Obrońcy Czystości
Zosia i Antek byli najlepszymi przyjaciółmi. Każdego dnia wymyślali nowe zabawy w przedszkolu i nigdy się nie nudzili. Uwielbiali budować wieże z klocków, rysować magiczne krainy i bawić się w ogrodzie, gdzie przeżywali mnóstwo przygód.
Pewnego ranka pani Marta, wychowawczyni grupy, zebrała swoich podopiecznych na dywanie.
- Mam dla was zagadkę! - powiedziała i uniosła palec do góry, żeby przyciągnąć uwagę dzieci. - Co to jest: są wokół nas, ale ich nie widać. Mogą ukrywać się na placu zabaw, na naszych rękach, a nawet w naszych buziach! Co to?
Dzieci spojrzały po sobie, a potem zaczęły zgadywać.
- Wiatr? - zapytała Hania.
- Duchy! - zawołał Antek, po czym podniósł ręce i rozbawiony zaczął straszyć koleżanki.
Te zachichotały.
- Nie duchy i nie wiatr. - Pani Marta pokręciła głową. - Chodzi o zarazki. To coś bardzo malutkiego, co może płatać nam niezbyt miłe figle.
- Ojej! A jakie figle? - spytała zaciekawiona Zosia.
- Zarazki mogą sprawić, że zacznie nas boleć brzuch albo nasze zęby się popsują - wyjaśniła pani Marta.
Antek popatrzył na swoje dłonie i szybko wytarł je o spodnie.
- Ale więcej o nich opowiem wam po zabawie w ogrodzie. Teraz idźcie się przebrać.
Zosia i Antek spojrzeli na siebie i niemal jednocześnie zawołali:
- Musimy wytropić tych figlarzy!
Dzieci wybiegły na plac zabaw. Powietrze pachniało świeżo, wiosennie, a słońce ogrzewało im buzie. Antek od razu ruszył pod drzewa i zaczął grzebać patykiem w ziemi.
- Może tam są ukryte zarazki i dlatego ich nie widzimy? - zastanawiał się na głos.
Zosia zaczęła budować zamek w piaskownicy. Jej palce zanurzały się w wilgotnym piasku, formowały wieże i mury oraz wykopywały głęboką fosę.
- To będzie zamek dla rycerzy, którzy obronią nas przed zarazkami - wyjaśniła koleżance, która przyglądała się jej wysiłkom. Po chwili spojrzała na swoje dłonie i paznokcie. Skrzywiła się. - Fuj! Ale są brudne!
Antek także spojrzał na swoje palce - były pokryte kawałkami suchych listków i grudkami ziemi.
- Moje też! Ale to nic, przetrę je chusteczką i będą czyste - powiedział beztrosko.
Zosia i Antek wyjęli chusteczki i starannie wytarli dłonie.
Pani Marta podeszła do nich zaciekawiona.
- Spójrzcie na chusteczki, są teraz bardzo brudne. Myślicie, że zarazki zniknęły już z waszych rąk?
- Tak! - odparły dzieci.
Pani nie była jednak tego taka pewna. Poprosiła, aby dzieci przyjrzały się uważniej swoim dłoniom. Kiedy Zosia i Antek spojrzeli na ręce, bardzo się zdziwili - może i nie było już na nich ziemi czy piasku, ale pozostały brudne, na skórze mieli brązowe plamy i czarne smugi pod paznokciami.
- Ojej! - wykrzyknęła Zosia. - To znaczy, że ciągle mamy zarazki na rękach!
- Chodźcie, spróbujemy inaczej wyczyścić ręce. I tak już koniec zabawy w ogrodzie - zaproponowała wychowawczyni i zaprowadziła całą grupę do łazienki.
Tam dzieci odkręciły krany i zanurzyły dłonie pod strumieniem wody. Pani Marta podała im mydło w płynie, które pachniało truskawkami.
- Pocierajcie ręce dokładnie! Między paluszkami, na grzbiecie dłoni i pod paznokciami - instruowała.
Dzieci pocierały mokre dłonie mydłem, dzięki czemu wytworzyła się pachnąca piana.
Gdy przedszkolaki wytarły ręce w papierowe ręczniki, zauważyły, że ich dłonie są czyste.
- To był zaczarowany eliksir przeciwko zarazkom! - zażartował Antek.
- Hura! Pokonaliśmy zarazki na rękach! - krzyknęła Zosia, a reszta kolegów i koleżanek zaczęła skakać ze szczęścia.
- Właśnie dlatego zawsze myjemy ręce przed jedzeniem, po wizycie w toalecie czy po zabawie na dworze. - Wychowawczyni wyjaśniła obowiązujące w przedszkolu zasady. - Nie tylko po to, żeby były pachnące i czyste, ale też po to, żeby pozbyć się zarazków, które uwielbiają brud!
- Mówiła pani, że na zębach też są zarazki - powiedział Wojtek. - Czy to znaczy, że zęby też musimy myć mydłem?
Dzieci się zaśmiały, ale też z ciekawością nadstawiły uszu.
- Nie, Wojtusiu, do zębów używamy pasty do zębów i szczoteczki. Po każdym posiłku. - Wychowawczyni wskazała kubeczki z pastami i szczoteczkami stojące w rzędzie na półce niedaleko umywalek.
- A, no tak, zapomniałem! - skomentował Wojtek.
Po obiedzie, gdy wszyscy umyli już zęby, a potem odpoczywali na dywanie, Antek nagle skrzywił się i złapał za brzuch.
- Aj, aj, boli... - jęknął.
Zosia spojrzała na niego zaniepokojona.
- Może zaatakowały cię zarazki? Ale jak się dostały do twojego brzucha?
Antek zawahał się, a potem przyznał cicho:
- Może dlatego, że ostatnio nie chce mi się myć zębów... Czasem tylko udaję, że je myję, a pastę zjadam, bo jest smaczna.
Zosia zrobiła wielkie oczy i przywołała panią Martę, która ukucnęła przy chłopcu.
- Antku, pasta do zębów nie jest do jedzenia - wyjaśniła. - Jeśli ją połykasz, może rozboleć cię brzuszek. Pastą czyścimy zęby, a nie wnętrze brzucha. Twoje ząbki muszą być naprawdę sumiennie szorowane, inaczej zarazki namnażają się na nich i mogą je uszkodzić.
Antek spojrzał z przejęciem na nauczycielkę.
- To co mam robić?
- Musisz myć zęby codziennie rano i wieczorem, a najlepiej po każdym posiłku. Dokładnie je szczotkuj i nie połykaj pasty. Wtedy zarazki nie będą miały żadnych szans!
Zosia klasnęła w dłonie.
- Czyli udało nam się znaleźć sposób, żeby pokonać zarazki także na zębach!
Dalsza część w wersji pełnej