Do wszystkich chłopców, których kochałam - Jenny Han

Reflow text when sidebars are open.
Moja wieloletnia koleżanka Chris pali jak smok, umawia się z chłopakami, których ledwo zna, i już dwukrotnie była zawieszona w prawach ucznia. Kiedyś nawet zwołano radę szkolną w sprawie jej wagarowania. Zanim poznałam Chris, nie wiedziałam, co to wagary. I nie mówię tu o jednodniowej nieobecności, ale takiej długiej, w wyniku której popada się w kłopoty z prawem.
Różnimy się do tego stopnia, iż jestem pewna, że gdybyśmy poznały się teraz, nie zaprzyjaźniłabym się z nią. Ale kiedyś było inaczej. Jeszcze w szóstej klasie Chris była domatorką, wielbicielką piżamowych imprez i całonocnych wieczorów filmowych. Za to w ósmej, kiedy tylko mój tata szedł spać, wymykała się na spotkania z chłopakami, których poznała na przykład w centrum handlowym, a którzy potem, zanim zrobiło się jasno, odwozili ją z powrotem pod drzwi naszego domu. Oczywiście ja czuwałam przerażona, że zanim zdąży wrócić, tata się obudzi i zauważy jej nieobecność. Na szczęście nigdy tak się nie stało.
Chris nie należy do osób, z którymi codziennie jada się obiad, a wieczorami plotkuje przez telefon. Jest jak kot-dachowiec, który przychodzi i znika, kiedy mu się podoba. Nie przywiązuje się ani do osób, ani do miejsc. Bywało, że widywałyśmy się codziennie, a potem nie spotykałyśmy się w ogóle przez parę tygodni.
Chris i Margot się nie znoszą. Chris uważa, że Margot jest sztywna, trzyma mnie pod pantoflem i ciągle kontroluje. Z kolei moja siostra twierdzi, że Chris jest dwulicowa i mnie wykorzystuje. Ja uważam, że każda z nich ma trochę racji, ale dla mnie liczy się przede wszystkim to, że rozumiemy się z moją przyjaciółką bez słów.
W drodze do domu zadzwoniła do mnie Chris. Powiedziała, że jej mama zachowała się jak ostatnia suka i się pokłóciły, więc wpadnie do nas na trochę. Na końcu zapytała, czy mamy coś do jedzenia.
Akurat siedziałyśmy razem z Chris w salonie, dojadając resztki wczorajszych klusek, kiedy wróciła Margot. Musiała zawieźć Kitty na grilla zorganizowanego dla drużyny pływackiej.
- O, cześć! - powiedziała. A kiedy spostrzegła stojącą na stoliku, bez podkładki, puszkę coca-coli, którą piła Chris, zaraz dodała: - Mogłabyś użyć podkładki?
- Rany, czy twoja siostra musi być taką suką? - powiedziała do mnie Chris, gdy tylko Margot poszła na górę.
- Dzisiaj wszyscy są dla ciebie sukami - odparłam, podsuwając podkładkę pod puszkę.
- Bo są - stwierdziła Chris, przewracając oczami. - A twoja siostra mogłaby wyciągnąć w końcu ten kij z tyłka.
- Słyszałam to! - krzyknęła z góry Margot.
- I bardzo dobrze! - odkrzyknęła Chris, po czym włożyła do ust ostatni klusek.
- Za chwilę Margot wyjeżdża - oznajmiłam, wzdychając.
Chris prychnęła.
- Rozumiem, że w związku z tym drogi Josh będzie co wieczór palił dla niej świeczkę w oknie? - powiedziała ironicznie.
Zawahałam się. Nie byłam pewna, czy informacja o rozstaniu Margot z Joshem nadal miała status tajemnicy, ale z pewnością moja siostra nie chciałaby, aby Chris wiedziała cokolwiek o jej osobistych sprawach.
- No, nie wiem - skwitowałam ostatecznie.
- Jak to? Nie mów, rzuciła go? - zapytała Chris.
Z ociąganiem kiwnęłam głową i szybko dodałam:
- Tylko ani słowa na ten temat przy Margot. Wciąż jest smutna z tego powodu.
- Margot? Smutna? - powiedziała Chris, oglądając swoje paznokcie. - Margot w odróżnieniu od nas wszystkich jest pozbawiona ludzkich uczuć.
- Nie znasz jej - odparłam. - Poza tym nie wszyscy muszą być tacy, jak ty - dodałam.
Chris wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Miała duże i ostro zakończone trójki, dlatego zawsze, kiedy tak się uśmiechała, wyglądała trochę drapieżnie.
- To prawda - stwierdziła.
Chris jest ekstrawertyczką. Emocje po prostu w niej buzują, a co nosi w sercu, natychmiast ma na języku. Jest bardzo ekspresyjna i głośna. Jednym słowem wciąż się wydziera, a to dlatego, że - jak sama twierdzi - trzeba dawać upust emocjom, aby nie osłabły. Pamiętam, jak pewnego razu nawrzeszczała na kobietę, która niechcący nadepnęła jej na stopę. Jej emocjom zdecydowanie nie groziło osłabnięcie.
- Nie mogę uwierzyć, że za kilka dni Margot już z nami nie będzie - powiedziałam, czując, że się rozklejam.
- Przecież ona nie umiera. Przestań się mazać - stwierdziła Chris, zaciskając ściągacz swoich czerwonych spodenek.
Były tak krótkie, że kiedy usiadła, widać jej było bieliznę, oczywiście dopasowaną kolorem do szortów.
- Poza tym uważam, że dla ciebie to dobrze - kontynuowała Chris. - Najwyższa pora, żebyś zaczęła sama o sobie decydować, zamiast ciągle słuchać tego, co powie królowa Margot. Jesteś w klasie maturalnej, suko. To czas na szaleństwa, zabawy, całowanie się z chłopakami. Pożyj trochę!
- Ale ja żyję - odparłam.
- Jasne, w domu opieki - prychnęła Chris, na co posłałam jej mordercze spojrzenie.
Kiedy Margot zrobiła prawo jazdy, zgłosiła się jako wolontariuszka do Belleview, pobliskiego domu spokojnej starości. Do jej obowiązków należało organizowanie mieszkańcom czasu wolnego w godzinach popołudniowych. Często jej w tym pomagałam. Przygotowywałyśmy przekąski i drinki, a Margot zasiadała do pianina, ale tylko czasami, ponieważ zwykle robiła to Stormy, tamtejsza diwa, wiodąca prym wśród pensjonariuszy. Bardzo lubiłam słuchać snutych przez nią opowieści. Lubiłam również spędzać czas z panną Mary, która z powodu demencji gubiła się w opowiadaniach, ale za to genialnie robiła na drutach, a ja z przyjemnością uczyłam się od niej.
Wiedziałam, że ostatnio w Belleview pojawili się nowi wolontariusze, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ w większości mieszkańcy domu opieki byli samotni i nikt ich nie odwiedzał. Dlatego każdy człowiek z zewnątrz był na wagę złota. Sama miałam zamiar wrócić tam w najbliższym czasie i bardzo mi się nie podobało, że Chris robiła sobie z tego żarty.
- Ludzie, którzy tam mieszkają, przeżyli więcej niż my wszyscy razem wzięci - powiedziałam. - Na przykład Stormy udzielała się w organizacji działającej na rzecz walczących w Wietnamie i ich rodzin! Codziennie dostawała setki listów od zakochanych w niej żołnierzy. Pewien weteran, który w walce stracił nogę, wysłał jej nawet pierścionek z brylantem.
- Zatrzymała go? - zapytała nagle z nieukrywanym zainteresowaniem Chris.
- Tak.
Uważałam wprawdzie, że Stormy nie powinna była tego robić, skoro nie zamierzała wyjść za tego człowieka za mąż, ale pierścionek był naprawdę piękny. Kiedyś mi go pokazała. Był to cudowny klejnot z bardzo rzadkim różowym diamentem. Z pewnością warty mnóstwa pieniędzy.
- Ta cała Stormy to jakaś niezła numerantka - skomentowała Chris.
- Mogłabyś kiedyś tam ze mną pójść - zaproponowałam. - Pan Perelli uwielbia tańczyć i zawsze wyciąga na parkiet nowe dziewczyny. Nauczyłby cię fokstrota.
Chris zrobiła taką minę, jakbym zaproponowała jej wycieczkę na miejskie śmietnisko.
- Nie, dzięki. Lepiej, żebym to ja ciebie zabrała na tańce - odparła. - Teraz, kiedy twoja siostra wyjeżdża - dodała i, wskazała głową w stronę pokoju Margot na górze - będziemy mogły naprawdę zaszaleć. Wiesz, że uwielbiam się bawić.
To prawda. Chris zawsze lubiła zabawę. Czasami poświęcała na to za dużo czasu, ale bez wątpienia bawiła się świetnie.
Nadeszły ostatnie dni lata i ostatnie dni pobytu Margot w domu. Pomyślałam, że jej zerwanie z Joshem miało również pozytywne strony, ponieważ dzięki temu mogłyśmy spędzić więcej czasu razem.
Jestem pewna, że Margot również o tym myślała i dlatego zerwała z Joshem na kilka dni przed wyjazdem, a nie w ostatniej chwili.
Ubiegłego roku Josh wprost zakochał się w bieganiu i od tamtej pory regularnie trenuje. Kiedy z naszego podjazdu wyjechałyśmy na główną ulicę, zobaczyłyśmy go na ścieżce. Kitty zawołała do niego, ale okna w samochodzie były zamknięte, więc nie zareagował. Mimo to miałam wrażenie, że tylko udawał.
- Zawróć - powiedziała Kitty do Margot. - Może będzie chciał z nami pojechać.
- Dzisiaj jest dzień Songówek, Kitty - powiedziałam.
Cały ranek spędziłyśmy w drogerii, kupując ostatnie niezbędne rzeczy, które miały się przydać Margot podczas lotu. Były to między innymi słodkie przekąski, dezodorant w sztyfcie i gumki do włosów. Pozwoliłyśmy Kitty pchać sklepowy wózek, ponieważ zawsze miała z tego niesamowity ubaw - najpierw rozpędzała się na początku alejki, a potem wskakiwała na tylną oś i jechała jak na rydwanie. Margot pozwalała jej powtórzyć ten manewr tylko kilka razy, żeby nie denerwować pozostałych klientów.
Po powrocie do domu zdążyłyśmy tylko zjeść sałatkę z kurczakiem i zielonymi winogronami i już trzeba było wychodzić, żeby zawieźć Kitty na zawody pływackie. Spakowałyśmy do torby kanapki z serem i szynką, sałatkę owocową oraz laptop Margot. Zawody trwały bardzo długo, często kończyły się późnym wieczorem, więc żeby nam się nie dłużyło, postanowiłyśmy obejrzeć film. Zabrałyśmy również transparent z napisem "Brawo, Kitty!" ozdobiony wizerunkiem psa. Okazało się, że tata nie przyjdzie, ponieważ właśnie odbierał poród. Co prawda wszystko odbyło się bez komplikacji, ale na zawody nie zdążył. Później się dowiedziałam, że urodziła się dziewczynka. Dostała imiona Patricia Rose, po obu swoich babciach. Tata zawsze prosił pacjentki, aby zdradziły mu, jak będzie się nazywało dziecko, ponieważ pierwsze, o co go pytałam, kiedy wracał do domu, to właśnie imiona maluchów.
Kitty dwukrotnie wygrała i raz zajęła drugie miejsce. Po zawodach - z głową owiniętą ręcznikiem i medalami zawieszonymi na uszach jak kolczyki - wskoczyła na tylne siedzenie samochodu. Była tak podekscytowana zwycięstwami, że dopiero w drodze do domu przypomniała sobie o Joshu.
- Ej! A może zaprosimy Josha? - zaproponowała.
Znowu zobaczyłam wahanie na twarzy Margot, więc odpowiedziałam za nią.
- Josh musiał dzisiaj iść do pracy w księgarni, ale bardzo żałował, że się nie spotkacie.
Przynajmniej w kłamstwach byłam lepsza od siostry.
Margot złapała mnie za rękę i lekko ścisnęła w geście wdzięczności. Kitty wydęła dolną wargę i powiedziała:
- To ostatnia szansa na wspólne spotkanie. Poza tym Josh obiecał, że przyjdzie na zawody.
- Ale w ostatniej chwili okazało się, że nie może - odparłam. - Jego koledze z pracy coś wypadło i musiał wziąć za niego zmianę.
Wciąż naburmuszona Kitty kiwnęła głową na znak, że rozumie. Chociaż była mała, doskonale wiedziała, jak to bywa z nagłymi zmianami w pracy.
- Chodźmy na mrożony krem1 - wtrąciła nagle Margot.
Kitty szybko się rozpromieniła i natychmiast zapomniała o Joshu.
- Hura! Ja chcę w rożku! Będę mogła zjeść dwie porcje? Miętowy i orzechowy. Albo nie. Tęczowy sorbet z podwójną bitą śmietaną. Albo nie...
- Nie zjesz dwóch porcji w wafelku - przerwałam jej. - W kubeczku tak, ale w wafelku nie dasz rady.
- Dam, dzisiaj dam. Jestem potwornie głodna.
- Dobrze, ale pamiętaj, że nikt nie będzie po tobie dojadał - powiedziałam, udając, że grożę Kitty palcem, na co ona przewróciła oczami i zachichotała.
Sama miałam jak zwykle ochotę na krem wiśniowy z kawałkami czekolady.
Margot zajęła kolejkę do okienka.
- Założę się, że w Szkocji nie mają mrożonego kremu.
- Pewnie nie - odparła.
- A więc nie będziesz miała okazji go jeść aż do Święta Dziękczynienia - dodałam.
- Do Gwiazdki - poprawiła mnie Margot, patrząc przed siebie. - Na Święto Dziękczynienia nie będzie mi się opłacało przylatywać. To tylko jeden dzień. Pamiętasz?
- No, to Święto Dziękczynienia będzie do kitu - stwierdziła Kitty.
Nic nie powiedziałam. Jeszcze nigdy nie obchodziliśmy Święta Dziękczynienia bez Margot. To ona zawsze przygotowywała indyka, zapiekankę z brokułami i duszoną cebulkę. Do moich zadań należało pieczenie ciast (dyniowego i orzechowego) oraz purée z ziemniaków. Z kolei Kitty była naszym testerem i zajmowała się przygotowaniem stołu. Nawet nie wiedziałam, jak się piecze indyka, a na kolację zawsze przychodziły obie nasze babcie. Margot była ulubienicą babci Covey, która zawsze powtarzała, że Kitty ją męczy, a ja ciągle bujam w obłokach.
Pod wpływem tych wszystkich myśli wpadłam w panikę. Zaczęło mi być duszno i przestałam mieć ochotę na mrożony krem wiśniowy z kawałkami czekolady. W ogóle nie byłam w stanie wyobrazić sobie Święta Dziękczynienia bez Margot. Tak naprawdę to nie mogłam sobie wyobrazić ani jednego dnia bez niej. Zdarza się, że siostry nie żyją ze sobą w zgodzie, ale Margot była dla mnie najbliższą osobą na świecie. Jak my sobie bez niej poradzimy?
Josh jest chłopakiem Margot, ale tak naprawdę kocha się w nim cała moja rodzina. Trudno nawet określić, kto najbardziej. Zanim Josh został chłopakiem Margot, był po prostu Joshem. Od zawsze kręcił się w pobliżu. Mówię tak, chociaż to nie do końca prawda, ponieważ przeprowadził się do naszej okolicy dopiero siedem lat temu, ale nie pamiętam już, jak było, kiedy go nie było, więc wydaje mi się, że jest z nami od zawsze.
Mój tata kocha Josha, ponieważ Josh jest mężczyzną, a mój tata żyje jak w haremie, otoczony wyłącznie przez kobiety. Dosłownie. Cały dzień ma do czynienia z samymi dziewczynami. Nie dość, że jest ginekologiem-położnikiem, to w dodatku los obdarzył go trzema córkami, więc gdziekolwiek się obróci, wszędzie widzi kobiety. Tata lubi Josha również za to, że Josh uwielbia komiksy i chodzi z nim na ryby.
Pamiętam, że kiedyś zabrał na wędkowanie nas, czyli córki, i źle się to skończyło. Ja się rozryczałam, kiedy zamulona woda nalała mi się do butów, Margot zaczęła płakać, bo zamoczyła książkę, a Kitty - jak to małe dziecko - płakała praktycznie przez cały czas.
Kitty uwielbia Josha za to, że w nieskończoność gra z nią w karty i nigdy mu się ta zabawa nie nudzi, a przynajmniej bardzo dobrze udaje, że go nie nudzi. Przy każdym rozdaniu zakładają się. Kitty zwykle wymyśla coś w stylu "gdy wygram, musisz mi przygotować kanapkę z masłem orzechowym z chrupkami, ale bez chrupek".
Jeśli w domu nie ma masła, a Kitty go ogrywa, oczywiście Josh idzie do sklepu i kupuje masło orzechowe z chrupkami. Cały on.
Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego Margot kocha Josha, odpowiedziałabym, że chyba dlatego, że po prostu wszyscy go uwielbiają.
Tamtego wieczoru siedzieliśmy w salonie. Po całym dywanie walały się kawałki papieru i ścinki po naklejkach z psami, którymi Kitty uzupełniała wielką wyklejankę. Pochłonięta zabawą nuciła pod nosem i mruczała do siebie. W pewnej chwili usłyszeliśmy, jak mówi, że jeśli tatuś zapyta ją, co chce dostać na Gwiazdkę, to odpowie, żeby wybrał jednego z tych piesków i to absolutnie wystarczy.
Margot i Josh siedzieli na kanapie. Ja oglądałam telewizję z poziomu podłogi. Josh zrobił wielką michę popcornu, do której co chwilę sięgałam.
W telewizji leciała reklama perfum. Na filmie rozpromieniona dziewczyna w zwiewnej letniej sukience biegła ulicami Paryża. Pomyślałam, że oddałabym wszystko, żeby nią w tej chwili być. To podsunęło mi pewną genialną myśl. Gwałtownie zerwałam się z podłogi, przez co kawałek popcornu wpadł mi w złą dziurkę, zakrztusiłam się i zaczęłam kasłać.
- Margot - wydusiłam w końcu. - Spotkajmy się podczas ferii wiosennych w Paryżu!
Oczami wyobraźni już widziałam siebie przemierzającą w podskokach paryskie ulice, z porcją pistacjowych lodów w jednej i malinowych w drugiej dłoni.
- Myślisz, że tata ci pozwoli? - powiedziała wyraźnie podekscytowana moim pomysłem.
- Pewnie, przecież Paryż to oaza kultury. Musi się zgodzić.
Jej obawy nie były bezpodstawne - jeszcze nigdzie sama nie leciałam. Co więcej nigdy nawet nie byłam za granicą. Od razu zaczęłam się zastanawiać, czy Margot odbierze mnie z lotniska, czy też sama będę musiała znaleźć hostel?
Josh najwyraźniej dostrzegł w moich oczach cień niepokoju.
- Nie martw się. Jeśli ja z tobą polecę, tata na pewno się zgodzi - powiedział.
- Właśnie! - podchwyciłam z entuzjazmem. - Możemy się zatrzymać w jakimś hostelu. Przez cały pobyt będziemy się żywić ciastkami i serem.
- Możemy pójść na grób Jima Morrisona - dorzucił Josh.
- Albo do perfumerii i kupić sobie perfumy robione na zamówienie - powiedziałam.
Josh prychnął.
- Myślę, że perfumy na zamówienie będą kosztować tyle, co tygodniowy nocleg w hostelu - odparł, po czym szturchnął Margot i dodał: - Twoja siostra ma wielkopańskie zapędy.
- Jest najbardziej elegancka z nas wszystkich - stwierdziła Margot.
- A ja? - zapytała Kitty.
- Co ty? - fuknęłam. - Ty jesteś najmniej elegancką Songówką. Co wieczór muszę cię błagać, żebyś przed snem umyła chociaż nogi, nie mówiąc o prysznicu.
- Nie o tym mówię - odparowała Kitty, czerwieniąc się jak burak. - Chodziło mi o Paryż.
- Jesteś za mała na mieszkanie w hostelu - odpowiedziałam, a żeby podkreślić słuszność swoich słów, lekceważąco machnęłam ręką.
Mimo że Kitty ma dziewięć lat i jest już całkiem dużą dziewczynką, podpełzła na czworaka do Margot i zrobiła coś, co zupełnie nie przystoi dziewięcioletnim dziewczynkom, czyli wdrapała się jej na kolana.
- Margot, ja też będę mogła z wami pojechać, prawda? - zapytała przymilnie.
- Myślę, że to świetny plan na rodzinne wakacje - odpowiedziała Margot, całując ją w policzek. - Wszyscy pojadą. I ty, i Lara Jean, i tata.
Słysząc to, zamarłam, ponieważ zupełnie nie takie paryskie wakacje miałam na myśli. Po chwili dostrzegłam jednak, że Josh macha do mnie ponad głową Kitty i bezgłośnie mówi "porozmawiamy potem", na co z ulgą odpowiedziałam dyskretnym uniesieniem kciuków.
Późnym wieczorem, kiedy Josh dawno poszedł do swojego domu, a Kitty i tata położyli się spać, przeniosłyśmy się z Margot do kuchni. Moja siostra włączyła laptop i zajęła się swoimi sprawami, a ja wzięłam się za pieczenie ciasteczek dla Kitty (biszkoptowych kuleczek obtoczonych w cynamonie i cukrze), aby wkupić się ponownie w jej łaski. Wcześniej, kiedy poszłam jej powiedzieć dobranoc, odwróciła się do mnie plecami. Wciąż uważała, że knuję przeciwko niej, żeby nie pojechała do Paryża. Stwierdziłam, że świetnym pomysłem będzie przygotowanie słodkości i postawienie talerzyka na jej nocnym stoliku, tak żeby obudził ją zapach świeżo upieczonych ciastek.
Margot przez cały czas była dziwnie cicha. W końcu spojrzała na mnie znad monitora i wypaliła:
- Dzisiaj po kolacji zerwałam z Joshem.
Byłam tak zaskoczona jej wyznaniem, że upuściłam kuleczkę ciasta do cukiernicy.
- Wiesz, myślę, że po prostu nadszedł czas i musiałam to zrobić - dodała Margot.
Kiedy na nią spojrzałam, na jej twarzy nie zauważyłam cienia rozpaczy: żadnych zaczerwienionych oczu ani śladów łez. Mówiła spokojnie i zachowywała się całkiem normalnie. Ktoś, kto jej nie znał, stwierdziłby, że wszystko jest w najlepszym porządku. Tyle że Margot zawsze wyglądała normalnie, nawet jak nic nie było w porządku.
- Nie rozumiem, dlaczego podjęłaś taką decyzję - powiedziałam. - To, że idziesz na studia, wcale nie oznacza, że musicie się rozstać.
- Wyjeżdżam do Szkocji, a nie na uniwersytet w Wirginii. St Andrews jest prawie sześć i pół tysiąca kilometrów stąd. Czy taki związek miałby sens? - odparła Margot, poprawiając okulary.
- Czy miałby sens? - powtórzyłam z niedowierzaniem. - Oczywiście, że tak. Nie mówimy o kimś przypadkowym, tylko o Joshu. O Joshu! Chłopaku, który kocha cię tak jak jeszcze żaden facet nigdy nie kochał żadnej kobiety.
Margot skrzywiła się. Najwyraźniej uważała, że dramatyzuję, ale tak nie było. Josh naprawdę kochał Margot do szaleństwa. I nigdy w życiu nie spojrzałby na inną dziewczynę.
- Wiesz, co kiedyś powiedziała mi mama? - odezwała się Margot.
- Co? - zapytałam, natychmiast zapominając o temacie naszej rozmowy.
Zawsze tak było. Nieważne, co akurat robiłam. Nieważne, czy się kłóciłyśmy, czy za chwilę miałam wpaść pod samochód. Kiedy Margot wspominała o mamie, wszystko inne przestawało mnie interesować. Chciałam dzielić z siostrą każde najdrobniejsze wspomnienie o mamie. I tak byłam w lepszej sytuacji niż Kitty, która - gdyby nie my - nie wiedziałaby o niej niczego. Tysiąc razy opowiadałyśmy jej te same historie, aż w końcu, kiedy mówiła o mamie, rozpoczynała od słów "A pamiętacie...", jakby osobiście uczestniczyła w wydarzeniu, które zaraz miała przytoczyć.
- Powiedziała, żebym idąc na studia, postarała się być jak czysta karta i nie ciągnęła za sobą przeszłości. Powiedziała, że nie chce, żebym spędzała czas, wisząc na telefonie z chłopakiem i płacząc mu przez słuchawkę, bo wtedy będę do wszystkiego negatywnie nastawiona, zamiast cieszyć się tym, co przyniesie nowy etap w moim życiu.
Wychodziło na to, że Margot traktowała Szkocję jak nowy etap w życiu. Byłam tak zatopiona w myślach, że bezwiednie wsunęłam do ust przygotowaną właśnie cukrowo-cynamonową kulkę.
- Nie powinnaś jeść surowego ciasta - zganiła mnie Margot.
- Josh nigdy by cię nie zostawił - powiedziałam, zupełnie ignorując jej słowa. - Zawsze chciał wszystko z tobą dzielić. Jest wyjątkowy. Pamiętasz, jak startowałaś w wyborach na przewodniczącą szkolnego samorządu? Zajął się prowadzeniem twojego sztabu. Zawsze ci we wszystkim kibicował!
Na te słowa kąciki ust Margot wyraźnie zadrżały i nieco opadły. Podeszłam do siostry i objęłam ją za szyję.
- Nic mi nie jest - powiedziała z uśmiechem, przytulając się do mnie, ale wiedziałam, że to nieprawda.
- Jeszcze nie jest za późno - stwierdziłam. - Nawet teraz możesz do niego pójść i powiedzieć, że jednak zmieniłaś zdanie.
- Nie, Laro Jean - oznajmiła Margot, kręcąc głową. - To już skończone - dodała, a kiedy zwolniłam uścisk, zamknęła laptop i zapytała: - Kiedy będzie gotowa pierwsza partia ciasteczek? Jestem głodna.
Spojrzałam na minutnik na lodówce.
- Jeszcze cztery minuty - odparłam. - Nieważne, co mówisz. Nic nie jest skończone. Za bardzo go kochasz.
- Laro Jean... - powiedziała tym swoim spokojnym głosem i pokręciła głową, jakbym była maluchem, który nie chce czegoś pojąć, a ona - dojrzałym, cierpliwym rodzicem.
Kiedy jednak podsunęłam jej pod nos cynamonowe kuleczki, otworzyła buzię i połknęła je z lubością, jakby wciąż była małym dzieckiem.
- Zobaczysz, że mam rację. Ani się obejrzysz, a znowu będziecie razem - powiedziałam, ale wcale nie byłam tego pewna.
Margot nie należy do osób, które z minuty na minutę zmieniają zdanie. Jeśli już podejmie decyzję, to koniec. Nie ma rozkminiania, rozpaczy, żałoby. Klamka zapada i cześć.
Myśl o tym, że chciałabym być do niej pod tym względem podobna, pojawiała się w mojej głowie milion razy. Nigdy jednak nie byłam tak konsekwentna, jak moja siostra, choć bardzo chciałam.
Kiedy skończyłam piec ciasteczka, umyłam naczynia i zaniosłam talerzyk z cynamonowymi kuleczkami do pokoju Kitty, a potem poszłam do swojej sypialni. Zanim włączyłam lampkę, podeszłam do okna. W pokoju Josha świeciło się światło.
Następnego dnia odwieźliśmy Margot na lotnisko. Kiedy załadowaliśmy wszystkie walizki na wózek bagażowy, Kitty wspięła się na górę i zaczęła tańczyć, ale po chwili tata ściągnął ją na dół. Margot nalegała, żebyśmy dalej jej nie odprowadzali.
- Pozwól chociaż podejść z tobą do odprawy - poprosił tata, z trudem manewrując wózkiem. - Chcę zobaczyć, że bezpiecznie przechodzisz przez kontrolę.
- Dam sobie radę - odparła. - Przecież nie pierwszy raz lecę i wiem, co mam robić - dodała, po czym wspięła się na palce, aby uścisnąć tatę. - Zadzwonię, gdy tylko dotrę na miejsce.
- Masz dzwonić codziennie - wyszeptałam.
Poczułam, jak w gardle rośnie mi wielka gula, aż w końcu z oczu pociekły łzy. Nie chciałam płakać, ponieważ wiedziałam, że Margot powstrzyma się od łez, a głupio jest ryczeć samemu, ale nie dałam rady.
- Nie waż się o nas zapomnieć - powiedziała Kitty groźnym tonem.
- Jak bym mogła - odpowiedziała z uśmiechem Margot, po czym jeszcze raz uścisnęła nas wszystkich po kolei, a mnie na samym końcu.
Trzymałam ją mocno, nie chciałam puścić. Wciąż czekałam na jakiś znak, że będzie za nami tęskniła. W końcu Margot roześmiała się i wtedy pozwoliłam jej wysunąć się z moich objęć.
- Cześć, Gogo - powiedziałam, ocierając łzy brzegiem koszulki.
Patrzyliśmy, jak znika w głębi lotniska, popychając przed sobą wózek z bagażem. Rozpłakałam się na dobre. Koszulka już nie wystarczała, musiałam pomagać sobie wierzchem dłoni. Tata objął mnie i Kitty.
- Poczekamy, aż minie bramki.
Margot przeszła przez odprawę bagażową i szklane drzwi. Odwróciła się, odnalazła nas wzrokiem i pomachała, a potem ruszyła w kierunku odprawy celnej. Myśleliśmy, że jeszcze raz się odwróci, ale tego nie zrobiła. Już teraz wydawała się taka odległa. Niezwyciężona Margot, zawsze dzielna. Pomyślałam, że kiedy ja będę wyjeżdżać, na pewno nie będę się trzymać tak dzielnie, jak moja siostra. Ale kto by jej dorównał?
Płakałam całą drogę do domu. Kitty mówiła, że zachowuję się gorzej niż dziecko, ale potem wychyliła się do przodu z tylnego siedzenia i ścisnęła mnie za rękę. Jej również było smutno.
Chociaż Margot nigdy nie hałasowała, kiedy tym razem weszliśmy do domu, panowała w nim dziwna cisza. I niesamowita pustka. Zaczęłam się zastanawiać, co będzie, kiedy za dwa lata ja wyjadę na studia. Co wtedy zrobią tata i Kitty? Nie byłam w stanie znieść myśli, że codziennie będą wracać do smutnego domu, w którym nie ma nas obu. Może po prostu wybiorę uczelnię w pobliżu, żebym chociaż przez pierwszy semestr nie musiała mieszkać w kampusie. Tak, to bardzo dobry pomysł.
Oto historia związku Margot i Josha.
Byliśmy z Joshem w bibliotece. Oboje mieliśmy przerwę w lekcjach i Josh pomagał mi w matematyce, z którą świetnie sobie radził. Razem pochylaliśmy się nad moim zeszytem. Był tak blisko, że czułam zapach mydła, którego używał.
- Potrzebuję twojej rady - powiedział nagle. - Ktoś mi się podoba.
W pierwszej chwili pomyślałam, że chodzi o mnie. To znaczy miałam nadzieję, że chodzi o mnie. Był początek roku szkolnego. Przez cały sierpień widywaliśmy się praktycznie codziennie. Często pływaliśmy, więc zdążyłam się bardzo ładnie opalić przez ten miesiąc. Niekiedy spędzaliśmy czas w towarzystwie Margot, ale najczęściej byliśmy sami, ponieważ moja siostra trzy dni w tygodniu miała praktyki na plantacji Montpellier. Przez tę jedną, jedyną sekundę myślałam, że zaraz usłyszę swoje imię.
Jednak gdy zobaczyłam, że Josh się rumieni i odwraca głowę, już wiedziałam, że nie o mnie mówił.
W myślach wymieniałam nazwiska wszystkich dziewczyn, z którymi znał się Josh, starając się zgadnąć, o którą chodzi. Lista nie była długa, ponieważ Josh nie kolegował się z wieloma osobami. Miał tylko dwóch przyjaciół - Jerseya Mike'a, który w połowie szkoły przeprowadził się do naszej okolicy z New Jersey, oraz Bena. I to wszystko.
Najpierw pomyślałam o Ashley z drużyny siatkarskiej, ponieważ Josh powiedział kiedyś, że jest najładniejszą dziewczyną ze swojego rocznika. Sama byłam sobie winna, bo wymusiłam na nim, aby wymienił wszystkie najpiękniejsze uczennice z danego roku. Jeśli chodzi o mój rocznik, to najładniejsza wydawała mu się Genevieve. Mimo że nie było w tym nic zaskakującego, to poczułam w sercu małe ukłucie.
Drugą dziewczyną, która przyszła mi na myśl, była Jodie, koleżanka Josha z pracy. Josh bardzo często podkreślał, jaka jest mądra i wykształcona, ponieważ przez jakiś czas studiowała w Indiach, a teraz jest buddystką. A co ze mną? Przecież byłam pół-Koreanką. To ja nauczyłam go posługiwać się pałeczkami. To w moim domu po raz pierwszy w życiu jadł kimchi2.
Kiedy w końcu zdecydowałam, że po prostu zapytam, o kogo mu chodzi, podeszła do nas bibliotekarka i zwróciła nam uwagę, żebyśmy byli ciszej, więc wróciliśmy do matematyki. Josh nie powiedział już ani słowa, a ja nie ciągnęłam tematu. Chyba tak naprawdę nie chciałam wiedzieć, skoro nie dotyczyło to mnie.
Nawet do głowy mi nie przyszło, że Josh mówił o Margot. Nie to, żebym uważała, że moja siostra nie może się podobać chłopakom. Po prostu wcześniej umawiała się na randki ze specyficznymi facetami, zwykle kolegami z laboratorium albo społecznikami. W sumie nic dziwnego, że Josh się nią zainteresował, skoro był takim samym mądrym i lubiącym naukę typem jak tamci.
Gdybym miała opisać Josha, powiedziałabym, że niczym się nie wyróżnia. Wygląda jak typowy informatyk, a komiksy nazywa powieściami w obrazkach. Ma jasnobrązowe włosy i zielone oczy z brązowymi plamkami na tęczówce. Jest szczupły, ale wysportowany i silny. Wiem to, bo gdy skręciłam sobie kostkę na treningu baseballu, niósł mnie na plecach całą drogę do domu. Jest też piegusem, przez co wygląda na mniej niż swoje siedemnaście lat. Ma poważną twarz, a na lewym policzku - dołeczek, który bardzo lubię.
Zaskoczyło mnie, że Margot też była nim zainteresowana. To było zupełnie niepodobne do niej. Nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby moja siostra mówiła, że podoba się jej jakiś chłopak. To ja byłam zawsze tą "szczebioczącą, rozmarzoną dziewczyną", jak mówiła babcia, mama taty. Ale nie Margot. Ona była ponad tym. Żyła w innej, wyższej rzeczywistości, gdzie w ogóle nie mówiło się o chłopakach, makijażu czy ciuchach.
Wszystko wydarzyło się zupełnie niespodziewanie.
Tamtego chłodnego październikowego dnia Margot jak zwykle wróciła ze szkoły późnym wieczorem. Po lekcjach pracowała nad jakimś projektem.
Była akurat pora kolacji. Przygotowałam kurczaka w parmezanie z makaronem w sosie pomidorowym.
Kiedy Margot weszła do kuchni, zauważyłam, że oczy jej błyszczą. Miała zaróżowione od chłodu policzki, rozwiane włosy i ciepły szalik na szyi.
Kitty siedziała przy kuchennym stole i odrabiała lekcje, tata był w drodze do domu, a ja kończyłam podgrzewać sos.
- Muszę ci coś powiedzieć - oświadczyła Margot, ściągając szalik.
- Co? - zapytałyśmy z Kitty jednocześnie.
- Podobam się Joshowi - powiedziała Margot, przykładając dłonie do policzków.
Zamarłam, ale po chwili doszłam do siebie i pozwoliłam, aby drewniana łyżka znowu zanurzyła się w sosie.
- Joshowi? Naszemu Joshowi? - zapytałam, nie patrząc jej w oczy.
Nie mogłam tego zrobić. Bałam się, że dostrzegłaby w nich prawdę.
- Tak. Czekał na mnie po szkole, żeby mi powiedzieć, że... Że jestem dziewczyną jego marzeń. Niesamowite, prawda? - powiedziała Margot, uśmiechając się niepewnie.
- O rany! - odparłam.
Bardzo chciałam, żeby zabrzmiało to radośnie, ale nie wiem, czy mi się udało. W sercu czułam rozpacz. I zazdrość. Zazdrość tak ogromną i intensywną, że myślałam, iż zaraz się nią uduszę. Jednak zebrałam się w sobie, przywołałam na usta wymuszony uśmiech i spróbowałam jeszcze raz:
- O rany, Margot!
- O rany! - zawtórowała mi Kitty. - Czy to znaczy, że jesteście teraz parą?
Margot odczekała chwilę.
- Cóż... Chyba tak - powiedziała w końcu, po czym uśmiechnęła się promiennie.
Jej spojrzenie było słodkie i miękkie jak płynny miód. Dopiero wówczas zdałam sobie sprawę, że Margot odwzajemniała uczucia Josha.
W nocy napisałam do niego list.
Zaczynał się od słów "Drogi Joshu...".
I płakałam.
Płakałam za tym, co się skończyło, zanim się zaczęło. Płakałam nie dlatego, że Josh wybrał Margot, ale ponieważ to ona wybrała jego.
I tyle.
Wypłakałam z siebie wszystko, potem przelałam swoje uczucia na papier i odłożyłam do pudełka na kapelusze. Od tamtej pory ani razu nie myślałam o Joshu jak o potencjalnym chłopaku. On i Margot byli dla siebie stworzeni. Josh i Margot równa się WNM. Wielka Nieśmiertelna Miłość.
Kiedy Margot wróciła do pokoju, nadal nie spałam, ale zamknęłam oczy i udawałam. Kitty przytuliła się do mnie przez sen.
W pewnej chwili usłyszałam dziwny dźwięk, więc niepostrzeżenie uniosłam lekko jedną powiekę i spojrzałam na siostrę. Leżała odwrócona plecami. Jej ramiona rytmicznie podrygiwały. Margot płakała.
Ale przecież Margot nigdy nie płakała.
Kiedy zobaczyłam, jak rozpacza po Joshu, upewniłam się, że to nie jest koniec ich historii.
Następnego ranka spotkałyśmy się w kuchni. Margot jak zwykle parzyła kawę, a ja zajęłam się przygotowaniem śniadania.
- Zdajesz sobie sprawę, że tata i Kitty będą wściekli, kiedy się dowiedzą? - powiedziałam, nasypując chrupki do miseczki.
Nieco wcześniej, kiedy spotkałyśmy się z Kitty w łazience na wspólnym szorowaniu zębów, w pierwszej chwili chciałam jej wszystko wyznać, ale okazało się, że chociaż ciasteczka zniknęły z talerza (wiem, bo sprawdziłam, zostały same okruszki) mała była na mnie nadal zła, więc ostatecznie nic nie powiedziałam.
Margot westchnęła.
- Uważasz, że powinnam być z Joshem ze względu na tatę i Kitty?
- Nie, po prostu stwierdzam fakt.
- I tak nie odwiedzałby was już tak często, skoro mnie nie będzie.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Miałam zupełnie inne zdanie na ten temat. Przecież przychodził do nas bardzo często, zanim zostali parą. Dlaczego teraz miałoby się to zmienić?
- Mylisz się. On naprawdę uwielbia Kitty.
Margot włączyła ekspres. Przygotowanie porannej kawy należało do jej obowiązków. Za sześć dni miała jednak wyjechać, więc obserwowałam ją, wiedząc, że za niecały tydzień przejmę jej rolę domowego baristy.
- Zastanawiam się, czy w ogóle im o tym mówić - powiedziała Margot wciąż odwrócona do mnie plecami.
- Yy... No wiesz, Gogo... Myślę, że i tak się zorientują, choćby po tym, że nie będzie Josha na lotnisku - stwierdziłam. - Ile wlewasz wody do ekspresu? I ile kawy wsypujesz?
- Zapiszę ci wszystko w notesie - odparła Margot.
Na blacie przy lodówce leży zawsze nasz rodzinny notes, w którym zapisujemy wszystkie istotne informacje. Oczywiście to pomysł Margot. Znajdowały się w nim ważne numery telefonów, tygodniowy plan wizyt pacjentek taty oraz plan zajęć Kitty.
- Pamiętaj też o numerze nowej pralni.
- Już wpisałam - odparła Margot, krojąc i wrzucając do swoich płatków plasterki banana. Każdy plasterek był takiej samej grubości. - A Josh i tak nie pojawiłby się na lotnisku. Wiesz, że nie znoszę pożegnań - dodała i podkreśliła wagę swoich słów odpowiednią miną.
Tak, wiedziałam.
Chociaż Margot od zawsze planowała wyjazd na studia, kiedy zdecydowała się na uniwersytet w Szkocji, poczułam się zdradzona. Nieważne, że jej wyfrunięcie z domu było absolutnie przewidywalnym etapem w naszym rodzinnym życiu i prędzej czy później musiało nadejść. Nie pomagała mi również świadomość, że Margot - od zawsze zafascynowana geografią, podróżami i mapami - z pewnością wybierze kierunek związany ze swoimi zainteresowaniami, na przykład antropologię, i to na uczelni znajdującej się bardzo daleko od domu. I tak się wściekłam.
Nadal byłam na nią zła, chociaż zdążyłam się oswoić z myślą o jej wyjeździe z domu. Oczywiście, że była to naturalna kolej rzeczy, ale nie mogłam się pogodzić z faktem, że zamieszka tak daleko. W końcu przysięgałyśmy sobie, że zawsze będziemy trzymać się razem - najstarsza Margot, ja i najmłodsza Kitty. Kitty tak naprawdę ma na imię Katherine, ale nigdy jej tak nie nazywamy. Czasami mówimy do niej Kitten-Kociaczek. To ja tak ją nazywałam, kiedy się urodziła, bo wyglądała jak malutki, chudziutki, łysy kotek.
W swoim siostrzanym gronie nazywamy się Songówkami. Song to panieńskie nazwisko mamy. Dopóki mama, czyli Eva Song, żyła, byłyśmy we cztery. Tata nazywał mamę Evie, my - mamą, a wszyscy inni Evą. Po tacie nosimy nazwisko Covey, ale mama zawsze mówiła, że nigdy nie przestała się czuć Songówną, dlatego stwierdziłyśmy z Margot, że my również nigdy nie przestaniemy. Poza tym wszystkie trzy mamy drugie nazwisko Song, a w naszych żyłach płynie więcej koreańskiej krwi Songów, niż białej Conveyów, co widać po wyglądzie; przynajmniej moim i Margot, ponieważ Kitty wdała się w tatę i jego rodzinę. Kitty ma włosy w kolorze jasnego brązu.
Wszyscy mówią, że ja jestem najbardziej podobna do mamy, ale uważam, że to nieprawda, bo najbardziej podobna jest Margot. Ma tak samo wystające kości policzkowe i ciemne oczy jak mama.
Od śmierci mamy minęło już sześć lat. Czasami wydaje mi się, jakby jeszcze wczoraj z nami była, a kiedy indziej zastanawiam się, czy naprawdę istniała i nie jest tylko moim marzeniem sennym.
Tamtego ranka mama sprzątała. Cały dom lśnił, a świeżo umyta podłoga pachniała cytrynową świeżością. Kiedy zadzwonił telefon w kuchni, mama pobiegła odebrać, ale poślizgnęła się, przewróciła, uderzyła głową o podłogę i straciła przytomność. Po chwili jednak ocknęła się i wszystko wydawało się w porządku. Lekarze powiedzielie, że to się nazywa chwilowe odzyskanie świadomości. Niedługo potem mama powiedziała, że boli ją głowa, więc zdrzemnie się na kanapie. Nigdy już się nie obudziła.
To Margot ją znalazła.
Miała wtedy dwanaście lat, ale poradziła sobie ze wszystkim - zadzwoniła po pogotowie, a potem do taty. Kazała mi przypilnować Kitty, która miała wtedy zaledwie trzy latka. Wzięłam małą i włączyłam jej bajkę w telewizji. Nic więcej nie zrobiłam. Wszystkim zajęła się Margot.
Nie wiem, jak bym się zachowała, gdyby Margot nie było wtedy w domu. Jest ode mnie starsza tylko o dwa lata, ale jestem w nią wpatrzona jak w obrazek. Siostra jest dla mnie absolutnym wzorem.
Kiedy ktoś dowiadywał się, że tata został sam z trzema dziewczynkami, zwykle kręcił z niedowierzaniem głową i pytał, jak poradził sobie w tej sytuacji. Jak ogarnął wszystko? Odpowiedź brzmi: bo miał Margot. To ona przejęła domowe obowiązki. Ona organizowała nasze życie i dbała o najdrobniejsze szczegóły.
Margot jest dobrą i poukładaną dziewczyną, a ja i Kitty staramy się ją naśladować.
Nigdy nikogo nie okłamałam, nigdy się nie upiłam ani nie zapaliłam papierosa. Nigdy nawet nie miałam chłopaka. Czasami drażnimy się z tatą, mówiąc mu, jakie ma szczęście, że wszystkie jesteśmy takie grzeczne, ale prawda jest taka, że to my mamy szczęście, bo nasz tata jest świetnym ojcem. I bardzo się stara. Nie zawsze nas rozumie, ale mimo wszystko nie poddaje się, nie odpuszcza i to jest najważniejsze. A my, trzy Songówki, zawarłyśmy niepisany milczący pakt, że będziemy się starały odciążyć go na wszelkie możliwe sposoby.
No, może nie do końca milczący, ponieważ niejednokrotnie Margot uciszała nas, kiedy za bardzo się rozbrykałyśmy, mówiąc "Bądźcie ciszej, tata uciął sobie drzemkę przed dyżurem w szpitalu" albo "Nie zawracajcie tym głowy tacie, spróbujcie same sobie z tym poradzić".
Kiedyś zapytałam Margot, jak jej zdaniem wyglądałoby nasze życie, gdyby mama nie umarła. Czy wtedy spędzałybyśmy więcej czasu z naszą koreańską rodziną i obchodziłybyśmy także ich święta, a nie tylko Święto Dziękczynienia albo Nowy Rok?
Margot przerwała moje dywagacje, mówiąc, że nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Nasze życie wygląda, tak jak wygląda, i szkoda czasu na myślenie o tym, co by było gdyby. Powiedziała też, że na takie pytanie nie ma odpowiedzi.
Staram się patrzeć na wszystko jak ona, ale nie przychodzi mi to łatwo. Wciąż spędzam całe godziny na rozmyślaniu, co by było, gdyby życie potoczyło się inaczej.
Tata i Kitty weszli do kuchni jednocześnie.
Margot nalała mu filiżankę czarnej kawy, a ja zajęłam się śniadaniem dla Kitty. Gdy dolałam mleka do chrupek i postawiłam przed nią jej miseczkę, ostentacyjnie odwróciła głowę i wstała, żeby wyciągnąć jogurt z lodówki, a potem poszła do salonu i usiadła przed telewizorem. Wyglądało na to, że nadal jest wściekła.
- Dziewczynki, wybieram się dzisiaj po pracy do sklepu, więc przygotujcie listę zakupów - powiedział tata, biorąc łyk kawy. - Kupię steki na kolację, zrobimy grilla. Czy mam wziąć porcję więcej, dla Josha? - zapytał.
Spojrzałam na Margot.
Otworzyła usta, po czym zawahała się i zamknęła je, aby ostatecznie wydusić:
- Nie, nie trzeba, tato. Kup tylko dla nas.
Posłałam jej pełne wyrzutu spojrzenie, ale zignorowała mnie. Nigdy nie podejrzewałabym jej o tchórzostwo. Po chwili jednak stwierdziłam, że jeśli w grę wchodzą sprawy sercowe, nigdy nie można być pewnym, jak ktoś się zachowa.
Ostatniego wieczoru przed wyjazdem razem z Kitty pomagałyśmy Margot w pakowaniu.
Kitty zajęła się kosmetykami i przyborami do kąpieli, które troskliwie układała w świeżo kupionym pudełku, a Margot przeglądała swoją garderobę, żeby wybrać najodpowiedniejszą kurtkę.
- Jak myślisz, powinnam wziąć dodatkowo puchówkę czy tylko płaszczyk? - zapytała.
- Tylko płaszczyk. Zawsze będziesz mogła założyć coś jeszcze pod spód, żeby ci było ciepło - odparłam z poziomu jej łóżka, z którego dyrygowałam procedurą pakowania. - Kitty, upewnij się, że butelka z balsamem jest porządnie dokręcona.
- Oczywiście, że jest. Przecież dopiero go kupiłyśmy - warknęła Kitty, ale sprawdziła nakrętkę.
- W Szkocji robi się zimno o wiele wcześniej niż tutaj - powiedziała Margot, składając płaszcz i kładąc go na stercie rzeczy obok walizki. - Chyba jednak wezmę też puchówkę.
- Po co mnie pytasz, skoro już i tak podjęłaś decyzję - odparłam. - Poza tym przecież przyjedziesz na Boże Narodzenie, prawda? Wtedy ją zabierzesz. Chyba że już zdążyłaś zmienić zdanie?
- Nie, nic się nie zmieniło, przyjadę. Ale mogę zmienić zdanie, jeśli nie przestaniesz być wredna.
Bagaż Margot był naprawdę skromny. Moja siostra nigdy nie potrzebowała wiele do szczęścia. Gdybym to ja wyjeżdżała, pewnie spakowałabym cały swój pokój, ale Margot zachowała umiar. W jej sypialni praktycznie niczego nie ubyło.
Margot usiadła obok mnie. Po chwili również Kitty wspięła się na łóżko i przycupnęła w nogach.
- Teraz wszystko będzie inaczej - powiedziałam.
- Wcale nie - zaprotestowała Margot. - Przecież zawsze będziemy Songówkami, prawda?
W progu pokoju stanął tata.
Drzwi były otwarte i doskonale go widziałyśmy, mimo to grzecznie zapukał.
- Zacznę pakować rzeczy do samochodu - powiedział, po czym wziął z łóżka jedną walizkę i zszedł na dół.
Kiedy wrócił po następną, a my nadal trwałyśmy w tych samych pozycjach, rzucił sucho:
- Ależ nie, nie wstawajcie. Nie róbcie sobie kłopotu, żeby mi pomóc.
- Nie martw się, nie mamy zamiaru - odparłyśmy razem.
Kilka tygodni temu tacie włączyła się opcja wiosennych porządków, chociaż do wiosny było jeszcze daleko. Z zapałem wysprzątał cały dom, pozbywając się wszystkich zbędnych rzeczy, na przykład wypiekacza do chleba, którego nigdy nie używałyśmy, płyt kompaktowych, starych koców czy też maszyny do pisania należącej do mamy. Zamierzał wszystko przekazać jakiejś organizacji charytatywnej.
Psychiatra powiązałby zapewne tę nagłą aktywność z wyjazdem Margot na studia, ale ja nie umiałam tego w żaden sposób wytłumaczyć. Cokolwiek to znaczyło, zachowanie taty ostatnio było naprawdę irytujące. Już dwa razy musiałam go odganiać od mojej kolekcji szklanych jednorożców.
- Na pewno przyjedziesz na Gwiazdkę? - zapytałam Margot, kładąc jej głowę na kolanach.
- Na pewno.
- Szkoda, że nie mogę pojechać z tobą. Jesteś o wiele fajniejsza od Lary Jean - wtrąciła Kitty. W odpowiedzi uszczypnęłam ją w rękę. - No, widzisz? - dodała płaczliwym głosem.
- Lara Jean będzie dla ciebie miła, jeśli będziesz grzeczna. Poza tym musicie obie zadbać o tatę. Przypilnujcie go, żeby nie brał za dużo sobotnich dyżurów. Pamiętajcie też, żeby w przyszłym miesiącu oddał samochód do przeglądu. I pamiętajcie o filtrach do kawy, o których bez przerwy zapominacie.
- Tak jest, sierżancie! - odpowiedziałyśmy z Kitty.
Wpatrywałam się w twarz Margot, próbując dostrzec cień smutku, strachu czy niepokoju przed wyjazdem tak daleko od domu. Szukałam jakiejś oznaki, że będzie za nami tęskniła tak bardzo, jak my za nią, ale niczego takiego nie zobaczyłam.
Tamtej nocy wszystkie trzy spałyśmy w pokoju Margot.
Kitty jak zwykle zasnęła pierwsza. Ja leżałam cicho, wpatrując się w ciemności. Nie mogłam znieść myśli, że kiedy jutro wejdę do sypialni Margot, jej tu nie będzie. Chyba najbardziej w życiu nienawidziłam zmian.
W pewnej chwili w ciemnościach usłyszałam szept mojej siostry.
- Laro... Czy kiedykolwiek byłaś zakochana? Ale, tak naprawdę?
Zbiła mnie z tropu tym pytaniem. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Zanim zdążyłam coś wymyślić, Margot odezwała się znowu.
- Szkoda, że nie zakochałam się więcej niż jeden raz. Myślę, że w liceum powinno się przeżyć miłość przynajmniej dwa razy - powiedziała tęsknym tonem, po czym westchnęła cicho i zasnęła.
Cała Margot. W jednej chwili była przytomna, a zaraz potem westchnęła i zasnęła.
Kiedy obudziłam się w środku nocy, jej strona łóżka była pusta. Leżała tam zwinięta w kłębek Kitty. W pokoju było ciemno jak w grobie. Tylko księżyc niemrawo przeświecał przez grube zasłony. Wstałam ostrożnie, podeszłam do okna i wyjrzałam przez uchyloną zasłonę. Na podjeździe przed naszym domem zobaczyłam Margot i Josha. Josh płakał. Margot wpatrywała się w księżyc. Nie dotykali się. Stali daleko od siebie, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja siostra nie zmieniła zdania.
Powoli opuściłam zasłonę i wróciłam do łóżka. W tym czasie Kitty zdążyła już przewędrować na środek łóżka, więc delikatnie przesunęłam ją na brzeg, żeby zrobić miejsce dla Margot. Żałowałam, że przed chwilą byłam świadkiem sceny przed naszym domem. To był bardzo intymny moment, tylko dla nich dwojga, i taki powinien pozostać. Gdybym mogłam cofnąć czas, nie wyjrzałabym przez okno.
Wślizgnęłam się na swoje miejsce do łóżka i zamknęłam oczy, ale nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się, jak to jest mieć chłopaka, który z tęsknoty i miłości do mnie tak by płakał. I to nie byle jakiego chłopaka, ale Josha. Naszego Josha.
Miałam odpowiedź na wcześniejsze pytanie Margot. Tak, byłam kiedyś naprawdę zakochana. Jeden jedyny raz. W Joshu.