ROZDZIAŁ 2
Konkurs
Patrycji przeszło przez myśl, by poprosić Maryśkę o pomoc w doprowadzeniu się do porządku przed przyjściem Marka, ale ostatecznie uznała, że jeśli ma być z nim na dobre i na złe, to chce, by znał prawdziwą ją, a nie jej sztucznie ulepszoną wersję. Nawet w takich momentach jak ten dzisiejszy. Dlatego nie stroiła się zbytnio na jego przyjście. Zmieniła tylko powyciągany podkoszulek na bardziej dziewczęcą koszulkę na ramiączkach, na którą narzuciła lekki turkusowy sweterek. Zwilżyła też włosy, żeby wgnieść w nie krem i łatwiej je ułożyć. Przynajmniej jej fryzura miała dzisiaj szansę prezentować się dobrze. Wysuszyła i rozczesała kosmyki, po czym pośpiesznie umyła zęby i zabrała się za minimalistyczny makijaż, którym miała nadzieję zatuszować cienie pod oczami i nieco chorobliwą bladość.
Po nałożeniu korektora i odrobiny różu przez chwilę patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Uśmiechnęła się do siebie. Była sobą. I dzięki temu, że Marek znał jej sekret, nie musiała przed nim udawać nikogo innego. A bez wyrazu cierpienia, który był widoczny na jej twarzy jeszcze półtorej godziny temu, wyglądała teraz... Nie najgorzej. Nie dało się ukryć, że poprzednia noc bardzo ją wymęczyła, jednak radość z tego, że zaraz zobaczy Marka, sprawiła, że była rozpromieniona. Nie mogła się doczekać, by być blisko niego.
Ledwo usiadła w salonie, gdy zadzwonił dzwonek. W dwie sekundy była przy drzwiach. Jeszcze zanim je otworzyła, jej serce zaczęło bić szybciej - ale być może przez to, że tak szybko zerwała się z kanapy. Gdy tylko zobaczyła Marka, bez namysłu rzuciła mu się na szyję.
Odwzajemnił jej uścisk jedną ręką, drugą trzymając w kieszeni.
Po dłuższej chwili odsunęła się od niego.
- Wejdziesz? - zapytała, uśmiechając się promiennie. W jego oczach widziała iskierkę odwzajemnionej radości z ich spotkania, lecz jego twarz była poważna. Pati postanowiła zignorować ukłucie niepokoju, które zaczęło znów ściskać jej żołądek. - No chodź. - Chwyciła go za rękaw płaszcza i stanęła na palcach, żeby go pocałować.
Nieznacznie obrócił głowę tak, że całus wylądował w kąciku jego ust.
- Okej - powiedział. Przeszedł obok niej i zatrzymał się w przedpokoju.
Z trudem przełknęła ślinę. Teraz była pewna, że coś jest nie tak. A myśl o tym, iż może to być coś więcej niż pretensja, że się o nią martwił, powoli wypalała dziurę w jej sercu.
- Może chodźmy do mojego pokoju? - zaproponowała.
Zawahał się i przez moment wyglądał, jakby nasłuchiwał, czy w domu jest ktoś jeszcze. Z wnętrza dobiegał dźwięk włączonego telewizora, ale Patrycja nie słyszała nic poza nierównym oddechem Marka. A może to był jej oddech?
W końcu chłopak rozpiął płaszcz i powiesił go na wieszaku, po czym nieśpiesznie zdjął buty i ustawił je równo na wycieraczce.
- Dzień dobry - przywitał się uprzejmie z rodzicami Pati, kiedy mijali salon. Jak gdyby nigdy nic.
- Miło cię znowu widzieć! - zawołała radośnie Bożena.
- Państwa też, jak zawsze. - Uśmiechnął się lekko.
- Rozumiem, że teraz będziemy się widywać częściej? - zapytał Stefan z nutą ojcowskiej troski w głosie.
Marek zmarszczył brwi i rzucił Patrycji pytające spojrzenie.
- Mmm... - zaczął niepewnie.
- Pogadacie sobie później - przerwała mu Pati. Chwyciła chłopaka pod ramię i pociągnęła w stronę schodów. - Na razie go porywam.
Gdy tylko weszli do jej pokoju, usiadła na łóżku. Marek zatrzymał się przy drzwiach, przyglądając się jej badawczym wzrokiem. Wsunął kciuki do przednich kieszeni spodni i oparł się o framugę.
- No więc... - zaczęła powoli, siląc się na lekkość wypowiedzi i nie patrząc na niego. - Powiedziałam rodzicom, że jesteś moim chłopakiem.
Zdała sobie sprawę, że zabrzmiało to tak, jakby tłumaczyła się z jakiegoś występku. A przecież byli razem, prawda? I chyba Marek nie miał problemu z tym, żeby wszyscy o tym wiedzieli? Podniosła na niego oczy.
Kącik ust chłopaka uniósł się mimowolnie o kilka milimetrów, ale powstrzymał uśmiech.
- Nie powinnam? - zapytała i przygryzła dolną wargę.
Marek przymknął powieki i westchnął głęboko.
- Nie wiem - odparł po chwili, która wydawała jej się wiecznością.
Patrycja poczuła pieczenie w klatce piersiowej, jak gdyby dziura w jej sercu zapłonęła żywym ogniem.
- Nie wiesz? - wydusiła z siebie, nie odrywając od niego spojrzenia. Nie chciała przegapić ani jednego grymasu, ani jednego gestu.
Zastanawiał się nad czymś, z oczami do połowy zakrytymi gęstymi rzęsami.
- Nie wiem - powtórzył.
Przez kilka długich sekund żadne z nich nic nie mówiło. On nadal nie patrzył wprost na nią, a ona wciąż intensywnie się w niego wpatrywała, próbując znaleźć odpowiedź w jego mowie ciała. Mięśnie szczęki miał nieco napięte, ale wyraz jego twarzy był łagodny i nie zdradzał nic poza głębokim zamyśleniem. Trwał w bezruchu, poza poruszającymi się pod powiekami gałkami ocznymi i wskazującym palcem prawej ręki, którym wystukiwał na udzie niespokojny rytm.
Pati też zamarła, czekając na jakąś akcję z jego strony. Najbardziej pragnęła wstać i przytulić go, ale była jak sparaliżowana, a w głowie miała pustkę.
W końcu jednak nie wytrzymała.
- O co chodzi? - odezwała się drżącym głosem.
Marek rzucił jej szybkie spojrzenie, po czym w sekundę znalazł się obok niej na łóżku. W prawej dłoni trzymał telefon, który musiał w międzyczasie wyjąć z kieszeni.
Wzrok Patrycji powędrował ku wyłączonemu ekranowi, po którym chłopak powoli przesuwał kciukiem, a potem z powrotem na Marka. Miała złe przeczucia, choć wiedziała, że to irracjonalne. Przecież nie zrobiła nic, o co mógłby być na nią zły.
Chłopak odchrząknął i znowu westchnął.
- Koleżanka była na tej samej imprezie co ty - powiedział.
- Połowa szkoły tam była - zauważyła, ale zaraz ugryzła się w język. To nie był dobry moment na tego typu komentarze. - I co? - dopytała, przewijając w myślach wspomnienia z sylwestra. Już podejrzewała, o co mogło chodzić, a jej niepokój powoli ustępował miejsca złości. Kim była ta koleżanka Marka, żeby opowiadać mu o tym, co Pati robiła na imprezie? I czemu właściwie go to interesowało? To było, zanim zdecydowała, że chce z nim być.
- Podesłała mi kilka zdjęć - wyjaśnił, wybierając jedną z fotografii z galerii. Przedstawiała parkiet, na którym tańczyły pary i grupki ludzi z kieliszkami w dłoniach. Rozpoznała też, oczywiście, siebie i Tomka. Po przybliżeniu tego fragmentu zdjęcia dosyć wyraźnie było widać ich namiętny pocałunek. Ona trzymała ręce na jego karku, on wplatał palce jednej dłoni w jej włosy, a drugą przyciągał ją do siebie. Perfekcyjnie uchwycona chwila, w której na zaledwie kilka sekund Patrycja straciła panowanie nad sobą.
Przez moment zastanawiała się, co powiedzieć. Czuła, jak krew zaczyna jej mocniej pulsować w żyłach. Z jednej strony wiedziała, jak to wyglądało i jak wielką przykrość musiało sprawiać Markowi. Sama nie chciałaby widzieć, jak on całuje się z inną dziewczyną. Z drugiej strony, absolutnie nie czuła się winna. "To było, zanim podjęłam moją decyzję" - powtarzała sobie.
Zmarszczyła brwi. Nie zamierzała się tłumaczyć. Oderwała oczy od zdjęcia i spojrzała na Marka, który nie spuszczał wzroku z wyświetlacza. Na jego twarzy malował się ból.
- Gdybym wiedział, że to konkurs na to, kto lepiej całuje, bardziej bym się postarał za pierwszym razem - rzucił gorzko.
Pati poczuła, jak coś się w niej gotuje. Zacisnęła dłonie na brzegu materaca.
- Serio?! - wybuchnęła.
Marek wyglądał na zbitego z tropu. Patrzył na nią nierozumiejącym wzrokiem. Ale przynajmniej patrzył.
Była zła. Na niego za to, co powiedział, i że w ogóle coś takiego przyszło mu do głowy. I na siebie za to, że była powodem jego cierpienia. Tak bardzo starała się powstrzymać swój gniew, że zupełnie nie zauważyła, kiedy jej oczy zrobiły się wilgotne. Nie zdążyła zatrzymać łzy, która potoczyła się po jej policzku.
Chłopak otworzył szeroko oczy.
- Hej... - odezwał się cichym, rozedrganym głosem. Najwidoczniej też miał ściśnięte gardło. Przybliżył się do niej tak, że ich biodra się stykały. - Znowu doprowadzam cię do płaczu, przepraszam.
Pocałował ją delikatnie w policzek i podążył wargami śladem, który zostawiła spływająca łza.
Patrycja poczuła przyjemne wewnętrzne ciepło, które powoli, bardzo powoli, rozluźniało jej ściśnięty żołądek.
Marek spojrzał jej prosto w oczy.
- Po prostu... - zaczął i przełknął głośno ślinę. - Od kiedy zobaczyłem to zdjęcie, czuję niemal fizyczny ból.
Nic nie odpowiedziała.
- Nawet nie wiesz, ile dziwnych teorii zdążyłem wymyślić przez ostatnich kilka godzin - podjął. - Zupełnie nie mogłem skupić się na pracy. Dobrych kilka razy pomyliłem zamówienia - zaśmiał się gorzko. - W końcu rodzice wypuścili mnie wcześniej do domu.
Pati odetchnęła głęboko, starając się stłumić buzujące w niej emocje.
- Marek... - powiedziała tak spokojnie, jak tylko mogła. Obróciła się całym ciałem ku niemu, kładąc zgiętą nogę na łóżku. Gdy też się odwrócił, chwyciła go za ręce. - Mogłabym ci powiedzieć, że wszystko to, co było przed naszym noworocznym spotkaniem, powinno być nieistotne. Albo że byłam zbyt pijana, żeby kontrolować swoje zachowanie na imprezie.
Widziała, jak bardzo chłopak stara się, by nie uciec wzrokiem.
- Prawda jest gdzieś pośrodku - kontynuowała. - Nie planowałam pocałować Tomka. To on pocałował mnie.
Poczuła, jak dłonie Marka zaciskają się mocniej na jej własnych. Jego szczęka delikatnie drżała.
Patrycja nabrała powietrza w płuca.
- I tak, byłam już wtedy po kilku drinkach i nie do końca panowałam nad swoimi reakcjami, ale... - Spojrzała na niego i uśmiechnęła się do swoich myśli. - Szybko zdałam sobie sprawę, że nie chcę tego robić, że Tomek nie jest facetem, z którym chcę być. I powiedziałam mu wtedy o tym.
Długo patrzyli na siebie, każde pogrążone we własnych rozważaniach i szukające jakiejś odpowiedzi w oczach tego drugiego.
Marek wyraźnie walczył z własnymi myślami. Rozchylił wargi, jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz zamknął usta. Za chwilę otworzył je ponownie, a ich kąciki bardzo powoli powędrowały do góry.
- A więc mówisz - odezwał się wreszcie, gdy uśmiech dotarł do jego oczu, wokół których pojawiły się uwielbiane przez Pati zmarszczki mimiczne - że wygrałem ten konkurs?
Jego głos brzmiał zupełnie inaczej niż moment wcześniej, nagle zniknęła z niego cała gorycz. Jego uśmiech nabrał łobuzerskiego wyrazu.
Miała ochotę się naburmuszyć, ale nie zdążyła, bo Marek pocałował ją tak, jak gdyby próbował udowodnić, że jego usta są jedynymi, których kiedykolwiek będzie potrzebowała. Nie potrafiła nie odwzajemnić tego pocałunku, ani kłócić się z jego niewypowiedzianym przesłaniem.
Kiedy zabrakło jej tchu, niechętnie oderwała się od chłopaka. On też był zdyszany. Brał krótkie wdechy, a jego pierś unosiła się i opadała rytmicznie.
Dopiero po chwili Patrycja zauważyła, że całkowicie zniszczyła mu fryzurę, gdy wplotła palce w jego włosy. Przeczesała własne lekko skołtunione kosmyki palcami. Marek zrobił to samo ze swoimi. Obydwoje wybuchnęli śmiechem.
- Będziemy musieli doprowadzić się do porządku, zanim pokażemy się moim rodzicom - oznajmiła, zdejmując sweterek. Było jej bardzo ciepło.
- Mhm - zgodził się, ale jakby nie do końca. Zerknął w stronę drzwi, po czym podszedł do nich i zamknął je na klucz. Oparł się o nie plecami i unosząc brwi, posłał Pati wymowne spojrzenie.
- Obiecałam tacie, że zostawię je otwarte. - Uśmiechnęła się przepraszająco. Marek zrobił zawiedzioną minę i nie odwracając się, położył dłoń na kluczu. Zanim go jednak przekręcił, Patrycja stanęła tuż przed nim. - Ale... - powiedziała, kładąc ręce na szyi chłopaka i powoli przyciągając go do siebie - jeśli będziemy bardzo cicho, to chyba nie będzie miał powodu, żeby sprawdzać, czy są zamknięte?
Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać. Objął ją mocno, obrócił się razem z nią i nie luzując chwytu, opadł na łóżko tak, że wylądowała na nim.
Powstrzymała pisk zaskoczenia.
- Mówiłem już, że lubię, jak na mnie wpadasz? - zapytał niskim, cichym głosem, który wywołał przyjemne mrowienie skóry na całym jej ciele.
Nie przestawał się uśmiechać, a radosny błysk w jego oczach sprawił, że Pati poczuła ulgę.
- Hm, mogłeś coś wspominać - odpowiedziała szeptem, przesuwając czubkiem nosa po jego kości policzkowej. Chciała go znowu pocałować, ale też móc na niego patrzeć. Odsunęła twarz na tyle, by widzieć jego ciemnobrązowe, lekko przymrużone oczy. Ostrożnie przeczesała opuszką palca jego długie czarne rzęsy. Od dawna mu ich zazdrościła.
Marek opuścił powieki niżej i błogo się uśmiechnął.
- Musisz być taki idealny? - spytała z udawanym wyrzutem, dotykając jego jędrnych ust. Uśmiechnął się szerzej i niespodziewanie chwycił jej palec między zęby. Zaskoczona wciągnęła głośno powietrze.
Chłopak otworzył oczy.
- Właśnie miałem zadać to samo pytanie - odparł. Ujął jej dłoń w swoją i pocałował wierzch każdego z palców po kolei.
Zarumieniła się. Rozchyliła wargi, żeby coś odpowiedzieć, ale właściwie nie bardzo wiedziała co.
Marek wykorzystał ten moment zastanowienia, by przewrócić się na bok razem z Patrycją. Przez chwilę wpatrywał się w nią z zachwytem, potem przysunął usta do jej szyi i pocałował ją delikatnie. Powoli przesuwał pocałunki wyżej, a każdy kolejny wydawał się Pati odrobinę mocniejszy i bardziej zmysłowy. Każdy sprawiał też, że coraz niecierpliwiej czekała, aż wreszcie ich usta znowu się spotkają.
Pogłaskała Marka po szyi i karku, delikatnie, lecz wymownie, starając się przesunąć jego twarz w odpowiednie miejsce. Kiedy zbyt długo stawiał opór, wydała z siebie ciche poirytowane warknięcie.
Zaśmiał się cicho i uniósł głowę, by na nią spojrzeć. Jego oczy wyrażały radość i coś jeszcze. W tym momencie Patrycja była w stanie zinterpretować to coś jedynie jako namiętność. I wiedziała, że on widzi to samo w jej oczach.
Pocałował ją bez ostrzeżenia i rozładował tym całe napięcie, jakie między nimi panowało.
Pati poczuła, jak przez jej żyły przepływa impuls rozgrzewający krew w każdym zakamarku ciała. Zapragnęła, by ten moment trwał wiecznie.
Marek miał chyba podobne myśli. Całowali się więc długo, robiąc tylko krótkie przerwy na nabranie powietrza. W tych chwilach uśmiechali się do siebie i za każdym razem jego uśmiech wywoływał w Patrycji kolejną falę ciepłych uczuć. Minęło dziesięć, może piętnaście minut, zanim ich pocałunki stały się bardziej leniwe, a uśmiechy coraz częstsze.
Wargi chłopaka przesunęły się na jej policzek, a potem czoło i tam się zatrzymały. Zaczął przeczesywać jej włosy palcami, a ona wtuliła się w niego mocniej. Żałowała, że nie może w ten sposób zasnąć, że zaraz będą musieli się rozstać i najwcześniej zobaczy go dopiero jutro.
Poruszył ustami, mrucząc coś tak cicho, że tego nie dosłyszała. Spojrzała na niego.
- Mówiłeś coś? - zapytała.
- Nie, nic. - Uśmiechnął się ciepło.
Nie była przekonana, czy Marek mówi prawdę, ale nie drążyła tematu.
- Obiecaj mi, że zawsze tak będzie - powiedział cicho.
- Co masz na myśli?
Westchnął.
- Wiem, że to głupie, ale mam wrażenie, że im bardziej jestem pewien, że jesteś moja, tym bardziej mogę cię stracić.
Podniosła się na łokciu.
- Dlaczego miałbyś mnie stracić?
Wzruszył jednym ramieniem, po czym wyciągnął rękę i z troską odsunął kosmyk włosów z twarzy Pati za jej ucho.
- Mam nadzieję, że nie stracę cię nigdy, ale wiem, że z każdym dniem będzie mi trudniej, jeśli dojdziesz do wniosku, że jednak nie chcesz ze mną być.
Patrycja wspomniała rozmowę z Jackiem, podczas której brat przekonywał ją, że wiązanie się z drugą osobą to zawsze ryzyko, bez którego podjęcia człowiek nie dowie się, czy było warto. Między innymi dzięki tej poradzie zdecydowała, że chce spotykać się z Markiem.
Słuchając swojego chłopaka, odniosła wrażenie, że on traktuje to zupełnie inaczej - że nie ma absolutnie żadnych wątpliwości. Ale czy ostatecznie nie sprowadzało się to do tego samego? Przecież, mimo że nie potrafiła sobie wyobrazić, że kiedykolwiek go zostawi, nikt nikomu nie dawał gwarancji. Mieli po kilkanaście lat i nie wiedzieli, co wydarzy się kiedyś.
Nie chciała dzielić się z nim tym przemyśleniami, ale powiedziała inną prawdę:
- Też tak to czuję.
Marek podciągnął się do góry i skrzyżował nogi. Zrobiła to samo, siadając naprzeciwko niego. Ujął jej dłonie w swoje.
- Czujesz, że mógłbym się rozmyślić? - zapytał zaniepokojony.
Przewróciła oczami, a on przechylił głowę i patrzył wyczekująco.
- Miałam na myśli, że też czuję, że im dłużej będziemy razem, tym trudniej mi będzie, gdybyś kiedyś stwierdził, że to jednak nie to - wyjaśniła.
- Żartujesz?
- Żartuję? - zdziwiła się.
- Nie wiem, co musiałoby się stać, żebym nie chciał z tobą być.
- No właśnie, nie wiesz.
- Nie łap mnie za słówka.
- Nie złość się.
- Nie złoszczę się.
Obydwoje uśmiechnęli się równocześnie. Marek uniósł dłonie Patrycji wyżej i złożył na nich długi pocałunek.
- Obiecaj mi chociaż, że nie będziesz się spotykać z innymi facetami - poprosił.
- Mam się w tym doszukiwać jakiegoś podstępu?
Pokręcił głową.
- Okej... Rozumiem, że masz na myśli romantyczne relacje? - dopytała.
Marek opuścił wzrok, rozmyślając nad czymś. Nadal trzymał jej dłonie blisko swoich ust i raz po raz muskał je wargami.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie mogę ci obiecać, że nie będę się widywać z kumplami z drużyny? - upewniła się.
- Oczywiście - wymamrotał.
- A więc co?
Popatrzył na nią. Wyraźnie bił się z myślami, a ona cierpliwie czekała na odpowiedź.
- Mam na myśli Tomka - wyrzucił z siebie wreszcie.
Pati szarpnęła rękami, ale nie na tyle mocno, by wyrwać je z jego uścisku. Musiała mu przyznać trochę racji. Ona też by nie chciała, żeby Marek spotykał się z koleżankami, z którymi kiedykolwiek łączyło go coś więcej. Chociaż skąd właściwie miała wiedzieć, czy się z nimi nie spotyka? Nie znała jego związkowej przeszłości.
- Będę się z nim widywać prawie codziennie - odparła. - Na treningach.
- Paweł będzie się z nim widywać. To co innego - stwierdził. - Chociaż i to nie do końca mi się podoba.
- Serio?
- Serio. - Wzruszył ramionami. - Będę sobie wyobrażać, że za każdym razem, kiedy jesteście razem w szatni, może się wydarzyć coś, co sprawi, że stwierdzisz, że to jednak on jest idealny.
Mimo że już ją trochę frustrowała ta rozmowa, ledwo powstrzymała śmiech.
- Na przykład co?
- Bo ja wiem... - Znowu spuścił wzrok. Wyglądał na zakłopotanego.
- Nie wiem, co wy robicie w szatni w Malinówce, ale... - westchnęła i zmieniła ton - ja głównie unikam momentów, kiedy trzeba się przebierać. Wspólne prysznice zdecydowanie nie ułatwiłyby ukrywania mojej prawdziwej tożsamości.
Marek potrząsnął głową.
- Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.
- Mnie pod prysznicem? - Uniosła brew i uśmiechnęła się kokieteryjnie.
Szybko odwzajemnił uśmiech.
- Hm... To co innego.
Zbliżył się do niej i trzymając jej dłonie w swoich, położył ręce po obydwu jej stronach.
Poczuła, jak jej serce bije mocniej. Nie próbowała się uwolnić.
Marek pocałował ją krótko.
- To jak będzie? - spytał.
Patrycji zajęło chwilę, by przypomnieć sobie, o czym rozmawiali. Kiedy w końcu jej się udało, zacisnęła usta i zmarszczyła nos.
- Dasz mi się nad tym zastanowić?
Odsunął się od niej i pokiwał smutno głową. Usiadł na brzegu łóżka.
- Czyli jeszcze musisz się zastanowić. - Nie pytał, stwierdzał.
- Marek! - Nie wytrzymała. Siadła za nim, oplatając go nogami i rękami. Położyła brodę na jego ramieniu. - Nie chodzi o to, że mam wątpliwości co do ciebie. Tomek nie interesuje mnie jako facet, ale jest moim kolegą i potrzebuję trochę czasu, żeby przemyśleć, co z tym zrobić. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwe, ale zaufaj mi, proszę. Potrafisz to zrobić?
- Oczywiście - wybąkał.
- Dziękuję. - Pocałowała go w szyję i przytuliła twarz do jego twarzy. - Jeden chłopak zdecydowanie mi wystarczy. Zwłaszcza taki, który jest chodzącym ideałem.
Poczuła, jak jego policzki unoszą się w uśmiechu. Chwycił jej dłonie i obrócił do niej głowę. Pocałował ją, a ona ścisnęła go mocniej.
- A więc teraz próbujesz mnie udusić? - zaśmiał się.
- Nie, po prostu upewniam się, że nigdzie mi nie uciekniesz.
- Nigdy ci nie ucieknę - powiedział, bez większego trudu rozplatając jej żelazny uścisk i odwracając się do niej.
- - -
Zanim odprowadziła go do wyjścia, obydwoje doprowadzili się do jako takiego porządku.
- To całkiem wygodne, że masz u siebie też męskie kosmetyki - stwierdził Marek, gdy Pati rozcierała między dłońmi pastę do włosów.
Uśmiechnęła się ciepło, mrużąc przy tym oczy. Przesunęła palcami po jego czuprynie.
- Czy ja powinienem pomóc ci z twoimi włosami? - zapytał.
Wydawało jej się, że chłopak żartuje, ale nie była pewna.
- Dzięki, chyba poradzę sobie sama.
- Więc nie ufasz mi ani z twoją, ani nawet z moją własną fryzurą - roześmiał się.
- Po prostu lubię to uczucie, kiedy moje palce przeczesują twoje włosy - odparła bez zastanowienia i zatrzymała dłonie na jego potylicy.
Podniósł na nią błyszczące radością oczy i pocałował ją po raz setny tego wieczoru.
- Też to lubię - przyznał, wtulając nos w zagłębienie nad jej obojczykiem. - Szkoda, że nie mogę zostać na noc.
Serce Patrycji zaczęło uderzać mocno o żebra. Marek musiał to poczuć, ale nic nie powiedział.
- To chyba jeszcze nie ten etap - zauważyła pozornie lekkim tonem. Jeśli miała być ze sobą szczera, trochę przerażała ją myśl o tym, co mogłoby się stać, gdyby chłopak został u niej do rana. - I zdecydowanie nieodpowiedni moment.
Kiedy spojrzał na nią pytającym wzrokiem, zerknęła wymownie na drzwi do pokoju, jakby spodziewała się, że ktoś za nimi stoi i cały czas ich podsłuchuje.
Marek powstrzymał chichot, po czym uśmiechnął się, chyba bardziej do własnych myśli niż do niej.
- Nie martw się, znajdziemy nasz idealny moment - powiedział.
Jego obietnica wywołała w Pati jednocześnie podniecenie i panikę. Nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym, jaki będzie kolejny krok w ich relacji. Zakładała też, że tych kroków będzie jeszcze kilka, zanim zaczną w ogóle rozmawiać o...
Jej rozmyślania przerwał kolejny pocałunek.
- - -
Gdy zeszli na dół, jej rodziców nie było już w salonie. A Jacek najpewniej zaszył się z Marychą w swoim pokoju albo właśnie odprowadzał ją do domu.
- No i niepotrzebnie się czesaliśmy - westchnęła Patrycja z udawaną frustracją.
- Bo ja wiem, bycie czesanym przez ciebie jest całkiem przyjemne - wymruczał Marek, wkładając płaszcz. - Ale jeśli chcesz, możesz mnie jeszcze rozczochrać, zanim wyjdę - dodał. Podszedł do niej i chwycił ją w pasie.
Przygładziła dłońmi włosy po obydwu stronach jego głowy.
- Hm, chyba byłoby mi żal - stwierdziła. - Całkiem nieźle mi to wyszło. Prezentujesz się wspaniale.
- Dzięki - zaśmiał się, po czym na chwilę zmarszczył brwi. - A ty nawet na kacu wyglądasz lepiej niż jakakolwiek dziewczyna, jaką znam.
Zarumieniła się. Już od dobrej godziny nie pamiętała, jak źle się czuła, kiedy się dzisiaj obudziła. Jej umysł był pochłonięty czymś zupełnie innym.
- Ale - kontynuował Marek - zwłaszcza jeśli poważnie traktujesz grę w piłkę, nie powinnaś doprowadzać swojego organizmu do takiego stanu. To nie tylko źle wpływa na twoją wątrobę i szare komórki, ale też niweluje efekty ciężkiej pracy na treningach.
Pati momentalnie poczuła się gorzej, jakby właśnie otrzymała reprymendę od trenera. Zawstydzona, spuściła wzrok.
- A widać, że ciężko trenujesz. - Marek musnął koniuszkami palców jej subtelnie umięśnione ramiona.
Pocałował ją w czoło, a ona przytuliła się do niego. Bała się, że zaraz do oczu napłyną jej łzy. Bo Marek miał całkowitą rację. W swojej pogoni za udawaniem jednego z chłopaków z drużyny ostatnimi czasy piła więcej alkoholu niż kiedykolwiek wcześniej i więcej, niż tak naprawdę chciała. Miała przecież dopiero szesnaście lat. A przede wszystkim chciała być w jak najlepszej formie. Dla siebie i dla swojej drużyny.
- To pierwszy i ostatni raz - wymamrotała w jego ramię.
- Co? - dopytał. Brzmiał na zaniepokojonego. Odsunął ją delikatnie od siebie i uniósł jej podbródek.
- Masz rację, muszę się ogarnąć - wybąkała.
Patrzył na nią przez dłuższą chwilę zatroskanym wzrokiem.
- Jesteś wspaniała - powiedział w końcu.
Było to tak absurdalnie wyrwane z kontekstu, że Patrycja nie umiała powstrzymać uśmiechu.
- Ale co to ma...
Nie zdążyła dokończyć, bo znowu ją pocałował.
Zaświtało jej w głowie, że najwyraźniej już zawsze tak to będzie wyglądać - że nigdy nie będzie w stanie wyartykułować pełnego, nieprzerwanego jego pocałunkiem zdania. A jeszcze bardziej niepokojące było to, że wcale jej to nie przeszkadzało.
- - -
Podłączając komórkę do ładowania, przypomniała sobie, że w kieszeni spodni, w których była wczoraj na imprezie, zostawiła telefon Pawła. Nie spodziewała się, że będzie na nim tysiąc nowych wiadomości - w końcu tylko kilka osób znało ten numer - ale na wypadek, gdyby koledzy z zespołu chcieli się z nią skontaktować, lepiej, żeby był naładowany.
Poszukiwania zajęły jej dłuższą chwilę. W końcu zajrzała pod łóżko, gdzie odnalazła spodnie, skarpetki i niebieskiego pluszowego misia.
- A więc tutaj byłeś! - zawołała, otrzepując maskotkę z kurzu. Odłożyła ją na parapet, obok reszty swoich pluszaków.
Telefon włączył się bez problemu i miał jeszcze dziewięć procent baterii. Na ekranie Pati zobaczyła powiadomienie o dwóch nieprzeczytanych wiadomościach. Pierwsza była od Tomka:
"Jeszcze raz dzięki, że wpadłeś na imprezę. I za prezent! Jest... po prostu WOW".
Napisał to tuż po tym, jak pożegnali się nad ranem. Uznała więc, że minęło tyle czasu, że nie ma co odpowiadać. Najwyżej Tomek wspomni coś na ten temat na poniedziałkowym treningu. Ale ucieszyły ją jego słowa i przypomniała sobie jego wybuch radości, kiedy w nocy rozpakował podarunek. Bezwiednie zerknęła na drugą komórkę, jakby oczekiwała, że jako Patrycja również dostanie podziękowania. W końcu prezent był też od niej. Posmutniała. Nie dlatego, że nie było żadnego SMS-a, ale dlatego, iż zdała sobie sprawę, że niezależnie od tego, czy spełni prośbę Marka i będzie się trzymać z dala od Tomka, ich relacja już nigdy nie będzie taka sama jak przed sylwestrem. Chwilę o tym rozmyślała, ale ostatecznie postanowiła oczyścić umysł ze wszystkich negatywnych myśli. Przynajmniej na razie.
Druga wiadomość była od Kuby, sprzed niecałych trzydziestu minut. "Czy on zawsze dokładnie wie, kiedy Paweł będzie przy telefonie?" - przemknęło jej przez głowę, gdy czytała:
"No dobra, już nie jestem na ciebie obrażony. Ale te wszystkie podpisy na piłce, którą dałeś Tomkowi, przypomniały mi o świetnym filmie o najlepszych piłkarzach ostatnich dekad dwudziestego wieku, którego dawno nie oglądałem. Może wpadniesz do mnie jutro na seans?"
Zaśmiała się pod nosem, wyobrażając sobie udawanego focha w wydaniu Kuby. Odpisała od razu, wczuwając się w rolę Pawła:
"Nie wiedziałem, że się na siebie gniewamy ;)".
Odpowiedź przyszła szybko:
"No cóż, i tak już po wszystkim, więc może lepiej, że nie musiałeś tego przechodzić".
Położyła się na plecach, trzymając komórkę przed sobą. Nawet najkrótsze wymiany zdań z Kubą zawsze wprawiały ją w dobry nastrój.
"Biorąc pod uwagę to, jak ciężko było przetrwać dzisiaj kaca, tym bardziej cieszę się, że mi tego oszczędziłeś", napisała.
"Tak też podejrzewałem, dlatego nie odzywałem się wcześniej :)".
"Dzięki".
"To jak? Film jutro?"
Bez większego namysłu wystukała "OK", ale w ostatniej chwili powstrzymała się przed wysłaniem SMS-a.
Przykryła oczy przedramionami, zastanawiając się nad sobą. Właściwie nie było powodu, dla którego Paweł nie powinien widywać się z Kubą poza treningami. Wydawało jej się normalne, że faceci też czasem lubią spotkać się gdzie indziej niż na boisku czy w barze. Wspólne oglądanie filmu zdecydowanie nie brzmiało jak coś dziwnego. Jedynym problemem, a właściwie małą niedogodnością, byłaby konieczność poświęcenia kilkunastu minut na przebranie się za Pawła. Ale dzięki temu zyskałaby kilka godzin sam na sam z najlepszym z kumpli z drużyny i legendami piłki nożnej. Chyba sam na sam.
Zerknęła raz jeszcze na wszystkie wiadomości od Kuby. W żadnej nie wspominał o tym, że wpadnie do niego też Łukasz albo Tomek. Oczywiście nie miałaby nic przeciwko, by się pojawili, ale wspólne wypady z nimi kojarzyły się jej głównie z piciem piwa i pogaduchami o dziewczynach. Gdy o tym pomyślała, zmarszczyła brwi. Tak naprawdę miała z kolegami też wiele innych tematów rozmów. Ale to z Kubą czuła się najswobodniej. Mogła być przy nim całkowicie sobą. Poza jednym małym (no dobrze, sporym) szczegółem.
Była też kwestia tego, że jutro planowała się zobaczyć z Markiem. Nie ustalali konkretów, ale kiedy wychodził, wspomniał, że widzą się rano - cokolwiek "rano" miało oznaczać i jakkolwiek długo miało trwać. Chwilę wcześniej nie interesowało jej to. Po prostu chciała spędzić z Markiem jak najwięcej czasu. Jeśli był to cały dzień, super. Jeśli tylko kilka godzin, zanim musiał iść do pracy, też była to w stanie zaakceptować. Teraz jednak trochę doskwierał jej fakt, że tak elastycznie dopasowuje swój kalendarz do dostępności swojego chłopaka.
Powinna przynajmniej wiedzieć, kiedy ma wolne. To znaczy, kiedy ma czas na robienie innych rzeczy, które niekoniecznie były związane z jego osobą. Postanowiła, że muszą to ustalić. Tylko co jeśli... Marek miałby problem z tym, że Pati widuje się z kolegami poza treningami? Szybko wyrzuciła tę myśl z głowy. Na pewno chodziło mu tylko o Tomka. Z oczywistych powodów.
Jej przemyślenia zajęły tak dużo czasu, że Kuba najwyraźniej się zniecierpliwił, bo przysłał kolejnego SMS-a:
"Zasnąłeś?"
Znowu się zaśmiała. Być może kolega nie próbował być zabawny, ale zazwyczaj nie potrafiła się przy nim nie uśmiechać. Skasowała niewysłaną wiadomość i odpisała:
"Prawie :). Próbowałem sobie przypomnieć, jaki mam na jutro plan zajęć. Nie wiem, czy dam radę wyrwać się do Malinowa".
"Mogę wpaść do ciebie".
Aż podniosła się do pozycji siedzącej.
Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że Kuba nie miał na myśli przyjścia do niej tutaj, tylko do Pawła. Niewiele to jednak zmieniało, bo zapraszanie kolegów do nieistniejącego domu w Wieprzy Dolnej też odpadało.
"Nie o to chodzi", napisała szybko.
"?"
"Muszę coś ogarnąć i nie wiem, o której skończę".
"No to daj znać, jak już skończysz. Może uda nam się zgrać".
"OK :)".
Położyła się z powrotem. Trzymając telefon przy piersi, uśmiechnęła się do siebie. Czuła się szczęśliwa.
Wiele rzeczy mogłoby ułożyć się w jej życiu lepiej, ale była w drużynie z chłopakami, z którymi uwielbiała grać, i miała kilkoro dobrych znajomych, w tym co najmniej dwójkę przyjaciół. A teraz też chłopaka, którego pozazdrościłaby jej niejedna dziewczyna. Nie wiedziała tylko, czy chce, by ktokolwiek jej zazdrościł. Na pewno nie chciała, by byli jedną z tych par, które stają się tematem szkolnych plotek. Chociaż z drugiej strony... Było to na swój sposób ekscytujące. I nadal trochę nierealne. No bo właściwie dlaczego jeden z popularniejszych chłopaków w szkole w ogóle się nią zainteresował?
To, że Marek był pierwszą osobą, na jaką wpadła w Malinowie, było zupełnym przypadkiem. Być może fakt, że później wpadła na niego po raz drugi, zinterpretował jako przeznaczenie i tylko dlatego zaczął się z nią zadawać? Ale przecież gdyby nie to, że szybko zaczęli się dogadywać i od początku dobrze się czuli w swoim towarzystwie, nie spędzałby z nią tyle czasu. Chyba że traktował to jako wyzwanie: zdobyć jedyną dziewczynę w Malinowie, która długo opierała się jego wdziękom. No i w końcu przestała się opierać... A skoro już udowodnił, że nie da mu się oprzeć, czy na pewno nadal będzie się nią interesował? Po jego dzisiejszej wizycie nie miała wątpliwości, że mu na niej zależy. Jednak czy zawsze tak będzie? Twierdził, że tak.
A jeśli ona była dla niego wyzwaniem i zarazem nagrodą, którą nie miał zamiaru się z nikim dzielić, to kim on był dla niej? Na pewno chłopakiem, w którym podobało jej się wszystko. No, może poza tym, że grał w innej drużynie. Ale w kontekście ich relacji tak było lepiej, więc nawet tego nie mogła mu zarzucić. Był kimś, kto poznał jej największą tajemnicę i komu mogła w pełni zaufać. Był też jednym z najlepszych piłkarzy, jakich znała, geniuszem nauk ścisłych, a zarazem kochającym synem, który pomagał swoim rodzicom w każdej wolnej chwili. I po prostu dobrym człowiekiem, zwracającym uwagę na potrzeby innych. "Pieprzony ideał" - pomyślała i cicho zachichotała.
Nie potrafiła znaleźć powodu, dla którego miałaby nie chcieć z nim być. Nie potrafiła nawet sobie przypomnieć, dlaczego tak długo kazała mu na siebie czekać. A już na pewno nie potrafiła sobie wyobrazić, że kiedykolwiek mogłaby go skrzywdzić. W każdym razie nie intencjonalnie. Przez ostatni tydzień i tak za dużo się przez nią nacierpiał.
Westchnęła. Miała nadzieję, że wyczerpały się wszystkie powody, dla których Marek mógłby się na nią dąsać. Za każdym razem, gdy widziała, że sprawiła mu przykrość, czuła się, jakby jej serce miało zaraz pęknąć. Zdecydowanie nie była przyzwyczajona do tak ekstremalnych emocji w tak dużych dawkach.
- Hm... - mruknęła pod nosem, podsumowując tym swoje rozmyślania.
Leniwie opuściła nogi na podłogę. Kiedy podniosła się, by usiąść na brzegu łóżka, poczuła nieprzyjemne pulsowanie w głowie. Nie zastanawiając się nad tym, czy to środki przeciwbólowe przestały działać, czy może jej mózg przegrzał się od zbyt intensywnego myślenia, uznała, że najwyższa pora spać.