Mowa ciała
Cześć, Steve!
Wkrótce pojawi się u nas w domu bokserka ze schroniska imieniem Ringo (to długa historia). Schronisko informuje, że ona się dobrze dogaduje z innymi psami, ale ja się martwię, że może mieć trudności, jeśli pozwolę jej bawić się z psami w naszym okolicznym parku. Podobno inne psy czasem dokuczają bokserom. Czego powinnam się wystrzegać, żeby uniknąć kłopotów?
Lydia
Cześć, Lydia!
Aby nasze życie z psem było doświadczeniem radosnym i możliwie bezstresowym, niewątpliwie warto opanować psią mowę ciała. Inne psy rzeczywiście mają niekiedy trudności z odczytywaniem mowy ciała bokserów - a to z racji ich "bojowej" sylwetki. Wystarczy rzut oka na wysuniętą ku przodowi dolną szczękę, jakby zmarszczone brwi i szeroką, za to spłaszczoną klatkę piersiową, żeby sobie wyobrazić, jak mogą zareagować inne psy, gdy na ich terytorium pojawi się nieznany bokser. Niektóre mogą potraktować go tak, jak stali bywalcy baru kogoś, kto wkracza buńczucznie do lokalu w bezrękawniku w kolorach flagi i nieznoszącym sprzeciwu głosem dopytuje: "To kto tu jest kto?!". Warto też pamiętać, że dawniej wiele bokserów miało kopiowane ogony* przez to nie mogły wyrażać swojego życzliwego nastawienia tak skutecznie jak inne psy. To wszystko powoduje, że bokserom czasami bywa szczególnie trudno nawiązywać nowe znajomości.
Dobra wiadomość jest taka, że mam fioła na punkcie psiej mowy ciała. Poświęciłem wiele lat i sporo podróżowałem, żeby dobrze ją poznać. Obserwowałem niezliczone domowe psy, z którymi pracowałem, przyglądałem się czworonogom żyjącym na ulicach Peru, miejskim psom z Johannesburga i tym plażowym z Portugalii. Miałem też okazję poznać bliżej zachowania psów mieszkających na pustyni w Bahrajnie. Moje wnioski opieram na spostrzeżeniach dotyczących psów z najróżniejszych zakątków świata.
My, małpy, potrafimy ukrywać nasze prawdziwe emocje za słowami, osobistymi deklaracjami, sarkastycznymi uwagami czy brawurowymi wyczynami. Psy niczego nie ukrywają - i za to je uwielbiam. Naszym obowiązkiem jako właścicieli psów jest ich przez cały czas słuchać i reagować stosownie do tego, co nam akurat komunikują. Komunikacja odbywa się nie wtedy, gdy ktoś "mówi", lecz wtedy, gdy zaczyna słuchać. Pocieszać się można informacją ze schroniska, że Ringo dobrze się dogaduje z innymi psami. Polecam zatem próbować w uprzejmy i przyjazny sposób nawiązywać znajomości z pewnymi siebie i życzliwie usposobionymi psami, aby z czasem doskonalić się w umiejętności odczytywania wysyłanych przez nie sygnałów.
Komunikacja między psami
O wzajemnym stosunku dwóch psów można dużo powiedzieć, jeszcze zanim zaczną się ze sobą bawić.
Do sygnałów świadczących o życzliwym nastawieniu i dobrych intencjach zalicza się zbliżanie się po lekkim łuku, nie zaś po linii prostej. Ludzie mają tak samo. Gdy spodziewają się życzliwej interakcji, plecy mają rozluźnione - może nie aż na tyle, żeby rozpłynąć się po podłodze, ale z całą pewnością w stopniu umożliwiającym swobodne poruszanie biodrami. Dlatego gdy jesteśmy do kogoś nastawieni życzliwie, podchodzimy do niego jakby po lekkim łuku. W momencie nawiązania kontaktu obracamy się, wyciągając ramię w uścisku. Przechylamy przy tym głowę lekko na bok. Nogi mamy ustawione w pozycji "za dziesięć druga", kolana lekko ugięte, mięśnie ramion i szyi nie są napięte. Ludzie sobie życzliwi witają się ze sobą na luzie. Tylko kosmici ściskają dłonie w pozycji na wprost, ze ściągniętymi ramionami i wyprostowanym jak struna kręgosłupem (a la Donald Trump).
