W NASZEJ PIĄTCE
Wyglądasz fantastycznie - mówi mama, gdy wchodzę do kuchni.
Ja myślę. Poświęciłam godzinę, żeby przygotować się do pierwszego dnia szkoły. Rozpuściłam włosy i wygładziłam prostownicą. Mam przezroczysty top, a pod spodem białą koszulkę na ramiączkach, dżinsy rurki i buty na koturnie, wybłagane u mamy. Pociągnęłam powieki eyelinerem, usta konturówką, a podkład skutecznie maskuje wywołany stresem wyprysk na brodzie.
- Dziękuję. - Przytulam się do niej. Chyba wie, że mam na myśli nie tylko komplement. Dziękuję jej za wszystko, co zrobiła dla mnie tego lata. Za to, że była na moich wszystkich zawodach pływackich i z takim zapałem mnie dopingowała, że w każdą niedzielę wieczorem traciła głos. Za wszystkie nocne rozmowy, zwłaszcza w ostatnim tygodniu, gdy Cassidy wyjechała do Los Angeles, Brandon wrócił na Wschodnie Wybrzeże, a na moim horyzoncie jak groźna chmura gradowa zawisł pierwszy dzień szkoły.
Mama pociesza mnie uśmiechem, który zawsze przykleja do ust, gdy wie, że się denerwuję.
- Proszę, przestań tak na mnie patrzeć. - Powstrzymuję się, by nie przewrócić oczami. - Naprawdę nic mi nie jest.
Dzwoni moja komórka, więc wyjmuję ją z kieszeni i rzucam okiem na ekran.
- Alexis chce, żeby ją dzisiaj podwieźć do szkoły.
- Dlaczego? - pyta mama, sypiąc do miseczki płatki dla Paige. - Przecież wie, że przez pierwszy rok nie możesz zabierać pasażerów, to wbrew przepisom. - Oczywiście, że Alexis zna przepisy, ale po prostu się dziwi, że ich przestrzegam, skoro większość ludzi ma je w nosie.
Odpisuję jej, że nie mogę jej podrzucić, bo gdyby dowiedzieli się o tym moi rodzice, straciłabym auto. Wciskam WYŚLIJ i odwracam ekran w stronę mamy, żeby przeczytała. Z aprobatą kiwa głową.
Wsuwam telefon z powrotem do kieszeni i zarzucam na ramię plecak.
- Miłego dnia, szóstoklasistko - mówię do Paige, która właśnie pakuje do ust sporą łyżkę płatków.
W drodze do garażu dalej prowadzę korespondencję z Alexis, która prosi, żebym zmieniła zdanie. Zanim ruszę z podjazdu, wrzucam telefon do uchwytu na kubek i kończę dyskusję, nie zdradzając jej, dlaczego tak naprawdę nie chcę jej zabrać. Ani dzisiaj, ani w najbliższej przyszłości.
W tym miesiącu, w moje szesnaste urodziny, tato zabrał mnie do urzędu komunikacji po moje prawo jazdy, a kiedy kilka godzin później wróciliśmy do domu, w garażu stała używana honda civic. Totalnie się tego nie spodziewałam, a poza tym samochód był dla mnie czymś znacznie więcej niż środkiem transportu - ważnym sygnałem, ponieważ mama, tato i moja psychiatra doszli do wniosku, że poradzę sobie za kierownicą.
Nie mogłam się doczekać, aby pochwalić się nowym autem, ale Alexis, Kaitlyn, Olivia i Hailey wyjechały na wakacje ze swoimi rodzinami, a Cassidy miała szlaban, więc przez resztę popołudnia jeździłam sama, słuchałam muzyki i cieszyłam się dotykiem kierownicy.
Co pewien czas spoglądałam na licznik, zaintrygowana zmieniającymi się cyframi. Za każdym razem, gdy na ostatnim miejscu pojawiała się trójka, przeszywał mnie ten dziwny dreszcz.
Gdy w końcu wieczorem zatrzymałam się na podjeździe przed domem, ostatnia na liczniku pokazała się szóstka, więc wycofałam i zrobiłam jeszcze kilka kółek po najbliższej okolicy, dopóki nie zobaczyłam właściwej cyfry. Teraz muszę to powtarzać za każdym razem, gdy parkuję. Nie mam zamiaru wtajemniczać w to Alexis i reszty moich przyjaciółek, więc cieszę się, że według przepisów muszę jeździć sama.
Zatrzymując się na parkingu dla uczniów, na końcu licznika widzę dziewiątkę, więc żeby zaparkować z trójką, muszę jechać na drugi koniec placu przy kortach tenisowych. Przekręcając kluczyk w stacyjce, czuję, jak skręca mnie w żołądku i wysycha mi w ustach, dlatego siedzę jeszcze przez chwilę i głęboko oddycham.
To nowy rok. Nowy początek.
Uspokajam się, idąc przez kampus. Avery Peterson piszczy na mój widok. Ściskamy się i obiecujemy sobie, że pogadamy później, a potem wraca do Dylana O'Keefe'a i łapie go za rękę.
Przez pierwsze trzy miesiące szkoły średniej miałam na jego punkcie obsesję, która zaczęła się, kiedy zaprosił mnie na bal z okazji zjazdu absolwentów, a skończyła, gdy na imprezie sylwestrowej parę miesięcy później pocałował mnie Nick Adler i błyskawicznie zajął jego miejsce.
Kilka kroków dalej, przy stoliku na drugim końcu dziedzińca, widzę Tylera Riolę z kumplami z drużyny lacrosse. Przez pierwszą część drugiej klasy całkiem zaprzątał moją uwagę, dopóki nie zaczęłam chodzić z Kurtem Frasierem, jedynym chłopakiem, z którym łączyło mnie coś więcej niż jednostronne opętanie. Lubiłam Kurta. Bardzo. I on naprawdę mnie lubił, przynajmniej przez kilka miesięcy.
Trudno było mi wyleczyć się z niego, ale gdy zaczęło się lato, w centrum mojej uwagi znalazł się w końcu Brandon. Wyobrażam go sobie w spodenkach Speedo, a skręcając za róg, zastanawiam się, co teraz porabia.
Zatrzymuję się jak wryta. Przecież to nie może być moja szafka.
Drzwiczki są owinięte błękitnym papierem, który zdobi gigantyczna srebrna kokarda pośrodku. Muskam ją dłonią. Nie wierzę, że to zrobiły.
Unoszę wzrok dokładnie w momencie, gdy tłum się rozstępuje, tworząc przejście dla Alexis. Ze swoimi długimi blond włosami, olśniewająco zielonymi oczami i nieskazitelną cerą jak zwykle wygląda, jakby właśnie zeszła z okładki "Teen Vogue". Słyszę stukot jej szpilek na betonowej posadzce, szelest markowej letniej sukienki, która kołysze się z każdym krokiem. Alexis trzyma gigantyczną babeczkę z fioletowym i białym lukrem.
Po prawej ręce ma Kaitlyn, która wygląda równie ładnie, chociaż w całkiem inny sposób. Jej uroda jest egzotyczna. Sexy. Ma obcisły top na cienkich ramiączkach, a na obnażone ramiona spływa kaskada ciemnych falistych włosów.
Hailey odłącza się od reszty i pędzi w moją stronę z rozłożonymi rękami. Zarzuca mi je na szyję.
- Boże, nie masz pojęcia, jak ja za tobą tęskniłam tego lata! - woła.
Ściskam ją i zapewniam, że też za nią tęskniłam. Cudownie wygląda, wciąż opalona po lecie spędzonym w Hiszpanii.
Olivię mam w zasięgu ręki, więc obiema garściami łapię ją za świeżo ufarbowane kruczoczarne włosy.
- Super do ciebie pasują! - mówię do niej, a ona wysuwa do przodu biodro.
- Przecież wiem, nie? - odpowiada.
Kiedy są przy mnie przyjaciółki, wszyscy wokół przerywają to, co akurat robią, by otoczyć nas trochę ciaśniejszym pierścieniem. Tak właśnie jest, kiedy Szalone Ósemki robią coś razem. Ludzie patrzą.
Zaczęłyśmy się tak nazywać jeszcze w zerówce i nazwa jakoś przylgnęła. Do pierwszej klasy szkoły średniej rzeczywiście było nas osiem, potem rodzina Elli wyprowadziła się do San Diego, a Hannah przeniosła się do prywatnej szkoły. W zeszłym roku Sarah dostała główną rolę w szkolnym przedstawieniu i od tej pory wolała spędzać czas z grupą nowych znajomych z kółka teatralnego. I tak zostało nas pięć.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że przyjaźń w nieparzystych grupach bywa skomplikowana. W ósemkę wszystko grało. W szóstkę też. Ale piątka? W naszej piątce jest do kitu, bo zawsze jedna z nas odstaje. To często bywam ja.
- Wszystkiego najlepszego, śliczna! - Alexis podskakuje w miejscu i wręcza mi wielką babeczkę.
Uśmiecham się jeszcze szerzej.
- Urodziny miałam dwa tygodnie temu.
- Fakt, ale gadałyśmy o tym, że to masakra mieć urodziny w wakacje. Żadna z nas nie mogła ich z tobą obchodzić.
Dziwne, że nie wspomniała o tym wcześniej. W zeszłym tygodniu widziałam się z nią dwa razy i rozmawiałyśmy o organizowanej przez jej mamę naszej wizycie w spa i o kabriolecie, który miała dostać na swoje urodziny.
- Super to wymyśliłyście. - Unoszę babeczkę, potem pokazuję na kokardę na szafce. - Poważnie. Dziękuję.
Odpowiada mi chóralne "nie ma za co" i "kochamy cię". Potem Alexis podchodzi bliżej.
- Przepraszam za te wszystkie esemesy rano - szepcze - ale muszę z tobą o czymś pogadać i chciałam to zrobić w cztery oczy.
- O co chodzi? - Staram się mówić swobodnym tonem, ale w momencie gdy słyszę: "muszę z tobą pogadać", żołądek zawiązuje mi się w taki sam ciasny supeł, jaki usiłowałam rozluźnić w drodze z parkingu. Te słowa nigdy nie wróżą nic dobrego.
- Porozmawiamy w przerwie na lunch - mówi.
Właśnie zaczęło mi się wydawać, że to będzie najlepszy ze wszystkich moich pierwszych dni szkoły, a już dygoczę ze strachu przed lunchem.
Kaitlyn mnie przytula.
- Trzęsiesz się?
Oddychać. Oddychać. Oddychać.
- Chyba przesadziłam z kawą. - Rozlega się pierwszy dzwonek, a ja odwracam się do szafki i drżącymi palcami wstukuję kod do zamka. - Zobaczymy się później.
Ósemki odchodzą korytarzem, a reszta ludzi rusza na pierwszą lekcję. Stawiam babeczkę na pustej półce i przytrzymuję się drzwi, by nie stracić równowagi.
Na wewnętrznej stronie drzwiczek są przyklejone zdjęcia i pamiątki z dwóch ostatnich lat. Fotografie naszej piątki ubranej w barwy szkoły z tygodnia strojów tematycznych i Kaitlyn w otoczeniu pozostałej czwórki, gdy w zeszłym roku zdobyła tytuł królowej balu. Jest ksero upomnienia z powodu naruszenia przepisów ograniczających hałas, które dostałyśmy w zeszłym roku, gdy rodzice Alexis wyjechali na Halloween, a my urządziłyśmy fantastyczną imprezę, o której ludzie opowiadali jeszcze przez parę miesięcy. Całe drzwiczki zasłaniają bilety. Imponująca kolekcja z przeróżnych koncertów - od nikomu nieznanych zespołów po takie sławy jak Beyoncé, Lady Gaga i Justin Timberlake - zgromadzona dzięki tacie Olivii, właścicielowi niezależnej wytwórni płytowej, który zawsze załatwia nam vipowskie miejsca.
W kieszonkowym lusterku sprawdzam makijaż i szepczę do siebie:
- Nie świruj...
Potem zamykam szafkę i jeszcze raz patrzę na niebieski papier. Gładzę palcem jego powierzchnię, przesuwam kciukiem po srebrnej kokardzie.
- To było naprawdę sympatyczne. - Głos brzmi tak cicho, że w pierwszej chwili mam wrażenie, że się przesłyszałam. Odwracam się, by sprawdzić, kto się odezwał, ale twarz dziewczyny zasłaniają drzwi szafki.
- Proszę? - Mam nadzieję, że nie widziała, jak żałośnie głaszczę kokardę.
- Masz naprawdę fajne przyjaciółki. - Zamyka szafkę, podchodzi do mnie i wskazuje błękitny papier. "Nie zawsze", mam ochotę odpowiedzieć, ale gryzę się w język. Zaczął się rok szkolny. To nowy początek. I dzisiaj rzeczywiście mam fajne przyjaciółki.
- Jak im się udało otworzyć twoją szafkę?
- Znają kod. To taka nasza urodzinowa tradycja. Opakowujemy sobie szafki od gimnazjum. Moją opakowały dopiero drugi raz, ale to zawsze były ważne urodziny. Najpierw trzynaste, a teraz... - dotykam srebrnej kokardy - ...szesnaste.
Po co ja jej to wszystko mówię?
Rozglądam się po korytarzach i zdaję sobie sprawę, że są puste.
- Przepraszam, my się znamy?
- Chyba nie. - Wskazuje na koniec szeregu. - Mam tu szafkę od pierwszej klasy, ale oficjalnie nigdy się nie poznałyśmy. Jestem Caroline Madsen.
Przyglądam się jej dosłownie od stóp do głów. Brązowe buty trekkingowe. Luźne sprane dżinsy. Rozpięta koszula flanelowa, która prezentowałaby się super, gdyby należała do jej chłopaka, nie mam jednak prawie żadnych wątpliwości, że nie należy. Na T-shircie pod spodem napis CO BY ZROBIŁ SCOOBY DOO? Śmieję się w duchu i patrzę na jej twarz. Ani grama makijażu. Wełniana czapka w białe i fioletowe paski, mimo że właśnie kończy się sierpień. W Kalifornii.
- Samantha McAllister.
Ostatni dzwonek mówi nam, że jesteśmy spóźnione pierwszego dnia szkoły.
Podciąga rękaw, odsłaniając stary, sfatygowany zegarek.
- Lepiej już chodźmy. Miło cię było poznać, Sam.
Sam.
W zeszłym roku poprosiłam Ósemki, żeby mówiły do mnie "Sam". Kaitlyn parsknęła śmiechem i powiedziała, że tak można nazwać psa, Olivia stwierdziła, że to imię dla chłopaka, a Alexis oznajmiła, że nigdy, przenigdy nie będzie się przedstawiać jako "Alex".
Patrzę, jak Caroline znika za rogiem korytarza. Nie zdążyłam jej poprawić.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI