Podziękowania
Dziękuję wszystkim, którzy pomagali mi przez te wszystkie lata. Są jednak osoby, których nazwiska dosłownie wyskakują ze stronic mojego życia i domagają się szczególnego uznania. Ich listę otwiera "Słodziutka", która nadaje mojemu życiu znaczenie, czyniąc je zabawnym i ciekawym. Jej miłość to stały czynnik motywujący, obecny zawsze, bez względu na okoliczności.
Moja matka, żywy przykład wiary, odwagi, zdrowego rozsądku i miłości, dała mi fundament życia i dostarczyła znaczną część materiału do tej książki.
Pan John Anderson i jego żona również odegrali w moim życiu znaczącą rolę. Pan Anderson był moim "zastępczym ojcem", który łączył autentyczne zainteresowanie moją osobą z miłością i/lub dyscypliną, stosownie do sytuacji.
Pan Walter Haining nauczył mnie wiele na temat "chłopskiego rozumu" i tego, jak się "sprzedawać". Podobnie Bill Cranford, mój pierwszy kierownik sprzedaży, którego cierpliwość i osobiste zainteresowanie zdecydowanie wykraczały poza relacje menedżer-sprzedawca.
Jeśli chodzi o czysty dramatyzm, to krótki czas, jaki spędziłem z P.C. Merrellem, nie może się równać z niczym. Ten człowiek włączył mnie, uzdrowił i natchnął darem wiary w siebie.
Hal Krause - poprzez swoją firmę - zapewnił mi kontakty w kraju i za granicą, co znacząco ułatwiało drogę, którą podążałem jako mówca i autor. Wszyscy moi koledzy z tej firmy - Cavett Robert, Bob Richards, Bill Gove, Dick Gardner, Ken McFarland i Charlie Cullen - odegrali w moim życiu istotną rolę, zachęcając mnie, instruując i inspirując.
Bernie Lofchick, "brat Bern", który udzielał mi rad, pomagał, mobilizował i wierzył we mnie oraz filozofię "Ziglaryzmu", też był niezmiernie ważny dla rozwoju mojej kariery i życia osobistego.
Doświadczenie Dana Bellusa, mojego przyjaciela, byłego współpracownika i mówcy występującego wraz ze mną, okazało się bezcenne przy publikacji pierwszego wydania.
Dbałość o szczegóły, którą wykazywał Carroll Phillips, przyczyniła się w wielkim stopniu do przejrzystości książki.
Patti Bond przepisywała wszystkie strony z niewiarygodną szybkością, a Jorita Symington, moja sekretarka, przez cały czas "trzymała wszystko w garści". Obie zasługują na pochwałę i serdeczne podziękowania.
Wyrazy szczególnej wdzięczności otrzymuje Anne Anderson z Nashville w stanie Tennessee, za to, że przedstawiła mnie siostrze Jessie, która otworzyła mi oczy na radości pełniejszego życia na ziemi, połączone z dbałością o to, żebym spędził wieczność z Jezusem Chrystusem.
Byłoby niedbalstwem, a nawet niewdzięcznością, gdybym nie wspomniał o pomocy udzielanej mi przez moich braci i siostry. Zawsze łączyła nas miłość i silne poczucie wsparcia. Mam nadzieję, że doceniają moje wysiłki.
I wreszcie moje dzieci. Każde jest wyjątkowe i każde kocham w szczególny sposób. Suzan, moja pierworodna, toczyła ze mną inspirujące rozmowy i zachęcała do działań. Cindy, średnia córka, cicho pojawia się i znika, zaznaczając wszędzie swoją obecność. Julie, najmłodsza, jest wszędzie i robi wszystko. Tom to mój upragniony syn. Fakt, że pojawił się późno, sprawia, że wciąż jestem młody i pełny nadziei. Każde z moich dzieci sprawiło mi mnóstwo przyjemności, a czasem trochę bólu. Każde w niezmiernym stopniu przyczyniło się do wspólnej rodzinnej radości i solidarności. Każde było darem od Boga, za który dziękuję każdego dnia.
Tych wszystkich, których wymieniłem, proszę o przyjęcie najserdeczniejszych podziękowań. Tym, których nie wymieniłem, pragnę powiedzieć, że choć ich nazwiska nie pojawiają się w tej książce, nie są mi obojętni. Doceniam was w stopniu większym, niż to sobie uświadamiacie.
Niech was wszystkich Bóg błogosławi, a dobro niech zawsze będzie z wami. I do zobaczenia na szczycie.