To zatem niewątpliwie dobry znak, jeśli pies podchodzi do drugiego psa po łuku. Ostrożność należy zaś zachować wtedy, gdy rzecz ma się inaczej. Naszą uwagę zwrócić powinny w szczególności:
intensywny kontakt wzrokowy, podczas którego psy wpatrują się nawzajem w oczy przez co najmniej dwie sekundy i nie mrugają, wyprostowany i napięty jak struna grzbiet, mocno zaciśnięte szczęki, szybkie tempo i prosta linia zbliżania się do siebie.
To sygnały ostrzegawcze, które często wskazują na wzajemną niechęć.
Dwa psy, które odnoszą się do siebie życzliwie, rozpoczynają kontakt od obwąchania sobie okolicy zadu. Gdy pochodzą do siebie po łuku, łatwo jest im do tego przystąpić. Wniosek z tego taki, że w przypadku psów przyjaźniejsza atmosfera towarzyszy spotkaniom twarzą w zad niż twarzą w twarz. My ściskamy sobie dłonie, psy obwąchują sobie zady. Może to jeden z tych drobiazgów, za które powinniśmy być wdzięczni losowi?
Zaraz potem lekko się cofają i ustawiają pysk w pysk, a potem jeden z nich może lekko zarzucić głową, jak to czasem czynią goście za plecami gospodarza, gdy chcą się ulotnić z imprezy. Ten gest to propozycja: "Goń mnie!", po której często jeden z psów wykonuje "ukłon", to znaczy opuszcza "groźny" przód, a do góry wystawia przyjazny tył. Jeśli zaczepka zostanie pozytywnie przyjęta, psy zaczynają się za sobą uganiać, często mocno wyciągając przy tym łapy do przodu. Taki sposób biegania ma niezbyt wiele sensu, jeśli chodzi o wykorzystanie energii, a obaj uczestnicy zabawy wyglądają jak owce dokazujące na łące. Unoszą wysoko w górę zarówno przody, jak i tyły swoich ciał. To całkowite przeciwieństwo spiętego i wypłaszczonego kręgosłupa, który można zaobserwować u czujnych psów przygotowujących się do ataku, starających się zlać z linią horyzontu. Im więcej "łuczków" można dostrzec w psich ruchach, tym bardziej jednoznacznie świadczy to o pozytywnych intencjach uczestników zabawy. To ogólnie dobre wieści.
Gdy już zabawa trwa, warto obserwować pyski jej uczestników. Pozytywnym sygnałem jest rozluźnienie mięśni w tej okolicy. To dobrze, jeśli widać dolne zęby. Świadczy to o tym, że pies jest odprężony - że nie myśli w tej chwili ani o walce, ani o polowaniu.
Wspólnie biegające psy ustawiają się czasem równolegle do siebie, tak jakby na sobie polegały. Pędzą ramię w ramię i szturchają się zadami, co sugeruje zażyłość. Z ewolucyjnego punktu widzenia zabawa służy do tego, aby doskonalić umiejętności kluczowe dla sprawnego rozmnażania się, unikania zagrożeń, polowania, walki czy zabijania. To wszystko dość trudne zadania, dlatego takie sygnały jak mocno wyciągnięte w biegu kończyny, ukłony czy szturchanie się zadami odgrywają w tym wszystkim bardzo ważną rolę - to komunikat, który mówi drugiej stronie: "Ja tak tylko na żarty".
Niezależnie od wieku, rasy, płci, rozmiaru czy stanu zdrowia uczestnicy zabawy powinni w trakcie jej trwania zamieniać się rolami. Najpierw goni jeden, ale mniej więcej po minucie role się odwracają - i teraz ten pies, który wcześniej dominował, kładzie się na plecach, aby przekazać pałeczkę partnerowi. Tak to powinno wyglądać, nawet jeśli bawią się ze sobą chihuahua ze staffikiem (jak to często ma miejsce u mnie w domu). Większy pies sam się musi przy tym kontrolować, aby w zabawie nie zabrakło równowagi. W praktyce to oznacza, że czasem musi zasymulować upadek, żeby mniejszy partner był w stanie cokolwiek ugrać. Musi dać się ugryźć i przyjąć na klatę: "No i kto jest teraz górą?".
Gdy jeden z psów leży, a drugi nad nim góruje, ten pozornie dominujący nie może faktycznie dociskać swojego partnera. Między dwoma uczestnikami zabawy powinien pozostać prześwit. Pies znajdujący się na plecach musi mieć pewność, że jeśli zechce wstać, będzie mógł to zrobić względnie bez przeszkód.
Odgłosy towarzyszące zabawie powinny przypominać udawane warczenie znane z kreskówek, coś w stylu raaar, raaar, raaar. Piskliwe lub gardłowe, rwane dźwięki mogą świadczyć o narastającej frustracji i o tym, że zabawa wymyka się spod kontroli. Tak samo jak podczas siłowanki z kuzynostwem - oczywiściej tej z czasów dzieciństwa, bo gdybyście teraz zaczęli się tak bawić, to mogłoby dziwnie wyglądać - zdarza się, że ktoś rzuci: "Arrrgh, złaź ze mnie!", ale się uśmiecha i próbuje samodzielnie się wyrwać z uścisku, a tymczasem partner nieoczekiwanie wbija mu kolano w biceps i zaczyna nieprzyjemnie prychać. W tym momencie ten ktoś na dole może się zaniepokoić i głośniej, a jednocześnie tonem bardziej rwanym i piskliwym zażądać: "Złaź! Złaź ze mnie! Złaź! No już!". Tak samo jest z psami. Może nie licząc tego prychania. One się nie zachowują jak dzikie zwierzęta.
Proces przechodzenia od "życzliwej zabawy" do "jednoznacznego konfliktu" można by opisać za pomocą dziesięciostopniowej skali. Pierwszy poziom to obwąchiwanie zadów, a dziesiąty to walka. Ukłon to być może poziom drugi, potem znajdzie się miejsce dla pościgu, który potencjalnie sięga aż poziomu czwartego. Na poziomie piątym mamy podgryzanie się i "ściąganie" nawzajem na ziemię. Gdy pojawiają się zjawiska charakterystyczne dla poziomu siódmego czy ósmego, zabawie koniecznie powinny towarzyszyć regularna zmiana ról i przerwy na odpoczynek - takie wspólnie zarządzane przerwy, podczas których obaj uczestnicy aktywności udają, że oto nagle wyczuli jakiś niesamowicie intrygujący zapach (którego przez ostatnie dziesięć minut nie było!) lub muszą na chwilę udać się na stronę.
Na poziomie siódmym i ósmym działają bezpieczniki, dzięki którym zabawa nie przeradza się w konflikt. W rezultacie poziom energii przypomina nieco strumień fontanny, który stopniowo unosi się ku górze, aby w pewnym momencie opaść. Przerwa skutkuje spadkiem napięcia i umożliwia powrót do zabawy. Ukłon - i możemy rozpoczynać rundę drugą, znów na niższym, bezpieczniejszym poziomie. Doświadczone i ułożone psy miały okazję zetknąć się z różnymi rodzajami bezpieczników. Zdecydowanie warto bacznie im się przyglądać. To taktyka rozwiązywania konfliktów świadcząca o niesamowitej dojrzałości.
Uważam, że właściciele powinni dać swoim psom szansę opanowania i stopniowego doskonalenia umiejętności w tym zakresie, dlatego opiekunom szczeniaków radzę zawsze ograniczać powitania i zabawy do minuty. Po upływie tego czasu należy przywołać do siebie psa, zaoferować mu przysmak, żeby przez chwilę ochłonął - potem jednak należy wysłać go ponownie do zabawy. Po odpowiedniej liczbie powtórzeń pies sam zauważy, że przychodzenie do pani czy pana stanowi źródło dwojakiego rodzaju korzyści - w postaci przekąski i odpoczynku od zabawy. W ten sposób pies przyswoi sobie schemat: zabawa-przerwa, zabawa-przerwa i tak dalej. Wypracuje własne bezpieczniki. Z czasem interakcje można wydłużać z minuty do dwóch, a potem z dwóch do pięciu i tak dalej, dbając cały czas o to, aby zabawa nie przerodziła się w konflikt. W tym celu należy zaś wypatrywać sygnałów ostrzegawczych w postaci usztywnienia ciała lub odgłosów wyrażających frustrację.
Niezależnie od obserwacji mowy ciała własnego psa, warto brać również pod uwagę komunikaty napływające od tego drugiego. Cóż z tego, że Ringo dobrze się bawi, jeśli odbywa się to kosztem innego psa, który tak uprzejmie, jak to tylko możliwe, stara się mu powiedzieć: "Nie rób tak". Jak wszyscy dobrze wiemy, jeśli uprzejme prośby nie zadziałają i niepożądane zachowanie nie ustanie, prędzej czy później ich miejsce zajmą bardziej stanowcze żądania, aż w końcu wybuchnie konflikt. Do tego absolutnie nie musi dojść, wystarczy tylko wypatrywać subtelnych sygnałów świadczących o tym, że drugi pies mówi: "Nie, dziękuję". W interpretacji wzajemnych zachowań psów zasadnicze znaczenie ma kontekst, można wskazać jednak kilka konkretnych sygnałów świadczących o tym, że drugiemu psu może się nie podobać to, co robi Ringo:
wyciąganie języka ku przodowi z centralnej części pyska, jakby pies próbował posmakować powietrza, ustawienie się za właścicielem, podkulenie ogona, nastroszona sierść na karku, łopatkach bądź grzbiecie. Nastroszenie włosów (fachowo określane jako reakcja pilomotoryczna) nie musi być przejawem agresji, z całą pewnością świadczy jednak o napięciu mięśni w tym rejonie - to pod ich wpływem włosy unoszą się i odsuwają od ciała.
Warto pomyśleć o tym, jak my - ludzie - komunikujemy się ze sobą za pomocą mowy ciała. Któż podszedłby do obcego człowieka, który świdruje nas wzrokiem, unosi wysoko głowę, odsłania gardło i wypina pierś, a przy tym jest wyraźnie spięty? Są jacyś chętni?
Ringo też nie powinna tego robić.
Pamiętajmy również, że jeśli drugi pies jest na smyczy, to prawdopodobnie jest na smyczy nie bez powodu. Może nie czuje się swobodnie w towarzystwie innych psów lub ludzi, może jest kontuzjowany albo jego właściciel potrzebuje akurat chwili spokoju. Niezależnie od powodu powinniśmy uszanować decyzję drugiego człowieka. Powiedzenie: "Nie ma się co bać, mój pies jest przyjazny", jest nie tylko nie fair, ale to przejaw skrajnej ignorancji!
Może się zdarzyć i tak, że nawiążemy kontakt z innym psem, a on co prawda będzie sprawiał wrażenie odprężonego, ale jednocześnie pojawią się u niego reakcje przerzutowe świadczące o tym, że jeszcze do końca nie zdecydował, czy chce się witać, czy nie. Reakcje przerzutowe to zupełnie normalne zachowania, tyle że niepasujące do kontekstu. Gdy o tym myślę, przypominają mi się czasy, gdy oczekiwano ode mnie, że na oczach całej klasy podam rozwiązanie trudnego zadania matematycznego. Moje reakcje przerzutowe polegały wówczas na drapaniu się po głowie, przygryzaniu ołówka lub bujaniu się na krześle. Dziś jest już łatwiej, bo gdy ktoś mi zadaje trudne pytanie, mogę zawsze udać, że dzwoni mi telefon.
W przypadku psów reakcje przerzutowe mogą polegać na intensywnym wąchaniu, drapaniu się za uchem, ziewaniu, a nawet rozciąganiu najpierw przedniej, a później tylnej części ciała jakby w przygotowaniu do biegu.
Oczywiście w innych przypadkach takie zachowania uznalibyśmy za całkowicie normalne. Psy często ziewają, gdy chcą zasugerować konieczność uspokojenia sytuacji. Robią to również rano: budzą się, przeciągają, wykonują ukłon, unoszą głowę, a potem ziewają.
Do tego więc sprowadzałaby się moja odpowiedź: powinnaś obserwować mowę ciała Ringo i próbować zrozumieć, co ona stara się w ten sposób przekazać i czego potrzebuje. Postaraj się zadbać o jej szczęście i bezpieczeństwo.
Gdybym mógł przekazać właścicielom psów tyko jedną radę, z pewnością chodziłoby o doskonalenie się w sztuce odczytywania mowy ciała i odpowiedniego reagowania na te komunikaty. Jeśli posiada się tę umiejętność, psie życie u naszego boku staje się lepsze - a przecież właśnie o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie?