Dobre bajki o tym, że warto być odważnym - Małgorzata Korbiel

Kup ebooka

24.99 zł
22.40 zł (16,74 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Antoś już nie boi się nowych rzeczy

Niedźwiadek Antoś lubił długo obserwować różne zabawy i zajęcia, zanim spróbował ich sam. Niektórzy mówili, że jest ostrożny, a inni, że po prostu lubi najpierw pomyśleć. A prawda była taka, że niedźwiadek... bał się nieznanych mu rzeczy. Naprawdę nie czuł się dobrze w sytuacjach, które były dla niego nowe.

Kiedy pierwszy raz zobaczył wysoką zjeżdżalnię na placu zabaw, długo stał na dole i mruczał pod nosem:

- Hmmm... Może lepiej, żeby najpierw ktoś sprawdził, czy ona działa...

Gdy w przedszkolu pojawiły się farby do malowania palcami, Antoś patrzył na nie podejrzliwie.

- A jeśli nigdy się nie zmyją z łapek?

Bał się też spróbować jazdy na hulajnodze. Nie dlatego, że na hulajnodze można było się mocno rozpędzić, ani dlatego, że droga była stroma. Po prostu było to dla niego coś nowego.

- To może ja tylko potrzymam kierownicę... tak... na początek.

I potrzymał ją bardzo dzielnie, a tak naprawdę...

Siedział na kanapie.

Ale pewnego poranka wydarzyło się coś absolutnie wielkiego.

Mama powiedziała do Antosia:

- Synku, zapisałam cię na lekcje pływania.

Niedźwiadek zamarł. Wcale nie bał się wody. Lubił pluskać się przy brzegu i kopać w mokrym piasku. Jednak uczenie się czegoś zupełnie nieznanego... to poważna sprawa.

- Będzie instruktor i dużo innych dzieci - dodała mama.

W głowie Antosia kłębiły się myśli: "Co, jeśli wszyscy będą umieli pływać, a ja... się nie nauczę?". Tyle że zamiast głośno to powiedzieć, tylko pokiwał głową.

- Jasne - mruknął. - Pływanie. Łatwizna.

Następnego dnia Antoś włożył nowe kąpielówki w niebieskie paski. Do plecaka spakował ręcznik, czepek, butelkę wody i kanapkę z dżemem. Bo każdy wie, że poważne sprawy wymagają odpowiedniego przygotowania.

Kiedy szedł z mamą nad jezioro, poczuł coś dziwnego, jakby ktoś włożył mu do środka kilka niespokojnych motylków. Zaczął masować łapką brzuszek.

- Wszystko w porządku? - zapytała mama.

- Tak - odpowiedział szybko. - Ja tylko... rozgrzewam brzuch.

Na miejscu było już sporo dzieci. Wydry chlapały się w wodzie przy brzegu, bobry poprawiały sobie czepki, a przy torbie z kolorowym sprzętem stał instruktor Cezary.

- Witajcie, młodzi pływacy! - zawołał pogodnie. - Dziś zaczynacie swoją wspaniałą przygodę!

Antoś przełknął ślinę.

Instruktor zaprowadził grupę do odgrodzonej części jeziora, gdzie woda sięgała dzieciom do pasa i gdzie każdy mógł swobodnie stanąć na dnie. Rozdał wszystkim po długim, miękkim przedmiocie.

- Co to? - zaciekawił się niedźwiadek.

- Makaron - wyjaśnił rozbawiony instruktor.

- Czy będzie też sos? - zapytał z nadzieją Antoś.

Wydry wybuchnęły śmiechem.

- Tego się nie je! - zawołała jedna z nich.

Niedźwiadek spojrzał na trzymany w łapkach przedmiot z niedowierzaniem.

- Nie? To po co on jest?

Instruktor uśmiechnął się szeroko.

- Ten makaron pomaga pływać. A teraz... do wody!

Dzieci ruszyły z piskiem. Tylko niedźwiadek zrobił to bardzo ostrożnie, najpierw włożył jedną stopę, potem drugą. Woda była chłodniejsza, niż się spodziewał, więc się wzdrygnął.

- Ojej - skomentował.

Instruktor dmuchnął w gwizdek, żeby zwrócić uwagę całej grupy.

- Zaczniemy od bardzo prostego ćwiczenia - oznajmił. - Porobimy bąbelki.

Dzieci spojrzały na niego z ciekawością.

- Robi się je tak, że zanurzamy pyszczek w wodzie i wydmuchujemy powietrze. Spróbujcie!

Wydry natychmiast zanurkowały i po chwili wokół nich pojawiło się mnóstwo bąbelków.

Antoś spojrzał na jezioro. Przypomniał sobie coś, co mówiła mu mama, gdy się denerwował.

- Najpierw trzy spokojne oddechy - wymruczał.

Więc zrobił wdech...

Wydech...

Jeszcze jeden.

W końcu się schylił, dotknął wody czubkiem nosa i bardzo ostrożnie dmuchnął.

Pojawił się jeden mały bąbelek.

Niedźwiadek natychmiast podniósł głowę.

- O! Zrobiłem jeden! - zawołał zaskoczony.

- I to jest świetny początek - pochwalił go instruktor.

Wkrótce okazało się, że wydry robią znaczne postępy w nauce. Jedna z nich zaczęła już nawet przepływać krótkie odcinki między bojkami. Chlapała przy tym łapkami i śmiała się głośno. Bobry również szybko się ośmieliły i zaczęły próbować swoich sił w pływaniu.

Dalsza część w wersji pełnej