1.
Piątek, 31 maja 2019, Zurych
Sauer
Siedział w ogrodzie swoich przyjaciół, sącząc margaritę do akompaniamentu bzyczących pszczół i latynoskiej muzyki, która dziś wyjątkowo nie działała mu na nerwy. Było ciepło jak w lecie, w powietrzu unosił się intensywny zapach kwitnących piwonii, a on zwyczajnie cieszył się chwilą, bo z okazji szwajcarskiej majówki pozwolił sobie na aż dwa dni wolnego, co w jego nowo obranym zawodzie prywatnego detektywa wydawało mu się wręcz nieprzyzwoitym rozpasaniem.
Usprawiedliwiał się tym, że zasłużył, bo właśnie udało mu się wyjaśnić dość zawiłą sprawę. Na zlecenie koncernu farmaceutycznego Sauer podjął się odnalezienia naukowca, który wykradł pracodawcy recepturę pionierskiego leku na alzheimera. Jak się okazało po kilku miesiącach momentami nużącej roboty, facet zaszył się w szwarcwaldzkiej głuszy. Tam zamierzał przeczekać całe zamieszanie związane ze swoim zniknięciem, dopieszczając warunki sprzedaży swojego dziecka konkurencji i marząc o bajońskich sumach, które pozwoliłyby mu się zestarzeć pod nowym nazwiskiem gdzieś za oceanem.
Cała przygoda zakończyła się pościgiem przez las - Sauer i profesor przypłacili go licznymi zadrapaniami, a zasapany naukowiec dodatkowo nadszarpniętą dumą. Ale koniec końców, przy butelce sznapsa, Sauerowi udało się przekonać uciekiniera do powrotu do Zurychu. Piotr nie był do końca pewien, czy chodziło o jego szczególne umiejętności perswazji (wobec powagi sytuacji jego niektóre ostrzeżenia mogły zostać odebrane jak groźby), czy też o to, że po miesiącach ukrywania się profesor miał zwyczajnie dość.
Wyrwany z zamyślenia Sauer odgonił natrętną pszczołę, która interesowała się zawartością jego niemal już pustego kieliszka, i zobaczył, że z domu wychodzi gospodyni. Ubrana w białą sukienkę, kilka lat starsza od niego Dunka wyglądała promiennie i świeżo. Nie po raz pierwszy przemknęło mu przez myśl, że Adam Zaręba jest cholernym szczęściarzem. Znał go jeszcze z czasów sprzed wyprowadzki ich obu z Polski - co w myślach Sauer nazywał czasem poprzednim życiem - ale to z jego żoną potrafił rozmawiać o wszystkim. Choć dostrzegał niewątpliwą urodę Camilli, łączyła ich całkowicie braterska relacja.
- Chciałabym ci kogoś przedstawić - rzuciła niby mimochodem, siadając obok niego.
Przeczuwał już, czym to grozi, ale Camilla, zupełnie niezrażona jego wyrazem twarzy, kontynuowała:
- Chiara to moja dobra znajoma. Jest architektką wnętrz, to jej zawdzięczamy, że tak dobrze to wyszło - powiedziała, nie siląc się nawet na skromność, ale Sauer nie miał jej tego za złe, bo dom w istocie prezentował się fantastycznie. - Sam zachwalałeś, że tak ci się u nas podoba, dlatego jestem pewna, że znajdziecie wspólny język - dodała, zachowując pokerowy wyraz twarzy.
Sauer właśnie się przekonał, że wyrażenie zachwytu czyimiś nowymi czterema kątami, nawet jeśli się przy tym nie ściemnia, może skutkować wejściem w pułapkę. Z chęcią przyjął zaproszenie na tę swoistą parapetówkę, ale teraz poczuł się zapędzony w kozi róg. Wciąż przyzwyczajał się do życia w pojedynkę i cieszył się na popołudnie u przyjaciół, ale nie szukał związku czy choćby przygody.
- Dzięki, ale nie trzeba - odparł, starając się zachować pogodny ton.
- Chcę was tylko zapoznać - powiedziała niewinnym tonem.
- Camilla, wiem, co kombinujesz - zaprotestował, bo znali się od lat i przed nią nie musiał nic udawać. - Doceniam to, że się o mnie troszczysz, ale nie szukam niczego i przypominam ci, że jestem żonaty.
- Ale w separacji. - Gospodyni szła w zaparte.
- Dajemy sobie czas.
Camilla odchrząknęła.
- Sobie nawzajem czy ty jej? - zapytała, choć oczywiste było, że nie czeka na odpowiedź.
Sauer westchnął ostentacyjnie i przeczesał dłonią krótkie włosy. W jego ciemny blond zaczęły ostatnio wkradać się siwe pasma.
- To bez znaczenia - odparł.
- Nie myślisz, że już pora? Przecież minęło przeszło pół roku. Może należy spojrzeć prawdzie prosto w oczy... - przekonywała, działając mu jeszcze bardziej na nerwy, więc bezpardonowo wszedł jej w słowo:
- Cztery miesiące. I nie interesują mnie nowe związki. - Kiedy to powiedział, zdał sobie sprawę, że warczy. Jego ton był zdecydowanie surowszy, niż zamierzył, co spróbował zrekompensować niezręcznym uśmiechem.
Przechodził trudny okres, ale nie mógł o to przecież obwiniać Camilli.
Pod koniec stycznia Sauer wyprowadził się do dwupokojowego mieszkania przy Stauffacherstrasse i odtąd dzielili się z Karoliną opieką nad ich czternastoletnią córką. Poprzedni długi weekend spędził z Wiktorią w górach. Teraz przyszła kolej na jego żonę, ona z kolei zabrała dziewczynkę na wycieczkę do Toskanii. Piotr jednak, zamiast cieszyć się swobodą, zerkał niecierpliwie na telefon, licząc na to, że córka wyśle mu jakieś zdjęcie, i żałował, że nie spędzają tego weekendu jak dawniej we troje.
- O, tu jesteście! - zawołał Adam.
Gospodarz wyszedł do ogrodu ze sporo niższą od niego kobietą, ubraną w sukienkę w groszki. Gęste, ciemne włosy, oliwkowa cera i figlarny uśmiech. Sauer stawiał, że była lekko po trzydziestce. On sam za miesiąc miał skończyć czterdzieści jeden lat, z czym trudno było mu się oswoić.
- Chiaro, to mój przyjaciel, Piotr - przedstawił go Zaręba. - Ten detektyw, który lubi pakować się w kłopoty - dodał z błyskiem w oku.
Są siebie warci, stwierdził w duchu Sauer, przyglądając się z cichym rozbawieniem, jak przyjaciele próbują go swatać. Zważywszy na to, że Camilla i Adam prowadzili razem świetnie prosperującą zuryską firmę PR, przeczuwał, że powiedzieli dziewczynie znacznie więcej.
Gdy razem z Adamem podeszli do stolika, pani architekt wyciągnęła do Sauera wypielęgnowaną dłoń. Wstał, by się z nią przywitać. Przy jego metrze osiemdziesiąt pięć nawet w sandałach na koturnie Włoszka sięgała mu zaledwie do brody.
Jej wzrok prześlizgnął się po bliźnie na jego prawej ręce, ale szybko się zreflektowała i spojrzała mu w oczy. Była śliczna, co wcale nie zmieniało podejścia Sauera.
Po uściskach dłoni gospodarze szybko oddalili się pod pretekstem szykowania posiłku, potwierdzając wcześniejsze przypuszczenia Piotra.
Kobieta uśmiechała się do niego nerwowo. Widać też czuła się niezręcznie. Zapadła cisza, w której dało się słyszeć tylko cykanie owadów.
Sauer zastanawiał się, czy Camilla i Adam zaprosili więcej gości, jak wcześniej twierdzili, czy była to jedynie sprytna zagrywka, by ich tutaj zwabić. W końcu, nie widząc ratunku z żadnej strony, zdecydował się odezwać.
Chiara zrobiła to w tym samym czasie, na co obydwoje wybuchnęli śmiechem, odrobinę przesadnym w tych okolicznościach. Niemniej niezręczna atmosfera w jednej chwili prysła.
- Przepraszam, co mówiłeś? - zapytała architektka, poważniejąc.
- Świetna robota - powiedział, wskazując gestem na dom.
- Dziękuję. Nieruchomości w tej okolicy to czasami prawdziwe perełki.
Zaręba z żoną kupili starą willę z ogrodem, z którego rozpościerał się widok na miasto i zuryskie jezioro. Z zewnątrz dom prezentował się dość skromnie, odświeżono tylko elewację, zachowując pierwotną bryłę budynku i jego urok z przełomu wieków. Wyglądał całkiem niepozornie jak na nieruchomość wartą ładnych parę milionów, bo w tej okolicy ceny przyprawiały o zawroty głowy. To we wnętrzach Chiara mogła się popisać i na każdym kroku czuć było, że dziewczyna ma oko do detali. Wykorzystywała grę światła, potrafiła łączyć stare z nowym i przeplatać wszystko gdzieniegdzie nienachalną sztuką.
- Jak na wnętrze urządzone przez architekta, bardzo tu przytulnie - stwierdził Sauer. Poniewczasie zdał sobie sprawę, że wyszedł z tego raczej marny komplement.
- Jesteś zdziwiony? - Kobieta spojrzała na niego sceptycznie.
W tej samej chwili w kieszeni zawibrowała jego komórka. Zerknąwszy na wyświetlacz, zobaczył nieznajomy numer. Chiara dała znać gestem, by na nią nie zważał. Przeprosił ją i odebrał.
- Sauer, słucham?
- Dzień dobry, nazywam się Susanne Fuchs - odezwał się kobiecy głos w słuchawce. - Przepraszam, że zawracam panu głowę w długi weekend. Nie byłam pewna, czy w pana zawodzie obowiązuje standardowy kalendarz, i postanowiłam zaryzykować. Mam do pana sprawę. Chodzi o morderstwo.
Pomimo tego, że Sauer od kilku miesięcy pracował na własną rękę jako prywatny detektyw, takie telefony się nie zdarzały. Przed uciekającym profesorem zajmował się już korporacyjnym wywiadem, śledzeniem niewiernych żon i poszukiwaniem nastolatka, który uciekł z domu, ale od czasu zniknięcia Isabelle Muri nikt nie poprosił go o pomoc w wyjaśnieniu sprawy tego kalibru.
Chiara spoglądała na niego zaciekawiona - zaskoczenie musiało malować się na jego twarzy.
Już miał się odezwać, gdy spostrzegł, że do ogrodu, bezpośrednio od strony ulicy, weszło kilka nowych osób. Dwie pary, jedna bliżej czterdziestki, druga raczej pięćdziesiątki, podchodziły już do stołu. Adam najwyraźniej wypatrzył gości przez okno, bo zaraz wyszedł im na spotkanie.
- Halo, jest pan tam? - Głos w telefonie sprowadził Piotra na ziemię.
- Proszę dać mi chwilę - odparł do słuchawki.
Przeprosił nowo przybyłe towarzystwo i odszedł kawałek w głąb ogrodu. Kiedy upewnił się, że nikt go nie słyszy, powiedział do telefonu:
- Już. Słucham panią.
- Dzwonię z Niederwalden. Jestem dyrektorką hotelu Sternen Resort & Spa. Pewnie pan słyszał, że w naszej miejscowości doszło ostatnio do dwóch tragedii. Chcielibyśmy, żeby wyjaśnił pan tę sprawę - powiedziała kobieta rzeczowym tonem.
Nazwa miasteczka natychmiast wywołała u Piotra skojarzenia z historią, którą maglowały ostatnio wszystkie serwisy informacyjne. Piękna turystyczna wioska u podnóża Alp i dwa ciała znalezione w tak nietypowych okolicznościach, że nie można było mówić o śmierci naturalnej czy wypadku.
- Czy chodzi o morderstwo tego chłopca?
- Tak. To znaczy też. Wcześniej zginął starszy mężczyzna - powiedziała Susanne Fuchs.
Sauer odchrząknął.
- Od śmierci tej drugiej ofiary, o ile to rzeczywiście ten sam sprawca, nie minęły jeszcze dwa tygodnie, zgadza się?
- Widzę, że jest pan na bieżąco - stwierdziła kobieta i po jej tonie wyczuł, że zdobył dodatkowy punkt.
Ta sprawa była na językach dziennikarzy w całym kraju i Sauer był przekonany, że przy takiej presji szwajcarska policja robi, co tylko może, by jak szybciej wszystko wyjaśnić. Sama historia nadawała się na materiał do jakiegoś dreszczowca.
Coś mu się w tym wszystkim nie zgadzało.
- Proszę mi wybaczyć, ale nie do końca rozumiem, dlaczego chce mnie pani zaangażować na tak wczesnym etapie. Klienci zazwyczaj zwracają się do prywatnych detektywów dopiero wtedy, kiedy policja zawiedzie.
- Mam swoje powody, by w tym akurat wypadku wątpić w ich skuteczność... - powiedziała kobieta, ale jej dalsze słowa zagłuszyło wołanie biesiadników.
Sauer zobaczył, że do imprezy dołączyły jeszcze trzy osoby, i odczuł lekką ulgę, że jednak nie zaproszono wyłącznie par. Minęło kilkanaście lat, odkąd był singlem, i nie bardzo wiedział, jak się zachować, tym bardziej że nawet teraz się nim nie czuł.
- Piotr! Piotr, podejdziesz do nas?
Gospodyni wołała i machała do niego z co najmniej poirytowaną miną. Gestem wyjaśnił, że potrzebuje jeszcze dwie minuty i zaraz dołączy do towarzystwa.
- Przepraszam, szczerze mówiąc, nie mam teraz jak rozmawiać. Może najlepiej, gdybyśmy się spotkali. Moja agencja mieści się przy...
- Langstrasse, wiem. Mogę być w Zurychu w poniedziałek. Dziesiąta? - rzuciła kobieta.
Zaskoczyła go. W pierwszej chwili pomyślał, że podróż za miasto zniechęci panią Fuchs. Wydawała się jednak konkretna i zdeterminowana, co niejako tłumaczyło zajmowane przez nią stanowisko.
- Dobrze - zgodził się, odrobinę zaintrygowany. - W takim razie do zobaczenia.
Kobieta pożegnała się. Sauer zapisał w telefonie numer, z którego dzwoniła, i wrócił do biesiadników. W międzyczasie impreza zdążyła na dobre się rozkręcić, ktoś pogłośnił muzykę, ludzie sączyli drinki i gawędzili, próbując ją przekrzyczeć.
Sauer zastał Chiarę w towarzystwie rozgadanego Francuza, który zabawiał ją w najlepsze.
Camilla spojrzała na Piotra z lekką przyganą i wręczywszy mu nowego drinka, mruknęła pod nosem:
- Wygląda na to, że przegapiłeś swój moment.
- Daj spokój.
- To świetna dziewczyna, co ci nie pasuje?
- Jestem żonaty.
Przyjaciółka przewróciła oczami, jakby już nudziła ją ta fraza.
W separacji czy nie, dla Sauera to zdanie pozostawało wciąż aktualne. Jeśli Karolina potrzebowała przestrzeni po tym, jak wystawił jej zaufanie na kolejną wielką próbę, w pełni na nią zasłużyła. A tymczasem zamierzał pić tequilę w biały dzień i niczym się nie martwić.
2.
Niedziela, 2 czerwca 2019
Jeśli ktoś zapytałby go miesiąc temu o trzy skojarzenia z Niederwalden, odpowiedziałby: świetne stoki, światowa polityka i Bettina Fischer.
Googlując nazwę miasteczka, Sauer zjeżył się, widząc podpowiedzi sugerowane mu przez wyszukiwarkę.
Niederwalden morderstwa
Niederwalden seryjny morderca
Niederwalden anulowanie rezerwacji
Niewielki kurort, do niedawna znany przede wszystkim właśnie z fantastycznych warunków narciarskich, siedziby światowego forum ekologicznego oraz tego, że pochodziła stąd czołowa szwajcarska himalaistka i alpinistka, kojarzył się teraz z jednym - grasującym po górskich szlakach szaleńcem.
Przygotowując się do porannego spotkania, Sauer przysiadł w niedzielę wieczorem z laptopem na swoim niewielkim balkonie, wychodzącym na obrośnięte krzakami podwórze, i w towarzystwie cykających świerszczy prześledził wszystkie dotychczasowe doniesienia na głównych portalach informacyjnych.
Najpierw, w środę, siedemnastego kwietnia, na skraju miasteczka znaleziono ciało starszego mężczyzny, Antona Zieglera. Mężczyzna miał poderżnięte gardło, co samo w sobie było już dość dziwne, bo rzadko kiedy słyszało się o takich zbrodniach w Szwajcarii. Tym jednak, co najbardziej zwróciło uwagę opinii publicznej, była maska pozostawiona na twarzy ofiary.
Ze względu na dobro śledztwa policja nie chciała ujawnić wyglądu konkretnej maski, którą posłużył się morderca. Artykuły, na które Piotr się natknął, przytaczały tylko przykłady. Wiadomo było jednak, że przedstawiała Krampusa, upiorną postać pół kozy, pół demona z alpejskich legend.
Z tego, co kojarzył, Krampus był pomocnikiem Świętego Mikołaja, karzącym co roku niegrzeczne dzieci. Polskie rózgi wręczane szóstego grudnia łobuzom wydawały się przy nim niemal pieszczotliwym akcentem. Sauer nie wyobrażał sobie, by pokazywać brzdącom podobiznę Krampusa, no chyba że ktoś chciał, by dziecko miało koszmary.
Widział nieraz podobne maski podczas obchodów karnawału. Przerażająco sugestywne, z licznymi bruzdami i zmarszczkami, ze złowrogo zmrużonymi oczami i obliczem zastygłym w złośliwym grymasie. Armie Krampusów przechodzące podczas karnawałowych parad nawet w Sauerze budziły lekki niepokój. Zastanawiał się, jak to możliwe, że szwajcarskie dzieci nie sikają po nogach ze strachu.
Miesiąc po morderstwie Antona Zieglera, dziewiętnastego maja, niecałe dziesięć kilometrów dalej, w pobliżu szlaku pod północną ścianą Eigeru znaleziono kolejne zwłoki.
Tym razem ofiarą padł szesnastolatek, Nicolas Winter. Poderżnięte gardło i maska Krampusa, a także - niewymienione w artykułach z nazwy - "inne elementy" pozostawione na miejscu znalezienia zwłok sugerowały zbieżność z okolicznościami, w jakich znaleziono Zieglera.
Piotr obejrzał nagranie z krótkiej konferencji prasowej policji kryminalnej z Berna. Śledczy nie wykluczali seryjnego sprawcy, ale brali również pod uwagę, że ze względu na swój szczególny charakter i rozgłos morderstwo Antona Zieglera mogło zainspirować kogoś do naśladownictwa.
W odróżnieniu od portali informacyjnych strony poświęcone tematyce true crime nie ograniczały się do powtarzania suchych faktów. Piotr zauważył, że wielu autorów artykułów i użytkowników komentujących zamieszczone teksty dało się ponieść wyobraźni, wymyślając dla sprawcy kolejne sensacyjne przydomki, jak Bestia z Oberlandu, Mściciel z Przełęczy czy Czarny Kapłan z Alp. Spekulowano o satanistycznych obrzędach, które odprawia morderca, i szacowano, ile czasu upłynie, nim uderzy ponownie.
Z uwagi na to, że do obu zbrodni doszło w odstępie miesiąca, niemal co do dnia, według komentatorów następne zwłoki miały zostać znalezione w połowie czerwca.
Znużony teoriami spiskowymi Sauer żałował, że nie może zalogować się do oficjalnej bazy danych i przejrzeć akt. W chwilach takich jak ta, jako były komisarz policji, odczuwał ten brak dostępu do informacji niemal jak ból fantomowy.
Miał już zamknąć laptop, ale pod wpływem impulsu wszedł jeszcze na portal do rezerwacji hoteli. Większość z nich, niezależnie od liczby gwiazdek, oferowała miejsca w obniżonej cenie. Stawki noclegowe w pensjonatach - jak na Szwajcarię - były wręcz śmiesznie niskie. Spekulowano, czy planowane na wrzesień forum ekologiczne zostanie odwołane.
Teraz już wcale się nie dziwił, dlaczego Susanne Fuchs udało się namówić zarząd hotelu, by zaangażować detektywa.
3.
Dubaj
Mia
Wyczerpała już wszystkie możliwe pozycje, w jakich mogła się usadowić na nieznośnie małej przestrzeni, lecz wciąż było jej niewygodnie. Podróże stanowiły jedną z niewielu okazji, kiedy Mia doceniała swój skromny wzrost, ale po czternastu godzinach w klasie ekonomicznej miała już dość. Szybko odświeżyła się na lotnisku w Dubaju, gdzie musiała się przesiąść w drodze powrotnej do Zurychu. Jedno spojrzenie w lustro powiedziało jej, że jej kręcone ciemne włosy wymagały umycia, a zmęczonej cery nie ratował nawet korektor pod oczy.
Samolot w szwajcarskich barwach i śpiewne Grüezi, które usłyszała na przywitanie od załogi, sprawiły, że poczuła się bliżej domu. Niecałe siedem godzin i naprawdę tam dotrze. Jeśli mała kawalerka na Wiedikon, w której mieszkała przez ostatnie trzy lata studiów, w ogóle zasługiwała na to miano.
Mia miała wrażenie, że wraz ze śmiercią ojca straciła też miejsce, które mogła nazywać domem. Ten, w którym dorastała, pozostał tylko bolesnym wspomnieniem po tym, że kiedyś zamieszkiwali go jako szczęśliwa rodzina. Elena chyba czuła podobnie, bo przearanżowała zupełnie wnętrza, tak że przy którejś wizycie, gdy Mia wróciła do domu rodzinnego na weekend ze szkoły z internatem, ledwie go rozpoznała. Po ponownym wyjściu za mąż Elena pozbyła się nieruchomości bez większych sentymentów, nawet nie zapytawszy Mii o zdanie.
Dom. Rodzina. Jej matka potrafiła oba te słowa obedrzeć ze znaczenia.
Dlatego powrót do Zurychu budził w Mii mieszane uczucia. Porzuciła studia prawnicze, początkowo tylko na semestr, ale teraz nie była wcale pewna, czy zamierza je kończyć.
Czas w Sydney przy Balmoral Beach na osiedlu Mosman, gdzie mieszkało jej wujostwo, płynął jakby innym tempem. Jeszcze kilka dni temu Mia nie myślała nawet o powrocie do Europy - a konkretnie aż do wieczora, kiedy brat jej ojca powiedział coś, co wywróciło do góry nogami wszystko, w co dotychczas wierzyła, co uważała za prawdę.
Z zamyślenia wyrwał ją telefon, który rozdzwonił się akurat w chwili, gdy korytarzem zaczęła przechodzić stewardesa, by upewnić się, czy wszyscy pochowali bagaż podręczny i zapięli pasy.
Mia szybko schyliła się pod fotel pasażera z przodu i sięgnęła do swojej torebki. Stewardesa z profesjonalnym uśmiechem na ustach, ale przyganą w oczach, która skojarzyła się Mii z nauczycielką karcącą niegrzeczne dziecko, przypomniała jej o wyłączeniu elektroniki.
Mia zerknęła na wyświetlacz.
"Elena".
Zastanawiała się, o co może chodzić. Nie rozmawiała z matką od kilku dni.
Ściszyła dzwonek i pozwoliła, by telefon jeszcze chwilę dzwonił w jej dłoni, po czym ustawiła tryb samolotowy i wrzuciła go z powrotem do torebki.
Wcześniej, tuż po wejściu na pokład, spostrzegła, że pasażer po drugiej stronie korytarza zerkał na nią ukradkiem. Młody mężczyzna z trzydniowym zarostem, w koszulce polo przypominał jej kogoś, kogo znała i próbowała zapomnieć. Starając się zawczasu uciąć wszelkie preteksty do pogawędki, wsunęła na uszy wygłuszające słuchawki i przymknęła oczy, choć wiedziała, że nie ma co liczyć na sen.
Powód jej powrotu nie dawał o sobie zapomnieć, niezależnie od tego, jak bardzo się starała. Ilekroć z trudem udawało jej się w końcu zasnąć, wracał do niej jako pierwsza myśl po przebudzeniu.
Gdy samolot osiągnął wysokość przelotową, zmęczona tą pantomimą wyjęła z plecaka mały laptop i przeczytała po raz kolejny krótki artykuł. Była to jedna jedyna wzmianka sprzed lat, którą udało jej się znaleźć w szwajcarskiej prasie po wnikliwych poszukiwaniach.
Tekst składał się z enigmatycznych frazesów, używanych zwyczajowo przez rzeczników prasowych, gdy policja musi wydać jakieś oświadczenie, a właściwie nie ma nic do powiedzenia. Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Podejrzenie udziału osób trzecich. Prokuratura bada okoliczności sprawy. Ze względu na dobro śledztwa...
Mia znała już każde zdanie na pamięć. Z westchnieniem zamknęła laptop, zsunęła słuchawki na szyję i przetarła zmęczone oczy.
Nieznajomy, który wcześniej jej się przyglądał, najwyraźniej tylko na to czekał.
- Też zawsze sobie obiecuję, że popracuję w samolocie, a potem jest, jak jest - powiedział z uśmiechem.
Miał lekko krzywe zęby i australijski akcent, co w połączeniu w jakiś sposób dodawało mu uroku. Kiedy się odezwał, podobieństwo, które wcześniej tak wyraźnie widziała, całkowicie zniknęło.
- Przepraszam, jestem bardzo zmęczona - rzuciła, nie siląc się nawet na przepraszający uśmiech, i ponownie zamknęła oczy, modląc się o sen, który nie przychodził.
4.
Poniedziałek, 3 czerwca 2019, Zurych
Sauer
Sauer wyskoczył rano na siłownię i sprzątał właśnie po śniadaniu w niewielkim kąciku kuchennym swojej agencji. Dzwonek domofonu rozległ się dokładnie za dwie dziesiąta. Starł okruchy z blatu i poszedł otworzyć.
Susanne Fuchs, ubrana w czarne spodnie zaprasowane w kant i kremową bluzkę odsłaniającą szczupłe ramiona, wyglądała jak z broszury reklamowej jakiegoś banku albo innej instytucji handlującej marzeniami. Nienagannie ułożone włosy i dyskretny makijaż na przyjemnej dla oka twarzy, która pod profesjonalnym uśmiechem wydała mu się lekko zmęczona.
Wymienili z Sauerem uprzejmości, po czym kobieta usiadła odrobinę przesadnie wyprostowana na wskazanym miejscu. Założyła nogę na nogę i splotła dłonie na uniesionym kolanie. W oczach miała wypisaną determinację.
Właściwie nie wiedział, czego spodziewać się po nowej klientce. Zlecenie przez hotel wyjaśnienia morderstwa od samego początku wydało mu się dość niecodzienne, ale nic w tej sprawie, przynajmniej w tym, co dotychczas wyczytał, nie zbliżało się nawet do normalności. Nie w Szwajcarii, gdzie największe skandale wywoływały wycieki danych z banków czy kolejna afera korupcyjna w FIFA.
Susanne Fuchs, za wyjątkiem tego, czego dowiedział się o jej karierze z LinkedIn, stanowiła dla niego tajemnicę. Stroniła od Facebooka, Instagrama i portali randkowych, więc jak na dzisiejsze czasy, udało jej się zachować sporo prywatności. Nie żeby Piotr nie mógł czegoś wygrzebać, gdyby naprawdę się postarał, ale skoro jeszcze nie dała mu powodu, postanowił pozwolić jej i sobie zrobić pierwsze wrażenie osobiście.
Siedząc przed nim w tej oficjalnej pozie, pani dyrektor wyglądała, jakby zamierzała zaraz wygłosić prezentację na naradzie zarządu. Jednak kiedy się odezwała, lekko go zaskoczyła.
- Zakładam, że wszystko rozbija się o pańskie honorarium? - zaczęła, nie owijając w bawełnę.
Sauer musiał się powstrzymać, by nie wybuchnąć śmiechem na tę bezpośredniość. Szwajcarzy rzadko kiedy rezygnowali ze small talku.
- Mogę spytać, dlaczego zwróciła się z tym pani akurat do mnie? - zapytał.
- Judith Pesaro twierdzi, że uratował jej pan życie. Trudno sobie wyobrazić lepszą rekomendację - odparła.
Po raz kolejny uderzyło go, jaki świat jest mały, a zwłaszcza ten szwajcarski, skoro znajoma Adama, szefowa znanej marki zegarków, z którą jego ścieżki przecięły się kilka miesięcy temu, znała się z dyrektorką hotelu.
- Proszę ją pozdrowić.
- Oczywiście - odparła. - Coś jeszcze pana trapi - zauważyła, widząc jego minę.
Skoro była tak bezpośrednia, nie widział sensu zaprzeczać.
- Dlaczego nie zostawi pani tego policji?
- Nasi goście codziennie odwołują rezerwacje. Jeśli tak dalej pójdzie, stracimy nadchodzący sezon - powiedziała, po czym, chyba wyczuwając, że nie jest przekonany, dodała: - A zresztą, ja tam mieszkam. W naszym miasteczku prawdopodobnie grasuje seryjny morderca, a ja chciałabym znów spokojnie spać. Mogę wrzucić pana usługi w koszty. To naprawdę nie jest bardziej skomplikowane - stwierdziła kobieta, po czym rzuciła kwotę znacznie wyższą niż ta, którą sam zamierzał zaproponować. - To byłaby pana dniówka - doprecyzowała. - Rozumiem, że zlecenie jest poza pana standardowym terenem, więc mam nadzieję, że to dobra stawka. Jeśli chodzi o zakwaterowanie, proponuję, by zatrzymał się pan u nas. To jak?
Powiedziała to wszystko tak szybko i automatycznie, jakby nauczyła się tej kwestii na pamięć.
Sauer przez chwilę się nie odzywał.
- Jest coś jeszcze - stwierdził.
Kobieta zerknęła na swoje dłonie.
- Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale odnoszę wrażenie, że z jakichś powodów ta sprawa jest ważniejsza dla pani niż dla zarządu - ciągnął.
Podniosła na niego wzrok. Chyba nie miała siły udawać.
- Nicolas Winter jest... był - poprawiła się - moim siostrzeńcem. Pewnie zastanawia się pan, dlaczego wcześniej o tym nie wspomniałam.
Sauer tylko przytaknął. Kobieta zdjęła nieistniejący pyłek ze swoich spodni i wygładziła materiał.
- Cóż, chciałabym pana zaangażować przez wzgląd na trudne położenie, w jakim znalazł się hotel w związku z tymi zabójstwami, ale mam też w rozwiązaniu tej sprawy swój prywatny interes, co niektórym pewnie wyda się niewłaściwe - powiedziała, po czym z westchnieniem przyznała: - Może takie jest i nie chciałam, by pan sobie coś pomyślał.
Przez chwilę trwali w milczeniu. Pierwszy odezwał się Sauer.
- Bardzo mi przykro z powodu pani siostrzeńca.
Susanne Fuchs zrobiła głęboki wdech, jakby chciała się szybko pozbierać.
- Czy to coś zmienia? - spytała.
- Nie, ale chciałbym prosić o to, by była pani ze mną całkowicie szczera. To wyłącznie w pani interesie. Jeśli będę kluczył i tracił czas, pani straci pieniądze.
Kobieta głośno przełknęła ślinę.
- Ma to sens - przyznała.
Sauer pomyślał, że musiało być jej dziwnie w tej nowej roli. Zazwyczaj to ona wzywała innych na dywanik, a nie odwrotnie.
- W pierwszej kolejności chciałbym porozmawiać z rodzicami chłopca.
- Oczywiście. Miał wyłącznie moją siostrę, Jeanine. No i mnie. Odkąd zostali sami, pomagałam im, jak mogłam.
- Co z ojcem Nicolasa? - zapytał.
- Zginął w wypadku samochodowym, kiedy Nico miał osiem lat.
Najpierw mąż, potem syn, pomyślał Sauer. Jeanine Winter miała wszelkie powody, by całkiem się załamać.
- Nie związała się z nikim ponownie?
- Nie wynikło z tego nic poważnego. Nico nie miał ojczyma, jeśli o to panu chodzi - powiedziała Susanne Fuchs.
- Rozumiem. Czym pani siostra się zajmuje?
- Uczy matematyki w naszym liceum.
- To ta sama szkoła, do której chodził Nicolas?
- Tak. To małe miasteczko - odparła kobieta. - Mamy jedno liceum.
- Czy Nicolas i ten drugi zamordowany mężczyzna się znali? - spytał Sauer.
Fuchs lekko uniosła brwi.
- Zieglera wszyscy znali, a może raczej kojarzyli go. To starszy człowiek, żył w swoim świecie, ale nic nie wiem o tym, by Nico kiedykolwiek z nim rozmawiał.
- Czy mogli bywać w tych samych miejscach? - spytał i widząc wyraz twarzy swojej klientki, zorientował się, że powiedział coś głupiego.
Kobieta westchnęła.
- Panie Sauer, to dziura, piękna, ale dziura. Wszyscy bywamy w tych samych miejscach - odparła i po raz pierwszy dostrzegł u niej coś na kształt uśmiechu.
- Kiedy pani siostra zorientowała się, że go nie ma?
- W sobotę osiemnastego maja wyszedł z samego rana w skały i zostawił tylko kartkę. Wpadłam do Jeanine na kawę, bo akurat miałam wolny dzień. Zdziwiłyśmy się, bo z tym liścikiem to trochę nie w jego stylu, ale nastoletni chłopcy chodzą swoimi drogami, więc samo w sobie jeszcze nas to nie zmartwiło. Gorzej, że nie odbierał komórki, ale przy wspinaczce to też mogłyśmy sobie wytłumaczyć, no bo jak, kiedy ma się zajęte ręce. Najpierw pomyślałyśmy, że padła mu bateria, ale gdy nie wracał do wieczora, zaczęłyśmy go w końcu szukać. Rano przeczuwałyśmy już, że musiało się stać coś strasznego, więc gdy Kathrin Wyss pojawiła się na progu domu Jeanine, wiadomo było, że doszło do tragedii. Myślałyśmy, że chodzi o jakiś wypadek w skałach albo że ktoś go potrącił, jak wracał, ale w życiu by mi nie przyszło do głowy...
Głos uwiązł jej w gardle. Przyłożyła drżącą dłoń do ust i musiała przez chwilę się uspokajać, nim ponownie się odezwała.
- Przepraszam. To, co się stało, wciąż nie mieści mi się w głowie - przyznała i choć nie uroniła ani jednej łzy, po raz pierwszy Sauer zobaczył prawdziwą kobietę, która dotychczas kryła się za dobrze wystudiowaną pozą profesjonalistki.
Dał jej moment, zaglądając w swoje notatki.
Susanne Fuchs upiła łyk wody. Maska wróciła.
- Jako rodzina, zakładam, że są panie informowane przez policję. Mają jakiegoś podejrzanego? - spytał więc.
- Z tego, co wiem, to nie. Szczerze mówiąc, prawie nic nam nie mówią. Nasza komenda umywa ręce, sprawę prowadzi wydział kryminalny z Berna. Powiedzmy sobie szczerze, skąd oni mieliby mieć doświadczenie w tego typu rzeczach? - prychnęła, nie kryjąc lekkiej pogardy. - No, chyba że naoglądali się CSI. Pomyślałam, że tam u pana w Polsce ciągle kogoś mordują, więc pewnie lepiej się na tym znacie.
Po raz pierwszy spotkał się z tym, by stereotypy dotyczące Polaków ktoś ubrał w komplement, ale nie zamierzał protestować.
- A panie kogoś podejrzewają? Czy Nicolas miał jakichś wrogów?
- Panie Sauer, to był szesnastoletni chłopiec. Jakich on mógł mieć wrogów?
Zdziwiłaby się, pomyślał Sauer, ale nie skomentował.
- To jak, pomoże mi pan? - dopytywała.
- Jeśli da mi pani czas do końca dnia, potwierdzę, czy uda mi się przetasować pewne rzeczy. Odezwę się.
- Dziękuję, czekam w takim razie na pana telefon - powiedziała kobieta.
Wstała i uścisnęła mu rękę.
Gdy wyszła, pod wpływem impulsu wyjrzał przez wizjer. Stała jeszcze chwilę na klatce, z dłonią na poręczy schodów. Przez moment miał wrażenie, że zaraz się wróci, więc na wszelki wypadek odsunął twarz od drzwi. Po chwili usłyszał stukot jej szpilek na kamiennych stopniach.
Wyjrzał ponownie i udało mu się jeszcze dojrzeć jej twarz, nim zniknęła piętro niżej. Maska ponownie opadła. Nie było już na niej cienia pewności siebie, której przed chwilą był świadkiem. Biły od niej tylko głęboki smutek i ogromne zmęczenie.
5.
Zurych
Mia
Po przeszło czterech miesiącach na innym kontynencie Mia poczuła się, jakby weszła do obcego mieszkania, choć na pierwszy rzut oka - poza grubą warstwą kurzu widoczną teraz doskonale w pełnym słońcu - wiele się tu nie zmieniło. Uderzyło ją, jak tu przeraźliwie pusto i smutno. Musiała pomieszkać w domu wuja, pełnym dzieci i gratów - a może po prostu życia - by zobaczyć swoje cztery kąty w innym świetle.
Ta nijakość nie wynikała z jakiegoś szczególnego zamiłowania do minimalizmu, które przejawiała właścicielka kawalerki, położonej zresztą w świetnej lokalizacji. W mieszkaniu zwyczajnie brakowało duszy.
Gdy tylko wzięła prysznic i trochę się rozpakowała, z poczucia obowiązku poszła do sąsiadki z parteru odebrać swojego jednego marnego storczyka. Ku zdziwieniu Mii sędziwa pani Weibel, zamiast paru smętnych liści nad plątaniną wychodzących z doniczki korzeni, przyniosła jej roślinę w pełnym rozkwicie, która uginała się pod wielkimi białymi kwiatami i w zanadrzu miała jeszcze kilka świeżych pąków. Poza doniczką z czymś, co równie dobrze mogło być cudzą rośliną, sąsiadka wręczyła jej również naręcze poczty.
Mia wróciła do siebie, nalała do szklanki wodę z kranu, dzieląc się odrobinę ze storczykiem, i powziąwszy gorące postanowienie zachowania go przy życiu, zabrała się do segregowania poczty.
Tak jak przewidywała, przynajmniej połowa nadawała się na makulaturę. Roznosiciele ulotek nic nie robili sobie z jej naklejki "Żadnych reklam".
Wśród białych, zaadresowanych do niej kopert znalazły się pisma z urzędu skarbowego, kasy chorych i list z kancelarii Andreasa Lichtiego. Wyjęła z koperty zaproszenie na wiosenną konferencję o prawie nowych technologii, które zdążyło się już przeterminować. Pod datą i adresem oraz harmonogramem prelekcji widniał odręczny dopisek.
Droga Mio,
mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku i gdy już wypoczniesz za oceanem, jednak do nas wrócisz. Jeśli akurat jesteś w kraju, wpadnij na konferencję albo zwyczajnie na kawę.
Serdecznie
Andreas
PS Moja propozycja pozostaje aktualna.
Mia głośno westchnęła.
Tuż przed wylotem do Sydney Andreas Lichti złożył jej ofertę z kategorii tych nie do odrzucenia. Nieco leciwy już mecenas twierdził, że jej ogromny wkład w rozwiązanie sprawy Isabelle Muri oraz spryt, jakim wykazała się, będąc pod presją, dowodziły niezbicie, że nadaje się na prawnika. Zaprosił ją na staż, a po egzaminach końcowych na odbycie aplikacji w jego kancelarii. Mia wiedziała, że jej koledzy z roku daliby się pokroić za pracę u Lichtiego, który po ostatnich wydarzeniach stał się legendą zuryskiej palestry.
Odłożyła kartkę na bok i zerknęła na nadawcę kolejnego listu. Bez otwierania koperty wiedziała już, czego może spodziewać się w środku. Uczelnia chciała wiedzieć, czy wróci na kolejny semestr.
Odłożyła oba listy i poczuła, że dopada ją jet lag. Nie było sensu teraz kłaść się spać, bo dostosowanie do nowej strefy czasowej tylko się przeciągnie. Musiała wyjść z domu i złapać trochę świeżego powietrza.
Schodząc po schodach, usłyszała, że w torebce dzwoni jej telefon. Sięgnęła po niego i spojrzała na wyświetlacz.
Znów Elena. Matka jakby wyczuła, że dziewczyna wróciła do Zurychu, choć nie miała prawa tego wiedzieć.
Mia patrzyła na telefon wibrujący jej na dłoni, aż przestał dzwonić.
Kiedy wyszła na zewnątrz, na Goldbrunnenplatz oślepiło ją ostre słońce. Założyła okulary słoneczne, które upolowała przy Bondi Beach, i skierowawszy się do miasta, wybrała numer Sauera.