WSTĘP
Sztuka życia
Człowiek rodzi się po to, żeby przeżyć życie, i to od niego zależy, czy
go nie przegapi. Może oddychać, jeść, starzeć się i przybliżać się do
grobu - ale to nie będzie życie, tylko powolna śmierć. Od kołyski do
grobu... powolna śmierć trwająca siedemdziesiąt lat. A ponieważ miliony
ludzi wokół ciebie umierają taką stopniową, powolną śmiercią, ty także
zaczynasz ich naśladować. Dzieci uczą się wszystkiego od swoich
bliskich, a przecież otaczają nas sami umarli.
Najpierw chcę wam wyjaśnić, co moim zdaniem znaczy życie: nie starzenie
się, ale dojrzewanie. To dwa całkowicie odmienne zjawiska.
Starzeniu się podlega każde zwierzę. Dojrzewanie jest przywilejem istot
ludzkich. Korzystają z niego nieliczni.
Dojrzewanie oznacza wchodzenie coraz głębiej w podstawy życia, oznacza
oddalanie się od śmierci, nie zbliżanie się do niej. Im głębiej
wchodzisz w życie, tym lepiej pojmujesz swoją nieśmiertelność. Oddalasz
się od śmierci; w końcu nadchodzi chwila, w której widzisz, że śmierć
jest po prostu jak zmiana ubrania albo zmiana domu, zmiana formy. Nic
nie umiera, nic nie może umrzeć.
Śmierć to największa iluzja.
Aby zrozumieć, na czym polega dojrzewanie, popatrz na drzewo. Rosnąc w górę, jednocześnie zapuszcza korzenie coraz głębiej. Zachowana jest
równowaga - im wyżej drzewo rośnie, tym głębiej sięgają jego korzenie.
Pięćdziesięciometrowe drzewo nie może mieć małych korzeni, nie mogłyby
one przecież utrzymać tak wielkiego drzewa.
W życiu każdego człowieka dojrzewanie oznacza zagłębianie się siebie -
tam są korzenie.
Starzeniu się podlega każde zwierzę. Dojrzewanie jest przywilejem istot
ludzkich. Korzystają z niego nieliczni.
Dla mnie najważniejsza w życiu jest medytacja. Wszystko inne jest na
drugim miejscu. A najlepszy okres na medytację to dzieciństwo. Starzenie
to przybliżanie się do śmierci; coraz trudniej ci medytować.
Medytacja oznacza wniknięcie we własną nieśmiertelność, nieskończoność i boskość. Dziecku jest najłatwiej, bo jeszcze nie zostało obciążone przez
wiedzę, przez religię, wykształcenie, przez wszystkie te śmieci; jest
jeszcze niewinne.
Lecz, niestety, jego niewinność jest uważana za ignorancję. Ignorancja i niewinność mają pewne cechy wspólne, ale nie są tym samym. Obie
oznaczają stan niewiedzy, ale jest między nimi ogromna różnica, której
ludzkość nie zauważyła. Niewinność charakteryzuje się brakiem wiedzy,
ale też wcale jej nie pragnie. Jest całkowicie zadowolona, spełniona.
Małe dziecko nie ma ambicji, nie ma pragnień. Daje się porwać chwili:
ptak na drucie potrafi całkowicie przyciągnąć jego uwagę; zachwyca je
motyl i jego piękne kolory; tęcza na niebie... i nie wyobraża sobie, że
może być coś ważniejszego, bogatszego niż ta tęcza. I noc pełna gwiazd,
gwiazd nad gwiazdami...
Niewinność jest bogata, pełna, prawdziwa.
Ignorancja jest biedna, jest żebrakiem - chce tego, chce tamtego, chce
być wykształcona, chce być szanowana, mieć bogactwo i władzę. Ignorancja
idzie drogą pożądania. Niewinność to stan braku pożądania. Obie są
stanem braku wiedzy, toteż mamy o nich błędne pojęcie. Z góry zakładamy,
że są tym samym.
Pierwszy krok w sztuce życia będzie polegał na zrozumieniu różnicy
pomiędzy ignorancją i niewinnością. Niewinność potrzebuje opieki,
ochrony, bowiem dziecko przyniosło ze sobą na świat największy skarb;
skarb, do którego mędrcy docierają po wielu latach trudnych poszukiwań.
Odnalazłszy go, mówią, że znów stali się dziećmi, że urodzili się
ponownie. W Indiach prawdziwy bramin, ten który posiadł wiedzę, nazywa
siebie dwij, dwukrotnie urodzony. Dlaczego urodzony dwukrotnie? Co stało
się z pierwszymi narodzinami? Skąd potrzeba drugich narodzin? I co dają
takie powtórne narodziny?
Ignorancja idzie drogą pożądania. Niewinność to stan braku pożądania.
Drugie narodziny dają to samo co pierwsze, dają ponownie to, co
zniszczyło społeczeństwo, rodzice, ludzie z najbliższego otoczenia.
Każde dziecko zostaje wypchane wiedzą. Jego prostota musi być jakoś
usunięta, bo nie byłaby pomocna w opartym na rywalizacji świecie. Jego
prostota spowodowałaby, że uznano by go za prostaka; jego niewinność
byłaby wykorzystywana na każdym kroku. Obawiając się społeczeństwa,
obawiając się świata, który sami stworzyliśmy, staramy się sprawić, żeby
każde dziecko było sprytne, przebiegłe, wykształcone; żeby znalazło się
w tej części społeczeństwa, która rządzi, a nie w tej wyzyskiwanej i bezsilnej.
A gdy dziecko już zacznie rozwijać się w złym kierunku, później
kontynuuje tę drogę, jego całe życie podąża w tę stronę.
Gdy zrozumiesz, że przegapiłeś życie, podstawową sprawą, o którą musisz
zadbać, jest przywrócenie swojej niewinności. Porzuć wiedzę, zapomnij o świętych pismach, religiach, teologiach i filozofiach. Narodź się znowu,
stań się niewinnym; uda ci się. Wyrzuć z umysłu wszystko to, czego nie
poznałeś samodzielnie, co zapożyczyłeś, co należy do tradycji, co jest
zwyczajem. To zostało ci wpojone przez innych: przez rodziców,
nauczycieli, uniwersytety; po prostu pozbądź się tego. Jeszcze raz stań
się prostym, jeszcze raz bądź dzieckiem. I ten cud może nastąpić dzięki
medytacji.
Medytacja ma w sobie coś z zabiegu chirurgicznego; odcina cię od
wszystkiego, co nie jest twoje, i pozostawia tylko to, co jest twoją
prawdziwą istotą. Spala wszystkie dodatki i wystawia cię samiutkiego,
nagiego na słońce, na wiatr. Czujesz się, jakbyś był pierwszym
człowiekiem, który pojawił się na ziemi, który nic nie wie, musi
wszystko odkryć, być poszukiwaczem, udać się na pielgrzymkę.
Drugą zasadą jest udanie się na pielgrzymkę. Życie musi być
poszukiwaniem - nie pożądaniem, lecz szukaniem; nie ambicją, aby stać
się tym lub tamtym, prezydentem, premierem jakiegoś państwa, ale
dowiadywaniem się "kim jestem?".
To bardzo dziwne, że ludzie, którzy, nie wiedząc, kim są, starają się
być "kimś". Nawet nie wiedzą, kim są w tym momencie! Są nieświadomi
swojej własnej istoty, ale ich celem jest stawanie się kimś.
Stawanie się jest chorobą duszy.
Bycie jest tobą.
Odnaleźć istotę samego siebie, to znaczy rozpocząć życie. Każdy moment
staje się nowym odkryciem, przynosi nową radość. Nowa tajemnica otwiera
swoje drzwi, zaczyna rozkwitać w tobie nowa miłość, pojawia się
współczucie, którego wcześniej nie odczuwałeś, nowa wrażliwość na
piękno, na dobro. Stajesz się tak wrażliwy, że nawet najmniejsze źdźbło
trawy nabiera dla ciebie znaczenia. Twoja wrażliwość uzmysławia ci, że
to małe źdźbło trawy jest tak samo ważne jak największa gwiazda - bez
niego egzystencja byłaby niekompletna. To małe źdźbło trawy jest
wyjątkowe, niezastąpione, posiada swoją własną indywidualność.
Życie musi być poszukiwaniem - nie pożądaniem, lecz szukaniem; nie
ambicją, aby stać się tym lub tamtym, prezydentem, premierem jakiegoś
państwa, ale dowiadywaniem się "kim jestem?".
Ta wrażliwość umożliwia ci nowe przyjaźnie - przyjaźnie z drzewami,
ptakami, zwierzętami, oceanami, gwiazdami. Wraz z rozwojem miłości, wraz
z rozwojem przyjaźni życie staje się bogatsze.
Jest pewna piękna historia, która przydarzyła się Świętemu Franciszkowi.
Zawsze podróżował on na ośle, z miejsca na miejsce, dzieląc się swoimi
doświadczeniami. Kiedy już umierał, miało miejsce cudowne zdarzenie.
Wszyscy jego uczniowie zgromadzili się, żeby wysłuchać jego ostatnich
słów. Ostatnie słowa człowieka są zawsze najbardziej znaczącymi ze
wszystkich, jakie wypowiadał, ponieważ zawierają doświadczenie całego
jego życia.
Ale uczniowie nie mogli uwierzyć w to, co posłyszeli...
Św. Franciszek nie zwrócił się do swoich uczniów, tylko do osła.
Powiedział: "Bracie, jestem ci niezwykle wdzięczny. Nosiłeś mnie z jednego miejsca na drugie, nigdy nie narzekając ani nie marudząc. Zanim
opuszczę ten świat, wszystko czego pragnę, to tylko twoje przebaczenie
za to, że nie byłem ludzki dla ciebie". Takie były ostatnie słowa św.
Franciszka. Trzeba być niezwykle wrażliwym, żeby powiedzieć do osła:
"Bracie ośle..." i poprosić go o wybaczenie.
Kiedy stajesz się bardziej wrażliwy, życie robi się rozleglejsze. Nie
jest już małym stawem, ale oceanem. Nie jest już ograniczone do ciebie,
twojej żony i dzieci - nie jest w ogóle ograniczone. Cała egzystencja
staje się twoją rodziną i dopóki tak się nie stanie, nie wiesz, czym
jest życie, ponieważ żaden człowiek nie jest wyspą, wszyscy jesteśmy
związani ze sobą.
Kiedy stajesz się bardziej wrażliwy, życie robi się rozleglejsze.
Jesteśmy ogromnym kontynentem i pozostajemy powiązani ze sobą na milion
sposobów.
I jeżeli nasze serca nie są jednakowo pełne miłości dla wszystkiego,
nasze życie się kończy.
Medytacja obdarzy cię wrażliwością, silnym poczuciem przynależności do
świata. To nasz świat - gwiazdy są nasze, nie jesteśmy tu obcymi. W swojej istocie przynależymy do egzystencji. Jesteśmy jej częścią,
jesteśmy jej sercem.
Po drugie, medytacja doprowadzi cię do wielkiej ciszy - ponieważ
wszystkie śmieci zostaną odrzucone. Odchodzą także myśli będące częścią
wiedzy... wielka cisza, będziesz zdziwiony - ta cisza jest jedyną muzyką,
jaka istnieje.
Każda muzyka to tylko usiłowanie zamanifestowania tej ciszy. Mędrcy
starożytnego Wschodu podkreślali, że każda wielka sztuka - muzyka,
poezja, taniec, malarstwo, rzeźba - rodzi się z medytacji. Sztuka, dla
tych, którzy nie są jeszcze gotowi, żeby udać się na pielgrzymkę, jest
pewną próbą sprowadzenia niepoznawalnego świata na ten znany świat. Jest
dla nich darem. Na przykład pieśń albo posąg mogą być inspiracją do
poszukiwań źródła.
Następnym razem, kiedy wejdziesz do świątyni buddyjskiej, usiądź w ciszy
i przyjrzyj się posągowi Buddy. Ponieważ posiada on szczególne
proporcje, kiedy będziesz patrzył na niego, wejdziesz w ciszę. To posąg
medytacji, a nie Buddy.
Dlatego też wszystkie te posągi wyglądają podobnie - Mahawiry, Buddy,
Neminathy, Adhinathy... Dwudziestu czterech dżinijskich tirthankarów - w jednej świątyni znajdziesz dwadzieścia cztery, całkowicie podobne do
siebie posągi. W dzieciństwie pytałem swojego ojca: "Czy możesz mi
wyjaśnić, jak to możliwe, że dwadzieścia cztery osoby są zupełnie takie
same - ten sam wzrost, nos, taka sama twarz, takie samo ciało?".
A on mi odpowiadał: "Nie wiem. Zawsze dziwiło mnie, że nie różnią się
oni od siebie ani o włos. A to przecież niesłychane - na całym świecie
nie ma nawet dwóch takich samych osób, a co dopiero dwudziestu
czterech".
Ale kiedy rozkwitła moja medytacja, sam znalazłem odpowiedź. Nikt mi nie
powiedział, sam odkryłem, że te posągi nie mają nic wspólnego z ludźmi.
Natomiast pokazują to, co wydarzyło się we wnętrzu tych dwudziestu
czterech ludzi, a było to dokładnie to samo. Nie powinniśmy się martwić
o to, co jest na zewnątrz, tylko zwrócić uwagę na to, co jest wewnątrz.
To, co na zewnątrz, jest nieważne. Ktoś jest młody, ktoś inny stary,
jeden jest czarny, drugi biały, mężczyzna czy kobieta - to nie ma
znaczenia. Ale ważne jest, że we wnętrzu znajduje się ocean ciszy. W tym
oceanicznym stanie ciało przyjmuje pewną specyficzną pozycję.
Możesz to zauważyć u siebie, ale zwykle nie jesteś tego świadomy. Kiedy
jesteś zły, czy zauważyłeś? Twoje ciało przyjmuje pewną postawę. W złości nie możesz utrzymać otwartych rąk, zaciskasz je w pięści. Gniew
nie pozwala ci się uśmiechać - a może pozwala? Wraz z emocją ciało
przyjmuje specyficzną postawę.
Tak więc te posągi są wykonane w taki sposób, że kiedy tylko usiądziesz
i w ciszy będziesz na nie patrzeć, a później zamkniesz oczy i pojawi się
wewnętrzny obraz, wtedy zaczniesz odczuwać coś, czego nigdy wcześniej
nie czułeś. Te posągi i świątynie nie zostały zbudowane po to, żeby
czcić bóstwa, ale żeby zdobyć doświadczenia. Są naukowymi laboratoriami
- nie mają nic wspólnego z religią. Przez wieki wykorzystywano pewną
tajemną naukę po to, ażeby przyszłe pokolenia mogły skorzystać z doświadczeń poprzednich pokoleń. Nie poprzez księgi ani słowa, ale
poprzez coś sięgającego głębiej - poprzez ciszę, medytację i spokój.
Kiedy twoja cisza się rozrasta, przyjaźń i miłość rośnie, twoje życie
staje się w każdej chwili tańcem, radością, świętowaniem.
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego na całym świecie, w każdej
kulturze, w każdym społeczeństwie kilka dni jest poświęconych świętom?
Te kilka dni świąt stanowi tylko rekompensatę - społeczeństwo odebrało
cały świąteczny nastrój z twojego życia i jeżeli w zamian za to nic by
nie dało, twoje życie mogłoby zagrażać kulturze.
Każda kultura musi dać ci jakąś rekompensatę, żebyś nie był zupełnie
nieszczęśliwy i smutny. Ale ta rekompensata jest fałszywa.
Sztuczne ognie i kolorowe światła nie są w stanie sprawić ci radości. Są
one dobre dla dzieci - ciebie tylko denerwują. Ale w twoim wewnętrznym
świecie bez przerwy możesz mieć światła, pieśni i radość.
Zawsze pamiętaj, że społeczeństwo daje ci rekompensatę, kiedy czuje, że
to, co stłumione, może eksplodować, stwarzając niebezpieczną sytuację.
Społeczeństwo znajduje sposób na to, żeby uwolnić to, co stłumione - ale
nie jest to prawdziwe święto i nie może nim być.
Prawdziwe świętowanie powinno wypływać z twojego życia w twoje życie.
Prawdziwe święto nie może być uzależnione od kalendarza - 24 grudnia
masz świętować. To dziwne, przez cały rok czujesz się nieszczęśliwy, a 24 grudnia nagle przestajesz i się cieszysz? Albo nieszczęście było
fałszywe, albo 24 grudnia jest fałszywy, obydwa nie mogą być prawdziwe.
A kiedy kończy się święto, znowu wracasz do czarnej dziury; każdy jest
nieszczęśliwy i niespokojny.
Życie powinno być bezustannym świętowaniem, festiwalem światła przez
cały rok. Tylko wtedy możesz dorosnąć i rozkwitnąć.
Przekształć wszystkie drobne rzeczy, tak żebyś mógł je celebrować.
Na przykład w Japonii mają ceremonię picia herbaty. W każdym klasztorze
zen i w każdym domu, jeżeli go stać na to, znajduje się mała świątynia
przeznaczona do picia herbaty. Wtedy herbata nie jest już dłużej zwykłą,
świecką rzeczą, jej picie przekształcono w świętowanie. Świątynia do
picia herbaty jest specjalnie zbudowana - w pięknym ogrodzie, ze stawem
z łabędziami i mnóstwem kwiatów. Przychodzą goście, którzy muszą
zostawiać na zewnątrz buty, bo jest to świątynia. A kiedy tam wchodzisz,
nie możesz mówić, musisz zostawić swoje myśli i mowę na zewnątrz razem z butami. Siadasz w postawie medytacyjnej, a gospodyni, kobieta, która
przygotowuje herbatę dla ciebie - jej ruchy są pełne gracji, tak jakby
tańczyła - kładzie czarki i talerzyki przed tobą, jakbyś był bogiem. Z takim samym szacunkiem... kłania się przed tobą i dostajesz herbatę.
Herbata jest przygotowywana w specjalnym samowarze, który wydaje piękne
dźwięki, gra swoją własną muzykę. Najpierw trzeba wysłuchać muzyki
herbaty, jest to część całej ceremonii. Tak więc każdy jest cichy,
zasłuchany... ptaki śpiewają na zewnątrz w ogrodzie i samowar... herbata
tworzy swoją własną pieśń. Wkoło spokój...
Kiedy herbata jest już gotowa i zostaje nalana do czarek, nie pijesz jej
od razu, tak jak to wszędzie robią ludzie. Najpierw wąchasz jej aromat.
Później pijesz ją małymi łykami, jakby była nie z tego świata. Ktoś może
zacząć grać na flecie albo sitar. Zwyczajna rzecz - picie herbaty - a oni uczynili z niej piękny religijny festiwal. Po ceremonii każdy
wychodzi z niej pełen energii, odświeżony, młodszy, ożywiony.
I to, co zostało zrobione z herbatą, można zrobić ze wszystkim - z twoim
ubraniem, z jedzeniem. Ludzie zwykle żyją jak we śnie, w przeciwnym
wypadku zobaczyliby, że każda tkanina, każdy materiał posiada swoje
własne piękno, wywołuje specyficzne odczucie. Jeżeli jesteś wrażliwy,
wtedy ubranie nie służy tylko do okrywania ciała. Wyraża twoją
indywidualność, twój smak, kulturę, twoją istotę. Wszystko, co robisz,
powinno wyrażać ciebie, powinno mieć twój podpis. Wtedy życie staje się
bezustannym świętowaniem.
Nawet wtedy, kiedy zachorujesz i leżysz w łóżku, możesz te chwile
leżenia w łóżku uczynić pięknymi i radosnymi, chwilami relaksu i odpoczynku, medytacji, słuchania muzyki czy poezji. Nie musisz być
smutny dlatego, że jesteś chory. Powinieneś być szczęśliwy, że wszyscy
są w pracy, a ty w swoim łóżku, jak król, zrelaksowany - ktoś
przygotowuje ci herbatę, samowar śpiewa swoją pieśń, przyjaciel
zaproponował, że przyjdzie i zagra dla ciebie na flecie...
Te rzeczy są ważniejsze niż jakiekolwiek lekarstwo. Kiedy jesteś chory,
wzywasz lekarza. Ale ważniejsze jest, żebyś zaprosił tych, których
kochasz, ponieważ nie ma lepszego lekarstwa od miłości. Zawezwij tych,
którzy mogą wokół ciebie stworzyć piękno, muzykę, poezję, bo nic nie
leczy tak jak nastrój świętowania. Lekarstwo jest najmniej skutecznym
sposobem leczenia - ale wygląda na to, że zapomnieliśmy o wszystkich
pozostałych, więc musimy być uzależnieni od lekarstwa, zrzędząc i martwiąc się, jakby zabrakło nam jakiejś wielkiej radości, którą
mieliśmy w pracy! W pracy czujesz się nieszczęśliwy; jeden dzień bez
niej i znowu jej potrzebujesz - nie możesz bez niej żyć.
Spraw, żeby wszystko było twórcze, z najgorszego zrób najlepsze - to
właśnie nazywam sztuką życia. I jeżeli człowiek przeżył całe swoje
życie, nadając jego każdej chwili i każdej jego fazie piękno,
napełniając miłością i radością, wtedy w naturalny sposób jego śmierć
będzie ostatecznym zwieńczeniem wszystkich życiowych wysiłków. Ostatnie
dotknięcie... jego śmierć nie będzie brzydka, tak jak to zwykle zdarza się
wszystkim, każdego dnia.
Jeżeli śmierć jest brzydka, oznacza to, że całe życie zostało
zmarnowane. Śmierć powinna być spokojną akceptacją, pełnym miłości
wejściem w nieznane, radosnym pożegnaniem starych przyjaciół, starego
świata. Nie powinno być w tym żadnej tragedii.
Pewien mistrz zen, Lin Czi, umierał. Tysiące jego uczniów zebrało się,
żeby wysłuchać jego ostatniej mowy, ale Lin Czi, po prostu leżał -
radosny, uśmiechnięty - ale nie wypowiedział ani jednego słowa.
Widząc, że mistrz wkrótce umrze i nic nie mówi, stary przyjaciel, inny
mistrz, który nie był uczniem Lin Czi - zapytał go, dlaczego nic nie
powiedział: "Lin Czi, czy zapomniałeś, że miałeś wypowiedzieć swoje
ostatnie słowa? Zawsze uważałem, że masz słabą pamięć. Umierasz...
zapomniałeś?".
Lin Czi powiedział: "Słuchaj". W tym momencie na dachu dwa wróble goniły
się i ćwierkały. Mistrz powiedział: "Jak pięknie" i umarł.
Przez chwilę, kiedy powiedział: "Słuchaj", zapanowała absolutna cisza.
Każdy myślał, że mistrz powie coś wspaniałego, a tu tylko dwa wróble na
dachu, bijące się, ćwierkające, goniące się... Mistrz uśmiechnął się i umarł. Ale przekazał swoją ostatnią naukę: nie dziel rzeczy na małe i duże, trywialne i ważne. Wszystko jest tak samo ważne. W tym momencie
śmierć Lin Czi stała się tak samo ważna, jak dwa wróble bijące się ze
sobą na dachu; nie ma między nimi żadnej różnicy. Dla egzystencji to
wszystko jedno. Taka była jego filozofia, nauka całego życia - nie ma
niczego, co jest wielkie, ani niczego, co jest małe. Wszystko zależy od
ciebie i tego, co z tym zrobisz.
Zacznij od medytacji, wtedy pewne rzeczy zaczną w tobie wzrastać -
cisza, spokój, ekstaza, wrażliwość. I wszystko to, co powstanie z medytacji, staraj się wykorzystać w życiu. Dziel się tym, ponieważ
wszystko, czym się dzielisz, szybciej wzrasta. A kiedy dojdziesz do
momentu śmierci, będziesz wiedział, że nie ma śmierci. Możesz powiedzieć
"do widzenia", nie ma potrzeby ronić łzy smutku - może tylko łzy
radości, ale nie smutku.
Ale musisz zacząć od niewinności.
Tak więc najpierw wyrzuć całe to gówno, które nosisz ze sobą - a każdy
nosi ze sobą tyle gówna! Ciekawe po co? Tylko dlatego, że ludzie
powiedzieli ci, że są to wielkie idee, zasady... Nie wykazałeś się tutaj
własną inteligencją. Skorzystaj z niej.
Życie jest bardzo proste, jest radosnym tańcem. I cała Ziemia może być
pełna radości i tańca, ale są tacy ludzie, którzy wiele zainwestowali w to, żeby nikt nie cieszył się życiem, żeby nikt się nie śmiał. Mówią, że
życie jest grzechem, jest karą. Jak można cieszyć się życiem, kiedy
żyjesz w atmosferze, w której ciągle ci się wmawia, że jest to kara, że
cierpisz, bo zrobiłeś źle, że życie jest więzieniem, do którego zostałeś
wtrącony, żeby cierpieć?
A ja ci mówię, że życie nie jest więzieniem, nie jest żadną karą. Jest
nagrodą, zostało dane tylko tym, którzy na nie zarobili, którzy na nie
zasługują. Teraz masz prawo, żeby się nim cieszyć, grzechem będzie,
jeżeli nie będziesz tego robił. Wystąpisz przeciwko egzystencji, jeżeli
nie będziesz go upiększać, jeżeli nic z nim nie zrobisz. Pozostaw je po
sobie szczęśliwszym, piękniejszym, bardziej wonnym.
DEFINICJE
Od ignorancji do niewinności
Dojrzałość oznacza to samo co niewinność, z jedną różnicą - jest
odzyskaną niewinnością, ponownie uchwyconą. Każde dziecko rodzi się
niewinne, ale każde społeczeństwo je psuje. Każde społeczeństwo, do dziś
dnia, doprowadza do zepsucia każdego dziecka. Wszystkie kultury opierają
się na wyzysku niewinności dziecka, na wyzysku dziecka, na uczynieniu z niego niewolnika, na wykorzystaniu go do swoich własnych celów -
politycznych, socjalnych, ideologicznych. Cały wysiłek zostaje
skierowany na to, żeby w jakimś specjalnym celu zwerbować dziecko na
niewolnika. Te cele są ustanowione przez usankcjonowane prawa. Kapłani i politycy współdziałają ze sobą w głębokiej konspiracji, pracują razem.
W chwili gdy dziecko staje się częścią społeczeństwa, zaczyna tracić coś
niesłychanie wartościowego - zaczyna tracić kontakt z Bogiem. Staje się
coraz bardziej i bardziej skoncentrowane na głowie, zupełnie zapomina o sercu - a serce jest mostem prowadzącym do własnej istoty. Bez serca nie
jesteś w stanie dosięgnąć swojej własnej istoty - to niemożliwe. Z głowy
nie ma żadnej drogi prowadzącej bezpośrednio do istoty, trzeba przejść
przez serce. Społeczeństwo występuje przeciwko miłości, przeciwko
uczuciom, potępia uczucia jako sentymentalizm. Od wieków potępia
wszystkich kochanków, z tego prostego powodu, że miłość nie pochodzi z głowy, tylko z serca. Człowiek, który potrafi kochać, prędzej czy
później odkryje swoją istotę - a gdy tylko ją odkryje, staje się
wyzwolony ze wszystkich struktur, ze wszystkich schematów. Wyzwala się z każdej niewoli. Jest samą wolnością.
Każde dziecko rodzi się niewinne, ale zostaje wyuczone przez
społeczeństwo. Dlatego też potrzebne są szkoły, college, uniwersytety -
ich funkcją jest zniszczenie ciebie, zepsucie cię.
Dojrzałość oznacza ponowne uzyskanie straconej niewinności, odzyskanie
swojego własnego raju, ponowne stanie się dzieckiem. Oczywiście jest
różnica - zwyczajne dziecko zostaje doprowadzone do zepsucia, ale kiedy
odzyskasz swoje dzieciństwo, staniesz się niepodatny na zepsucie. Nikt
nie będzie cię mógł zepsuć, staniesz się wystarczająco inteligentny -
poznasz, co społeczeństwo ci zrobiło, będziesz czujny i uważny i nie
pozwolisz, żeby znowu to się zdarzyło.
Dojrzałość jest odrodzeniem, duchowym odrodzeniem. Świeżym spojrzeniem
zaczynasz patrzeć na egzystencję. Z miłością w sercu podchodzisz do
życia. W ciszy i z niewinnością zagłębiasz się w swoją najgłębszą
istotę. Już więcej nie jesteś tylko głową. Najpierw stajesz się sercem,
a później nawet przekraczasz je.
Dojrzałość oznacza ponowne uzyskanie straconej niewinności, odzyskanie
swojego własnego raju, ponowne stanie się dzieckiem. Oczywiście jest
różnica - zwyczajne dziecko zostaje doprowadzone do zepsucia, ale kiedy
odzyskasz swoje dzieciństwo, staniesz się niepodatny na zepsucie.
Przejście poza myśli i uczucia i stanie się czystym byciem to
dojrzałość. Dojrzałość jest ostatecznym rozkwitem medytacji.
Jezus powiedział: "Dopóki nie narodzicie się na nowo, nie wejdziecie do
królestwa bożego". Miał rację, musisz się na nowo narodzić.
Każdy Adam i każda Ewa zostaną wypędzeni z rajskiego ogrodu i muszą
zbłądzić. To jedyny sposób odzyskania dzieciństwa - najpierw musisz je
stracić.
Kiedyś Jezus stał na placu targowym i ktoś go zapytał: "Kto jest godny
tego, żeby wejść do twojego królestwa bożego?". Jezus rozejrzał się
dokoła. Był tam rabin, który wysunął się trochę do przodu, bo myślał, że
zostanie wybrany - ale nie został. Był to najbardziej cnotliwy człowiek
w mieście - moralista i purytanin. Jezus rozejrzał się dokoła i zobaczył
małe dziecko, które nie spodziewało się, że będzie wybrane, które nie
poruszyło się nawet o cal. W najmniejszym stopniu nie wyobrażało sobie,
że będzie wybrane, wcale się tego nie spodziewało. Cieszyło się tylko
całą sceną - tłumem, Jezusem i ludźmi, którzy rozmawiali, i tylko
słuchało. Jezus zawołał dziecko, wziął je na ręce i powiedział do tłumu:
"Ci, którzy są jak to małe dziecko, oni tylko zasługują, żeby wejść do
królestwa bożego".
Ale pamiętaj, że powiedział: "Ci, którzy są jak to małe dziecko", a nie:
"Ci, którzy są małymi dziećmi". To wielka różnica. Jezus nie powiedział:
"To dziecko wejdzie do królestwa bożego", ponieważ każde dziecko
zostanie zepsute, musi zbłądzić. Każdy Adam i każda Ewa zostaną
wypędzeni z rajskiego ogrodu i muszą zbłądzić. To jedyny sposób
odzyskania dzieciństwa - najpierw musisz je stracić. To bardzo dziwne,
ale takie właśnie jest życie. To paradoksalne, ale życie jest
paradoksem. Żeby poznać prawdziwe piękno swojego dzieciństwa, najpierw
musisz je stracić, w przeciwnym przypadku nigdy go nie poznasz.
Ryba nigdy nie wie, gdzie jest ocean, dopóki nie wyłowisz jej z oceanu i nie rzucisz na piasek w palącym słońcu - wtedy będzie wiedzieć, gdzie
jest ocean. Będzie za nim tęsknić, zrobi wszystko, żeby do niego
powrócić, i wskoczy do niego. To ta sama ryba, a jednak nie ta sama. To
ten sam ocean, a jednak nie ten sam, ponieważ ryba nauczyła się nowej
lekcji. Teraz jest świadoma, teraz wie: "To jest ocean i to jest moje
życie. Bez niego nie ma mnie - jestem jego częścią".
Każde dziecko musi stracić swoją niewinność i ją odzyskać. Utrata jest
tylko połową procesu - wielu ją straciło, ale tylko nieliczni odzyskali.
To wielkie, wielkie nieszczęście. Każdy ją traci, ale jak do tej pory
odzyskali tylko Budda, Zaratustra, Kriszna i Jezus. Jezus to nikt inny
jak Adam wracający z powrotem do domu. Maria Magdalena to nikt inny jak
Ewa wracająca do domu. Zostali wyciągnięci z morza i zobaczyli
nieszczęścia i głupotę. Zobaczyli, że życie poza oceanem to żadna
przyjemność.
W chwili, kiedy staniesz się świadomy tego, że bycie częścią
jakiegokolwiek społeczeństwa, przynależność do jakiejkolwiek religii,
jakiejkolwiek kultury, to życie w nieszczęściu, to pozostawanie w więzieniu - w tym samym dniu zaczniesz zrzucać kajdany. Dojrzałość jest
powrotem, odzyskaniem niewinności.
Dojrzałość i starość
Istnieje wielka różnica pomiędzy dojrzałością i starością, ale ludzie
zawsze mylą je ze sobą. Ludzie myślą, że zestarzeć się znaczy dojrzeć -
ale starzenie się przynależy do ciała. Każdy się starzeje, każdy będzie
stary, ale niekoniecznie dojrzały. Dojrzałość to wewnętrzny rozwój.
Na starzenie się nie jesteś w stanie nic poradzić, starzenie wydarza się
w sferze fizycznej. Każde nowo narodzone dziecko z czasem stanie się
stare. Dojrzałość jest czymś, co wprowadzasz do swojego życia - pochodzi
ze świadomości. Kiedy ktoś starzeje się z pełną świadomością, staje się
dojrzały. Starzenie się plus świadomość, doświadczenie plus świadomość -
to dojrzałość.
Można doświadczać rzeczy na dwa sposoby. Po prostu doświadczasz ich,
jakbyś był zahipnotyzowany, nieświadomy, kiedy nie zwraca uwagi na to,
co się dzieje - rzeczy się wydarzają, ale ciebie nie ma. Nie wydarzają
się w twojej obecności, jesteś nieobecny. Tylko przechodzisz obok, nigdy
nie wywołują w tobie żadnego odzewu. Nigdy nie pozostawiają żadnego
śladu na tobie, a ty niczego się od nich nie uczysz. To może stać się
częścią twojej pamięci, ponieważ w jakiś sposób przy tym byłeś, ale
nigdy nie stanie się mądrością. W ten sposób nigdy nie dorośniesz, tylko
się zestarzejesz.
Na starzenie się nie jesteś w stanie nic poradzić, starzenie wydarza się
w sferze fizycznej. Każde nowo narodzone dziecko z czasem stanie się
stare. Dojrzałość jest czymś, co wprowadzasz do swojego życia - pochodzi
ze świadomości.
Jeśli jednak wprowadzisz świadomość do doświadczenia, to samo
doświadczenie doprowadzi cię do dojrzałości.
Istnieją dwa sposoby przeżywania życia; pierwszy to życie w głębokim
śnie - wtedy się starzejesz, w każdym momencie stajesz się starszy, w każdym momencie umierasz, to wszystko. Całe twoje życie składa się z długiej powolnej śmierci. Ale jeśli wprowadzisz świadomość do swoich
doświadczeń - do wszystkiego, co robisz, wszystkiego, co ci się wydarza,
będziesz tego świadomy, czujny, obecny, uważny. Delektujesz się
doświadczeniem pochodzącym ze wszystkich zakątków, starasz się zrozumieć
jego znaczenie, starasz się dotrzeć do jego głębi. To, co ci się
wydarza, starasz się przeżyć w całej pełni i intensywności - wtedy nie
jest to powierzchowne zjawisko. Głęboko w tobie coś się zmienia. Stajesz
się bardziej uważny. Jeżeli popełniasz błąd, nigdy więcej go nie
powtarzasz.
Dojrzała osoba nigdy nie popełnia dwa razy tego samego błędu. Ale ktoś,
kto jest tylko stary, bezustannie popełnia te same błędy. Jego życie
toczy się po okręgu - nigdy niczego się nie uczy. Możesz być zły
dzisiaj, byłeś zły wczoraj i przedwczoraj, będziesz zły jutro i pojutrze. Raz za razem się złościsz, raz za razem tego żałujesz, raz za
razem podejmujesz poważną decyzję, że już nigdy więcej nie będziesz się
złościć. Ale ta decyzja nic nie zmienia - kiedy tylko coś ci
przeszkadza, wściekłość przejmuje ster, stajesz się opętany i popełniasz
ten sam błąd. Starzejesz się.
Dojrzała osoba nigdy nie popełnia dwa razy tego samego błędu. Ale ktoś,
kto jest tylko stary, bezustannie popełnia te same błędy. Jego życie
toczy się po okręgu - nigdy niczego się nie uczy.
Gdybyś w pełni przeżył doświadczenie gniewu, nigdy więcej nie złościłbyś
się. Jedno doświadczenie wystarczy, żeby nauczyć cię, że jest to
absurdalne, po prostu głupie - nie jest to żaden grzech, tylko głupota.
Bez potrzeby ranisz siebie i innych. Gra nie jest warta świeczki. Wtedy
stajesz się dojrzały. Jutro sytuacja się powtórzy, ale nie gniew. I człowiek, który stał się dojrzały, nie zadecydował, że nie będzie się
złościł, nie - to byłaby oznaka niedojrzałości. Człowiek dojrzały nigdy
nie podejmuje decyzji na przyszłość, sama dojrzałość się tym zajmuje.
Żyjesz w dniu dzisiejszym i to życie zadecyduje, jaka będzie przyszłość,
ona z niego wypłynie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki