednak, o czym świadczyła silnie podkreślana niechęć do zamkowych budowli, Hitler starał się unikać aury arystokratyczności. Pałac przy Wilhelmstrasse 77 w niemieckiej wyobraźni wiązał się z Bismarckiem, politykiem czczonym przez prawicę. Choć "Żelazny Kanclerz" miał szlacheckie pochodzenie, prowadził proste, żołnierskie życie, również w Kancelarii, czym wzbudzał ogólny podziw. Narzekania Hitlera co do stanu budynku na przełomie stuleci skierowane były głównie pod adresem Bernharda von Bülowa, piastującego urząd kanclerza w latach 1900-1909. Wystawny wystrój, wybrany przez Bülowa i jego żonę, włoską księżniczkę, budził dworskie skojarzenia; mówiono nawet o pałacu dożów nad Sprewą. Hitler zaś z mozołem pracował nad wizerunkiem człowieka skromnego, wręcz ubogiego. Wymagało to odrzucenia wszelkich luksusów. Gerdy Troost twierdziła, że w swych projektach nawiązywała do "angielskiego stylu użytkowego", czyli konkretnie do prądów w niemieckim wzornictwie inspirowanych wzornictwem brytyjskim i przedkładających jakość materiałów i rzemiosła nad wystawność. Ale mimo głośno wyrażanej krytyki Hitler najwyraźniej doceniał arystokratyczny splendor niektórych wnętrz z epoki Bülowa. Przykładowo, rzucające się w oczy sosnowe stropy, naśladownictwo z włoskich renesansowych pałaców, zostały przez Hitlera zachowane (ilustr. 10); niewykluczone zresztą, że stanowiły również wzór dla Wielkiego Salonu w Berghofie (ilustr. IV)39. Sprzeczne skojarzenia klasowe dostrzeżone przez Günther w renowacji z 1934 roku można więc częściowo wytłumaczyć tym, że wprawdzie rozmach pociągał Hitlera, lecz zarazem był dlań niebezpieczny, gdyż szkodził jego publicznemu wizerunkowi.
Jadalnia projektu Paula Troosta także umacniała określony obraz Hitlera i jego partii (ilustr. 11). Hitler uznał dotychczasową jadalnię za zbyt małą, kazał więc dobudować nową część, wychodzącą na ogród na tyłach rezydencji. Speer opisywał później atmosferę sali, ze ścianami barwy kości słoniowej i trzema parami przeszklonych drzwi prowadzących do ogrodu, jako dającą złudzenie "dużej przestronności". Neoklasyczna symetria i ornamenty typowe dla Troosta przywoływały dziedzictwo starożytnej Grecji, zawłaszczone przez Hitlera na użytek wyobrażonego narodu aryjskiego. W niszach na marmurowych postumentach stały dwie duże rzeźby z brązu, wykonane przez monachijskiego artystę Josepha Wackerlego. Postać żeńska reprezentowała Ziemię, postać męska - Lud (Volk). W przedniej części pomieszczenia wisiał obraz alegoryczny Triumf muzyki Friedricha Augusta von Kaulbacha, namalowany w 1919 roku. Historyczka sztuki Brigit Schwarz stawia tezę, że całość pomieszczenia - od wyjścia na ogród, przez rzeźby: męską i żeńską, aż po okrągły stół umieszczony pośrodku - miała się kojarzyć z Salą Marmurową w letnim pałacu Fryderyka Wielkiego w Sanssouci. Pruski władca, jeden z idoli Hitlera, odbywał tam swobodne, lecz utrzymane na bardzo wysokim poziomie dyskusje z dyplomatami, oficerami, pisarzami i filozofami40. Ale mimo tak wyrafinowanych asocjacji atmosfera przy stole za czasów Führera była zupełnie inna. Hitler żartem określał jadalnię mianem Gospody pod Wesołym Kanclerzem. Speer uważał jednak goszczące tam towarzystwo - głównie partyjnych działaczy, marnie wykształconych, bez obycia w wielkim świecie, zbyt wystraszonych, by się szczerze wypowiadać - za nieopisanie nudne41.
10. Zdjęcie Heinricha Hoffmanna przedstawiające palarnię na parterze Starej Kancelarii Rzeszy po renowacji przeprowadzonej przez Atelier Troost, ok. 1934 roku. Goście czekali tu na zaproszenie do jadalni.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
PODZIĘKOWANIA
W poszukiwaniu śladów życia domowego Adolfa Hitlera odbyłam wiele podróży, od Tucson w Arizonie aż po austriackie Alpy. Zawsze mogłam liczyć przy tym na gościnność i serdeczną pomoc. Dieter i Margit Umlaufowie zaprosili mnie do domu i podzielili się swą rodzinną historią. Charles Turner wiele razy podsuwał mi cenne źródła. Franz Andrelang umożliwił mi dostęp do zastrzeżonych archiwów Gerdy Troost, Nino Nodia pomagał w poruszaniu się po ogromnych nieskatalogowanych zbiorach. Richard Reiter podzielił się swoimi wspomnieniami, odpowiedział też na wiele pytań dotyczących Obersalzbergu. Harald Freundorfer oprowadził mnie po apartamencie Hitlera w Monachium. Wszystkim im bardzo dziękuję, sprawili bowiem, że moje badania nie tylko zyskały na jakości, ale w ogóle były możliwe.
Szczodre finansowanie zapewniły mi następujące instytucje: Gerda Henkel Foundation, Graham Foundation for Advanced Studies in the Fine Arts, Niemiecka Centrala Wymiany Akademickiej (Deutscher Akademischer Austauschdienst, DAAD) oraz Baldy Center for Law and Social Policy na Uniwersytecie w Buffalo. W Humanities Research Center na Uniwersytecie Rice znalazłam drugi dom, gdzie mogłam wymieniać się wiedzą z innymi naukowcami i prowadzić badania przy ogromnym wsparciu zespołu administracyjnego. Muzeum Wolfsonian-fiu w Miami Beach przyznało mi grant na badanie tamtejszej kolekcji poświęconej Trzeciej Rzeszy. Również tam pomoc personelu okazała się bezcenna. Uniwersytet w Buffalo przyznał mi długi urlop, bym mogła zbierać źródła i pisać tę książkę. Dziękuję za to przede wszystkim Robertowi Shibleyowi, Omarowi Khanowi i Williamowi McDonnellowi. Dziękuję też Burcu Dogramaci z Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium, mojej doskonałej niemieckiej uczelnianej opiekunce i współpracownicy.
Pokonanie drogi od wstępnego pomysłu do ostatecznej wersji książki wymagało posiłkowania się mądrością i radami wielu kolegów i koleżanek. Ich zachęty i wskazówki odegrały ogromną rolę w rozmaitych trudnych momentach. Na szczególne podziękowania zasługują: Leora Auslander, Richard Bessel, Joy Calico, James van Dyke, Sean Franzel, Dianne Harris, Hilde Heynen, Keith Holz, Edina Meyer-Maril, Barbara Miller Lane, Barbara Penner, Leslie Topp i Rebecca Zorach. DAAD Interdisciplinary Summer Seminar in German Studies na Uniwersytecie Chicagowskim, prowadzone przez Davida Wellbery'ego, zainspirowało mnie do ponownego przemyślenia roli narracji w tej książce. Dziękuję też pracownikom Uniwersytetu Rice, zwłaszcza Peterowi Caldwellowi, Christianowi Emdenowi, Caroline Levander, Uwemu Steinerowi, Sarze Whiting i Lorze Wildenthal. Podczas pracy w Monachium Christian Fuhrmeister i Iris Lauterbach z Instytutu Historii Sztuki oraz Michaela Rammert-Götz z Archiwum Połączonych Warsztatów uprzejmie dzielili się ze mną swą wiedzą i wskazywali dodatkowe źródła.
Na ostatniej prostej, kiedy dokonywałam poprawek i redakcji, pomoc była dwakroć bardziej potrzebna. Dlatego też dwoje prawdziwych ekspertów służyło mi radami i dostarczyło wielu informacji. Byli to Karen Fiss z California College of the Arts oraz Paul Jaskot z DePaul University. Miałam szczęście pracować również z dwiema wspaniałymi redaktorkami: Michelle Komie, której ufność i entuzjazm sprawiły, że wydawnictwo Yale University Press przyjęło projekt książki, oraz Katherine Boller, której umiejętności i wyrozumiałość uczyniły pracę niezwykle łatwą. Jestem też wdzięczna bystrookim Martinie Kammer i Laurze Hensley, które wyśledziły i poprawiły błędy w języku niemieckim i angielskim. Heidi Downey i Mary Mayer zręcznie zarządzały całym procesem wydawniczym, Graham Foundation zaś dofinansowała publikację.
Żadna podróż nie może obyć się bez pocztówek i wspólnych wspomnień. Mojej rodzinie, moim przyjaciołom dziękuję więc za korespondencję, za miłość i za radość - dziękuję po stokroć i jeszcze bardziej.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
HITLER WIJE GNIAZDO
DOMOWY ZWROT KAWALERA PO 1928 ROKU
Nagłówek na stronie tytułowej "Regensburger Echo" głosił wielkimi literami: Samobójstwo w mieszkaniu Hitlera. Wkrótce gazety w całych Niemczech pisały o śmierci dwudziestotrzyletniej siostrzenicy Adolfa Hitlera Geli Raubal. 18 września 1931 roku znaleziono ją martwą w monachijskim mieszkaniu, które dzieliła z nieżonatym wujem, wówczas przywódcą drugiej co do wielkości partii politycznej w kraju. Wszystko wskazywało na to, że się zastrzeliła. To tragiczne wydarzenie było dla Hitlera szczególnie groźne, gdyż uderzało w czuły punkt: zwracało uwagę, że jego tryb życia nie przystaje do społecznych konwencji.
W świetle późniejszego kultu jednostki i zbiorowych urojeń narodu niemieckiego wielu historyków uważa za oczywistość, że decyzja Hitlera o pozostaniu kawalerem miała na celu pozyskanie kobiecego elektoratu. Niezliczone obrazy i sceny prezentowane w mediach Trzeciej Rzeszy dowodzą, że Hitler jako najlepsza partia w kraju faktycznie pociągał kobiety. Widzimy całe ich rozentuzjazmowane tłumy, machające do uśmiechniętego wodza, przepychające się, by dotknąć jego ręki. Nim jednak Hitler sięgnął po władzę i uciszył opozycję, niewiele czerpał oczywistych korzyści z bycia nieżonatym mężczyzną w średnim wieku. Wyborcy, podobnie jak teraz, woleli przywódców z uporządkowanym życiem osobistym, co dla większości oznaczało posiadanie żony i dzieci.
Po sromotnej klęsce narodowych socjalistów w wyborach do Reichstagu 20 maja 1928 roku, kiedy zdobyli zaledwie 2,6 procent głosów, partia postanowiła zwrócić się do nowego elektoratu, zwłaszcza do klas średnich, lokując się bliżej głównego nurtu. Wymagało to nieco innego przekazu i innego przywództwa. Właśnie w tamtym okresie Hitler zmienił swój publiczny wizerunek. Z radykalnego podżegacza przeistoczył się w mieszczańskiego polityka1. Po dwóch dekadach nocowania gdzie popadnie postanowił osiąść w jednym miejscu. W 1908 roku, po śmierci matki, opuścił Linz i przez wiele lat zajmował nędzne pokoiki, sypiał na parkowych ławkach, w przytułku dla mężczyzn i w wojskowych barakach. 1 maja 1920 roku podnajął niewielki pokój od młodego małżeństwa, Marii i Ernsta Reichertów, mieszkających przy Thierschstrasse 41 w Monachium. Żył tam przez następnych dziewięć lat, wyjąwszy roczny pobyt w więzieniu po nieudanym puczu piwiarnianym w listopadzie roku 19232. Mieszkanie znajdowało się przy "nędznawej" ulicy, pasującej do byłego żołnierza, któremu armia przestała wypłacać żołd3. Ernst Hanfstaengl, pełniący za czasów Hitlera funkcję szefa Biura Prasy Zagranicznej, sugerował w pamiętnikach, że Hitler wytrwał tak długo w małym pokoiku z powodów politycznych.
Żył tam jak biedny urzędniczyna. Miał jeden pokój, mógł też korzystać z dużego korytarza. Podnajmował to od kobiety nazwiskiem Reichert. Wszystko nader skromne i spędził tam wiele lat, przy czym pod koniec chodziło o pokazanie, że utożsamia się z robotnikami i ubogimi tego świata. Pokój był naprawdę maleńki, nie miał chyba nawet trzech metrów szerokości. Łóżko, zwrócone wezgłowiem do wąskiego okna, zajmowało zbyt dużo miejsca. Podłogę wyłożono tanim, zużytym linoleum i przykryto kilkoma wyliniałymi dywanami. Na ścianie po przeciwnej stronie od łóżka stała prowizoryczna półka z książkami, jedyny mebel, nie licząc krzesła i prostego stołu4.
W zeznaniu podatkowym Hitlera za rok 1925 czytamy, że cały jego dobytek stanowiło biurko i dwie półki książek, co zasadniczo zgadza się z opisem Hanfstaengla5.
15 października 1928 roku Hitler wynajął chatę w Obersalzbergu i tak oto, w wieku trzydziestu pięciu lat, po raz pierwszy stał się panem domu (zob. ilustr. I)[*]6. Do tego malowniczego alpejskiego zakątka przyjeżdżał od kwietnia 1923 roku, kiedy odwiedził tam Dietricha Eckarta, pisarza, zajadłego antysemitę i jednego z założycieli ruchu narodowosocjalistycznego. Eckart ukrywał się wówczas przed policją w niewielkiej obersalzberskiej gospodzie po tym, jak znieważył prezydenta Niemiec Friedricha Eberta, nazywając go pionkiem światowego żydostwa. (Według partyjnej legendy właśnie podczas owej wizyty przyklepano ostateczne plany puczu, za którego zorganizowanie Hitler trafił do więzienia w Landsbergu.) Hitler twierdził później, że "zakochał się w krajobrazie", jednak duże wrażenie zrobiło na nim również poparcie mieszkańców dla narodowego socjalizmu (ścigany Eckart czuł się w Obersalzbergu naprawdę bezpiecznie). Oddział Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP) w Berchtesgaden utworzono 14 lutego 1922 roku. Na spotkaniach i antysemickich wykładach nigdy nie brakowało publiczności (sam Hitler przemawiał tam latem 1923 roku). W roku 1925 pewien sympatyk ruchu udostępnił Hitlerowi chatę w Obersalzbergu. Właśnie w owej chacie powstał drugi tom politycznej autobiografii Mein Kampf7. (Po roku 1933 domek ochrzczono mianem Kampfhäusl, czyli Chaty Wojennej, i stał się on miejscem pielgrzymek narodowych socjalistów). Być może wtedy przyszły dyktator zapragnął mieć własny górski dom. Nawet jeśli, to minęło kilka lat, nim chęć swą przekuł w czyn.
Wspominając w 1942 roku w kwaterze dowodzenia na froncie wschodnim pierwsze wyjazdy do Obersalzbergu, Hitler opowiadał, że w roku 1928 doszła go wiadomość, iż po północnej stronie góry jest do wynajęcia chata, dom wakacyjny, piętrowy, w tradycyjnym wiejskim stylu bawarskim, zbudowany w latach 1916-1917 przez Ottona Wintera, garbarza z Buxtehude nieopodal Hamburga. Winter nazwał dom panieńskim nazwiskiem swej żony: Wachenfeld. Co prawda zdaniem Hitlera chatę wykonano z marnej jakości materiałów, lecz położona była w cieniu i rozciągał się z niej zachwycający widok. Z frontowego balkonu Hitler mógł dostrzec Salzburg w swej rodzinnej Austrii i Untersberg, górę opiewaną w średniowiecznych legendach. Wdowa po Winterze, Margarete Winter-Wachenfeld, należała do NSDAP i wynajęła dom starszej przyrodniej siostrze Hitlera, Angeli Raubal. Hitler przekonał Raubal, by wraz z najmłodszą córką Friedl opuściła Wiedeń, zamieszkała w Obersalzbergu i prowadziła mu dom. Jest to cokolwiek zaskakujące, zważywszy że rodzeństwo nie utrzymywało ze sobą kontaktów od przeszło dekady po wyprowadzce Hitlera z Linzu. Mimo to w latach dwudziestych Hitler odnowił więź i zapewne bardzo się z siostrą zbliżyli. Raubal bez wątpienia potrafiła zajmować się domem. Po śmierci męża wychowała troje dzieci i młodszą przyrodnią siostrę Paulę. Ponadto prowadziła koszerną kuchnię dla żydowskich studentów w Wiedniu8. Decyzja Hitlera o zamieszkaniu z siostrą, podjęta może z pobudek sentymentalnych, a może z wygodnictwa, wkrótce pomogła ocieplić jego wizerunek. Wszedł wszak w posiadanie zupełnie gotowej rodziny. W późniejszych latach Raubal pełniła publiczną funkcję kobiecej twarzy jego domu.
Stabilizacji mieszkaniowej Hitlera po roku 1928 sprzyjało nowe źródło dochodów: tantiemy za Mein Kampf (pierwszy tom ukazał się latem 1925 roku, drugi w roku 1926; w późniejszych wydaniach połączono je w całość). Co prawda książka stała się prawdziwym bestsellerem dopiero po 1933 roku, niemniej z zeznania podatkowego Hitlera za rok 1925 wynika, że już w niedługim czasie po publikacji przychody były niemałe. Niewykluczone, że wynajął Haus Wachenfeld na nazwisko siostry, by uniknąć płacenia podatku za drugie miejsce zamieszkania. A jednak, mimo pieniędzy za książkę, w zeznaniu dla urzędu skarbowego Hitler zaprzecza, jakoby udało mu się osiągnąć płynność finansową. Utrzymywał, że ma długi i spore wydatki osobiste, czemu Urząd Skarbowy w Monachium skądinąd nie dał wiary. Przyszły Führer często zalegał z zapłatą podatku; nie wiadomo, czy zapominał, czy po prostu nie miał gotówki. Gdy został kanclerzem, tantiemy za Mein Kampf uczyniły go milionerem; w 1934 roku był winien fiskusowi aż 405 494 marki (co w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze równałoby się milionom dolarów). Jeszcze w tym samym roku rozwiązał problem raz na zawsze, zwalniając się z obowiązku płacenia podatków9.
Ale grubszy portfel nie otwierał wszystkich drzwi. We wrześniu 1929 roku Hitler zapragnął wynająć apartament przy Prinzregentenplatz 16 w monachijskiej dzielnicy Bogenhausen. Hugo Bruckmann, jego prawnik, zabiegał w tej sprawie o zgodę Miejskiego Urzędu Mieszkaniowego. Wprawdzie w latach dwudziestych Hitler miał w mieście wielu zwolenników (tam właśnie narodził się narodowy socjalizm, a Hitler nazwał później Monachium stolicą ruchu), ale członkowie partii stanowili przed rokiem 1930 zaledwie jeden procent mieszkańców, w Bogenhausen zaś tylko 0,64 procent. Ponadto, choć poszczególne życiorysy mocno się od siebie różniły, narodowi socjaliści pochodzili głównie z niższej klasy średniej i klasy robotniczej, a więc z grup społecznych pozbawionych istotnej siły gospodarczej czy politycznej10.
Bruckmann natomiast należał do elity kulturalnej miasta. Mieszkał w rezydencji przy Karolinenplatz, wśród eleganckiej neoklasycznej zabudowy, zaprojektowanej w 1809 roku przez Karla von Fischera. Zarządzał uznaną oficyną wydawniczą F. Bruckmann, którą założył jego ojciec. Specjalizowała się ona w albumach i książkach o sztuce. Wśród autorów znaleźć można było najwybitniejszych dziewiętnastowiecznych architektów, choćby Gottfrieda Sempera i Wilhelma von Kaulbacha. W roku 1899, pragnąc oddać głos wpływowym umysłom swego pokolenia, Hugo Bruckmann wydał przyszłą ideologiczną biblię nazistów Podstawy XIX stulecia (Die Grundlagen des neunzehnten Jahrhunderts), wielowątkową antysemicką rozprawę na temat kultury aryjskiej autorstwa Houstona Stewarta Chamberlaina. Sam Chamberlain był gościem honorowym w słynnym salonie literackim żony Bruckmanna, Elsy, rumuńskiej księżniczki z rodu Cantacuz?ne. We wczesnych latach dwudziestych Bruckmannowie zapałali entuzjazmem dla Hitlera. Właśnie w ich domu poznał on luminarzy monachijskiej kultury, między innymi architekta Paula Troosta, któremu zlecił później zaprojektowanie pierwszych monumentalnych budowli narodowego socjalizmu. Dzięki pośrednictwu Bruckmannów Hitler znalazł się więc w nader wpływowych kręgach. Dlatego kiedy zapragnął zamieszkać w jednej z bardziej prestiżowych dzielnic miasta, raz jeszcze postanowił wykorzystać kapitał społeczny wydawcy. O ile bowiem Bruckmann liczył się dla monachijskiej elity, o tyle współpracownicy Hitlera kojarzyli się z lumpenproletariatem. 12 września 1929 roku, krótko po tym, jak Hitler złożył wniosek o wynajem mieszkania, prasa (również zagraniczna) zarzuciła mu powiązania z bandą "zamachowców" terroryzującą północne Niemcy11. Pomoc Bruckmanna bez wątpienia mogła zatrzeć złe wrażenie. Niemniej inni lokatorzy budynku - prawnik, wdowa po dyrektorze fabryki i wysokiej rangi urzędnik rządowy - z pewnością patrzyli na swego nowego sąsiada trwożnym wzrokiem12.
1 października 1929 roku Hitler został lokatorem nowego apartamentu. Zajmował on całe drugie piętro w dostojnym czteropiętrowym domu zbudowanym w latach 1907-1908 przez Franza Poppa, architekta z Monachium. Apartament miał powierzchnię czterystu metrów kwadratowych. W jego skład wchodził przestronny korytarz, dziewięć pokoi, dwie służbówki, dwie łazienki i kuchnia (ilustr. 1, 2). Prowadziły do niego eleganckie schody (była też winda). Obok kuchni znajdowało się wyjście na drugą klatkę schodową, wiodącą do piwnicy i pralni, a także na tylne podwórko. Budynek stał na rogu, mieszkanie składało się więc z dwóch połączonych skrzydeł. Hitler, wbrew temu, co próbował wmówić urzędowi skarbowemu, czy to dzięki swym dochodom, czy dzięki pieniądzom od sympatyków, mógł pozwolić sobie na niemały roczny czynsz w wysokości 4176 marek (kwota ta stanowiła mniej więcej dwukrotność rocznych zarobków wykwalifikowanego hutnika)13. Dodać tu trzeba koszt umeblowania i służby. Wynajem Haus Wachenfeld obejmował meble, natomiast mieszkanie przy Prinzregentenplatz było puste. Sam Hitler nie miał go czym zapełnić, poprosił zatem o pomoc Elsę Bruckmann. Ta chętnie podjęła się zadania, gdyż wraz z mężem uwielbiali projektowanie wnętrz. W roku 1897 Hugo Bruckmann i krytyk Julius Meier-Graefe założyli czasopismo "Dekorative Kunst", poświęcone idei estetycznej przestrzeni łączącej sztukę i życie. Dom Bruckmannów był tego ucieleśnieniem: majestatyczne, wysokie pokoje pełne obrazów, mebli, rzeźb, porcelany i książek stanowiły doskonałą scenerię dla salonowych dyskusji o sztuce i literaturze. W latach trzydziestych Elsa Bruckmann pisała, że Hitler nie posiadał się z zachwytu, gdy pierwszy raz ich odwiedził14.
1. Fotografia domu przy Prinzregentenplatz 16 w Monachium, zbudowanego w latach 1907-1908 przez Franza Poppa, stan obecny. Apartament Hitlera zajmował całe drugie piętro.
2. Plan apartamentu Hitlera przy Prinzregentenplatz 16, datowany na styczeń 1935 roku, krótko przed rozpoczęciem renowacji przez Atelier Troost. Po prawej widzimy fragment działki, na której stał dom i narożnik Prinzregentenplatz oraz Grillparzerstrasse.
Wśród mebli, które Elsa Bruckmann kupiła do jego mieszkania, znalazły się sprzęty z Królewskiej Bawarskiej Fabryki Mebli. Ową uznaną monachijską firmę założył w XIX wieku żydowski stolarz Moritz Ballin. Otrzymywała ona zlecenia od rodów monarszych z całej Europy, dostarczała meble do luksusowych hoteli, willi, na statki transoceaniczne i do gabinetów bogatych przedsiębiorców. W XX wieku zatrudniała takich projektantów jak Bruno Paul i Paul Troost, specjalizujących się w stylu neoklasycznym, który bardzo się Hitlerowi podobał. Narodowi socjaliści wzywali do bojkotowania żydowskich firm - jak więc wytłumaczyć fakt, że Hitler w jednej z nich się zaopatrywał? Należy wspomnieć, że Bella Ballin, była pielęgniarka i żona założyciela Królewskiej Bawarskiej Fabryki Mebli, pomogła ocalić życie Hermanna Göringa, gdy został on postrzelony przez policjantów nieopodal jej domu 9 listopada 1923 roku podczas puczu piwiarnianego. Tak czy inaczej, po roku 1933, na skutek restrykcji wobec żydowskich przedsiębiorstw firma zaczęła tracić klientów, a gdy bank odmówił jej kredytu, została przejęta przez "Aryjczyków". 10 listopada 1938 roku, podczas Nocy Kryształowej, Robert Ballin i jego bracia trafili do Dachau, dzieląc los tysięcy innych niemieckich Żydów. Dzięki interwencji Göringa wkrótce ich wypuszczono. Kiedy w roku 1942 roku rodzinie groziła wywózka do obozu zagłady, Göring załatwił im wizę emigracyjną15. W ostatnich latach meble Ballina zaprojektowane dla Hitlera osiągają wysokie ceny na aukcjach nazistowskich pamiątek16.
Przeprowadzka do luksusowego mieszkania w Bogenhausen była dla monachijskiej elity znakiem, że Hitler się cywilizuje. Zarazem jednak wiązała się z pewnym politycznym ryzykiem. Choć w 1928 roku NSDAP przestała skupiać się wyłącznie na elektoracie robotniczym, wciąż przedstawiała Hitlera jako przywódcę ludowego. Dwie eleganckie rezydencje - w alpejskim kurorcie, przyciągającym zamożnych Niemców, i w bogatej dzielnicy Monachium - stały w sprzeczności z tym wizerunkiem. Niewykluczone, że właśnie tego rodzaju obawy sprawiły, iż umowę na wynajem Haus Wachenfeld podpisała siostra Hitlera. Kiedy rozeszły się wieści o przeprowadzce na Prinzregentenplatz, lewicowo-liberalna gazeta "Berliner Volkszeitung" natychmiast zdemaskowała hipokryzję wodza narodowych socjalistów i w sarkastycznym tonie donosiła, że aby lepiej służyć woli ludu, przeniósł się do zbytkownego apartamentu w "najbardziej feudalnej dzielnicy Monachium". Towarzyszyli mu służący i dwa psy tej samej rasy, którą upodobał sobie Otto von Bismarck - dowód, że Hitler wzoruje się na starej arystokracji. "New York Times" podjął temat, sugerując, że nowy, kosztowny styl życia Hitlera świadczy o "materialnym, a także moralnym" poparciu liderów przemysłu dla "niemieckich faszystów"17.
Dwa lata później już nie finanse Hitlera, lecz życie, które wiódł w apartamencie, stało się przedmiotem dociekań prasy. Wszystko za sprawą jego przyszywanej siostrzenicy Geli Raubal, którą znaleziono martwą, z raną postrzałową. Niejasne okoliczności samobójstwa dziewczyny doprowadziły do licznych spekulacji, jakoby w domu w Bogenhausen woalka szacownego mieszczaństwa skrywała zepsucie. Rankiem 19 września 1931 roku do mieszkania wezwano policję. Raubal nie żyła od wielu godzin. Służący opisali przebieg wydarzeń, lecz ich słowa sprawiały wrażenie starannie przećwiczonych. Hitlera nie było w domu; według służby dzień wcześniej po południu wyjechał na spotkania z wyborcami. Raubal wydawała się niespokojna, zamknęła się w łazience. Nie wyszła stamtąd do rana, nie odpowiadała na pukanie do drzwi. W końcu sforsowano zamek. Dziewczyna leżała z twarzą na podłodze, martwa - postrzeliła się w pierś. Obok spoczywał pistolet, własność wuja. Geli nie zostawiła listu pożegnalnego. Na jej biurku znaleziono tylko niedokończony list do wiedeńskiej przyjaciółki, w którym pisała, że planuje odwiedziny. Nikt ze służby nie potrafił podać motywu. Nazistowscy rzecznicy prasowi wydali później oświadczenie, że Raubal, początkująca piosenkarka, nie wytrzymała tremy przed nadchodzącym pierwszym publicznym występem18. Mało który dziennikarz uwierzył w tę wersję.
Po paru dniach sprawa trafiła do niemieckich gazet. Hitler bał się, że skandal mu zaszkodzi19. Pojawiły się niewygodne pytania na temat relacji dwudziestotrzyletniej dziewczyny i jej czterdziestodwuletniego krewnego. "Regensburger Echo", lewicowy tygodnik, twierdziło, że od dawna już nikt nie wierzył, iż łączyło ich tylko pokrewieństwo. Hitler często publicznie pokazywał się z urodziwą siostrzenicą, zabierał ją do teatru i na oficjalne spotkania. Według artykułu nawet najbardziej służalczy naziści potajemnie szydzili sobie z nadopiekuńczego wuja. W miarę jednak jak jego kariera nabierała tempa, Hitler raz po raz odmawiał zalegalizowania związku. Tymczasem Geli, choć liczyła na małżeństwo, została sprowadzona do roli opiekunki i musiała zajmować się Hitlerem podczas jego coraz częstszych rozstrojów nerwowych. Wyczerpana i rozczarowana, odebrała sobie życie20. Tak oto gazeta zdołała stworzyć wokół samobójstwa narrację, w której Hitler jawił się jako człowiek niemoralny, a zarazem śmieszny i słaby.
Według "Regensburger Echo" i innych gazet Raubal zajmowała mieszkanie przylegające do apartamentu Hitlera. Zapewne prasie podano tę informację, by ukryć fakt, że w istocie oboje żyli pod jednym dachem. Raubal wprowadziła się do domu przy Prinzregentenplatz 16 jesienią 1929 roku, ale zameldowana była jako sublokatorka Ernsta i Marii Reichertów, właścicieli lokalu przy Thierschstrasse, podnajmowanego niegdyś przez Hitlera. Reichertowie przenieśli się bowiem razem z nim do nowego apartamentu, gdy Maria przejęła obowiązki gospodyni. Mylący wpis w dokumentach meldunkowych służył zapewne temu, by odwrócić uwagę od faktu, że młoda dziewczyna dzieliła mieszkanie z nieżonatym wujem. Faktycznie, mało kto w Niemczech o tym wiedział21.
Tymczasem socjaldemokratyczny "Münchener Post", gazeta nieprzejednanie krytykująca nazistów przed ich dojściem do władzy, postanowiła obnażyć kłamstwa na temat rzekomo szacownego życia domowego Hitlera. 21 września ukazał się artykuł: Tajemniczy skandal. Samobójstwo siostrzenicy Hitlera, który donosił, że według świadków między Hitlerem i Geli wybuchła "kolejna gorąca awantura". Potem Hitler wyszedł. Powodem kłótni był fakt, że Geli, "rozrywkowa dwudziestotrzyletnia studentka muzyki, pragnęła pojechać do Wiednia. Chciała się zaręczyć. Hitler stanowczo się temu sprzeciwił". W artykule znalazły się też niepokojące szczegóły na temat ciała, noszącego rzekomo ślady poważnych obrażeń, w tym złamań nosa. Słowem, sugerowano, że Geli została pobita, a może nawet zamordowana przez zazdrosnego wuja. Rewelacje te zmusiły monachijską policję do ponownego otwarcia śledztwa22.
Hitler natychmiast zabrał się do redukcji szkód. Jego prawnik nakazał gazecie wycofać doniesienia, w przeciwnym razie zagroził pozwem o zniesławienie. Następnego dnia "Münchener Post" musiał więc wydrukować oświadczenie Hitlera, który zaprzeczał wszelkim zarzutom. Nie było prawdą, pisał, że pokłócił się z siostrzenicą, jak również to, że stanowczo zabraniał jej wyjazdu do Wiednia, że zamierzała się zaręczyć, że on miał cokolwiek przeciwko jej zaręczynom. I tak dalej, i tak dalej; kolejne oskarżenia gazety zostały odrzucone punkt po punkcie23.
Dwa dni później antyfaszystowska berlińska gazeta "Die Fanfare" powtórzyła doniesienia o przemocy seksualnej. Pod nagłówkiem: Kochanka Hitlera odbiera sobie życie. Kawalerowie i homoseksualiści jako przywódcy nazistów zamieszczono rysunek przedstawiający otyłego szturmowca SA. Już na pierwszy rzut oka przypominał on dowódcę owej bojówki Ernsta Röhma. Szturmowiec, z biczem w dłoni, stał nad dziewczyną, która leżała twarzą do ziemi i rękami próbowała chronić głowę. Artykuł pisany na podstawie tekstu z berlińskiej "Neue Montagszeitung" głosił, że w kręgach partii nazistowskiej wiedziano, iż Geli Raubal od dawna była kochanką wuja, a samobójstwo popełniła z rozczarowania i obrzydzenia. "Prywatne życie Hitlera przybiera formy, których młoda kobieta rzecz jasna nie mogła znieść". Podobne eufemizmy sugerowały mroczną seksualną perwersję. Następnie gazeta odpaliła prawdziwą bombę: Raubal nie była pierwszą ofiarą Hitlera. W roku 1928 z jego powodu zabiła się pewna dziewczyna w Berchtesgaden. Tu fakty były nieco naciągane. Szesnastoletnia zaledwie Mitzi Reiter (niewymieniona z nazwiska) po zalotach Hitlera próbowała się powiesić, lecz ją uratowano. Krótko mówiąc, "Die Fanfare" sugerowała, że kochanki Hitlera doświadczały rzeczy tak wstrętnych i upokarzających, że z dwojga złego wolały śmierć. Nie zabrakło też szerszego kontekstu - gazeta przypomniała czytelnikom o homoseksualizmie Röhma, ujawnionym minionego lata przez "Münchener Post". Jak poważnie zatem - pytano - można traktować słowa Hitlera o świętości rodziny, skoro przywódcy jego partii wybierają towarzystwo chłopców z Hitlerjugend lub popychają kobiety do samobójstwa? W podsumowaniu artykułu stwierdzano zaś dobitnie: nazistowscy kawalerowie i homoseksualiści będą żerować na niemieckiej rodzinie, miast jej bronić24.
Ron Rosenbaum pisał: "Zdumiewające, jak głośna, jak publiczna, szpetna i pełna potępienia była reakcja na samobójstwo Geli Raubal, nie tylko w Monachium. Zdać by się mogło, że jej śmierć nagle dała przyzwolenie na mówienie tego, o czym dotąd milczano, na rozpowszechnianie najwstrętniejszych plotek o Hitlerze. Jego przeciwnicy głośno wyrażali przekonanie (czy może nawet pragnienie), że nie tylko publicznie, ale i prywatnie okaże się on perwersyjnym monstrum. Owo przekonanie, owo marzenie już wcześniej rozprzestrzeniło się poza granice Niemiec"25. Hans Frank, wówczas prawnik NSDAP, utrzymywał, że Hitler, cierpiący z powodu "straszliwych pomówień", przysięgał, że ich nie zapomni26. Faktycznie, po dojściu do władzy dotrzymał tej obietnicy. Już w 1933 roku redakcje i dziennikarze, którzy rozdmuchiwali skandal, stali się celem napaści bandytów z SA27. Poza tym bezpośrednio po samobójstwie Geli naziści, skądinąd nigdy niewzbraniający się przed szerzeniem plotek o życiu osobistym oponentów, uznali, że muszą sumienniej kontrolować to, jakie informacje o życiu domowym Hitlera opuszczają jego apartamenty.
3. Okładka książki Heinricha Hoffmanna Hitler wie ihn keiner kennt (Hitler, jakiego nikt nie zna), Berlin: Zeitgeschichte, 1932.
Sześć miesięcy po śmierci Raubal, w marcu 1932 roku, Heinrich Hoffman, fotograf i rzecznik prasowy wodza, wydał książkę Hitler wie ihn keiner kennt (Hitler, jakiego nikt nie zna). Odsłonił w niej i opiewał prywatne oblicze przyszłego dyktatora (ilustr. 3). Stanowiło to punkt wyjścia ogromnej transformacji dokonanej za pomocą obrazów, tekstu i architektury. Domowa przestrzeń Hitlera przestała być obszarem rzekomej seksualnej i moralnej perwersji. Wykorzystano ją natomiast, by ukazać opinii publicznej jego człowieczeństwo i poczucie honoru. Dziennikarze pisali dotąd o krwawych skandalach, by wyjaśnić, skąd bierze się brutalność nazistowskiej polityki. Teraz rzecznicy prasowi narodowych socjalistów uczynili z domowego życia Hitlera dowód jego uprzejmości i obycia. Ukazując go jako człowieka powściągliwego, wygładzali ostre kanty publicznej retoryki i publicznych poczynań. Była to jedna z najciekawszych i najskuteczniejszych kampanii wizerunkowych w całej jego karierze. A jednak, gdy przyjrzymy się wysiłkom na rzecz skonstruowania nowego image'u i utrzymywania go przez długie lata, od razu dostrzeżemy, że proces ten nigdy nie dobiegł końca: nieżonaty Hitler zawsze narażony był na plotki o swym niekonwencjonalnym życiu prywatnym.
Przez wiele lat Hitler nie dbał o dom. Jednak w latach trzydziestych nagle zaczął przywiązywać dużą wagę do swej przestrzeni osobistej, a także do tego, jak owa przestrzeń świadczy o jego tożsamości. Co prawda zamierzam skupiać się tu na prywatnych domach Führera, lecz opowieść o tej przemianie zacząć trzeba od Starej Kancelarii. Tam bowiem Hitler podjął ścisłą współpracę z Gerdy Troost, w późniejszym okresie swą wierną dekoratorką wnętrz. 30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler został mianowany kanclerzem. Odmówił jednak zrazu przeprowadzki do oficjalnej rezydencji przy Wilhelmstrasse 77 w Berlinie, gdyż przeszedł się po osiemnastowiecznym pałacu i uznał, że nie jest on godzien Führera. W 1934 roku kancelaria przeszła więc gruntowny remont - gdy naziści dławili demokrację, otoczenie Hitlera nabierało elegancji i wyrafinowania. Delikatne porcelanowe wazy i miękkie perskie dywany zaprzeczały przemocy dokonującej się na ulicach.
[*] Numeracja rzymska odnosi się do ilustracji na kolorowej wkładce.