Rozdział 1
1
- Sto lat, sto lat... - śpiewała Elinor i wesoło dyrygowała chórem,
który składał się z jej córki Billie i córki Emmy, Frankie. -
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Billie śpiewała, podczas gdy Frankie zdawała się być w gorszym nastroju
niż zwykle.
- Wszystkiego najlepszego - powiedziała znudzona. - Koniec? W takim
razie mogę już iść.
- Frankie - syknęła Elinor. - Twoja mama ma dzisiaj urodziny. Bądź tak
miła i zachowuj się, jak przystało na dwudziestojednolatkę.
Co w nią wstąpiło?
Billie podbiegła do sofy, na której siedziała Emma.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - powiedziała, usiadła obok
Emmy i podała prezent. - Jakie to uczucie być tak starą? - zapytała
prosto z mostu.
- Dziękuję, nie najgorsze - odparła Emma i z ładnego pudełka wyjęła
kaszmirowy szal. - Jaki piękny! Wspaniały prezent! - powiedziała,
wychyliła się do przodu i pocałowała Billie w policzek. - Będę go nosić,
gdy w chłodne wieczory będę siedzieć w biurze.
Elinor zauważyła, jak Emma posłała córce spojrzenie, a Frankie
demonstracyjnie wolno podeszła do mamy i wręczyła jej prezent.
- Wszystkiego najlepszego.
- Dziękuję, skarbie! - Emma rozpakowała prezent i podniosła do góry
książkę. - Tak staniesz się lepszą mamą - przeczytała na głos tytuł. -
Jak miło z twojej strony. Nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam -
skomentowała oschle.
Elinor zauważyła, że Emma chciała się zbliżyć do Frankie, ale ta szybko
się wycofała.
- Muszę już lecieć. Szczęśliwego nowego roku i tak dalej.
- Jak to? Nie będzie cię na przyjęciu sylwestrowym we Flanagans? -
zapytała Emma.
- Nie, raczej nie. Ale życzę wam dobrej zabawy. Billie, załóż suknię z falbanami. Pasuje ci do kręconych włosów.
- Ty też masz kręcone włosy.
- Tak, ale ja mam trwałą, a to różnica.
W pośpiechu wyszła z apartamentu Emmy i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Emma potrząsnęła głową.
- Przepraszam, Billie, że zawsze się ciebie czepia - powiedziała
stłumionym głosem.
- Nie ma sprawy. Nie przejmuję się tym. Jest zazdrosna, to wszystko.
Sympatia polega na wzajemności. Innymi słowy, nie lubimy się.
Elinor i Emma wymieniły spojrzenia, jakie przez lata wymieniały
niezliczoną ilość razy. Ich córki, które były w tym samym wieku,
nienawidziły się nawzajem i Emma z Elinor nie mogły nic na to poradzić.
Rozdział 2
2
Ponieważ Frankie nie zjeżdżała już po poręczy z mieszkania na górze
hotelu Flanagans, zbiegała teraz po schodach. Matka upominała ją, by
schodziła powoli, podziwiała otaczające ją piękno i doceniała jego
znaczenie. Ale Frankie chodziła po hotelu, odkąd sięgała pamięcią, i znała wzór wykładziny w najdrobniejszych szczegółach, wiedziała, kto
jest na portretach na ścianach i że poprzednia właścicielka hotelu
nazywała się Linda Lansing, że żyrandole czyści się raz w roku przed
Bożym Narodzeniem, że marmurowe podłogi są wytrzymałe i powinny takie
być, biorąc pod uwagę niezliczone pary butów, które stąpały po nich
dzień po dniu. I oczywiście wiedziała, że jej mama i Elinor pięły się po
szczeblach hierarchii. Znała to wszystko na pamięć.
Musiała się spieszyć, jeśli chciała uniknąć pytań, i - nie zatrzymując
się - przebiegła obok Charlesa, który miał już chyba ze sto lat i odbierał właśnie bagaż od jednego z gości. Pomachała do niego, on skinął
głową i mrugnął do niej konspiracyjnie.
Schyliła się i przemknęła obok recepcji, gdzie stał ojciec. Nie miała
ochoty mu się spowiadać. Powstałoby wielkie zamieszanie, gdyby się
zorientował, że nie zależy jej na sylwestrze we Flanagans. Stwierdziłby,
że porozmawia sobie z mamą i wieczorem znów będą się kłócić, jak
każdego innego wieczoru. Równie dobrze mogą się więc pokłócić z powodu
Frankie. Nie ma chyba bardziej nieszczęśliwej pary pod słońcem.
Kiedy wyszła na dwór w dzielnicy Mayfair, założyła rękawiczki i podniosła kołnierz z lisa. Na dworze było zimno, ale nie lodowato, a spacer do mieszkania Carol w Covent Garden zajmie jej nie więcej niż
dwadzieścia minut. Wspaniale, że mogła uciec z Flanagans.
Frankie doskonale wiedziała, jak będzie wyglądał wieczór sylwestrowy we
Flanagans. Zbyt wiele razy już to przeżyła. Najpierw rodzice będą stali
uśmiechnięci obok siebie na schodach, u których podnóża zgromadzą się
goście i fotoreporterzy, a obok nich staną Elinor z mężem Sebastianem i ich córką, głupiutką Billie. Ojciec skinie głową do Sebastiana i powie
do niego: "Sebastianie...", a Sebastian odwzajemni spojrzenie, skinie
głową i powie: "Alexandrze...". Potem będą się uśmiechać do kamer, a następnego dnia prasa doniesie o wspaniałym sukcesie, jaki Emma i Elinor
odniosły wraz ze swoimi mężami.
W rzeczywistości Sebastian i jej ojciec nienawidzili się. To było dość
mocne słowo, ale Frankie od zawsze czuła, że obaj za sobą nie
przepadają. Stosunki między nimi były tak samo chłodne jak między
Frankie a Billie. Gdyby ktoś zapytał o powód, Frankie nie potrafiłaby
odpowiedzieć. Niektórzy ludzie po prostu nie potrafią się dogadać. Gdy
tylko fotografowie zrobią zdjęcia, Sebastian i Alexander pójdą w swoją
stronę. Ojciec zrobi kwaśną minę, a Sebastian się upije. W końcu to nie
był pierwszy sylwester, który spędzą razem.
Potem jej mama, Elinor i Billie pójdą witać gości. Przyjdą na pewno
Diana i Charles. Również Elton. Mama dba o takie rzeczy. Elinor i Billie
też. Kochają gości, a szczególnie tych sławnych. Gdyby mama zaprosiła
Kim Wilde lub Bowiego, Frankie rozważyłaby nawet, czy nie zostać na
przyjęciu sylwestrowym we Flanagans.
Żyrandole były polerowane już od tygodni, podobnie zresztą jak sztućce.
Wszyscy pracownicy obsługi otrzymali nowe koszule i zostali
poinstruowani, że tylko wtedy mogą się odezwać, gdy się do nich zwrócą.
Kelnerki musiały mieć upięte włosy i pod żadnym pozorem nie mogły mieć
niepomalowanych i zbyt krótko obciętych paznokci. Mężczyznom nie wolno
było nosić wąsów - chyba że wyglądali podobnie do Toma Sellecka, ale
żaden nie spełniał tego warunku. Mama dokładnie sprawdzała pracowników
przed przybyciem gości. Co za głupota! Ale właśnie tak głupie były
zasady obowiązujące we Flanagans.
Jak ojciec sprawdzi, czy wszystko jest w porządku, dołączy do matki,
obejmie ją ramieniem i pocałuje w policzek. Ona się wzdrygnie, ale będą
udawać, że nikt tego nie zauważył. Frankie nie jest przecież jedyną
osobą, która widzi, że ojciec kocha mamę bardziej niż ona jego. Królowa
lodu, która dba tylko o swój hotel. Jak można być zakochanym w kimś
takim? To po prostu niemożliwe. Ale ojciec był zakochany w mamie -
przynajmniej jeszcze kilka lat temu. Teraz tylko udaje, głównie ze
względu na Flanagans.
Sebastian wydawał się jedyną osobą, dla której hotel nie był świętością.
Ale może dlatego, że tak dużo pił. Prawdopodobnie nawet nie zauważy, że
rodzice Frankie wycofują się pomału na górę do mieszkania, by rozpocząć
pierwszą awanturę w nowym roku. Trudno było powiedzieć, czy Elinor była
szczęśliwa z Sebastianem. Był całkiem miły i zabawny, ale był pijakiem,
a to z pewnością nie było zabawne.
Rodzice Frankie zawsze sprzeczali się o to samo: ojciec twierdził, że
mama ma nienormalną potrzebę zwracania na siebie uwagi innych mężczyzn,
a mama odpowiadała, że wcale tak nie jest. Frankie uważała, że mama
zabiega o względy wszystkich, ale co ona tam wiedziała. Słyszała kiedyś,
jak babcia mówiła o jej matce, że jest rozwiązła. Może to była prawda.
Tak czy inaczej dzisiejszy wieczór chce spędzić bez niej.
Frankie zamierzała spędzić tę noc u Carol. Mama wpadłaby w szał, gdyby
się dowiedziała, że Frankie i Carol sypiają ze sobą. Może przyjdzie też
Tom, wtedy we trójkę oddadzą się kokainie i miłości. Tak czy inaczej
czekał ją niezapomniany sylwester.
Frankie używała narkotyków z umiarem, w żadnym wypadku nie chciała się
uzależnić. Ale kokainie nie była w stanie czasem się oprzeć. Po niej
człowiek czuje się niezwyciężony. Seks jest wtedy gorący, a życie staje
się jasne. Frankie nie była zakochana ani w Carol, ani w Tomie, ale
seks był wspaniały, a od kilku lat brała tabletki, dzięki którym mogła
się zrelaksować. Mama zaszła w ciążę, gdy miała osiemnaście lat. Pewnie
dlatego jest teraz taka oziębła. Pewnie uważa, że wczesne macierzyństwo
zniszczyło jej życie. Frankie miała prawie dwadzieścia dwa lata i postanowiła, że nigdy nie będzie mieć dzieci. Nie powtarza się przecież
błędów rodziców.
Frankie była już w łóżku z kilkoma mężczyznami. Zatrzymała się na ulicy
Piccadilly i zaczęła liczyć. Trzydzieści trzy? Nie więcej? Kiedy
ostatnio zastanawiała się nad tym, a było to zaledwie miesiąc temu,
naliczyła ponad trzydziestu mężczyzn i jedenaście kobiet. Chociaż
wszystko zależy od tego, jak się liczy, bo czasem leżała w domu rozpusty
i uprawiała seks ze wszystkimi.
Przy fontannie z posągiem ze skrzydłami zebrał się tłum ludzi. Frankie
skinęła głową do kilku znajomych. Jeden z nich niedawno handlował
narkotykami i został skazany, ale z jakiegoś powodu nie odsiedział
wyroku. Brawo. Uśmiechnęła się do niego zachęcająco, potem skręciła w stronę Trafalgar Square.
Każda inna matka zareagowałaby, gdyby jej córka wróciła do domu
kompletnie naćpana, ale matka Frankie była inna. Westchnęła tylko,
poprawiła poduszkę na ramieniu i nawet nie patrzyła córce w oczy na tyle
długo, by zauważyć powiększone źrenice i nieregularne ruchy spowodowane
zażywaniem kokainy. A ojciec był zawsze tak zajęty wpatrywaniem się w mamę, że też niczego nie widział. Z tego względu zażywanie narkotyków w rodzinie Nolanów nie było ryzykowne. I tak nikogo to nie obchodziło.
Frankie zapukała do drzwi Carol. Z mieszkania dobiegały głośne, radosne
głosy. Impreza już się rozkręciła. Tom podszedł do niej i zarzucił jej
ręce na szyję, zanim jeszcze zdążyła zdjąć futro, a zanim się
zorientowała, wciągnęła nosem pierwszą kreskę i znalazła się wśród
gości. Ten rok zakończy się wspaniale. Była tego absolutnie pewna.
Rozdział 3
3
- Bądź tak dobry i zamknij drzwi.
Emma przeglądała się w lustrze w mieszkaniu w hotelu Flanagans. Srebrna
sukienka mieniła się. Nie była już nowa, ale wciąż piękna. Założy
kolczyki ze sztucznymi diamentami, do ręki weźmie małą kopertówkę.
Wystarczy, nic więcej nie potrzeba. Cały wieczór w szpilkach to mordęga,
ale w sylwestra nie było innego wyjścia.
Alexander zasunął powoli zamek błyskawiczny, po czym pocałował ją w szyję. Emma zadrżała. Żeby chociaż z podniecenia!
- Nie teraz - powiedziała i podeszła do toaletki.
- Wcale tego nie oczekuję - odpowiedział spokojnym głosem. - Gotowa? -
zapytał, zawiązując krawat.
- Zaraz, jeszcze tylko kolczyki - odparła i otworzyła szkatułkę. - Muszę
jeszcze coś załatwić w biurze. Zajmie mi to najwyżej kwadrans. Zrób
sobie drinka - powiedziała z uśmiechem i założyła kolczyki.
- Pójdę z tobą.
- Nie, nie, nie ma takiej potrzeby. Zadzwonię, jak tylko skończę. Zrób
sobie drinka - zaproponowała ponownie.
To, czy skorzysta z propozycji, czy nie, było dla niej stosunkowo mało
istotne. Potrzebowała kilku minut dla siebie przed rozpoczęciem
uroczystości. Kiedy już się znajdzie w salonie, aż do północy nie złapie
oddechu, a do tego czasu minie kilka godzin. O Frankie nie chciała teraz
myśleć, a mimo to bez przerwy myślała. Czy jeszcze kiedyś się odnajdą?
Wcześniej były sobie takie bliskie i strasznie brakowało jej tej
bliskości. Ale co mogła zrobić?
Alexander jakby czytał w jej myślach, bo zapytał niespodziewanie:
- A nasza córka? Gdzie ona się właściwie podziewa?
- Nie wiem - odpowiedziała Emma. - Wymknęła się z hotelu i myśli, że
niczego nie zauważyłam.
- Nie spędzi z nami tego wieczoru? - zapytał zaskoczony.
Emma pokręciła przecząco głową.
- Myślę, że nie.
Pierwszy raz powitają nowy rok bez Frankie.
Billie wyszła ze swojego pokoju w dużym domu w ekskluzywnej londyńskiej
dzielnicy Belgravia i spotkała w korytarzu ojca.
- Jaka ty jesteś ładna! - powiedział szczerze Sebastian i uśmiechnął
się. - Gdzie jest mama?
- Tutaj jestem - zawołała Elinor i stanęła w drzwiach sypialni.
Sebastian gwizdnął.
- Tato, proszę - powiedziała Billie. - Idziemy?
Suknia etui podkreślała kształty Elinor, a jej brązowa skóra lśniła od
balsamu, który nałożyła. Billie czuła się głupio przy swoich nader
urodziwych rodzicach. Jej kolor skóry był znacznie jaśniejszy niż matki,
a w jej żyłach płynęła krew zbyt wielu białych ludzi. Mama była starsza,
a mimo to ładniejsza. Billie uważała, że to nie w porządku. Sukienka
młodej kobiety wcale nie poprawiła sytuacji. Czy to nie ona powinna
założyć suknię etui?
Sebastian podał obu kobietom ramię, kiedy szli korytarzem do schodów.
Billie była oburzona, że Frankie wykpiła się od przyjęcia. Miała w nosie
sylwestra we Flanagans. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, by
powiedzieć, że nie chce być na sylwestrze w hotelu. Za chwilę jak zwykle
stanie między rodzicami na słynnych schodach, czując się jak dziecko,
mimo że miała prawie dwadzieścia dwa lata. Kiedy jej mama miała tyle
lat, została pierwszą czarnoskórą szefową we Flanagans, wyszła za mąż i założyła rodzinę.
A ona? Co osiągnęła w życiu? Nic. Nie musiała pracować. Jeśli
potrzebowała pieniędzy, prosiła ojca, bo mama na to nie zważała. Co
prawda uczestniczyła w różnych seminariach i pracowała w hotelu, ale tak
naprawdę nie robiła nic.
Frankie natomiast zachowywała się jak dziwka, piła, ćpała i marnowała
swoją młodość. Nie zrobiła też nic bardziej pożytecznego niż Billie.
Frankie była ładna, bystra i błyskotliwa. Podczas gdy Frankie bez
problemu ukończyła szkołę - i to ze świetnymi ocenami, choć była pyskata
i dostawała nagany - Billie musiała ciężko pracować na oceny, które i tak były gorsze niż Frankie. To strasznie niesprawiedliwe. Billie była
zawsze tylko grzeczna i dlatego miała teraz na sobie nieseksowną
sukienkę, w której wyglądała na czternaście lat.
