Marzec
Początek końca nastąpił wówczas, gdy Konrad wrócił z treningu, oświadczając Zuzi, że w ich związku brakuje mu seksu oralnego.
Do tego dnia Zuzia była przekonana, że nic nie będzie w stanie zniszczyć ich idealnego uczucia. Stworzenie dobrej relacji partnerskiej oraz wyszkolenie mężczyzny jest mozolną pracą i po trzech latach Zuzia właśnie zaczynała się delektować pierwszymi efektami swoich wysiłków. Konrad był przystojnym brunetem, Zuzia urokliwą blondynką, doskonale wychodzili na wspólnych zdjęciach, ich rodzice się polubili, gust kulinarny i serialowy zlał się w jedno. Zuzia ze spokojem patrzyła w przyszłość, zwłaszcza że Konrad nie był zwierzakiem seksualnym. Lubił poćwiczyć, sporo pracował, dbał o dietę i sumiennie odpracowywał ich pożycie intymne, obowiązkowo biorąc prysznic przed i po.
Dlatego teraz Zuzia, zaskoczona sugestią, że brak oralnego urozmaicenia może stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla ich sielanki, przerwała czesanie swojej suczki Chanel i z psią szczotką w ręku poszła za Konradem. Stanęła w progu łazienki. Tam odruchowo spojrzała w lustro. Za nią przybiegła oczywiście Chanel.
Konrad z rozmachem wrzucił ciuchy z treningu do pralki ładowanej od góry. Pogrzebał w bębnie i wyciągnął dwadzieścia złotych oraz klucz do śmietnika.
- Chciałbym, żebyś się w końcu przekonała do seksu oralnego - powtórzył, a Zuzia się wzdrygnęła.
- Ale ja jestem przekonana, tylko nie potrafię - odparła.
Niezdecydowana patrzyła na psią szczotkę i odłożyła ją, mimo że nie skończyła czesania psa.
- Każda kobieta potrafi, jeżeli chce się nauczyć - powiedział Konrad obcym, szorstkim tonem, zupełnie niepodobnym do jego codziennego głosu. - Problem w tym, że masz zahamowania.
Minął Zuzię, otworzył piwo, rzucił się na kanapę oraz położył nogi na stoliku. To był kolejny dowód, że dzieje się coś złego, ponieważ te zachowania były niedozwolone w ich schludnym mieszkanku.
- Kto ci tak powiedział? - zapytała Zuzia i w oczach zakręciły jej się łzy. Chanel warknęła na pana, który zrobił krzywdę ukochanej pani. - Borys ci tak powiedział? Tak? Znowu rozmawiałeś z kolegami o naszych prywatnych sprawach?
- Nie z kolegami, tylko z kolegą - bronił się Konrad.
Zuzia obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę łazienki, do której Chanel wślizgnęła się w ostatniej chwili. Po kilku minutach Konrad zapukał do drzwi.
- Zuzia... Nie obraziłaś się chyba?
Zuzia nie odpowiedziała. Podniosła głowę i spojrzała w lustro. Płakała tylko trochę, ale było to widać. Pociągnęła nosem. A więc ich związek nie zakończy się jednak małżeństwem.
- Zuzia. Zuzia. Przestań płakać. Wpuść mnie.
Zuzia mocno potarła twarz chusteczką z pudełka. Miała spuchnięty nos i czerwone powieki. "To przez niego" - pomyślała.
Jej chłopak nie zamierzał jednak odpuścić.
- Zuzia, no. Zuzia...
Otworzyła drzwi. Konrad ostrożnie postawił puszkę piwa w progu i wszedł do środka. Przytulił Zuzię i pocałował w jasny koczek na czubku głowy.
- Ty mnie po prostu nie kochasz - wychlipała, zadzierając głowę. Wiedziała, że nawet zapłakana wygląda dobrze, Konrad mówił jej o tym nie raz.
- Kocham - odparł zgodnie z przewidywaniami. - Ale chciałbym, żebyś ty... no, wiesz. Facet ma swoje potrzeby.
Pocałowała go w usta.
- A tak dobrze?
- Bardzo dobrze.
- Czyli już nie będziemy do tego wracać?
- Będziemy - odparł z uporem, a Zuzia się nadąsała. - Borys... tylko się nie denerwuj, ma nawet dla nas radę.
Zuzia usiadła na brzegu wanny i pochyliła głowę, wydając jedno chlipnięcie.
Konrad cofnął się po puszkę i wypił jej zawartość do końca. Chanel wyczołgała się spod stojaka na ręczniki. Usiadła przed Konradem i patrzyła na niego karcącym spojrzeniem.
Konrad złapał jej obrożę i wystawił psa na korytarz, zamykając drzwi łazienki.
- Co ty robisz?
- Ten pies stale mi się plącze pod nogami.
- Myślałam, że ją pokochałeś...
- Musiałem nauczyć się zbierać psie kupy z trawnika. Muszę bez przerwy odkurzać sierść.
Zuzia wygięła ładne, czerwone usta w podkówkę.
- Czyli nie kochasz też Chanel?
Zignorował pytanie.
- Codziennie robię to, co ty chcesz. Chodzę na zakupy, na salsę dla par, do dentysty, bo sama się boisz, pomagam wybrać sukienkę na wesele, jeżdżę na działkę kopać z twoim ojcem, w niedzielę na obiad do twoich rodziców. Tylko w środę mam wolne. Idę z kumplami pograć w piłkę. Jeden dzień wolnego.
- Wolnego ode mnie? Aż tak strasznie się ze mną męczysz?
- Nie męczę się. - Konrad zmiękł. - Ale chcę, żebyś raz na jakiś czas zrobiła mi laskę - wypalił. - Jeżeli oczekuję za dużo, to powiedz.
Zuzia musiała się uspokoić. Złapała smycz, zawołała psa i wyszła na spacer.
Gdy wróciła, Konrad już spał na kanapie. Zuzia stanęła nad nim niepewna, co powinna zrobić. Sprawdziła, czy pogniótł puszki przed wciśnięciem do śmietnika na metal i plastik. Pogniótł.
Zagryzła wargi i położyła się w sypialni.
* * *
- Tym razem to jest naprawdę poważna sprawa - stwierdziła Ania, przyjaciółka Zuzi.
Od pół godziny rozmawiały przez Skype'a, rozważając ostatni wyskok Konrada.
- Nie odzywamy się - zaraportowała Zuzia. - Od środy.
- Dzisiaj dopiero piątek - zauważyła uspokajająco Ania.
Za jej plecami wstał z łóżka całkiem nagi mężczyzna, który przeszedł tuż przed ekranem, prezentując swoje genitalia.
Zuzia wytrzeszczyła oczy.
- On tam cały czas był?!
Ania odwróciła się niespiesznie. Mężczyzna zatrzymał się przed progiem i czytał coś w telefonie, eksponując nagie pośladki.
- Niech on się ubierze - zażądała Zuzia. - Będzie tak stał?
Ania rzuciła w jego stronę kilka zdań po niemiecku i mężczyzna zniknął w łazience.
- Konrad zawsze przepraszał po dwóch dniach najpóźniej. Przynosił mi kwiaty albo szliśmy na kolację. Raz nawet klęczał i błagał o wybaczenie - przypomniała sobie Zuzia.
- A teraz nic?
- Nic.
Ania w Niemczech i Zuzia w Polsce westchnęły. Zuzia pogłaskała stopą Chanel, a Ania pomasowała bródkę swojego kota, który leżał pod lampką obok laptopa.
- No i co zrobisz?
Zuzia westchnęła.
- Nie wiem. A co ty byś mi radziła?
Mężczyzna w mieszkaniu Ani zajrzał do sypialni z talerzem w ręku, choć nadal był bez ubrania. Usiadł na łóżku i bez skrępowania dołączył do kadru. Puknął Anię w ramię i podał jej tost.
- Powiedz mu, żeby poszedł.
- On nie rozumie polskiego - powiedziała Ania niewyraźnie.
- Skąd wiesz, że nie rozumie? - zdenerwowała się Zuzia.
- Nawet po niemiecku mówi słabo - odparła przyjaciółka. - He, he.
- Nie wiem, co w tym śmiesznego. Więc jak budujecie swoją więź?
- Nasza więź z Dieterem - wygłosiła Ania - ma długość mniej więcej szesnastu centymetrów.
Przetłumaczyła to na niemiecki. Dieter przyjaźnie pomachał do Zuzi.
Zuzia umilkła. Ania schrupała do końca tost.
- W sieci jest bardzo dużo instruktaży, jak facetowi zrobić laskę - doradziła życzliwie, wycierając usta. - A jeśli chcesz, możemy zrobić ci z Dieterem instrukcję na żywo.
Zuzia zamknęła laptop i energicznie odsunęła się z krzesłem od biurka.
Po chwili na Messenger przyszła do niej wiadomość: "Żart".
"Słaby" - odpisała Zuzia.
"Podejdź do tego na większym luzie - dopisała Ania. - Ale jeżeli naprawdę nie masz ochoty na robienie loda, nie musisz".
"On ze mną zerwie".
"I krzyż mu na drogę - odpisała Ania. - Przepraszam za Dietera. Miał wyjść przed naszym skajpem, ale zapomniałam, że dalej tu śpi".
"Rozumiem, że nasze rozmowy nie są już dla Ciebie takie ważne jak kiedyś" - napisała Zuzia i dodała smutnego emotikona.
"To mój kolega z pracy - wyjaśniła Ania. - Jego dziewczyna wyrzuciła go z mieszkania".
"I spał w twojej pościeli?".
"Ma problem z kręgosłupem i musi spać w łóżku. Ja śpię na kanapie" - odpowiedziała Ania i wrzuciła ikonkę z postacią w łóżeczku.
"Ja bym się nie zgodziła - napisała Zuzia. - A poza tym on chodzi z gołym penisem".
Ania wpisała w wiadomości kilkanaście emotikonów z uśmieszkami i wystawionymi języczkami.
"Hmm... Naprawdę wiem, jak wygląda penis, a ty?".
Zuzia nie odpisywała, bo niby co miała odpisać. Chanel położyła głowę na jej stopie.
"Dlaczego faceci nie kochają tak jak psy?".
"Zapoznaj się może trochę bliżej z penisem - napisała Ania. - Ale wiesz. Nie musisz".
"On ze mną zerwie".
"Jak kocha, to zrozumie" - odpisała przyjaciółka.
Zuzia zakończyła wymianę wiadomości i weszła na swój profil na Instagramie. Zaczęła przeglądać zdjęcia, na których utrwalona została historia uczucia jej i Konrada. Poczuła wzruszenie. To naprawdę był mężczyzna jej życia.
Złapała za komórkę.
"To co poradził ci Borys?" - napisała.
* * *
Kilka dni później, będąc w pracy, Zuzia dostała od swojego chłopaka wiadomość, która zawierała dwa linki do stron z pitnymi czekoladami. Borys poradził Konradowi oswajanie Zuzi z pieszczotami penisa przez posmarowanie go czymś smacznym.
W drugiej połowie dnia Konrad dopisał jeszcze:
"Dzisiaj na dobry początek posmarujemy twoją pisię syropem klonowym".
"Dlaczego syropem klonowym?" - zapytała Zuzia.
Informacja od Konrada była jak zwykle prostolinijna:
"Dzisiaj pan kanapka rozwoził naleśniki i okazało się, że lubię syrop klonowy. Wyobraziłem go sobie na twojej dziurce, Zuziu".
To była druga rada przyjaciela Konrada. Borys polecał pieszczoty oralne partnerki, zanim ona otworzy się na rewanż.
Zuzia westchnęła ciężko. Właściciel kancelarii stojący w pobliżu jej biurka zapytał, czy coś się stało.
- Nie. Zastanawiam się właśnie, czy nie jestem uczulona na syrop klonowy.
- Trzeba próbować - odparł szef. - Ja osobiście nie lubię. Lepi się do wszystkiego.
Po pracy pojechała na zakupy do centrum handlowego Batory, znalazła alejkę z żywnością świata i dyskretnie otworzyła syrop klonowy, żeby go powąchać. Zapach jak zapach. "Ciekawe, jak długo się utrzymuje" - pomyślała i wyobraziła sobie tarcie na tarze swoich koronkowych majtek w celu pozbawienia ich zapachu syropu klonowego.
Zamknęła buteleczkę z syropem i zamyślona odruchowo niemal wrzuciła go do swojej torebki. Zreflektowała się w ostatniej chwili, ale jej niespokojny ruch zwrócił uwagę ochroniarza. Pod jego ciężkim spojrzeniem włożyła syrop klonowy do koszyka z zakupami. Jednak po odejściu od kasy natychmiast wyrzuciła go do śmietnika. Obejrzała się i zauważyła, że ten sam ochroniarz bacznie ją obserwuje. Gdy zobaczył, że wyrzuca rzecz, którą prawie udało jej się ukraść, skonsternowany pokiwał głową i popukał palcem w czoło.
"Więcej tu nie przyjdę" - postanowiła w duchu.
Ciągle zdenerwowana dotarła do domu. Wyprowadziła psa, przebrała się w domowe ubrania i głęboko zamyśliła, rozkładając zakupy w kuchni. Zauważyła, że w szufladzie są aż cztery budynie i bita śmietana, które kupił Konrad. Zapewne przeznaczone do zlizania.
"Boże, Boże, jakie moje życie było wcześniej proste" - pomyślała, padając na kanapę.
Wyciągnęła telefon, żeby się pocieszyć, oglądając buty, i od razu zauważyła wiadomość od Ani. Dopytywała o postępy w poznawaniu zaawansowanych pieszczot i zapowiadała, że musi odwołać sobotnią sesję na Skypie, bo wyjeżdża. Chwilę potem jednak jeszcze zadzwoniła.
- No i jak? - spytała na wstępie.
Zuzia streściła przyjaciółce ostatnie wydarzenia.
- Czekolada, bita śmietana, syrop klonowy? - zapytała Ania. - To musisz się tam całkowicie wydepilować. Inaczej wszystko się poskleja i w ogóle.
- Jestem wydepilowana - odparła Zuzia z godnością. - Za kogo mnie uważasz?
- No ale całkiem? Co do jednego włoska?
- No tak, to nie. Mam taki wąski pasek.
- Musisz do zera. Najlepiej idź na laser.
Zuzia zadarła nogawkę dżinsów.
- W sumie - powiedziała - to i tak zaraz miałam się depilować. Nogi, pachy i w ogóle. Niedługo Konrad wraca z pracy i pewnie znowu będzie chciał dyskutować o tym całym seksie.
- Weź lusterko - poinstruowała Ania - obejrzyj dokładnie między nogami, gdzie tam masz włosy. Nawet nie wiesz, gdzie się te włoski ukrywają. Ja, wiesz, mam ciemne, więc walczę z tym całe życie. Chciałabym mieć taki aniołkowaty wygląd jak ty.
- Jesteś bardzo ładna - pospieszyła z zapewnieniem Zuzia. - Uważam, że czarne kręcone włosy i okulary są bardzo seksowne i charakterne. Mnie przez mój wygląd nikt nie traktuje poważnie. A przecież jestem inteligentna.
- Będę lecieć - rzuciła Ania i dodała w tle coś po niemiecku, a jakiś głos jej odpowiedział.
- A jak Dieter? - zapytała jeszcze Zuzia.
- Już się wyniósł. Poznał kogoś i zniknął bez słowa w ciągu jednego wieczoru.
- Nie zabrał nawet swoich rzeczy? - zdziwiła się Zuzia, która miała problem z zaśnięciem bez ulubionego jaśka.
- Jeszcze nie.
- A może coś mu się stało? - zatroszczyła się Zuzia. - Sprawdzałaś szpitale?
- Bez obaw. Dieter jest niezniszczalny. Teraz znowu śpię w swoim łóżku, a jego pościel upchnęłam w worku na śmieci i schowałam razem z innymi rzeczami w garażu. Mister Charlie znalazł tam sobie miejsce do spania i wszyscy są szczęśliwi.
- Zabierasz kotełka ze sobą na weekend? - zatroszczyła się Zuzia.
- Nie. Przecież to tylko dwa dni. Sąsiadka wpadnie do niego. A jak moja elegantka Chanel?
- Och, fizycznie czuje się świetnie. Tylko martwię się, że przez te pomysły Konrada skrzywi się emocjonalnie - powiedziała Zuzia. - To tak, jakby, wiesz, ktoś ciągle gadał o seksie przy dziecku. Prawie.
- To jednak chyba nie jest to samo.
- Ale chodzi trochę osowiała. Nie sądzisz, że przez to całe zamieszanie Chanel czuje się molestowana?
- Hmm... Naprawdę muszę już kończyć. Ale postaram się jeszcze zadzwonić.
Zuzia się rozłączyła. Chanel, słysząc rozmowę na swój temat, stała, wpychając łeb między kolana swojej pani. Zuzia nachyliła się i pocałowała suczkę obok jedwabistego ucha.
- Jestem kochaniem pańci? - zapytała. - I nigdy, nigdy pańci nie zostawię?
Chanel szczeknęła twierdząco.
- Dobra, idę ogolić te włochy - westchnęła Zuzia. - Bardzo bym chciała, żeby...
Ale nie dokończyła tej myśli. Kiedy stanęła przed lustrem, uderzyło ją, jak bardzo postarzała się przez ten tydzień.
W telefonie piknęła wiadomość. Konrad wysłał zdjęcie z sieci: kostka czekolady na języku modelki. Której dodatkowo z kącika ust płynęła strużka mleka. Zuzia, ciężko wzdychając, zabrała się za usuwanie zbędnych włosów.
* * *
- Wow, co za bielizna! Czarna... Nowa? - spytał Konrad, kiedy Zuzia otworzyła mu drzwi.
Zuzia zrobiła dzióbek i pocałowała Konrada w powietrzu, a potem czmychnęła za fotel.
- Łap mnie! - zawołała.
Konrad rzucił się w pogoń. Chanel skoczyła za nim, uznając to za zaproszenie do zabawy, przejechała przez parkiet i podcięła mu nogi. Konrad utrzymał się w pionie, ale w ostatniej chwili chwytając krzesło, które rąbnęło o podłogę. Zuzia wybuchnęła śmiechem, a Chanel się rozszczekała.
Zuzia zorientowała się, że Konrad zaraz straci nastrój, w którym wrócił do domu. Pochyliła się nad suczką i podrapała za uszami.
- Moja córcia pójdzie spać? - zapytała.
Konrad zniknął w łazience. Zuzia usłyszała szum prysznica.
Stanęła w staniku i w majtkach przy kuchence i z namysłem patrzyła na tabliczkę czekolady z siedemdziesięcioprocentową zawartością kakao. "Raz kozie śmierć" - pomyślała. Rozpuściła w kąpieli parowej czekoladę połamaną na kostki, dodała ekologiczną śmietankę. Zdążyła już zauważyć, że gotowe polewy czekoladowe zawierają konserwanty, którymi nie zamierzała się truć.
Chanel postała przy niej chwilę, ale ponieważ Zuzia ignorowała ją, w końcu poszła na swoje legowisko.
Konrad wyszedł z łazienki ubrany w szlafrok, bliźniaczo podobny do szlafroka Zuzi; kupili sobie nawzajem taki prezent na Boże Narodzenie. Podszedł do ukochanej i przytulił się do jej pleców.
- Czy to jest to, co myślę? - zapytał.
- Tak.
Włożyła palec w erotyczną polewę i oblizała go w skupieniu. Energicznie wróciła do mieszania.
- Mmm... - wymruczał Konrad. Złapał ją za piersi, a potem wsunął dłoń w majteczki. Wydyszał jej w kark: - Pospiesz się, bo nie wytrzymam!
- Już, już - wymamrotała.
Konrad ocierał się o jej plecy i pośladki. Okropnie ją to rozpraszało. Polewa czekoladowa zabąbelkowała.
- Ojej, ojej. Za rzadka.
- No to trudno... - szeptał Konrad. - Musimy zacząć... ta bielizna i ten czekoladowy zapach... zaraz nie wytrzymam, poważnie.
- Odsuń się ode mnie trochę - odszepnęła Zuzia i znowu włożyła palec w czekoladę.
Zdjęła garnuszek z płyty grzewczej i wypięła się, żeby sięgnąć po chochelkę. Przelała część polewy do miseczki i z zapałem zaczęła w nią dmuchać.
Studzenie czekolady doprowadziło Konrada do wrzenia. Złapał Zuzię za piersi i ścisnął dość mocno.
- Co z tą czekoladą?
- Nie wiem, czy mi dobrze wyszła - powiedziała zakłopotana.
- Trudno. Weź ją do buzi, a potem weź jego. Okej? - poinstruował Konrad i zrzucił szlafrok.
- Chyba miałam ją zlizać z niego? - spytała Zuzia.
Odwróciła się, spojrzała w dół i zobaczyła swojego chłopaka w pełnej gotowości.
Konrad spojrzał na piersi Zuzi w przezroczystym staniku, na swój męski atrybut sterczący jak maczeta, a potem na chochelkę wypełnioną polewą.
- Jesteś pewna?
Zuzia wysunęła język i spróbowała czekolady. Zacmokała, oblizała ze smakiem usta. - Pyszna jest, naprawdę.
- No dobra - powiedział Konrad.
Zuzia nachyliła się, mierząc odległość, i oblała penis polewą.
Wrzask Konrada był dowodem, że czekolada miała odpowiednią temperaturę, żeby włożyć do niej palec, ale najwyraźniej była jeszcze za gorąca, żeby oblać nią intymną część ciała.
Zuzia odłożyła miseczkę i chochlę, rzuciła okiem na Chanel, śpiącą słodko mimo alarmu, i uklękła przed Konradem, który jęcząc, trzymał się za genitalia. Pochuchała z zapałem.
- Jak chcesz, mogę przyłożyć go do ucha. - zaproponowała. - Tak się robi, jak ktoś się poparzy.
- Nie - warknął Konrad. - Dzięki.
Pokuśtykał do łazienki, a Zuzia podążyła za nim.
Przyglądała się chłodzeniu penisa prysznicem. Nie patrzyła na twarz kontuzjowanego. Rozmyślała. Analizowała swoje motywy i prawdopodobieństwo, że Konrad przypisze jej jeszcze gorsze. Na przykład to, że poparzyła go specjalnie.
Ośmieliła się spojrzeć na ukochanego. Kiedy miała wrażenie, że grymas bólu na jego twarzy zniknął, podjęła raptowną decyzję. Uklękła i desperacko włożyła penisa do ust. Miała wrażenie, że trzyma w jamie ustnej wystudzoną miękką kluskę.
Konrad poinformował ją, że nie ma już erekcji.
- Nie sądzę - dodał z wyrzutem - żeby dzisiaj cokolwiek z tego było. Mam poparzenia co najmniej drugiego stopnia.
Zuzia poruszyła głową kilka razy i sytuacja zaczęła się zmieniać. Konrad chrząknął i położył rękę na jej głowie i złapał za koczek. Zuzia gwałtownie wypluła penisa.
- Nie - zaprotestowała. - Na to się nie zgadzam. Przeproś.
- Za co?
- Za łapanie za głowę.
- Przesadzasz - powiedział Konrad, położył dłoń na jej karku i dość mocno próbował nakierować na swoje części intymne.
Zuzia klepnęła go w rękę i wstała z kolan.
- Straciłam ochotę - oświadczyła. - Co ty sobie wyobrażasz? Może mnie jeszcze za uszy złapiesz, żeby nadziewać na twojego fiuta?
"Fiut". Nigdy nie używała takich określeń.
- Co takiego? - spytał zaskoczony i poirytowany Konrad.
- Nie pozwalam ci kierować moją głową. Nie dotykaj mnie tak! - zawołała Zuzia, ilustrując to, czego sobie nie życzyła, za pomocą złapania się za uszy i wykonania kilku ruchów szczęką.
- Nie sądzisz, że należy mi się jakieś odszkodowanie? - wydyszał Konrad i złapał się za swoje klejnoty.
- Odszkodowanie? Ja chciałam to zrobić z miłości! - zawołała Zuzia.
Usłyszała Chanel, która najwyraźniej miała zamiar dołączyć do ich towarzystwa. Zamknęła przed nią drzwi.
- Kończysz czy nie? - spytał Konrad. - Bo jeżeli nie, to będę musiał sam to zrobić.
Zuzia spojrzała na to, co trzymał w ręce, a potem zmierzyli się spojrzeniami. Penis podskoczył, jakby pod wpływem zimna, które przeskoczyło nagle między nimi.
Konrad wszedł za zasłonkę prysznica.
- Wiesz co - powiedział zza niej - wolałbym, żebyś stąd poszła. Znowu mnie piecze. I w ogóle.
Zuzia wyszła. W lustrze na korytarzu zobaczyła swoje odbicie. Czarny, a tak naprawdę grafitowy komplet bielizny - Konrad nie umiał odróżnić kolorów - był śliczny. Wszystko na marne. Obróciła się jeszcze, obejrzała swoje pośladki i wcięcie w talii i wtedy go zauważyła: Konrad także obserwował ją w lustrze przez szparę w drzwiach.
- Słuchaj... - powiedziała.
Zamknął drzwi.
Od tego momentu nic już nie było takie samo.