Rozdział IIJanek
Janek od pięciu minut siedział w swoim nowym samochodzie Porsche 911 GT3 i nie mógł się zebrać, żeby wyjść. Był bardzo zadowolony, kiedy ojciec podarował mu auto na jego dwudzieste piąte urodziny. W tamtej chwili z tej radości niewiele mu zostało. Wczoraj obronił tytuł magistra inżyniera, i to na ocenę bardzo dobrą. Bez pomocy ojca, jak sugerował mu Bartek. Miał swoją dumę, jeśli chodzi o wykształcenie, poradził sobie sam. Wiedział, że samochód to swego rodzaju prezent, który ma go również przekupić. Już słyszał jego słowa: "Jak skończysz studia, będziesz ze mną pracować, przejmiesz w przyszłości moją firmę, będziesz nią zarządzać". Oficjalnie był już po studiach. Skończył studia na Politechnice na Wydziale Budownictwa i Architektury, na kierunku Budownictwo, i niedługo miał zacząć pracować u ojca i zająć się deweloperką. To nie był jego wybór, w ogóle się tym nie interesował, ale nie chciał sprzeciwiać się ojcu, tym bardziej że to on opłacał wszystkie jego zachcianki oraz mieszkanie. Kolejny etap w jego życiu się zakończył. Powinien być szczęśliwy, a mimo to czuł pustkę. Tak jakby jego życie właśnie się skończyło. Nagle drzwi od strony pasażera się otworzyły.
- Hej, Janeczku, co tak siedzisz? Nie wejdziesz?
Dziewczyna pochyliła się, a Janek nie mógł nie zauważyć jej dużego dekoltu i tego, czego raczej widzieć nie powinien. Nie mógł oderwać wzroku. Uśmiechnął się, zagryzł dolną wargę i powiedział:
- Właśnie miałem to zrobić. Ale mnie wyprzedziłaś. To co, może najpierw kolacja? Na deser przyjdzie jeszcze czas. - Puścił oczko do uśmiechniętej dziewczyny, wskazując jej miejsce obok siebie.
Magda bez wahania przystała na tę propozycję. Bacznie przyjrzała się samochodowi i mlasnęła z zadowoleniem. Miała krwistoczerwone usta. Janek ukradkiem spojrzał na dziewczynę. Znał ją już ładnych parę lat, razem uczęszczali na zajęcia, ale dopiero teraz zgodziła się z nim umówić. Zupełnie jakby chciała dać mu do zrozumienia, że nie jest łatwa. Magda miała na sobie krótką, czerwoną sukienkę, nie wulgarną, lecz elegancką, z odkrytymi plecami i głębokim dekoltem. Cieszył się na to spotkanie. Nie pierwszy raz proponował je dziewczynie, a ich niewinny pięcioletni flirt już dawno wykroczył poza sferę "przyjaźni". Pierwszy raz jednak zgodziła się z nim spotkać poza uczelnią i imprezami w szerszym gronie. Co nie znaczy, że nie poznał jej bliżej. Nie takie rzeczy działy się na imprezach studenckich. Uśmiechnął się i ruszył z piskiem opon sprzed jej mieszkania. Mknąc na Śródmieście, do restauracji Belvedere, wiedział, że zaimponuje Magdzie. Znał się na kobietach. Lubił je zaskakiwać i obsypywać prezentami, ale nie był stały w uczuciach. Z Magdą było jednak inaczej. Czuł, że ich "przyjaźń" może zaowocować. Nie żeby był w Magdzie zakochany, co to to nie. W miłość nie wierzył, ale może kiedyś stworzą coś na wzór idealnego związku, w którym razem będą mogli się realizować i spełniać... Miał taką nadzieję. W owej chwili chciał się dobrze bawić. Od jutra zacznie się martwić przyszłością. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego, a w jej oczach zauważył błysk, tak jakby chciała coś zrobić, ale nie wiedziała, jak on na to zareaguje.
- Co ci chodzi po głowie? - spytał rozbawiony Janek.
Nim zdążył zareagować, ręka Magdy dotknęła jego uda. Zrobiło mu się gorąco.
- Wiesz, Janeczku, nie wiem, czy nie lepiej zacząć od deseru - odpowiedziała, ale Janek szybko ją powstrzymał.
- Poczekaj, na to będzie jeszcze czas.
Magda ze zdziwioną miną spojrzała na chłopaka. Była zaskoczona jego reakcją. Nigdy nie miał nic przeciwko. Teraz wziął jej rękę i przyłożył sobie do ust.
- Dziś świętujemy. Mamy co. Oboje się obroniliśmy, mamy wspaniałe widoki na przyszłość. Czego chcieć więcej?
Magda spojrzała na niego, zadowolona.
- Tak, niedługo zaczniemy pracę u twojego ojca. Cieszysz się?
Na te słowa Janek sposępniał. Nie chciał jednak, by to zauważyła. Magda nie wiedziała, że nie o tym marzy. Twierdziła, że nic lepszego nie mogło mu się przytrafić. On nie był tego taki pewien. Westchnął.
- Jesteśmy już na miejscu.
Dziewczyna, jakby wyrwana ze snu, zaczęła rozglądać się wokoło.
- Belvedere? Janeczku, naprawdę? Skąd wiedziałeś? - zapiszczała, zadowolona z takiego obrotu sprawy, po czym uczepiwszy się ramienia Janka, ruszyła wolnym krokiem ku wejściu.
Kiedy szli do środka, kilku mężczyzn zazdrośnie spojrzało na Janka, mijające ich panie podobnie patrzyły na Magdę. Była z nich piękna para. Idealna. Nikt nie miał wątpliwości, że są w sobie zakochani. Przynajmniej tak z boku mogłoby się wydawać. Janek miał wszystko przemyślane. Na początek szampan - najlepszy, jaki był w lokalu - a potem na stół wjechały najlepsze potrawy. Tym razem postawił na smażone krewetki z palonym masłem i imbirem oraz z plastrem limonki. Wiedział, że Magda bardzo je lubi. Chciał też dzięki temu jej zaimponować. Dziewczyna była tego warta. Na koniec zjedli ciasto czekoladowe. A wszystko to przy dźwiękach nastrojowej muzyki. Była już dwudziesta pierwsza, gdy Magda delikatnym ziewnięciem dała znać Jankowi, że jest zmęczona. Klimat, który panował w środku, aura tajemniczości, blask świec i muzyka sprawiły, że Janek stwierdził, iż w sumie mógłby się w niej zakochać. Była piękna. Niczego jej nie brakowało, zawsze zadbana, zawsze uśmiechnięta i wygadana... Taka myśl tylko przemknęła mu przez głowę, bo zaraz się otrząsnął. Po pierwsze, nie wierzył w coś takiego jak miłość, a po drugie, Magda była... No właśnie. Zabrakło mu słów. Byłaby dobrą partnerką w życiu i w biznesie, ale jakoś nie widział jej w roli matki. Co w sumie za bardzo mu nie przeszkadzało, bo jeszcze nie chciał mieć dzieci. Nie znaczyło to, że wykluczał taką możliwość w przyszłości, ale na razie było dobrze tak, jak jest. Jedyne, co go irytowało, to chyba właśnie ta jej perfekcja. Wszystko zawsze musiało być najlepsze i po jej myśli. Janek zastanawiał się, czy gdyby okazało się, że nie ma grosza przy duszy, to Magda również umówiłaby się z nim tego wieczoru. Dziewczyna, nie mając pojęcia, o czym myśli, uśmiechnęła się do niego i stwierdziła:
- Takiego właśnie życia potrzebuję. Czego chcieć więcej? Gdy są pieniądze, wszystko inne się ułoży. Prawda?
Janek nie miał już wątpliwości, jaka byłaby odpowiedź na dręczące go pytanie.
- Prawda - odparł i zapłacił rachunek.
Kochali się bez opamiętania, tak jakby zaraz ziemia miała ich pochłonąć, jakby była to ostatnia rzecz, jaka ich jeszcze czeka. Kiedy ostatni dreszcz przeszedł, oboje padli na łóżko. Magda była szczęśliwa. W końcu udało jej się usidlić Janka. Tego była pewna. Przez cale pięć lat starała się trzymać go na dystans. Nie dlatego, że nie chciała. Dlatego, że taki miała plan. Były pocałunki, nawet coś więcej, ale na prawdziwy seks przyszedł czas dopiero teraz. Żyła według planu. Zawsze tak było. Najpierw studia, potem ślub i kariera. Przy Janku nabierze tempa. Gdy on zostanie prezesem firmy, ona będzie mogła rozwijać się u niego i nabrać doświadczenia. A kiedyś kto wie? Może sama stworzy jakieś małe imperium? On jej w tym pomoże, w to nie wątpiła, zresztą szybko się uczyła. Kariera była dla niej bardzo ważna. Nigdy nie rozumiała kobiet, które za główny cel obierały sobie męża i dzieci, a potem tonęły w stosach pieluch i papek. Nie, to nie dla niej. Ona musiała czuć, że żyje. Najlepsze wakacje, najlepsze ubrania, biżuteria. Przy Janku wszystko to mogła mieć ot tak. Teraz, gdy już spędzili ze sobą noc, nie pozwoli mu o sobie zapomnieć. Zresztą widziała to również w jego oczach. Byli do siebie podobni, on myślał tak samo. Nie kochała go, ale to i lepiej. Podobno miłość może tylko przeszkadzać. Będą wspaniałymi partnerami, razem osiągną wszystko, co tylko będą chcieli.
Była siódma, kiedy Magda się przebudziła. Janek jeszcze spał. Spojrzała na niego, bardzo jej się podobał. Wiedziała, że miał wiele kobiet, ale to jej nie przeszkadzało. Ona też nie była święta. Razem mogą stworzyć idealne życie. Wstała i założyła jego koszulę. Po cichu wyszła z sypialni prosto do kuchni, by przygotować śniadanie. Zajrzała do lodówki. Uśmiechnęła się, bo Janek miał tam tylko jajka, sałatę, margarynę i pomidorki koktajlowe. Nie za dużo, ale da się już z tego coś wyczarować. Zabrała się do pracy, by gdy tylko chłopak się obudzi, móc go zaskoczyć zrobionym śniadaniem.
Janek już nie spał. Słyszał, jak Magda wychodzi z sypialni i cicho zamyka drzwi. W sumie sam nie wiedział, dlaczego się nie odezwał. Chciał pobyć trochę sam. Dzisiejsza noc była cudowna, nikt nigdy nie sprawił, by było mu tak przyjemnie, a mimo to czuł pustkę. Nie chodziło o seks. Pod tym względem Magdzie nie mógł niczego zarzucić, ale... miał nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. Jakby przeczucie, niepokój w sercu, coś, co kazało mu się wycofać.
- Przestań - warknął sam na siebie. - Przecież jest idealnie, tak jak powinno być. Nic mi nie zepsuje tego dnia. Nawet to dziwne uczucie.
Słyszał, jak Magda krząta się w kuchni, jak rozbija jajka i włącza radio. Akurat leciał utwór Walking on Sunshine - Magda śpiewała. Nagle poderwał się na dźwięk telefonu. To był ojciec. Nie chciał z nim jeszcze rozmawiać, ale wiedział, że jeśli nie odbierze telefonu, gotów tu jeszcze przyjechać. Po trzecim sygnale z rezygnacją nacisnął zieloną słuchawkę.
- Cześć, tato. Co słychać? - zapytał z udawaną beztroską. - Wszystko w porządku?
- Nie jest w porządku. Janek, gdzie ty jesteś? Obiecałeś, że od dziś zaczniesz u mnie pracę. Nie tak się umawialiśmy. Skończyłeś studia, już pora, żebyś spoważniał i się ustatkował. W końcu kiedyś to będzie twoja firma. Twoja, rozumiesz?!
Ojciec był wściekły. Nie pierwszy raz Janek wystawiał go do wiatru. Tym razem nie chciał mu odpuścić.
- Wiem, tato, dałem słowo, ale... Słuchaj, mam propozycję. Będę u ciebie pracować, wiesz, że nie będzie inaczej. Bo w sumie co mógłbym robić, nie? - Janek próbował grać na czas, roześmiał się nerwowo do telefonu. - Ale mam ostatnią prośbę. Wiem, że obiecałem, ale słuchaj, ten rok był naprawdę bardzo trudny. Zaliczyłem wszystkie egzaminy w terminie, obroniłem się na pięć, już pewnie nigdy nie będę miał takiej możliwości, a... chciałbym odpocząć.
- Janek! - krzyknął ojciec.
- Tak, wiem, powiesz, że wciąż odpoczywam, ale to wcale nie był odpoczynek. Ciągle musiałem się uczyć. Gdybym mógł wyjechać na kilkanaście dni, nabrać sił, po powrocie byłbym najlepszym pracownikiem ever! Wypoczęty, zadowolony... A kto wie kiedy następnym razem będę mógł się wybrać na takie wakacje... - powiedział z determinacją i cichą nadzieją.
W słuchawce usłyszał westchnienie. Ojciec był surowy, ale go kochał. Chciał mu zastąpić oboje rodziców. Co nie było łatwe, bo twarda ręka nie potrafiła ukoić bólu i smutku po stracie matki. Sam nie wierząc, że to mówi, odpowiedział:
- Dobrze. Masz dwa tygodnie. Jak normalni pracownicy. I ani dnia dłużej. Inaczej zabieram ci wszystko. Mieszkanie, samochód i pracę. Wtedy będziesz musiał radzić sobie sam.
- Rozumiem, więcej mi nie trzeba - odparł Janek i już chciał się rozłączyć, gdy coś sobie przypomniał. Zapytał: - Przelejesz mi trochę kasy? Jestem spłukany!
Ojciec znowu westchnął i tylko dodał ostrym głosem:
- Ani dnia dłużej! - Po tym się rozłączył.
Janek wiedział, że tym razem nie żartował. To były jego ostatnie dwa tygodnie, a potem pochłonie go szara codzienna rzeczywistość. Musiał ten czas wykorzystać jak najlepiej. Szybko wystukał numer i rzucił do słuchawki:
- Bartek? Mam dwa tygodnie. Załatw coś. Gdziekolwiek. Jest mi wszystko jedno. Byle było ciepło.
W słuchawce usłyszał radosną wiązankę przekleństw. Bartek właśnie wykrzykiwał: "Jak zajebiste będą te wakacje", gdy Magda w jego koszuli weszła do sypialni i słodko zapytała:
- Misiu, już nie śpisz? Na co masz ochotę? Na śniadanie czy coś innego?
Janek nie słyszał już głosu przyjaciela, tylko przywarł wargami do ust dziewczyny.