1983 to mój rok, pomyślała w samochodzie, który wiózł ich do
Flanagans. Ja wam jeszcze pokażę!
Kiedy ich mężowie i Billie zostawili ją samą sobie na schodach po
tradycyjnych zdjęciach rodzinnych, Elinor dołączyła do Emmy. Teraz miały
być fotografowane tylko właścicielki hotelu.
- Myślę, że Sebastian znowu ma romans - szepnęła Elinor przyjaciółce do
ucha.
- O nie! Dlaczego tak myślisz? - zapytała Emma.
- Sama nie wiem, chyba intuicja - odparła, uśmiechając się i machając do
kogoś znajomego. - Co byś zrobiła, gdyby Alexander miał romans? -
zapytała szeptem.
Emma wzruszyła ramionami.
- Marzę o tym, by miał kochankę. Wyszłam za niego tylko ze względu na
Frankie. Sama wiesz.
- Tak, wiem, ale wiem też, że z biegiem czasu znaczył dla ciebie coraz
więcej.
Elinor pozdrowiła innego znajomego, który stał u stóp schodów.
Fotografowie uwielbiali to i w błyskach fleszy goście przemieszczali się
obok nich w eleganckich strojach.
- Co zrobisz, jeśli się okaże, że znowu jest ci niewierny? - zapytała
Emma.
Romanse Sebastiana bolały Elinor. Nie potrafiła już zliczyć, ile razy ją
zranił. Ostatnie dziesięć lat nie było łatwe.
- Nie wiem - odpowiedziała szeptem.
- Nadal go kochasz? - zapytała Emma.
Co miała odpowiedzieć? Choć było jej teraz ciężko, nie wyobrażała sobie
życia bez rodziny. Musi pokonać również ten kryzys.
- Tak, kocham, ale czy małżeństwo nie jest czymś więcej niż tylko
miłością? - odparła. - Zawsze myślałam, że małżeństwo to coś znacznie
więcej i składają się na nie też rzeczy, które nie mają nic wspólnego z miłością. Obiecaliśmy sobie, że będziemy razem na dobre i na złe.
Jesteśmy rodziną. A ja kocham moją rodzinę.
- W moich oczach masz wszystko. Męża, którego kochasz, cudowną córkę, z którą się rozumiesz, pracę, która cię uszczęśliwia. Poza tym jesteś
zdrowa.
Emma uśmiechnęła się do obiektywu, potem znowu się odwróciła.
Elinor zaśmiała się.
- Masz rację, mam wszystko - powiedziała, ale - mówiąc te słowa - czuła
ścisk w gardle. Bo to znaczy, że mam też wiele do stracenia,
pomyślała. Potem zadała pytanie, które zadawała co roku: - Czego sobie
życzysz w nowym roku?
- Żebyśmy się z Frankie zbliżyły do siebie - odpowiedziała Emma bez
wahania. - A ty?
- Żeby moje małżeństwo przetrwało rok 1983.
Obie skinęły głowami i uśmiechnęły się. Ten uśmiech wyrażał ich głęboką
przyjaźń i wzajemne bezwarunkowe zaufanie. Potem zeszły na dół i wmieszały się w tłum gości.
Również tym razem ścisk w gardle Elinor minie.
Rozdział 4
4
W Nowy Rok Frankie wróciła do domu i spakowała dwie duże torby podróżne.
- Dziękuję za lata tu spędzone, ale wyprowadzam się - powiedziała i z butą spojrzała w twarz Emmy.
Emmę przeszył zimny dreszcz. Chciała złapać córkę za rękę i powiedzieć:
"Nie, nie teraz, kiedy stałyśmy się sobie takie obce", ale nie
powiedziała tego.
- Co? Dlaczego? I tak nagle? Dokąd pójdziesz? Nie chcę, żebyś się
wyprowadzała.
- Wprowadzam się do Carol. Jej numer telefonu zostawiłam na stole w kuchni. Coś jeszcze?
Mówiła lekceważącym tonem. Nie, do tego Emma się nie przyzwyczai.
Starała się ukryć, jak bardzo ją zasmuciła decyzja córki. Sama wyniosła
się z domu rodzinnego, kiedy miała osiemnaście lat, nie miała więc prawa
osądzać Frankie, która robi to, będąc o kilka lat starsza.
- Frankie, proszę, porozmawiajmy o tym. Chcesz pracować? Studiować?
Potrzebna ci praca w hotelu? Kim jest ta Carol? Chodź, zjemy razem
śniadanie, jak będziesz chciała, pojedziesz po śniadaniu. Każę cię
odwieźć moim samochodem. Charlie cię odwiezie.
Patrzyła na córkę błagalnym wzrokiem.
Frankie zdawała się wahać przez moment, jednak sięgnęła po torby.
- Powiedz tacie, że zadzwonię do niego - rzuciła i wyszła.
Co powinna zrobić, by powstrzymać córkę? Mogła być tak samo surowa i nieugięta jak jej matka, ale wiedziała, do czego to doprowadziło. Emma
nie chciała ograniczać córki, chciała dać jej pełną swobodę. Z czasem
narastały wątpliwości, bo zachowanie Frankie nie poprawiało się. Bez
przerwy się wściekała. Nie tylko na Emmę, również na Alexandra i Billie.
Jedyną osobą, z którą zdawała się dogadywać, była Elinor. Sebastian był
dla niej jak powietrze. Moczymorda z Belgravii - tak go ostatnio
nazwała, a Alexander wybuchnął śmiechem, jakby powiedziała coś
zabawnego. Wtedy Emma interweniowała. Są granice i nie pozwoli córce
obrażać innych. A już na pewno nie Sebastiana.
Kiedy Alexander przyszedł na śniadanie i usiadł do stołu, nalała mu
herbaty i podała talerz z bułeczkami.
- To Frankie tak trzasnęła drzwiami? - zapytał.
Emma skinęła głową.
- Nie zje z nami śniadania?
- Wpadła tylko na chwilę i zaraz wyszła - powiedziała Emma. - Chce
zamieszkać ze swoją przyjaciółką Carol.
Małymi łyczkami piła gorącą herbatę, pusty wzrok wbiła w blat stołu. To
kara za to, że nie chciała mieć wtedy dziecka? W jej sercu nadal płonął
ogień miłości tak silny jak niegdyś, ale raz była już bliska tego, by
oddać córkę. Czyżby Frankie to czuła? Czyżby dotarły do niej skrawki
prawdy, chociaż Alexander i Emma postanowili, że nic jej nie powiedzą?
Tylko Emma znała całą prawdę i zabierze ją do grobu.
- Emmo?
Podniosła wzrok.
- Tak?
- Zamyśliłaś się.
Skinęła głową.
- Martwię się o Frankie - powiedziała. - Coraz bardziej się oddala. Nie
wiem, co robić.
Nocna kłótnia już minęła, jak co roku o tej porze. Oboje byli zmęczeni i nie mieli ochoty wracać do punktu wyjścia sprzed kilku godzin.
Oskarżenia Alexandra, że jej na nim nie zależy i nie chce się z nim
kochać, podczas gdy bez problemu flirtuje z innymi mężczyznami, były
niezmienne.
- Jeszcze herbaty?
- Poproszę - odpowiedziała z uśmiechem.
- Skoro Frankie się wyprowadziła, ja też odchodzę - powiedział spokojnie
i nalał jej herbaty. - Musisz znaleźć nowego szefa recepcji. Zakładam,
że jesteśmy zgodni co do tego, że nasze małżeństwo już nie istnieje.
Brakowało jej słów. Nie powinna powiedzieć, że się z tym nie zgadza? Że
powinni dać sobie jeszcze jedną szansę? Prawdopodobnie zostałby z nią
jeszcze przez jakiś czas, gdyby zaciągnęła go do sypialni i dała mu to,
czego pragnął. Ale wtedy musiałaby to robić regularnie, a na to nie
mogła się zdobyć. Od dawna nie miała ochoty na seks. To nie była jego
wina, tylko jej. Tak po prostu było.
- Nie masz nic do powiedzenia po tych wszystkich latach, przez które
zawsze robiłem tak, by było dobrze dla ciebie? - zapytał, jakby chciał,
żeby protestowała.
Emma odsunęła krzesło i wstała, wycierając serwetką usta. Potem ją
odłożyła.
- Nie, nie mam ci nic do powiedzenia.
Odwróciła się i odeszła. Miała przed sobą długi dzień pracy.
Kiedy Emma weszła do biura, ku jej zaskoczeniu Elinor siedziała już przy
biurku.
- Dzień dobry! Wiem, mam dzisiaj wolne, ale chciałam sprawdzić, czy
wszystko jest w porządku - powiedziała Elinor.
Miała na sobie żakiet z modnymi teraz szerokimi ramionami, które
dodawały jej uroku.
- Wiesz, że masz bzika na punkcie kontrolowania? - zaśmiała się Emma.
Ucieszyła się, że zastała tu najlepszą przyjaciółkę i partnerkę w biznesie. Musiała się komuś wyżalić i nie było lepszej partnerki do
rozmowy od Elinor.
Elinor skinęła głową w stronę telefonu.
- Pozdrowienia od Lindy. Wiosną odwiedzi nas tu z Robertem.
Emma spojrzała na portret Lindy na ścianie, jak zawsze, ilekroć rozmowa
na nią schodziła. I często tak było. Jej mentorka i była właścicielka
hotelu była zawsze obecna w ten sposób, a Emma i Elinor zawsze z niecierpliwością czekały na rzadkie wizyty Lindy.
- Podziwiam Lindę - powiedziała z uśmiechem i podeszła do Elinor. -
Nadal mogę się od niej wiele nauczyć. Często zastanawiam się, gdy mam
jakiś problem, co Linda by zrobiła na moim miejscu.
- Nie mamy aż tylu problemów - sprzeciwiła się Elinor. - A propos,
wczoraj pobiliśmy nasz rekord.
- Tak, Flanagans świetnie prosperuje - stwierdziła Emma. - Ale mój mąż
postanowił dzisiaj rano, że ode mnie odchodzi. Córka też. Przeprowadziła
się do swojej przyjaciółki Carol. Gdzie Alexander chce się podziać, tego
nie wiem - powiedziała i wzruszyła ramionami.
Elinor wypadł długopis z ręki.
- Emmo, kochanie! - powiedziała i spojrzała na przyjaciółkę zatroskanym
wzrokiem.
- Pytanie tylko, czy spróbuję ich odzyskać, czy rzucę się w wir pracy.
- Frankie nie możesz sobie odpuścić. To jasne. Ale naprawdę chcesz
zatrzymać Alexandra?
Emma potrząsnęła przecząco głową.
- Nie, właściwie nie. Ale dopóki się nie kłócimy, wszystko jest między
nami w porządku.
- Takie życie chcesz mieć?
Nie, chcę twojego męża. Zawsze chciałam twojego męża, przeszło Emmie
przez myśl, kiedy siadała po swojej stronie biurka. Sięgnęła po
sprawozdanie, które leżało przed nią.
- Chcesz dobrą radę? - zapytała Elinor.
Emma skinęła głową. Zaczekała, aż rumieniec zniknął, i odłożyła papiery
na biurko.
- Nie zatrzymuj ich. Niech idą.
Elinor spojrzała na Emmę. Cierpiała razem z najlepszą przyjaciółką. Emma
wyglądała jak anioł, ale daleko jej było do anioła. Ale kto był
doskonały? Elinor uśmiechnęła się do siebie. Emma miała wiele cech,
które kryła w sobie. Miała wielkie serce, ale ani mąż, ani córka tego
nie dostrzegali. Widzieli tylko ambicję - Emmę, która pójdzie po
trupach, aby tylko osiągnąć cel. Cecha, która była nieoceniona w hotelu,
ale mniej przydatna w życiu prywatnym.
Od 1960 roku były najlepszymi przyjaciółkami. Emma od razu zyskała
sympatię Elinor, ujęła ją żywiołowym urokiem, sprytem i wielkodusznością. Zawsze wspierała Elinor i udowadniała, że ani trochę
nie przeszkadza jej, że Elinor jest czarna. Wtedy znaczyło to coś innego
niż teraz i dobrze było mieć taką przyjaciółkę jak Emma.
Kiedy na początku 1962 roku obie wróciły do Flanagans jako młode matki,
Elinor i Emma pogłębiły jeszcze przyjaźń. W pierwszych latach ich córki
wesoło się razem bawiły, ale potem coś się wydarzyło i dziewczynki
zaczęły na siebie krzyczeć. Frankie gryzła, a Billie ciągnęła ją za
włosy. Były jednakowo winne każdej bójki. Żadna z nich nie chciała
ustąpić, a Emma i Elinor musiały wkrótce porzucić marzenia o tym, że
pewnego dnia ich córki pójdą w ślady mam i będą pracować w hotelu.
Alexander i Sebastian nie darzyli się sympatią. Patrzyli na siebie
nieufnie i starali się schodzić sobie z drogi. Czasami nie dało się tego
uniknąć, jak wczoraj na tradycyjnym przyjęciu sylwestrowym we Flanagans,
ale poza tym nie szukali swojego towarzystwa. Byli tak różni, jak tylko
może być dwóch mężczyzn.
- Nie zatrzymuj ich. Niech idą - powtórzyła Elinor. - Ale odzywaj się od
czasu do czasu do córki, nieważne, czy będzie tego chciała, czy nie.
Chyba masz numer telefonu do tej Carol?
- Tak - odparła Emma obojętnym głosem.
- Kiedy Alexander ma zamiar się wyprowadzić?
- Nie pytałam go.
- Da sobie radę, jest dorosły - powiedziała Elinor i jednocześnie
poczuła ukłucie.
Lubiła Alexandra i nawet go rozumiała. Nie jest łatwo mieszkać z kimś
pod jednym dachem, kto co rusz rani. Wiedziała to z własnego
doświadczenia.
- Zostać dzisiaj z tobą?
- Nie, powinnaś spędzić ten dzień z rodziną - powiedziała Emma.
- Sebastian prześpi pewnie cały dzień, a Billie umówiła się z przyjaciółką - powiedziała Elinor z uśmiechem. - To całkiem niezły
pomysł, by zostać w moim małym mieszkaniu. Dasz się zaprosić potem na
herbatę?
- Jasne. Muszę tylko załatwić kilka spraw, których nie zdołałam wczoraj,
i wpadnę potem do ciebie.
Elinor wstała.
- Wszystko się wyjaśni. Obiecuję.
- Skąd taka pewność? - zapytała Emma.
- Bierz życie, jakim jest. Zawsze dawałaś sobie radę, niezależnie od
tego, jak ciężko ci było.
- Obyś miała rację.
Elinor odwróciła się, stojąc już w drzwiach.
- Na razie!
Jeszcze jedenaście lat temu Emma i Alexander byli zgodnym małżeństwem.
Dopiero po katastrofie wszystko poszło w diabły, pomyślała ponuro i spojrzała na Emmę pochyloną nad papierami, które segregowała. Czy ona
też myślała o tamtym czasie?
Rozdział 5
5
Wściekła jak osa Frankie ujrzała światło dzienne i tak to się potoczyło.
Gdy tylko położna zamknęła drzwi sali porodowej, Emma z radością
odwinęła dziecko z kocyka, by płacząca Frankie mogła wymachiwać
malutkimi rączkami. Uspokoiła się trochę, a Emma przytuliła ją i pocieszała, aż Frankie całkiem się uciszyła. Była cudowna i patrzyła na
mamę szeroko otwartymi oczami. Emma delikatnie pogłaskała ją po jasnej
główce. Każdy dzień, który mijał, sprawiał Emmie ogromny ból.
Urodziła małą wojowniczkę. Widać było, że dziewczynka ma charakter i jest wytrwała. To dobrze, bo pewnie nie zawsze będzie jej łatwo. Emma
zobaczyła imię Frankie w jakimś czasopiśmie. Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki mogli nosić takie imię, a dla Emmy było ważne, by jej córka
otrzymała imię odpowiednie dla swoich małych piąstek.
Przyszli rodzice adopcyjni spotkali się z Emmą na krótko przed porodem i wyjaśnili, jak ważne jest dla nich, że Emma zgodziła się oddać swoje
dziecko. Chcieli adoptować Frankie, nie chcieli być tylko rodziną
zastępczą. Emma przytaknęła i powiedziała, że to oczywiste, że dostaną
jej dziecko.
Tymczasem nie było to już takie proste.
Frankie trzymała Emmę za palec wskazujący i nie spuszczała z niej
wzroku. To Emma musiała oderwać wzrok od córki, dopiero potem mogła się
do niej zwrócić.
- Kochanie - powiedziała szeptem. - Nie mogę cię zatrzymać - podniosła
dziecko i wdychała jego zapach. - Serce pęka mi z bólu. Ale zawsze będę
cię kochać. Obiecuję.
Z nosem zanurzonym w puszystych włosach dziecka Emma dała upust emocjom.
Szlochając, coraz mocniej tuliła do siebie córkę.
- To hormony, pani Emmo. Trzeci dzień. To minie, sama się pani przekona
- powiedziała położna i wzięła od niej dziecko. - Trzeba ją nakarmić,
potem przychodzą nowi rodzice. Na pewno chce się pani odświeżyć, prawda?
Wyszła z sali z dzieckiem, które głośno płakało.
W łazience Emma powiesiła szpitalny szlafrok na haczyku i zdjęła majtki
z podpaską. Piersi miała wielkie jak balony i strasznie bolały.
- Niech już pani przestanie narzekać, niedługo skończy się też mleko.
Lepiej niech pani pomyśli o tym, że dziewczynka jest zdrowa i znalazła
dobry dom - mówiono jej.
Jestem jak dojna krowa, pomyślała Emma i dotknęła ostrożnie obolałej
piersi. Nie mogła się powstrzymać od porównania z Elinor. Zastanawiała
się, co u niej. Prawdopodobnie też już urodziła. Emma nie chciała być
zazdrosna, ale właśnie to było dla niej trudne. Elinor wyszła za mąż, na
dodatek za bogatego mężczyznę, który da jej wszystko, czego pragnie, na
co tylko wskaże palcem. I nie tylko. Pewnie ją też kocha, całuje na
dzień dobry, a w nocy leży u jej stóp.
To nadal bolało. Emma aż za dobrze wiedziała, jakim Sebastian był
wspaniałym kochankiem. I zwłaszcza tego zazdrościła Elinor. Nie bardzo
wiedziała, co myśleć o małżeństwie. Jej wolność będzie wtedy
ograniczona, a to przerażająca myśl. Jednak nie musiałaby oddawać
Frankie, gdyby miała męża. Jak wróci do Flanagans, natknie się na Elinor
i Sebastiana, nie da się tego uniknąć. Będzie patrzyła na ich szczęście
małżeńskie i szczęście ich dziecka. Jak sobie z tym poradzi? Może
poszukać pracy w innym hotelu? W hotelu Ritz? Pani Lansing nie wystawi
jej złych referencji, Emma była tego pewna. Jednak żaden hotel nie był
taki jak Flanagans, chociaż Ritz również cieszył się dobrą opinią i był
uważany za ekskluzywny.
Szorowała się gąbką. Tylko piersi umyła ostrożnie. Miała wrażenie, że w każdej chwili mogą eksplodować.
Była zmęczona i przybita. Unikała spoglądania w lustro. Było jej
obojętne, jak wygląda. Przyszli rodzice Frankie nie będą zachwyceni jej
wyglądem, ale Emma nie miała już siły, by się starać. Szminka i szczotka
do włosów leżały w torbie podróżnej obok łóżka.
Postara się wyglądać tak samo jak zawsze, jak będzie opuszczać to
miejsce, ale do tego czasu nic nie zrobi. Po prostu nie ma siły.
Inne młode matki były w takiej samej sytuacji jak ona. Większość z nich
oddawała dzieci do domu dziecka i zabierała je z powrotem, kiedy ich
sytuacja się poprawiała, co często oznaczało, że spotkały odpowiedniego
mężczyznę, który mógł żyć z cudzym dzieckiem. Emma była święcie
przekonana, że jest inna i może bez większych trudności zostawić swoje
nowo narodzone dziecko w czyichś rękach. Ale tak było, zanim dowiedziała
się, że Frankie zamieszkała w jej ciele, czyniąc ją okrągłą jak piłka i powodując mdłości. Od narodzin Frankie wiele się zmieniło w jej sercu.
Jedna z położnych zajrzała do niej przez szparę w drzwiach.
- Przyszli państwo Ingram. Chcą zobaczyć swoją przyszłą córkę. Niech się
pani pośpieszy, Emmo.
Położna wyglądała nienagannie. Idealna fryzura, jak wszystko inne w tym
miejscu. Na zewnątrz zielenił się wspaniały park, w salach nie było
pyłku kurzu, a dzieci dostawały świeże ubranka, gdy tylko się trochę
ubrudziły. Pod tym względem wszystko było w porządku. Ale personel
mógłby być bardziej przyjazny. Emma martwiła się, jak radzą sobie z Frankie, gdy nie ma jej w pobliżu, dlatego każdą chwilę spędzała z córką. I jej miłość rosła tak szybko jak obawy, że wkrótce będzie
musiała ją oddać. Bała się, że po adopcji już nigdy nie będzie
człowiekiem.
W świetlicy podano herbatę. Wyglądało to śmiesznie - wszystkie młode
matki w szlafrokach, a rodzice adopcyjni w odświętnych strojach. Nie ma
wątpliwości, kto tu ma władzę - pomyślała Emma, idąc w stronę państwa
Ingram. Zanim usiadła, ukłoniła się, mimo że pani Ingram była od niej
tylko kilka lat starsza. Sprawiała wrażenie starszej ze względu na
hiperpoprawną wymowę i nieciekawą garderobę. Jej mąż był taki sam.
Biedna Frankie.
- Przyjedziemy po Evelyn w czwartek wieczorem. Dobrze, żeby była już
wykąpana - powiedziała pani Ingram.
- Evelyn? - Emma zmarszczyła czoło. O kim ta kobieta mówi?
- Tak, od teraz tak ma na imię - powiedziała pani Ingram i uśmiechnęła
się sztucznie.
Emma wybałuszyła oczy.
- Przecież ona ma na imię Frankie!
- Imię chłopca dla dziewczynki? Wypraszam sobie. To nie wchodzi w rachubę. Evelyn będzie grzeczną dziewczynką z dobrego domu i musi mieć
odpowiednie imię.
To było jak grom z jasnego nieba. W jednej sekundzie zmiótł z powierzchni ziemi jej rozsadek i plany na przyszłość. Nie może zostawić
córki z tą parą! Ci ludzie są zbyt uparci i konserwatywni, Frankie nie
wytrzyma z nimi ani minuty, inaczej oszaleje. Emma wiedziała już, że jej
córka będzie niesforna, uparta i nie da sobą rządzić. Jeśli państwo
Ingram nie rozumieją, jaka jest Frankie...
Emma wstała gwałtownie.
- Dziękuję, dajmy sobie z tym spokój - powiedziała spokojnie.
Nagle stało się dla niej jasne, że tylko ona zrozumie swoją córkę. Da
Frankie swobodę, której potrzebuje, by rozkwitła jej wyjątkowa
osobowość. Emma nie chce jej więzić, jak robiła to z nią jej własna
matka. Nie wiedziała jeszcze, jak sama wychowa Frankie, ale nie chciała
mieć nic wspólnego z tymi strasznymi ludźmi, którzy chcą odebrać jej
dziecko.
- Wypraszam sobie takie zachowanie! - pan Ingram, który milczał do tej
pory, wstał energicznie i zrobił krok w stronę Emmy. - Obiecałaś nam to
dziecko. I słowa dotrzymasz.
Nagle wszystkie oczy skierowały się na niego. Był wysoki i wyglądał na
silnego. Przy innych stolikach spojrzenia przyszłych rodziców i matek w połogu wędrowały od Emmy do pana Ingrama i z powrotem. Panowała gęsta
atmosfera. Ale myśl o Frankie dodała Emmie odwagi i wytrzymała
spojrzenie mężczyzny bez mrugnięcia okiem.
- Uspokójmy się - próbowała załagodzić pani Ingram i pociągnęła męża za
rękę, żeby usiadł.
Ale Emma miała inne plany. Chciała jak najszybciej opuścić ten dom - z córką na rękach. Nie wiedziała jednak, gdzie się udać. Nie mogła wrócić
do domu, do wioski, do matki i babci. "Nie przychodź do mnie z dzieckiem", powiedziała jej matka. To i tak cud, że pozwoliła jej zostać
przez te wszystkie miesiące, dopóki brzuch nie urósł. To właśnie matka
powiedziała jej o domu dla samotnych matek. Dobrze zrobiła. Gdzie
indziej mogłaby się udać? Z podniesioną głową wyszła ze świetlicy i poszła do sali, gdzie dzieci leżały w rzędach. Delikatnie podniosła
Frankie. - Naprawię ten błąd - szepnęła do ucha śpiącego dziecka. -
Przysięgam ci na wszystkie świętości.
- Mam ciocię, która wynajmuje pokoje niedaleko stąd. Zapytać, czy
miałaby pokój dla ciebie i Frankie? - zapytała Laura.
Emma zaprzyjaźniła się z nią w ciągu tych czterech miesięcy spędzonych w domu samotnej matki. Laura urodziła syna, który miał dorastać w domu jej
zamężnej siostry, dopóki Laura nie pozna mężczyzny, z którym mogłaby
założyć rodzinę. To było dla niej najlepsze rozwiązanie. Jedna z dziewczyn poślubi ojca swojego dziecka, ale większość była zmuszona
oddać dzieci. Nie było innego wyjścia.
Inne matki patrzyły na Emmę wielkimi oczami, kiedy ta pakowała rzeczy.
Ciotka Laury obiecała Emmie pokój w swoim domu pod Colchester.
- Jak sobie poradzisz? - zapytał ktoś. - Co zrobisz z Frankie, jak
będziesz w pracy?
- Nie wiem jeszcze - odpowiedziała Emma. - Jakoś sobie poradzę. Dla
Frankie zrobię wszystko.
Przyjaciółki pomogły jej wynieść torbę i dziecko, potem czekały z nią na
taksówkę. Pracownicy domu samotnej matki byli wściekli i nie pokazywali
się. Najsympatyczniejsza z pielęgniarek zakradła się do sali, kiedy Emma
była sama, i przekazała jej torbę z pieluchami, myjkami i śpiworem.
- Powodzenia - powiedziała szeptem.
Emmy nie było właściwie stać na taksówkę, ale inaczej nie dałaby rady.
Nie miała wózka dla Frankie, więc musiała ją nieść na rękach. Miała też
torbę podróżną. Kiedy schowała ją do bagażnika, usiadła z tyłu i ostatni
raz spojrzała na młode kobiety stojące na chodniku. Łzy napłynęły jej do
oczu, ale nie mogła sobie pozwolić na płacz. Była matką i robiła to, co
dobre dla jej dziecka. Na łzy nie ma tu miejsca.
Podróż trwała zalewie kilka chwil. Frankie drzemała w ramionach Emmy,
która myślała o przyszłości. Najtrudniejsza była dla niej myśl, że nie
może wrócić do Londynu, bo gdzie miałaby zostać Frankie? Nie zabierze
jej przecież do Flanagans. Jak by ludzie na nią patrzyli? Pewnie
uznaliby ją za rozpustną dziewczynę. Matka już wcześniej tak ją
nazywała. I chociaż nienawidziła matki, że przez całe życie ją
okłamywała, zaczynała lepiej rozumieć motywy, którymi się kierowała.
Może łatwiej jej było powiedzieć, że ojciec Emmy nie żyje. Lepsze to niż
przyznanie się, że uprawiała seks z kimś, kto potem jej nie chciał.
Kto jest ojcem Frankie, nigdy nie wyjdzie na jaw. Nigdy!
Przed domem ciotki Laury stała kobieta i trzymała grabie. Opierała się o ścianę domu. Wytarła czoło i podeszła do taksówki, jak tylko Emma
wysiadła z Frankie.
- Dzień dobry. Moje nazwisko Foster - powiedziała z uśmiechem i zdjęła
rękawiczki ogrodowe.
Kobieta sprawiała wrażenie sympatycznej, dokładnie jak mówiła Laura.
- Mogę? - zapytała pani Foster i wyciągnęła ręce po Frankie.
Emma oddała jej dziecko i sięgnęła po torbę. Wzdłuż żwirowej dróżki
prowadzącej do domu z czerwonej cegły rosły krzewy róż.
- Ma pani pokój na drugim piętrze. Wstawiłam tam kołyskę. Na pewno da
pani radę przewinąć dziecko na łóżku, prawda? Mam podkładkę z frotté z plastikowym spodem, można na niej położyć dziecko.
- Dziękuję, miło z pani strony - powiedziała Emma. - Jesteśmy pani
bardzo wdzięczne.
Pani Foster trzymała Frankie na rękach, kiedy pokazywała Emmie pokój.
Był schludny, na łóżku leżała kapa zrobiona na szydełku, obok stała
biała kołyska. Okno nad starym stołem kuchennym wchodziło na ogród, a w wazonie stały takie same róże, jakie Emma widziała, idąc do domu.
Patchworkowy dywan był lekko zniszczony, ale czysty. Tak, tu będą się
czuły dobrze.
Kuchnia znajdowała się piętro niżej. Kiedy Emma już wszystko zobaczyła,
wyciągnęła portmonetkę i zapłaciła czynsz za pierwszy miesiąc. Jedzenie
na szczęście było wliczone w cenę. Pani Foster powiedziała, że od czasu
do czasu wyjeżdża, wtedy Emma będzie musiała sama przygotowywać posiłki.
Miała nadzieję, że nie będzie to stanowiło problemu. Emma stanowczo
potrząsnęła głową.
Nie wystarczy jej pieniędzy na kolejny miesiąc, ale nie chciała teraz o tym myśleć. Na cztery tygodnie miały dach nad głową - a jedzenie dla
Frankie miała przecież zawsze przy sobie.
Pani Foster spojrzała na Emmę z zaciekawieniem.
- Myślę, że powinna pani zjeść dobrą kanapkę - powiedziała. - Karmienie
piersią osłabia organizm. Chodźmy do kuchni. Ostatnią blachę wyjęłam z piekarnika tuż przed waszym przyjazdem.
Ostrożnie położyła Frankie na rękach mamy.
Emma pogłaskała córkę po główce i obrysowała palcem maleńkie uszko. Już
teraz było widać, że Frankie wyrośnie na piękną dziewczynę, pomyślała z dumą. Długie rzęsy dziewczynki leżały na policzkach niczym piórka.
- Ty i ja - powiedziała szeptem, kiedy Frankie otworzyła oczka i spotkały się ich spojrzenia. - Ty i ja.
Potem poszła za panią Foster do kuchni.
Kilka tygodni później rozległo się pukanie do drzwi pokoju Emmy.
- Tak?
Pani Foster wolno otwierała drzwi.
- Przyszedł młody mężczyzna i pyta o panią - powiedziała przytłumionym
głosem.
- O mnie? Młody mężczyzna? Kto?
- Mówi, że nazywa się Alexander Nolan i jest pani kolegą z Londynu.
Rozdział 6
6
Było wiele rzeczy, które ją martwiły. Elinor nie mogła się pozbyć myśli,
że coś jest nie tak, bo dziecko po prostu nie chciało przyjść na świat.
Tydzień temu minął termin porodu. Była przerażona. Wszystko rozpadłoby
się jak domek z kart, gdyby mieli dziecko, które nie byłoby idealne.
- Nasze dziecko będzie najdoskonalszym i najsłodszym czekoladowym
bobasem z lokami - powiedział Sebastian, zapalając papierosa i wydmuchując kółka dymu w sufit.
Czy musi przy każdej okazji wspominać, jakiego koloru jest skóra
dziecka?, pomyślała Elinor. Wystarczyło przecież powiedzieć tylko
"słodkie dziecko".
- Za bardzo się martwisz. Lekarz powiedział, że masz wypoczywać i do
przyjścia dziecka na świat korzystać z życia u boku męża.
Siedzieli w dużym salonie na kanapie. Zanim Magda skończyła pracę,
rozpaliła w kominku, który teraz przyjemnie grzał. Sebastian przykrył
kocem nogi Elinor, potem usiadł obok niej. Jeszcze kilka miesięcy temu
Elinor mieszkała w pokoju w suterenie hotelu, a teraz miała wszystko, co
można sobie tylko wymarzyć. Ale miała też wiele do stracenia.
Myślała, że to dobrze, że Sebastian patrzy na życie nie tak poważnie jak
ona, i chciała, by jego entuzjazm był zaraźliwy. Elinor spojrzała na
niego i czuła, jak uczucie do niego obejmuje stopniowo każdą komórkę jej
ciała.
Wszystko wydarzyło się tak szybko - najpierw prawie usunęła ciążę, potem
nagle wyszła za mąż i zamieszkała w nowym domu w centrum Londynu, i czasami wciąż nie mogła pojąć, co się wydarzyło. Czarnoskóra młoda
kobieta z Notting Hill nie ma prawa mieć tak dobrze! Takie rzeczy
zdarzają się tylko w bajkach. A jednak mieszkała teraz w tym pięknym
domu w ekskluzywnej dzielnicy Belgravia. Miała personel, pieniądze, a obok jej sypialni znajdował się pokój dziecięcy z najbardziej uroczą
tapetą, jaką kiedykolwiek widziała.
Dlatego nie ma się co dziwić, że bała się, że to wszystko straci.
Postanowili, że jak tylko urodzi się dziecko, zatrudnią nianię. Ambicje
Elinor, by zostać szefową Flanagans, nie wygasły nawet po jej ślubie z kuzynem właścicielki hotelu. Wręcz przeciwnie, musiała teraz jeszcze
bardziej udowodnić Lindzie Lansing, że się do tego nadaje. A to wymagało
potomka, który będzie doskonały.
Emma zrozumiałaby jej zmartwienia i nie śmiała się z nich. Jeszcze nie
tak dawno Elinor i Emma miały te same marzenia, kiedy mieszkały w suterenie hotelu, ale nie widziały się od ślubu Elinor.
Emma wróciła do domu, do mamy. Na początku pisały do siebie listy, ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy listy Elinor do Emmy wróciły. To
zmartwiło Elinor. Czyżby Emma nie mieszkała już z mamą? Nie byłoby w tym
nic dziwnego, ponieważ nie miały dobrych relacji, dlatego też Emma
wyjechała do Londynu i rozpoczęła pracę we Flanagans w noc sylwestrową
1959 roku. Ale gdzie mieszka teraz? Obiecała, że wkrótce wróci do
Londynu i do Flanagans. Elinor tęskniła za najlepszą przyjaciółką.
Będzie między nimi znowu tak samo dobrze jak kiedyś? Czy to w ogóle
możliwe?
Elinor rozmawiała o tym z Alexandrem. Pracował w hotelu w recepcji i swego czasu zakochał się w Emmie od pierwszego wejrzenia. On też chciał,
żeby wróciła. Najlepiej do niego, jak powiedział.
Elinor westchnęła.
- O czym myślisz, kochanie? - zapytał Sebastian. - Martwisz się z powodu
dziecka?
Nalał sobie wina.
- Może to głupie, ale przez cały czas myślę o Emmie. Chciałabym, żeby tu
była - powiedziała, kręcąc głową, kiedy wskazał butelką na kieliszek. -
Brakuje mi jej i zastanawiam się, jak sobie radzi.
- Wprawdzie prawie jej nie znam, ale sprawiała wrażenie młodej kobiety,
która świetnie sobie radzi sama - położył głowę na oparciu kanapy.
Poszukał jej ręki, podniósł do ust i pocałował. - Jak myślisz, skarbie,
może mały numerek? - zapytał zuchwale. - Lekarz powiedział, że dzięki
temu mogą się zacząć bóle porodowe.
- Najpierw pomasuj mi stopy, a potem zobaczymy - odpowiedziała z uśmiechem i położyła nogi na jego kolana. Jęknęła, kiedy wbił kciuki w spód stopy. - Cudownie! Rób tak dalej - wymamrotała pod nosem i oparła
się.
Właśnie wstali z łóżka - bo to było jedyne miejsce, w którym w tej
chwili mogli uprawiać seks - kiedy na podłogę między nimi wylała się
wielka kałuża.
Sebastian spojrzał na podłogę.
- Czy to... to co... Czy mamy się spieszyć?
Elinor spojrzała w dół, potem na męża.
- Nie, nie wydaje mi się... - odparła, wpatrując się w kałużę. - To
chyba tylko pęcherz płodowy.
- W takim razie musimy... musimy... jechać do szpitala - powiedział i skołowany obrócił się dwa razy wokół własnej osi. - Muszę... ubrania...
ja... Gdzie są moje ciu...
Elinor złapała go za ramię.
- Sebastianie, uspokój się. Mamy czas. Ubierz się, zadzwoń do mojej mamy
i powiedz jej, że spotkamy się w szpitalu. Potem zadzwoń po taksówkę, a ja posiedzę trochę w suchym miejscu. Torbę do szpitala mam już
spakowaną.
Sebastian znieruchomiał i spojrzał jej w oczy.
- Będziemy mieli dziecko!
Złapała się za krzyż, kiedy poczuła bolesny skurcz.
- Tak, i zaraz urodzę w domu, jeśli się nie pospieszysz - jęknęła.
Kiedy Sebastian zobaczył jej wykrzywioną z bólu twarz, wystraszył się na
dobre.
- Kłamałam... Pospiesz się!
Cztery godziny później na świat przyszła Billie Isadora Lansing i była
tak doskonała, jak Elinor wyobrażała to sobie w gorących modlitwach.
Gdy tylko Sebastianowi pozwolono wziąć córkę na ręce, nie chciał jej już
oddać. Leżała w jego ramionach, a on kołysał ją do snu, śpiewał i robił
do niej miny, by ją rozśmieszyć.
- Mogę? - zapytała mama Elinor i wyciągnęła ręce do wnuczki.
- W żadnym wypadku - odparł i zrobił krok do tyłu. - Byłaś przy jej
narodzinach, teraz kolej na mnie - przyglądał się śpiącemu dziecku. -
Billie, Billie, Billie - śpiewał cicho. - Dostaniesz wszystko, co tylko
zechcesz.
Elinor zaśmiała się.
- Nie, drogi mężu, nie dostanie wszystkiego, co zechce.
Sebastian z fascynacją patrzył na córkę.
- Jak mógłbym jej odmówić? - zapytał zamyślony.
- Zostaw to mnie - powiedziała Elinor. - Chcę, by wyrosła na silną,
samodzielną kobietę i doskonałą studentkę. A tak się nie stanie, jeśli
będzie dostawać wszystko, czego tylko zapragnie.
Uśmiechnęła się. Sebastian był rozpieszczony. Będzie cudownym ojcem, co
do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
- Nie słuchaj mamy - szeptał do dziecka. - Pewnego pięknego dnia zechce,
byś została premierem, ale wtedy ominie cię wszystko co fajne w życiu. A ponieważ jesteś taka słodka, razem z mamą zadbamy o to, żebyś od razu
miała rodzeństwo.
Uśmiech Elinor zgasł i z przerażeniem spojrzała na męża. Słyszała, jak
inne matki rozmawiały o ciąży i żadna z nich nie bała się tak jak ona.
Żadna. Wszystkie były szczęśliwe i zadowolone - co najwyżej wymiotowały.
Elinor inaczej przeżyła ten czas. Lęki zawładnęły jej życiem, były
obecne w każdej godzinie ostatnich sześciu miesięcy. To było nie do
zniesienia, strach był większy niż radość, że przyjdzie na świat ich
dziecko.
- Nie - powiedziała. - Nie dam rady przejść przez to drugi raz. Cieszmy
się lepiej naszą cudowną małą dziewczynką.
Wyciągnęła ręce do córki, kiedy ta zaczęła płakać na rękach u taty.
- Ależ skarbie, spójrz na nią - powiedział i podał jej dziecko.
Była urocza. Ale jak ma chronić córkę przed złem? By utrzymać pozycję,
będzie musiała pracować na studiach dwa razy więcej niż inni. Aby być
akceptowaną w białych kręgach, będzie musiała być milsza niż inni, a jeśli będzie chciała dostać dobrą pracę, będzie musiała być lepsza niż
wszyscy inni razem wzięci. Taki jest los czarnej dziewczynki, mimo że
urodziła się w 1961 roku, a ojcem jest Sebastian Lansing.
Sebastian nigdy tego nie zrozumie, nie dlatego że nie jest mądry i dobroduszny, bo taki właśnie był, ale dlatego że brakuje mu
doświadczenia. Jest białym mężczyzną z wyższej klasy. Elinor będzie
musiała wiele wytłumaczyć córce, a nie zawsze będzie to łatwe. Ale
Billie jest owocem miłości. Serce jej rosło, gdy głaskała córkę po
policzku. Zrobię wszystko, pomyślała, wszystko, abyś była
szczęśliwa.
- Jest cudowna - powiedziała Elinor z namaszczeniem.
Sebastian usiadł na brzegu łóżka, objął żonę ramieniem i pocałował w czoło.
- Jeszcze jedno - żebrał. - Małego chłopca.
Spojrzała na niego.
- Nie, Sebastianie. Mówię poważnie. Nie chcę przez to przechodzić drugi
raz. I musisz mi obiecać, że będziesz mnie wspierać.
Rozdział 7
7
1972 rok
Podobno niektórzy nic nie pamiętali. Wszystko było jedną czarną dziurą.
Emma nigdy nie zapomni pisku opon, krzyku zszokowanego kierowcy, który
wyskoczył z samochodu, przerażonego wyrazu twarzy Frankie i ukochanego
Edwina leżącego bez ruchu na ulicy obok roweru.
Pamiętała dokładnie, która była godzina, kiedy to się stało, i po ilu
minutach przyjechała karetka. W ciągu następnych sześćdziesięciu minut
stało się jasne, że Edwin odszedł, a gdy tylko Elinor i Sebastian
dotarli do szpitala, Elinor dołączyła do Emmy i nie opuściła jej ani na
chwilę. Alexander był zrozpaczony i płakał, a niania opiekowała się
Frankie.
Emma odmówiła przyjęcia środków uspokajających, które jej zaproponowano.
Na pogrzebie syna chciała świadomie przeżywać wszystko, aż do ostatniego
szczegółu. Muzykę, zdruzgotanych kolegów Edwina ze szkoły, jego
przyjaciół z drużyny piłkarskiej, rozdzierający serce płacz Frankie,
zgarbione plecy Alexandra i dłoń Elinor, która mocno ją ściskała.
Alexander, Sebastian, Charles i Robert, mąż Lindy, nieśli trumnę.
Pomagali im ulubiony nauczyciel Edwina i jego trener piłki nożnej. Emma
wciąż pamiętała chrzęst żwiru pod ich butami i to, jak wszyscy
wstrzymali oddech, gdy dziewięcioletni chłopiec został złożony do grobu.
Tylko wiatr szeleścił w drzewach, a kiedy kwiaty opadły na wieko trumny,
rozległ się krzyk bólu, który Emma przez cały ten czas powstrzymywała.
W tamtej chwili pomyślała, że będzie tak krzyczeć do końca życia.
Miesiąc później wybrzmiało pierwsze oskarżenie.
- Nie rozumiem, jak mogłaś spuścić go z oczu - powiedział Alexander.
Emma odwróciła się.
- Co mówisz?
- Nie rozumiem tego, Emmo. Co było dla ciebie ważniejsze?
- Że rozmawiałeś ze mną?
- Przecież mogłaś mi odpowiedzieć, nie odwracając się.
- A ty masz w nosie własne poczucie winy - odparła w rewanżu.
- To twoja wina, że nie mam już syna - powiedział Alexander. - Nie wiem,
czy kiedykolwiek ci to wybaczę.
Rozpłakał się. Spuściła z oczu jego syna, a nie wolno jej było tak
zrobić!
Miesiąc później Alexander nie był już na nią zły, prosił ją tysiąc razy
o przebaczenie za to, co powiedział. Odwracał się do niej w łóżku i chciał, by przytulili się do siebie, ale w jej oczach niewiele zostało
z tego, co było stosunkowo nieskomplikowanym wspólnym życiem.
Najczęściej odpychała go od siebie. Miała w sobie tak głęboki smutek, że
nikt nie mógł do niej dotrzeć, a już na pewno nie Alexander. Wiedziała,
że jest tak samo zrozpaczony jak ona, ale nie potrafiła go pocieszyć.
Nie miało to nic wspólnego z jego oskarżeniami. W końcu miał rację - to
ona ponosiła winę za śmierć Edwina.
- Co u was? - zapytała z troską Elinor, gdy Emma wróciła do pracy.
Ich małe biura znajdowały się teraz obok siebie, Elinor była
kierowniczką działu personalnego, a Emma kierowniczką restauracji. Już
od jedenastu lat pracowały ramię w ramię.
Emma westchnęła.
- Kiepsko. On chce uprawiać seks, a mnie już na samą myśl robi się
niedobrze.
- Na myśl o nim czy o seksie?
- O seksie. Pożądanie zupełnie wyschło, przynajmniej tak to czuję. Nie
chcę, by Alexander był blisko mnie. Nie wiem, jak to opisać, ale
wzdrygam się, kiedy wyciąga do mnie rękę. Jakby chciał mnie skrzywdzić.
Wiem, że to nieprawda. Alexander jest kochany i nigdy nie zrobi niczego,
czego nie będę chciała. To po prostu takie uczucie.
- Biedactwo - powiedziała Elinor. - A jak się ma Frankie?
Myśląc o Frankie, o mało się nie rozpłakała.
- Też kiepsko. Wiesz, jak bardzo kochała Edwina, była jego starszą
siostrą. Jest teraz zupełnie odmieniona. Nic jej nie odpowiada, nawet
Alexander musi wysłuchiwać, jakim jest marnym ojcem. A przecież zawsze
podziwiała swojego ojca.
Swojego ojca. Emma tak mówiła, chociaż prawda była inna. Ale Alexander
był jedynym ojcem, jakiego Frankie znała. Sam zaproponował, że uzna
ojcostwo, jeśli Emma za niego wyjdzie i Frankie będzie miała rodzeństwo.
Nigdy nie rozmawiali o biologicznym ojcu Frankie. Pewnie dlatego, że
Alexander był zbyt zazdrosny i nie chciał za dużo wiedzieć. Nigdy
zresztą nie pytał.
- Musisz dać jej czas - stwierdziła Elinor. - Każde z was inaczej
przeżywa żałobę. Alexander pragnie bliskości, ty dystansu, a Frankie
potrzebuje bezwarunkowej miłości was obojga.
- To nie może się udać - odparła Emma.
Głos jej drżał. Przełknęła łzy, nie znając ich przyczyny. Nie wiedziała,
dlaczego przez cały czas jest bliska łez. Ale już sama myśl o tym, że
jedenastoletnia Frankie może nie dostać tego, czego potrzebuje, ponieważ
jej rodzice są za bardzo pochłonięci własnym żalem...
- Pomóż mi, Elinor. Co ja mam teraz zrobić?
- Jedź do naszego domu w Weymouth - zaproponowała. - Sebastian jedzie
tam w przyszły weekend, żeby przygotować dom na lato. Zabierz się z nim
i zostań, jak już wyjedzie. Myślę, że dobrze ci zrobi, jak pobędziesz
trochę sama.
- Przecież muszę pracować...
- Pani Lansing zrozumie, jak weźmiesz urlop. Ktoś inny przejmie na
tydzień kierowanie restauracją - powiedziała Elinor. - Porozmawiać z nią?
- Nie, sama porozmawiam. Nie uważasz, że zostawiam Frankie samą sobie,
wyjeżdżając?
- Zaopiekuję się Frankie, dopóki nie wrócisz. Zaproszę ją na herbatę do
salonu, zawsze jej się to podobało i świetnie się ze sobą dogadywałyśmy.
Może otworzy się przede mną.
Sebastian westchnął.
- Emma to dla mnie za dużo - powiedział ponuro. Billie poszła już spać,
bo następnego dnia szła do szkoły. Sebastian oparł się w skórzanym
fotelu i obracał między palcami kieliszek. - Emma jest... ponura i dziwna.
- To chyba zrozumiałe - broniła Elinor najlepszą przyjaciółkę. Było to
dla niej bardzo ważne, nawet jeśli Sebastian nigdy nie zrozumie, jak
bardzo.
- Oczywiście, że zrozumiałe. Wolałbym jednak sam pojechać do Weymouth,
naszykować dom, potem przekazać jej klucze. Nie można tak zrobić?
Przecież może tam pojechać sama.
- Owszem, ale i tak jedziesz do Weymouth.
- I co z tego?
- Proszę, wyświadcz mi tę przysługę - powiedziała i wstała. - Idę spać.
Idziesz?
- Tak - odparł, opróżnił kieliszek i odstawił na stoliku.
- Magda ma jutro wolne. Bądź tak miły i wynieś kieliszek do kuchni. I wyłącz telewizor.
Elinor wiedziała, jak irytujące są te upomnienia, ale Sebastian dorastał
w otoczeniu służby, która była do dyspozycji przez całą dobę. Dziesięć
lat małżeństwa z Elinor nie zmieniło jego przekonania, że zawsze jest
ktoś, kto po nim posprząta.
Kiedy zadzwonił telefon, wymienili zaskoczone spojrzenia, potem oboje
wpatrywali się w telefon na ścianie.
Kto dzwoni o tej porze?
Elinor stała w drzwiach, kiedy Sebastian odebrał telefon. Sekundę
później słuchawka wypadła mu z ręki i uderzyła o podłogę.
- Sebastian? - krzyknęła wystraszona.
- Laurence nie żyje... Zastrzelił się - powiedział.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki