WIECZÓR
- Aibofobia.
Spojrzał na dziennikarkę i podrapał się po głowie. Robił tak od kilku godzin, a wszystko przez pewien niedzielny obiad oraz wełnianą czapkę, którą na drutach wydziergała mu żona. Nakrycie głowy wciśnięte było teraz do schowka na rękawiczki, ale Rafał czuł jego kłujące spojrzenia nawet stamtąd. Podejrzewał, że żona specjalnie wybrała taki rodzaj wełny, by jak najmocniej mu dokuczyć. Nie winił jej za to. Winił schab wieprzowy ze śliwką w sosie orzechowym.
Pożarli się o to, kto ma pozmywać naczynia po dużym rodzinnym obiedzie. Rafał sam by to zrobił, jak miał w zwyczaju, ale tym razem chodziło o zasadę. On przygotował danie główne, a ona zajęła się tylko surówką, która składała się z ogórków, śmietany i zbyt dużej ilości soli. Kłótnia nie była może spektakularna, ale przeciągnęła się do wieczora. Rafałowi wydawało się, że kryzys został zażegnany, skoro sam pozmywał, ale sytuacja nie wróciła do normy. Po kilku cichych dniach dostał czapkę na przeprosiny, buziaka w policzek i klapsa w pośladki, które z każdym miesiącem coraz szczelniej wypełniały mu spodnie. Ucieszył się z prezentu, ale czapka, zamiast ogrzewać mu łysą głowę, sprawiała, że ta wyglądała jak po nieudanej randce z jeżozwierzem.
I cały czas się drapał.
- Aibofobia - powtórzył po dziennikarce. - Brzmi jak choroba weneryczna. I to taka, wiesz, z ropą i w ogóle.
- Od dziś myję ręce po każdym naszym spotkaniu. - Justyna sprawdziła w lusterku trzymanym na kolanach, czy jej makijaż wytrzymał trudy podróży. - I przestań się w końcu drapać, bo pomyślę, że naprawdę złapałeś jakąś wenerę albo wszy. Aibofobia to strach przed palindromami.
- Nie mam wszy - odparł, po raz kolejny wbijając paznokcie w skórę głowy. - To przez tę cholerną czapkę.
- To jej nie noś.
- Widać, że nie jesteś mężatką.
- Jakbym chciała zmarnować sobie życie, zostałabym pogodynką - odpowiedziała z uśmiechem i jednocześnie sprawdziła, czy pomiędzy zębami nie tkwił dalej fragment zapiekanki, którą zjadła przed godziną. - Jak nie będziemy mieli jakiegoś dobrego tematu, to tak w końcu się stanie. Będę wdzięczyła się przed mapą, mówiąc, że front jakiś tam idzie skądś tam i może będzie padać, ale tak naprawdę to nikt nie wie. No i będę musiała wciskać się w sukienki o dwa numery za małe, żeby mi cycki do gardła podchodziły, bo inaczej nikt mnie nie będzie oglądał.
Rafał mruknął tylko, że rozumie jej frustrację. Justyna miała przed sobą jakąś karierę, a on robił tylko za przenośny statyw, który za kilka lat zastąpi ktoś młodszy i silniejszy. Nie chciał biegać z kamerą do końca życia, ale nie widział dla siebie innej drogi.
- Nie sądzisz, że to chamstwo? - Dziennikarka złożyła lusterko i poprawiła poły żakietu.
- Co takiego?
Pytanie kobiety wytrąciło go z zamyślenia. Ocknął się i zaparkował na poboczu drogi, którą rozświetlały już światła radiowozu. Nie wyłączał jeszcze silnika. Na zewnątrz było niewiele powyżej zera, a on nie zamierzał wkładać czapki, dopóki nie będzie to ostatecznością. Nawet kosztem tego, że kolejne dni może spędzić na chorobowym.
- No to, o czym rozmawialiśmy. Aibofobia to też palindrom - wyjaśniła. - Ktoś był na tyle chamski, że fobię przed palindromami nazwał tak, by sama nim była.
- Ludzie to najgorsze, co przytrafiło się tej planecie - podsumował Rafał. - Ta cała aibofobia i tak nie jest taka zła. Wiesz, czym jest reranie?
Kobieta pokręciła głową.
- Mój najmłodszy to miał. Nie wymawiał poprawnie "r" i logopeda nam powiedział, że mówi się na to "reranie". Wyobrażasz sobie, jak trudno powiedzieć to na głos, kiedy to cholerne "r" nie chce przejść ci przez gardło?
- Nie wiedziałam, że masz dzieci.
- Jeździmy ze sobą od dwóch miesięcy, czym tu się chwalić - odparł szczerze.
- Przynajmniej wiedziałabym, że nie jesteś prawiczkiem. - Zaśmiała się z własnego żartu.
Rafał próbował zrozumieć tok myślowy dziennikarki.
- Ale wiesz, że mam żonę, co nie?
- No i? Był już jeden taki, co miał żonę dziewicę, więc...
Kobieta zawiesiła głos tak, jakby chciała, żeby Rafał dokończył za nią wypowiedź. Kiedy tak się nie stało, sprawdziła raz jeszcze, jak wygląda, a następnie zamknęła lusterko. Zrobiła to tak mocno, że niewiele brakowało, a załatwiłaby sobie siedem lat nieszczęścia. Otworzyła schowek na rękawiczki, wyciągnęła z niego czapkę i schowała swoje przyrządy do makijażu.
- Trzymaj - powiedziała dziennikarka, wręczając mu nakrycie głowy. - Faktycznie to cholerstwo drapie.
- Nic mi nie mów...
Wziął czapkę i ostrożnie ją włożył. Grudzień był w tym roku wyjątkowo ciepły, ale jednak nie na tyle, by wychodzić na zewnątrz z odkrytą głową. Rafał wiedział o tym doskonale. Od kiedy stracił włosy, odczuwał aurę inaczej niż wcześniej. Latem chodził przypieczony jak kurczak na rożnie, a zimą na jego czole roztapiał się każdy płatek śniegu, by następnie dostać się gdzieś pod koszulę. Przeszedł go dreszcz na samą myśl. Spojrzał przez okno i zobaczył, że znowu zaczęło siąpić deszczem. Tak było od rana, a ten wyjazd miał być ostatnim na dziś.
- Miejmy to za sobą. - Justyna zapięła czerwony płaszcz pod samą szyją. - Nie lubię takich materiałów.
- Nie dziwię się. Wypadki samochodowe to nic przyjemnego.
- Nie, wypadki samochodowe to coś, czego nikt nie ogląda - odparła, otwierając drzwi. - Zrób kilka przebitek na ten spalony wrak, trochę na tłum i jedźmy do domu.
Kiwnął głową, że akceptuje ten plan.
- Wyłuskam z tej tłuszczy jeszcze kilka osób, to z nimi pogadam. - Justyna westchnęła. - Naczelny przynajmniej nie będzie narzekał, że mu benzynę marnujemy.
Rafał wysiadł z pojazdu i upewnił się, że go zamknął. Raz tego nie zrobił, a z bagażnika zniknęła kamera, którą teraz spłacał szefowi. W źle oprocentowanych ratach, które miały być dla niego nauczką na przyszłość.
I tak też się stało. Uczył się na błędach, ale żona ciągle mu o nich przypominała.
Kiedy teraz patrzył na wrak spalonego samochodu i siedzącą nieopodal postać, stwierdził, że jednak jego życie nie jest takie złe. Kobieta miała najwyżej dwadzieścia trzy lata, a pół twarzy zalewała jej krew. Drugą połowę przeznaczyła na łzy i błoto w równych proporcjach. Obok sterczał policjant, który od niechcenia spisywał jej zeznania, a sanitariusz opatrywał jej dłoń. Część ubrania została nadpalona, a Rafał podejrzewał, że nie tylko żakiet ucierpiał podczas pożaru samochodu.
Z trudem rozpoznał markę.
To, co kiedyś było bmw 730i, teraz nadawało się jedynie do zezłomowania. Pod warunkiem, że strażakom uda się odkleić od siedzenia kierowcy ciało, którego Rafał widział fragment wystający przez drzwi. Poczuł je znacznie wcześniej, kiedy zbliżył się do miejsca wypadku z kamerą na ramieniu. Starał się oddychać przez usta, ale niewiele to pomagało. Otaczał go las, a w oddali słyszał rzekę. Zdawało mu się, że poczuł zimny zapach wody, ale dotarło do niego, że to jego parujący oddech. Próbował nakręcić kilka ujęć tak, by ominąć najbardziej drastyczne fragmenty sceny. Nieopodal samochodu zauważył zakrwawiony but. Sportowy i mocno już przechodzony.
- Idealnie - powiedział sam do siebie.
Policyjne reflektory ledwo rozświetlały otoczenie, więc włączył lampę. Zbliżył się do znaleziska i nakręcił kilka ujęć. Następnie z daleka spojrzał okiem kamery na samochód i przejechał szybko po zebranym niedaleko tłumie. Ludzie z pobliskiej wsi musieli być bardzo ciekawscy, bo na miejsce zdarzenia przybyło przynajmniej dwadzieścia osób. Od najbliższych zabudowań znajdowali się co najmniej dwa kilometry, więc Rafał zaczął się zastanawiać, kim byli poszkodowani. Dla zwykłego wypadku nikt nie tłukłby się w taką pogodę, by popatrzeć na trupa i płaczącą kobietę.
Podszedł do Justyny, która poprawiała włosy rozwiane przez wiatr.
- Wiesz coś? - spytał i wyłączył światło, by dziennikarka nie musiała mrużyć oczu. - To ktoś ważny?
- Jakiś lokalny przedsiębiorca. - Poprawiła niesforny kosmyk włosów, wsadzając go za ucho. - Sanitariusz mi coś tam powiedział. Michał Wawrzyniec. Chyba z pół wsi u siebie zatrudniał.
To mogło tłumaczyć, dlaczego teraz wszyscy wpatrywali się w dogasające ciało.
- Zaczynamy? - spytał operator, poprawiając kamerę na ramieniu.
- Tak, najpierw pójdziemy do ludzi - zadecydowała, taksując tłum wzrokiem. - Potem może uda się złapać policjanta, a jak będziemy mieli trochę szczęścia, to i żonę. Chyba ma na imię Agnieszka.
- Ta kobieta była jego żoną?
Mówiąc to, Rafał oderwał oko od wizjera, by przyjrzeć się reakcji dziennikarki na jego pytanie.
- "Była" to dobre słowo.
Poczuł się jak hiena cmentarna. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz w swoim życiu. Rafał był operatorem już przy wielu takich wypadkach, ale to nie pomagało mu oswoić się z takimi sytuacjami. Teraz przynajmniej nie wymiotował, jak zdarzyło mu się na samym początku kariery.
- Dobra, chodźmy, szkoda czasu.
Dziennikarka ruszyła w stronę zebranego przy drodze tłumu. Poruszała się z gracją, mimo tego, że jej szpilki zapadały się w grząskim gruncie. Rafał tłumaczył jej, że butów i tak nie będzie widać w kadrze, ale Justyna ani myślała słuchać. Chciała wyglądać tak, by jej zazdroszczono. I osiągnęła swój cel. Twarze w tłumie gapiów nie mogły oderwać się od dziennikarki.
Podeszła do pierwszej osoby, która wydawała jej się ciekawym rozmówcą.
- Dzień dobry, nazywam się...
- A, to pani - przerwała jej kobieta i poprawiła zawiązaną na głowie chustę. - Ja panią to z telewizora znam.
- Tak. - Justyna uśmiechnęła się sztucznie. - Chciałam zapytać, czy może wie pani, kim była ofiara wypadku, i nie powiedziałaby pani kilku słów do kamery.
Dziennikarka wskazała na Rafała, który machnął ręką i schował się za wizjerem. Nie przepadał za interakcjami z ludźmi, którzy później znikali z jego życia. Wątpił w to, by kiedykolwiek wrócił w okolice Kozłowa Biskupiego, o którym dziś usłyszał po raz pierwszy. Zaprzyjaźniony policjant podrzucał mu ciekawe tematy z okolicy, a on rewanżował się za to skrzynką piwa. Takiego nie za drogiego, ale pokazującego wdzięczność. PAP czasem spóźniał się z wiadomościami, a niektórych w ogóle nie przekazywał.
W tej branży liczyły się dwie rzeczy. Temat i to, kto go pierwszy pokaże. W sytuacjach takich jak ta żadne z powyższych nie miało znaczenia. Typowa zapchajdziura między reklamami, ale trzeba było czymś zapełnić wiadomości lokalne.
Rafał ustawił kamerę oraz światło i dał znać kciukiem Justynie, że jest gotów do pracy. Dziennikarka podstawiła więc mikrofon pod twarz kobiety, która zgodziła się coś powiedzieć.
- A znała, znała. - Rozmówczyni ciężko westchnęła. - Taka miła, taka miła, a teraz to pani zobaczy, jak wygląda.
Kobieta bez żadnego wstydu podniosła dłoń i wskazała na siedzącą nieopodal ofiarę wypadku. Krew dalej ściekała z jej rozciętego czoła, a lekarz starał się coś z tym zrobić.
- Powie nam pani coś więcej? - Justyna zignorowała latającą w powietrzu rękę rozmówczyni. - I proszę się przedstawić.
- Andryszkowa Janina. - Wyszczerzyła się. - Agnieszka Wawrzyniec to cudowna kobieta...